ŁĘGNOWSKIE „OSIEDLE AWARYJNE” – CIEKAWOSTKA O KTÓREJ NIE WIE (PRAWIE) NIKT

W swoim corocznym „Czerwonym przewodniku”, poza tradycyjnymi gwiazdkami, Michelin przyznaje także wyróżnienia „Bib Gourmand”. Otrzymują je lokale gastronomiczne, w których zetknąć możemy się z wyjątkowo korzystnym stosunkiem cen do jakości oferowanych dań. Gdyby nieco przekształcić tę nagrodę i odnieść do atrakcji turystycznych Bydgoszczy, utworzyć można by kategorie miejsc  i obiektów, które są wyjątkowo ciekawe i jednocześnie bardzo mało znane. Na szczycie listy tego typu atrakcji, bez wahania umieściłbym znajdujące się na Łęgnowie, tzw. „Osiedle awaryjne”.

Na końcu świata, tzn. miasta

Fakt, iż o miejscu, którego opisania dzisiaj się podejmuję, wie tylko niewielka część mieszkańców Bydgoszczy, w pewnym sensie nie powinien dziwić.  Mówimy bowiem o stosunkowo niewielkim obszarze, ukrytym między nadwiślańskimi łąkami, a przemysłową częścią miasta, tj. zabudowaniami dawnego Zachemu. Teoretycznie to niedaleko, bo niecałe 20 minut jazdy samochodem od centrum miasta. Co więcej, dotrzeć można tutaj autobusem – z Fordonu (linia 73) lub Ronda Toruńskiego (linia 76). Rzut beretem stąd (8 minut szybkim krokiem), znajduje się też pętla tramwajowa. Sytuacja wygląda jednak zdecydowanie mniej korzystnie, jeśli uświadomimy sobie, że na osiedle dostaniemy się tylko z dwóch stron, ulicami: Hutniczą lub Nowotoruńską.  I o ile wjeżdżając na osiedle z Nowotoruńskiej, wszystko wygląda względnie zwyczajnie, to podróżując od strony Hutniczej, doznać można małego szoku.

Ja sam trafiłem na „Osiedle awaryjne” ledwie kilka lat temu, eksplorując bez bliżej sprecyzowanego celu, tę część miasta. Przyznam szczerze, że zanim zboczyłem na ulicę Hutniczą, nie miałem pojęcia o tym, co się tam znajduje. Wyobraźcie więc sobie tę sytuację – jadę od strony centrum miasta ulicą Łęgnowską, z lewej strony mam rozlewisko stanowiące przedłużenie toru regatowego w Brdyujściu, a także zaniedbany budynek dworca Bydgoszcz Łęgnowo. Następnie, pędząc już „kocich łbach”, między drzewami gęstego lasu, dostrzegam zabudowania oczyszczalni ścieków „Łęgnowo”. Na końcu tej krótkiej drogi, po pokonaniu niewielkiego wzniesienia, moim oczom ukazuje się bardzo przemysłowy krajobraz. Wokół wyrastają magazyny i hale produkcyjne zakładów, których nazwy najczęściej kończą się na „Chem” lub „Plast”. Zawracam więc, nie chcąc męczyć oczu tym industrialnym widokiem. Wiedziony jakimś instynktem, zamiast pojechać prosto, w kierunku miasta, skręcam w prawo, w ulicę niemal całkowicie pozbawioną nawierzchni. Przejeżdżam przez niewielki mostek, pod którym chyba od dawna już nic nie przepływa, i wkraczam na „Osiedle awaryjne”. W sekundę znalazłem się w innym świecie.

Dlaczego „Awaryjne”?

No dobrze, ale właściwie o czym mówimy? Jakie osiedle, i w ogóle, dlaczego awaryjne? Spokojnie drodzy państwo, po kolei. Historia naszego dzisiejszego bohatera (jeśli takim mianem można określić osiedle), nierozerwalnie wiąże się z historią DAG Fabrik Bromberg. I tutaj pozwolę sobie nie zagłębiać się w szczegóły, bo akurat temat dawnej fabryki zbrojeniowej, należącej do koncernu Dynamit Nobel AG i działającej na rzecz III Rzeszy, był w ostatnich 15 latach akcentowany w Bydgoszczy bardzo mocno. Wszystko oczywiście za sprawą Exploseum, czyli jednostki muzealnej, funkcjonującej w strukturach bydgoskiego Muzeum Okręgowego, która koncentruje się na ukazaniu technik zbrojeniowych z czasów II wojny światowej. Dla nieco mniej świadomych historycznie, dodam więc tylko, ze na skraju Puszczy Bydgoskiej funkcjonowała w latach 1939-1945 druga największa fabryka III Rzeszy, produkująca materiały wybuchowe, amunicję i szereg innych, nie mniej „milutkich” rzeczy. Kompleks, poza halami produkcyjnymi i budynkami administracyjnymi, obejmował wiele kilometrów torów kolejowych i  dróg. Całość zajmowała niemal 25 km kwadratowych.

Fabryka, jak to fabryka, samograjem nie jest, więc ktoś musi w niej pracować. W 1939 roku w pobliżu kompleksu zbudowano więc dwa osiedla mieszkaniowe dla kadry kierowniczej. Pierwsze z nich (również zachowane), znajduje się przy ul. Klinicznej w pobliżu pętli tramwajowej Glinki. Drugie, opisywane w niniejszym artykule „Osiedle awaryjne, rozciąga się wzdłuż ulicy Świetlicowej na Łęgnowie.

W budynkach, głównie murowanych, zamieszkały w trakcie II wojny światowej osoby pełniące funkcje administracyjne, ale również inżynierowie, specjaliści z zakresu różnego rodzaju technologii. To logiczne, stale musieli być bowiem w pobliżu fabryki, w razie gdyby natychmiast potrzebna była ich interwencja. A kiedy najczęściej taka interwencja jest potrzebna? Oczywiście, w trakcie awarii. Stąd właśnie nazwa „Osiedle awaryjne”. Wśród mieszkańców tego obszaru funkcjonuje również (choć używane znacznie rzadziej) określenie „Osiedle inżynierskie”.

Niestety, nie ma się co łudzić. Historia „Osiedla awaryjnego” i samego DAG Fabrik skrywa także wiele cieni. Wokół fabryki funkcjonowało kilka obozów pracy, w których, pod nadzorem niemieckich inżynierów, przymusowo pracowało kilka tysięcy robotników różnej narodowości. W miejscu tym, w okresie 1940-1945, funkcjonował podobozu Stutthof, czyli Aussenarbeitslager Bromberg-Brahnau. Więzienne baraki stały głównie między dzisiejszymi ulicami: Hutniczą i Łęgnowską, a także przy ulicy Żółwińskiej.

Po wojnie osiedle w pewnym sensie zachowało swoją funkcję, służąc kolejnemu kolosowi, który przejął pobliskie tereny przemysłowe, a więc Zachemowi. Większość budynków zamieszkiwana była przez pracowników zakładu oraz ich rodziny. Utworzono także hotel z pokojami dla zewnętrznych specjalistów oraz gości. Mieszkańcy osiedla dobrze wspominają ten czas, bowiem wówczas było to miejsce uprzywilejowane (wiadomo, klasa robotnicza i te sprawy). Na osiedlu działały więc: przychodnia, żłobek, a nawet kino i basen. Dzisiaj jest tutaj nieco mrocznie, a bywa nawet niebezpiecznie. Całość sprawia trochę wrażenie miejsca, które zatrzymało się w czasie, jakoś około 1995 r.

Dlaczego wyjątkowe?

Charakter osiedla kształtują przede wszystkim  wspomniane wcześniej budynki, niegdyś zamieszkiwane przez kadrę kierowniczą i specjalistów, pracujących w DAG Farbrik Bromberg. Do czasów współczesnych zachowało się 8 charakterystycznych obiektów tego typu. Ich architektura tak bardzo różni się od zabudowy pozostałej części miasta (poza budynkami przy ul. Klinicznej na Glinkach, wybudowanych zresztą w tym samym celu co  „Osiedle awaryjne”), że pierwsze wrażenie jest doprawdy piorunujące. Są to budynki wykonane z czerwonej cegły, jednak oklejone ozdobną, ciemną warstwą zewnętrzną.

Większość tych obiektów to niewielkie, kilkuizbowe i jednopiętrowe budynki. Te, zaadaptowane zostały po 1990 r. jako domki jednorodzinne lub (w przypadku nieco większych) bliźniaki. Oczywiście, zostały one nieco zmodernizowane, lecz gdzieniegdzie dostrzec można jeszcze oryginalne, wąskie okna najniższych kondygnacji. Widać, że niektóre z budynków trafiły w ręce majętnych właścicieli, którzy doprowadzili je do stanu używalności, jednocześnie dbając o otoczenie. Trzeba przyznać, że mieszkanie w takim obiekcie to prawdziwa gratka dla miłośnika bydgoskiej historii.

Wśród wszystkich budynków zdecydowanie wyróżnia się największy z nich, nazywany przez mieszkańców „Kasynem”. Duży, kilkupoziomowy budynek, zawdzięcz swą potoczną nazwę funkcji, którą pełnił przed laty. Podobno, w trakcie II wojny światowej, do kasyna, które tutaj działało, zjeżdżali nawet Niemcy stacjonujący w centrum Bydgoszczy. Potem była tutaj również stołówka, a w latach 90. XX w. całość przejęło miasto i utworzyło w budynku 30 mieszkań socjalnych. I tutaj, na obrazie dzielnicy pojawia się dość wyraźna rysa. Z zewnątrz budynek jest bowiem piękny, unikatowy, ale w środku… powiedzmy, że stanowi przeciwieństwo estetyki.

Chodząc po korytarzach „Kasyna” czasami trudno uwierzyć, że jest to zamieszkany budynek. Większość ścian pokryta jest graffiti (i to takim, którego nawet osoba obdarzona dużą wyobraźnią, nie mogłaby nazwać rodzajem sztuki), w wielu miejscach sypie się tynk, odpada farba, a pod nogami walają się śmieci. Co więcej, z relacji mieszkańców wynika, że w mieszkaniach lęgnie się robactwo, na które nie działają nawet specjalistyczne preparaty. Bydgoski ADM podobno nie reaguje, informując, że budynek poddano gruntownej renowacji w… 1999 r. Droga ADM, ja wiem, że wydaje się, że 1999 roku był dosłownie przed chwilą, ale naprawdę, obecnie bliżej nam do 2040.

Problemem budynku dawnego kasyna są też, w pewnej mierze, jego mieszkańcy. Jak wspomniałem wyżej, większość mieszkań to lokale socjalne. Napotkany przeze mnie mieszkaniec jednego z sąsiednich domków jednorodzinnych stwierdził, że wśród osób, zamieszkujących lokale socjalne, są zarówno „porządni ludzie, jak i zwykli wandale”. Niestety, spoglądając na wnętrza „Kasyna”, widać która z grup ma większą siłę przebicia. Szkoda, bo budynek skrywa jeszcze kilka tajemnic. Poza piękną elewacją wyróżnia się rozległym poddaszem oraz dwupoziomową piwnicą. Ciekawostką jest fakt, że jej najniższy poziom budowany był przez Niemców jako schron przeciwlotniczy.

Poza budynkami z czerwonej (a właściwie ciemnej) cegły, w obrębie osiedla znajduje się także kilkanaście ceglanych baraków, niegdyś zamieszkiwanych głównie przez szeregowych pracowników DAG Fabrik, a częściowo także przez kadrę kierowniczą. Najciekawszy z nich to niepozornie wyglądający barak, stojący na końcu ulicy Zakole. On również ma piwnice, które służyć miały jako schron. Co więcej, w budynku, pełniącym dzisiaj mieszkalne funkcje, znajduje się specyficzny, długi korytarz zakończony półokrągłą niszą. Do końca wojny, w miejscu tym mieściło się popiersie samego Adolfa Hitlera. To jednak nie wszystko. Architekci oddali hołd wodzowi III Rzeszy także w inny sposób. Spoglądając na budynek z lotu ptaka, do dziś dostrzec można, iż tworzy on kształt litry A. Mieszkańcom musi być z tym milutko.

Nie tylko budynki mieszkalne

Osiedle awaryjne to jednak nie tylko budynki mieszkalne na czele z „Kasynem”. Wokół skupiska budynków, natknąć można się bowiem na kilkanaście lepiej lub gorzej zachowanych bunkrów. Te oczywiście również zbudowali Niemcy, w celu ochrony obozu, osiedla i całej DAG Fabrik. Kilka z nich, np. tzw. „Ołówek” (nazywany tak ze względu na charakterystyczny kształt) zachowało się w całkiem niezłym stanie. Do niektórych bunkrów można nawet wejść.

Wydawałoby się, że oczywistym będzie włączenie tych schronów do kompleksu Exploseum, np. jako jedna z pobocznych tras. Taki był zresztą plan, a wszystkie obiekty kilka lat temu zbadało i opisało Bydgoskie Stowarzyszenie Miłośników Zabytków „Bunkier”. Co jednak dziwne (albo niestety charakterystyczne w kontekście alternatywnych atrakcji Bydgoszczy), wejścia do niektórych zamurowano, a część po prostu zasypano ziemią. Kiedy zapytałem o to jednego z „tubylców”, odparł, że „Niemcy chyba chcą coś ukryć”. Taka spiskowa teoria dziejów w wersji łęgnowskiej.

Oczywiście, zabezpieczenie bunkrów przed wizytą niepożądanych gości można w pewnym stopniu zrozumieć. Sam pamiętam, jak przed laty wśród młodych mieszkańców Bydgoszczy krążyła plotka o spotkaniach satanistów i narkomanów, które miały miejsce właśnie w łęgnowskich bunkrach. Nie wiem ile w tym było prawdy, ale trzeba przyznać, że miejsce to idealne dla wszelkiej maści wykolejeńców.  

A jeśli znudzą się Wam już budynki, historia i temu podobne rzeczy, możecie udać się na pobliską Górkę Łęgnowską, z której roztacza się piękny widok na nadwiślańskie łąki. Pod zboczem przebiega linia kolejowa Bydgoszcz-Toruń, dalej widać zabudowania dolnej części Łęgnowa, a w odległości ok. kilometra-dwóch, wije się królowa polskich rzek – Wisła.

Nie dla turystów?

Jako się rzekło, o „Osiedlu awaryjnym” wie niewielu. Dotyczy to nawet rdzennych mieszkańców miasta. Ba, nawet osób, związanych z branżą turystyczną. Wpływa na to wspomniana wcześniej odległość od centrum miasta, a także macosze traktowanie przez władze i rożnego rodzaju instytucje miejskie. Inną sprawą jest kwestia bezpieczeństwa – jeśli już „Osiedle awaryjne” pojawia się jako temat jakiejś rozmowy, natychmiast pada ostrzeżenie, dotyczące względów bezpieczeństwa. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać? Stan wnętrza „Kasyna”, a także ogólny, nieco mroczny klimat osiedla, wskazują, że tak. Z drugiej strony, przedstawiciele bydgoskich służb porządkowych  twierdzą, że wskaźniki przestępczości nie są wcale w tym miejscu wyższe, niż w innych częściach miasta.

Ewentualnych turystów odstrasza również przemysłowy charakter okolicy oraz skażenie, którego źródłem jest oczywiście działalność pobliskiego Zachemu. To bardzo ważny temat, ale z pewnością na inną historię.

Oczywiście „Osiedle awaryjne” i okolice, bywają celem wycieczek turystycznych. Te, w ostatnich latach organizowały m.in.: Bydgoska Masa Krytyczna i Stowarzyszenie Bunkier. O osiedlu i pobliskich obozach pracy wspominają także często przewodnicy, oprowadzający gości po Exploseum. Swego czasu, bodajże w 2017 r., obozom pracy działającym przy DAG Fabrik Muzeum Okręgowe poświęciło nawet czasową wystawę.

To wszystko jednak wciąż zbyt mało. Konieczne jest podniesienie świadomości, w pierwszej kolejności wśród mieszkańców miasta. Byłoby dobrze, gdyby kolejne pokolenia bydgoszczan zdawały sobie sprawę, jak mroczne tajemnice skrywają ościenne osiedla. Pamięć należy się także ofiarom reżimu, które poległy w trakcie katorżniczej pracy na rzecz okupanta. Promykiem nadziei na lepsze jutro jest dla mnie inicjatywa Bydgoskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej „ByLOT”, która w grudniu 2020 r., w trakcie szkolenia przewodników turystycznych, zorganizowała wycieczkę na „Osiedle awaryjne”. Przyszli przewodnicy poznali tajemnice i historie tego miejsca, co, być może, przełoży się w przyszłości na rozpropagowanie wiedzy o nim.

Osobiście marzy mi się coś w rodzaju skansenu, z tablicami informacyjnymi, ukazującymi historie poszczególnych obiektów. W obrębie „Osiedla awaryjnego” można by utworzyć trasę. Całość zajęłaby pieszemu turyście maksymalnie 2 godziny. Doskonały pomysł na weekendową lub popołudniową aktywność. Czy tak się stanie? Czas pokaże. Według mnie Bydgoszcz nie może sobie pozwolić na brak pełnego wykorzystania atrakcji, które posiada. I tak nie mamy ich przesadnie wielu. Obyśmy jednak nie doczekali czasów, w których osiedle dosięgnie nieodwracalna… awaria.

Piotr Weckwerth

13 myśli w temacie “ŁĘGNOWSKIE „OSIEDLE AWARYJNE” – CIEKAWOSTKA O KTÓREJ NIE WIE (PRAWIE) NIKT

    1. To bardzo typowe. W jakiś magiczny sposób wiedza o „osiedlu awaryjnym” i jego okolicach nie dociera do mieszkańców miasta. Szkoda, bo jest co podziwiać!

      Polubienie

  1. Straszne osiedle – straszne przez skażenia. Mieszkał tam za młodu mój kolega, niestety zmarł na raka – tamtejsze powietrze, ziemia, a PRZEDE WSZYSTKIM WODA – ludzie jeżeli mogą, uciekają stamtąd

    Polubione przez 1 osoba

    1. To prawda, mamy do czynienia z prawdziwą bombą ekologiczną. Ten temat wymaga jednak dokładnej analizy. Po jej przeprowadzeniu na pewno przygotuję o tym artykuł.

      Polubienie

    2. Bez przesady. Przez ponad 20 lat mieszkałam na tym osiedlu. Jestem zdrowa. A osiedle jak napisano w artykule jest na prawdę ciekawe pod względem turystycznym i historycznym. Stereotypy niestety gleboko zakorzeniły się wśród mieszkańców Bydgoszczy. Jednak czy każdy Polak to katolik? A może każdy Polak to zlodziej jak mysla o nas na ZACHODZIE?

      Polubione przez 1 osoba

  2. Mogę dodać do tych informacji jeszcze jedną ciekawostkę. Uczniowie łęgnowskiej szkoły przypadkiem odkryli na terenie osiedla metalowe tabliczki będące prawdopodobnie identyfikatorami pracowników fabryki dynamitu w okresie wojny. Dzięki zaangażowaniu ówczesnego nauczyciela historii odkopano ich znaczną liczbę i przekazano do muzeum. Podobne można oglądać w gdańskim muzeum II wojny światowej. Archeologowie odkryliby pewnie na tym terenie jeszcze niejedną fascynującą tajemnicę.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za ciekawe informacje! To prawda, prace archeologiczne zapewne przyczyniłby się do odkrycia kolejnych artefaktów. Pytanie czemu nikt nigdy (przynajmniej z tego co wiem), tym się nie zajął? Obawiam się, że wszystko wiąże się z tym nieszczęsnym skażeniem.

      Polubienie

  3. Siena, jest to zajebiste miejsce na ziemi mieszkam tu od urodzenia i bardzo poleca. NIe ma żadnego skarzenia tylko to są wymysły innych ludzi. Polecam odwiedzić to ciekawe miejsce. Jest tu miło i sympatycznie. Mili mieszkańcy tego misteczka. Polceam !!!

    Polubione przez 1 osoba

  4. Skansen „Osiedle Awaryjne” ??? Czy fakt zaniedbania i zniszczenia przeszłości oraz fatalny stan teraźniejszości czyni z obszaru skansen? Jeśli tak, to obecne Osiedle Łęgnowo już jest skansenem. Ale nieciekawym, pozbawionym wielu historycznych obiektów, zniszczonych (słusznie lub nie) w minionych latach. Wyobraźmy sobie, że trwają, tak jak było to w latach 60-tych, te wszystkie „atrakcje” Osiedla Awaryjnego: drewniane baraki po obozach jenieckich, wypełnione ciżbą repatriantów ze Wschodu – tzw. Miasteczko tuż przy szkole podstawowej (wtedy) nr 22 – dalej baraki u zbiegu Hutniczej, Łęgnowskiej, Świetlicowej, gdzie mieściły się sklepy, bar mleczny, przychodnie, fryzjer, jakieś biura.. Brama do Zakładów Chemicznych w Bydgoszczy z uzbrojonymi wartownikami w mundurach.. Wartki strumień kolorowych ścieków które płynęły w kierunku zbocza Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej (Łęgnowska Górka) i spadały kaskadą trujących wyziewów fenolu i kolorowej piany do kanału, którym wpływały do Wisły przed Brdyujściem, trując ryby i wszelkie życie aż do Fordonu. Baraki murowane, baraki drewniane stały na całym Osiedlu i kontrastowały z poniemieckimi willami „inżynierskimi” D.A.G. czy budynkiem Kasyna, w którym była wielka stołówka, na piętrach mieszkali m.in. nauczyciele szkoły Nr 22. Dalej Dom Kultury „Chemik” z kinem i z basenem… W latach 60-tych zbudowano kilka bloków mieszkalnych, potem za Gierka troche wielkiej płyty.. Mieszkało tam kilka tysięcy ludzi, większość pracowała w Zakładach Chemicznych przy trotylu, barwnikach, piankach. Dwa wybuchy w Zakładach narobiły sporo zniszczeń w Osiedlu a nawet we wsi Łęgnowo. położonej w dolinie Wisły. Na całym osiedlu były schrony (nie „bunkry”) przeciwlotnicze, wtedy jeszcze dostępne i utrzymywane (bo może być wojna). Dla uczniów SP 22 były miejscem zabaw, podobnie jak stojący na dziedzińcu samolot i sanitarka.. Przy pętli tramwajowej była strzelnica sportowa; strzelało się z wiatrówek do papierowych kwiatków albo lizaków.. Po drugiej stronie Hutniczej rozciągały się „ryzle” – laguny oczyszczalni ścieków miasta Bydgoszczy. Niekiedy w szkole tak od nich śmierdziało, że okien nie można było otworzyć. Przy końcu ul. Hutniczej był stadion sportowy KS Hutnik. Tam chyba pierwsze „kiwki” ćwiczył Zbigniew Boniek. Nie ma już śladu… Nic z tego się już nie zachowało. Nawet fotografii, wspomnień, pamiątek. Szkoła nie szczyci się swoją niebanalną historią, nie ma też miejsca na wystawę czy izbę pamięci. Nic dziwnego, że ktoś taki jak Piotr Weckwerth „odkrywa” tajemnicze Osiedle Awaryjne.
    Z Łęgnowem graniczy Czersko Polskie – była tam huta szkła (jeszcze istnieje budynek huty), przy ul. Toruńskiej. Niedaleko stamtąd do Toru Regatowego Brdyujście, z zaniedbanym klubem sportów wodnych Chemik, przez który przejść można do jazu na Brdzie i śluz wodnych Brdy – Wisły. „rozlewisko stanowiące przedłużenie toru regatowego w Brdyujściu” to tzw. „Hafen” w którym cumowały tratwy spławiane Brdą. Do dzisiaj zapewne na dnie leży sporo pni! Stacja kolejowa Bydgoszcz-Łęgnowo wtedy nie była zaniedbana, bo tętniła życiem. Ulica Łęgnowska „słynęła” z kolonii Cyganów oraz z częstych obsuwów ziemi ze skarp Pradoliny. Jeden z nich zniszczył domy u zbiegu z ul. Toruńską.
    Jest jednak jedno miejsce, które powinno rozsławić Łęgnowo. Nikt do tej pory z niego nie korzysta, nikt się nim nie chwali, a jest unikalne! To widok na zakręt Wisły (szkoda, że nie mogę załączyć zdjęcia mapy Polski, ale każdy to miejsce zna! A jak przyjedzie, stanie na poboczu ul. Nowotoruńskiej niedaleko skrzyżowania z ul. Hutniczą, to zobaczy na własne oczy zakręt Wisły od Solca Kujawskiego po Fordon. Nie ma nigdzie takiego spektakularnego widoku na królową polskich rzek, jak ten. Jeden, jedyny. To jest prawdziwy powód, aby odwiedzić Osiedle Łęgnowo. I to jest miejsce, gdzie historię Osiedla Awaryjnego i wsi Łęgnowo (tam też jest kilka ciekawych obiektów) można by opowiedzieć, pokazać, przybliżyć mieszkańcom (bo niewielu już pamięta z dzieciństwa) i przejezdnym. Prawda?

    Pozdrawiam Autora
    Roman Łukaszewski

    Polubione przez 1 osoba

    1. Po raz kolejny okazuje się, że najciekawsze, najbardziej wartościowe informacje o danym obszarze, przekazać mogą miejscowi. Dziękuję za zbiór niezwykle wartościowych faktów!

      Co do odkrywania „Osiedla Awaryjnego”, to niestety, tak to wygląda. O obszarze tym wie naprawdę niewielu. A przecież wszystkim nam (przynajmniej wierzę, że tak jest), zależy na budowaniu tożsamości, pielęgnowaniu tradycji, rozpowszechnianiu wiedzy o historii „małej ojczyzny”. Jakakolwiek by ona nie była. W przypadku Łęgnowa na pewno należy określić ją jako trudną. Stąd właśnie moja próba przedstawienia tego miejsca.

      Ps. A’propo Toru Regatowego, w najbliższych tygodniach również pojawi się o nim artykuł.

      Polubienie

    2. Prostuję pomyłkę: Klub sportowy nazywał się najpierw Unia Łęgnowo, potem Gryf Bydgoszcz, potem Zachem, w końcu Chemik Bydgoszcz.
      Stadion piłkarski przy ul. Hutniczej należał do K.S Gryf i KS Zachem. KS Chemik to już na Wyżynach

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: