NAJPIĘKNIEJSZY KONITZ ŚWIATA

Południowy skraj Pomorza. Wielki kompleks Borów Tucholskich gładko przechodzi w rozległe łąki i pola uprawne. Wokół mnóstwo jezior, na czele z największym, Jeziorem Charzykowskim, Powietrze pachnie jakoś inaczej, lepiej, a czas biegnie nieco wolniej. Brakuje (albo raczej nie brakuje) przytłaczającej cywilizacji, w okolicy próżno szukać bowiem dużych miast. Brzmi jak miejsce doskonałe. Należałoby więc zadać pytanie, jaki jest klucz do tej doskonałości? Otóż kluczem tym, są Chojnice.

Chyba każdy ma takie miejsce, które przywołuje w myślach, aby zapewnić sobie choć odrobinę wewnętrznego spokoju. Miejsce, które (często zapewne nieco na wyrost), jawi nam się jako idylliczna kraina, w której możemy złapać oddech, przywołać miłe wspomnienia, przemyśleć pewne sprawy i wrócić do rzeczywistości nieco silniejszymi. W mojej głowie właśnie w taki sposób prezentują się Chojnice.

Fakt, iż wywołują one we mnie właśnie takie emocje, wynika z kilku czynników, które postaram się w niniejszym artykule przybliżyć. Pierwszy z nich to czysta prywata. To z Chojnic (a raczej spod nich) pochodzi moja mama, więc można powiedzieć, że po części sam jestem stąd. Fakt ten wiązał się oczywiście w dzieciństwie z częstymi wizytami, co po latach niesie ze sobą potężną dawkę nostalgii. Jakby tego było mało, położenie w pobliżu Jeziora Charzykowskiego sprawiło, że w późniejszych latach, miasto było punktem startu lub mety licznych spływów kajakowych Brdą, w których brałem udział. To z kolei przywołuje wspomnienia beztroskich, wakacyjnych chwil.

Tak się złożyło, że w ciągu ostatnich kilku lat przed wyprowadzką z Bydgoszczy, bywałem w Chojnicach głównie w sprawach zawodowych i, co jak można się domyślić jest już nieco mniej przyjemne, 1 listopada. To jednak tylko scementowało moją więź z tym miastem.  

Jeśli więc ktoś pyta, „Piotrze, jakie są Twoje ulubione polskie miasta?”, w pierwszej kolejności słyszy oczywiście, że Bydgoszcz. Dopytuje więc o kolejne miejsca w tym rankingu i spodziewa się odpowiedzi w stylu: Kraków, Gdańsk czy Wrocław. A ja odpowiadam wówczas: „Chojnice”. I mówię to bez wahania.

Chojnicko-bydgoska komitywa

Więzy krwi, które powstały w mojej familii na linii Chojnice-Bydgoszcz, nie są raczej czymś niezwykłym.  Chojnice były bowiem formalnie związane z Bydgoszczą już od 1945 r., kiedy to funkcjonowały razem w strukturze województwa pomorskiego, ze stolicą właśnie w Grodzie nad Brdą. W 1950 r. województwo nosiło już miano bydgoskiego i tak pozostało aż do 1999 r., kiedy to Chojnice włączono w granice województwa pomorskiego. I tak sobie te Chojnice trwają po dziś dzień, jakieś 10 kilometrów od międzywojewódzkiej granicy.   

Jednakże, trzeba by się bardzo postarać, żeby nie dostrzec, iż więź między oboma miastami w dalszym ciągu istnieje.  Widać ją w suchych statystykach – w którymś z GUS’owskich raportów przeczytałem, że w sprawach zawodowych lub edukacyjnych z Chojnic do Bydgoszcz, codziennie dojeżdża ok. 200 osób (!). Więcej, w innym dokumencie znalazłem informację dotyczącą gmin, będących dla mieszkańców Chojnic pierwszym wyborem, w kontekście zmiany stałego zamieszkania. I tutaj Bydgoszcz znalazła się na pierwszym miejscu. Imponujące, w szczególności, jeśli weźmiemy pod uwagę, że stolicą województwa jest przecież potężny Gdańsk.

Związki widać także na co dzień. W mieście sprzedawana jest wciąż bydgoska „Gazeta Pomorska”, a kilka lat temu swój wydział otworzyła tutaj Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy. Kiedy 1 listopada przyjrzycie się rejestracjom aut zaparkowanych obok nekropoli, jakaś ¼ oznaczona będzie literami CB lub CBY.

Nie ma się zresztą co dziwić, bo mówimy o miastach oddalonych od siebie ledwo o 80 kilometrów. Niby nie aż tak blisko, ale jednak, należy pamiętać, że w pobliżu nie ma prawie nic. Do Gdańska grubo ponad 100 kilometrów, a w najbliższym sąsiedztwie tylko mniejsze miasteczka, w stylu: Człuchowa, Kościerzyny i Bytowa. Jesteśmy więc na siebie skazani. Zwykle w takich przypadkach przedstawiciele większego miasta cenią sobie taki stan rzeczy, lecz ci z mniejszego… już niekoniecznie. W tym przypadku mam jednak wrażenie, że jest nieco inaczej. Z kimkolwiek nie rozmawiam w Chojnicach, zawsze słyszę o Bydgoszczy pozytywne słowa. Najdobitniej o wzajemnej sympatii przekonał mnie kilka lat temu pewien starszy jegomość, którego spotkałem w barze w Swornychgaciach. Po paru kielichach oznajmił mi, że „za Bydgoszczy to było lepiej, bo Gdańsk to ma nas w dup…”. Piękne świadectwo przyjaźni.

Od zawsze na granicy

Abstrahując od historii najnowszej, Chojnice mogły się pochwalić mianem granicznego miasta już zdecydowanie wcześniej. I tutaj wspomnieć należy o prawdziwie krzyżackich korzeniach miasta (moi drodzy twardogłowi, to naprawdę nic złego!), które zresztą dostrzec można na każdym krok stawianym w obrębie Starówki. Ale o tym nieco później.

Dla Krzyżaków Chojnice, jako przyczółek zlokalizowany w pobliżu południowo-wschodniej granicy, pełniły bardzo ważną, obronną funkcję. I nie jest to czcze gadanie, bo najpierw rycerze spod znaku krzyża otoczyli miasto grubymi murami, wybudowali baszty i bramy, a potem wiele razy zaciekle bili się o gród. Bili się zresztą tak sprawnie, że w 1454 r. złoili pod miastem wojska Kazimierza IV Jagiellończyka. Przykro pisać, ale to była totalna rzeź – zginęło ponad 3 tysiące polskich wojaków, w tym m.in. syn słynnego Zawiszy Czarnego, czyli Jan Zawisza z Różnowa. Król uszedł z życiem, ale podobno z ledwością, uciekając przez bagna z garstką pozostałych przy życiu kompanów. Tak oto zakończyła się największa bitwa Wojny Trzynastoletniej i największa (!) klęska wojenna Rzeczypospolitej w czasach średniowiecza.

Ciekawostką jest fakt, że bitwa odbyła się w okolicach nieistniejącego dziś Jeziora Zakonnego. No, prawie nieistniejącego, bo na jego pozostałości (w formie niewielkich stawów), natkniemy się w Parku Tysiąclecia, rzut beretem od Starówki. Dojdziemy tam później, spokojnie.

W późniejszych latach Polacy jeszcze kilkukrotnie próbowali dobić się do wrót Chojnic, co w końcu udało się w 1466 roku, kiedy krzyżacka potęga militarna już nieco osłabła. Trzeba przyznać, że jedna i druga strona przelała w walce o miasto sporo krwi. Zastanowić się można po co? Ano po to, że zdobycie Chojnic było niemal jak symbol. Nie bez powodu wielki kronikarz Jan Długosz, nazwał je bowiem w XV w.  „Bramą i Kluczem Pomorza”. A kto ma klucz, te ma i całe Pomorze. Proste.

Myślicie, że to koniec granicznej historii Chojnic? Oczywiście, że nie. Po pierwsze, książki można by pisać o aspektach geograficznych i etnograficznych, oraz liczbie krain, w pobliżu (lub na których) Chojnice leżą. O tym napiszę w kolejnym artykule, a w tym miejscu wspomnę tylko, że po zakończeniu rozbiorów,  czyli dokładnie 31 stycznia 1920 r., Chojnice włączono w granicę Rzeczypospolitej. Granica z Prusami przebiegała zaś… 2 kilometry od miasta w kierunku zachodnim. Po dziś dzień, jadąc z Chojnic w kierunku Czuchowa, w miejscowości Topole, zobaczyć możemy niepozorny budyneczek, w którym mieściła się placówka graniczna. Co by nie mówić, historia zacna i jakże „nadgraniczna”.

Klucząc po „Kluczu do Pomorza”

Ale dosyć już tej prehistorii. Zamknijcie oczy – wracamy do współczesność. Czujecie bruk pod stopami? Ok, w takim razie możecie już patrzeć. Przed Wami budynek chojnickiego dworca. Ciekawy, bo wielobryłowy, ceglany i z prawie 150-letnią historią. Pamiętam, jak w czasach mojego dzieciństwa tętnił życiem, natomiast są to wspomnienia dość wyblakłe. Szczególnie, kiedy widzimy, jak wygląda on obecnie. Opisałbym to jako stan pośredni między przewlekłą czkawką, a ciężkim przypadkiem grypy żołądkowej. Generalnie nic przyjemnego, a już na pewno nie estetycznego.  Mimo to, polecam wszystkim miłośnikom infrastruktury kolejowej, bo obiekt jest naprawdę interesujący. Ciekawostką jest fakt, że na stosunkowo niewielkiej powierzchni budynku dworca zmieściły się aż 22 pomieszczenia. Niestety większość z nich stoi dzisiaj odłogiem, a całość zwyczajnie starszy. Podobno miasto planuje przeprowadzić rewitalizacje obiektu, czego z całego serca Chojnicom życzę. Tak naprawdę mamy bowiem do czynienia z perełką. Póki co jednak, perełka ta tapla się w brzydko pachnącym błocie.

My jednak do lepszych czasów dworca czekać nie będziemy. Odwróćcie się więc na pięcie i skierujcie kroki w stronę ulicy Dworcowej. Idąc w kierunku Starówki mijamy zespół kilkunastu zabytkowych, secesyjnych kamienic. Moi faworyci to: numerek 18, czyli imponujący gmach, wznoszący się u zbiegu Dworcowej i Alei Brzozowej, oraz znajdująca się po drugiej stronie ulicy (chyba już opuszczona) willa.

Podziwiając je, możecie sobie umilić spacer do Parku Tysiąclecia, który potrwa jakieś 15 minut. Tak, to właśnie to miejsce, w którym odnaleźć możecie pozostałości Jeziora Zakonnego, miejsca polsko-krzyżackiej bitwy, o której wcześniej wspominałem. W zasadzie to jeszcze 15 lat temu faktycznie wyglądało tu jak po bitwie. Na szczęście Unia sypnęła pieniążkiem (którym później ktoś potrafił dobrze zarządzić) i powstał naprawdę zadbany park. Są jeziorka, alejki, ławeczki, pomostki. Jest też coś nietypowego – mianowicie instalacja do napowietrzania i rekultywowania wody. Co ciekawe, z tych niepozornych jeziorek wypływa Jarcewska Struga, która po pokonaniu podziemnego odcinka pod Starówką, kieruje się do Jeziora Charzykowskiego. Na ujściowym odcinku można się nawet pokusić o zwodowanie na jej wodach kajaka.

Spacery po parku polecam szczególnie po zmroku, bo teren jest naprawdę klimatycznie podświetlony. Kiedy już się nachodzicie skierujcie swoje oczy na północ, bo tam, między drzewami, majaczy już zabudowa Starówki. Gotowi? No to idziemy!

Sukiennice, mur i Tur

Na Stare Miasto proponuję wkroczyć od strony ulicy Sukienników. Nazwa nieprzypadkowa, bo, niczym w Krakowie, zobaczymy tutaj Sukiennice. No dobrze, faktycznie nie tak okazałe, jak w grodzie Kraka, ale jednak też ze sporą wartością historyczną. W budynku, który dzisiaj pełni funkcję hotelu i restauracji, znajdowała się onegdaj pierwsza w Prusach Zachodnich gorzelnia parowo-winna. Trzeba przyznać, że już to jest  interesujące, jednak jest jeszcze jedna ciekawa historia, która wiąże się z obiektem. Mianowicie, w 2003 r., w murach Sukiennic znaleziono butelkę koniaku i tajemniczy, sporządzony w języku niemieckim list. Treść wskazywała, że napisany został w 1904 r. przez budowlańców, pracujących przy powstawaniu budynku. O co chodziło „nadawcom”? Mianowicie, wskazywali, że ich bezpośredni pryncypał, niejaki architekt Scheffler, mówiąc oględnie, lubi sobie golnąć koniaczku. W związku z tym (chyba w hołdzie szefowi?), robotnicy dobrodusznie pozwoli znalazcy na przywłaszczenie butelki. No i jakiś szczęściarz przywłaszczył. Po 99 latach.

Ale nie po to zabrałem Was na ulicę Sukienników. Głównym powodem są bowiem mury. Wspominałem już, że Krzyżacy poważnie ufortyfikowali Chojnice. Efekty możemy podziwiać pod dziś dzień. Pierścień murów rozciąga się od południowej i zachodniej strony Starówki, czyli wzdłuż ulic: Sukienników, Grobelnej, Wałowej i Młyńskiej. I nie są to tak skromne pozostałości jak choćby w Bydgoszczy. Kiedy pierwszy raz zabrałem tutaj dziewczynę, bodaj na ulicy Podmurnej, powiedziała mi, że czuje się trochę jak w Toruniu. Trzeba przyznać, że coś w tym jest.

Mury to jedno, ale w ciągu miejskich obwarowań zachowały się także baszy. I to aż 8! Ok, może nie wszystkie uznać możemy za „zachowane”, ale po kolei. Krocząc naszą trasą, tj. ulicą Sukienników, zaraz za Sukiennicami mijamy basztę więzienną (obecnie mieści się w niej galeria twórczości chojnicko-krakowskiego artysty, Janusza Jutrzenki-Trzebiatowskiego), a następnie, skręcając już w stronę właściwej Starówki, w ulicę Wałową, basztę Kurza Stopka (tutaj z kolei mamy Galerię Współczesnej Sztuki Polskiej), tzw. Dom Szewski (pomieszczenia magazynowe) i Basztę Szewską. W tej ostatniej mieści się biblioteka muzeum. Jakiego? Muzeum Historyczno-Etnograficznego, którego zbiory mieszczą się w najciekawszym zachowanym elemencie chojnickiego systemu obronnego, czyli Bramie Człuchowskiej.

Brama rzecz jasna nosi swoją nazwę od kierunku, w którym niegdyś prowadził od niej trakt. A prowadził w kierunku zachodnim czyli na Człuchów. Sześciokondygnacyjny obiekt wybudowano w XIV w. w stylu pomorskiego (czy też nadwiślańskiego) gotyku. Kiedyś musiał robić doprawdy piorunujące wrażenie, a i dzisiaj oddziałuje na wyobraźnie. Obok bramy znajduje się spore obniżenie terenu. Wszystko dlatego, że kiedyś wjazd do miasta zabezpieczony był nie tylko bramą, ale również fosą i mostem zwodzonym (za nim wjazdu do miasta strzegły dwie małe baszty o wdzięcznych nazwach: Słoń i Byk). Niecka to właśnie pozostałość po miejskiej fosie. Przez lata znajdował się tutaj amfiteatr, w którym odbywały się całkiem spore imprezy jak np.: Festiwal Folkloru czy Chojnicka Noc Poetów. W ubiegłym roku rozpoczęto rewitalizację tego miejsca, która, miejmy nadzieję, nie zakończy się tak popularną w ostatnim czasie w Polsce betonozą. Trzyma za Was kciuki, Chojnice.

Robimy krótki przystanek na trasie po średniowiecznych obwarowaniach Chojnic i stajemy oko w oko z turem. Wielki zwierz spogląda na nas dość złowrogo, a my odruchowo szukamy drogi ucieczki. Spokojnie! Jeśli przyjrzymy się nieco dokładniej, dostrzeżemy, że w gruncie rzeczy przyjazny z niego gość. Chodzi rzecz jasna o artystyczną instalację, stanowiącą nowoczesne wyobrażenie symbolu miasta, czyli znajdującego się w herbie Chojnic tura. Ostatnie tury wyginęły bodaj w XVII w., więc będąc w Chojnicach, macie wyjątkową okazję zobaczyć jak wielkie były to zwierzęta (rzeźba oddaje ich wielkość w skali 1:1). Co ciekawe, instalacja, której autorem jest lokalny rzeźbiarz-artysta Jarosław Urbański, jest bardzo „eko”, bowiem pochodzi z materiałów pozyskanych z recyklingu. Tak, po prostu wykonano ją ze złomu. I zrobiono to dobrze, bo wygląda naprawdę zacnie.

Idziemy dalej, w kierunku północnym. Mijamy kolejno nowo wybudowaną (nawet nie odbudowaną) basztę, w której siedzibę ma Centrum Informacji Turystycznej „Brama Kaszubskiego Pierścienia” oraz  Basztę Wronią (również siedziba Muzeum Historyczno-Etnograficznego). Ostatnie dwie baszty to: odbudowany niemal od podstaw obiekt znajdujący się przy stadionie Chojniczanki oraz Baszta Kościelna przy Bazylice Mniejszej.

Pokonując trasę (nazwijmy ją tak) obronną, pamiętajcie o dwóch kwestiach. Pierwsza jest taka, że to co widzicie to w dużej mierze rekonstrukcja i renowacja z lat 1970-1980. Większość baszt znajdowała się wcześniej w bardzo kiepskim stanie lub wręcz wcale ich nie było. Słabo prezentowały się również mury. Trzeba jednak przyznać, że odbudowa się udała, a całość nie wygląda kiczowato lecz niemal jak oryginał. Rzecz jasna, powstały także zupełnie nowe obiekt, jak baszta, w której mieści się Centrum Informacji Turystycznej. Z drugiej strony, są też obiekty jak Brama Człuchowska, które zachowały się w niemal niezmienionej formie.

Druga sprawa jest taka, że musicie mieć świadomość, iż w średniowieczu, pierścieniem obronnym otoczone było całe miasto. W związku z tym, baszt było nie 8 a 24, a do tego 3 bramy (poza Człuchowską również rozebrane w 1938 r. Gdańska i Młyńska). Obronny charakter podkreślały dodatkowo: fosy, mosty zwodzone i położenie wśród jezior. Wspominałem już o tym, znajdującym się na południu, ale było jeszcze jedno – na północnym wschodzie. To o tyle ciekawe, że po dziś dzień, łatwo dostrzec można miejsce, w którym się znajdowało. Część miasta znajdująca się tuż za Starówką, właśnie od północno-wschodniej strony, położona jest bowiem w niecce, z kolei Starówka na lekkim wzniesieniu.

Niebanalne zabytki sakralne

Przyznacie, że całkiem ciekawe te chojnickie obwarowania. Bez wątpienia nadają miastu średniowiecznego, krzyżackiego charakteru. Ale nie tylko to definiuje atrakcyjność turystyczną Chojnic. Bardzo interesujący jest również sakralny zakątek (to akurat moje własne określenie), znajdujący się we wschodniej części Starówki.

Najważniejszym i najstarszym zachowanym obiektem sakralnym miasta jest halowa Bazylika Mniejsza, nosząca bardzo sympatyczny patronat Ścięcia św. Jana Chrzciciela. Budynek, podobnie jak Brama Człuchowska, wybudowano w XIV w. w stylu pomorskiego gotyku. I podobnie jak Brama, kościół jest bardzo reprezentacyjny i masywny, co podkreśla jego obronny charakter. Również wnętrze jest bardzo ciekawe, choć rzecz jasna wystrój średnio oryginalny. Z najważniejszych punktów wnętrza wspomnieć należy XVII w., barokową chrzcielnicę i kryptę Hermana Hana, uznawanego za jednego z mistrzów barokowej sztuki malarskiej.

Tuż obok masywnej Bazyliki, znajduje się jej przeciwieństwo – smukły, barokowy kościół gimnazjalny. Kościół Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, bo tak brzmi jego pełna nazwa, to pojezuicka świątynia, wybudowana w stylu barokowym w połowie XVIII w. Do świątyni przylegało początkowo kolegium jezuickie, które w drugiej połowie XVIII w. (po likwidacji zakonu) przekształcono w gimnazjum. Co ciekawe, budynek pełni funkcję kształceniową po dziś dzień, bowiem znajduje się tutaj Liceum Ogólnokształcące im. Filomatów Chojnickich. W samym kościele warto zwrócić uwagę na późnobarokowe polichromie.

Tuż za Bazyliką Mniejszą znajduje się kolejny ciekawy obiekt, a mianowicie Stara Plebania. Niepozorny budynek skrywa wiele tajemnic, z których najważniejszą jest ta, iż jest to najstarszy zachowany dom mieszkalny w mieście. Chociaż obecny stan na to nie wskazuje, jej historia sięga 1383 r. Budynek był wielokrotnie przybudowywany, pełniąc w tym czasie różne funkcje, np. szkoły parafialnej czy właśnie plebani. W nowoczesnej historii szukano dla niego właściwiej roli – pojawiały się pomysły na utworzenie warsztatu rzemiosła artystycznego (nawiązanie do miejsca pochówku Hermana Hana) oraz dziennego domu pobytu dla seniorów. Na ten ostatni cel parafia otrzymała nawet dość sporą sumkę, dzięki czemu budynek częściowo zrewitalizowano. Jednak, z tego co wiem, projekt zawieszono i Stara Plebania dalej stoi odłogiem.

Ciekawy i niezwykle urokliwy to zakątek! Rzadko się zdarza, żeby kościoły stały tak blisko siebie, a jeszcze rzadziej, żeby tworzyły tak duży kontrast. Mimo to, trzeba przyznać, że całość wygląda świetnie! Zagęszczenie zabudowy sprawiło, że zabrakło tutaj miejsca dla trzeciego najważniejszego obiektu sakralnego miasta, czyli Konwiktu. Jest to XVIII-wieczny, późnobarokowy klasztor Augustianów. Obecnie znajduje się tuż poza granicami Starówki, w pobliżu Parku Tysiąclecia. Kiedy go budowano, powstawał na półwyspie, wrzynającym się klinem w Jezioro Zakonne. Teraz już wiecie, skąd wspominana wcześniej kilkukrotnie nazwa zbiornika. Niestety, mimo niewątpliwej wartości historycznej, tego obiektu nie zwiedzicie, bowiem na początku lat 90. XX w. w budynku utworzono Liceum Katolickie. Wnętrza także nie posiadają już swego pierwotnego charakteru, gdyż po kasacie klasztoru w końcówce XVIII w., przerobiono je na funkcje mieszkalne dla kadry dydaktycznej i uczniów.

Uliczkami do Starosty

Apeluję: w trakcie pobytu w Chojnicach zwracajcie uwagę na kamieniczki! Większość z tych, zlokalizowanych w obrębie Starówki ma pięknie odświeżone, pomalowane na ciekawe barwy elewacje. Najstarsze budynki pochodzą z końcówki XVIII w., jednak większość zbudowano na przełomie XIX i XX w. Najciekawsze są moim zdaniem te, zlokalizowane przy ul. 31 stycznia. Niskie, najczęściej 2-3 kondygnacyjne, ciasno ustawione przy trakcie ze Starego Rynku do Bramy Człuchowskiej, tworzą naprawdę sympatyczny klimat. Moim faworytem jest zielona kamieniczka, znajdująca się pod numer 14. Aż chciałoby się kupić, otworzyć na dole warsztat artystyczny i malować obrazy, spoglądając zza płótna na śpieszących gdzieś przechodniów. Oczywiście najpierw musiałbym potrafić malować. I mieć pieniądze.

Z 31 stycznia skierujmy kroki na Stary Rynek.  Według mnie to jeden z ładniejszych, a na pewno najbardziej zadbanych rynków małych i średnich miast w północnej Polsce. Tutaj odnowione są już wszystkie kamienice, przez co sam nie wiem która pierzeja jest moją ulubioną. Tę południową tworzą niemal jednolite pod względem bryły budynki, jednak oddzielone od siebie różnymi barwami elewacji.  Urocze jest to połączenie pastelowych barw: niebieskiego, zielonego, różowego i żółtego.

Wschodnia pierzeja to trzy niższe kamieniczki i jedna większa, zlokalizowana na rogu. Tutaj również najbardziej podoba mi się zielona kamieniczka. Doprawdy, dziwny zrobił się ten mój architektoniczny gust. Na północnej ścianie Rynku zdecydowanie króluje neogotycka bryła ratusza miejskiego. Wybudowany z czerwonej cegły budynek cieszy oko ciekawymi detalami, jak np. herby: Chojnic, Pomorza, Polski i okolicznych miejscowości (m.in.: Człuchów, Biały Bór). Są też płaskorzeźby (twarze, symbole rzemiosła), wykusz i imponujący szczyt. Elewację odświeżono w 1996 r. i po dziś dzień wygląda naprawdę nieźle. Pamiętam jeszcze (choć ledwo) tę wcześniejszą. Zmiana zdecydowanie na plus.

Jedyną rysą na wizerunku chojnickiego Starego Rynku jest jego zachodnia pierzeja. Tutaj, obok  ciągu naprawdę ładnych kamieniczek i gmachu Poczty Polskiej, znajduje się iście socjalistyczna bryła domu towarowego „Libera”. Budynek, jakich powstawało w Polsce na pęczki za czasów komuny, jednak akurat ten bije po oczach swoją brzydotą po dziś dzień. Z drugiej strony, pamiętam, że w w połowie lat 90. odwiedziny w tym miejscu były tradycyjnym punktem każdej z wycieczek do Chojnic. Taki trochę (paradoksalnie) powiew Zachodu.

Sam Rynek sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Znowu przywołam słowa mojej dziewczyny, która widząc go po raz pierwszy, stwierdziła, że podoba jej się bardziej niż ten bydgoski. Mi też się podoba, ale nie wartościujmy tego w odniesieniu do Bydgoszczy. Wystarczy rzec, że podłoże wykonano z ciekawych kolorystycznie kostek, są ławeczki, sporo zieleni, kiosk z pamiątkami, a nawet zabytkowa pompa. No i jest fontanna. Jezu, jak ja im w dzieciństwie  zazdrościłem, że mają fontannę na Rynku!

Przejdźmy się jeszcze raz ulicą 31 stycznia do Bramy Człuchowskiej i dalej, nad Fosą Miejską, do końca tego traktu. Na miejscu zobaczymy budynek Starostwa Powiatowego. Powstał w 1892 roku i reprezentuje stylu eklektyczny. Od początku pełni tę funkcję co dziś. Charakterystyczne są jego narożne ryzality, balkonik nad wejściem oraz ozdobne lukarny. Wnętrza doprawy ogromne i grożące zagubieniem się w labiryncie korytarzy. Wiem, bo mi się to zdarzyło.

Turyści i tubylcy

Atrakcji, jak możecie przeczytaj wyżej, w Chojnicach sporo. Pamiętajcie jednak, że mówimy o relatywnie niewielkim obszarze Starówki, więc zwiedzanie (nawet bardzo dokładne), nie zajmie Wam więcej niż kilku godzin. W związku z tym, proponuję, abyście odwiedziny w mieście potraktowali jako część podróży w Bory Tucholskie lub na Kaszuby. Okolice Chojnic są po prostu świetne dla kajakarzy, rowerzystów, turystów pieszych lub po prostu wszystkich tych, którzy chcą odpocząć w nieco mniej zatłoczonym niż Mazury, miejscu o dużych walorach przyrodniczych.

O okolicach miasta opowiem Wam jednak w kolejnym artykule, bo zaraz wyjdzie z tego książka. O samych Chojnicach trzeba jednak wspomnieć także w kontekście bazy hotelarskiej i gastronomicznej. O ile ta pierwsza jest w porządku (6 hoteli, w tym 1 3-gwiazdkowy, tj. „Sukiennice”), druga pozostawia sporo do życzenia. Ileż to razy (szczególnie poza sezonem) szukałem jakiegoś miejsca na dobry obiad. Najczęściej kończyło się wizytą w McDonaldzie (zaraz obok starówki) lub pizzerii DaGraso (obok Fosy Staromiejskiej). Wśród wszystkich lokali wyróżniłbym ten, znajdujący się w Sukiennicach.  

Jak już wspomniałem, miasto jest przyjazne dla turystów. Jest sporo tablic informacyjnych przy atrakcjach turystycznych, są drogowskazy, kilka jednostek muzealnych, z Muzeum Historyczno-Etnograficznym na czele. To co jednak najbardziej rzuca się w oczy to… porządek. Nie sposób nie zauważyć, że miasteczko jest po prostu zadbane. Rewitalizacja, mimo, że jeszcze sporo zostało w tym zakresie do zrobienia, przebiega sprawnie – widać, że potrafią tutaj zarządzać funduszami unijnymi (dowody: kamieniczki na Starym Mieście, Park Tysiąclecia). I to mi się właśnie zawsze najbardziej w Chojnicach podobało. Miasteczko jawi się bowiem niczym niewielki, dobrze zadbany ogródek.

A jak się żyje w Chojnicach? Tutaj nie chciałbym tworzyć zbyt rozbudowanych wywodów, bo sam nigdy nie spędziłem w tym miejscu okresu dłuższego niż tydzień. Wiadomo, jesteśmy Polakami, więc lubimy ponarzekać na miejsce, w którym mieszkamy. Zasada ta pewnie dotyczy również wielu mieszkańców Chojnic. Mimo to, większość chojniczan których znam, bardzo sobie ceni kameralny klimat miasta. Kilkukrotnie słyszałem nawet opinię, że to idealne miejsce do życia. Prawda, że brzmi dobrze?

Przyjrzyjmy się jednak faktom, dotyczącym życia gospodarczo-społecznego miasta.  Działa tutaj kilkanaście szkół różnego szczebla, w tym 10 szkół ponadgimnazjalnych i 3 uczelnie wyższe (a raczej wydziały uczelni wyższych z większych miast, tj.: Politechniki Koszalińskiej, Sopockiej Szkoły Wyższej i Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy). Jest miejski szpital, są instytucje senioralne. W mieście działa też kilka jednostek kulturalnych – poza opisanymi wyżej muzeami wspomniałbym Chojnickie Centrum Kultury, które kilka lat temu przeniosło się do nowego budynku przy ul.  Swarożyca (działa tutaj m.in. teatr i kino).

Poza tym, miasto stawia na sport. Działa tutaj II ligowy klub Chojniczanka, którzy przez lata grał w I lidze i miał nawet ambicje na awans do Ekstraklasy, a obecnie walczy o powrót na zaplecze elity i świetnie radzi sobie w Pucharze Polski (swoją drogą, powodzenia w ćwierćfinale!).  Jest również ekstraklasowy klub futsalowy Red Devils Chojnice (wicemistrz kraju w 2013 r.) i oczywiście utytułowany Chojnicki Klub Żeglarski, który trenuje rzecz jasna na Jeziorze Charzykowskim. Do tego wszystkiego, mieszkańcy mogą korzystać z usług Aquaparku (jako nastolatek, zazdrościłem go Chojnicom bo w Bydgoszczy wówczas takowego nie było. No tak, zapomniałem, nie ma go nadal). Jest też hala widowisko-sportowa (miejsce rozgrywania meczów Red Devils) oraz stadion miejski (dom Chojniczanki).

W mieście działa kilka mediów, w tym wspomniana już wcześniej „Gazeta Pomorska” oraz tygodnik „Czas Chojnic”. Całkiem przyjemnie słucha się także lokalnej rozgłośni „Weekend FM”. No i najważniejsze (z przymrużeniem oka) – Chojnice mają swoją galerię handlową! I to sporą, bo nie ma większej w tej części województwa pomorskiego. Jak się nazywa? Okazuje się, że pomysłodawcą był w tym przypadku nie kto inny, jak sam Jan Długosz. Oczywiście, mówimy o „Bramie Pomorza”.

A skoro już przy bramie jesteśmy, to przekroczmy jej próg i poznajmy okolice Chojnic! To uczynimy już niebawem, dzięki kolejnemu artykułowi.

CIĄG DALSZY NASTĄPI!

Piotr Weckwerth

__________________

Zobacz też:

CHOJNICE I OKOLICE – CZĘŚĆ 6: CZŁUCHÓW

CHOJNICE I OKOLICE – CZĘŚĆ 5: WIELKI KANAŁ BRDY I FOJUTOWO

CHOJNICE I OKOLICE – CZĘŚĆ 4: RYTEL

CHOJNICE I OKOLICE – CZĘŚĆ 3: SWORNEGACIE

CHOJNICE I OKOLICE – CZĘŚĆ 2: JEZIORO CHARZYKOWSKIE I PARK NARODOWY BORY TUCHOLSKIE

CHOJNICE I OKOLICE – CZĘŚĆ 1: CHARZYKOWY

4 myśli w temacie “NAJPIĘKNIEJSZY KONITZ ŚWIATA

    1. Serdecznie zachęcam! No i przy okazji warto udać się w podróż po malowniczych okolicach miasta, o których napiszę już niebawem.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: