5 CIEKAWOSTEK O BYDGOSZCZY

Wszelkiej maści blogerzy, youtuberzy i inni tego typu twórcy (a czasem należałoby nawet powiedzieć „twórcy”), lubują się w tworzeniu różnego rodzaju rankingów, określanych najczęściej mianem „TOP” czegośtam. Ponoć takie zestawienia bardzo ładnie wpasowują się w internetowe algorytmy, dzięki czemu zgadzają się kliknięcia. I tutaj należy zaznaczyć, że zwykle trochę gardzę tego typu postawą i trzymam się od takich form z daleka. Mimo to, koniec końców moja strona pozycjonowana jest w „internetach” jako blog. Pozwolę więc sobie wyjątkowo popełnić tę niewinną zbrodnię i przedstawić swoje subiektywne zestawienie mało znanych faktów o Bydgoszczy. A pozwolę sobie, bo jest ku temu okazja. Mówię oczywiście o 1000 obserwujących i „lajkujących” profil „Turystyka bez filtrów” na Facebooku. Przy okazji wielka piona dla wszystkich, którzy tam ze mną są!

Na wstępie zaznaczam, że poszczególne miejsca niniejszego rankingu nie mają większego znaczenia. Przedstawianych faktów w żaden sposób nie wartościuję. Wszystkie są bowiem moim zdaniem ciekawe, a dla osób, które nie wnikają zanadto w historię miasta, zapewne będą zaskakujące. To czy faktycznie nie miałeś/aś o nich pojęcia (przepraszam za ten pompatyczny tytuł), oceń już proszę sam/sama.

A więc, jak mówi klasyk, nie przedłużajmy, zaczynajmy!

1. Bydgoszcz zamieszkana przez… 40 osób

Albo trochę więcej, ale nieznacznie, bowiem niektóre źródła podają, że było to maksymalnie 150 mieszkańców. Jak to możliwe? A było to tak, że w pierwszej połowie XVII w. Bydgoszcz liczyła sobie ok. 5 tysięcy mieszkańców. Był rozwój, były perspektywy, ale potem przyszli Szwedzi. Tak więc, w następstwie potopu szwedzkiego, a także późniejszej III wojny północnej, miasto zaczęło podupadać. Nie pomógł fakt, że co chwila rezydowała w nim inna armia, ani to, że w związku z tym pojawiały się liczne epidemie, pożary i inne klęski. Przy okazji rozbierano lub burzono reprezentacyjne budynki. Wówczas padły takie perełki jak np.: mennica, piękny renesansowy ratusz na Starym Rynku czy choćby zamek. Totalna klęska.

Makieta średniowiecznej Bydgoszczy, znajdująca się przy ul. Mostowej

W efekcie wiele osób opuściło miasto, sporo straciło też niestety życie. I tak oto liczba mieszkańców Bydgoszczy spadła ok. 1720 roku poniżej dwustu osób (a być może nawet do wspomnianych na początku 40). Żeby uświadomić sobie, jak bardzo to nieprawdopodobne, należy zaznaczyć, że mówimy o wydarzeniach sprzed ledwie 300 lat! W sumie więc, należy stwierdzić, że wszystko to, co wydarzyło się po 1720 roku to jeden wielki okres prosperity.

Sztych Eryka Dahlberga, szwedzkiego rysownika i oficera, wykonany w trakcie potopu szwedzkiego

2. Lider wysokości od 1903 roku

Podczas gdy co kilka lat słyszymy, że w Dubaju lub na  innej pustyni jakiś drapacz chmur bije rekord wysokości, w Bydgoszczy lider w tej kategorii rozsiadł się wygodnie w swym fotelu zwycięzcy ponad 100 lat temu. Zrobił to dokładnie w 1903 roku, kiedy to został ukończony. Mowa oczywiście o kościele jezuitów, stojącym przy Placu Kościeleckich, czyli kościele pw. św. Andrzeja Boboli (niegdyś ewangelickiej świątyni Świętego Krzyża).

Czubek krzyża na dachu kościoła znajduje się na 76,9 metra, natomiast jeżeli go nie uwzględnimy, budynek ma 69 metrów. To i tak więcej niż budowle zajmujące kolejne miejsca w rankingu wysokości, czyli: River Tower i Bazylia pw. św. Wincentego a Paulo (oba po 65 metrów, przy czym Bazylika też liczona z krzyżem).

Czy nasz lokalny „dryblas” znajdzie kiedyś swego pogromcę? Póki co się na to nie zapowiada.

Kościół Andrzeja Boboli – bydgoski Burdż Chalifa

3. Bydgoski klub z największą NA ŚWIECIE liczbą mistrzostw kraju z rzędu!

Prawdopodobnie, bo to praktycznie nie do zweryfikowania. Ale nawet jeśli jest na świecie jeszcze większy dominator, to i tak jest to wynik zwalający z nóg oraz taki, którym Bydgoszcz powinna się chwalić. Ale się nie chwali, więc zrobię to za nią!

Chodzi oczywiście o klub wioślarski Bydgostia Bydgoszcz (kiedyś znany jako Kolejowy Klub Wioślarski, a obecnie funkcjonujący pod nazwą LOTTO Bydgostia-Bydgoszcz).  Team ten zdobył w 2020 roku drużynowe mistrzostwo Polski już po raz 32. „Bardzo dobry wynik”  – powiecie. Ale najlepsze jest to, że do 1993 roku, miał tych mistrzostw ledwie 4. Potem nastąpiła prawdziwa eksplozja bydgoskiego wioślarstwa, której efektem było 28 mistrzostw kraju z rzędu! Wioślarze z grodu nad Brdą triumfowali więc w: 1993, 1994, 1995, 1996, 1997, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014, 2015, 2016, 2017, 2018, 2019 i 2020 roku.

Żeby uświadomić sobie o jak długim paśmie sukcesów mówimy, należy przyjrzeć się kilku faktom dotyczącym 1993 roku. W USA rządził wówczas George Bush senior, natomiast w Polsce Lech Wałęsa. W Bydgoszczy urząd prezydenta sprawował z kolei Edwin Warczak, a strefa płatnego parkowania na starówce obowiązywała dopiero od roku. Przyznacie więc, że trochę czasu upłynęło.

Malkontenci powiedzą zapewne, że co to za sport, albo że to jakiś kupiony bądź ustawiony ranking. Albo lepiej, że w tych mistrzostwach udział biorą trzy zespoły. Otóż nie, moi drodzy narzekacze. Dla przykładu w 2020 r. Bydgostia wyprzedziła sklasyfikowany na drugim miejscu mistrzostw KS Posnania-RBW o niemal tysiąc punktów (konkretnie o 986), a w całym rankingu uwzględniono aż 39 drużyn.

W ubiegłym roku punkty, które ostatecznie decydowały o poszczególnych miejscach rankingu, zdobywano w następujących zawodach: ENEA Mistrzostwa Polski na Ergometrze Wioślarskim (Wrocław), ENEA Mistrzostwa Polski Juniorów Młodszych (Kruszwica), ENEA Mistrzostwa Polski Juniorów (Poznań), ENEA Mistrzostwa Polski Młodzików (Kruszwica), ENEA Młodzieżowe Mistrzostwa Polski (Kruszwica), ENEA Mistrzostwa Polski Seniorów (Poznań) i Mistrzostwa Polski w Sprincie Wioślarskim (Płock).

Jak wypadli nasi wioślarze indywidualnie? 66 medali, w tym 27 złotych, 25 srebrnych oraz 14 brązowych. Całkiem „nieźle”.

Bydgoszcz wiosłami stoi!

4. Bydgoski „akwedukt”

Chcecie jechać do Fojutowa, żeby zobaczyć akwedukt? Niepotrzebnie, takowy znajdziecie też w Bydgoszczy! Oczywiście trochę przesadzam, bo nie jest to akwedukt w dosłownym tego słowa znaczeniu. Poza tym, do odwiedzin Fojutowa szczerze zachęcam.

Bydgoski „akwedukt” jest od tego fojutowskiego zdecydowanie mniej spektakularny. Mało tego, prawie w ogóle go nie widać, bo kryje się pod… wodą. Rzecz dotyczy niepozornej rzeczki Flis, która ma swoja źródła gdzieś w okolicach Osówca, a następnie wije się pośród północnych i zachodnich osiedli Bydgoszczy. To właśnie od niego swoją nazwę przyjęło osiedle Flisy.

Rzeczka uchodzi do Brdy, ale pod drodze napotyka poważną przeszkodę, czyli Kanał Bydgoski. Nie napotykała jej od zawsze, bo ta pojawiła się na początku drugiej dekady XX w., kiedy to wybudowano nowy odcinek Kanału Bydgoskiego. Zmyślni Prusacy (jak zwykle oni), postanowili więc stworzyć syfon i poprowadzić wody Flisa pod dnem Kanału. Prawda, że rozsądnie? Wlot syfon i zastawkę, która spiętrza wody rzeczki, widać z mostu św. Antoniego z Padwy (ul. Nakielska).

W ogóle Flis to rzeka ciekawa, bo fakt, że poprowadzono go syfonem, miał także na celu zasilanie Młyna Petersona, który działał do lat 50 XX w. przy dzisiejszej ulicy Młyńskiej. W ostatnich latach ruiny tego budynku zaadaptowano na elegancki budynek mieszkalny (naprawdę, jeden z bardziej estetycznych w mieście). Co ciekawe Flis dalej przez niego przepływa. Jest nawet koło młyńskie!

Dawny Młyn Petersona, pod którym do dzisiaj przepływa rzeczka Flis

5. Co łączy Bydgoszcz z Kamieńcem Podolskim?

Za każdym razem, kiedy o tym komuś opowiadam, spotykam się ze zdziwieniem. I nie mówię tutaj o osobach przyjezdnych, ale o rodowitych bydgoszczanach. Powiedzmy więc to wszyscy razem: „W bydgoskiej Farze mieszczą się dzwony z Kamieńca Podolskiego”! Tak, to prawda.

Bydgoska Fara czyli katedra św. Marcina i Mikołaja

I nie chodzi tutaj o byle jakie dzwony. Jeden z nich to ten sam, który stał się sławny za sprawą pióra samego Henryka Sienkiewicza i jego powieści „Panu Wołodyjowski”. Chodzi o momenty, w których dzwon bije na alarm w trakcie oblężenia twierdzy w Kamieńcu przez Turków, a także w trakcie składania przysięgi przez Wołodyjowskiego i Kettlinga. Dzwon jest jednak jak najbardziej prawdziwy – pochodzi on z kamieńskiej katedry, a odlany został w 1641 r.

Drugi z dzwonów jest nieco młodszy (powstał w 1737 r.) i pierwotnie służył kościołowi dominikanów w Kamieńcu Podolskim. Co ciekawe, do Bydgoszczy trafił także trzeci dzwon z Kamieńca, ale ostatecznie oddano go do Łabiszyna.

Jak to się w ogóle stało, że dzwony dotarły do Bydgoszczy? Prosta sprawa. Rosjanie zdemontowali je w trakcie I wojny światowej (jak wiele innych cennych przedmiotów), żeby nie dostały się w ręce ich wrogów. Nastąpiło to prawdopodobnie  w 1915 r. Na szczęście dzwony zwrócono Polsce na mocy traktatu ryskiego z 1921 r.

Następnie jakimś cudem ówczesny proboszcz bydgoskiej parafii, niejaki Malczewski, sprowadził je do miasta. Na dzwonnicy znalazły się w 1923 r. Niebawem minie zatem setna rocznica tego zdarzenia.

Dlatego dobrze, że stały się one ważną atrakcją turystyczną miasta. Nie no żartuję. Wcale się nie stały, bo zwykły człowiek nie może na nie spojrzeć nawet z daleka, a i miasto raczej nie chwali się ich posiadaniem (jest tylko skromna wzmianka na Visit Bydgoszcz). Moim zdaniem trochę wstyd!

Tyle, jeżeli chodzi o dzisiejsze zestawienie. Kolejne przy następnej ważnej okazji!

Piotr Weckwerth

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: