Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – BARTODZIEJE

Dokonując bardzo plastycznego porównania bydgoskich osiedli  do typów osobowości, Bartodzieje byłyby tym jednym znajomym, którego wszyscy znają i lubią, który zawsze wygląda dobrze i któremu wszystko się w życiu udaje. Nie ma bowiem w graniach Bydgoszczy osiedla, które miałoby wśród jej mieszkańców tak dobrą opinię i które oferowałoby taki komfort życia. A jeżeli poświęcimy choć trochę uwagi, odkryć możemy  jego tajemnice oraz wiele zaskakujących historii! Zachęcająco? Jeżeli tak, to zapraszam na wspólną wizytę na popularnych „Bartkach”!

Z dala od degradacji

Tak, wiem, przedstawiona we wstępie teza jest trochę naciągana. Na pewno znajdą się bowiem osoby, którym się na Bartodziejach nie podoba, które uznają je za brzydkie, betonowe osiedle. Wiem. Przyznacie jednak, że jest w tym krztyna prawdy, i przy charakterystycznym dla naszej nacji, wszechobecnym narzekaniu, ta część Bydgoszczy ukazywana jest w większość przekazów w pozytywnym świetle.

I tutaj zapewne pojawią się głosy, że chwalę swoje, że przemawia przeze  mnie lokalny patriota. Owszem, po części tak jest, a wysnuty wyżej wniosek wynika głównie z własnych obserwacji, poczynionych w trakcie 27 lat zamieszkiwania w granicach Bartodziejów.  Niemniej, opinia ta znajduje także potwierdzenie w faktach. A te mówią (ba, krzyczą nawet!) wprost, że Bartodzieje to wśród bydgoskich osiedli prawdziwa elita! A będąc bardziej precyzyjnym, Bartodzieje to najmniej zdegradowane osiedle w Bydgoszczy!

Ulica Bartosza Głowackiego

W Gminnym Programie Rewitalizacji Miasta Bydgoszczy 2023+, przyjętym uchwałą Rady Miasta Bydgoszczy w dniu 28 listopada 2018 r., utworzono zestawienie osiedli, w którym uwzględniono szereg najważniejszych aspektów, świadczących o wystąpieniu (lub braku wystąpienia) „degradacji” danego obszaru. Oszczędzę  szczegółów, jednakże dotyczy to takich czynników jak np.: liczba zarejestrowanych podmiotów gospodarczych, procentowy udział bezrobotnych w całej strukturze mieszkańców, liczba osób korzystających z pomocy społecznej, wyniki edukacyjne dzieci oraz wskaźniki przestępczości.  Dla wszystkich z nich ustalono pewną miejską średnią, a następnie badano odchylenie. W ilu z nich Bartodzieje uzyskało wynik niższy niż średnia? Uwaga: w żadnym! Obok Bielaw-Skrzetuska to jedyna taka sytuacja w całej Bydgoszczy!

Istna sielanka, prawda? Może, ale jednak nie zawsze tak było! Doskonale pamiętam, jak w latach 90-tych niemal co druga  klatka „obstawiona” była przez lokalnych blokersów oraz to, że rowery trzymane w  piwnicach, znikały z godną podziwu (w innych okolicznościach) regularnością. Pewnego razu, w należącym do mojej rodziny, znajdującym się na półpiętrze naszego wieżowca, kantorku (tj. dawnym zsypie), jacyś drobni złodzieje urządzili sobie nawet dziuplę, w której przechowywali niewielkie fanty. Innego razu, bodaj w okolicach 2003 r. w biały dzień ukradziono mi będącą wówczas symbolem szpanu, NokIę 3310. Doprawdy, dzikie czasy.

Ale to wszystko jeszcze nic, przy tym co działo się na Bartodziejach w związku z działalnością „grubych ryb” półświatka przestępczego. Traf chciał, że właśnie w moim rodzinnym wieżowcu, a dokładniej klatkę dalej, miały miejsce dwa zamachy na życie słynnego „Księcia”. Gangster przeżył, ale na klatce (tak, na klatce bloku, w którym żyło kilkaset niewinnych osób) życie stracił jeden z jego ochroniarzy. Ja sam, mając 9 lat, wyraźnie słyszałem strzały, oddane wówczas z broni maszynowej. Potem przez kilka lat na ścianie tej sąsiedniej klatki dostrzegalne były ślady po kulach.

Fakt, że mówimy o wydarzeniach sprzed ledwie 20-kilku lat, obrazuje, jak dużo zmieniło się od tych chwili nie tylko na Bartodziejach, ale także w całym kraju. No i w naszej świadomości. Dziś to miejsce jawi się już zgoła inaczej. Jest to bowiem osiedle, na którym przestępczość i zamachy (doprawdy, teraz brzmi to nieprawdopodobnie!) zastąpione zostały przez spokój, estetyczne otoczenie i porządnych mieszkańców. Takie zmiany to ja  naprawdę lubię!

Bartodzieje? A gdzie to?

Wspominałem ostatnio o trudnościach, związanych z precyzyjnym ustaleniem granic poszczególnych, bydgoskich osiedli. Bartodzieje idealnie wpisują się w tę tezę. I tak, dla przykładu, na niektórych, nawet oficjalnych mapach, obrazujących podział miasta na osiedla, wciąż dostrzec można graficzny zapis, według którego osiedle kończy się na północy na ulicy Kamiennej. Wszystko to, co położone za tą granicą, przynależy z kolei do osiedli: Bydgoszcz Wschód czy nawet Osiedla Leśnego. Taki podział rzeczywiście oficjalnie funkcjonował, ale tylko od 30 marca 1998 r. do 31 października 2012 r. Potem na szczęście podjęto racjonalną decyzję o dostosowaniu granic osiedla do tego, jak postrzegają je jego mieszkańcy. A muszę zaznaczyć, że żaden z moich znajomych z dzieciństwa, mieszkających niegdyś przy Pułaskiego czy za przejazdem kolejowym, przy ul. Sygnałowej, nie używał w kontekście miejsca swego zamieszkania innej nazwy niż  Bartodzieje.

Przyjrzyjmy się więc obowiązującemu obecnie, przyjętemu na podstawie Uchwały Nr XXXIII/676/12 Rady Miasta Bydgoszczy z dnia 31 października 2012 r., układowi granic Bartodziejów.  Na południu granicą jest Brda (nie zaś Fordońska, jak często się wskazuje), na zachodzie ulice: Jana Pestalozziego i Aleja Kardynała Stefana Wyszyńskiego, a na północy skraj Lasu Gdańskiego. Wschodnia granica osiedla wiedzie od nieruchomości przy ul. Działdowskiej 6 w kierunku południowym, do działki przy ul. Inwalidów 6B. Potem jest już tak „dziko”, że pozwolę sobie  posłużyć się cytatem z ww. ustawy: „dalej w kierunku zachodnim wzdłuż ulicy Kamiennej, nie obejmując jej, kolejno do ulicy Łęczyckiej i wzdłuż tej ulicy, nie obejmując jej, a następnie obejmując ulicę Kazimierza Wielkiego i  Most Kazimierza Wielkiego do rzeki Brdy”. Naniesienie konturów tych granic na mapę Bydgoszczy byłoby zadaniem doprawdy niełatwym.

Aleja Kardynała Stefana Wyszyńskiego – zachodnia granica Bartodziejów

Na potrzeby niniejszego artykułu przyjmijmy, że opisany wyżej układ granic oddaje rzeczywistość. Za drobny wyjątek pozwolę sobie uznać fragment terenu, znajdujący się między ulicami Pestalozziego i Wyszyńskiego, który zapewne nie tylko przeze mnie kojarzony jest raczej ze Skrzetuskiem. W kontekście granic Bartodziejów możemy więc z grubsza mówić o terenie, mieszczącym się między: ul. Wyszyńskiego na zachodzie, Lasem Gdańskim na północy (przy czym np. taką Saharę, ze względu na bliskość i znaczenie dla mieszkańców osiedla, również można podciągnąć pod Bartodzieje), ulicą Łęczycką na wschodzie i Brdą na południu. Przyznajcie, że to już brzmi lepiej.

Wiadukt, przez który wjeżdża się na Bartodzieje od strony Osielska (w tle kościół przy parafii Zmartwychwstania Pańskiego)

Na koniec tych „granicznych” rozważań, w ramach ciekawostki zwróćmy uwagę na fakt, iż na terenie (tym razem bezdyskusyjnie) Bartodziejów, znajduje się stacja kolejowa Bydgoszcz…Bielawy. Tak, przeczytaliście to dobrze, nie Bartodzieje, a Bielawy. Jak to się stało, że sąsiednie osiedle „ukradło” nazwę tej bartodziejskiej stacji? Jedna z teorii mówi, że to przez to, iż początkowo znajdowała się ona w innym miejscu, nieco dalej na zachodu, a więc właśnie w kierunku Bielaw. Mi się z kolei wydaje, że może mieć to związek z tym, że w momencie powstawania stacji, Bielawy (czy raczej „Bielawki”, jak mówili mieszkańcy),  były zdecydowanie bardziej rozwiniętą wsią, aniżeli Bartodzieje. Pomimo faktu, iż wówczas oba dzisiejsze osiedla znajdowały się poza miastem, Bielawy miały już dużo bardziej „miejską” zabudowę, i zdecydowanie więcej mieszkańców.  W tamtych czasach zapewne logicznym było więc przypisać przystanek właśnie do Bielaw.

Stacja Bydgoszcz Bielawy na… Bartodziejach

Dziwi jednak to, że nazwa po dziś dzień nie została zmieniona, nawet w związku z prowadzoną tutaj kilka lat temu rewitalizacją. Co ciekawe, wówczas jeden z dziennikarzy portalu Metropolia Bydgoska.pl, złożył wniosek o zmianę nazwy przystanku. Otrzymał logiczną w zasadzie odpowiedź, iż wiązałoby się to z poniesieniem sporych kosztów. Z kolei PKP ustosunkowało się do tego w taki sposób, iż nazwy stacji nie powinny nosić nazw dłuższych niż 17 liter. Niestety, do szczęścia zabrakło więc 4 znaków. Close enough. Z tego co wiem, o zmianę nazwy w dalszym ciągu zabiega Rada Osiedla Bartodzieje. Z całej siły ściskam kciuki i jak najbardziej popieram!

Bartodzieje Wielkie i Bartodzieje Małe, Gross Bartelsee, Bartodzieje – czyli spróbuj się nie pogubić

W czasach przedrozbiorowych Bartodzieje były królewską wsią, podległą starostwu bydgoskiemu. Bezpośrednią władze nad nią sprawował więc królewski urzędnik, stacjonujący  w bydgoskim zamku. Wówczas obszar znajdujący się z grubsza w granicach dzisiejszego osiedla, nosi nazwę Wielkie Bartodzieje. Prawdopodobnie wioskę zamieszkiwało wtedy kilkadziesiąt osób, w tym duża część takich, które zajmowały się leśną formą pszczelarstwa. Podobno stąd właśnie wzięła się nazwa wioski, która, już w odniesieniu do osiedla, przetrwała do dziś. Bartodziejami (był to synonim słowa bartnicy), określano ludność, która parała się zbieraniem miodu.

Teoria o pochodzeniu nazwy wydaje się być więc logiczna. Na możliwość rozwoju takiej profesji w miejscu dzisiejszego osiedla wskazuje choćby położenie w pobliżu obszarów leśnych.  Należy również podkreślić, iż w tamtych czasach, popularność tej profesji była bardzo duża, a mianem Bartodziejów nazwano kilka miejscowości, w których fakt wykonywania pracy przez bartników został później potwierdzony. Poza tym, tę genezę wskazał jako właściwą sam Zbigniew Raszewski, w swoim „Pamiętniku gapia”. A komu wierzyć, jak nie jemu?

Oczywiście znanych jest także kilka innych hipotez, dotyczących genezy nazwy osiedla. I tak, według jednej z nich jest to zniekształcona przez wiek nazwa, pochodząca od słów „bardo” lub „bat”, co miałoby oznaczać, że na tym obszarze produkowano kiedyś takie przedmioty. W innym źródle znalazłem informację, iż „Bartodzieje” to po prostu błędny zapis słowa „Bartłodzieje”. To również miałoby się wiązać z pszczelarstwem, jednak podstawą do utworzenia tej nazwy miało być słowo „bartło” czyli po prostu ul. Jak było naprawdę? Nie wiem, i zapewne nigdy tego nie rozstrzygniemy.

Bartodzieje. Dziś typowa mieszkaniówka, kiedyś raj dla…pszczelarzy

Od czasów zaborów, Bartodzieje Wielkie zaczęto nazywać (co oczywiste) z niemiecka – Gross Bartelsee. Według źródeł około 1900 r. wieś zamieszkiwało trochę więcej niżej 300 osób. Do miasta Bartodzieje włączono w 1920 r. wraz z 17 innymi osadami, znajdującymi się w pobliżu Bydgoszczy. Na pamiątkę tego wydarzenia, w jego stulecie, Rada Osiedla Bartodzieje, umieściła na jednej z ławek przy ul. Swarzewskiej pamiątkową tabliczkę.

Wspomniany Raszewski zwracał uwagę, że  w jego czasach (rozumianych jako lata 1930-1945), Bartodzieje były odległymi przedmieściami. Dziś brzmi to dziwnie, zważywszy na fakt, iż zasadniczo uznaje się, iż osiedle położone jest relatywnie blisko centrum. Nie od dziś jednak wiadomo, że nic tak nie wpływa na kurczenie się przestrzeni, jak upływ lat.

Pewnym utrudnieniem, w kontekście zrozumienia historii Bartodziejów, może być fakt, iż przez lata równolegle funkcjonował także twór pod nazwą Bartodzieje Małe (za „Niemca’ Klein Bartelsee). Na początku wioska, a potem osiedle Bydgoszczy, znajdowało się na przeciwległym (południowym) brzegu Brdy, mniej więcej w okolicach dzisiejszej ulicy Władysława Bełzy. Obecnie jest to część osiedla Kapuściska, jednakże nazwa Małe Bartodzieje dalej funkcjonuje w codziennych rozmowach niektórych bydgoszczan, a nawet na części oficjalnych map (choćby na Google Maps).

Do końca lat 60-tych XX w. w strukturze Bartodziejów dominowała zabudowa wiejska, przez co wiele było tutaj gospodarstw rolnych. Bardziej „miejska” zabudowa znajdowała się tylko przy ulicy Fordońskiej, gdzie funkcjonowało kilka szkół, fabryk czy lokali gastronomicznych. Jednym z nich (u zbiegu Gajowej i Fordońskiej) była według Raszewskiego restauracja Wicka Kujawskiego, który hodował przy niej… małpy i niedźwiedzia. Dziwnie? Jeszcze dziwniej zrobi się, kiedy wspomnę, że ten niedźwiedź podobno był uzależniony od alkoholu, przez co często wypijał zapas piwa przeznaczony na użytek lokalu. To musiała być prawdziwa atrakcja okolicy.

Jeden z ostatnich ocalałych do dziś budynków gospodarczych na Bartodziejach. Pozostałość po rolniczej zabudowie, charakterystycznej dla osiedla przed 1970 r.

Bartodzieje zaczęły się zmieniać w osiedle mieszkaniowe pod koniec lat 60-tych, na mocy planu generalnej rozbudowy z 1965 roku. Jako jedne z pierwszych powstały „mrówkowce” (galeriowce) nad Balatonem (o nich nieco więcej niżej), które w zestawieniu z licznymi jeszcze wówczas w okolicy gospodarstwami rolnymi, wyglądały niczym prawdziwe monstra. Krajobraz osiedla zmienił się w kilka lat niemal całkowicie, a patrząc na stare zdjęcia trudno uwierzyć, że widzimy ten sam obszar.

Od 1970 do 1990 r. liczba mieszkańców Bartodziejów wzrosła o ok. 300%, z 10 do 30 tys. Dziś osiedle zamieszkuje ok. 23 tysięcy osób, co wiąże się z ogólnym spadkiem liczby ludności Bydgoszczy i przenoszeniem się jej poza miasto. Niemniej, według GUS-owskich statystyk mówimy o czwartym najliczniej zamieszkiwanym osiedlu w Bydgoszczy, a rozbijając Nowy Fordon oraz Bocianowo, Śródmieście i Stare Miasto na mniejsze jednostki, o drugim (po Wyżynach).

Odpuść Węgry, zostań na Bartodziejach

Nie ma się co okłamywać. Na firmamencie Bartodziejów naprawdę jasno święcą tylko dwie gwiazdy. Są to rzecz jasna: Balaton i Sahara. O obu miejscach w Bydgoszczy słyszał chyba każdy, a 90% bydgoszczan zapewne je odwiedziło. Jeśli nie, najwyższa na to pora!

Balaton to osiedlowe jeziorko, położone pomiędzy ulicami: Marii Curie-Skłodowskiej i Swarzewską. Jego rozmiary lekko przekraczają 5 hektarów, jednak swą nazwę zawdzięcza „trochę” większemu „kuzynowi”, czyli węgierskiemu, jednemu z największych jezior w Europie, Balatonowi. W czasach PRL-u jawił się on wszak jako namiastka luksusu, wymarzony cel podróży w socjalistycznej rzeczywistości. Mieszkańcy Bartodziejów zapragnęli więc poczuć się, jakby mieszkali w kurorcie. Tak właśnie powstał bydgoski Balaton!

Południowa część bydgoskiego Balatonu…

Tak naprawdę to jest to  pozostałość po istniejącym niegdyś w tym miejscu punkcie wydobywania gliny, działającym na potrzeby znajdującej się obok cegielni. Stąd inna zwyczajowa nazwa, używana względem jeziorka, czyli „Glinianka”. Wspomnieniem po starej cegielni jest nazwa jednej z ulic przylegającej do Balatonu, tj. Cegielniana. Zakład działał w tym miejscu już w 1886 roku, rzecz jasna należąc do Niemców. Początkowo prowadził go niejaki Wiese, a potem Heinrich Krause. I tak wydobywano tę glinę, aż do lat 60 XX w. (potem już w ramach polskiego, państwowego przedsiębiorstwa). Jednak już krótko po II wojnie światowej sporej wielkości dół powstały na potrzeby cegielni, wypełnił się wodą. A ludzie, jak to ludzie, zaczęli traktować go jako dzikie kąpielisko.

Jako, że w latach 70-tych zaczęła rozwijać się też funkcja mieszkaniowa Bartodziejów, a w  strony te zaczęło ściągać coraz więcej osób, miejsce to postanowiono przystosować do celów rekreacyjnych. Oficjalnie Balaton, jako miejsce rekreacji, oddano do użytku w 1974 r. Powstały wówczas alejki nad wodą, ławeczki, oświetlenie, a także strzeżone kąpielisko, brodzik dla dzieci i plaża. Ze starych zdjęć wywnioskować można, że latem ciężko było znaleźć tutaj choćby odrobinę przestrzeni. Co więcej, akwen wykorzystywano także w celach sportowych – w ciepłe miesiące służył młodym adeptom żeglarstwa, zimą łyżwiarzom i hokeistom. Powszechnie znana jest historia, mówiąca o tym, iż grać uczył się tutaj sam Andrzej Tkacz, późniejszy utytułowany hokeista, grający na pozycji bramkarza (m.in. mistrz Polski i dwukrotny zdobywca „Złotego Kija”, czyli nagrody dla najlepszego zawodnika polskiej ligi hokeja na lodzie), a także trener (w tym nawet polskiej reprezentacji).

…i jego północny brzeg.

Jeziorko i jego otoczenie, mimo swej popularności, w drugiej połowie lat 80-tych, a także przez całe lata 90-te powoli podupadało. Alejki były zaniedbane, ze względu na zagrożenie epidemiologiczne zamknięto kąpielisko (podobno po zadrapaniu o ogrodzenie kąpieliska, pewien chłopiec stracił nogę w wyniku gangreny), zaprzestano organizować tutaj zawodów żeglarskich. Jako osoba urodzona w 1990 r. jak przez mgłę pamiętam jeszcze ostatnie sezony, kiedy w osiedlowym jeziorku się kąpano. Jestem prawie pewien, że sam jako bardzo mały chłopiec pluskałem się w brodziku, zlokalizowanym w południowej części akwenu. Na pewno widziałem też kilka meczów hokeja, rozegranych tutaj którejś z mroźnych zim.  

Na szczęście, jeziorko i przylegający do niego park, doczekały się poważnej rewitalizacji. Ta rozpoczęła się w 2006 r. i tak naprawdę trwa po dziś dzień. Powstały więc nowe nabrzeża, ławeczki, fontanny, tablice edukacyjne, czy wreszcie boiska do piłki, koszykówki, kort tenisowy, stoły do ping-ponga, a także plac zabaw. W ostatnich latach wybudowano nawet miasteczko rowerowe i wybieg dla psów. Wciąż trwa proces nasadzania nowych roślin, a okalający jeziorko park z roku na rok pięknieje. Co więcej, nad akwenem ponownie działa szkółka żeglarska, prowadzona przez KS „Zjednoczeni” (pływa się żaglówkami klasy Optimist). Coraz częściej organizowane są także imprezy kulturalne. Duża w tym zasługa środków przyznawanych w ramach Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego, które lokalna społeczność bardzo sprawnie wykorzystuje.  

Budynek szkółki żeglarskiej, prowadzonej przez KS „Zjednoczeni”

No i najważniejsze. W najbliższych latach nad Balaton prawdopodobnie wróci kąpielisko! Podobno pozwala na to jakość wody, a o zainteresowanie ze strony mieszkańców raczej nie ma się co martwić. Powstanie więc nie tylko plaża, ale także strefa relaksu z całorocznymi parasolami słonecznymi, park wodny dla najmłodszych oraz zaplecze gastronomiczne i sanitarne. Inwestycja miała zostać ukończone w 2022 r., ale dzięki COVID-owi, zapewne zostanie opóźniona o przynajmniej rok. Niemniej, jest na co czekać, bowiem Balaton ma potencjał, żeby stać się jedną z najbardziej klimatycznych „miejscówek” na mapie Bydgoszczy.

Słowem uzupełnienia należy dodać, że kilkanaście lat temu pojawiła się koncepcja utworzenia w tym miejscu bazy nurków. Akwen przecież jest całkiem spory, no i głęboki (podobno nawet do 30 metrów!), a ciekawe mogą być także przedmioty i obiekty znajdujące się na jego dnie. Pamiętam, że po Bartodziejach od lat krążyły legendy, dotyczące tego, jak prezentuje się tutejszy, podwodny krajobraz. Mówiono o zatopionym sprzęcie, pozostawionym przez dawną cegielnię, o samochodach osobowych, wreszcie kilku szkieletach, a nawet… czołgu. Jasne, większość z tych opowieści to z pewnością bujda, ale jednak, nurkowanie w Balatonie byłoby ciekawym przeżyciem.

Zrewitalizowane alejki zachęcają do spacerów!

Zwróćmy jeszcze uwagę na zabudowę, sąsiadującą z jeziorkiem. Są oczywiście nowe apartamentowce – te małe, przy ul. Polanki i te wielgachne, jak 35-metrowy Balaton Apartamenty, wybudowany przez Arkada Invest. Widok z mieszkań położonych na górnych kondygnacjach zapewne powala, podobnie jak i cena mieszkań. Na zakup mógł sobie jednak pozwolić Jacek Góralski, piłkarz reprezentacji Polski i wychowanek bydgoskiego Zawiszy.

Nowe i stare, czyli „Balaton Apartamenty” oraz słynny bartodziejski mrówkowiec…

W mojej opinii, najciekawszy jest jednak nadbalatoński galeriowiec, nazywany przez mieszkańców także „mrówkowcem”.  Konstrukcja to doprawdy dziwaczna, o długości kilkuset metrów i mieszcząca ponad 450 mieszkań. Co jednak najbardziej istotne, do większości z mieszkań wchodzi się z galerii, czyli długich balkonów. Trzeba przyznać, że architekt miał fantazję. Obok, po drugiej stronie ulicy Mari Curie-Skłodowskiej, znajduje się zresztą drugi, bliźniaczy obiekt. W sumie w obu mieszkać może nawet 4 tysiące osób. I ciekawe i przerażające.

…nazywany czasem także galeriowcem
Bliźniacza konstrukcja stoi także po drugiej stronie ul. Marii Curie-Skłodowskiej

Niegdyś mrówkowce kojarzyły mi się z wszechobecną szarzyzną. Dziś jest to swego rodzaju ciekawostka, która, w pewien dziwaczny sposób, dobrze kontrastuje z Balatonem. Jakże ciekawie wyglądają na zdjęciach odbite w tafli jeziorka kształty tej wielkiej konstrukcji! No i nie da się ukryć, ze galeriowce zyskały kolorytu dzięki barwom, wykorzystanym w trakcie ich termomodernizacji.

Galeriowce zyskały trochę koloru dzięki przeprowadzonej kilka lat temu termomodernizacji

Afrykę też możesz sobie podarować

Węgry nie były jedyną inspiracją dla nazw atrakcji, zlokalizowanych w granicach Bartodziejów. Tę stanowiła także największa pustynia globu, czyli Sahara. Na Bartodziejach znajduje się  jej proporcjonalnie mniejszy odpowiednik. Mowa rzecz jasna o śródlądowej wydmie, zlokalizowanej na północnym skraju Lasu Gdańskiego.

Aby dotrzeć na nią od strony osiedla, musicie przedostać się przez linię kolejową na trasie Bydgoszcz-Toruń. Zwykle odbywa się to przy wykorzystaniu przejazdu przy ul. Inwalidów. Linia jest bardzo ruchliwa, więc przejazd często jest zamknięty – na szczęście jest też kładka dla pieszych. Z tego miejsca wystarczy 10 minut na pieszo i jesteście na miejscu. Wiele osób przechodzi do Lasu Gdańskiego z Bartodziejów  przy wykorzystaniu dzikiego przejścia, znajdującego się na skraju ulicy Gajowej, za cmentarzem parafii pw. św. Wincentego a Paulo.  Tego jednak nie polecam, bo co kilka lat ktoś ginie tutaj pod kołami rozpędzonych pociągów. Ostrzeżenie, nie groźba.

Skarpa na bartodziejskiej Saharze, a w tle bloki przy Bartosza Głowackiego

Napiszmy to wprost. Sahara to wielki dół. Ale za to jaki urokliwy! Piasek czyściutki, jak na hiszpańskiej riwierze, a do tego cień rzucany przez las, który kończy się przecież ledwie kilka metrów od skraju „pustyni”. Cały teren jest dość spory, jednak przez odwiedzających wykorzystywany jest głównie jego północno-wschodni skraj, gdzie znajduje się największa „plaża”, i skąd rozpościera się widok na dno wyrobiska. Są też liczne konary i korzenie, na których można, niby na ławeczkach, usiąść.

Dół już dość mocno zarasta, co tworzy naprawdę ciekawe połączenie. Niestety, kilka lat temu (bodaj w 2017 r.), postanowiono wyciąć wszystkie znajdujące się tam drzewa. Potem przez wiele tygodni ścięte konary zalegały w dole, co tworzyło naprawdę przygnębiające wrażenie. Na szczęście przyroda sobie poradziła i dzisiaj dół bydgoskiej pustyni znów zielenieje. Co ciekawe, pomiędzy zaroślami znaleźć można jeszcze małe, coraz bardziej zarastające i bagniejące, oczka wodne. Samemu zdarzało mi się widzieć w nich drobne płazy, a raz nawet rybę! Nie mam pojęcia jak to możliwe, ale tak właśnie było. W przyszłości  zapewne teren ten zamieni się w torfowisko.

Śmiało można się opalać!

A skoro mowa już o wodzie, to warto pamiętać, że jeszcze 40 lat temu w miejscu tym znajdowało się popularne wśród mieszkańców Bartodziejów kąpielisko! Piasek wydmy służył jako plaża, a pobliskie drzewa jako słoneczne parasole. Słowem: wypoczynek w PRL pełną gębą. Opinie dotyczące czystości wody, która znajdowała się w tym „akwenie” są rozbieżne. Jedni twierdzą, że była krystalicznie wręcz czysta, czego dowodem miały być żyjące tutaj rzekomo raki. Inni (ku opinii których raczej bym się skłaniał), wspominają, że w wodzie często zalegały jakieś śmieci czy nawet żelastwo. Najbardziej obrazowe wspomnienie przedstawił mi kiedyś jeden z członków dalszej rodziny, który kąpiąc się w saharyjskim zbiorniku pod koniec lat 70-tych, skaleczył się o jeden z porzuconych w nim metalowych sprzętów, po czym ledwo uszedł z życiem, walcząc przez 2 tygodnie z ciężką infekcją. Nie ma się zresztą co dziwić – woda, która się tam znajdowała musiała pochodzić w dużym stopniu z deszczówki, a brak przepływu dodatkowo pogarszał jej stan.

Sahara? Miejsce spotkań! W oddali zabudowania Bartodziejów

Oczywiście fakt, że wydma ma tak charakterystyczny, lejowaty kształt, nie jest efektem działań sił naturalnych. Tutaj również, podobnie jak nad Balatonem, znajdowało się wyrobisko, z tym że wydobywano z niego żwir. Potem przez jakiś czas dół pełnił funkcje wysypiska, a w latach 90-tych w miejscu tym (konkretnie w jego północnej części) znajdowało się miasteczko bezdomnych. Tak jest! Sam jeszcze doskonale pamiętam dostrzegalne ze szczytu saharyjskiej skarpy, osiedle zbitych z dykty chat oraz dym unoszący się znad rozpalanych przez tubylców ognisk. Niestety, zapewne w związku z brakiem opanowania jednego z takich palenisk, wioska spłonęła, a wraz z nią cześć jej mieszkańców.

Dzisiaj Sahara w dalszym ciągu  ciesz się bardzo dużą popularnością wśród mieszkańców Bartodziejów. Z tym że kąpiele zastąpione zostały przez spacery, a także leśną formą plażowania. Jest też wielu biegaczy, rowerzystów, oraz sporo osób na quadach (choć to, ze względu na fakt, iż znajdujemy się przecież w  lesie, jest chyba nielegalne). Kilka razy zdarzyło mi się także widzieć tutaj osoby ćwiczące różnego rodzaju sztuki walki czy nawet akrobatów. Jak więc widać, na Saharze odnajdzie się każdy. Warto usiąść na piaszczystej skarpiei spoglądać na majaczące w oddali zabudowania Bartodziejów (szczególnie dobrze widać bloki przy ulicy Bartosza Głowackiego), i cieszyć się widokiem tego swoistego styku prawdziwego i betonowego lasu.

Przy okazji wizyty na Saharze warto pospacerować urokliwymi ścieżkami Lasu Gdańskiego

Jeżeli już będziecie na Saharze, warto przy okazji zagłębić się w ścieżki Lasu Gdańskiego. Jesteśmy tak blisko osiedla, że to naprawdę dobry sposób na  krótki, weekendowy spacer. A zakątek ten skrywa jeszcze wiele tajemnic, jak np. Grób Nieznanego Żołnierza, stara bocznica kolejowa czy zapomniany schron. Ale o tym napiszę już innym razem.

A można zobaczyć coś jeszcze?

Jak już wspomniałem wcześniej, Bartodzieje to osiedle o charakterze typowo mieszkaniowym. Poszukiwacze zabytków raczej nie będą go postrzegali jako wymarzonego miejsca dla swych wędrówek. Nie oznacza to jednak, że osiedle całkowicie pozbawione jest ciekawych, historycznych obiektów, bowiem wytrwany (i cierpliwy) odkrywca na pewno się tutaj odnajdzie.

Zabytkowych kościołów tutaj nie ma, bowiem te budowano, kiedy osiedle się rozwijało, a więc na przełomie lat 70 i 80 XX w. W tym czasie powstały dwie niewielkie świątynie: należąca do parafii Zmartwychwstania Pańskiego przy Alei Wyszyńskiego oraz ta, działający przy parafii Matki Boskiej Ostrobramskiej przy ul. Kijowskiej. Oba reprezentują charakterystyczną dla tamtych czasów architekturę, w której sporo „brutalnego” beton. Mimo wszystko, w porównaniu do wielu innych, powstałych w tamtym czasie kościołów, uznać należy je za względnie estetyczne.

Kościół parafii Zmartwychwstania Pańskiego przy Alei Wyszyńskiego

Szczególnie  wyróżnia się jednak największy kościół na Bartodziejach, a więc Parafii Matki Bożej Zwycięskiej, przy Bartosza Głowackiego. Doprawdy niespotykany kształt kościoła sprawił, że przez miejscowych nazywany jest po prostu „cyrkiem”. Świątynia ma ponadto ciekawe witraże i wielki spadzisty dach, podobno w całości pokryty miedzią. Bez cienia ironii mogę stwierdzić, że konstrukcja jest naprawdę ciekawa, i w rankingu „nowych” bydgoskich kościołów uznaję ją za najładniejszą. Najmłodszym bartodziejskim kościołem jest kościół Parafii Matki Boskiej Częstochowskie, który jest już jednak konstrukcją stricte współczesną.

Kościół przy parafii Matki Boskiej Zwycięskiej, czyli popularny „cyrk”

Leciwe kamienice? Na to raczej nie liczcie. Jest jedna, na początku Bartosza Głowackiego (numer 7), na elewacji której wyryto datę powstania, tj. 1908 rok, oraz kilka innych (średnio okazałych) przy Fordońskiej. Poza tym, gdzieniegdzie dostrzec można jeszcze resztki dawnej, wiejsko-gospodarczej zabudowy (co stanowi pozostałość dawnego, opisanego przeze mnie wcześniej, rolnego charakteru Bartodziejów). Takie chaty widać choćby przy ulicy Granitowej, czy w okolicy pętli autobusowej przy ulicy Morskiej.  

Są też oczywiście zabudowania kolejowe, jak choćby te przy ulicy Kamiennej, i kilka budynków przy ul. Sygnałowej. Przy tej ostatniej stoi 5 dość starych bloków (był także szósty, pełniący niegdyś funkcje noclegowni, ale zastąpiono go nowym budynkiem) oraz 2 bliźniaki. Sygnałowa i jej okolice to zresztą bardzo ciekawe, wciąż jeszcze nieco mroczne, miejsce. Pamiętam, że jeszcze 15 lat temu niektórzy moi koledzy mieszkający przy tej ulicy, mieli w mieszkaniach piece kaflowe. Ulubionym miejscem zabaw był dla okolicznych schron, położony tuż za ciągiem bloków. Schron, mimo że wewnątrz kompletnie spalony i bez wątpienia wykorzystywany przez bezdomnych, nie był w żaden sposób zabezpieczony. Kilka latem temu zrównano go jednak z ziemią. W dalszym ciągu stoi jednak stara, ceglana wieża, u zbiegu Inwalidów i gruntowej drogi wiodącej do lasu.

Sygnałowa, czyli osiedle „za torami”

Na Bartodziejach znaleźć można zresztą dużo więcej przykładów infrastruktury kolejowej. W okolicach stacji Bydgoszcz-Bielawy (tak, to ta problematyczna stacja) znajduje się cały kompleks zabudowań należących do PKP Cargo S.A., w tym sporych rozmiarów lokomotywownia. Wstęp na ten teren jest jednak zabroniony, więc jeżeli już musicie, to przyglądające się mu z daleka. Bliżej przejazdu jest z kolei obrotnica oraz domek dróżnika. Kiedyś (na pewno jeszcze w połowie lat 90-tych) na jednym z torów stały mieszkalne, pełniące funkcje swego rodzaju lokali socjalnych, wagony. Wszystko to nie może dziwić, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że linia kolejowa przecinała osiedle (wówczas jeszcze wieś) już w 1862 r. Była to część infrastruktury, wchodzącej w skład Kolei Warszawsko-Bydgoskiej, która łączyła (przez pewien czas jako jedyna linia) ziemie zaboru niemieckiego i rosyjskiego.

Uwaga, jedzie pociąg! Na Bartodziejach to rzecz normalna

Fanom budynków poprzemysłowych z pewnością spodoba się dawna fabryka, prowadzona niegdyś przez Spółdzielnię Niewidomych „Gryf”, zlokalizowana przy ul. Fordońskiej. Nad budynkiem w dalszym ciągu góruje wielki szyld „Gryf”, jednak wnętrze z powodzeniem mogłoby służyć jako sceneria dla filmów postapokaliptycznych, lub po prostu fanom urbexu. Całość stoi jednak nieużywana i czeka na nowego właściciela. Jeszcze kilka lat temu działali tutaj artyści spod szyldu Fundacji „Bez Nazwy”, ale temat chyba ostatecznie upadł. Dziś całość wygląda dziwnie, bowiem część budynku odnowiono na potrzeby hotelu „Silver”.  Mamy więc do czynienia z bijącym po oczach kontrastem.

Jak było i jak jest

Bartodzieje zmieniają się w sposób subtelny. Ciężko w ich przypadku, jak w odniesieniu do wielu innych osiedli Bydgoszczy, mówić o wielkiej rewolucji. Tutaj niemal całą wolną przestrzeń zagospodarowano lata temu, w momencie powstawania osiedla, w związku z czym trudno oczekiwać, iż nagle wyrośnie jakaś bardzo duża liczba nowoczesnych bloków. I  chwała za to losowi! Oczywiście, nowa zabudowa też się pojawia, ale nie w takiej ilości, jak na większości pozostałych osiedli. Są więc nowe bloki przy ul. Kijowskiej, przy Gajowej, a także wspomniany apartamentowiec przy Balatonie czy kolejny wysokościowiec – Awiator, przy Koszalińskiej.  Teren miedzy Fordońską i Brdą rzadko kojarzony jest z Bartodziejami, ale według przyjętych przez nas wcześniej granic, jako taki należy je potraktować. A tutaj, tuż przy Rondzie Fordońskim, w ostatnich latach wybudowano biurowiec Arkada Biznes Park, natomiast obecnie powstają apartamentowce Aura Towers.

Zasadniczo jednak, zabudowa Bartodziejów nie zmieniła się wielce od lat 80-tych. Zmieniło się jednak otoczenie, infrastruktura, estetyka oraz zaplecze usługowe. Pamiętam początek lat 90-tych, i to, że jedynym poważnym sklepem na osiedlu był wtedy Super-Sam, należący do Bydgoskiej Spółdzielni Spożywców (obecnie znajduje się w nim Rossmann). Zakupy, głównie papiernicze, robiło się także w tzw. „Blaszaku”, a więc „Bartoszu”. Oczywiście dużą popularnością cieszył się osiedlowy (wówczas o wątpliwej estetyce) bazar, zlokalizowany między ulicami: Bałtycką, Kostrzyńską i Marii Curie-Skłodowskiej.

Początkiem wielkich zmian był 1996 r., kiedy to  przy ul. Kamiennej pojawił się pierwszy w Bydgoszczy supermarket, czyli „Miko”. Wchodząc tam po raz pierwszy, jeszcze jako przedszkolak, poczułem się jakbym znalazł się w innym (lepszym) świecie. Przepych jaki bił  z półek, starannie poukładany towar (w tym setki kaset i albumów muzycznych, które uwielbiałem wówczas przeglądać), a także działająca w pasażu piekarnia… Niesamowite to wszystko robiło wrażenie. Pamiętam, że kiedyś odwiedził nas wujek, pracujący na co dzień w Niemczech i stwierdził, że owszem, widział już takie sklepy, ale tylko za naszą zachodnią granicą.

Tutaj kiedyś był pierwszy supermarket w Bydgoszczy, czyli „Miko”. Dzisiaj budynek pełni funkcję magazynu budowlanego

„Miko”, potem przemianowane na „Championa”, w końcu upadło (tak jak znajdujące się tutaj później: market „Hetman” oraz klub „Epic” i kręgielnia „Broadway”), ale na osiedlu powstało  kilkanaście innych marketów. Właściwie to w dalszym ciągu powstają. Bazar Bartodzieje zdecydowanie zyskał na estetyce – pojawiło się na nim nawet zadaszenie oraz dość eleganckie butiki. Z kolei „Bartosz” już nie jest blaszakiem, bowiem zyskał zupełnie nową elewację. Zresztą podobnie jak większość bloków i wieżowców, stojących na osiedlu. Szare i smutne niegdyś konstrukcje rozjarzyły się więc kolorami, które, mimo lekkiego kiczu, zdecydowanie poprawiły ich wizerunek.

Co do kolorów, to niegdyś pod tym względem wyjątkiem była ulica Bartosza Głowackiego, przy której bloki może nie były w pełni ocieplone, jednak posiadały charakterystyczne kolorowe boki. I tak, przy Głowackiego stały kolejno bloki: pomarańczowy (zresztą mój rodzinny), czerwony, żółty i zielony. Tylko w taki sposób (przecież nie poprzez numery!), identyfikowaliśmy jako dzieci swoje miejsce zamieszkania.

Specyficznym przypadkiem był podłużny budynek, znajdujący się między kościołem parafii Matki Boskiej Zwycięskiej, a bazarem (ul. Połczyńska 6). Zdecydowanie wyróżniał się on na tle pozostałych bartodziejskich bloków, jednak trudno powiedzieć czy na plus czy na minus. Kiedyś miał charakterystyczne, blaszane dachy, które nieco przypominały wieżyczki. Potem, około 2012 r. dachy ściągnięto, a blok poddano termomodernizacji. Wiem, że spotkało się to ze sporym entuzjazmem ze strony mieszkańców, ale mi było wówczas przykro – blok stracił swój specyficzny charakter. W ogóle, konstrukcja to bardzo ciekawa, o szerokich korytarzach, układających się w prawdziwy labirynt. Skąd taki układ? Kiedyś, jeszcze przed 1990 r. funkcjonował (lub miał funkcjonować – informacje źródłowe oraz wspomnienia starszych mieszkańców osiedla są niespójne) tutaj dom spokojnej starości. Oczywiście, historia ta została zniekształcona i na Bartodziejach mówiło się nawet, że działał tutaj szpital psychiatryczny. Jako uczeń szkoły podstawowej (znajdującej się zresztą naprzeciwko tegoż bloku) słyszałem nawet „kosmiczne” historie o tym,  że w jego podziemiach prowadzono dziwne eksperymenty na ludziach. Naprawdę, płaskoziemcy byliby dumni!

Blok przy ul. Połczyńskiej 6

Co do infrastruktury, to z bloku nr 41, miałem świetny widok na to, jak powstawała nowa ulica Kamienna. Spokojna wcześniej uliczka zamieniła się nagle w jedną z najważniejszych arterii miasta. Wzdłuż niej powstały także ścieżka rowerowa i chodnik, a całość wyglądała bardzo estetycznie. Pamiętaj jednak, że mieszkańcy bardzo wówczas narzekali na hałas i fakt odcięcia od lasu.

Ostatnie lata to na Bartodziejach budowa nowych miejsc parkingowych i chodników, porządkowanie podwórek miedzy blokami, a także powstanie kilku orlików (np. przy Bartosza Głowackiego). Ocieplone i unowocześnione zostały szkoły, a przy dawnym Gimnazjum nr 9 wybudowano nową halę sportową. Zrewitalizowano nawet wspominany już wcześniej przystanek kolejowy Bydgoszcz-Bielawy, który znajdował się już w naprawdę w kiepskim stanie. Zmiany nie objęły tylko (choć wcześniej mówiło się, że obejmą) starej, metalowej kładki, którą piesi mogą przedostać się od ul. Kamiennej na stronę Inwalidów.

Ulica Kamienna, za nią linia kolejowa, a dalej już tylko Las Gdański

Cały czas na osiedlu jest nawet nieźle z zielenią. Poza aspektami oczywistymi, takimi jak: Las Gdańsk, park nad Balatonem, czy nabrzeże Brdy, niespodziewanie wykształcił się także park między Szkołą Podstawową nr 32 a wspomnianym wyżej blokiem przy ul. Połczyńskiej 6. Niespodziewanie dla mnie, bo pamiętam proces sadzenia tam małych drzewek (zapewne krótko przed 2000 r.). Przechodząc tamtędy ostatnio, któregoś z ciepłych dni, stwierdziłem z zaskoczeniem, że pojawiło się tutaj mnóstwo cienia. Warto wspomnieć, że przed laty w miejscu tym znajdowało się rozległe klepisko, na którym często rozkładało się objazdowe wesołe miasteczko. Poza tym, na Bartodziejach jest też niewielkich rozmiarów park u zbiegu Bałtyckiej i Bartosza Głowackiego, jednak ten wymaga pilnej rewitalizacji.

Ten park (róg ul.: Bałtyckiej i Bartosza Głowackiego) wymaga natychmiastowej rewitalizacji!
Tutaj (między Szkołą Podstawową nr 32 a blokiem przy Połczyńskiej 6) jest natomiast całkiem przyjemnie

Za mojego życia pewne miejsca i obiekty zniknęły z Bartodziejów na dobre, jak np. dawna siedziba Telekomunikacji Polskiej (dzisiaj jest tutaj market „Aldi”) czy techniczna kładka nad linią kolejową do której można było dojść wąskim przejściem od strony Kazimierza Pułaskiego. Są jednak rzeczy niezmienne, jak choćby asfaltowe boisko przy Bartosza Głowackiego (między blokami 47 i 51), na którym została już tylko jedna bramka, i z którego nikt już chyba nie korzysta, ogródki działkowe miedzy Bartosza Głowackiego i Marii Curie-Skłodowskiej (przez które można było kiedyś nawet swobodnie przejść w stronę rynku), „Ranczo Bartek” (które jednak zostało silnie uporządkowane), sklep „Jaś i Małgosia” przy Curie-Skłodowskiej (naprawdę, on wiąż funkcjonuje!) czy wspominany już wcześniej, problematyczny przejazd kolejowy. Niby od lat mówi się o jego przebudowie, w celu udrożnienia ruchu (np. poprzez budowę wiaduktu lub tunelu), ale sprawa zawsze gdzieś się rozmywa. W dalszym ciągu stoi także gmach mojego dawnego, XII Liceum Ogólnokształcącego, choć ewidentnie systematycznie popada w ruinę (obecnie mieści się tutaj Zespół Szkół Rzemiosła i Przedsiębiorczości). No i jest też słynny „Frytoland” przy skrzyżowaniu Głowackiego i Gajowej. Ten działał już na początku lat 90-tych, w związku z czym był to w ogóle pierwszy fast-food jak widziałem (i jaki jadłem) w życiu.  

Feralny przejazd kolejowy przy ul. Inwalidów

Chodząc po ulicach Bartodziejów jednocześnie dostrzec można więc wiele zmian i poczuć klimat dawno minionych lat. Tutaj przeszłość miesza się z teraźniejszością, tworząc jedyną w swym rodzaju mozaikę. Przy okazji takich rozważań wspomnieć można zasłużone, znane osoby, których korzenie znaleźć można właśnie na Bartodziejach. W tutejszych blokach za młodu mieszkali m.in.: bracia Tomasz i Marek Sekielscy, którzy przy okazji ukończyli Szkołę Podstawową nr 14 przy ul. Żmudzkiej, kolarz Sylwester Szmyd (chodził do Technikum Samochodowego) czy lekkoatleta, mistrz świata w skoku o tyczce, Paweł Wojciechowski. Przedstawicielem młodego pokolenia Bartodziejanów jest jeden z najpopularniejszych „newschool’owych” polskich raperów, czyli Bedoes. Borys Przybylski, bo tak właściwie nazywa się artysta, wychowywał się w bloku przy ulicy Kołobrzeskiej.

Bloki przy ul. Bartosza Głowackiego

I na koniec trochę prywaty, bo z Bartodziejów pochodzi również autor niniejszego artykułu. Przez 27 lat mieszkałem przy ul. Bartosza Głowackiego, uczyłem się w trzech szkołach położonych w obrębie osiedla, tj.: Szkole Podstawowej nr 32, Gimnazjum nr 9 oraz Liceum Ogólnokształcącym nr 12. Dorastałem mając piękny widok z okna mojego bloku przy Bartosza Głowackiego na niemal całą Bydgoszcz, a także sporą część Lasu Gdańskiego. Widziałem jak osiedle się zmienia, poprawia się jego estetyka i bezpieczeństwo. I choć od kilku lat mnie już tam nie ma, to co jakiś czas wracam, wydeptując stare ścieżki. Wszyscy ci, którzy, podobnie jak ja, mają to osiedle w sercu, na pewno mnie zrozumieją.

CIĄG DALSZY NASTĄPI! ZA 2 TYGODNIE (12 LIPCA) ZAPRASZAM DO BRDYUJŚCIA!

SPRAWDŹ TAKŻE PIERWSZĄ CZĘŚĆ CYKLU, W KTÓREJ OPISUJĘ OKOLE (TUTAJ).

Piotr Weckwerth

Artykuł powstał w ramach cyklu Piotr Weckwerth prezentuje: „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – cz. 1”.

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY.

7 myśli w temacie “Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – BARTODZIEJE

  1. Wzdłuż obecnej Kamiennej biegły tory kolejowe. Będąc dzieckiem często tam przebywałem. Biegły one na pewno do ” MAKRUM” i dalej ku Gdańskiej (tudzież 1 Maja)

    Polubione przez 1 osoba

  2. „Nie ma bowiem w graniach Bydgoszczy osiedla, które miałoby wśród jej mieszkańców tak dobrą opinię i które oferowałoby taki komfort życia.”

    Poproszę o źródło danych dla tego stwierdzenia.

    Polubienie

    1. Przedstawiam źródło: moja głowa.

      Odsyłam również do fragmentu artykułu: „Tak, wiem, przedstawiona we wstępie teza jest trochę naciągana. Na pewno znajdą się bowiem osoby, którym się na Bartodziejach nie podoba, które uznają je za brzydkie, betonowe osiedle. Wiem. Przyznacie jednak, że jest w tym krztyna prawdy, i przy charakterystycznym dla naszej nacji, wszechobecnym narzekaniu, ta część Bydgoszczy ukazywana jest w większość przekazów w pozytywnym świetle”.

      A także do tej części materiału, która odnosi się do zapisów Gminnego Programu Rewitalizacji, tj.: „W Gminnym Programie Rewitalizacji Miasta Bydgoszczy 2023+, przyjętym uchwałą Rady Miasta Bydgoszczy w dniu 28 listopada 2018 r., utworzono zestawienie osiedli, w którym uwzględniono szereg najważniejszych aspektów, świadczących o wystąpieniu (lub braku wystąpienia) „degradacji” danego obszaru. Oszczędzę szczegółów, jednakże dotyczy to takich czynników jak np.: liczba zarejestrowanych podmiotów gospodarczych, procentowy udział bezrobotnych w całej strukturze mieszkańców, liczba osób korzystających z pomocy społecznej, wyniki edukacyjne dzieci oraz wskaźniki przestępczości. Dla wszystkich z nich ustalono pewną miejską średnią, a następnie badano odchylenie. W ilu z nich Bartodzieje uzyskało wynik niższy niż średnia? Uwaga: w żadnym! Obok Bielaw-Skrzetuska to jedyna taka sytuacja w całej Bydgoszczy!”

      Pozdrawiam!

      Polubienie

      1. Aż z ciekawości wlazłem na street view, „przejechałem się” ul. Skłodowskiej-Curie i faktycznie jest bałagan, aż nie do wiary! Na planie miasta nazwa ulicy jest prawidłowa. Na starych tablicach, tych niebiesko-białych jest Curie-Skłodowskiej, na starych elewacjach budynków widnieje „M.C. Skłodowskiej”, (to dopiero numer! Marii Cecylii Skłodowskiej, Mistress Ceremony Skłodowskiej?) Na szczęście na nowych elewacjach budynków, takich ocieplonych i odmalowanych na moje oko dekadę temu i nowszych, jest już prawidłowo napisana nazwa ul. Marii Skłodowskiej-Curie. Mam nadzieję, że sukcesywnie będzie przywracany porządek.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: