5 CIEKAWOSTEK O BYDGOSZCZY, O KTÓRYCH (BYĆ MOŻE) NIE MIAŁEŚ/AŚ POJĘCIA! – CZ. 3.

Nowy Rok to ciężka sprawa. Na początku ból głowy po sylwestrowej nocy, potem koncentracja na dotrzymaniu noworocznych postanowień. A po kilku dniach jeszcze trudny powrót do rzeczywistości, w postaci pracy i innych, średnio przyjemnych, obowiązków. Słowem – lekko nie jest. Dlatego na otwarcie 2022 roku prezentuję Wam lekkostrawny, „ciekawostkowy” materiał. Przed Wami 5 kolejnych ciekawostek o Bydgoszczy, o których (być może) nie mieliście pojęcia!

1. Najstarsza wolnostojąca rzeźba w Bydgoszczy

Ci z Was, którzy odwiedzili kiedykolwiek czeską Pragę, z pewnością nie odmówili sobie spaceru po słynnym Moście Karola. Konstrukcja, spinająca brzegi Wełtawy, jest znana nie tylko z uwagi na walory architektoniczne, ale także ze względu na tłumy turystów, które wręcz ją zalewają. Największe ich skupiska dostrzeżecie w pobliżu posągu św. Jana Nepomucena. To efekt legendy, według której potarcie płaskorzeźby, która się pod nim znajduje, zapewnia spełnienie najskrytszych marzeń.

Nikt (lub prawie nikt) nie pociera za to rzeźby Jana Nepomucena, stojącej w Bydgoszczy. Ba! Mało kto wie, gdzie ona się znajduje i jak wyjątkowa to konstrukcja. Mówimy o rzeźbie, stojącej na niewielkim skwerze, między nabrzeżem Brdy, a katedrą pw. św. Marcina i Mikołaja (czyli farą). Widać ją nawet z przeciwległego, zdecydowanie częściej wybieranego jako miejsce spacerów przez mieszkańców miasta i turystów, nadbrdańskiego bulwaru.

Skąd wspomniana wyjątkowość figury? Przede wszystkim stąd, iż jest to najstarsza zachowana po dziś dzień, wolnostojąca rzeźba w Bydgoszczy! Powstała prawdopodobnie ok. 1730 roku (choć najstarsze źródła, które o niej wspominają, datowane są na 1745 r.), co czyni ją jedną z najstarszych tego typu konstrukcji w całej północnej Polsce!

Bydgoski Jan Nepomucen stał początkowo po drugiej stronie fary, na znajdującym się tam przed laty przykościelnym cmentarzu. Co ciekawe, pierwotnie ustawiono go na kilkumetrowym podwyższeniu oraz wyposażono w aureolę i podświetlono. Iluminacja rzeźb to niby nic dziwnego, ale w tym przypadku na pewno wiemy, że podświetlenie pojawiło się już w 1762 roku. Było to więc prawdopodobnie pierwsze tego typu rozwiązanie w historii miasta.

Podczas któregoś z weekendowych, staromiejskich spacerów, koniecznie odwieźcie Jana Nepomucena! Możecie również spróbować potrzeć rzeźbę, aby przekonać się, jak to jest z tym spełnianiem marzeń.

2. Najprawdziwsze relikwie w bydgoskiej farze

Skoro już zawędrowaliśmy w okolice katedry św. Marcina i Mikołaja, zajrzyjmy do jej wnętrza. A tam, poza dziesiątkami dzieł sztuki, niezliczonymi skarbami i ciekawostkami, skrywają się najprawdziwsze… relikwie. Tak jest, to nie żart!

Mowa o siedemnastu kościach tzw. „Jedenastu Tysięcy Świętych Dziewic”, towarzyszek św. Urszuli. Kości to pozostałość po jednej z na wpół legendarnych historii, uznawanych jednak przez kościół katolicki. O co w niej chodzi? Urszula była rzymsko-brytyjską księżniczką, która na prośbę swojego ojca, wyruszyła w podróż do przyszłego męża, pogańskiego królewicza z Bretanii. Rzekomo, w podróży tej towarzyszyło jej dziesięć służek-dziewic, z których każda miały własny, tysiączny orszak oraz własne statki.

W czasie podróży tajemniczy sztorm zniósł flotę do portu galijskiego nad Renem. Tam, konkretnie w Kolonii, Urszula została zamordowana razem z dziesięcioma dziewicami i ich orszakami, przez Hunów. Barbarzyńcy, jak głosi tradycja, pod wpływem wizji wstępujących do nieba zastępów dziewic, odstąpili jednak spod murów miasta, które oblegali. Mieszkańcy z czcią pogrzebali ciała pomordowanych i na miejscu męczeństwa zbudowali kościół. Po latach część kości trafiła właśnie do Bydgoszczy.

Tyle, jeśli chodzi o aspekty, nieco wykraczające poza ludzką percepcję. Schodząc jednak na ziemię, warto wspomnieć, że relikwie znajdują się w tabernakulum ołtarza św. Antoniego Padewskiego, czyli w nawie południowej (a więc blisko wejścia do świątyni). Kości trafiły do fary w XIX wieku, przeniesione z kościoła pobernardyńskiego, czyli dzisiejszego kościoła pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Pokoju, nazywanego potocznie garnizonowym.

3. Kazimierz Wielki i jego wizyty w Bydgoszczy

Zasadniczo, Kazimierz Wielki jest w Bydgoszczy szanowany. No dobrze, powinienem raczej napisać, iż wynoszony jest na piedestał. I w sumie słusznie, bo niewątpliwie, jak na czasy w których żył, był swego rodzaju rewolucjonistą, pionierem niektórych rozwiązań militarnych, politycznych, gospodarczych czy społecznych. No i przecież zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną! A to naprawdę zasługuje na szacunek.

Ale „szacun” jakim ostatni władca z dynastii Piastów, cieszy się w Bydgoszczy, nie wynika przecież wyłącznie z zasług o zasięgu ogólnokrajowym. W kontekście „Grodu nad Brdą” sympatyczny Kazimierz zasłużył się przede wszystkim faktem, iż to właśnie z jego rąk, Bydgoszcz (wówczas jeszcze osada) otrzymała 19 kwietnia 1346 roku prawa miejskie. Rok później, król wydał rozkaz budowy zamku, który jeszcze umocnił pozycję miasta.

Mamy więc w Bydgoszczy uniwersytet imienia Kazimierza Wielkiego, mamy jego liceum, most i monumentalny pomnik na Nowym Rynku. Słusznie – powinniśmy pamiętać o zasługach króla. Ale jednocześnie warto wspomnieć o tym, że przed wystawieniem przywileju lokacyjnego, władca prawdopodobnie nigdy nawet nie był w Bydgoszczy. Sam akt lokacyjny został zresztą wydany w rodzinnym mieście władcy, czyli Brześciu Kujawskim – wówczas zdecydowanie większym ośrodku, aniżeli Bydgoszcz.

Mówi się, że Kazimierz Wielki Bydgoszcz lubił, a nawet, że miał tutaj kochankę (według legendy noszącej imię Bydgoszcza, co miało stanowić pretekst dla późniejszej nazwy miasta – co rzecz jasna jest totalną bzdurą). Problem w tym, że dzisiaj możemy potwierdzić, iż król wizytował w mieście (a konkretnie na zamku) tylko… 4 razy! W ramach ciekawostki warto wspomnieć, iż poza Kazimierzem, zamek odwiedziło przynajmniej 11 innych królów polskich i jeden szwedzki, a więc Karol X Gustaw.

Oczywiście, być może Kazimierz III Wielki bywał tutaj nieco częściej, a po prostu do dzisiejszych czasów nie zachowały się żadne dokumenty, potwierdzające takie wizyty. Logika podpowiada jednak, że mimo wszystko nie mógł odwiedzić miasta „niezauważony” zdecydowanie większą liczbę razy.

Warto także wspomnieć, że monarcha życzył sobie, aby miasto, któremu nadał prawa, nosiło nazwę Królewiec (Kunigesburg). To miało być oczywistym hołdem dla jego osoby. Ostatecznie jednak nazwa nie przyjęła się, bowiem wśród mieszkańców królowała (nomen omen) nazwa dawnej osady (położonej zresztą nieco dalej na wschód), czyli Bidgoszcz (później przekształcona w Bydgoszcz), istniejącej już wówczas od przynajmniej 300 lat.

4. Cesarz, który taplał się w Międzywodziu

Zapewne widzieliście kiedyś, jak w upalne, wakacyjne dni, w bydgoskim Międzywodziu taplają się małe dzieci. Zdarza się też, że w kanale brodzą także dorośli. Nie ma się im zresztą co dziwić – woda jest relatywnie czysta, a co najważniejsze, będąc w samym sercu Starego Miasta, można się odrobinę schłodzić. Oczywiście nie sposób mówić tutaj o pełnoprawnym kąpielisku, bo głębokość kanału oraz jego konstrukcja, uniemożliwiają kąpiel.

Ale kiedyś było zupełnie inaczej. Międzywodzie istniało już zapewne w późnym średniowieczu, służąc jako kanał, napędzający zlokalizowane na Wyspie Młyńskiej urządzenia obiektów gospodarczych (w tym: młynów, tartaków czy manufaktur). W trakcie zaborów dostrzeżono jednak, iż kanał posiada także predyspozycje do pełnienia funkcji rekreacyjnych.

Takim oto sposobem, w latach 60-tych XIX wieku urządzono tutaj tzw. „Wellenbad” czyli „Kąpielisko Morskie”. Dlaczego morskie? Wszystko przez to, iż woda, zanim wpadła do basenu, przechodziła przez urządzenia, znajdujące się w Czerwonym Spichlerzu (obecnie Galeria Sztuki Nowoczesnej), a następnie spadała z wysokiego progu. Całość powodowała, iż w kąpielisku gromadziła się gęsta piana oraz wysokie fale. Rzeczywiście, można było się wiec poczuć jak nad morzem!

Basen cieszył się tak dużą popularnością, że swego czasu z kąpieli w nim skorzystał sam… Fryderyk III, a więc cesarz Niemiec i król Prus z rodu Hohenzollernów. Podobno był tak zauroczony kąpieliskiem, iż uznał je za największą, letnią atrakcję miasta. Dziś swego rodzaju atrakcją, czy raczej ciekawostką historyczną, jest fakt, iż ktoś o takiej sławie i pozycji, kąpał się w tym miejscu. Ot, przewrotność losu.

A, i pamiętajcie, że obecne Międzywodzie to kanał odbudowany w 2007 roku. To stare zostało zasypane w latach 60-tych XX wieku. Samo kąpielisko zaś przestano wykorzystywać wraz z wybuchem I wojny światowej. Trochę szkoda, ale z drugiej strony nie jestem przekonany, czy tłumy półnagich „plażowiczów” dobrze komponowałyby się z okolicznymi instytucjami kultury.  

5. Szwalbe czy Schwalbe?

Ile  razy, idąc Mostem Staromiejskim im. Jerzego Sulimy-Kamińskiego, podziwialiście Przechodzącego przez rzekę? Ile razy zastanawialiście się, jakim cudem utrzymuje się on na rozciągniętej miedzy brzegami Brdy, linie? Zakładam, że takich momentów było całkiem sporo.

Zapewne mało kto w chwilach takich zwracał uwagę na przyczepioną do liny (bliżej północnego brzegu) po której stąpa Przechodzący… miniaturową jaskółkę. Nie ma się zresztą co dziwić, bowiem ptak jest niewielki, a więc dostrzec może go tylko naprawdę spostrzegawczy obserwator.

Skąd w ogóle pomysł na jaskółkę? Ano stąd, że ten sympatyczny ptaszek nosi w niemieckim języku nazwę Schwalbe. Wymowa jest więc identyczna, jak w przypadku nazwiska Szwalbe. A takie nosił wieloletni dyrektor bydgoskiej filharmonii oraz jej założyciel, a przy okazji także  Honorowy Obywatel Bydgoszczy – pan Andrzej Szwalbe. Hołd nieco zakamuflowany, ale jakże piękny!

Piotr Weckwerth

Więcej bydgoskich ciekawostek znajdziesz:

5 CIEKAWOSTEK cz.2TUTAJ

5 CIEKAWOSTEK cz.1 TUTAJ

Leave a Reply

Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: