Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – KAPUŚCISKA

Osiedle paradoks. Z jednej strony „na mieście” można zetknąć się z opinią, że to nic więcej niż niebezpieczne, zaniedbane blokowisko. Z drugiej, jego mieszkańcy są z nim bardzo związani, zwykle chwaląc sobie życie w tym miejscu oraz wspominając „złote czasy”, kiedy tętniło tutaj życie społeczne i kulturalne. Do tego wszystkiego dochodzi zadziwiające połączenie terenów zielonych z obszarami przemysłowymi. Ta jedyna w swoim rodzaju mieszanka sprawia, że Kapuściska (bo o nich mowa) to osiedle naprawdę wyjątkowe!

Problemy z nazewnictwem…

W Bydgoszczy powszechnie wiadomo, że nazwa „Kapuściska” pochodzi od… kapusty. Bloki, które zaczęto tutaj stawiać w latach 50. XX wieku, wyrastały przecież na polach, na których wcześniej hodowano właśnie to warzywo. Najstarsi mieszkańcy osiedla doskonale pamiętają jeszcze, jak między bryłami nowo powstałych bloków, dostrzec można było ostatnie uprawy.

No ale oczywiście to nie w tamtych czasach poszukiwać należy korzeni takiej nazwy.  Ta, w różnych, często zniekształconych formach, funkcjonowała bowiem już w czasach staropolskich. Pierwszy raz o Kapuściskach wspomniano  najpewniej w 1435 roku, a więc niecałe sto lat po nadaniu Bydgoszczy praw miejskich przez Kazimierza III Wielkiego, za panowania króla Władysława III Werneńczyka. Wtedy była to malutka, podmiejska wieś, w której być może uprawiano właśnie kapustę. To możliwe, bowiem warzywo to znane było w Polsce już we wczesnym średniowieczu.

Dziś bloki, kiedyś rozległe pola

Rzecz jasna (jak to zwykle bywa) z czasem powstało także kilka legend, dotyczących rzekomego pochodzenia nazwy Kapuściska. Autorem jednej z ciekawszych jest p. Mariusz Ręgiel (pozdrowienia!), który na łamach grupy „Moja (nasza) Bydgoszcz” pisał o dziedzicu folwarku zwanym Kapem. Jako, że folwark ten znajdował się daleko od wszelkich innych skupisk ludności, kiedy już ktoś zawitał w te strony, był przez Kapa serdecznie ściskany. Pojmujecie grę słów? KAP i ŚCISKAĆ. Trzeba przyznać, że pomysłowo.

O przeszłości więcej napiszę jednak później. Teraz skupmy się na przebiegu granic osiedla, który zresztą należy zestawić z jego nazewnictwem oraz historią miasta. Łatwo w tym wszystkim się pogubić, tym bardziej, że historycznie, w Bydgoszczy i okolicach mówiono aż o… trzech różnych Kapuściskach. Nie, to nie żart.

Mieliśmy więc: Kapuściska Dolne, Kapuściska Małe i Kapuściska Wielkie. Oczywiście dzisiaj nazwy te już nie funkcjonują – chyba że we wspomnieniach starszych mieszkańców miasta. Lekkie zdziwienie faktem „wymazania” historycznych nazw, odczuwał nawet sam Zbigniew Raszewski. Autor, który w czasach powojennych, niemieszkający już w Bydgoszczy, spojrzał na ówczesne mapy i dostrzegł, że zachowały się tylko Kapuściska, położone po południowej stronie rzeki. Jak wspomina pisarz, w jego czasach młodości (a więc przed i w trakcie wojny), mianem Kapuścisk (oczywiście w wersji polskojęzycznej) określano niemal całą wschodnią część miasta, na obu brzegach Brdy.

Źródło: staremapy.bydgoszcz.pl

Konkretyzując, należy zaznaczyć, że Kapuściska Wielkie znajdowały się na południowym brzegu Brdy, sięgając od Małych Bartodziejów (a więc mniej więcej od ul. Władysława Bełzy), aż do Czerska Polskiego. Małe Kapuściska to już druga strona rzeki i obszar graniczący od zachodu z Bartodziejami Wielkimi, a na wschodzie kończących się w miejscu dzisiejszej stacji kolejowej Bydgoszcz Wschód (wówczas zresztą nazywanej Bydgoszcz Kapuściska). Zaś Kapuściska Dolne to obszar między stacją kolejową i Torem Regatowym (czyli również po północnej stronie Brdy).

I tak, dobrze kombinujecie, z czasem Kapuściska Małe przekształciły się w osiedle Bydgoszcz Wschód, a Kapuściska Dolne w Siernieczek (i po części Brdyujście). Obecne osiedle Kapuściska to jedynie zachodnia część dawnej chwały Kapuścisk Wielkich. I tutaj część obszaru została „skradziona” przez sąsiadów, tj. osiedle Zimne Wody-Czersko Polskie.

…i granicami

Spróbujmy więc odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie oficjalnie znajdują się dzisiaj Kapuściska. I tak, wiem, że części osób, które przeczytają ten artykuł, przedstawiony układ granic z pewnością się nie spodoba. Pamiętajcie jednak, że aby usystematyzować treści ukazywane w cyklu, konieczne jest trzymanie się pewnych ram. Ram, które wyznaczają uchwały rady miasta. To ważne, gdyż wydaje mi się, iż kilku bydgoskim „twardogłowym” wydaje się, że za podział administracyjny miasta (rzecz jasna niezgodny z ich wyobrażeniami) odpowiadam ja. Cóż, chciałbym mieć aż tyle do powiedzenia!

A uchwała, dotycząca powołania Kapuścisk jako jednostki pomocniczej miasta, została przyjęta w 1993 r. Granicę poprowadzono od Ronda Toruńskiego w kierunku południowym, ulicą Władysława Bełzy. Następnie, przechodzi ona w ulicę Szpitalną i dociera aż do ulicy Glinki. Potem to już kompletna jazda bez trzymanki, bowiem ulicą tą docieramy do granic miasta, aby odbić na wschód, do torów kolejowych Bydgoszcz – Inowrocław, następnie tą trakcją kolejową w kierunku północnym do zbiegu ulic Nowotoruńskiej i Mokrej. Następnie wzdłuż ulicy Mokrej w kierunku zachodnim, aż do ul. Planu 6-letniego (tj. Lecha Kaczyńskiego) i tą ulicą w kierunku północnym do rzeki Brdy.  Brdą prowadzi nas z kolei na zachód, do ul. Wyszyńskiego, aby wreszcie dotrzeć nią ponownie do Ronda Toruńskiego.

W tym miejscu warto więc zaznaczyć (bo przecież nie jest to rzecz oczywista!), że Kapuściska to nie tylko obszar położony na „piętrze”, czyli na Zboczu Bydgoskim, ale także tereny „parteru”, rozciągające się aż do Brdy. Wiem, że to dość kontrowersyjne, ale nic nie poradzę na to, że w granice Kapuścisk włączono nawet obiekt, w którym dawniej działało „Tesco” czy ogródki działkowe im. Tadeusza Kościuszki. Wyraźną granicą między Kapuściskami i Wyżynami jest z kolei ulica Władysława Bełzy.

Ulica Filmowa, blisko brzegu Brdy. Oficjalnie to też Kapuściska!

Tak wiem, połapać się w tym wszystkim to nie jest sprawa prosta. W związku z tym poniżej zamieszczam mapkę sytuacyjną. W oczy rzuca się, jak bardzo nieregularny kształt ma osiedle. I to, że niemal cały obszar dawnego DAG Fabrik, „Zachemu” oraz obecnego Parku Przemysłowego, wyłączono z granic jednostek mieszkaniowych. I choć powszechnie kojarzymy te tereny z Kapuściskami czy Łęgnowem, można rzec, że jest to swego rodzaju „ziemia niczyja”. Na związki Kapuścisk z przemysłem oczywiście w niniejszym artykule zwrócę uwagę, jednakże pozwólcie, że dokładną eksplorację dawnych zachemowskich terenów, zostawię sobie na inną okazję.

Historia PRZEciekawa

Historia Kapuścisk to prawdziwa studnia bez dna. Analizując ją, co rusz odkrywać można coś nowego. Rzecz jasna, sprawę można uprościć i przyjąć, że osiedle powstało dzięki rozwijającemu się w jego sąsiedztwie przemysłowi, jednakże byłoby to spore niedopowiedzenie. A niedopowiedzeń przecież nie chcemy!

Wspomniałem już, że na kartach historii Kapuściska pojawiły się prawdopodobnie pierwszy raz w 1435 roku. Stało się to za sprawą dokumentu, wskazującego na wysokość opłat, jakie ponosić powinni mieszkańcy tej wioski. A te wynosiły 24 grosze oraz… kawał szynki oraz masła. Takie czasy, drodzy Państwo.

W późniejszych dekadach i wiekach, wieś raczej nie rozwijała się w sposób dynamiczny. W połowie XVII wieku, kiedy starosta bydgoski nadał jej kontrakt na prawie olęderskim, zamieszkiwało ją ledwie kilka rodzin. Potop szwedzki i III wojna północna sprawiła zaś, że miejscowość (podobnie jak większość sąsiednich) całkowicie się wyludniła. Dla wielu osad oznaczał to definitywny koniec. Jednak szczęśliwie, nie dla Kapuścisk!

Na początku XVIII w., zarządca ówczesnego wójtostwa bydgoskiego, czyli Stanisław Poniatowski (jak już kiedyś wspominałem, ojciec króla, Stanisława Augusta Poniatowskiego) zawarł kontrakt z rodziną Lewandowiczów na zarządzanie tą ziemią. I chyba robili to dobrze, bo wieś się rozrosła, a kilkanaście lat później, po drugiej stronie Brdy pojawiła się satelicka osada – Kapuściska Małe.

W inwentarzu Starostwa Bydgoskiego z lat 1753-1766 pokuszono się nawet o wskazanie granic miejscowości. Według źródła prezentowały się one w sposób następujący: „od rzeki Brda wzdłuż aż do Gór Leśnych przez drogi sierskie ku miastu Bydgoszczy, a wszerz od granic sierskich aż do Zimny-wody ku tejże samej rzece Brda”. Leśne Góry, jak rozumiem, oznaczały skraj Zbocza Bydgoskiego, czyli tak naprawdę potocznie rozumianą (choć jak już wiemy, nie do końca prawidłowo) dzisiaj granicę Kapuścisk. Wieś zajmowała więc niższe tereny, położone w pobliżu Brdy.

Prusacka mapa z ok. 1890 r. Załapały się także tereny obecnych Kapuścisk!
Źródło: staremapy.bydgoszcz.pl/

Napisałem wcześniej o problemach z granicami i nazewnictwem. Te odnieść należy także do dwóch kolejnych osad, znajdujących się (przynajmniej częściowo) w obrębie współczesnych Kapuścisk. Pierwsza to Smug, położona w okolicach dzisiejszego skrzyżowania ulicy Szpitalnej z ulicą Glinki, która jednak już w połowie XIX w. została wchłonięta przez Bartodzieje Małe.  I to właśnie historia Bartodziejów Małych przenika się w dużym stopniu z tę Kapuścisk. O tej wsi, a późniejszym ważnym folwarku, pisałem w artykule poświęconym sąsiednim Wyżynom (TUTAJ), więc wspomnę tylko, że zasadniczo w jej skład wchodziły tereny sięgające na wschodzie Zimnych Wód, a na zachodzie Babiej Wsi (mniej więcej w okolicach Trasy Uniwersyteckiej). Południowe granice gminy określano jako ulicę Glinki. Należy więc stwierdzić, że dzisiejsza część północnych oraz północno zachodnich Kapuścisk (okolice ul. Władysława Bełzy) to poniekąd właśnie kontynuator tradycji Bartodziejów Małych.

Oczywiście, również Kapuściska były miejskimi folwarkami, i to zapewne już w XVI wieku. Ich funkcje wzmocnili (jak to mieli w zwyczaju) Prusacy. Zabudowania folwarku Kapuściska Wielkie znajdowały się prawdopodobnie przy dzisiejszej ulicy Spornej i Nowotoruńskiej, a  Kapuścisk Małych na południe od Fordońskiej, przy nabrzeżu Brdy, mniej więcej na wysokości ulicy Fabrycznej.

Spis Rejencji Bydgoskiej wskazuje, iż ok. 1830 r. Kapuściska Wielkie zamieszkiwało ponad 100 osób, a w 1860 r. już ponad 150. W przededniu I wojny światowej, liczba mieszkańców wzrosła zaś niemal 10-krotnie, do ok. 1500 osób.  Oczywiście okres zaborów to również zmiana nazewnictwa. I tutaj po raz kolejny (doprawdy, prawdziwa plątanina) pojawia się problem z granicami i nazewnictwem. Teren w okolicach dawnego folwarku, a więc na „parterze” osiedla, ale po południowej stronie Brdy, nazywano po prostu Gross Kapuscisko, natomiast wysoką część, znajdującą się w obecnych graniach osiedla, Schönhagen. Na północnym brzegu funkcjonowały zaś: Karlsdorf (Kapuściska Dolne) i Hohenholm (Kapuściska Małe).  

Rzeźba na cmentarzu obok kościoła pw. św. Józefa Rzemieślnika powstała w 1929 r., a więc w czesach, w których nikt jeszcze nie podejrzewał, iż Kapuściska staną się wkrótce potężnym miejskim osiedlem

W 1920 r. wszystkie trzy jednostki znalazły się już oficjalnie w graniach Bydgoszczy. Jednakże, historia Kapuścisk jakie znamy dzisiaj, rozpoczęła się nieco później, bo w trakcie II wojny światowej. Jak to? Czytaj niżej!

Historia PRZEmysłowa

Momentem przełomowym (i przy okazji niestety niosącym za sobą szereg tragicznych wydarzeń), było dla Kapuścisk wybudowanie przez niemieckiego okupanta wielkiej fabryki zbrojeniowej. Mowa oczywiście o fabryce należącej do koncernu Dynamit Nobel AG, tj. DAG Fabrik Bromberg. Poza aspektami oczywistymi, jak: magazyny czy budynki produkcyjne, a także całym system usprawniającym logistykę (tj.: drogi, bocznice kolejowe itp.) w ramach inwestycji powstało także kilka osiedli dla pracowników przedsiębiorstwa oraz (niestety) obozy pracy. Jedno z reprezentacyjnych osiedli administracyjnych, zaprojektowane przez Carla Stauda, znajduje się obecnie w graniach Kapuścisk, konkretnie zaś przy ul. Klinicznej.

W kontekście DAG Fabrik i Kapuścisk, kluczowe jest jednak to, że po II wojnie światowej sporą część kompleksu przejęły polskie przedsiębiorstwa – na początku Państwowa Wytwórnia Prochu, a potem prawdziwa legenda (która oczywiście miała swoje jasne i ciemne strony), Zakłady Chemiczne „Zachem”. Przedsiębiorstwo miało kolosalne, strategiczne znaczenie dla funkcjonowania Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w związku z czym rozrastało się w zawrotnym tempie. Kolos nie zajął wszystkich terenów i budynków po DAG Fabik, bowiem wielu z nich zostało zniszczonych, a niemal wszystkie ogołocono w trakcie (i w następstwie) „wyzwalania” miasta przez Armię Czerwoną. Oczywiście, od samego początku w Zachemie produkowano przede wszystkim materiały wybuchowe, głównie zaś trotyl. Poza tym powstawały tutaj także różnego rodzaju produkty chemiczne i barwniki. Słowem, sama chemia.

Ciekawe, czy młodzież zamieszkująca dzisiaj Kapuściska, zdaje sobie sprawę z ich „chemicznego” rodowodu?

A skoro „Zachem” był tak ważny, należało zadbać także o całą jego otoczkę. Gdzieś przecież mieszkać i żyć musiała cała „armia” pracowników giganta. W związku z tym, już od 1951 r. w okolicach bramy wjazdowej na teren zakładów nr 2, poczęto wznosić budynki mieszkalne dla pracowników oraz ich rodzin. A tych miały być tysiące! W związku z tym, na 44 ha terenu, wybudowano tzw. Kapuściska Stare (lub Kapuściska I). Inwestycja, zakończona ok. 1960 r. objęła swym zasięgiem obszar znajdujący się w obrębie ulic: Planu 6-letniego (swoją drogą, budowa osiedla została wpisana właśnie do Planu 6-letniego), Wojska Polskiego, Sandomierskiej i Chemicznej.

Na blokach wciąż widnieje nazwa „Planu 6-letniego”

W pracach tych uczestniczyło kilka potężnych przedsiębiorstw budowlanych z całego kraju (m.in.: „Mostostal”, „Elektromontaż”), czego efektem było powstanie ponad 3 tysięcy mieszkań, mogących pomieścić do 12 tys. mieszkańców (i mniej więcej faktycznie tyle osób zamieszkało w pierwszych latach na Kapuściskach). Oczywiście, pamiętano o tym, aby nadać osiedlu odpowiedniego, przemysłowo-socjalistycznego sznytu. W związku z tym, niektóre z tutejszych ulic otrzymały nazwy, związane z konkretnymi profesjami, tj. np.: Dekarzy, Betoniarzy, Architektów, Murarzy, Stolarzy itp. Pojawiły się także takie, nawiązujące do  przemysłu chemicznego, a więc: Chemiczna, Laboratoryjna czy choćby Ignacego Łukasiewicza.

W ślad za rozwojem budownictwa mieszkaniowego, poszły także wszelkie inne usługi. Nagle, na niemal pustym terenie, pojawiły się liczne sklepy (niektóre z nich uznawane są za kultowe i wspominane przez mieszkańców „Kap” z rozrzewnieniem), przychodnia, szkoły (w tym działające pod egidą „Zachemu”: Zasadnicza Szkoła Chemiczna i Technikum Chemiczne), a także infrastruktura rekreacyjna, w postaci ogrodów działkowych przy ul. Chemicznej, dwóch kin („Millenium” w obrębie ogródków działkowych oraz „Młodość” przy Baczyńskiego). Zadbano oczywiście także o komunikację i transport, łącząc osiedle ze Starym Miastem za pośrednictwem linii tramwajowej „Brda”. Swoją drogą, to właśnie wówczas (konkretnie w 1958 r.) z inicjatywy Zakładów Chemicznych, powołano Robotniczą Spółdzielnię Mieszkaniową „Jedność”, która działa po dziś dzień. Co bardziej złośliwi (lub szczerzy) mieszkańcy twierdzą, że jej działania nie zmieniły się zbytnio od czasów, w których powstała.

Stare Kapuściska

Wszystko powyższe dowodzi, iż powstanie „Zachemu” na zawsze odmieniło losy i krajobraz Kapuścisk. W sumie to aż trochę dziwne, że osiedle nie nazywa się dzisiaj „Chemik” albo „Zachemowskie”. Niemniej, jeśli myślicie, że to koniec historii jego rozwoju, to jesteście w błędzie. Cała opisana wcześniej inwestycja określana jest bowiem jako Kapuściska I. A tych części składowych Kapuścisk jest przynajmniej pięć! Najpierw, na terenie pod Zboczem Bydgoskim, na przełomie lat 50. i 60. powstało niewielkie osiedle domków jedno i kilkurodzinnych. Nowe zgrupowanie domów, wybudowano w obrębie ulic: Łuczniczki, Perłowej, Wesołej i Zacisze i nazwano „Łuczniczka”. Prawdziwa budowlana ofensywa miała jednak dopiero nadejść. Na podstawie planu zagospodarowania miasta, w 1968 roku rozpoczęto bowiem budowę tzw. „Nowych Kapuścisk”.

Od końcówki lat 60. do końcówki lat 70., powstawały więc kolejno: Kapuściska II (między ulicami: Władysława Bełzy, Wojska Polskiego i Planu 6-letniego oraz skrajem Zbocza Bydgoskiego), Kapuściska III (na południe od Wojska Polskiego, miedzy ulicami: Szpitalną, Dobrzańskiego-Hubala i 15 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej), Kapuściska IV  (głównie dolna część osiedla, tj. ulice: Toruńska, Nowotoruńska, Perłowa, Filmowa oraz Spokojna), a także Kapuściska V (bloki przy ul. Sandomierskiej). Wszystko to sprawiło, że na początku lat 80. XX wieku, na Kapuściskach mieszkało już ponad 30 tysięcy osób!

Fragment „Kapuścisk V”

Dziś oczywiście liczba mieszkańców osiedla jest już znacznie niższa (ok. 22 tys.), co jednak nie wynika ze „zwijania” się osiedla, lecz raczej z ogólnej tendencji, dotyczącej osiedlania się pod miastem. Zresztą wszyscy dobrze wiemy, że kiedyś po prostu mieszkania były przepełnione, nierzadko zamieszkiwane przez trzy pokolenia danej rodziny. Kapuściska wciąż idą jednak do przodu. W ostatnim 15-leciu, przy Toruńskiej powstało m.in. duże osiedle „6 planet” – nowe bloki wyrastają także bliżej Brdy, po północnej stronie ulicy. Mniej inwestycji widać na górnym tarasie, choć takowe dostrzeżemy i tutaj – np. przy ul. Baczyńskiego czy Wojska Polskiego.

Osiedle 6 planet – jedna z najnowszych inwestycji w graniach Kapuścisk

Wciąż rozwija się także infrastruktura. Na początku XXI wieku poszerzono m.in. ulicę Toruńską, a także wybudowano most, którym swobodnie można się przedostać na Bartodzieje. Oczywiście, o ile nie jest remontowany, jak obecnie – po zakończeniu inwestycji, na drugą stronę przejedziemy także tramwajem. A odnośnie tramwajów, to warto zaznaczyć, że podjazd przy ulicy Perłowej, był dotychczas jednym z najbardziej stromych w Polsce (niemal 5% nachylenia!). On także jest aktualnie remontowany, więc zdaje się, że stromizna zostanie nieco wygładzona.

Remont torowiska przy ul. Perłowej

Obiekty historyczne

No dobrze, wiemy więc, że historia jest w kontekście naszego dzisiejszego bohatera bardzo bogata. Ale czy to oznacza, że znajdziemy tutaj jakieś obiekty historyczne? Owszem, musimy jednak odrobinę poszperać. I oczywiście szybko odkryjemy, że większość z nich, bezpośrednio lub pośrednio, wiąże się z działalnością „Zachemu”.

W lesie, rozciągającym się za dawną bramą do zakładów nr 2, dalej znajdziemy sporo starych, często już zrujnowanych budynków. Oczywiście część infrastruktury po „Zachemie” przejęły inne firmy, np.: „Purinova”, „Nitro-Chem S.A”. czy „Boruta-Zachem S.A.” (sam „Zachem” upadł w 2014 roku). Obok bramy wjazdowej znajduje się z kolei filia Urzędu Miasta oraz Poczty Polskiej. Przez samą bramę możemy dzisiaj swobodnie przejechać, choć niegdyś była ona pilnie strzeżona. Wielki napis „Zakłady Chemiczne” zwiastował, że jeżeli nie masz tutaj jakieś pilnej sprawy do załatwienia, raczej powinieneś prędko zawrócić.

Brama nr 2 do Zakładów Chemicznych

Będąc w tych okolicach, naszą uwagę zwróci bez wątpienia budynek znajdujący się po południowej stronie ulicy Wojska Polskiego. Mowa oczywiście o mającym legendarny już status, hotelu „Chemik”. Legendarny, bowiem działa już od lat 50. XX wieku, początkowo służąc oczywiście pracownikom spoza Bydgoszczy, którzy wykonywali pracę na rzecz „Zachemu”.

Obecnie to 2-gwiazdkowy, nieco zapomniany i momentami wyglądający na opuszczony, obiekt. Część recepcyjna i noclegowa wygląda jeszcze w porządku (zresztą obok zlokalizowany jest punkt obsługi klienta „Pro-Natury”), ale jego zaplecze to już dość sporych rozmiarów ruina. Od wielu lat pustką straszy hala, w której znajdował się dawniej bar zakładowy (szyld jeszcze pozostał!). Obok był też sklep z, jak głosi informacja nad drzwiami: „chemią gospodarczą, środkami higieny osobistej i napojami chłodzącymi w cenach konkurencyjnych”. Prawdziwy wehikuł czasu.

Po drugiej stronie Wojska Polskiego, znajduje się krzyż wraz z pamiątkowymi tablicami. To hołd dla pracowników, którzy stracili życie w wyniku tragicznych wypadków na terenie Zakładów Chemicznych. W oczy rzuca się to, że wypadków śmiertelnych (na szczęście) ubywało z biegiem lat. Wiadomo, zasady BHP i te sprawy. Spostrzegawczy obserwator dostrzeże także, że spora grupa pracowników zginęła 19 listopada 1952 roku. Wówczas to doszło do ogromnej eksplozji trotylu, która zabiła 15 osób, raniła 84 i uszkodziła 132 (!) budynki. Podobno siła była tak olbrzymia, że szyby pękały nawet w blokach, oddalonych o 10 kilometrów. Oczywiście władza ludowa robiła wszystko, aby informacja nie przedostała się do opinii publicznej. Naturalnie, nie udało się.

Obok krzyża stoi także druga tablica – poświęcona Eugeniuszowi Smolińskiemu, pierwszemu powojennemu dyrektorowi zakładu. Padł on ofiarą komunistycznego reżimu, który prześladował go jako byłego AK-owca (nosił pseudonim Kazimierz Staniszewski). W ustawionym procesie sądowym, oskarżono go o sabotaż, w uruchomieniu produkcji trotylu. Oczywiście w tak krótkim czasie (Smolińskiego zatrzymano w 1947 r.) linii produkcyjnej nie zdołałby uruchomić nawet sam Alfred Nobel, ale oskarżycieli i sądu to jakoś niezbyt interesowało. Smolińskiego stracono w 1949 roku w Warszawie, a jego szczątki doczekały się godnego pochówku dopiero w 2015 roku. Chore czasy, które (miejmy nadzieję!) nigdy nie wrócą.

W zasadzie, za historyczne należałoby uznać sporą część bloków, zlokalizowanych na Starych Kapuściskach. Te, stojące przy ulicach: Łukasiewicza, Dekarzy, Stolarzy czy Techników, mają swój specyficzny urok – tym bardziej ze względu na swoje niewielkie rozmiary – prawie wszystkie to dwupiętrowce. Wśród budynków w tej części osiedla, warto zwrócić uwagę na sześć dawnych hoteli zakładowych (tak, poza „Chemikiem” były też inne), później służących także jako „zwykłe” obiekty mieszkalne lub lokale socjalne. Wśród nich znajdują się wyremontowane bloki przy ulicach: Kapuściska 9, Techników 2 i Łukasiewicza 10, a także wciąż czekający na swoje ponowne „narodziny”, obiekt przy Łukasiewicza 5.

Dawne hotele zakładowe

Wiadomo, że Stare Kapuściska budowano w trakcie zimnej wojny, w związku z czym nie może dziwić, iż pod niektórymi blokami powstawały schrony. Część z nich zlikwidowano, jednak przechadzając się po osiedlu, można jeszcze gdzieniegdzie dostrzec specyficzne „grzybki”, tj. niewielkie wieżyczki, wskazujące, iż w tym miejscu znajduje się bunkier. Z tego co wiem, niektóre z nich są utrzymywane w całkiem niezłym stanie.

W innych częściach miasta nie spotkacie takich konstrukcji jak przy ul. Łukasiewicza. Po obu stronach, pod numerami 7 i 12, dostrzeżemy szerokie tarasy ze zdobionymi balustradami. Te po lewej stronie (patrząc w stronę ul. Wojska Polskiego) służą lokalom usługowym, a po prawej zostały zagospodarowane jako prywatna przestrzeń, przylegających do nich mieszkań.

Ciekawe są także taraso-arkady, przy al. Lecha Kaczyńskiego. Ich górna część służy jako balkony bloku pod nr 33, natomiast pod nimi znajdują się wejścia do licznych lokali.

Do nieco dziwacznych, aczkolwiek charakterystycznych dla zabudowy mieszkalnej lat 50. i 60., zaliczyłbym (pseudo) arkadowe przejścia pod niektórymi blokami. Część z nich (jak np. te przy ul. Sandomierskiej) są tak ciasne, że osoba o nieco większej tuszy, mogłaby mieć problem z ich pokonaniem.

Jest też kilka ciekawych budynków szkolnych. W latach 50. powstały przecież m.in. zdobiony charakterystyczną wieżyczką, obiekt Zespołu Szkół Chemicznych, a także siedziba Szkoły Podstawowej nr 28 im. Polskich Noblistów. Jest jeszcze gmach wykorzystywany przez Bydgoskie Biuro Finansów Oświaty oraz stary internat Zespołu Szkół Chemicznych, przy ul. Łukasiewicza 1, dawniej służący Szkole Podstawowej nr 49. Ten ostatni należy obecnie do Collegium Medicum, a jego hala sportowa również zdobiona jest niewielką, lecz estetyczną wieżyczką.

Do tego wszystkiego należy doliczyć ośrodki zdrowia, wśród których na pierwszym miejscu wspomnieć wypada Szpital miejski nr 2 im. Emila Warmińskiego. Jednostkę tę, zlokalizowaną  między ulicami: Dobrzańskiego-Hubala, Szpitalną oraz Solną, budowano od 1953 do 1959 roku, a później wielokrotnie rozbudowywano i modernizowano. Swoje lata ma także Wielospecjalistyczny Ośrodek Zdrowia „Gryf-Med”. No i oczywiście nie zapominajmy o aptekach – najstarsza z nich, działająca nieprzerwanie od kilkudziesięciu już lat, znajduje się przy skrzyżowaniu ul. Wojska Polskiego i Al. Lecha Kaczyńskiego. Swoją drogą budynek, w którym się znajduje, z uwagi na charakterystyczną, betonową nadbudowkę na jego szczycie, nazywano przed laty „wieżowcem”. Wszystko przez to, że była to zdecydowanie najwyższa konstrukcja na osiedlu – prawdziwe, 11-piętrowe wieżowce istniały wówczas tylko w formie szkiców na urzędniczych planach.

A wszyscy ci, którzy lubią Osiedle Awaryjne na Łęgnowie (mogliście o nim przeczytać TUTAJ), powinni zajrzeć także na skraj Kapuścisk. I tutaj, w trakcie II wojny światowej Niemcy wybudowali domy zdobione specyficzną, ciemną cegłą. Tak samo jak na Łęgnowie, mieszkała w nich kadra inżynierska i kierownicza. Dziś część z nich mieści lokale socjalne, a część jest w prywatnych rękach. Nie muszę chyba wspominać, że w związku z tym, ich stan jest bardzo różny.  

Całości historycznego obrazu osiedla dopełniają stojące jeszcze gdzieniegdzie, ewidentnie pamiętające czasy sprzed I wojny światowej, budynki z czerwonej cegły. Ostało się już tylko kilka z nich, np. przy Toruńskiej czy Smętnej. Nie sposób przeoczyć także dość wysokiego komina, stojącego przy ul. Nowotoruńskiej. Niestety, nie znam jego dokładnej historii, niemniej wiadomo, że jest to pozostałość po dawnej cegielni.

Na koniec tej części artykułu ciekawostka. Podczas remontu gmachu głównego Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki im. Witolda Bełzy, prowadzonego w drugiej połowie ubiegłego wieku, w filii przy ul. Noakowskiego przechowywano przez chwilę zbiory bernardynów! Mowa oczywiście o księgach, należących do Bibliotheca Bernardina, a więc pozostałości po potężnej bibliotece, prowadzonej od XV w. w nieistniejącym już, bydgoskim klasztorze bernardynów. Ale o tym więcej przeczytacie w jednym z następnych artykułów, który pojawi się na blogu!

Kościół zabytkowy, betonowy i… niedoszły

Obiektów historycznych jest więc tutaj sporo, ale niniejszy artykuł byłby bez wątpienia niepełny, gdybym nie wspomniał o obiektach sakralnych. A te, tworzą tutaj doprawdy niezwykły, bijące po oczach niby stroboskop, kontrast. Ale po kolei.

Najbardziej znanym obiektem sakralnym na Kapuściskach, jest zabytkowy kościół pw. św. Józefa Rzemieślnika. Kiedy powstawał, a więc w 1906 r. bez wątpienia mówiło się, że stoi on na Bartodziejach Małych (lub raczej Klein Bartelsee). I rzeczywiście, przynależność do „Małych Bartków”, widniała nawet w aktach gminy ewangelicko-unijnej.  Świątynia  została wybudowana bowiem na potrzeby protestantów, w schyłkowej fazie zaborów.

Budynek zaprojektował królewski okręgowy inspektor budowlany Ismar Hermann, który w tamtych czasach miał chyba pełne ręce roboty. Równolegle obmyślał bowiem plany budowy kościoła św. Wojciecha na Okolu (o nim pisałem TUTAJ), oraz nieistniejącego już kościoła św. Marcina Lutra na Szwederowie (znajdował się przy ul. Leszczyńskiego).

Po zakończeniu II wojny światowej, budynek przeszedł oczywiście (jak wszystkie, za wyjątkiem kościoła Zbawiciela, o którym zresztą pisałem TUTAJ) w ręce katolików. Na szczęście jednak, do dziś zachował się jego pierwotny, neogotycki i eklektyczny charakter. Na pierwszy rzut oka, zorientować można się, że świątynia była kiedyś ewangelicką, bowiem prusacy nagminnie stosowali w tamtych czasach czerwoną, ozdobną cegłę. Tutaj jednak, poza wyraźnym stylem neogotyckim, pojawiają się także element neoromańskie. W tym kontekście uwagę należy zwrócić na masywną wieżę. Podobne rozwiązanie zastosowano choćby w kościele przy parafii pw. Matki Boskiej Królowej Polski na Łęgnowie.

Będąc w środku, warto zwrócić uwagę na organy, wykonane przez bydgoską firmę Paula Voelknera, drewnianą ambonę oraz krzyżowo-żebrowe sklepienie. Niby skromnie, ale czuć tutaj historię!

Obok kościoła znajduje się sporych rozmiarów nekropolia. Założono ją już w pierwszej połowie XIX wieku, głównie na potrzeby ewangelików, choć chowano tutaj także katolików. Po II wojnie światowej utworzono w jej obrębie miejsce pamięci żołnierzy Wojska Polskiego oraz bydgoszczan, którzy zginęli w trakcie II wojny światowej. Kwatery oznaczono dużą rzeźbą, stanowiącą wyobrażenie orła.  Na cmentarzu pochowano m.in. pianistę i kompozytora Jana Drzewieckiego oraz Aleksander Fedorowicz, tłumacza i swego czasu wicekonsula Uzbekistanu, jedną z ofiar katastrofy Smoleńskiej.

Na zapleczu świątyni, od strony Władysława Bełzy, znajduje się z kolei zabytkowa pastorówka. Obecnie to prywatny budynek, w którym dawniej znajdowała się ochronka dla dzieci (zakład opieki dla dzieci pozbawionych rodziców) oraz plebania.

Przeciwieństwem niewątpliwie atrakcyjnego wizualnie kościoła pw. św. Józefa Rzemieślnika, jest kościół pw. Opatrzności Bożej, znajdujący się przy ulicy Sandomierskiej. Tutaj mamy do czynienia z kwintesencją brutalnego budownictwa sakralnego okresu post-PRLowskiego. Ledwie kilka małych okienek i cała masa betonu, ułożonego w wielką bryłę, przypominającą do złudzenia jakiś futurystyczny bunkier. Cóż, w 1994 r., kiedy budynek oddano do użytku, musiało wydawać się to nowoczesne. Dzisiaj, niestety, jego toporność strasznie bije obserwatorów po oczach.

Niewielu wie, że na osiedlu moglibyśmy mieć dzisiaj jeszcze jeden obiekt sakralny. W tym kontekście na drodze stanęła jednak II wojna światowa. Rzecz dotyczy charakterystycznego obiektu, stojącego przy skrzyżowaniu ulic: Toruńskiej i Al. Lecha Kaczyńskiego. Jeśli dobrze się przyjrzeć, to ceglany budynek, wykorzystywany dzisiaj jako magazyn pobliskiej firmy, zajmującej się mechaniką pojazdów, ma wieżę (prawdopodobnie niedoszła dzwonnica) i kształt typowy dla kościoła! Pech chciał, że budynek powstał w przededniu II wojny światowej, przez co nawet nie zdążono odprawić w nim nabożeństwa. Niemcy wpadli zaś na pomysł, aby uruchomić w nim wytwórnie acetylonu, a po wojnie mieściły się tutaj m.in. pomieszczenia Bydgoskiej Fabryki Narzędzi. Za budynkiem „kościoła” stoi także niedoszła plebania.

Zieleń (nie) urządzona

Czytając relacje z budowy Starych Kapuścisk, a więc wspomnienia z początku lat 50. XX wieku, aż trudno uwierzyć, że wówczas narzekano na osiedlu na brak zieleni. Wiadomo, mamy do czynienia z blokowiskiem, ale jednak pomiędzy blokami, niemal wszędzie gdzie to tylko możliwe, znajdują się trawniki, ogrody lub swego rodzaju mini-parki. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że cała ta zieleń, musiała kiedyś wyrosnąć, toteż w pełni cieszyć mogą się z niej dopiero współcześni mieszkańcy Kapuścisk.   

Dane Miejskiej Pracowni Urbanistycznej sprzed dekady, wskazują, że tereny zielone zajmowały na osiedlu niemal 80 hektarów, z czego zdecydowaną większość stanowiły tereny zieleni nieurządzonej. I o ile oczywiście od 2012 r. zieleni pewnie trochę ubyło, to już proporcje między tą urządzoną i nierządzoną, zapewne nie uległy większej zmianie.

Większość tutejszej zieleni ma bowiem swój specyficzny, nieuporządkowany (ale nie niechlujny – chyba że jakiś ćwierćinteligent akurat postanowi wywalić śmieci w plenerze) klimat. Przestrzenie między blokami są w porównaniu do współczesnego budownictwa ogromne, a tam, jeżeli nie ma akurat wejść na klatkę schodową, rośnie najczęściej trawnik i sporo drzew (w tym nawet owocowe!). Mało tego, przy wielu budynkach istnieją jeszcze niewielkie ogródki, które w rzetelny sposób pielęgnowane są przez mieszkańców. Tym samym, wychodząc w jakiś ponury dzień do pracy w biurze, możemy chociaż nacieszyć oko widokiem pięknych kwiatów.

Jedno z najbardziej znanych i najbardziej reprezentacyjnych założeń zielonych na „Kapach” to ul. Stanisława Noakowskiego. Jej środkiem poprowadzono aleję obsadzoną drzewami, a bokami jednokierunkowe, niewielkie jezdnie. Rzecz doprawdy bliźniaczo podobna do rozwiązania, które spotkamy na Osiedlu Leśnym, przy ul. 11 listopada 1918 r. Perspektywę ulicy, która stanowiła niegdyś oś Starych Kapuścisk, zamyka od wschodu pięknie gmach Zespołu Szkół Chemicznych. im. Ignacego Łukasiewicza.

Są też oczywiście skwery.  Najbardziej okazały to chyba ten za V Liceum Ogólnokształcącym, przy ul. Szarych Szeregów. Kiedyś był jeszcze większy, ale parę lat temu obok wybudowano basen „Piąta Fala”. Poza kilkoma ścieżkami i ławeczkami, są tutaj także plac zabaw, zewnętrzna siłowania oraz wybieg dla czworonogów. Przy szkole powstał rzecz jasna „Orlik”, jednak na skwerze znajduje się także stare boisko z asfaltową nawierzchnią, które mocno porasta już trawa. Dla mnie to doprawdy smutny widok, bo jeszcze za czasów licealnych (precyzując, 14 lat temu), grywałem tutaj w zorganizowanej, piłkarskiej lidze 6-tek. Przez takie rzeczy zaczynam się momentami czuć jak prawdziwy „boomer”.  

Popularnym terenem rekreacyjnym jest dla mieszkańców Kapuścisk skwer, położony między parkiem leśnym na południu i ulicą Wojska Polskiego na północy. I tutaj mamy szereg atrakcji dla dzieci i dorosłych. Miejsce to żyje jednak przez cały sezon, bowiem w zimie (o ile oczywiście pojawi się śnieg) usypaną tutaj w latach 80. sporą górkę, wykorzystują saneczkarze. Górkę tworzono także z myślą o narciarzach-amatorach, a podczas jej usypywania zadbano nawet o oświetlenie! Swoją drogą, kiedyś skwer był jeszcze bardziej popularny. Wszystko za sprawą brodziku dla dzieci, który w sezonie letnim był po prostu oblegany. Podobny znajdował się przy Miejskim Domu Kultury nr 1 przy ul. Baczyńskiego.

Oczywiście skwerów jest na osiedlu znacznie więcej. Wspomnieć należy choćby ten znajdujący się na tyłach „Twojego Marketu”, między ulicami Baczyńskiego i Sandomierską, a także między blokami, w obrębie ulic: Murarzy i Architektów.

Wszystko to jednak nic, w porównaniu z potęgą zieleni, którą niosą ze sobą znajdujące się na osiedlu „lasoparki” (czyli po prostu parki leśne). Cóż to za słowotwórstwo – zapytacie? Po prostu, akurat na Kapuściskach stwierdzenie to pasuje idealnie, bowiem skupiska zieleni, znajdujące się tuż nad Brdą, na skraju Zbocza Bydgoskiego, a także na południu, w parku obok Szpitala Miejskiego nr 2, wyglądają jak najprawdziwsze lasy. Nic zresztą dziwnego, wszak są pozostałością po nich! Wszystkie one są gęsto zarośnięte i tylko gdzieniegdzie poprzecinane ścieżkami. Gdyby nie ich stosunkowo niewielka powierzchnia, można by doprawdy pomyśleć, że znajdujemy się w lesie.

Na mnie, jako na miłośniku krajobrazów górskich lub przynajmniej pagórkowatych, największe wrażenie robi oczywiście park na skraju Zbocza Bydgoskiego. Tak naprawdę, przejść zalesioną skarpą możecie aż od skrzyżowania ulic: Wojska Polskiego i Władysława Bełzy, do Al. Lecha Kaczyńskiego. Najciekawszy jest jednak północny skraj „szlaku”. Zbocze jest naprawdę strome, sporo tutaj jarów, a drzewa rosną naprawdę gęsto. Gdzieniegdzie, spomiędzy nich spojrzeć można na piękną panoramę miasta.

Jest nawet dziki punkt widokowy, tuż przed zejściem do Al. Kaczyńskiego. Jak na dłoni widać całe Bartodzieje oraz podmiejskie lasy. Na „parter” zejść można jednymi z kilku schodów. Miłośnikom biegania szczerze polecam treningi przy wykorzystaniu tych konstrukcji. Po kilku tygodniach takiego biegania, nogi będą „jak u dzika”. A tak a propo sportów – „na parterze”, przy jednym z wejść na schody, znajduje się kompleks kilku boisk tenisowych.

Na odważnych, którzy wdrapią się na zbocze po drugiej stronie Al. Kaczyńskiego czeka ciekawostka. Tam, tuż przy samym skraju zbocza, założono niegdyś mini-działki rekreacyjne dla mieszkańców sąsiednich bloków. Niektóre z nich prezentują się pięknie po dziś dzień! Idąc tą ścieżką dalej, trafimy do niewielkiego lasku przy ul. Sandomierskiej. Z niego w dole dojrzeć można największy w tych okolicach jar. Dostaniecie się do niego od strony ulicy Nowotoruńskiej (za stacją „Orlenu”). Zieleń wcina się tutaj klinem aż od ulicy Chemicznej. Można więc rzec, że jest to najdalej na północ wysunięty przyczółek Puszczy Bydgoskiej. Dzięki temu laskowi, osiedle jest osłonięte od znajdujących się kilkaset metrów dalej na wschód terenów przemysłowych. Z tego co wiem (choć pewny nie jestem), to właśnie ten jar, Niemcy nazywali Wilczym Kanionem (Wolfsschlucht). Jeszcze w latach 70., jego dnem płynął niewielki strumyk.

Klimat tamtych lat

1 kwietnia przeczytałem na którymś z facebook’owych profili żart, według którego na osiedlu miałby zostać utworzony Skansen Architektury Socrealistycznej „Stare Kapuściska”. Idea wywołała wśród odbiorców raczej śmiech (szczery lub gorzki – ten drugi wynikający z rzekomego zatrzymania się osiedla w rozwoju), ale według mnie za 20, 30 lub 50 lat, będzie to jak najbardziej zasadje rozwiązanie. Tzn. niekoniecznie skansen, a wykorzystywanie Kapuścisk, jako miejsca atrakcyjnego turystycznie. Uwierzcie, że wielu turystycznych świrów (jak np. ja) lubi takie poprzemysłowe klimaty. Zresztą, krakowską Nową Hutę zna przecież każdy – a i na brak turystów tam nie narzekają. Kapuściska to oczywiście nie ta skala, ale temat jest do przemyślenia.

Tym bardziej, że w obrębie osiedla (nie tylko jego najstarszej części), wyraźnie czuć klimat dawnych, zamazywanych już przez upływ czasu, lat. Jako, że Kapuściska miały być swoistym „miastem w mieście”, powstało tutaj mnóstwo usług. Pozostałością po nich są betonowe pawilony przy Wojska Polskiego („Hermes”) czy Bohaterów Westerplatte („Od Nowa”), a także rynek czy blaszane sklepiki przy Al. Lecha Kaczyńskiego. Wciąż, gdzieniegdzie dostrzec można punkty, świadczące usługi: prania, zegarmistrzowskie, szewskie i inne, których na nowych osiedlach raczej nie znajdziecie. Często zdobią je staromodne, napawające nostalgią, szyldy. No i salony fryzjerskie… tych w samych tylko okolicach Bohaterów Westerplatte doliczyłem się minimum 10!

Wciąż działa kilka legendarnych, pamiętających wczesne lata osiedla, punktów, jak np. apteka na rogu Wojska Polskiego i Al. Lecha Kaczyńskiego, bar „Jagienka” czy restauracja „Tango”. Do niedawna, przy tej samej ulicy działała także księgarnia, która jednak zamknęła się po 26 latach działalności. Smutny los spotkał także klub „Od Nowa”, zlokalizowany przy Bohaterów Westerplatte. Wielu starszych mieszkańców osiedla wspomina jeszcze koncerty, pokazy filmowe oraz turnieje szachowe czy ping-pongowe odbywające się w tym miejscu.

Pisałem już o zieleni i kwiatach, ale między blokami możemy zobaczyć także jeszcze jedną, nietypową dla dużego miasta rzecz. Mianowicie, bardzo popularne jest wywieszanie na rozciągniętych miedzy dwoma słupkami linkach, prania. Oczywiście, linki takie znajdują się na ogólnodostępnych podwórkach. Jasne, dostrzec można to także w innych częściach miasta, ale chyba nigdzie na aż taką skalę!

W oczy (i uszy) rzuca się także spokój i swego rodzaju senność. Szczególnie, jeśli oddalimy się nieco od najważniejszych ulic, jak np.: Wojska Polskiego, Baczyńskiego czy Kaczyńskiego. Między blokami często nie spotkacie nikogo, a jeśli już, to raczej osobników, którzy nie wykonują przesadnie pospiesznych ruchów. No bo po co i gdzie tutaj się śpieszyć?

Z założenia, że odpoczywać należy często i najlepiej wszędzie, wyszedł także zapewne twórca instalacji artystycznej „Kącik wypoczynkowy”, którą znajdziecie między wieżowcami przy ul. Szarych Szeregów. Wciąż dostrzec można tutaj betonową… kanapę. Tak, kanapę. Niestety, lekko nadgryzł ją ząb czasu, a i otoczenie do najpiękniejszych nie należy, bowiem obok znajduje się parking.

Na Kapuściskach nie działają już oczywiście osiedlowe kina. To na terenie działek („Millenium”) oraz to przy Baczyńskiego („Młodość”), które znajdowało się w… zwykłym mieszkaniu. Nie ma też restauracji „Nowoczesna” przy Noakowskiego, biblioteki przy Stolarskiej czy choćby Bydgoskiej Fabryki Mebli (a nawet znajdującego się tutaj później „Tesco”) przy Rondzie Toruńskim. Przede wszystkim zaś nie ma już „Zachemu” jako takiego, który ogłosił upadłość w 2014 roku. Oczywiście są kontynuatorzy, którzy przejęli część infrastruktury. Zakłady te nie mają już jednak tak dużego wpływu na życie osiedla, jak miał kiedyś „Zachem”.

Są za to mieszkańcy, dawni pracownicy zakładów. Miniecie ich jeszcze w drzwiach do klatki, spotkacie na osiedlowych ławeczkach czy stojących w kolejkach do punktów usługowych. Niektórzy wciąż chętnie opowiadają o minionych latach, najczęściej twierdząc, że były lepsze. Nie od dziś przecież wiadomo, że „kiedyś to było”!

Słowo na koniec

Myślę, że na koniec warto poruszyć kwestię bezpieczeństwa. Kiedy w rozmowach ze znajomymi czy współpracownikami, wspominałem, że kupiłem mieszkanie na Kapuściskach, wiele reakcji wyglądało bardzo podobnie. Mianowicie, padały pytania o to, czy nie boję się tam mieszkać… Odpowiadam więc wszystkim na raz, żeby tego nie powtarzać: „nie, nie boję się”. Bo i chyba nie ma czego. W każdym razie, moim zdaniem, Kapuściska nie różnią się wielce pod tym względem od pozostałej części miasta.

To błędne przekonanie, widoczne jest także we wszelkiego rodzaju głosowaniach, na najniebezpieczniejsze osiedla w Bydgoszczy, w których „Kapy” zwykle znajdują się w czołowej 10-tce. Oczywiście, liderów w postaci Śródmieścia, Bocianowa, Okola, Szwederowa i Łęgnowa, wyprzedzić nie sposób, gdyż to właśnie te miejsca uznawane są za siedlisko całego bydgoskiego zła. Nie muszę chyba wspominać, że jest to naprawdę grupa przesada i zwykłe stygmatyzowanie.

Ja na Kapuściskach czuję się w pełni bezpiecznie, i w trakcie niemal półrocznego mieszkania w tym miejscu, nie zdarzyły mi się żadne niemiłe przygody. Owszem, czasami między sklepami widać tzw. drobnych pijaczków, czasami usłyszy się kilka krzyków, ale w sumie gdzie tego nie ma? W starszej części osiedla są też mieszkania czy nawet całe budynki socjalne, i być może właśnie to wpływa na ogólne postrzeganie osiedla?

Na niezły stan tej części miasta, wskazują także zapisy Gminnego Programu Rewitalizacji Miasta Bydgoszczy 2023+. Kapuściska plasują się w nim mniej więcej w połowie stawki, z dwoma wskaźnikami, przekraczającymi normę. Rzecz dotyczy średniego wyniku 6-klasisty oraz odsetka zarejestrowanych działalności gospodarczych. W sumie więc, nic strasznego. Drugie z „negatywnych zjawisk” można wytłumaczyć pewnie tym, że w sąsiedztwie zawsze sporo było dużych przedsiębiorstw (z jednym przeolbrzymim), które najzwyczajniej w świecie „zgarniały” pracowników. No cóż, akurat ja, mając na Kapuściskach zarejestrowaną działalność gospodarczą, minimalnie niweluję ten czynnik. Nic tylko czekać do kolejnego pomiaru wskaźników!

Żeby polubić Kapuściska, trzeba dać im trochę czasu. Wczytać się w ich historię i zrozumieć, że kiedyś „żyły” w cieniu przemysłowego giganta. Wyobrazić sobie, jak w dawnych czasach ich mieszkańcy funkcjonowali od zmiany do zmiany w fabryce, niczym dobrze naoliwione ogniwa w wielkiej maszynie. Pomyśleć o setkach małych zakładów usługowych, budkach z warzywami i owocami, kwiaciarniach, bibliotekach, aptekach i innych, z których „tubylcy” korzystali po pracy. Przejść się ścieżkami tutejszych parków i przysiąść na ławce, na którymś ze skwerów. Być może wówczas poczujecie na twarzy wiatr historii, niosący ze sobą wspomnienia po tych, który tworzyli Kapuściska.

Dzisiaj tworzymy je my, dlatego dbajmy o nie i szanujmy je. Przecież to nasz wspólny dom. Przecież to nasze Kapuściska.

PS.

„Zachem” osiągnął szczyt swoich zdolności produkcyjnych w „dzikich” czasach lat 70. i 80. XX w., kiedy to pojęcia ekologii i ochrony środowiska, były kwestiami, którymi nikt przesadnie nie zawracał sobie głowy. Mówi się, że wówczas Zakłady Chemiczne wyprowadzały do atmosfery ponad tysiąc ton szkodliwych gazów rocznie. Wiele toksycznych substanci było odprowadzanych do gleby lub nawet bezpośrednio do Wisły. Oczywiście później, w latach 90. i na początku XXI w. wprowadzono szereg działań, mających na celu zahamowanie tego procederu („Zachem” partycypował m.in. w dużym stopniu w budowie oczyszczalni ścieków na Łęgnowie), dzięki czemu szkodliwość jego działań został obniżona nawet o 80%.

Teren, który pozostawiły po sobie zakłady jest jednak oczywiście zanieszyszczony po dziś dzień. Niektórzy nawet twierdzą, iż jest to jeden z najbardziej skażonych obszarów w Europie! Jeśli tak faktycznie jest (nie wiem, bo znam się na tym niby przysłowiowa świnia na gwiazdach), ufam że podejmowane są odpowiednie działania, mające na celu niwelacje tego zjawiska.

Dzięki, że zdecydowaliście się na lekturę niniejszego artykułu, a także wszystkich innych, powstałych w ramach tej edycji (już trzeciej!) cyklu „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW”.  Następna (mam nadzieję) jesienią tego roku!

Piotr Weckwerth

Sprawdź też wcześniejsze artykuły cyklu:

1. Okole

2. Bartodzieje

3. Brdyujście

4. Osiedle Leśne

5. Górzyskowo

6. Wzgórze Wolności

7. Wyżyny

8. Piaski

9. Bielawy

10. Wilczak-Jary

Artykuł powstał w ramach cyklu Piotr Weckwerth prezentuje: „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – cz. 3”.

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY

13 myśli na temat “Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – KAPUŚCISKA

Dodaj własny

  1. Dosrzegłam jeden błąd. Kościół na Kapuściskach nie był oddany w 1984. Możliwe, że zwykła literówka bo było to chyba w 1994r. Jednak artykuł bardzo ciekawy i wciągający.

  2. Świetny artykuł. Mieszkałem na kapusciskach 21 lat. Niby w mieście, a jakby z boku. Swoją drogą w latach 1990,2000 okolice „hoteli” na starych kapusciskach były niebezpieczne..jeżeli nie znało się okolicznej „mlodziezy” to wieczorami lepiej było sie przejść inna strona. Swoich jednak raczej nie zaczepiano. Teraz to już nie to samo osiedle, ludzie są dla siebie bardziej obcy niż kiedyś. Pozdrawiam

  3. Dziękuję za ogrom pracy wkładany w przybliżanie nam historii bydgoskich osiedli.

  4. Nareszcie piękny artykuł o moim osiedlu, które opuściłam wyjeżdżając na studia, ale w sercu zostało mi bliskie, tak samo zresztą jak i Bydgoszcz. Z Kapuściskami wiążą się najpiękniejsze lata dzieciństwa i młodości. To było nasze całe życie. Wszystko było na miejscu. Nasza mała ojczyzna. Dziękuję raz jeszcze. Mam nadzieję, że moje koleżeństwo też przeczyta i też im łezka w oku się pojawi.

  5. Dodatkowa ciekawostka. Na kapuściskach był profesjonalny tor narciarsko saneczkowy
    Do dzisiaj można zauważyć betonowe słupy oświetleniowe na stoku jaru pomiędzy ogródkami na Sandomierskiej 25, a stacją Orlen na Nowotorunskiej. Niestety nie udało mi się zdobyć żadnych zdjęć oraz informacji z okresu świetności obiektu.

  6. Tor był i to czynny zimą i latem: zimą zjeżdżało się na sankach i słomie latem na kartonach i linoleum 😉 Mieszkam tu z małą przerwą od 1972 r.

Leave a Reply

Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: