INOWROCŁAWSKIE OSIEDLA BEZ FILTRÓW #1 – STARE MIASTO

Bez cienia przesady, stwierdzić mogę, że to jedna z najbardziej niedocenianych starówek w województwie kujawsko-pomorskim. Ciekawe kamienice, zadbane uliczki i nietrudny do uchwycenia czar, nieco przywodzący na myśl czasy przełomu XX i XXI wieku. Poza estetyką, zaskoczyć może także przebieg granic tego osiedla, w skład którego oficjalnie wchodzi doprawdy olbrzymi teren. Postarajmy się więc wspólnie odkryć tajemnice tego miejsca. Zapraszam na inowrocławskie Stare Miasto!

Słowem wstępu

Na wstępie małe wyjaśnienie – zarówno dla bydgoskich, jak i inowrocławskich (a być może i innych, jeżeli tacy tutaj są) czytelników. Niniejszy cykl to swego rodzaju rozszerzenie formuły, stosowanej przeze mnie w Bydgoszczy od niemal 2 lat. Mowa tutaj o cyklu „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW”, a więc serii artykułów, opisujących (w sposób bardzo szczegółowy), poszczególne jednostki mieszkaniowe miasta. Póki co, w Bydgoszczy udało się przedstawić 11 osiedli, co sprawia, że nie jesteśmy jeszcze nawet w połowie tej „drogi” (w Bydgoszczy oficjalnie istnieje 27 osiedli). Z czasem, do artykułów dołączyły także wycieczki. Tak, wycieczki po osiedlach mieszkaniowych, nawet takich bardzo oddalonych od centrum. I wierzcie mi, frekwencja była na nich bardzo dobra! Z wycieczkami zamierzamy zresztą wrócić już następnej wiosny.

Dla zainteresowanych – artykuły dotyczące bydgoskich osiedli znajdziecie TUTAJ.

Natomiast fotorelacje z wycieczek zobaczyć możecie TUTAJ.

Skąd więc pomysł, żeby rozszerzyć działalność także na Inowrocław (no i Grudziądz, jak ostatnio mieliście okazję się przekonać!). Cóż, w mojej opinii jest to bardzo ciekawe miasto, wciąż skrywające wiele sekretów – i to nie tylko dla osób z zewnątrz, ale także samych mieszkańców! A wierzcie mi, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie ciekawostki architektoniczne czy historyczne (albo i jedne i drugie) znajdują się tuż obok nas – często przez lata. W związku z tym, spróbujmy razem poznać osiedla Inowrocławia – w taki sposób, aby następnie ich mieszkańcy mogli poczuć się z nimi związani. No i żeby turyści mogli przechadzać się ich ulicami, zachwycając się historią.

Bydgoszcz, Inowrocław, Grudziądz? Wszystko to można pogodzić!

Przy okazji chciałbym uspokoić wszystkich wiernych czytelników z Bydgoszczy. Osiedlowy cykl będzie oczywiście kontynuowany – mało tego, zamierzamy go zintensyfikować, a do tego uruchomić kolejne projekty – w tym pisane i filmowe. Słowem – będzie się działo!

Tyle jeżeli chodzi o wprowadzenie – teraz zapraszam do lektury!

Podział nieoczywisty

Wspomniałem już wielokrotnie, że podział miast na osiedla bywa, mówiąc delikatnie, lekko kontrowersyjny. Bardzo często zdarza się tak, że kiedy mieszkaniec, po latach spędzonych w danym miejscu, spojrzy na oficjalny podział, przeżywa szok, bo nagle okazuje się, iż przez dużą część życia miał błędne przekonanie co do tego, na jakim osiedlu mieszka. Wierzcie mi, przechodziłem to w Bydgoszczy. Warto więc od razu podkreślić, że oficjalne podziały bardzo pomagają w opracowaniach takich jak to, ale należy je traktować z dystansem. Jeżeli mieszkasz poza wskazanym przeze mnie obszarem, ale uważasz, że to Stare Miasto – nic w tym złego. Albo inaczej, jeśli któraś z ulic, oficjalnie przynależących do staromiejskiego osiedla w Inowrocławiu, leży Twoim zdaniem na zupełnie innym osiedlu – też nic mi do tego! Słowem – bądźmy tymi, kim być chcemy. Nawet jeśli chodzi o tak prozaiczne kwestie (przynajmniej teoretycznie) jak przynależność osiedlowa.

Tym bardziej, że podział zastosowany w Inowrocławiu, ocenić należy jako… nieoczywisty. Ostatnio pisałem, że w Grudziądzu oficjalny podział nie istnieje. W Inowrocławiu takowy jest, ale nie powiedziałbym, że to poprawia sytuację. W tym niewątpliwie pięknym mieście, mamy bowiem oficjalnie tylko 6 osiedli. Są to: Mątwy, Piastowskie, Solno, Szymborze, Uzdrowiskowe oraz bohater dzisiejszego materiału, czyli Stare Miasto.

Z tego co wiem, mieszkańcy Inowrocławia przywiązani są jednak raczej do podziału nieoficjalnego, który – jak to zwykle w przypadku osiedli bywa – obejmuje zdecydowanie większą liczbę jednostek. W ten sposób, w obrębie Inowrocławia wymienić możemy takie osiedla (poza wymienionymi wyżej) jak np.: Nowe, Bajka, Bydgoskie, Toruńskie, Okrążek, Rąbin, Śródmieście czy Kolejowe. No i na osiedle Uzdrowiskowe, w Inowrocławiu mówi się raczej Zdrojowe. Czy kogoś dziwi ta rozbieżność? Mnie na pewno nie.

Przechodząc jednak do konkretów, a więc Starego Miasta. To osiedle, w dzisiejszym kształcie (o którym więcej niżej) ukonstytuowało się na mocy dwóch uchwał Rady Miasta Inowrocławia z: 26 czerwca 2008 r. i 23 lutego 2011 roku. Wtedy to doszło do „wiekopomnej” chwili, czyli włączenia w skład jednostki pomocniczej Stare Miasto (takim mianem osiedla określane są przez większość rad miejskich w Polsce) osiedli: Kolejowego i Śródmieście (w takiej właśnie kolejności). I tak, wiem że zapewne miało to na celu po prostu usprawnienie procesu zarządzania (m.in.: komunalnego, administracyjnego czy choćby w zakresie budżetu obywatelskiego) miastem, ale jednak odróżnienie Starego Miasta od Śródmieścia to rzecz dość istotna!

Dość zaskakujące, przyznacie. To jednak nic, w porównaniu do tego, jak duży jest zasięg osiedla, określony w uchwale. Obejmuje ono bowiem całą północną część miasta, aż do jego granic! W efekcie, mianem Starego Miasta, oficjalnie nazywać można nawet sam skraj Inowrocławia, tj. np. ulice: Towarową, Szybowcową, Szczęśliwą czy Rzemieślniczą. Wszystkie one przypominają raczej przedmieścia, aniżeli starówkę.

Co ciekawe, w granice osiedla włączono także wąski pas terenu, znajdujący się między północno-zachodnią i zachodnią granicą miasta (wiodącą w dużej mierze ulicą Kruśliwiecką) a nasypem kolejowym. To miało z kolei na celu wyraźne oddzielenie jednostki od sąsiedniego osiedla Uzdrowiskowego.

No dobrze, ale rzucam tymi ciekawostkami, że tak powiem, natury administracyjnej, a brakuje tutaj konkretów. Posłużmy się nimi! W tym celu pozwolę sobie jednak zacytować ww. dokument, gdyż w tej plątaninie po prostu nie sposób się połapać. A więc:

„Od skrzyżowania ulic: Biskupa Antoniego Laubitza, Stanisława Staszica i Dworcowej w kierunku północno zachodnim, zachodnią stroną ul. Dworcowej i dalej południową stroną ul. Ks. Piotra Wawrzyniaka do skrzyżowania z ul. Generała Władysława Sikorskiego. Dalej wschodnią stroną ul. Generała Władysława Sikorskiego w kierunku południowym do wysokości południowej granicy terenów Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego Sp. z o.o. Następnie południową granicą tych terenów w kierunku południowym do południowej granicy działek: 96/94, 85/47 i 10/5 i dalej do wschodniego skraju al. Okrężnej. W kierunku południowym do południowej granicy działki nr 12/20. Południową granicą działki nr 12/20 w kierunku południowo-zachodnim do linii kolejowej Herby Nowe – Gdynia. Południową stroną tej linii olejowej w kierunku południowo-zachodnim do zachodniej granicy administracyjnej Miasta. Północno-zachodnią i dalej północną-wschodnią granicą administracyjną Miasta do ul. Długiej. Dalej wschodnią granicą tej ulicy w kierunku północnym do skrzyżowania z ul. Świętego Ducha. Południową stroną tej ulicy w kierunku zachodnim do skrzyżowania ulic: Świętego Ducha, Najświętszej Marii Panny i Andrzeja. Następnie w kierunku południowym wschodnią stroną ul. Andrzeja do skrzyżowania ulic: Szymborskiej, Andrzeja i Marulewskiej. Dalej wschodnią stroną ul. Szymborskiej i dalej u. Górniczą do skrzyżowania ulic: Poznańskiej, Stanisława Staszica i Górniczej. Zachodnią stroną ul. Stanisława Staszica w kierunku północno-zachodnim do skrzyżowania z ul. Świętokrzyską. Dalej południową stroną ul. Świętokrzyskiej w kierunku zachodnim do wschodniej granicy działki 15/7. Wschodnią granicą tej działki w kierunku północnym do ul. Zofiówka. W kierunku wschodnim osią tej ulicy do ul. Studziennej. Dalej, w kierunku północno-wschodnim zachodnią stroną ul. Studziennej do ul. Stanisława Staszica. W kierunku północnym zachodnią stroną tej ulicy południowej granicy działki nr 27/4. Dalej w kierunku zachodnim południową i zachodnią granicą działki 26/2 w kierunku półno0cno-zachodnim do północnej granicy tej działki. Następnie w kierunku wschodnim północną granicą działki nr 26/2 oraz działki nr 27/3 do ul. Stanisława Staszica. Zachodnią stroną tej ulicy w kierunku północnym do skrzyżowania ulic: Biskupa Antoniego Laubitza, Stanisława Staszica i Dworcowej”.  

Ufffff, to nie było łatwe! Nieźle się zmęczyłem, przepisując powyższy zapis z uchwały. W efekcie, powstał prawdopodobnie najdłuższy akapit w historii tego bloga. Swoją drogą przepisywałem, mając nadzieję, że to, dzięki większemu skupieniu, pozwoli mi na pełniejsze zrozumienie przebiegu granic. No cóż, nie pomogło. Jeśli, tak jak ja, nie zrozumieliście z tego wiele, nie przejmujcie się – grunt, że wiecie, iż chodzi o CAŁĄ północną część miasta. Warto zauważyć, że najdalej wysunięta na południe część obszaru – zamknięta miej więcej w obrębie ulic: Biskupa Stanisława Laubitza, Stanisława Staszica, Andrzeja i Górniczej to właśnie dawne Śródmieście. Mają tę wiedzę możemy się czuć jeszcze bardziej skołowani, bowiem w obrębie „Śródmieścia” znajdował się niegdyś także Stary Rynek z jego najbliższym otoczeniem. Poplątanie z pomieszaniem, choć domyślam się, że może mieć to związek z historią miasta, o czym wspomnę później!

Przypadkowe osoby, widzące oficjalny podział Inowrocławia na osiedla. Koloryzowane.

Wszystkie powyższe rozważania to jedna rzecz drugorzędna. Chodzi przecież o charakter tego miejsca, który poznajemy wspólnie poniżej!

Rynek niczym przystrzyżony ogródek

A to poznawanie rozpocznijmy od prawdziwego serca Starego Miasta, czyli rzecz jasna Starego Rynku! Ten, jak już wskazałem w tytule tej części tekstu, nasuwa mi za każdym razem skojarzenie z zadbanym, przystrzyżony ogródkiem – miejscem, którego gospodarz dogląda każdego dnia, troszczy się o niego i które jest jego chlubą! Taki właśnie jest inowrocławski Stary Rynek – niewielki i otoczony niezbyt imponującymi budynkami, ale jednak niewątpliwie uroczy i po prostu estetyczny!

Inowrocławski Rynek u schyłku lata

Zaraz! Czy napisałem wyżej „Stary Rynek”? W takim razie popełniłem mały błąd, bo główny plac miasta oczywiście stary jest – jego początki sięgają lokacji miasta tj. roku 1237 – to jednak oficjalnie nazywa się go po prostu Rynkiem. Ba! Nawet Niemcy, w okresie zaborów i okupacji zanadto jej nie przekształcali, pozostając przy niemieckojęzycznej wersji, tj. Markt. W ramach dygresji wspomnę, że to odróżnia Inowrocław od Bydgoszczy, w której dzisiejszy Stary Rynek nosił kilkanaście nazw, w tym m.in. Plac im. Józefa Piłsudzkiego czy nawet… Plac Bohaterów Stalingradu (i to do lat 50. XX wieku!). W Inowrocławiu twardo trzymają się jednak tradycji. No i bardzo dobrze!

Rynek, jak na średnie polskie miasto, jest relatywnie duży. Liczy sobie ok. 120 metrów długości i do 60 metrów szerokości (choć ta jest różna w zależności od części placu). Wspomniana przeze mnie estetyka to zasługa przeprowadzonej przed kilku laty rewitalizacji. Dzięki niej, plac (za drobnymi wyjątkami – o czym za chwilę) uporządkowano i podniesiono jego ogólną atrakcyjność. Podłoże wyłożone jest estetyczną kostką, wokół stoją ławeczki i stylowe lampy, a przede wszystkim brak jest szpecących, niepasujących do całości bud czy straganów – czyli czegoś na co polskie rynki staromiejskie cierpiały jeszcze kilkanaście lat temu.

Doskonale wiem, że pisząc o udanej rewitalizacji, narażam się na krytykę. Zasięgnąłem rzecz jasna języka i wiem, że opinie co do transformacji głównego miejskiego placu są w Inowrocławiu – jak niemal wszędzie – podzielone. Sporo osób twierdzi, że inwestycja pozbawiła go charakteru i klimatu. Wiele komentarzy do których dotarłem, brzmiała mniej więcej tak: „Komu to przeszkadzało? Teraz to pustynia bez zieleni”. I o ile szanuję zdanie każdego, to jednak wybaczcie moi drodzy, ale takie opinie pojawiają się w dosłownie każdym mieście (w Bydgoszczy było dokładnie tak samo) i mam wrażenie że nie są do końca przemyślane.

Klimatyczne drzwi do jednej z kamienic przy Rynku

Chodzi mi o to, że wielu po prostu kieruje się sentymentem, ponieważ dawny charakter Rynku przypomina im „stare dobre czasy”. Bo przecież chodzili tam w młodości na piwo, bawili się z dziećmi, czuli się dobrze i przeżywali najlepsze chwile w życiu. Teraz, po latach te wspomnienia są idealizowane, a to co jest obecnie, jawi się w ciemnych barwach. Przykład z podwórka bydgoskiego – „Kaskada” czyli szpetny, socjalistyczny budynek przy samym Stary Rynku, który wielu starszych mieszkańców wspomina z rozrzewnieniem. A wierzcie mi, że był naprawdę brzydki i totalnie niepasujący do Rynku. No ale przecież „serwowali tam dobrą pomidorową i chodziłem tam z dziećmi”. Ok, wspomnienia trzeba pielęgnować, ale nie mogą one przesłaniać zdrowego rozsądku.

Podobnie jest w Inowrocławiu. Przed rewitalizacja na Rynku znajdowało się co prawda kilka wysp zieleni (zwykłych trawników), otoczonych niskimi murkami, gdzieniegdzie rozstawiano także donice. Tyle plusów, bo w południowej części Rynku „wyrastały” cztery piramidalne daszki, rozciągnięte nad rzędem ławek, wyglądające nieco jak… szklarnie. Styl doprawdy, jak to mówię, „discopolowy”, czyli typowy dla przełomu wieków, na siłę nowoczesny, który bardzo brzydko się postarzał. Obok znajdowała się z kolei dawna fontanna, również średnio estetyczna. A tak swoją drogą, to jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej, inna fontanna (w której naturalnie często pluskały się dzieciaki) funkcjonowała na samym środku Rynku.

Najgorszy w starym wydaniu Rynku był jedna pub „Arenka”. Miejsce legendarne, znajdujące się w centrum placu, w formie szklanego (tak popularnego niegdyś w całym kraju) okrąglaka. Co gorsza, dach tej konstrukcji okrywała w całości zielona reklama piwa „Lech”, a wokół rozstawiono tego samego koloru parasole. Być może o to chodzi więc mieszkańcom, który narzekają, że z Rynku ubyło zieleni?

Tak prezentowała się jeszcze kilka lat temu inowrocławska „Arenka”

Bo zieleń na Rynku jest! Południową, północną i częściowo zachodnią pierzeję obsadzono miniaturowymi drzewkami (dla porównania, przy bydgoskim rynku posadzono… 2 sztuki). Są też oczywiście donice – zarówno na ziemi jak i zawieszone, na niektórych latarniach. No i jest nowa fontanna. I tak będąc zupełnie szczerym to najsłabszy punkt rewitalizacji. Jak na mój gust trochę zbyt nowoczesna – wzorowana chyba na tej z wrocławskiego Starego Rynku. Niemniej, brzydka też w zasadzie nie jest.

Nowa fontanna na Rynku

Najmniej estetycznym punktem całego placu jest z kolei fyrtel u zbiegu ulicy Wodnej i Rynku. Poza średnio zadbanym trawnikiem, w oczy rzuca się tutaj zwyczajnie odrapana ściana jednej z kamienic oraz przypominające klimatem lata 90. XX w., pawilony, a w sezonie letnim pstrokate parasolki. Jasne, trochę retro, ale jednak, do rynku miasta, aspirującego do miana ważnej destynacji turystycznej, pasuje to raczej średnio.

No ale dość już tego marudzenia, bo jednak inowrocławski Rynek potrafi zachwycić! Po pierwsze, zerknijmy na otaczającego go kamienice. Wiele z nich to secesja i eklektyzm, a niemal wszystkie mają zadbaną, odświeżoną elewację. Rozmiarowo nie są one może zbyt imponujące – zwróćcie uwagę, że część z nich (wyjąwszy poddasze) ma tylko dwie kondygnacje. Większość pochodzi jednak z przełomu XIX i XX wieku. Najstarsza, wybudowana w 1887 r. (jak wskazuje zresztą data na frontowej ścianie) znajduje się pod numerem 18. Budynek może niepozorny, ale poza swoim wiekiem jest też historyczny z uwagi na fakt, iż już w 1913 roku odbywały się tutaj spotkania konspiracyjne – wszak mowa o czasach zaborów – polskich skautów.

Kamienica z 1887 roku

Ciekawe architektonicznie są też kamienie pod numerem 16 (ale tylko od fronu, bo jej bok to wspomniana przed chwilą, szpecąca Rynek, odrapana ściana), przy Kościelnej 1 i Farnej 1 (te dwie już na skrajach Rynku). Mimowolnie, oczy obserwującego kierują się jednak na fasadę kamienicy, znajdującej się przy skrzyżowaniu z ul. Królowej Jadwigi. Na niej umieszczono ciekawą mozaikę z zegarem słonecznym. Są też: herb Inowrocławia, znaki zodiaku i napis „XXV rok Polski Ludowej”. Tak jest, budynek powstał oczywiście w czasach głębokiego PRL-u. Obok umieszczono z kolei ważne dla historii miasta daty: 1919, 1770 i 1365.

Fasada kamienicy u zbiegu ul. Królowej Jadwigii i Rynku

Swoją drogą, w miejscu wspomnianej kamienicy stał kiedyś (do 1939 r.) inny budynek, w którym w 1834 roku urodził się Henryk Fryderyk Hoyer – lekarz, histolog i embriolog. Wieloletni profesor Uniwersytetu Warszawskiego to m.in. autor pierwszego podręcznika histologii, przygotowanego w języku polskim. Upamiętnia go (i jedno z jego dzieł – „Histologia ciała ludzkiego”) tablica wmurowana we współczesną kamienicę. Co ciekawe, w tym samym budynku mieściła się niegdyś legendarna „Apteka pod Orłem”.

A skoro jesteśmy już przy tym, czego nie ma, to pamiętajmy, że kiedyś na Rynku znajdował się ratusz! Był drewniany, więc pewnie domyślacie się co się z nim stało. Po jego spaleniu, w 1775 roku, funkcję miejskiego magistratu przejęła w pełni (wcześniej była to część ratusza) ceglana, gotycka wieża. Ta była niegdyś ozdobą Rynku, wznosząc się na ponad 30 metrów! Niegdyś, bo rozebrali ją – tradycyjnie  w kontekście tego typu budowli – Prusacy, w 1878 roku.  Szkoda, bo był to zabytek XIV wieczny. Ok. powinienem raczej napisać XV wieczny, bo w 1431 r. została zniszczona przez Krzyżaków, a następnie odbudowana.  Dziś jedyną pamiątką po niej jest wmurowana w posadzkę tablica i obrys w postaci kolorowych płyt chodnikowych.

Tablica – wspomnienie po wieży ratuszowej stojącej niegdyś na Rynku

Na Rynku nie ma też już autobusów (no i dobrze) i tramwajów (tutaj akurat może szkoda) – obie trasy przebiegały niegdyś przez główny plac miasta. Wspomnieniem po tramwajach, których w Inowrocławiu zresztą od 1962 r. w ogóle już nie ma, jest tzw. „bimba, czyli wagonik typu Konstal 4N,  stojący przy „ujściu” ul. Świętego Ducha. Tzn. zwykle tam stoi, ale aktualnie poddawany jest renowacji, toteż chwilowo nie można go podziwiać. Poza tym, przy wlocie ul. Ignacego Paderewskiego znajduje się fragment torów z tablicą, przypominającą o tym, iż już w 1912 r. biegła tędy pierwsza miejska linia tramwajowa.

Tędy biegła kiedyś pierwsza linia tramwajowa w mieście

Tramwajów więc nie ma, ale jest… królowa! Podziwiać można ją – czy też raczej jej pomnik – w południowej części placu. Królowa Jadwiga, bo o niej mowa została w ten sposób upamiętniona, bowiem – jak zresztą wskazuje tablica – jest świętą patronką Inowrocławia.

Królowa Jadwiga – patronka Inowrocławia!

Spacerem po Królowej Jadwigi

Rozpisałem się o Rynku, a przecież to dopiero początek naszej wędrówki! Wszak inowrocławskie Stare Miasto, kryje przed nami jeszcze wiele tajemnic. Kolejne z nich odkryjemy już w pobliżu. 

Deptak Królowej Jadwigi (tak, to kolejne nawiązanie do patronki miasta) to inowrocławski odpowiednik krakowskiej Floriańskiej, toruńskiej Szerokiej czy gdańskiej Długiej – oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji. Słowem, najbardziej reprezentacyjna ulica miasta! „Królówka”, jak potocznie bywa nazywany ciąg komunikacyjny to najprawdziwszy deptak – niedostępny dla ruchu kołowego, co sprawia, że możemy oddać się tutaj błogiej rozkoszy spokojnego spaceru i podziwiania wznoszących się wokół budynków!

Ulica Królowej Jadwigii czyli…

Warto wspomnieć, że kiedyś, w początkowych dziesięcioleciach po wytyczeniu, a więc od wieku XIII lub XIV trakt nosił nazwę Bydgoska. Wszystko przez to, że prowadził do Bramy Bydgoskiej. Był więc drogą wylotową z miasta, w czym należy upatrywać jej znaczenia i reprezentacyjności. W wiekach późniejszych stanowiła ona główny trakt handlowy (coś jak niegdyś Długa w Bydgoszczy). Funkcja handlowa oczywiście częściowo się zachowała, ale ta wypierana jest przez gastronomię i innego rodzaju usługi, jak zresztą w każdym innym mieście. 

…popularna „Królówka”

Kamienice wznoszące się wzdłuż ulicy może wrażenia wielkomiejskich nie robią – zwykle mają po 2 lub 3 kondygnacje – jednak większość jest zadbana, a na niektórych dostrzec można ciekawe detale architektoniczne. Większość z nich to konstrukcje z przełomu wieków: XIX i XX, reprezentujące styl eklektyczny. Co ważne, idąc ulicą, co jakiś czas, w chodniku dostrzec możemy tabliczki z wizerunkiem najważniejszych, historycznych obiektów Inowrocławia. Taka mała podpowiedź dla zwiedzających, gdyby zastanawiali się, co jeszcze zobaczyć w mieście. W Bydgoszczy mamy aleję z podpisami znanych, zasłużonych postaci (przy ul. Długiej), tutaj pojawiły się znane, historyczne budynki. Pomysł przedni!

No dobra, ale na co konkretnego warto zwrócić uwagę przechadzając się po „Królowce”? Idąc od strony Rynku, po lewej stronie zobaczycie kamienice z 1906 roku, w której mieści się hostel „Lew”. Wcześniej, przez lata działał tutaj hotel „Pod Lwem”. Budynek zdobią (a jakże) płaskorzeźba lwa oraz orła. Dalej, również po lewej stronie, mamy typowy dla obszarów znajdujących się niegdyś w zaborze pruskim, budynek pocztowy, tj. neogotycką, ceglaną konstrukcję. Budynek powstał w 1884 roku w miejscu, w którym wcześniej znajdowały się pruskie koszary kawalerii.

Kiedyś hotel „Pod Lwem”, dzisiaj hostel „Lew”

Spoglądając na pocztę musimy mieć świadomość, że widzimy obiekt ściśle związany z historią miasta. Jeśli tylko trochę bardziej wytężymy wzrok, dostrzeżemy na frontowej ścianie pamiątkową tablicę. Oddano na niej hołd postaci powszechnie uznawanej za założyciela Inowrocławia, a więc Kazimierzowi I Konradowicowi. Książę, nazywany także Kujawskim to, jak słusznie wskazuje tablica na budynku poczty, protoplasta kujawskiej linii Piastów. Mało tego, ten sam książę przyłączył w pierwszej połowie XIII wieku Bydgoszcz do Kujaw. Postać to więc wielce zasłużona!

Na tablicy, poza zasługami księcia, zauważono, że zmarł on w znajdującym się w tym miejscu zamku.  Tak, w Inowrocławiu, mniej więcej tam, gdzie dzisiaj stoi poczta, był zamek. A to, że  w ogóle takowy istniał w mieście, jest faktem chyba jeszcze mniej znanym, niż ten dotycząc zamku w Bydgoszczy. Mało tego, był to obiekt, który na stałe zapisał się w historii nie tylko Inowrocławia, ale i Polski! Dlaczego? Choćby dlatego, że prawdopodobnie na nim urodził się i wychowywał syn Kazimierza Kujawskiego, czyli późniejszy król, sam… Władysław Łokietek! Potem gościli tutaj także m.in.: Kazimierz Wielki czy Władysław Jegiełło – ten drugi ponoć ponad 20-krotnie!

Gmach poczty przy „Królówce”. Kiedyś w tym miejscu stały koszary, a nawet… zamek!

Ostatnie, warownia skończyła dokładnie tak samo jak ta bydgoska. Serio – dokładnie, bowiem zniszczyli ją Szwedzi, a pozostawioną ruinę, rozebrali potem Prusacy. Ci drudzy wykorzystali oczywiście pozostawiony materiały i zbudowali wspomniane koszary. Nie od dziś wiadomo,  że historia oraz budownictwo kołem się toczą!

Zamku przy „Królówce” więc nie zobaczymy, ale idąc dalej w kierunku północny, podziwiać będziemy mogli piękny (choć nieco nadgryziony zębem czasu) budynek wykonany metodą szachulcową. To dawna kamienica Czabańskich, nazywana także „Złotym Rogiem”, powstała w 1832 roku. Zdobień nie zachowało się na niej wiele – jest np. głowa Hermesa, choć do wybuchu II wojny światowej był on urozmaicony płaskorzeźbami, wykonanymi przez samego Piotra Trieblera, znanego bydgoskiego artystę (postać tyleż kultowa co tragiczna, ale o tym może innym razem). Dziś, pomimo faktu, iż w dolnych kondygnacjach działają usługi (m.in. klasyczny, doprawdy przypominający dawne lata, sklep z artykułami biurowymi), budynek wyraźnie domaga się remontu. Ten jest podobno trudny do wykonania z racji na spory własnościowe. Prawdziwy polski klasyk.

„Złoty Róg” przy Królowej Jadwigii

Tuż obok znajduje się zdecydowanie najbardziej okazały budynek traktu, a więc narożna kamienica, stojąca u zbiegu z ul. Solankową. Dzisiaj kojarzona jest z działającym tutaj już od 1901 roku Hotelem „Bast”. Sama kamienica powstała rok wcześniej jako dzieło Tomasza Pajzderskiego (architekta słynnego poznańskiego „Bazaru”) i reprezentuje styl neobarokowy. Obiekt prezentuje się pięknie – szczególnie dzięki masywnej, przykrytej hełmem wieży, ale piękna jest też jego historia. Gościli tutaj bowiem m.in.: Jan Kasprowicz, Władysław Sikorski czy Stanisław Przybyszewski.

Hotel „Bast”

A kiedy już będziecie się zbliżali do końca pięknej ulicy Królowej Jadwigi i pomyślicie, że więcej ciekawych widoków nie otrzymacie, niespodzianka! Tuż przed zakończeniem i stykiem z ul. Staszica znajduje się bowiem powstały w latach 30. XIX wieku gmach Urzędu Gminy, pierwotnie służący jako sąd. Po drugiej stronie znajduje się zaś wyremontowana, emanująca soczystymi kolorami, kamienica pod numerem 46. Tutaj bogactwo detali i złotych akcentów aż bije po oczach!

Urząd Gminy

„Soczysta” kamienica pod numerem 46

A tak swoją drogą, przechadzając się „Królówką”, dostrzeżecie, że krajobraz urozmaicają gdzieniegdzie figury średniowiecznych żaków! Każdy z nich ma ok. metra wysokości i występuje w towarzystwie… zwierzątka! Czasem jest to siedzący na ramieniu ptaszek, czasem wijąca się u nóg jaszczurka.

Średniowieczny żak z… ptaszkiem

Przyznacie, że Królowej Jadwigi to ulica niezwykle ciekawa! Teraz, poza tym, że to miejsce często odwiedzane przez turystów, aż tak dużego kontrastu między nią a innymi ulicami nie widać, jednak niegdyś uważano, że prawdziwe miejski klimat ma w Inowrocławiu tylko Rynek i właśnie „Królówka”. Dlatego też powstało (i zdaje się, że przetrwało do naszych czasów) powiedzenie: „Rynek, Basta i koniec miasta”. „Basta” odnosi się oczywiście go wspomnianego gmachu hotelu „Bast”.

Dwóch gigantów architektury sakralnej

Ja wiem, że na pewno w Inowrocławiu są tacy, którzy co chwila rzucają hasłami: „tutaj nic nie ma”. To jasne – osoby tego pokroju są wszędzie, a szczególnie w małych i średnich miastach. Niemniej, wyrażając takie opinie w Inowrocławiu, który na tle województwa kujawsko-pomorskiego (z wyłączeniem Torunia) może się pochwalić bodaj najbardziej cennymi obiektami sakralnymi w całym regionie, trzeba być (delikatnie mówiąc) nieświadomym otaczającej rzeczywistości.

W Inowrocławiu znajdują się wszak dwie prawdziwe perełki budownictwa sakralnego. Przy tym, jest to mój osobisty ścisły top, jeżeli chodzi o regionalne konstrukcje tego typu. O jakich obiektach  mowa? Oczywiście o kościołach: pw. Najświętszej Maryi Panny i pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Oba znajdują się przy ul. Antoniego Laubitza, na północ od Rynku, toteż dzieli je może 500 metrów. W efekcie, za jednym zamachem zaliczyć możecie dwa epickie zabytki!

Pierwszy i starszy z nich to kościół Najświętszej Maryi Panny, nazywany też potocznie (i jakże artystycznie) „Ruiną”. Oczywiście, spoglądając na nią, ruiny nie widzimy – przydomek przylgnął do budynku z uwagi na fakt, iż uległ sporym zniszczeniom w 1834 roku, a potem przez kilka dekad nimi straszył. Szkody naprawiono dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Konstrukcja jest miła dla oczu – niewielka, jednonawowa, ale doskonale oddająca ducha dawno minionych wieków. Wszak jest to jeden z niewielu zachowanych przykładów sztuki romańskiej w naszym województwie!

Nie taka znowu „Ruina”

Żeby uświadomić Wam, z jak ważnym zabytkiem mamy do czynienia, wspomnę tylko, że to kościół, który zaczął powstawać jeszcze w XII wieku! Ma więc grubo ponad 800 lat! I co prawda, we wspomnianym 1834 roku oryginał w dużym stopniu spłonął, to jednak wciąż podziwiać można wiele historycznych elementów, np.: sklepienie krzyżowe, część murów oraz oczywiście fundamenty. Dwie wieże – charakterystyczny punkt kościoła – to konstrukcja XIII wieczna.

Ciekawy jest też wystrój, który jednak zobaczyć można niemal wyłącznie w trakcie mszy.  Dzięki swojej surowości przywodzi on na myśl czasy średniowiecza. Najcenniejszy element to gotycka figura „Madonny Uśmiechniętej” (prawda, że pozytywnie?). Wzrok przyciąga także półkolista absyda – ewidentnie stylizowana na romańską, ale będąca efektem odtworzenia z początku XX wieku.

Nie mógłbym napisać o „Ruinie” i nie wspomnieć o jej słynnej, północnej ścianie. Wszak to tam znajdują się romańskie płaskorzeźby. Przedstawiają one głównie ludzkie i diabelskie twarze, kształt krzyża, a także dziwne zwierzęta, przypominające jakieś baśniowe potwory. Za każdym razem, kiedy jestem w Inowrocławiu po prostu muszę na niej spojrzeć, bo to rzecz doprawdy niesamowita!

Twarze na północnej ścianie świątyni

W jakim celu przed wiekami powstały te małe dzieła sztuki? Jedni twierdzą, że był to element procesu edukacji, skierowanej do wiernych. Ta miała się opierać na strachu przed nieczystymi siłami. Inni są z kolei zdania, że to element odstraszania zła od murów kościoła (stąd umieszczenie po północnej stronie, która uznawana była wówczas z najbardziej przesiąkniętą złem). Jak było naprawdę? Pewnie nigdy się nie dowiemy.

W jakim celu powstały? Któż to wie?!

Ciekawe jest też samo otoczenie świątyni, w obrębie niewielkiego wzgórza, nazywanego dawniej Białą Górą. Swoją drogą, przed wybudowaniem kościoła, znajdowała się tutaj prawdopodobnie wczesnochrześcijańska osada targowa, w której – co chyba nikogo nie zdziwi – handlowano solą. Zapewne był to protoplasta dzisiejszego Inowrocławia i być może właśnie ten fakt sprawił, że to teren na północ od Rynku określany był dawniej mianem Starego Miasta.  Dziś, w pobliżu kościoła NMP znajdziemy pomnik św. Wojciecha z 1996 r. (na miejscu dawnego, postawionego niemal sto lat wcześniej), miejsce dawnego cmentarza im. Najświętszej Maryi Panny (przypominają o nim: pamiątkowa tablica, grób Jana Grobelskiego z Batkowa oraz grobowiec rodziny Grabskich). W pobliżu jest też pomnik poświęcony Konfederatom Barskim oraz Powstańcom Wielkopolskim. Miejsce pełni więc funkcję silnie symboliczną.

A kiedy już nasycimy oczy niewielkim i uroczym budynkiem kościoła Najświętszej Maryi Panny, spójrzmy na jego przeciwieństwo, czyli monstrualnych wręcz rozmiarów (w porównaniu do „Ruiny” ma się rozumieć) kościół pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. I ja wiem, że w hierarchii kościelnej, wyżej stoją akcje kościoła farnego, jednak obiekt o którym piszę teraz, nieodmiennie robi na mnie wielkie wrażenie!

Kościół Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie to prawdziwy gigant!

Wielkie dosłownie, bo to konstrukcja mierząca 77 metrów wysokości (więcej niż choćby jakikolwiek bydgoski kościół!) i przede wszystkim masywna! Stojąc przed frontem wrażenie robi wielgachna i szeroka – niby zamkowa – wieża.  Po jej bokach są zresztą dwie mniejsze, a z drugiej strony świątyni kolejne. Do tego dochodzi bogato zdobiony portal (z malowidłem „Pokłon Trzech Króli) i umieszczona nad wejściem olbrzymich rozmiarów rozeta. Są też piękne detale, jak np. kołatka na głównych drzwiach wejściowych w kształcie lwiej paszczy. Lwy „siedzą” zresztą też nad wejściem – po obu jego stronach. W efekcie, już przed przekroczeniem progu może nam się zakręcić w głowie.

Ale za to jaki piękny!

W środku zresztą też może, bo przestrzeń jest ogromna! Do tego widzimy pięknie zdobione filary i malownicze sklepienie, urozmaicone malarskimi wyobrażeniami scen biblijnych. Zresztą nie tylko biblijnych, bo jest np. malunek Piasta i Rzepichy, którzy… witają anioły. Uważne oko dostrzeże też organy wykonane przez legendarną firmę Wilhelma Sauera z Frankfurtu nad Odrą (wielokrotnie pisałem o jej dziełach, które znajdują się w bydgoskich świątyniach).

Całość – podobnie jak w przypadku „Ruiny” przywołuje na myśl dawne czasy. Kościół co prawda wybudowano w latach 1898-1901, ale wygląda na starszy – zarówno wewnątrz (czujemy się trochę jak w zamku), jak i na zewnątrz. Skąd takie wrażenie? Ano stąd, że to bardzo rzadko spotykamy przykład stylu neoromańskiego! Zastosowano go tutaj z inicjatywy patrona ulicy, tj. Antoniego Laubitza – proboszcza miejskiej parafii – który intensywnie działał także przy renowacji sąsiedniej „Ruiny” (wtedy zaś ruiny faktycznej). Być może tak zafascynował się stylem romańskim, że postanowił przenieść jego cechy na nowy obiekt. Wyszło rewelacyjne i z prawdziwym rozmachem!

A rozmachu tego moglibyśmy dzisiaj nawet nie mieć okazji podziwiać! Wszystko przez trzęsienie ziemi z 1909 roku, w skutek którego zawaliła się część północnej ściany świątyni. Kościół uratowano, ale potem był nieczynny przez prawie dwie dekady! Na archiwalnych zdjęciach widać skalę zniszczeń – człowiek aż łapie się za głową ze zgrozy oraz ulgi, że zniszczenia nie były większe. Skąd w ogóle trzęsienie ziemi w Inowrocławiu? – zapytacie. To oczywiście skutek katastrofy górniczej, związanej z wydobywaniem soli.  

Fakt posiadania tak istotnych obiektów sakralnych sprawił, że Inowrocław znalazł się na Szlaku Piastowskim

Inne sakralne? Też fajne!

Oczywiście, miłośnicy budownictwa sakralnego, nie powinni sobie odpuszczać odwiedzin w kościele farnym! Ten ma sporo wspólnego z bydgoską farą – również nosi patronat św. Mikołaja (choć już nie wespół ze św. Marcinem), również powstał w późnym średniowieczu i również reprezentuje późnogotycki styl. Mało tego, kościoły są do siebie nawet trochę podobne. Z tym że ten inowrocławski jest nieco bardziej rozciągnięty i niższy.

Fara, czyli kościół pw. św. Mikołaja

Obiekt jest dość niepozorny – skrywa się za u zbiegu ulic: ks. Bogdana Gordona, Kasztelańskiej i św. Mikołaja, za dość obskurnym murem oraz wysokimi drzewami. Z zewnątrz wygląda na nieco zaniedbany – ściany gdzieniegdzie wyglądają na przypalone lub zabrudzone. W oczy rzucają się też charakterystyczne, białe szczyty oraz malowidło Chrystusa na krzyżu, umieszczone na zewnętrznej, tylnej blendzie.

W środku obiekt wygląda ciekawie, czego zasługą głównie barokowy wystrój. W szczególności warto zwrócić uwagę na XVII w. ołtarz św. Antoniego, przeniesiony tutaj po rozbiórce przyklasztornego kościoła franciszkanów (wspominam o nim niż!). Jest to też jedyny znany mi kościół, w którym znaleźć można… ślady soli! Tak jest, bowiem w trakcie zaborów, Prusacy wpadli na wybitny pomysł przerobienia świątyni na magazyn soli właśnie. Mieli fantazję, nie ma co.

Nie wystrój w kontekście tego kościoła jest jednak najważniejszy, a jego historia. Przede wszystkim warto wspomnieć, że kaplica, której kontynuatorem jest dzisiejszy kościół, działała tutaj już w XIII wieku. Mowa więc o czasach przedlokacyjnych. Z kolei w pierwszej połowie XIV wieku toczył się tutaj osławiony proces polsko-krzyżacki o Pomorze Gdańskie. Legenda mówi, że w trakcie wojny z krzyżakami, królowa Jadwiga spotkała się we wnętrzu fary z Konradem von Jungingen. Do historii tej, Długosz dodał wątek, według którego królowa przewidziała wówczas ostateczny upadek Krzyżaków.

A wychodząc ze świątyni i spoglądając w stronę Stanisława Staszica dostrzeżemy jeden z najnowszych mural w mieście. Przedstawia on wspomnianego już wcześniej „ojca” Inowrocławia – księcia Kazimierza Konradowica. Za kościołem znajduje się z kolei drewniana, dzwonnica z 1920 roku.

Kazimierz Konradowic – ojciec Inowrocławia

Drewniana, stuletnia dzwonnica

Innym historycznym obiektem – powstałym na przełomie XIX i XX wieku – jest niewielki, ceglany kościół Ewangelicznych Chrześcijan, stojący przy skrzyżowaniu al. Mikołaja Kopernika z Dworcową. Swoją drogą, nieopodal funkcjonuje też, choć już nieznajdujący się w historycznym budynku, siedziba Kościół Adwentystów Dnia Siódmego.

Neogotycki kościółek Ewangelicznych Chrześcijan

.

Co poza tym? Niezwykle elegancki kościół pw. Świętego Krzyża, przy ul. Kościuszki, reprezentujący styl neoromański. Pisałem wyżej, że rzadko możemy zetknąć się z przykładem tego typu zabudowy, a tutaj proszę – w Inowrocławiu są aż dwa takie budynki! Ciekawa elewacja z jasnych cegieł, która bardzo mi się podoba, to oczywiście zasługa Prusaków, którzy lubowali się w takich rozwiązaniach. Obiekt powstał na potrzeby ewangelików w 1883 r., ale po wojnie oczywiście przeszedł w ręce katolików.

Neoromański kościół pw. pw. Świętego Krzyża

Co jednak ciekawe, w 2016 roku do parafii św. Krzyża wprowadzono zakonników, konkretnie zaś franciszkanów. Było to wydarzenie niezwykle symboliczne, bowiem tuż obok, przy dzisiejszym Placu Klasztornym, przez wieki funkcjonował właśnie klasztor franciszkanów. Mało tego, było to jeden z pierwszych franciszkańskich konwentów na dzisiejszych polskich ziemiach – starsze były tylko: krakowski i wrocławski.

Placu Klasztorny – kiedyś miejsce, w którym funkcjonował klasztor franciszkanów

Zabudowania zakonników, wraz z kościołem powstały najpewniej ok. 1237 roku. Co istotne, od początku były głównie murowane, co wówczas w Inowrocławiu było pewnym ewenementem. Niestety, kompleks nie przetrwał do dzisiejszych czasów (gdyby tak było, stanowiłby jedną z większych atrakcji turystycznych miasta). Zaborcy dokonali jednak sekularyzacji w 1818 roku, a budynki rozebrano ostatecznie w 1872 roku.

Dziś, jedyną pamiątką po dawnej chwale zakonu jest nazwa placu oraz ustawiona na nim makieta, obrazująca stan obiektu w latach jego świetności, czyli w XVII wieku.

Dziś o franciszkanach przypomina tylko makieta

Nie, to nie wszystko!

Jeśli myśleliście, że przedstawione wyżej informacje to wszystko, na co „stać” Stare Miasto w Inowrocławiu, to jesteście w dużym błędzie! Na pewno musicie dokładnie zbadać Plac Klasztorny, gdzie poza wspomnianą makietą klasztoru, znajdują się także ważne instytucje kultury, w tym miejski teatr i galeria, w której umiejscowiono stałą wystawę solnictwa. Wszak sól to jeden z symboli Inowrocławia i dźwignia jego rozwoju, o czym jednak szerzej napiszę w artykule, poświęconym Osiedlu Uzdrowiskowemu.

Kiedy okrążycie gmachy instytucji kulturalnych (po drugiej stronie jest też państwowa szkoła muzyczna) waszym oczom ukaże się jeden z dwóch ostatnich ocalałych fragmentów murów miejskich! Inowrocław, jak każde ważne miasto, był w dawnych wiekach opasany ciągiem obwarowań. Te, niestety, zaczęły niszczeć w XVII wieku, a ostatecznie rozebrano je w wieku XIX. Dziś tylko ten niewielki fragment przypomina o dawnej chwale, na którą składało się ok. 1 600 metrów murów, 3 bramy, 16 baszt oraz fosa. Drugi fragment zachowanych murów zobaczyć można w pobliżu kościoła farnego (od strony jednego z podwórek przy ul. Poznańskiej). Wszystko pozostałe zabrał ze sobą w podróż w jedną stronę okrutny czas.

Relikty inowrocławskich murów miejskich

Nieco dalej, na ścianie kamienicy umieszczono sporej wielkości (ok. 250 m2) mural. To tzw. „Inowrocław w pigułce”, czyli artystyczne wyobrażenie najważniejszych wyróżników miasta. Jest więc (nieco na przekór) tramwaj, jest „Ruina” czy choćby Królowa Jadwiga. Nie ma z kolei tężni, co nieco zaskakuje.

Mural „Inowrocław w pigułce”. W tle pomnik Jana Kasprowicza

Będąc w obrębie Starego Miasta niemożliwym będzie nie dostrzec, że jedną z najważniejszych historycznych postaci jest dla inowrocławian Jan Kasprowicz. Poeta, z racji tego, że w jego wierszach motywem przewodnim często był przyroda regionu, nazywany bywa „piewcą Kujaw”. W Inowrocławiu doczekał się 3 pomników, ulicy, placu, a także szkoły swojego imienia. Mało tego, dzisiejsze I Liceum Ogólnokształcące to dawne Królewskie Gimnazjum dla chłopców, do którego przyszły twórca niegdyś uczęszczał. Przed wejściem do placówki stoi zresztą jego pomnik.

Jan Kasprowicz – inowrocławska legenda

Inne historyczne placówki szkolne, funkcjonujące po dziś dzień, i mieszczące się w zabytkowych, ceglanych gmachach to: Szkoła Podstawowa nr 1 przy Rondzie Solidarności, powstała w 1904 roku (dawna Szkoła Miejska, a nawet… koszary Wermachtu!) oraz Szkoła Podstawowa nr 2 przy ul. Najświętszej Marii Panny, powstała jeszcze w końcówce XIX wieku (również jako Szkoła Miejska).

Szkoła Podstawowa nr 1 oraz…

Sporym nietaktem byłoby, gdyby nie wspomniał o obecnej siedzibie inowrocławskiego wydziały Wyższej Szkoły Gospodarki, tj. mojego dawnego pracodawcy. Charakterystyczny, ceglany budynek funkcjonował w 20-leciu międzywojennym jako „Fundacyjne Schronisko dla Sierot Żydowskich in. Wolffshona”, potem zaś jako Szkoła Podstawowa nr 12.

…i numer 2

Nie odmówisz klimatu!

Mówcie co chcecie, ale nie odmówicie Inowrocławiowi klimatu. Jego staromiejskie i śródmiejskie uliczki może nie rzucą na kolana fanów wielkich miast, ale już tych, którzy lubią zadbane, historyczne miasta średniego rozmiaru (wszak Inowrocław to 5 największe miasto w Kujawsko-Pomorskiem), jak najbardziej! Jeśli poszukujecie zaś atmosfery śródmiejskiej, najlepiej będzie jeśli przejdziecie się w kierunku południowym ulicą Poznańską. Tutaj sporo kamienic jeszcze nie poddano rewitalizacji, wiele jest sporo „surowego” klimatu i wspomnienia lat minionych.

Klimat kamienic i uliczek inowrocławskiego Starego Miasta…

Ciekawe są też inne ulica, zlokalizowane blisko Rynku, jak choćby Świętego Ducha, Rybnicka czy Wałowa. Albo wąskie, rzekłbym, że łącznikowe: Przesmyk i (nomen omen) Łącznik, którymi z „Królówki” dostaniecie się na równoległą, choć oddaloną o kilkaset metrów ul. Św. Mikołaja. Wszędzie widać i czuć tutaj ducha historii.

…potrafi zrobić naprawdę duże wrażenie!

Ten może będzie mniej dostrzegalny poza Starym Miastem i Śródmieściem, w potocznym tego słowa znaczeniu, ale w graniach administracyjnych opisywanego osiedla. Mimo to, odnaleźć można go i tutaj, choćby na ulicy Dworcowej, gdzie wzrok przyciągają ciekawe kamienice czynszowe czy neogotyckie budynki wykorzystywane przez wojsko. Tutaj też możemy podziwiać – w końcu, bo jeszcze nie tak dawno, tj. przed remontem nie było to takie oczywiste – gmach dworca kolejowego z 1872 roku. Zaś na sąsiedniej ulicy Magazynowej znajdziemy typowe domy kolejarskie z końcówki XIX wieku.

Co by nie mówić, dworzec i znajdujące się w jego okolicach zabudowania też mogą się podobać!

A jeśli będziecie chcieli chwilę podumać, zawsze można udać się na cmentarz pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. To najstarsza (powstała w końcówce XIX w.) zachowana nekropolia w mieście. To zresztą widać po niektórych nagrobkach, mających doprawdy ciekawe, historyczne kształty i zdobienia.

Cmentarz pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny

Na cmentarzu znajduje się też miejsce pamięci ofiar II wojny światowej oraz groby zasłużonych dla miasta osób, m.in.: członków rodu Czaplów (Józef, Jan Zygmunt i Tadeusz) i Józefy z Kloftów Kasprowiczowej, tj. matki Jana Kasprowicza (tablica pamiątkowa przypomina, iż była matką „piewcy Kujaw”). W centrum cmentarza znajduje się niewielka, neogotycka, kaplica.

 

Północna część osiedla to już głównie tereny magazynowe i przemysłowe, toteż może nie będę o nich przesadnie dużo wspominał. Dodam tylko, że wytrwany poszukiwacz ciekawostek, może chcieć odwiedzić zlokalizowane tutaj: inowrocławski Aeroport czy stadion zasłużonego (założonego w 1921 r.) klubu piłkarskiego Goplania Inowrocław. Klub grywał kiedyś nawet (w latach 70. XX w.) na zapleczu Ekstraklasy, ale teraz niestety tuła się po A-klasowych boiskach. Cóż, może po prostu nie ma tutaj klimatu do dużej piłki? Oczywiście, życzę wszystkiego dobrego i samych sukcesów!

Goplania Inowrocław czeka na lepsze czasy!

Niewątpliwie jest jednak klimat do terenów zielonych. Wszak w obrębie Starego Miasta możemy znaleźć m.in.: Skwer Sybiraków (z pomnikiem Armii Krajowej), Skwer Kombatantów oraz Skwer Leona Wyczółkowskiego. W tym ostatnim znajduje się wysoka i zadbana wieża ciśnień. I tylko szkoda, że Noteć nie „zdecydowała się” poprowadzić swoich wód nieco bardziej na północ, przez Stare Miasto Inowrocławia. Wówczas, mielibyśmy dopełnienie, i tak przecież pięknej, Starówki!

Wieża ciśnień przy skwerze im. Leona Wyczółkowskiego

Obecność obowiązkowa

Jeśli cenisz dziedzictwo naszego regionu, Inowrocław i jego Stare Miasto, powinny być dla Ciebie punktem obowiązkowym! Jeśli zaś jesteś mieszkańcem miasta, mam nadzieję, że potrafisz doceniać to, co masz na wyciągniecie ręki. Jasne, jest wiele ciekawszych Starówek, ale ta, dzięki swoim niewielkim rozmiarom, zróżnicowanej architekturze i niezwykle ciekawej historii, naprawdę potrafi pozytywnie zaskoczyć. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać tych zaskoczeń!

Stań więc na Rynku i usłysz szum wody w fontannie. Spójrz na Królową Jadwigę a potem skieruj się na ulicę, której monarchini od lat dzielnie patronuje. Idź prosto, spoglądając po drodze na okoliczne kamienice, a także na Plac Klasztorny, gdzie poczujesz ulotną moc działającego tutaj przed wiekami klasztoru franciszkanów. Pójdź nieco dalej, aby zerknąć na strzelistą i masywną bryłę neoromańskiego kościoła Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Potem, dla kontrastu, oddaj się rozkoszy obserwowania słynnej „Ruiny”, czyli bazyliki mniejszej pw. Najświętszej Maryi Panny. Spoglądając na dziwne maski, umieszczone na jej północnej ścianie, zadumaj się nad minionymi wiekami. Ich siła wciąż jest tutaj, w sercu Inowrocławia. Mam nadzieję, że ją czujesz!

Tutaj kończymy pierwszą część cyklu „Inowrocławskie osiedla BEZ FILTRÓW”.

Przy okazji, jeśli jeszcze nie miałeś okazji, zachęcam do lektury drugiego artykułu powstałego w ramach cyklu, w którym opisałem Stare Miasto! Przeczytasz go TUTAJ.

Piotr Weckwerth

Projekt pn. „Inowrocławskie osiedla BEZ FILTRÓW – cz. 1” realizowany przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką” jest współfinansowany ze środków Gminy Miasta Inowrocław.

2 myśli na temat “INOWROCŁAWSKIE OSIEDLA BEZ FILTRÓW #1 – STARE MIASTO

Dodaj własny

  1. Odnośnie murów obronnych Inowrocławia. „Dziś tylko ten niewielki fragment przypomina o dawnej chwale”, stwierdzenie to nie jest prawdziwe. Ostał się jeszcze jeden fragment muru – za kamienicą przy ul. Kasztelańskiej. Jeszcze jakiś czas temu trwały prace rewitalizacyjne, które aktualnie z niewiadomych powodów zostały wstrzymane. Pozostały fragment powinien być widoczny jeśli będziesz w okolicach skrzyżowania ul. Poznańskiej i Świętokrzyskiej.

    1. Dziekuję! Tak, dostałem już tę informację (wprowadziłem delikatną korektę w tekście). Będę w Ino w przyszłym tygodniu – na pewno zajrzę!

Leave a Reply

Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: