INOWROCŁAWSKIE OSIEDLA BEZ FILTRÓW #3 – MĄTWY

Południowa część Inowrocławia, droga w kierunku Kruszwicy. Krajobrazy? Domy jednorodzinne, trochę kamienic i przemysł. Dużo przemysłu. Zabłądziwszy w te rejony, nieświadomy podróżnik zapewne nie będzie chciał zagłębić się w dzieje tego miejsca, próbując raczej jak najszybciej się stąd wydostać. Jego strata, bo Mątwy, które poznamy w niniejszy artykule, to osiedle zaskakująco ciekawe i wyróżniające się doprawdy niezwykłą historią!

Mątwy na południu

O problemach związanych z wyznaczeniem dokładnego przebiegu granic osiedli, wspominam w każdym odcinku cyklu. Musicie mi wybaczyć – niektórzy mówią, że narzekanie mam we krwi. Przyznacie jednak, że trochę prawdy w tym jest, wszak granice wyznaczane przez urzędników, często nie pokrywają się z wyobrażeniami mieszkańców danego terenu. Na to wpływ mamy jednak raczej niewielki, więc pozostaje nam z tym żyć. Czy się to nam podoba czy nie.

Mątewska 333 – do centru miasta stąd daleko!

Na szczęście, Mątwy są osiedlem Inowrocławia, w kontekście którego przebieg granic jest bardzo intuicyjny i chyba najbardziej spośród wszystkich w mieście, pozbawiony kontrowersji. W zasadzie całą północną granicę wyznacza linia kolejowa Herby Nowe – Gdynia. Tak jest na odcinku od zachodniej granicy miasta, do wysokości ulicy Wiejskiej, gdzie granica kieruje się na południe, docierając następnie aż do ulicy Mątewskiej. Tutaj zaczyna się jedyny, nieco mniej zrozumiały fragment, czyli niewielki „cypel”, obejmujący obszar wokół ulic: Mątewskiej, Wiktora Spornego oraz Pokojowej – potem granica wraca na Mątewską. Dalej jest już bardzo zwyczajnie – granica osiedla jest jednocześnie południową (którą w dużej mierze tworzy Noteć) i zachodnią granicą Inowrocławia, okrążając wielkie zakładu przemysłowe należące do Ciecha (o nich później).

Granica osiedla to często równocześnie granica miasta

Z grubsza, możemy więc powiedzieć, że Mątwy zajmują prawie całą południową część Inowrocławia, co w sumie daje naprawdę dużą – zbliżoną do tej, która stała się udziałem Starego Miasta – powierzchnię. Sprawia to, że „osiedlowych” sąsiadów Mątwy mają tylko dwóch: Szymborze oraz Rąbin. Zaraz za Notecią, jednak już poza granicami miasta, znajduje się z kolei niewielka miejscowość Tupadły, która, jeszcze pojawi się w niniejszym artykule.

Niezwykła historia

Jak możecie się pewnie domyślać, Mątwy nie zawsze były częścią Inowrocławia. Ba, funkcjonowały jako odrębna, dość istotna wieś, przez setki lat! Jeszcze w czasach sprzed polskiej państwowości, właśnie przez ten obszar przebiegał słynny bursztynowy szlak, prowadzący znad Bałtyku na południe Europy. W zasadzie przebiegał on linią dzisiejszej ulicy Staropoznańskiej. Jakkolwiek to nie brzmi, właśnie tędy podróżowali niegdyś kupcy, zmierzający nad Morze Śródziemne!

Prawdopodobnie już wówczas, na terenie dzisiejszego osiedla istniała niewielka osada handlowa. Nieco dalej, na południe, już po drugiej stronie Noteci działało z kolei z całą pewnością poważne zagłębie handlowe, nazywane Askaukalis. Miejsce to niezwykłe, bo oznaczone na mapie Klaudiusz Ptolemeusza już ok. 150 roku naszej ery! Osada znajdowała się prawdopodobnie na terenie dzisiejszej Kruszy Zamkowej, co upamiętniono kilka lat temu, tworząc tutaj mały park archeologiczny.  

Historię widać (i czuć) tutaj na każdym kroku!

Ciekawostką jest fakt, iż w źródłach Mątwy pojawiły się już grubo ponad 800 lat temu, bowiem w 1193 roku. To tylko o 8 lat później, niż pierwsza wzmianka o Inowrocławiu, ale za to aż 45 lat przed tym, kiedy pierwszy raz wspomniano o Bydgoszczy (ok, wówczas gród nad Brdą określono jako Budegac, ale z pewnością chodziło o Bydgoszcz)!

Ta pierwsza wzmianka o Mątwach, pojawiła się w bulli papieskiej Celestyna III, w której (jak to zwykle w przypadku takich dokumentów bywało), potwierdzono, iż klasztor w Strzelnie może czerpać zyski z mostu na Noteci oraz karczmy znajdujących się w Mątwach właśnie. Słowem – płać mątwianinie klasztorowi i płacz! Potem, pod koniec XII i na początku XIII wieku, miejscowość podległa pod inny klasztor, konkretnie zaś nieistniejący już dziś, należący do Cystersów w Łeknie.  

Od kościoła wieś przejął król. Oczywiście chodzi o to, że już w połowie XIII wieku Mątwy stały się wsią królewską, co oznacza tyle, iż pełniły funkcję zbliżone do folwarków – dostarczały różnego rodzaju materiałów, w tym zapewne głównie zbóż. W XV wieku dokonano z kolei podziału na części, z których zyski czerpały królestwo i szlachta.

Najważniejsze wydarzenie w dziejach Mątew, rozegrało się jednak dużo później, bo w XVII wieku, a konkretnie w 1666 roku. Wtedy to, miejscowość na zawsze zapisała się w podręcznikach do historii. Wszystko za sprawą słynnej bitwy pod Mątwami, która w zasadzie była bitwą… bratobójczą!

Starły się tutaj oddziały króla Jana Kazimierza z rokoszanami (czyli de facto zbuntowanymi przeciwko władzy szlachcicami), dowodzonymi przez wielkiego marszałka koronnego, Jerzego Lubomirskiego. Dlaczego Polacy (oczywiście Polacy z grubsza, bo w armii Rzeczypospolitej Obojga Narodów walczyli przecież także Litwini) „tłukli” się tutaj z Polakami? Wszystko przez tzw. rokosz Lubomirskiego, a więc buntu przeciwko działaniom króla Jana III Kazimierza. Lubomirskiemu oraz jego zwolennikom niezbyt podobały się dążenia króla i jego otoczenia, zmierzające do wzmocnienia jego władzy i rozszerzenia zakresu kompetencji (zarzucano mu zapędy autokratyczne). Marszałek został za to zaocznie skazany na „utratę czci, życia i wszystkich dóbr”, a na dodatek oskarżony o spiskowanie z obcymi mocarstwami (przypomnę, że mówimy o burzliwym okresie wojen z rosjanami – tak, celowo używam małej litery). Słowem – typowy spór opozycji i władzy.

Siły obu dżentelmenów – Jana Kazimierza i Jerzego Lubomirskiego, spotykały się na polu bitwy kilkukrotnie, ale do najważniejszego, decydującego starcia doszło właśnie pod Mątwami. Rokoszanie (ci od Lubomirskiego) strzegli przeprawy na Noteci, co ewidentnie królewskim wojskom się nie podobało. Rzucili się więc na przeciwnika, ale ci, dzięki zastosowaniu licznych forteli, obrócili przebieg bitwy na swoją korzyść. Mało tego – zwyczajnie roznieśli wojska Jana Kazimierza, odnosząc bezdyskusyjne zwycięstwo.

Ostatecznie – również w wyniku haniebnej, masowej egzekucji dokonanej przez rokoszan – życia pozbawionych zostało niemal 4 tysiące świetnie wyszkolonych, królewskich wojaków. Wielu z nich walczyło wcześniej u boku Stefana Czarnieckiego (zmarłego kilka miesięcy przed bitwą). Stwierdzić więc można, iż w okresie zawirowań wojennych, sami pozbawiliśmy się elity żołnierzy. Nie ma co, zawsze lubiliśmy wkładać kij w szprychę roweru, którym sami jedziemy.

Oddziałami rokoszan kierował w trakcie bitwy bezpośrednio sam Lubomirski, ale po drugiej stronie równolegle dowodziło kilku hetmanów koronnych. Wyobraźcie sobie, że wśród nich znajdował się 37-letni… Jan Sobieski – późniejszy król Polski – bohater spod Wiednia! Mało jednak brakowało, aby pod Wiedeń nigdy nie dotarł, bowiem po Mątwami ledwo uszedł z życiem. Salwował się  ucieczką przez Noteć, zresztą podobno pieszo, bowiem zabito jego konia. To i tak na nic by się zdało, gdyby nie poświęcenie jednego z królewskich żołnierzy. Taki chichot losu.

Lubomirski wygrał bitwę, tracąc przy tym ledwie 200 żołnierzy. Mocna pozycja negocjacyjna sprawiała, że wymusił następnie na królu pewne ustępstwa oraz (w wyniku ukorzenia i wyznania win) uzyskał z jego strony przebaczenie i odzyskanie majątku. Mimo to, musiał udać się na wygnanie. Tak też się stało, a zuchwały hetman zmarł kilka miesięcy później we Wrocławiu.

Po tych wydarzeniach w Mątwach nigdy już tak burzliwie nie było. No i całe szczęście, bo wojen domowych to my raczej więcej nie potrzebujemy. Niemniej, miejscowość rozwijała się w następnych dekadach raczej powoli, a „kopa” gospodarczego i społecznego przyniosły dopiero (jak w przypadku wielu innych obszarów) zabory. Właśnie wówczas, niemiecka władza stwierdziła, że Mątwy to świetne miejsce na rozwój przemysłu. No i się zaczęło.

To wówczas, w końcówce XIX wieku, powstała wielka fabryka przemysłu chemicznego Chemische Fabrik Montwy, Robert Suermondt und Co.  O niej więcej później, niemniej tutaj stwierdzić można z całym przekonaniem, że to wydarzenia już na zawsze zmieniło charakter Mątew.

Dlaczego Mątwy?

Wiele osób czytających ten artykuł, zastanawia się zapewne, skąd w ogóle wzięła się ta dziwaczna nazwa osiedla. Cóż, faktycznie, może się ona kojarzyć ze wszystkim, jednak na pewno nie z jednostką mieszkaniową sporego przecież miasta.

Sam kojarzyłem nazwę z historii, w związku ze wspomnianą już wyżej bitwą, jednak pamiętam, że kiedy, kilkanaście lat temu (nie będąc jeszcze tak zaangażowany w dziedzictwo regionu), pierwszy raz obiła mi się o uszy, miałem tylko dwa skojarzenia. Pierwsze, to oczywiście wyróżniające się dziwnymi kształtami, oceaniczne mięczaki. Drugie w sumie łączy się z pierwszym, bo mowa o ich mechanicznych odpowiednikach. Rzecz jasna, chodzi mi o mordercze roboty, wyposażone w niezliczoną liczbę oczu i macek, znane z serii filmów „Matrix”. Walczyć musiał z nimi Keanu Reeves, a więc filmowy Neo oraz, po serii niefortunnych zdarzeń, cała populacja Zionu. Oczywiście, nazwa Mątwy, w odniesieniu do Inowrocławia, pojawiła się kilkaset lat przed tym, zanim ktokolwiek pomyślał o nakręceniu „Matrixa”.

Nazwa Mątwy może wiązać się z wodami Noteci

Genezy nazwy prawdopodobnie doszukiwać należy się w zmąconej, czyli po prostu zabrudzonej, słabo przejrzystej wodzie. Czy odnosiło się to do wód Noteci (jest teoria, że Noteć nosiła kiedyś właśnie nazwę Mątwa), któregoś z jej dopływów, bądź też jakiegoś zbiornika wodnego, nie sposób dzisiaj stwierdzić. Niemniej, nazwę i jej pochodzenie, jeszcze kilka lat temu skojarzyć mogli z rzeczywistością wodniacy, zmagający się z Notecią, przepływającą przez skraj Inowrocławia. Przykry zapach oraz dostrzegalne w wodzie zanieczyszczenia oraz wszechobecna rzęsa wodna, sprawiały, że z „uroków” rzeki korzystali tylko najwięksi śmiałkowie. Teraz rzecz jasna jest już lepiej, a miejski odcinek rzeki jest regularnie bagrowany. Mimo to, i tak nie odważę się stwierdzić, że jej wody należą do najczystszych.  

Żeby nie było, na przestrzeni lat pojawiło się oczywiście kilka legend dotyczących pochodzenia nazwy miejscowości, a dzisiejszego osiedla. Najczęściej przytaczana to ta, jakoby chodziło o zmącenie wody krwią Szwedów, nacierających na miasto podczas potopu, a powstrzymywanych przez polskie wojsko. Choć oczywiście bitwy ze Szwedami pod i w samym Inowrocławiu się odbywały, tę teorię należy włożyć między bajki, bowiem nazwa funkcjonowała już kilkaset lat wcześniej.

Zresztą, do podobnych wydarzeń nawiązywać ma rzekomo nazwa sąsiedniej wioski, czyli Tupadły. Ma być to zniekształcona forma stwierdzenia: „Tu padły oddziały szwedzkie”. Względnie: „Tu padły oddziały królewskie”, w odniesieniu do opisanego wyżej rokoszu. Oczywiście znowu – raczej nie doszukiwałbym się w tym prawdy historycznej, a raczej ciekawostki.

Słowem uzupełnienia, wspomnieć należy, że w trakcie zaborów i okupacji, Niemcy przesadnie nie zniekształcili nazwy wsi. Rzecz jasna „Mątwy” były dla nich zbyt trudne do wymówienia, więc ograniczyli się do określenia: Montwy.

W cieniu sody

Wspomniałem wyżej, że wydarzeniem, które zmieniło bieg historii Mątew, było powstanie fabryki sody. Podtrzymuje te słowa – wpłynęło to na rozwój: gospodarki, demografii, życia społecznego oraz transformację krajobrazu. Oczywiście, nie oznacza to, że była to wyłącznie zmiana na lepsze. Ale po kolei.

Zakład, zajmujący obecnie pewnie ponad 20% całej powierzchni osiedla, powstał w Mątwach już w 1879 roku, jako Chemische Fabrik Montwy, Robert Suermondt und Co. Założycielem był Roberta Suermondt, który, jako człowiek przedsiębiorczy (zasadniczo zajmował się bankierką) doskonale wyczuł, iż wkrótce pojawi się zapotrzebowanie na tego typu usługi. Przeprowadził także research, z którego wynikało, iż umiejscowienie zakładu na południe od Inowrocławia będzie pod niemal każdym względem rozwiązaniem idealnym.

Zakłady sody w Mątwach – dzisiaj zarządzane przez CIECH

Dlaczego? Po pierwsze, bardzo pomagało położenie w pobliżu Noteci, która zapewniała stały dostęp do wody. Po drugie, po ręką był niezbędny do produkcji sody wapień, który pozyskiwano ze znajdujących się „rzut beretem” stąd kamieniołomów w Piechcinie oraz Barcinie (a właściwie pod Barcinem, bo w Wapiennie). To jednak nie wszystko, gdyż ostatnim, brakującym składnikiem produkcji miała być solanka. Tutaj nie było już kompletnie żadnego problemu – przecież od początku lat 70. XIX wieku Inowrocław stał się jednym z ważniejszych centrów przemysłu solnego w tej części Europy. Od 1873 roku, kilka kilometrów dalej w kierunku północnym, działała już wówczas kopalnia Fredricha Grundmanna.

Wszystko układało się więc perfekcyjnie. Na tyle perfekcyjnie, że wkrótce spółki zarządzające fabryką sody i kopalnią połączono. Następnie (w 1907 roku) przejął je światowy gigant, a więc belgijski „Solvay”. Wówczas wytwarzano ponad 6 ton sody różnego rodzaju dziennie! Szaleństwo.

Zakłady to kompleks historyczny!

Zakłady jakimś cudem przetrwały zawirowania wojenne (i mam tutaj na myśli obie wojny światowe), a po II wojnie światowej wznowiły działalność już w 1945 roku. Co ciekawe, wówczas, zaraz po wojnie, dyrektorem zakładu został Ernest Pischinger, późniejszy rektor Wyższej Szkoły Inżynierskiej, czyli dzisiejszej Politechniki Bydgoskiej! W okresie PRL-u, jak wiadomo, przemysł był priorytetem, toteż władza z całych sił dążyła do rozbudowy i unowocześnienia produkcji. Fabrykę uwzględniono nawet w  „Planie 6-letnim”, co już w samo sobie oznaczało, że jest to obiekt strategiczny. Wydajność wciąż wzrastała, a w końcówce lat 70. XX w. liczba pracowników sięgnęła niemal 2,5 tysiąca.

Historia przedsiębiorstwa rozpoczęła się jeszcze w XIX wieku

Dziś, o czym informują nas wszechobecne szyldy i tablice, fabryka należy do prawdziwego giganta przemysłu chemicznego, czyli Ciech S.A. Tak jest od 2007 roku, kiedy to Ciech, posiadający wcześniej zakłady sodowe w pobliskim Janikowie, „wchłonął” też te inowrocławskie. Od tego momentu możemy mówić o spółce Ciech Soda Polska S.A.

Fakt, iż fabryka odcisnęła tak duże piętno na historii i przestrzeni osiedla, sprawia, że na Mątwach „podziwiać” możemy doprawdy…

Przemysłowy krajobraz

Mątwy to zdecydowanie najbardziej uprzemysłowiona część Inowrocławia. Jak już wspomniałem, zakłady produkujące sodę, zajmują naprawdę olbrzymią powierzchnię. Tak naprawdę, rozciągają się one na całej szerokości południowej granicy miasta, po obu stronach ulicy Poznańskiej. Zresztą, przy tej samej Poznańskiej, a także przy: Fabrycznej czy Staropoznańskiej, dostrzeżemy wiele historycznych obiektów, powstałych właśnie w wyniku rozwoju przedsiębiorstwa. Część z nich pełniła dawniej funkcje mieszkaniowe, część biurowe. Oczywiście jest też sporo nowszych obiektów, które rozciągają się głównie po południowej stronie ulicy Fabrycznej.

Krajobraz Mątew? Totalnie przemysłowy!

Przy Poznańskiej widać także doskonale zachowane, wykorzystywane od początku XX wieku (na co wskazuje data na jednym z budynków kompleksu), ceglane budynki produkcyjne, które służą fabryce po dziś dzień. Do tego dochodzi cała plątanina rurociągów, stelaży, i innego, bliżej niezidentyfikowanego żelastwa. Jest też bocznica kolejowa, przecinająca Poznańską i prowadząca do bramy zakładów. Zdaje się jednak, że nie jest już wykorzystywana.

To co zwraca największą uwagę to potężny zbiornik, czy też raczej cały system zbiorników, schowany za wysokim wałem ziemnym, zamykający się z grubsza wokół ulic: D. Rakowicza i Bagiennej. Wał wznosi się niekiedy na kilkadziesiąt metrów, przez co widać go z bardzo daleka. Wielka hałda sprawia, że nie da się dostrzec, co znajduje się wewnątrz. A tam mamy do czynienia z tzw. „Białym Morzem”. Z czym? – możecie zapytać ze zdziwieniem. Śpieszę z wyjaśnieniem. Mowa o zbiornikach osadowych sody, czyli miejscu, w którym przechowywane są resztki materiału, powstałe przy produkcji. Krajobraz niemalże księżycowy i średnio przyjemny. Całe „Morze”, poza wałem, otacza także droga dojazdowa oraz linia kolejowa. Jest też niewielki kanał, zapewne dostarczający wodę z Noteci.

Za tym wałem kryje się „Białe Morze”

Do zakładów należy jeszcze kilka innych znajdujących się w okolic kanałów i zbiorników. Te znajdują się choćby południowo-wschodniej części osiedla, za ogródkami działkowymi im. Jana Kasprowicza. Można więc rzec, że zakłady sody, czyli dzisiejszy Ciech, zdecydowanie zdominowały tę okolicę. Jednakże, nie oznacza to, że to jedyny przykład ciężkiego przemysłu na osiedlu. Niestety.

Tuż obok sodowego giganta, działa sobie w najlepsze miejska oczyszczalnia ścieków, a trochę dalej, w kierunku północnym, Zakład Energetyki Cieplnej, którego potężny komin dostrzec można z wielu kilometrów. Mało? Jest jeszcze cementowania, punkt selektywnej zbiórki odpadów komunalnych oraz kilka mniejszych przedsiębiorstw, w tym głównie takie, związane z mechaniką samochodową. Wszystko to tylko w pobliżu Ciecha, bo po drugiej stronie Poznańskiej znajdziemy jeszcze choćby drukarnię.

Jak to wpływa na klimat osiedla? Cóż, mogę stwierdzić, że spodoba się ono raczej miłośnikom turystyki industrialnej lub kompletnym turystycznym outsiderom. Część z Was mnie zna – ze względu na historię i specyficzny, mroczny klimat (który swoją drogą znowu został w wyniku zrządzenie losu – czytaj: gęstą mgłę – wzmocniony) obszar jest dla mnie interesujący. Dostrzegam jednak jedno wiele ALE.

Komin Zakładów Energetyki Cieplnej – ukryty za gęstą mgłą

To ale odnosi się oczywiście do środowiska. Nie od dziś wiadomo, że zarządcy zakładów sody w przeszłości raczej nie przejmowali się zanadto ekologią. Pisałem już o Noteci, która wyglądała i pachniała niegdyś jak pospolity ściek, jednakże nie najlepiej było także z powietrzem i ziemią. Kiedy do świadomości społecznej zaczynało się przebijać pojęcie ochrony środowiska, a więc  z grubsza na początku lat 90. XX wieku, zakłady umieszczono na liście najbardziej szkodliwych w Polsce. Do tego dochodziły składowane przez lata w postaci hałd niebezpieczne substancje, oraz wszystko to co szło do atmosfery przez kominy. Zresztą, po dziś dzień mieszkańcy narzekają na dolegliwości dotykające drogi oddechowe, wspominając przy tym, że pełna przejrzystość powietrza zdarza się tutaj nader rzadko.

I jasne, Ciech, jako wielkie przedsiębiorstwo, dodatkowo działające przecież w ramach różnego rodzaju regulacji unijnych, przywiązuje dużą wagę do ochrony środowiska, przez co  nie prowadzi już tak szkodliwej działalności jak jego poprzednicy. Mimo to, jakkolwiek rozumiejąc, że działalności zakładów tego typu jest po prostu niezbędna, ocenić należy, że ich wpływ na środowisko w Mątwach z pewnością wciąż jest dość silny.

Mgła to tutaj rzecz normalna

Biorąc pod uwagę powyższe, nieco kuriozalny wydźwięk mają informację WHO z 2016 roku, według których Inowrocław mógł się pochwalić najczystszym powietrzem wśród wszystkich miast w Polsce! Ok, jest w tym trochę logiki, wszak miasto jest potężnym ośrodkiem uzdrowiskowym. Prawdopodobnie jednak pomiar zanieczyszczenia dokonywany był w  innych częściach Inowrocławia (zdaje się, że właśnie w Parku Solankowym), gdyż w Mątwach z pewnością dobrze pod tym względem nie jest. Według najnowszych danych stężenie szkodliwych substancji często przekracza tutaj  normę o kilkaset procent.

I nie zrozumcie mnie źle. Nie zamierzam tutaj biczować miejskich czy wojewódzkich władz, za taki stan rzeczy. To problem o zdecydowanie większym zasięgu, powiedziałbym, że ogólnokrajowy. Żeby coś się w tym zakresie zmieniło potrzeba wieloletnich, mozolnych działań. Również tych, odnoszących się do sfery psychologicznej i moralnej. Bez tego nigdy nic się nie zmieni.

Pokaż mi miejsca ciekawe!

No dobra, czyli ciekawej zabudowy tutaj nie uświadczymy? – możecie zapytać w myślach. No więc śpieszę z odpowiedzią. Na szczęście  nie jest z tym tak źle! Poszukiwania ciekawych obiektów rozpoczniemy od ulicy Mątewskiej, gdzie początkowo naszym oczom znowu ukazują się nowoczesne hale produkcyjne oraz nieliczne, długie i niskie baraki. Odnośnie tych ostatnich, nie wiem, czy nie mają przypadkiem tragicznej historii, ale o tym wspomnę dalej.

Baraki przy ul. Mątewskiej

Najciekawsza zabudowa na osiedlu rozpoczyna się jednak kilkaset metrów od połączenia z ulicą Poznańską. Jest sporych rozmiarów, wyglądający na wykorzystywany niegdyś przez robotników fabryki, obiekt pod numerem 14 – zresztą bardzo ładnie odnowiony. Dalej, pod numerem 10 stoi ceglany budynek, który wygląda, jak dawna, niemiecka szkoła.  

Ciekawa architektura ulicy Mątewskiej

Obok jest kolejny, w podobnym stylu, a naprzeciwko również ceglana, ale zdecydowanie bogatsza i z większą liczbą detali architektonicznych, willa. W pobliżu znajdziemy także kompleks obiektów należących do Starostwa Powiatowego.

I jeszcze trochę ulicy Mątewskiej

Inne konstrukcje, które przyciągnęły moją uwagę, stoją głownie przy ulicy Poznańskiej. Są to przede wszystkim kamienice pod numerami: 360, 352 i 336 (ładnie odnowiona), powstałe na początku XX wieku. Naprzeciwko nich stoją estetyczne, jedno lub kilkurodzinne domy z okresu 20-lecia międzywojennego. W pobliżu, bo na ulicy Fabrycznej (nr 5) znajduje się ciekawy neogotycki budynek z niespotykanym w tak niewielkich budynkach mieszkalnych, wysokim szczytem. Jego wygląd to zasługa historii – to dawna, ewangelicka pastorówka. Niegdyś obok stał też oczywiście kościół, który niestety nie przetrwał do czasów współczesnych.

Dawna ewangelicka pastorówka

Na Mątwach jest za to inna świątynia, konkretnie zaś kościół pw. Opatrzności Bożej, wybudowany w 1931 roku. Zaprojektował go Marian Andrzejewski, poznański architekt, który zasłynął choćby projektami gmachu toruńskiego urzędu wojewódzkiego czy poznańskiego osiedla Vesty. Kościół reprezentuje styl neobarokowy i trzeba przyznać, że jest naprawdę ładny! Mało tego, wygląda na znacznie starszy,  a to zapewne zasługa częściowo nieodnowionej (ale nie zrujnowanej czy brudnej!) elewacji.

Kościół pw. Opatrzności Bożej – jedyna świątynia na osiedlu

Kościół jest ciekawy także w środku. I nie mówię tutaj o wystroju czy zdobieniach, choć i te są interesujące, a o jego układzie. Zastosowano tutaj bowiem bardzo rzadkie rozwiązanie, w którym ołtarz znajduje się na dłuższej ścianie, zaś ławki dla wiernych ustawione są przed nim w stosunkowo krótkim, ale szerokim rzędzie.  Wygląda to ciekawie!

Sporo interesującej architektury znajdziecie także przy ulicy Staropoznańskiej. Przy dawnym „bursztynowym” trakcie znajdziemy wiele domów służących niegdyś kolei. Mątwy posiadał kiedyś regularne połączenie kolejowe, które wygaszono ledwie 25 lat temu (linia działała od 1882 do 1997 roku). Zachował się także dawny budynek dworca, który dzisiaj funkcjonuje jako zwykły budynek mieszkalny.

Dawny budynek dworca Inowrocław-Mątwy

Jest też oczywiście cmentarz. Miejsce to historyczne, bo z lat 30. XX wieku. Początkowo ewangelicki, obecnie katolicki, który wyróżnia się choćby ceglaną, neogotycką kapliczką oraz pomnikiem, oddającym hołd radzieckim żołnierzom, którzy zginęli w obozie jenieckim na terenie osiedla.

Kaplica na osiedlowym cmentarzu…
A także pomnik upamiętniający jeńców niemieckiego obozu

No i właśnie. W graniach Mątew znajdował się w czasie II wojny światowej obóz jeniecki. Według danych, do których się dokopałem, zginęło tam niemal 1000 więźniów wojennych. Gdzie znajdował się obóz? Według starych map tam, gdzie dzisiaj rozciągają się ogródki działkowe. Stąd właśnie moje podejrzenie, dotyczące przeszłości baraków, stojących przy ulicy Mątewskiej. 

A gdzie natura?

Mimo wielokrotnie wspominanego w niniejszym artykule przemysłowego klimatu, na osiedlu znajdziecie oczywiście także miejsca, w których obcować można z przyrodą. Tak, mówię poważnie.

Noteć – południowa granica miasta

Najważniejsze z nich to oczywiście rzeka Noteć. Co prawda ta tylko zahacza o miasto, ale jednak od zawsze była dla miasta ważna. Objawia się to choćby w nazwie koszykarskiego i zespołu – Noteć Inowrocław, którego tytularnym sponsorem jest obecnie (a jakże) Ciech. Tutaj mała dygresja, odnośnie sportu. W dziejach Inowrocławia, a nawet konkretniej – Mątew – istniał inny klub, mający w nazwię słowo Noteć. Mowa o klubie Noteć Mątwy, który powstał w 1938 roku z inicjatywy pracowników fabryki sody. Co więcej, był to klub wielosekcyjny, w strukturach którego funkcjonowały drużyny: piłkarska, koszykarska, a także lekkoatleci czy pływacy.

Na osiedlu działał kiedyś klub Noteć Mątwy

Wróćmy jednak nad Noteć, rozumianą jako rzekę. Z nabrzeża widać kładkę techniczną, most drogowy oraz kolejowy. Obok jest też kilka ceglanych budynków, w tym jeden, który rzuca się w oczy ze względu na udaną rewitalizację. To siedziba Przystani Kajakowo-Żeglarskiej ZHR. Dzięki niej, w sezonie wiosenno-letnim w Inowrocławiu wypożyczyć można sprzęt wodny i popływać po miejskim odcinku rzeki. Tym bardziej teraz, kiedy z czystością wody nie jest już tak tragicznie jak kiedyś. A zainteresowanie jest, o czym świadczyć może fakt, iż w 2022 roku padł rekord liczby wypożyczeń, przekraczający tysiąc!

Wypożyczalnia sprzętu wodnego, prowadzona przez Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej

Fajnie jest też pobłądzić wśród nadnoteckich łąk. To możecie zrobićw okolicach ulicy Rzecznej, za kompleksem ogródków działkowych. Sporo tutaj stawów, strumyków (czy też raczej małych kanałów – ponoć zresztą wykorzystywanych przez Ciecha) oraz gęstej roślinności. Jest też sporej wielkości sad owocowy. Ten ostatni polecam jednak omijać, bo dość nerwowy właściciel, zauważywszy tylko zbliżających się wędrowców, rusza do nich z prośbą o oddalenie się. W naszym przypadku „dopadł” nas na kilkadziesiąt metrów przed wejściem na teren sadu – rzekomo już na jego ziemi. Oczywiście po drodze nie było żadnych tablic, lub znaków zakazujących wjazdu, a wiodącą tam drogę spokojnie można było pokonać nawet samochodem. Sadownicy – niebezpieczna grupa społeczna.

Łąki nad Notecią

A jeśli poszukujecie miejsca odosobnienia i krajobrazów agrarnych, polecam okolice miedzy ulicami: Wiejską i Polną. To najprawdziwsze, rozległe pola uprawne i łąki. Bez wątpienia jesteśmy w mieście, ale widoki są już typowo wiejskie.

Niektóre miejsca osiedla Mątwy wyglądają jak najprawdziwsze obszary wiejskie

Alternatywa do kwadratu

Przyznacie, że wszystkie przedstawione wyżej informacje, raczej nie zachęcą do odwiedzania Mątew „pospolitego”, „masowego” turystę. Tym bardziej, że ten, podróżując do Inowrocławia, nastawiony będzie raczej na obcowanie z pięknym Parkiem Solankowym oraz jego okolicami, względnie historycznymi obiektami sakralnymi bądź estetycznymi uliczkami Starego Miasta i Śródmieścia.

Może jednak (i jestem pewien, że tak właśnie jest) zainteresować tych, którzy poszukują czegoś więcej – obiektów i miejsc mniej znanych, czasami średnio estetycznych, jednak niewątpliwie wyróżniających się ciekawą historią. Zresztą, odnośnie tej estetyki, abstrahując już od obiektów poprzemysłowych, i tutaj znajdziemy całą masę architektonicznych perełek. Oczywiście trzeba wiedzieć, gdzie ich szukać (nie dziękujcie!).

Czy Mątwy staną się więc miejscem turystycznym? Jasne że nie. Pamiętajmy jednak o nich – pielęgnujmy ich historię – również tę przemysłową – i walczmy o lepsze (no i zdrowsze) jutro dla nich. Naprawdę warto, bo to bardzo istotna część historii Inowrocławia!

Przykro mi to pisać, ale w tym miejscu kończymy tegoroczną, pierwszą edycję projektu „Inowrocławskie osiedla BEZ FILTRÓW”, którą mieliśmy okazję wdrażać dzięki wsparciu finansowemu Gminy Miasta Inowrocław.

Serdeczne dzięki za to, że byliście z nami – komentowaliście, udostępnialiście, lajkowaliście. Największe podziękowania dla wszystkich, którzy zwracali uwagę na pewne nieścisłości lub po prostu błędy, bądź dopowiadali własne historie, opisywali przeżycia i emocje, związane z danym osiedlem. Cieszymy się, że osiedla są dla Was tak ważne!

Jeśli dobrze pójdzie projekt będzie oczywiście kontynuowany w przyszłym roku – mamy nadzieję, że z jeszcze większym rozmachem. Przecież nie odmówilibyśmy sobie wizyty na Osiedlu Uzdrowiskowym, które celowo, niczym najlepszy deser, zostawiamy na później. A kto wie, może i uda się zrealizować w „Ino” kilka produkcji filmowych bądź wycieczek? Czas pokaże, niemniej, bardzo byśmy chcieli!

Przy okazji, jeśli jeszcze nie miałeś/miałaś okazji, zachęcam do lektury poprzednich artykułów,  powstałych w ramach cyklu, w których opisałem:

Stare Miasto (przeczytasz TUTAJ)

Osiedle Piastowskie (przeczytasz TUTAJ)

Piotr Weckwerth

Projekt pn. „Inowrocławskie osiedla BEZ FILTRÓW – cz. 1” realizowany przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką” jest współfinansowany ze środków Gminy Miasta Inowrocław.

4 myśli na temat “INOWROCŁAWSKIE OSIEDLA BEZ FILTRÓW #3 – MĄTWY

Dodaj własny

  1. Według znanej mi legendy nazwę wsi Tupadły raczej wiąże się z wydarzeniami rokoszu Lubomirskiego, a nie wojen szwedzkich, a tłumaczy się ” Tu padły wojska królewskie”. I jak w każdej legendzie, tak i tutaj można znaleźć ziarnko prawdy, bo właśnie na terenie dzisiejszych Tupadeł wojska królewskie przeprawiały się przez Noteć w trakcie pamiętnej bitwy. Zresztą z tymi wydarzeniami lokalna tradycja wiąże również nazwę sąsiedniej wsi – Przedbojewice.
    A sama rzeka Noteć podobno kiedyś była nazywana Mątwą – chociaż nie wiem ile w tym prawdy.

  2. Świetny materiał, pięknie zilustrowany.
    Z ciekawostek, warto jeszcze wspomnieć, że w 1879 r. w Mątwach powstała cukrownia, dla której potrzeb pobudowano linię kolejową i port rzeczny na Kanale Noteckim. W 1949 r. pozostałości infrastruktury i tereny przejęły zakłady sodowe.

Leave a Reply

Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: