JAZ WALCOWY CZERSKO POLSKIE – BYDGOSZCZ PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA #10

Jest w Bydgoszczy obiekt zupełnie wyjątkowy. Nie dość, że zadziwia nietypową formą, to jeszcze jest bardzo istotny ze strategicznego punktu widzenia. Do tego, może się poszczycić mianem najstarszego w Polsce, a być może i w całej Europie. Tym bardziej szkoda, że dostać się do niego jest rzeczą piekielnie trudną! Dziś jednak, wszyscy razem, zrobimy to bez problemu! Zapraszam więc na wizytę na jazie walcowym Czersko Polskie!

Jaki znowu jaz?

Tak, wiem, niektórzy w życiu nie słyszeli o czymś takim jak bydgoski jaz walcowy. Zresztą, i nazwa Czersko Polskie nie jest w mieście zbyt dobrze znana. Niby stanowi człon nazwy jednego z osiedli, konkretnie zaś Zimne Wody-Czersko Polskie, ale jednak używana jest z rzadka. A odnośnie budowli hydrotechnicznych, do grupy których zaliczyć powinniśmy naszego dzisiejszego „bohatera”, w Bydgoszczy wszyscy znamy i cenimy oczywiście: śluzy, młyny czy klasyczne jazy, jednak w kontekście „walców” nasza wiedza jest raczej marna. A szkoda!

Jaz walcowy Czersko Polskie? Klasa sama w sobie!

Jaz Czersko Polskie jest bowiem obiektem unikalnym w skali kraju! Ba – w skali kontynentu! Nie dość, że jest to najstarsza tego typu konstrukcja w Polsce, to jeszcze jedna z tylko kilku istniejących. Nie mówiąc już o tym, że wciąż działa! Inny historycznych jaz walcowy – noszący nazwę „Bolko” znajduje się na Baryczy, a kilka młodszych obiektów znajdziemy także na Kanale Mazurskim. Żaden z nich nie jest jednak tak imponujący, jak ten nasz, bydgoski.  

No dobra, ale czym w ogóle jest jaz tego typu? To proste! Wyobraźcie sobie zwykły jaz, czyli w bardzo dużym uproszczeniu, konstrukcję, przepuszczającą określoną ilość wody, z tym że zamiast klasycznych wrót czy zastawki, umiejscówcie tam… walec! Tak jest, tak właśnie działa jaz walcowy Czersko Polskie. Całą jego szerokość zajmuje stalowy walec, osadzony na swego rodzaju, potężnej zębatce. Dzięki temu, może być podnoszony lub opuszczany! Po co te ruchy? O tym nieco niżej!

A skoro o jazie Czersko Polskie mówi się tak niewiele, wypadałby powiedzieć, gdzie on się dokładniej znajduje! No więc, gdybyśmy mieli posługiwać się oficjalnym podziałem na bydgoskie osiedla (a przecież wiecie, że to lubię!), to, nieco w opozycji do jego nazwy, jest to ewidentnie Brdyujście. Jaz wybudowano bowiem na skraju dzisiejszego Toru Regatowego. Oddziela on zbiornik od naturalnego ujścia Brdy do Wisły. Dostać można się do niego od strony ul. Toruńskiej (od wschodniej strony linii kolejowej Bydgoszcz-Toruń), czyli już z osiedla Łęgnowo-Wieś, a także od strony śluz: Czersko Polskie i Brdyujście, jednak ta droga jest zdecydowanie dłuższa.

Kiedy człowiek w końcu dostanie się na jaz walcowy, satysfakacja jest spora!

Niestety, pisząc „dostać się” mam raczej na myśli obsługę obiektu, bowiem, z uwagi na swoje strategiczne znaczenie, jaz nie jest dostępny do zwiedzania dla osób postronnych. I choć usłyszawszy to pierwszy raz, człowieka bierze wściekłość (no bo jak to tak, zabierać nam, bydgoszczanom, dostęp do takiego cuda?), potem jednak przychodzi zrozumienie. Jaz wciąż działa, podobnie jak znajdująca się obok elektrownia wodna MEWAT, więc trudno byłoby pozwolić, żeby wokół kręciło się wiele osób. Już nie mówiąc o tym, że w razie jakichkolwiek kryzysów – naturalnych czy militarnych – właśnie takie obiekty będą w stanie zapewnić nam choć odrobinę energii. To, jak widać na przykładzie naszych dzielnych sąsiadów z Ukrainy, jest zaś rzeczą bardzo istotną.  

Od kilku lat można jednakże wejść na teren wyspy (czy też raczej wysp) na Brdyujściu i podziwiać tamtejsze śluzy, co niegdyś również było niemożliwe (wejścia pilnował ochroniarz). Być może więc i kwestia dotycząca jazu ulegnie kiedyś zmianie? Zobaczymy.

Kolejnym problemem (o ile tak można to określić) jest stalowy mostek, wiodący nad wałem, który nie pozwala na w pełni bezpieczne spacery, a tym samym uniemożliwia przejście tą drogą z Brdyujścia na Łęgnowo-Wieś. Od strony ulicy Toruńskiej, a także tuż za śluzą Czersko Polskie zobaczycie więc znaki, wprost informujące, że dalej wstępu nie ma. I choć indywidualnym spacerowiczom nikt raczej mandatu nie powinien tutaj wlepić (chyba, że zamierzacie łowić ryby, co oczywiście jest nielegalne!) to już większe grupy mogłyby mieć problem. No, chyba, że koniecznie chcecie zobaczyć…

Jak on działa?

Zwiedzanie jazu, a także jego najbliższych okolic, które dokładnie poznamy, w wirtualny sposób, w niniejszym artykule, jest bowiem możliwe dla zorganizowanych grup. Oczywiście po uzyskaniu odpowiednich pozwoleń. Dla przykładu, w tym roku, podczas naszych wycieczek osiedlowych (w ramach projektu „Bydgoskie osiedla BEZ TAJEMNIC”), udało nam się dostać na jaz! Przedtem trochę się jednak natrudziliśmy, wysłaliśmy kilka pism i wykonaliśmy całkiem sporo telefonów. W końcu jednak okazało się, że z zarządcami obiektu można się dogadać, trzeba tylko ogarnąć „nieco” skomplikowaną sytuację, związaną z podziałem obowiązków w strukturze Wód Polskich.

Jaz od strony ujścia Brdy do Wisły

Powinniście bowiem wiedzieć, że polskie drogi wodne zarządzane są przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, w ramach których funkcjonuje całe mnóstwo dyrekcji, zarządów i innych ciał. I tak, dla przykładu, w kontekście Brdy i Wisły, coś do powiedzenia mają: Regionalny Zarząd Dróg Wodnych w Gdańsku, Regionalny Zarząd Dróg Wodnych w Bydgoszczy, Zarząd Zlewni w Chojnicach, Nadzór Wodny Bydgoszcz Wschód, a także kierownictwo samego Jazu. I weź tu bądź mądry! Na szczęście, odpowiednie kontakty już mamy, więc mamy nadzieję, że w przyszłym roku ponownie zaprosimy Was na wycieczkę do tego niezwykłego miejsca!

A poza niewątpliwymi walorami wizualnymi oraz historią (o czym przekonacie się czytając dalej), jaz warto odwiedzić z jeszcze jednego powodu. Z uwagi na jego funkcję mianowicie! To właśnie dzięki niemu, żegluga po miejskim odcinku Brdy jest w ogóle możliwa! Wszystko dlatego, że poprzez jego odpowiednie regulowanie, a co za tym idzie, przepuszczanie odpowiedniej ilości wody z Toru Regatowego na odcinek ujściowy Brdy, poziom zwierciadła Brdy utrzymywany jest na możliwie najbardziej stabilnym poziomie, z minimalnym udziałem wahań.

Widok z jazu w stronę Toru Regatowego…

W celu tej regulacji, walec jest podnoszony lub opuszczany za pomocą specjalnego mechanizmu (zwykle elektrycznie, ale awaryjnie można też zrobić to ręcznie), a potem osadzany na zębatych torach. Całość działa więc nieco jak koło zębate. Z tym że mówimy o „całkiem” sporej konstrukcji, o szerokości 22 metrów i średnicy 2,5 metrów.  

…i w stronę ujścia do Wisły

Tego oczywiście na co dzień nie widać (zresztą, mało kto się nad tym zastanawia), ale gdyby nie jaz, trudno byłoby zachować przepustowość wylotów kanałów deszczowych, ciągłość pracy ujęć wody czy choćby zapobiec nadmiernym wylewom rzeki. Wszystko to, zapewnia niepozorny jaz walcowy! Ok, gwoli ścisłości dodajmy, że od 25 lat (konkretnie od 1997 roku) wspomaga go sąsiednia elektrownia wodna MEWAT, jednak warto pamiętać, że jaz walcowy Czersko Polskie to…

Żwawy staruszek z rocznika 1906!

Tak jest, jaz walcowy Czersko Polskie wybudowano niemal 120 lat temu! Nieźle? No to weźcie pod uwagę także to, że konstrukcja działa bez zarzutu po dziś dzień! I nie, nie wprowadzono w niej jakichś wielkich zmian – dla przykładu, sam walec pamięta jeszcze oddanie jazu do użytku, a więc 1906 rok! I niech ktoś mi jeszcze kiedyś powie, że niemiecka solidność, to mit!

Ale skąd w ogóle pomysł na wzniesienie takiej konstrukcji? Zasadniczo, można powiedzieć, że był to naturalny etap procesu, prowadzonego od momentu oddania do użytku Kanału Bydgoskiego, czyli od lat 70. XVIII wieku. Szybko ukazało się, że drewniane konstrukcje śluzowe, trzeba zastąpić bardziej trwałymi. Na tyle zresztą trwałymi, że istnieją do dziś. Często naprawiano i modernizowano także inne budowle hydrotechniczne, w tym szczególnie często śluzę miejską. Ruch na bydgoskich drogach wodnych wciąż jednak rósł w siłę, a Brda nie do końca była do tego przystosowana (niemal jak dzisiejsze ulice!). W związku z tym w 1856 roku przygotowano projekt regulacji, czy też, jak mówiło się powszechnie, kanalizacji rzeki.

Przekrój jazu walcowego, umieszczony na tablicy informacyjnej, tuż obok konstrukcji

W ramach wdrażania tego projektu, które odbywało się jeszcze przez kilka dekad, na wielu odcinkach rzeka została wyprostowana. Tak stało się m.in. w pobliżu dzisiejszej ul. Spornej czy Wyścigowej, gdzie, w efekcie wykonania przekopów, powstały sztuczne wyspy (druga z nich to Wyspa Wisielca). Mało tego, aby udrożnić koryto rzeczne, w 1870 roku dwa specjalnie sprowadzone w tym celu do miasta holowniki, kursowały na linii: Sporna-śluza Miejska, ciągnąc położone na dnie rzeki tzw. wodne pociągi. W ten sposób koryto było oczyszczane i pogłębiane.

Szybko okazało się jednak, że potrzebne są dodatkowe budowle hydrotechniczne, regulujące poziom wody. W ten sposób, w 1879 roku powstały śluzy Brdyujście oraz Kapuściska. Przy okazji utworzono także Port Drzewny, czyli dzisiejszy Tor Regatowy. Krajobraz Brdy i jej najbliższych okolic, diametralnie się wówczas zmienił!

Szczególnie istotna dla całego systemu budowli hydrotechnicznych, była nieistniejąca już śluza Kapuściska. Ta dzieliła Brdę na dwie części: żeglowną (po jej zachodniej stronie, w kierunku Starego Miasta) i portową (na wschodzie, w kierunku ujścia). Przy niej działał także jaz iglicowy, regulujący poziom wody. Szybko jednak okazało się, że to średnio-praktyczne rozwiązanie, więc konstrukcję wyłączono z eksploatacji już po 26 latach, czyli w 1905 roku. Niedługo potem, bo w 1910, całość rozebrano. Dziś, pozostałością po niej jest dawny dom śluzowego przy odnodze ul. Fordońskiej (adres 150A) pełniący funkcje mieszkalne.

Wyłączenie z użytku śluzy Kapuściska, wiązało się także z jeszcze jednym ważnym wydarzeniem. Mianowicie, wybudowaniem jazu walcowego! Ten, oddano do użytku w 1906 roku, co zresztą umożliwiło rozbudowę Portu Drzewnego i ponowne usprawnienie transportu drewna przez Brdyujście. W efekcie, w 1906 roku, przez Brdyujście przeszło 5 mln m3 drewna, co stanowiło jakieś 25% importu drewna z obszaru całej (!) Rzeszy Niemieckiej. 

A sam jaz walcowy powstał w pobliżu miejsca, w którym od lat 70. XIX wieku znajdował się inny, o konstrukcji kozłowo-iglicowej, a więc zdecydowanie częściej spotykanej. Co ciekawe, jego resztki, w postaci przyczółków, prawdopodobnie znajdują się po dziś dzień w wodach Brdy, nieco dalej, w stronę jej ujścia. A sam leciwy jegomość – czyli jaz walcowy Czersko Polskie – stoi sobie w pobliżu ujścia Brdy do Wisły po dziś dzień. Działa i ma się dobrze! I tak pewnie będzie jeszcze przez długie dekady, jeśli nie wieki!

Avengersi obiektów hydrotechnicznych

Mimo swojej wyjątkowości, jaz walcowy stanowi część (elitarną, ale jednak tylko część) wielkiego kompleksu konstrukcji hydrotechnicznych, zlokalizowanych w Brdyujściu. Ich historia, prezencja, a także znaczenie, sprawiają, że można by je określić mianem specjalnej grupy super-bohaterów hydrotechniki. A w tym kontekście oczywiście pierwszym co przychodzi mi do głowy są marvelowscy Avengersi, toteż pozwolę sobie na to dziwaczne porównanie! Dlaczego? Bo mogę! Prześledźmy więc obiekty i miejsca, wchodzące w skład tutejszego hydrowęzła.  

Rozpoczynając naszą wędrówkę przy ulicy Witebskiej,  naszym oczom ukazuje się jako pierwszy Tor Regatowy. Zbiornik powstał, jak już wspomniałem wcześniej, w wyniku procesów kanalizacyjnych, prowadzonych na miejskim odcinku Brdy, w 1879 roku. Wówczas pełnił funkcje stricte magazynowe – na powierzchni blisko 50 ha przechowywano bowiem drewno, później spławiane dalej przy wykorzystaniu: Brdy, Wisły czy Kanału Bydgoskiego. Po powstaniu jazu walcowego, czyli na początku XX w., był to jeden z największych i najnowocześniejszych zbiorników tego typu w całym Cesarstwie Niemieckim. Nosił wtedy nazwę Portu Drzewnego i nikomu nie przyszło by do głowy, że kiedyś wykorzystywany będzie przez wioślarzy.

Tor regatowy…

Jego funkcja zaczęła się zmieniać od lat 20. XX w., kiedy polsko-niemiecka wojna celna, zahamowała handel drewnem z zachodem Europy.  „Porzucony” akwen szybko wzięli pod swoje skrzydła wodniacy. Z pomysłem przystosowania zbiornika do ich potrzeb, pierwsze wyszło Bydgoskie Towarzystwo Wioślarskie, a inicjatywa spotkała się z dobrym przyjęciem ze strony władz miasta, a także jego mieszkańców. W efekcie, szybko przyjęły się organizowane tutaj rokrocznie Wszechpolskie Regaty Wioślarskie.

W kolejnych latach powstawała profesjonalna infrastruktura, m.in.. w postaci: trybun, hangarów, stanowisk sędziowskich i innych, co miało umożliwić organizację  naprawdę dużych imprez wodniackich. I takie w istocie tutaj gościły! Mało tego, padł tutaj niepobity po dziś dzień rekord frekwencji na zawodach wioślarskich w Polsce. Ta wiekopomna chwila miała miejsce w 1929 r., w trakcie wioślarskich Mistrzostw Europy, kiedy liczba widzów przekroczyła 30 tys. osób! Sława toru sprawiała, że często pojawiali się tutaj oficjele – jak choćby prezydent RP Stanisław Wojciechowski.

…wciąż robi wrażenie!

W okresie 20-lecia międzywojennego, bez wątpienia tor określać można było mianem centrum polskich sportów wodnych. Potem oczywiście, jak możemy zauważyć dzisiaj przechadzając się po ulicy Witebskiej, tor stracił swoją silną pozycję, na rzecz innych, bardziej nowoczesnych, np. poznańskiej Malty. Niemniej, po ostatnich modernizacjach, i tak robi olbrzymie wrażenie i wciąż służy wioślarzom i kajakarzom. Kto wie, może kiedyś nawiąże do swojej dawnej chwały?

Idąc Witebską dalej i skręcając w ulicę Łowicką, dostrzeżemy piękny, choć nieco nadgryziony zębem czasu, dawny dom śluzowego. Powstała w latach 70. XIX w. konstrukcja służyła niegdyś pracownikom sąsiedniej śluzy, dzięki czemu ci zawsze byli w pobliżu. Dziś, budynek jest obiektem mieszkalnym, a czerwona cegła i ciekawa stolarka zewnętrzna, dalej robią na obserwatorach niesamowite wrażenie. Ponadto, na jego bocznej ścianie zachowało się godło i napisy: „Brdyujście” i „Śluza I”.  Szkoda tylko, że jego stan techniczny pozostawia wiele do życzenie – tylko dwa z kilku lokali, są dziś zamieszkane – niebezpiecznie chwieje się też iglica znajdująca się nad głównym wejściem.

Dom śluzowego przy ul. Łowickiej

Idąc dalej wkraczamy na wyspę! Zresztą, jedną z dwóch, które dzisiaj odwiedzimy. Jesteśmy już bardzo blisko ujść Brdy do Wisły. Tak, ujść, a nie ujścia! Wszystko dlatego, że przy pierwszej z napotkanych na naszej drodze śluz, czyli śluzie Brdyujście, znajduje się sztuczny przekop, umożliwiający przedostanie się z Brdy na Wisłę i na odwrót. Drugie, naturalne ujście, znajduje się nieco dalej, na południe, i zamknięte jest od strony Toru Regatowego właśnie jazem walcowym!

Nieczynna śluza Brdyujście, a więc..

Po drodze do jazu mijam dwie śluzy: Brdyujście i Czersko Polskie. Pierwsza z nich to obiekt historyczny, dziś wyłączony z ruchu wodnego. Powstała w 1879 roku, w trakcie procesu kanalizowania miejskiego odcinka Brdy, natomiast swą funkcję przestała pełnić w 2002 r., po tym, jak obok wybudowano nową, posiadającą zdecydowanie większe możliwości śluzę, czyli Czersko Polskie. W 2014 r. pierwszą z nich, już od dawna nieczynną, zrewitalizowano, m.in. wzmacniając ceglane ściany, które dawały już wówczas znać, iż wkrótce nie wytrzymają ciężaru mijających lat. Dziś to swego rodzaju eksponat muzealny, do którego można nawet spokojnie wpłynąć kajakiem i z tej perspektywy podziwiać, jak potężna to konstrukcja!

…konstrukcja zabytkowa!

Będąc w tym miejscu, warto zauważyć, że obok znajduje się pomnik, oddający hołd Marynarzom Oddziału Wydzielonego „Wisła” Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej. Flota  stacjonowała na Brdyujściu, skąd w 1939 r. pod dowództwem Romana Kanafoyskiego wyruszyła do bohaterskich walk rzecznych na Wiśle.  

W 1999 r., kawałek dalej w kierunku południowym wybudowano nową śluzę, a więc wspominaną już wcześniej Czersko Polskie. Ta, dostosowana jest do współczesnych wymogów żeglugi, posiadając II klasę i status śluzy komorowej o konstrukcji dokowej. Umożliwia pokonanie różnicy poziomów wody o wysokości do 5,3 metra. Co istotne, podczas procesu śluzowania, jej wrota podnoszą się spod wody! Rzecz doprawy widowiskowa.

Nowa śluza „Czersko Polskie”

Za śluzą Czersko Polskie dostrzeżemy budynek administracyjny należących do Wód Polskich, w którym znajduje się biuro całego węzła hydrotechnicznego i, co ciekawe, kilka lokali mieszkaniowych! My jednak idziemy dalej przez koronę śluzy. Będąc po drugiej stronie znajdujemy się na największej wyspie w graniach administracyjnych Bydgoszczy! To też miejsce, gdzie zaczyna obowiązywać wspomniany przeze mnie wcześniej zakaz wstępu. Na szczęście, podczas tej wędrówki, nikt nas nie zatrzyma!

Wstęp wzbroniony! Na szczęście, nie dla nas!

Stąd, od jazu dzieli nas jakieś 1,5 kilometra, czyli 15-20 minut spaceru. Warto się rozglądać, bo idziemy przez tereny naprawdę ciekawe! Po naszej lewej stronie, między drogą, a naturalnym ujściem Brdy, rozciąga się obszar porośnięty gęstą roślinnością, na którym podobno często dostrzec można sarny czy nawet dziki! Proponuję więc uważać na siebie!

Droga do jazu walcowego. My pokonaliśmy ją na hulajnogach!

Z prawej zaś strony, tuż obok nas, znajduje się tzw. aleja umierających topoli. Są ich dziesiątki i faktycznie, większość w bardzo kiepskim, rzekłbym agonalnym, stanie. Z czego to się bierze? Jest kilka teorii – o szkodnikach (pewnie najbliższa prawdy), kormoranach zostawiających na drzewach swoje toksyczne odchody, a także… bobrach! Ta ostatnia ma sens o tyle, że na własne oczy można dostrzec efekty ich działalność. Większość drzew ma bowiem obgryzioną korę, czasami zresztą tak bardzo, że wydaje się, iż przewrócić może je nawet lekki podmuch wiatru!

Bobry się nie lenią!

Po dłuższej przechadzce, spoglądając co jakiś czas na potężny Tor Regatowy, a także znajduje się po jego drugiej stronie trybuny, czy dostrzegając zacumowaną przy ul. Witebskiej barkę „ELLA”, docieramy w końcu do bramy, za którą rozciąga się teren należący do  jazu walcowego. Wchodzimy na niego i znajdujemy się w innym świecie – świecie, w którym króluje hydrotechnika!

W królestwie hydrotechniki

Pierwsze, co rzuca nam się w oczy, kiedy ujrzymy jaz walcowy Czersko Polskie, to jego estetyka! Przyzwyczajeni jesteśmy, że współczesne (i tutaj mam na myśli powojenne) obiekty hydrotechniczne to raczej konstrukcje wyróżniające się nadmiarem betonu, pełne niezrozumiałego przeznaczenia urządzeń. Generalnie, dość odpychające swoim widokiem. Tutaj jest jednak zupełnie inaczej, a całość wygląda tak, jakby architekt za wszelką cenę chciał stworzyć nie tylko funkcjonalny, ale i atrakcyjny wizualnie, obiekt! Zresztą, co tu się dziwić – do tego właśnie dążono w czasach, w których obiekt powstawał.

No i to się udało, jak zresztą w większości przypadków konstrukcji, wybudowanych na przełomie XIX i XX wieku, na obszarze zaboru pruskiego. Niektóry mówią, że styl architektoniczny, który reprezentuje obiekt to historyzm, inni, że neogotyk, ale jedno jest pewne –  wybudowano go przy wykorzystaniu zdobionej, czerwonej cegły, co nadało mu niebywałego wręcz szyku! Całość doceniono zresztą, choć całkiem niedawno, bo w 2005 roku, wpisując go na listę miejskich zabytków.

Sam jaz to dwa ceglane przyczółki, pomiędzy którymi rozciąga się stalowy walec. Dokładnie nad nim, umieszczono kładkę techniczną, z której podziwiać można misterną konstrukcję stalowej „tuby”. Stojąc na niej, w oczy rzuca się przede wszystkim różnica poziomów wody, między Torem Regatowym, a ujściowym odcinkiem Brdy. Ta może sięgać kilku metrów!

Będąc tutaj i uważając na swoje kroki – wszak wspominałem, że kładka nie jest przystosowana do współczesnych wymogów bezpieczeństwa (a jest zabytkowa, więc trudno byłoby oczekiwać, że zostanie przebudowana) – warto zauważyć, jak solidna to robota! Spawanie? Panie jakie spawanie! Całość – i mostek i walec – to konstrukcja utworzona przy wykorzystaniu solidnych nitów. Stalowa blacha ma grubość 14 milimetrów, a w środku wału znajduje się co ciekawe dębowa belka. Dawni budowniczowie dbali o jakość!

Stąd wyraźnie widać też zębatki, po których porusza się w razie potrzeby walec. Na stalowych stelażach znajdują się z kolei łańcuchy typu Galla, dzięki którym proces ten jest w ogóle możliwy. I tylko szkoda, że nigdy nie widziałem samej „wędrówki” walca, bo domyślam się, że jest to rzecz niesamowicie widowiskowa. No nic, może jeszcze kiedyś mi się uda!

Zębatki, po których „wspina” się walec

Oczywiście konstrukcja wyposażona jest w liczne zejścia, prowadzące w stronę zwierciadła wody. W jej zachodniej części, na najniższym, technicznym pomoście, dostrzec można jeszcze niewielką tabliczkę, na której zachowały się fragmenty niemieckiego napisu: „Erbaut”. Słowo to oznacza tyle, co „wybudowano”. Zapewne niżej znajdował się więc rok powstania konstrukcji, którego jednak dzisiaj już nie sposób dostrzec.

Przy drugim przyczółku, podziwiać zaś możemy niezwykłą konstrukcję przepławki dla ryb. Niezwykłą, bo woda wpływa tutaj przez łukowatą „bramę”, a potem przeciska się przez szereg otoczonych cegłami, niewielkich „baseników”, aby wreszcie dotrzeć do położonej niżej części Brdy. Największe wrażenie przepławka robi od dołu. Stojąc tutaj (jest dość wygodne zejście) podziwiać możemy półokrągły, wznoszący się na kilka metrów nad nami, ceglany przyczółek. Do tego słyszymy kojący szum spadającej wody. Po prostu pięknie!

Przepławka dla ryb

Również po tej stronie jazu znajduje się wodowskaz, dzięki któremu ocenić można wysokość lustra wody. Dziś oczywiście znajduje się ona na normalnym, relatywnie niskim poziomie, jednak niepozorna tabliczka, umieszczona na wysokości 8,40 metra, wskazuje, że nie zawsze tak było! To odczyt z lat 40. XX wieku, informujący nas, jak wysoko sięgnęła wówczas woda! Co jeszcze ciekawsze, to nie był wcale najwyższy zaobserwowany stan. Takowy, nie oznaczony jednak na ceglanej ścianie, miał miejsce w 2001 roku, w trakcie jednej z wielkich fali powodziowych, nawiedzających nasz kraj na przełomie XX i XXI wieku. Wówczas żywioł sprawił, że woda przekroczyła 8,5 metra! Tylko nieco mniej było z kolei w tragicznym 1997 roku, w trakcie powodzi tysiąclecia.

Wodowskaz i tabliczka umieszczona na wysokości 8,4 metra

Jak działał wówczas jaz walcowy? No więc, nie działał wcale, bo i nie było po co. Całość była zalana, a do tego nastąpiła tzw. cofka wody z Wisły. Woda przedostała się przez ujście i zaczęła płynąć wraz z falą powodziową… w drugą stronę, w kierunku Toru Regatowego. Pracownicy obiektu hydrotechnicznego pływali więc na wysokości okien sąsiedniej hydroelektrowni, łódkami. Zresztą, inaczej w okolicę jazu po prostu nie dało się wówczas dotrzeć. Nie do pomyślenia, że działo się to tak niedawno!

Sam walec też robi wrażenie!

Obok, idąc w stronę ulicy Toruńskiej, znajduje się wspomniana już, współczesna elektrownia wodna „MEWAT”, przez niektórych (przyznaję, że również przeze mnie) nazywana potocznie po prostu… „Mewą”. Ta, mimo tego, że wygląda na dużo starszą niż jest, powstała w 1997 roku. Pod nią poprowadzono także nowy przepływ wody, prowadzący z Toru Regatowego na ujściowy odcinek Brdy.

Elektrownia MEWAT

Wewnątrz jazowego „domku”

Uważni czytelnicy dostrzegli na pewno, że w całym powyższym opisie, nie zająknąłem się nawet słowem o najpiękniejszej chyba części kompleksu, czyli murowanym, dwukondygnacyjnym budynku, znajdującym się na północnym przyczółku. Zajrzyjmy więc do tego jazowego „domku”!

Wchodząc do środka, widzimy więc całą masę niezidentyfikowanego dla laików (takich jak i ja) sprzętu. Są więc leciwe pulpity, pokrętła, dźwignie i przyciski, regulujące pracę jazu walcowego. Jest wielki generator, wciąż wyposażony w tabliczkę znamionową niemieckiej firmy AEG. Do tego, wzdłuż ścian wznoszą się wielkie „szafy”, z elektroniką. Na jednej z nich widzimy napis „Tablica główna rozdziału zaliczania”, a poniżej hasła: „odbiór” i „dostawa”. Jej widok również przywodzi na myśl czasy sprzed minimum kilkudziesięciu lat. W ostatnim odcinku cyklu, w który, opisy wałem „Pomorzanina”, porównałem tamtejszą maszynownię do ujęć znanych ze „Star Treka”. Tutaj jest bardzo podobnie!

Warto zauważyć, że nad całą tę diabelską maszynerią, znajdują się prowadnice, na których umieszczono niewielki, wyposażony w łańcuch dźwig. Ten, przesuwać można po całej szerokości i długości pomieszczenia, dzięki czemu możliwe jest podnoszenie i przenoszenie całego wyposażenia. I słusznie, bo zważywszy na fakt, iż w obiekcie znajduje się zwykle tylko jeden pracownik, uniesienie olbrzymich maszyn w sposób ręczny, byłoby raczej niemożliwe. A tak, przy pomocy maszyn, spokojnie można to zrobić.  

Warto wiedzieć, że jaz wyposażony jest we własny, zapasowy generator, który dzięki sile przepływającej wody, może zostać uruchomiony i pracować, nawet w przypadku długotrwałego braku dostępu do prądu. W razie jakichkolwiek kryzysów, rzecz doprawdy bezcenna!

Będąc w środku, naszą uwagę zwracają także prowadzące na górę schody. I nie, to nie droga na jakiś punkt obserwacyjny, umożliwiający monitorowanie stanu wody po obu stronach jazu (to doskonale widać zresztą z okien pierwszej kondygnacji budynku). Na górze znajduje się bowiem pomieszczenie socjalne, z miejscem, w którym pracownicy jazu walcowego mogą nocować! I choć dziej się tak raczej rzadko, czasami nie da się zorganizować pracy inaczej. Wszak to obiekt strategiczny, którego doglądać należy niemal bez przerwy!

A strategiczne znacznie obiektu wynika z tego, że jest to też mała elektrownia wodna Czersko Polskie! Obecnie, z uwagi na fakt, iż obok znajduje się „MEWAT” nie ma ona już tak wielkiego znaczenia, ale przez lata, konkretnie od 1907 roku, funkcjonowała bardzo sprawnie! Duża część maszynerii znajduje się oczywiście poza zasiegiem wzroku, w niższych partiach przyczółku. Znajdująca się tutaj turbina Francisa ma moc 100 kW. W przyczółku znajduje się także komora turbinowa typu otwartego.

Przy okazji, pomyślcie tylko, co będzie, kiedy (a przede wszystkim JEŚLI) za kilkadziesiąt lub kilkaset lat (raczej ta opcja jest bardziej prawdopodobna), jaz zostanie wyłączony z użytku, a cały węzeł hydrotechniczny straci swoje znaczenie. Wyobrażam sobie, że wzorem zachodnioeuropejskich, niewykorzystywanych już w sakralny sposób kościołów, mógłby stać się obiektem gastronomicznym, jednostką muzealną, bądź po prostu prywatną rezydencją jakiegoś pasjonata hydrotechniki. Jeśli gdzieś, w odległej przyszłości, ktoś faktycznie tak postąpił i czyta te słowa za kilkadziesiąt lub kilkaset lat, niech wie, że już teraz, w 2022 roku, zazdroszczę!

Podziwiając z oddali

W tym miejscu kończymy naszą wizytę na jazie walcowym Czersko Polskie. I tak, wiem – szkoda, że na co dzień, obiekt podziwiać można tylko ze sporej odległości. Ok, ewentualnie nieco bliższej, jeśli podpłyniecie do niego kajakiem – tutaj zachowajcie jednak szczególną ostrożność – nie chcemy przecież tragedii!

Po raz kolejny zapraszam więc na przyszłoroczne wycieczki po bydgoskich osiedlach, a szczególnie na tę po Brdyujściu. Gwarantuję, że na jaz walcowy uda nam się wejść i będziecie mieli okazję, już na własne oczy, przekonać się, jak niezwykły to obiekt! Przygotujcie się tylko na dłuższy spacer!

Tymczasem, zapraszam do lektury innych artykułów z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”! Poniżej lista tych, już opublikowanych, a przy kolejnych widzimy się w najbliższych dniach. Do Świąt na blogu pojawią się jeszcze trzy odcinki. Nazw obiektów, które odwiedzimy, jak zwykle zresztą, póki co, nie zdradzam!

Do zobaczenia!

Piotr Weckwerth

Poprzednie odcinki cyklu:

1. KINO „POMORZANIN”

2. WOJEWÓDZKĄ I MIEJSKĄ BIBLIOTEKĘ PUBLICZNĄ IM. DR. WITOLDA BEŁZY

3. KOŚCIÓŁ PW. JÓZEFA RZEMIEŚLNIKA

4. KOŚCIÓŁ PW. NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA

5. KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-METODYSTYCZNY

6. BYDGOSKI RATUSZ

7. GMACH SĄDU OKRĘGOWEGO

8. KOŚCIÓŁ KLARYSEK

9. EWANGELICKO-AUGSBURSKI KOŚCIÓŁ ZBAWICIELA

Projekt „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”, realizowany jest przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeka”.

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU
MIASTA BYDGOSZCZY

Jedna myśl na temat “JAZ WALCOWY CZERSKO POLSKIE – BYDGOSZCZ PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA #10

Dodaj własny

  1. Robiąc w 92roku kurs na patent żeglarski właśnie na torze regatowym miałem okazję oglądać go z bliska i spacerować na wyciągnięcie ręki super przeżycie budowla robi ogromne wrażenie.

Leave a Reply

Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: