O blogu, o mnie…

Turystyka bez filtrów – o co w tym chodzi?

Pewnie nie wszyscy wiedzą, a niektórzy zwyczajnie starają się nie dopuścić do siebie tej myśli, że podróże to nie tylko przyjemność, estetyka i blichtr. Prawda jest jednak taka, że często wiążą się one z koniecznością zaakceptowana licznych niedogodności, zmęczeniem, czasem rozczarowaniem, a nie rzadko również zadumą czy totalnym zdziwieniem. O tym nie przeczytamy w turystycznych publikacjach, programach telewizyjnych czy internetowych (choć tutaj „filtry” nakładane są już znacznie rzadziej). Wobec tego, potencjalny turysta nie otrzymuje faktycznego obrazu danego miejsca czy regionu, a jedynie jego wykreowaną, pięknie opakowaną na potrzeby sprzedaży, wersję. Nie dostaje prawdy, a wizerunek.

Nie mówię, że jest to złe, każdy jest bowiem inny, i każdy poszukuje w turystyce czegoś innego. Dla jednych wystarczą wygodne hotele, pięknie odnowione trotuary i drogie restauracje. Inni poczują się usatysfakcjonowani dopiero wówczas, kiedy poznają prawdziwe (często mocno ukryte) oblicze odwiedzanego miejsca. A więc, drogi czytelniku, jeśli zaliczasz się do drugiej ze wspomnianych grup, a wspomniane filtry bardziej ci przeszkadzają, aniżeli sprawiają radość, dobrze trafiłeś.

Mainstream’owe atrakcje turystyczne są w porządku i bez wątpienia stanowią nieodłączny element (prawie) każdej podróży. Głupio byłoby pojechać do Paryża i choćby nie rzucić okiem na Wieżę Eiffla, albo będąc w Krakowie totalnie olać Wawel. Mimo to, czasami warto spojrzeć na zwiedzane miejsce z nieco innej perspektywy. Z perspektywy miejsc, które nie zostały dostosowane do potrzeb ruchu turystycznego, i mimo, że mogą być nieco zaniedbane, często są równie piękne. Zagłębić się w ukryte, mało znane uliczki, unieść głowę i dostrzec piękno ukryte wśród odrapanych, secesyjnych kamienic. Czyż to nie brzmi pięknie?

Kilka lat temu, ni stąd ni zowąd, zorientowałem się, że zamiast wizyty w jakimś ultra-sztucznym muzeum, niemającym nic wspólnego z historią czy kulturą danego  miejsca, ale za to mającym świetną ocenę na TripAdvisorze,  wolę zabłądzić wśród zaniedbanych ulic Śródmieścia czy eksplorować zagubione na głębokiej prowincji mieściny.  Lubię zajrzeć na zaplecze zabytków czy pochodzić po klatkach schodowych ciekawych kamienic. Ot, takie dziwne hobby.

Wszystko to, sprawiło, że postanowiłem spojrzeć na odbyte przeze mnie podróże oraz szereg miejskich wędrówek, odrzucając wszelkie „upiększacze”, które umownie nazwałem filtrami. Opisywanie rzeczy w sposób, w jaki rzeczywiście je postrzegam i odczuwam, jest bowiem najpełniejszym świadectwem i obrazem miejsc, które chciałbym Wam przybliżyć. Czasem, takie spojrzenie zachęci Was do podróży, w innym przypadku sprawi, że nie będziecie mieli ochoty wyściubić nosa poza próg domu. Mimo to, zachęcam – odrzućcie filtry i ruszajcie ze mną!

„A droga wiedzie w przód i w przód, choć zaczęła się tuż za progiem. I w dal przede mną mknie (…).

Piotr Weckwerth – że niby kto?

Bydgoszczanin z trzeciego pokolenia, miłośnik turystyki alternatywnej i miejskiej. Niegdyś entuzjasta i czynny propagator turystyki kwalifikowanej. Zamiłowanie to nieco osłabło po latach biurowej pracy i pojawieniu się kilku(nastu) dodatkowych kilogramów.

Obecnie związany zawodowo z firmami pozyskującymi fundusze unijne, jednak swoją karierę rozpoczynał w Bydgoskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej „ByLOT”. W  niej przyłożył rękę do organizacji kilkudziesięciu wydarzeń z pogranicza turystyki i kultury, odbywających się w przestrzeni miejskiej Bydgoszczy. Wątki turystyczne (poza blogiem), kontynuuje we wspomnianym wyżej „ByLOT”, gdzie zasiada w zarządzie, a także okazjonalnie pełniąc funkcję pilota turystycznego oraz instruktora turystyki kwalifikowanej o specjalizacji turystyka kajakowa.

W wolnych chwilach, poza aktywnościami z zakresu szeroko rozumianej turystyki, jako prezes, prowadzi Fundację Krzewienia Turystyki i Kultury „Nad Rzeką” (więcej tutaj), a także zajmuje się ghostwritingiem, pisaniem projektów o dofinansowanie i szeregiem innych spraw, o których czasami sam zapomina. Niespełniony artysta i pseudofilozof.

%d blogerów lubi to: