______________
Kontynuujemy naszą wędrówkę po historii oraz terenie bydgoskich Instytutów Rolniczych. Tym razem, spróbujemy wejść do poszczególnych budynków, sprawdzając, czy zachowały się w nich ślady historii. Tym samym, zapraszamy na ostatni w tym roku artykuł z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”!
Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.
W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.
Enklawa na skraju Śródmieścia
W poprzednim odcinku, wspólnie poznaliśmy interesującą historię terenu, rozciągającego się między dzisiejszymi ulicami: Powstańców Wielkopolskich, Karola Szymanowskiego, aleją Ossolińskich oraz gmachem Biblioteki Głównej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Przez lata działały tutaj instytucje naukowo-badawcze, koncentrujące się na rolnictwie, weterynarii i naukach biologicznych. Obecnie, ten pierwiastek naukowo-badawczy wciąż tutaj istnieje, choć dotyczy także nieco innych dziedzin. Więcej o tym niżej.
Teren „kampusu” Instytutów Rolniczych, to doprawdy spora przestrzeń. W sumie mamy do czynienia z niemal 8 hektarami, na których znajduje się ok. 20, różnych rozmiarów, budynków. Około, bo nie jestem pewien czy wszystkie zaliczyć można w skład kompleksu. Ponadto, część z nich to po prostu… szklarnie! Ale po kolei.


Tak naprawdę, zabudowana jest tylko północna część terenu, bowiem w południowej, niemal na całej długości terenu, rozciąga się rozległe pole wegetacyjne. To miejsce, w którym IHAR prowadzić może różnego rodzaju eksperymenty, testy, które przecież w kontekście ich działalności są niezbędne. I tak, wiem, że wielu wydaje się, że to po prostu stojący odłogiem, duży teren, jednak spokojnie, to ma sens. Gdyby jednak kiedyś się ich pozbył, bądźcie pewni, że wyrośnie tutaj coś innego. Oczywiście mam na myśli nowoczesne osiedla bloków mieszkaniowych.

Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Pewnie nie raz zauważyliście, że teren, od strony Alei Ossolińskich i Powstańców Wielkopolskich, otoczony jest stylowym płotem, wyposażonym w kutą kratę z motywami roślinnymi. To oryginał, pamiętający jeszcze czasy początku XX wieku i właśnie dlatego jest taki ładny. Całość ma 392 metrów długości, wyposażona jest w trzy bramy i sześć furtek. Byłby jeszcze dłuższy, ale fragment od strony Placu Weyssenhoffa zlikwidowano, kiedy tworzono tutaj to (pseudo) rondo.

Do poszczególnych budynków oczywiście „wejdziemy”, ale dopiero w dalszej części artykułu. Tutaj warto spojrzeć na inne konstrukcje, znajdujące się w obrębie kompleksu. A jest przecież kilka dużych szklarni. Większa należała do Instytutu Rolniczo-Chemicznego i Bakteriologicznego, a mniejsza w części północno-wschodniej „kampusu”, do Instytutu Patologii Roślin. Dziś wyglądają dość kiepsko, więc jeżeli są jeszcze w jakiś posób wykorzystywane, to raczej jako magazyny. Niemniej, idealnie nadawałyby się jako sceneria do kręcenia postapokaliptycznych filmów.





Trochę szkoda, bo dla przykładu szklarnia stojąca w centralnej części kompleksu jest zabytkiem. Zbudowano ją na podmurówce, przy wykorzystaniu zbrojonego szkła. Ciekawe są też przylegające do niej klatki. Wbrew temu, co mogą pomyśleć obserwatorzy, nie trzymano tutaj zwierząt, a… rośliny! Krata miała chronić je przez ingerencją ze strony zwierząt i ludzi (tych, co to się jak zwierzęta zachowują). Co ciekawe, w niektórych z nich prowadzono także badania nad melioracją gruntu, po których pozostały dziwaczne konstrukcje w postaci betonowych palów.



W ogóle cały teren, mimo wielu zaniedbanych elewacji i zniszczonych szklarni, jest bardzo ciekawy, a w części znajdującej się bliżej al. Ossolińskich, również bardzo zielony. Oczywiście ta zieleń to również pozostałość po pruskich planach. W dawnych latach, drzew i krzewów było jednak zdecydowanie więcej, a całość miała bardziej ogrodowy charakter. Nie od dziś jednak wiadomo, że „kiedyś to było”.
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Dobra, pruska robota
Jak nietrudno zauważyć, prawie wszystkie (a na pewno wszystkie te, które zachowały się z czasów początku XX wieku) budynki należące do kompleksu Instytutów Rolniczych, są do siebie podobne. To eklektyzm, z wyraźnymi dodatkami secesji, neogotyku i innych stylów, których to zlepek, niektórzy charakteryzują jako pruski styl narodowy. W zasadzie brzmi to bardzo adekwatnie.

Oczywiście, są to budynki ceglane, toteż dominuje w nich charakterystyczna, czerwona cegła, uzupełniona w wielu miejscach jasnymi tynkami. Sporo tutaj ciekawych detali architektonicznych, m.in.: płycin, łukowatych otworów okiennych czy wieżyczek. Te ostatnie robią szczególne wrażenie w największym budynku kompleksu, przy placu Weyssenhoffa, gdzie mamy do czynienia z dwiema, przykrytymi baniastymi hełmami (od strony ulicy) i wieńczącym całość wieżyczko-tarasem.

Z kolei w budynkach mieszkalnych od strony Alei Ossolińskich, uwagę przyciąga oryginalna, drewniana stolarka balkonów. Do tego wszystkiego dochodzą wysokie, kryte ceramiczną dachówką dachy. Zasadniczo, bardzo lubię taki styl – niezwykle on elegancki i jakoś taki, przy swoich rozmiarach, lekki.
To, że obiekty się tak ładnie zestarzały, to także (a może przede wszystkim) zasługa ich projektantów. Rola autora wstępnego projektu, a także kierownika prac budowlanych, przypadła starszemu oficerowi budowalnemu (Oberbaurat) o nazwisku Delius. Plany te uszczegółowili: radca budowlany (Baurat) Andrae i budowlany inspektor rolny (Landbauinspekter) o nazwisku Hirt. Oczywiście, wszyscy oni byli urzędnikami pruskimi, stacjonującymi w Berlinie.

Co istotne, wstępny projekt kompleksu, był gotowy już w 1893 roku, a więc na długo przed przystąpieniem do prac budowlanych. Plan szczegółowy, przygotowany nieco później, obejmował z kolei nie tylko sam teren Instytutów, ale także sąsiedni teren, który pełnić miał funkcję Parku Botanicznego. Jak wiemy, w końcu i on doczekał się realizacji, ale dopiero na początku lat 30. XX wieku.
Zostawmy jednak te historyczne rozważania i przyjrzyjmy się poszczególnym budynkom. I to nie tylko „przez dziurkę od klucza”!
Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow
W głównym gmachu
Największy budynek kompleksu, zamykający pierzeję Alei Ossolińskich i stojący przy samym Placu Weyssenhoffa od zawsze pełnił funkcje reprezentacyjno-administracyjne. I tak jest zresztą po dziś dzień. Nie dziwota to, bo prezentuje się niczym mały (ok, wcale nie taki mały) pałac!
Niemniej, budowano go na potrzeby Patologii Roślin i Melioracji. W późniejszych latach, funkcjonowały tutaj m.in.: Instytut Ziemniaka, Biblioteka Rolnicza i Instytut Fizjologii i Żywienia Zwierząt. Dziś to z kolei wydział Prawa i Ekonomii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.

Wrażenie może zrobić na nas już samo wejście do budynku. Jeżeli dobrze się przyjrzycie, nad dębowymi drzwiami frontowymi, dostrzeżecie neobarokowy kartusz, na którym znalazły się symbole (jakże by inaczej!) rolnictwa. Znaleźć można więc tutaj: pszczółkę, ul, szpadel i motykę, a obok owoce.
W środku zaś naszym oczom ukazuje się mocno wyremontowana, ale jednak, zachowująca wiele historycznych elementów, przestrzeń. Są więc kolebkowe sklepienia, filary, schody z kutymi poręczami i oryginalne kształty otworów okiennych. Zachowało się także sporo oryginalnej stolarki, a całość robi typowe dla pruskich budynków, monumentalne wrażenie, aczkolwiek w tym przypadku, bez poczucia przytłoczenia. Wewnątrz jest bowiem raczej przytulnie!


Byłoby jeszcze bardziej, gdyby nie fakt, że w trakcie wielu remontów, zlikwidowano wiele elementów infrastruktury, w tym np. piece kaflowe. Zachował się jeden, w piwnicach, z pięknie odrestaurowanymi, zielonymi płytkami i zdobionymi drzwiczkami.

A najważniejsze sale? Jest piękna, choć niewielka salka dydaktyczna, wyposażona w sporych rozmiarów werandę. Ta, znajdująca się za oknami z ewidentnie oryginalną stolarką, nazywana jest przez studentów i pracowników „kącikiem wypoczynkowym”. Jej okna wychodzą na południowo-wschodnią stronę.
Najważniejsza przestrzeń budynku, to oczywiście aula. Ta nosi patronat Mariana Rejewskiego, człowieka który złamał kod Enigmy. A to dlatego, że w gmachu mieścił się niegdyś wydział matematyki UKW. Jest więc sam pan Marian (tj. jego pomnik), identyczny zresztą, jak ten stojący u zbiegu ulic Gdańskiej i Śniadeckich, ale w jasnej barwie. Sala wyróżnia się pięknym, drewnianym sufitem, a także tym że wyposażona jest w… kominek! I to dopiero nazwać można miejscem przytulnym!


Jest też tablica pamiątkowa. Stanowi hołd dla pracowników Instytutu, którzy w pierwszych tygodniach niemieckiej okupacji, zostali bestialsko zamordowani przez Gestapo. W ten sposób, oddano cześć: Helenie Błochownej, Barbarze Zietakownej, Bohdanowi Dzikowskiemu, Sylwestrowi Dziurli, Janowi Gabańskiemu, Łucjanowi Głyżewskiemu, Walerii Hamulskiej, Józefowi Herdinowi, Stanisławowi Kellerowi, Irenie Kłostowkiej, Włodzimierzowi Kulmatyckiemu, Pawłowi Michalakowi, Ignacemu Wieczorkowi i Leonardowi Ziemłi. Ponadto, podkreślono, iż Stefan Cieślicki zginał w niemieckim obozie koncentracyjnym. Cześć ich pamięci!


Na wieżyczkę o której mówiłem wcześniej, wejść niestety nie zdołaliśmy – podobno na górze szaleją mewy, a te, jak wiadomo, do najprzyjemniejszych stworzeń nie należą. Jednak nic to, nadrobiliśmy to w kolejnych budynkach!
U biologów, fizyków i matematyków
Budynek przy Alejach Ossolińskich 12, jako jedyny – przynajmniej częściowo – swoją funkcją nawiązuje do dawnych lat i dawnych funkcji. Tutaj działał bowiem kiedyś Instytut Rolniczo-Chemiczny i Bakteriologiczny. Dziś z kolei, jest to wydział Nauk Biologicznych Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.

I to widać, bo wewnątrz, w licznych gablotach, znajdują się eksponaty zasuszonych bezkręgowców czy ryb, czaszki zwierząt i wiele, wiele innych rzeczy, o których laik taki jak ja, wie dokładnie nic. Widać też, że cały czas prowadzi się tutaj badania, bo główna sala, zresztą imienia wspomnianego już doktora Włodzimierza Kulmatyckiego, wyposażona jest w dziesiątki mikroskopów.
W tym budynku również zachowało się sporo oryginalnej stolarki, a także ciekawa klatka schodowa, z kutymi poręczami. Najbardziej godnym uwagi elementem jest jednak oryginalna i świetnie zachowana mozaika w podłodze, znajdująca się tuż za wejściem do budynku od strony Alei Ossolińskich. Bez trudu dojrzycie, że znajdują się tam lata budowy kompleksu, czyli: 1904-1905 oraz… wąż! A wąż owija płoty rolne, prawdopodobnie, w wizji autora, chroniąc je. Ja jednak dostrzegam wyraźnie, że gad ma chrapkę na znajdujące się tam jabłka. Cóż, tym razem postanowił chyba, że jednak nie odda soczystego owocu Adamowi, a skosztuje go sam!


Ostatni z uczelnianych budynków znajduje się pod adresem Powstańców Wielkopolskich 2, gdzie rezydują matematycy i fizycy. Niegdyś był to jednak Instytut Higieny Zwierząt , a więc to właśnie w tym miejscu kształcono przyszłych weterynarzy, a także – cóż, taka specyfika zawodu, przeprowadzano eksperymenty na zwierzętach. Potem był to Instytut Buraka, a dziś królują już tylko liczby.

Dwa najbardziej charakterystyczne elementy budynku to ryzalitowa przybudówka, która wygląda trochę jak wieża (zobaczycie ją od strony dziecińca „kampusu”), w której znajduje się klatka schodowa. Ta, od wewnątrz ma bardzo ciekawy kształt – w środku zmieścić mogłaby się winda, i to taka z serii towarowych. Wybudowane stromo schody sprawiają, że pracownicy mający biura u góry, mogą się komunikować z tymi na dole, poprzez krzyki – nawet nie trzeba schodzić (no i chyba się nie chce, bo schody są naprawdę strome!).




Nam udało się – choć może nie powinienem o tym pisać – dostać także na poddasze! Ależ tam było pięknie! Oryginalne belkowanie, dach i podpierającego go filary. Jest też szyb dawnej, niewielkiej windy towarowej (z początku XX wieku), niestety już niewykorzystywany. To poddasze, mimo remontu, niestety jest na co dzień niedostępne i nie dziwię się, bo były w jego obrębie miejsca, w których deski naprawdę złowieszczo trzeszczały nam pod nogami… Nic to jednak dla nas, zaprawionych w chodzeniu po poniemieckich, kościelnych wieżach! Tutaj było jeszcze i tak relatywnie bezpiecznie. Wybaczcie jednak, zdjęć pokazać niestety nie mogę.
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
W mieszkaniach i… stodołach
A pozostałe budynki? Stojące na skraju kompleksu, tworzące pierzeję Alei Ossolińskich i Powstańców Wielkopolskich, trzy, znacznie mniejsze konstrukcje, od początku służyły celom mieszkaniowym. Dwa przy al. Ossolińskich mieściły mieszkania dla urzędników i wyżej postawionych pracowników Instytutu, zaś ten przy Powstańców, był domem ogrodnika terenu oraz głównego księgowego. Wyraźnie widać, że dbano o to, aby wszystkie „liczby” się tutaj zgadzały! Dziś każdy z tych budynków mieści przynajmniej kilka mieszkań, dawniej było ich zaś dużo mniej, gdyż były to luksusowe, kilkupoziomowe apartamenty.





Kiedy wejdziecie w głąb „kampusu” dostrzeżecie jeszcze dwa inne ceglane budynki. Oba są niższe niż pozostałe i oba – mimo sporego zaniedbania – wyróżniają się ładnymi elementami architektonicznymi, w tym m.in. wieżyczkami. Dziś należą do IHAR’u, ale kiedyś pełniły naprawdę ciekawe funkcje – ten, znajdujący się bliżej głównego gmachu kompleksu, to dawne stajnie oraz pomieszczenia do leczenia koni, a także… rzeźnia. Dalszy i bardziej podłużny, służył kiedyś jako chlewnia. W obu budynkach znajdowały się boksy dla zdrowych i chorych okazów.




Oczywiście, na terenie Instytutów jest wiele innych budynków. Choćby stacja transformatorowa czy garaże (dziś raczej magazyny, ale dawniej stacjonowały tutaj wozy, głównie zaś rolnicze). We wschodniej części kompleksu stoi zaś niedobudowany, parterowy budynek. Podobno znajduje się w takim stanie od lat 80. XX wieku, kiedy to próbował wybudować go IHAR. Jak jednak usłyszałem od pewnego pracownika instytucji, budowla na 100 procent, zostanie sfinalizowana w przyszłym roku. Biorąc pod uwagę, jak długo się nie udawało, obiecuję, że sprawdzę!




Dzięki za wytrwałość!
Tak dokładne zwiedzanie terenu Instytutów Rolnych, wymaga sporej wytrwałości. Podobnie jak przeczytanie tak rozległego (właśnie dlatego został podzielony na 2 części!) artykułu. Nie mówię już nawet o wszystkich materiałach z tegorocznego cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”, bo tych było dokładnie 15! Dodajmy do tego 10 z ubiegłorocznej edycji i 3 powstałych jeszcze w roku 2021 (pozaprojektowych). W sumie więc mówimy o 28 materiałach, które dają razem jakieś 300 stron maszynopisu. Po złożeniu ich, wyszłaby z tego pewnie całkiem opasła księga.

Jeżeli przeczytaliście choć fragment jednego z tekstów, wielkie dzięki! Wiem jednak, że są tacy, którzy czytają wszystkie teksty, od deski do deski. Wam składam oczywiście największe ukłony!

Widzimy się w przyszłym roku. Tak, to już 2024. Kosmos, prawda?
Piotr Weckwerth
Zdjęcia: Inna Yaremchuk
