______________
Bydgoszcz alternatywnymi muzeami stoi! Właśnie taką tezę ukułem w ostatnich tygodniach, po wizytach w wielu mniejszych placówkach muzealnych naszego miasta. Mniejszych, co nie oznacza, że nieciekawych lub nie zajmujących się sprawami ważnymi. Flagowym przykładem takiej instytucji jest Muzeum Dyplomacji i Uchodźstwa Polskiego, do wizyty w którym serdecznie zapraszam!
______________
Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.
W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.
Muzeum (nie)znane
„Jakie muzeum?” – pomyślała pewnie spora grupa czytelników, widząc nagłówek. No właśnie, bo Muzeum Dyplomacji i Uchodźstwa Polskiego to wciąż placówka – przynajmniej według mnie – mało znana. Dodajmy do tego, że niesłusznie, bo muzeum zdecydowanie warto odwiedzić! Dość powiedzieć, że to jedyna tego typu placówka w całym kraju, a być może i na całym świecie! Ale o tym dlaczego jest tutaj tak ciekawe, dowiecie się w dalszej części niniejszego artykułu.
Muzeum to w zasadzie jednostka naukowo-badawcza, działająca w strukturach Wydziału Historycznego UKW. Tak jest, jeśli widzieliście więc tablicę z informacją „Uniwersytet Kazimierza Wielkiego”, przy niewielkiej uliczce, prowadzącej od ul. Ogińskiego w stronę Bazyliki pw. św. Wincentego a Paulu, nie zmylił Was wzrok. To jedna z dwóch podlegających pod UKW jednostek muzealnych – druga, skupiona na historii i dokonaniach uczelni, znajduje się w gmachu nowej biblioteki uniwersyteckiej, przy ul. Karola Szymanowskiego (a więc w zasadzie po sąsiedzku).



No właśnie, ta niewielka uliczka, przy której znajduje się Muzeum Dyplomacji, nosi patronat Ryszarda Berwińskiego. Samo muzeum znajduje się zaś w niewielkim pałacyku, wybudowanym na początku XX wieku. Przez wiele lat, willa i jej okolice były wykorzystywane w sposób przemysłowy – przez ten teren, w stronę Bydgoskich Zakładów Mięsnych, prowadziła niegdyś nawet bocznica kolejowa. Zresztą, taką miały niegdyś wszystkie poważne przedsiębiorstwa, więc dziwić to nie powinno.
Po wojnie osiadła tutaj jedna z filii Centrostalu – w pałacyku znajdowały się biura, obok hale produkcyjne. Wielu bydgoszczan pamięta jeszcze zapewne ostatnie postprzemysłowe obiekty, stojące na terenie obecnego parkingu. Halę wraz z rampą rozładunkową w ostatnich latach swego istnienia wykorzystywały firmy zajmujące się sprzedażą i naprawą opon. Budynki te zrównano z ziemią ok. 2018 roku.

No dobrze, skoro już wiemy, z jaką placówką mamy do czynienia i gdzie tej placówki szukać, zagłębmy się nieco w historię naszego dzisiejszego bohatera!
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Dlaczego w Bydgoszczy?
Zapytacie pewnie, jak to się stało, że właśnie w Bydgoszczy uruchomiono tego typu muzeum? To dość skomplikowana historia, której początków należy poszukiwać w drugiej połowie lat 90. XX wieku. Wtedy to, środowisko związane z bydgoską Wyższą Szkołą Pedagogiczną, nawiązało kontakt z Wandą Poznańską, z domu Dmowską. Kobieta była żoną (wówczas już od wielu lat wdową) Karola Poznańskiego – zasłużonego dyplomaty, konsula generalnego RP w Paryżu (1927-1934) i Londynie (1934-1945). O samej Poznańskiej więcej przeczytacie niżej, bo i postać to przeciekawa.
W Montrealu w Kanadzie, gdzie konsulowa od lat mieszkała, znajdowały się – jak się okazało – bardzo duże zbiory, związane z dyplomatyczną pracą męża. Setki dokumentów, rękopisów, fotografii oraz pamiątek innego typu – wszystko tutaj było i tylko czekało na odkrycie!

Ostatecznie, pani Wanda, już od pewnego czasu szukająca nowego „domu” dla posiadanych artefaktów, postanowiła, że powinny one trafić właśnie w ręce bydgoszczan. Teraz nie było więc już wyjścia – trzeba było coś z tym fantem zrobić. Do Montrealu udała się więc oficjalna delegacja z Bydgoszczy, z ówczesnym prezydentem, Henrykiem Sapalski na czele. Pani Wanda otrzymała wówczas medal za zasługi dla Miasta Bydgoszczy. Owocem odbytych tam spotkań, była decyzja rady miejskiej, o przekazaniu uczelni (wówczas jeszcze Wyższej Szkole Pedagogicznej, protoplasty UKW) budynku przy ulicy Berwińskiego.



Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Budynek wyremonotwano, więc 2 czerwca 1999 roku placówka została uruchomiona. Początkowo jednak w dużej mierze bez zbiorów, bo główna „partia” skarbów od p. Poznańskiej, dotarła do Bydgoszczy w 2004 roku, a kolejna dopiero w roku 2013. Przez pierwszą dekadę, placówka działała więc troche na pół giwzdka, będąc odwiedzaną głównie przez studentów. Niemniej, od czegoś trzeba było zacząć, a efekt finalny przerósł zapewne oczekiwania „ojców” muzeum. W tym kontekście, największe zasługi należy przypisać: dr hab. Adamowi Sudołowi (pierwszemu dyrektorowi), ówczesnemu rektorowi Wyższej Szkoły Pedagogicznej, prof. Józefowi Banaszakowi oraz Prezydentowi Bydgoszczy, Henrykowi Sapalskiemu.
Dziś muzeum może nie przyciąga może tłumów zwiedzających, ale jednak pełni ważną rolę na mapie muzealnych jednostek naszego miasta. Obecnie, funkcję kustosza pełni dr Aleksandra Jankowska, którą, nawiasem mówiąc, postrzegam jako prawdziwą pasjonatkę (serio, miło słuchać jej opowieści o zgromadzonych w placówce dobrach), toteż uznaję, że to właściwa osoba na właściwym miejscu. No i kolejny powód dla Was, aby Muzeum Dyplomacji i Uchodźstwa Polskiego odwiedzić.

Gwoli publicystycznego porządku, dodam jeszcze, że skoro muzeum jest uczelnianą jednostką naukowo-badawczą, zajmuje się gromadzeniem, opracowywaniem, a także udostępnianiem archiwaliów, związanych z polską dyplomacją, a także propagowaniem historii uchodźstwa polskiego. Oczywiście, odbywają się tutaj zajęcia dydaktyczne, realizowane są staże i praktyki. Jak to na uczelni!
Dodajmy, że placówka bazuje także na zbiorach innych przedstawicieli rozsianej po świecie Polonii – w zdecydowanej większości, osób prywatnych. Drugim najwięszym „elementem” w tej muzealnej składance, są pamiątki po Tadeuszu Antonim Skowrońskim, dyplomacie, pośle nadzwyczajnym i ministrze pełnomocnym w Rio de Janeiro w latach 1938 – 1945. Co ciekawe, pamiątki przekazały do Muzeum wnuki dyplomaty. Byli to – uwaga – Andrè Nelson de Mello Skowroński oraz Maria Cristina de Mello Oliveira Skowroński Flynn.
Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow
Wanda Poznańska – kobieta łącząca epoki
Zanim przejdziemy do crème de la crème, a więc wizyty w samym muzeum, pozwólcie, że wrócę na chwilę do postaci Wandy Poznańskiej. Nie tylko dlatego, że to jej decyzja dała początek Muzeum Dyplomacji i Uchodźstwa, ale z uwagi na jej niezwykle barwny i niezwykle długi życiorys. No bo, drodzy Państwo, wyobraźcie sobie, że kobieta ta, żyła w… trzech różnych stuleciach!

Tak jest, dobrze to przeczytaliście. Wanda Poznańska (wtedy Dmowska) urodziła się w 1898 roku, a zmarła w roku 2003, mając niemal 105 lat! Żyła więc w okresie, w którym Polska znajdowała się pod zaborami, następnie w 20-leciu międzywojennym, w trakcie II wojny światowej (spędziła ją wraz z matką w Kanadzie), czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, wolnej Polski lat 90. XX wieku i na początku XXI wieku, niemal dożywając do momentu wstąpienia kraju w struktury Unii Europejskiej (zabrakło niecałych 11 miesięcy!). Niebywałe, prawda?
Najlepsze jest jednak to, że do końca swych dni, pozostawała kobietą aktywną, w pełni sprawną, szczególnie w zakresie sił umysłowych (ponoć miała doskonałą pamięć). Nic tylko pozazdrościć! Co ciekawe, córka Wandy i Karola Poznańskich odziedziczyła chyba geny po matce, bo, urodziwszy się w 1928 roku wciąż żyje (w Kanadzie) i ponoć ma się dobrze. Życzymy więc co najmniej 200 lat!

Żony dyplomatów, są trochę niczym pierwsze damy – nie pełnią wyłącznie roli „dodatku”, funkcji reprezentacyjnej, a często właśnie same stają się dyplomatkami, prowadzą działania charytatywne, wspomagają mężów w ich działalności. Karol Poznański (urodzony w 1893 roku i zmarły w 1971 roku), miał w tym zakresie wsparcie naprawdę solidne. Wanda była bowiem osobą wykształconą, znającą kilka języków obcych. Po odzyskaniu niepodległości pracowała w polskim parlamencie jako stenografistka. W ten sposób poznała wiele wybitnych postaci świata polskiej polityki, a także została świadkiem wydarzeń historycznych – choćby podpisania traktatu ryskiego, zawartego w 1921 roku między: Polską, Ukrainą i rosją (tak, wciąż z małej litery i tak pozostanie aż do rozliczenia zbrodni dokonanych przez rosję w Ukrainie).
Mimo lat spędzonych na obczyźnie – pani Wanda wyjechała z kraju w 1927 roku, będąc jeszcze przed trzydziestymi urodzinami – po śmierci ostatecznie powróciła do ojczyzny. Mało tego, jej prochy spoczęły właśnie w Bydgoszczy! Jest to o tyle nietypowe, że wcześniej, konsulowa nigdy w naszym mieście nie była! Jak jednak sama kiedyś stwierdziła: „Rodzinę każdy posiada, a przyjaciół mamy szczęście wybierać. Ja wspaniałych przyjaciół znalazłam w Bydgoszczy. Właściwie to oni mnie znaleźli w dalekim świecie. Już podjęłam decyzję, że wśród nich chcę pozostać na zawsze.”
Ostatnia wola Wandy Poznańskiej została uszanowana. Dziś jej nagrobek odwiedzić możecie na cmentarzu Starofarnym na Okolu. Doskonałe miejsce dla zasłużonej dla naszego miasta – choć tak naprawdę przed jesienią swojego życia, w żaden sposób z nim niezwiązaną – persony. Wszak tutejsze „sąsiedztwo” jest naprawdę zacne! Więcej informacji o cmentarzu znajdziecie w filmie, który zrealizowaliśmy w ramach tegorocznej edycji projektu „Bydgoszcz? Dzieje się!”, który zobaczycie TUTAJ:
Państwo Poznańscy zostali uhonorowani pamiątkową tablicą zawieszoną na ścianie frontowej budynku muzeum. Jak wskazano na tablicy – odsłoniętej w czerwcu 1998 roku – wmurowano ją z okazji inauguracji placówki, ale także w ramach obchodzonych wówczas, setnych urodzin Wandy Poznańskiej. Aż żal, że jubilatka nie mogła osobiście stawić się wówczas w Bydgoszczy – podobno z racji na zaawansowany wiek, żadna firma nie chciała podjąć się ubezpieczenia jej podróży lotniczej.

Może chwila ciszy?
Wejdźmy w końcu do środka. Tam czekają na nas dwa poziomy, dosłownie przepełnione ciekawymi zbiorami. Na parterze króluje wystawa, bazująca na darowiźnie Wandy Poznańskiej, a więc pamiątki z służby konsularnej jej męża, Karola Poznańskiego, oraz elementy wystroju dawnego domu państwa Poznańskich. Całość została zaaranżowana w taki sposób, aby przypominać dawne lokum małżeństwa dyplomatów, co została osiągnięte na podstawie analizy starych fotografii. I przyznam, że faktycznie, wchodząc tutaj, można się poczuć trochę jak po podróży w czasie do lat 30. XX wieku!


Mnóstwo tutaj zabytkowych mebli, rzeźb, elementów zastawy stołowej i innych przedmiotów użytku codziennego. Jest m.in. porcelana z domu Heleny i Władysława Sikorskich (tak, to TEN Władysław Sikorski, czyli generał wojska polskiego, premier i naczelny wódz), która do Wandy Poznańskiej, będącej serdeczną przyjaciółką Heleny, trafiła po śmierci generała. W oczy rzuca się także zastawa francuskiej firmy CH. PILLIVUYT &CIE PARIS. To oczywiście nie wszystko, bo znajdziemy tutaj także porcelanę z fabryki w Pacykowie czy królewskiej manufaktury w Kopenhadze. Trudno opisać, jak bardzo gustowne to przedmioty i doprawdy trudno wyobrazić mi sobie, jak mógłbym z nich korzystać. Obawa przed uszkodzeniem (ręce z pewnością by się trzęsły!) raczej wygrałaby z chęcią skosztowania z kawy w tak pięknych filiżankach.



Państwo Poznańscy, jako ludzie bywający w świecie, mieli w swoim domu także pokaźną kolekcję obrazów. Mamy więc tutaj m.in. XX-wieczne malunki autorstwa: Juliana Fałata, Teodora Axentowicza, Konstantego Brandla czy starsze, pochodzący z XIX wieku dzieła Michała Płońskiego, a nawet XVIII-wieczne grafiki sygnowane przez Jana Piotra Norblina. Z jednej ze ścian zerka na nas z kolei sama Wanda Poznańska, uwieczniona na obrazie pędzla Leopolda Gottlieba z 1929 roku.



Sporo jest także pamiątek po Tadeuszu Skowrońskim. Pochodzą one z rodzinnego majątku Skowrońskich w Torzeńcu (dziś województwo wielkopolskie) i z placówek dyplomatycznych, w których pracował. Oczywiście, wszędzie dookoła znajdują się zabytkowe meble – krzesła, sekretarzyki, komody i temu podobne. Niemniej, tym co najbardziej przyciąga uwagę, jest zajmująca całą, południową ścianę parterowego pomieszczenia, kabina. I to nie byle jaka, bo to najprawdziwsza kabina ciszy!
To naprawdę unikatowy, bo jedyny znajdujący się w cywilnych rękach w Europie, „przedmiot” tego typu. Wyprodukowano ją w Związku Radzieckim, ale przez lata (od lat 70 XX wieku do 2014 roku) służyła polskiemu konsulatowi w niemieckiej Kolonii. Konsulat likwidowano w 2014 roku, a kabinę przekazał muzeum ówczesny Minister Spraw Zagranicznych, Radosław Sikorski.

Czym w ogóle jest to „maleńkie” (ważące 2 tony i składające się z 87 segmentów, pleksi, aluminium i stali) urządzenie? Jak sama nazwa wskazuje, zapewniała… ciszę, czyli przestrzeń, w której bezpiecznie można było wymieniać się informacjami, bez obaw, przed ich wypłynięciem. Kabina działała na zasadzie klatki Faradaya, zagłuszając wniesione do niej (lub w jej pobliże), urządzenia szpiegowskie. Biały szum generowało niemal 50 umieszczonych w niej głośników. Obecnie oczywiście nie pełni ona swojej dawnej funkcji – „wypruto” ją ze wszelkiej elektroniki w momencie przenoszenia z konsulatu. Nie był to przypadek – podobne urządzenia wciąż działają w służbie dyplomatów, toteż tajemnica ich funkcjonowania jest pilnie strzeżona.
Do środka kabiny możecie oczywiście wejść i poczuć ten specyficzny klimat rodem z opowieści szpiegowskich. Ale kiedy już się nim nacieszycie, zapraszamy na piętro pałacyku, gdzie również czekają na nas ciekawe zbiory!
Baczność!
Na górnym poziomie znajdziecie stałą wystawę pamiątek polskich emigrantów. Królują tutaj artefakty związane z 2 Korpusem Polski. Są więc m.in.: mundury, odznaczenia, flagi oraz wiele fotografii, m.in. obrazujących polską armię na Bliskim Wschodzie czy obozy polskich uchodźców w Palestynie. Dobitnie widać, jak wielkim zjawiskiem była powojenna migracja Polaków, pragnących uciec od socjalistycznego reżimu.

Wśród darów polonijnych są tutaj m.in. podarowane przez społeczność z Chicago, uniformy Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, których design nawiązuje do Błękitnej Armii Józefa Hallera. Z Francji przyjechała do muzeum pięknie zdobiona chorągiew polskiego Bractwa Różańca Świętego w Auberchicourt. Jest też replika tablicy ostrzegawczej z polskimi napisami, stojącej kiedyś przy drodze z francuskiego Aniche do Somain i Bruillez-lez-Marchiennes.

Pomiędzy tym wszystkim odnajdziecie wiele paszportów, wiz, czasopism i innych publikacji polonijnych, wydawanych przez Polaków na obczyźnie, a także bogate zbiory korespondencji. Generalnie, gdyby chciało się zagłębić w historię każdego z tych dokumentów, można by spędzić w tym miejscu miesiąc. W zasadzie, dlaczego nie!?
Co jeszcze? Choćby wystawa obrazów Mariusza Kałdowskiego z serii: „Panorama czasu dokonanego”. Kałdowski to ceniony artysta, pracujący głównie na obczyźnie, w Londynie, ale urodzony w Chełmnie (jest synem słynnego Jerzego Kałdowskiego, założyciela i pierwszego dyrektora Muzeum Ziemi Chełmińskiej). Spod jego pędzla wyszły wiszące tutaj portrety zasłużonych działaczy polonijnych, m.in.: Ireny Anders, Włady Majewskiej, Jerzego Zaleskiego czy ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie, Ryszarda Kaczorowskiego.

Egzotycznego klimatu dodaje wnętrzom druga z wystaw czasowych, czyli dary od ambasadora Kazimierza Duchowskiego i pamiątki po nim. Ten, podczas swojej pracy dyplomatycznej, przebywał m.in. w: Wielkiej Brytanii, Wietnamie, Nikaragui, Hondurasie, Salwadorze, Gwatemali, Panamie, Belize i Kambodży! Trochę człowiek popodróżował! Mnóstwo tutaj podarków – czasami najdziwniejszych – które dyplomata otrzymywał w trakcie misji. Są więc np.: naczynia, rzeźby, elementy garderoby czy… oryginalne (i wciąż nierozpakowane!) honduraskie cygara.


Mam nadzieję, że wpadniesz!
Tutaj kończymy naszą wizytę w Muzeum Dyplomacji i Uchodźstwa Polskiego w Bydgoszczy. Mam nadzieję, że temat Was zaciekawił i – przede wszystkim, jeżeli jeszcze tutaj nie byliście – wybierzecie się na wycieczkę do placówki. Myślę, że warto! Tym bardziej, że o koszty martwić się nie musicie – wizyta, wraz z usługą przewodnicką, jest darmowa. Uprzednio musicie się tylko umówić – muzeum działa od poniedziałku do piątku w godzinach: 10:00-16:00.

We wstępie stwierdziłem, że Bydgoszcz alternatywnymi muzeami stoi, i podtrzymuje tę tezę. Wszak pomyślcie tylko, jak niewiele osób wie o takich perełkach jak choćby: Bilbiotheca Bernardina w Miejskiej i Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej, albo o Izbie pamięci Adama Grzymały-Siedleckiego, czy choćby właśnie bohaterze naszego dzisiejszego materiału. Takich miejsc jest zresztą w grodzie nad Brdą dużo, dużo więcej, a wszystkie prezentują naprawdę interesujące zbiory. Warto więc jest czasem „przebić” się przez komercyjną powłokę i sięgnąć po coś z pułki podpisanej jako „muzealna alternatywa”. Pięknie polecam!

Tyle od nas w niniejszym artykule. Do Świąt jeszcze trochę czasu, toteż w najbliższych dniach na bloga „wjedzie” jeszcze kilka materiałów z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”! Dzięki za czytanie!


Piotr Weckwerth
Zdjęcia: Inna Yaremchuk

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY