To, że stoi przed budynkiem Politechniki Bydgoskiej, w sąsiedztwie kościoła garnizonowego, wiedzą prawie wszyscy. Że to pomnik, którego historia wiąże się z Powstaniem Wielkopolskim, pewnie także nie jest wiedzą tajemną. Dzieje tego miejsca są jednak relatywnie mało znane, co może zaskakiwać, bo liczba zmian, jakie na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci tutaj zaszły, jest doprawdy wielka! Czy wciąż mówimy „tylko” o pomniku, czy też może jest to mogiła? Co znajdowało się w tym miejscu przed powrotem Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej? Odpowiedzi na te, i wiele innych pytań, w najnowszym odcinku cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”. Zapraszamy na epizod, poświęcony Pomnikowi Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego.
Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.
W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.
Sąsiedztwo wybitne
Nie powinno doprawdy dziwić, iż dwie najliczniej zamieszkujące miasto nad Brdą nacje, wybrały sobie jako miejsce pamięci swoich bohaterów, skwer przy dzisiejszej ul. Bernardyńskiej. Bliskość ścisłego centrum miasta, połączona z sąsiedztwem Brdy i pewnym (choć przyznać trzeba, że z upływem lat coraz mniejszym) poczuciem kameralności – to wszystko robiło, i wciąż robi, wielkie wrażenie.
A przecież to nie wszystko, bo i sąsiednie budynki to nie byle co! Wszak znajduje się tutaj piękny, neogotycki budynek dawnego ewangelickiego seminarium nauczycielskiego, powstały na przełomie lat 60. i 70. XIX w. Dziś obiekt, z charakterystyczną sygnaturką nad wejściem, należy do Politechniki Bydgoskiej, a więc uczelni znanej obecnemu pokoleniu w wieku średnim jako UTP (Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy), a tym trochę starszym jako ATR (Akademia Techniczno-Rolnicza). Dziś znajduje się tutaj Wydział Rolnictwa i Biotechnologii, co wpisuje się w historię tego miejsca, bo rolnictwo pojawiło się w tych murach jako motyw przewodni nauczania już w 20-leciu międzywojennym. To już jednak opowieść na inny odcinek.

My rozglądamy się bowiem dalej i dostrzegamy obiekt sakralny. Tuż obok dawnego seminarium znajdują się przecież pozostałość po dawnym klasztorze bernardynów, czyli świątynia pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Pokoju, zwany powszechnie kościołem garnizonowym. Początków kompleksu bernardynów w tym miejscu poszukiwać należy jeszcze w XV w., jednak obecna konstrukcja pamięta „tylko” wiek XVI, kiedy to została odbudowana po całkowitej destrukcji. W kolejnych stuleciach była wielokrotnie przebudowywana, jednak – jakby na to nie patrzeć – jest to druga (po farze, a przed kościołem Klarysek) najstarsza, zachowana po dziś dzień, bydgoska świątynia.

A sama ulica Bernardyńska? Właściwie jest to relatywnie nowy trakt, bo pojawił się dopiero w 2 połowie XIX w., kiedy to – w związku z budową dworca kolejowego – zaistniała potrzeba wytyczenia kilku nowych dróg. Powstała więc m.in. ul. Królowej Jadwigi i właśnie Bernardyńska, którą oddano do użytku w latach 70. XIX w. Swoją drogą, początkowo budowę tę przetrwał najstarszy w mieście, XIII-w. kościół, czyli świątynia pw. św. Idziego. Niestety wkrótce (w 1879 r.) i tak ją rozebrano. Dziś jej pozostałości spoczywają pod jezdnią i linią tramwajową.

A jak nazywała się początkowo, tj. do 1920 r. (a także w czasie okupacji), dzisiejsza ulica Bernardyńska? Otóż, nazwano ją na cześć Wilhelma II: Kaiserstraße, czyli Cesarską. Bernardyńska natomiast wróciła na mapy miasta dopiero w 1956 r., zastępując powojenną – jakże socjalistyczną – Juliana Marchlewskiego.
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Na początku Pomnik Poległych
Wszystko powyższe to jednak tylko otoczka, wstęp do naszej głównej opowieści. Opowieści, która krąży wokół ważnego miejsca pamięci. A skoro wspomniałem wyżej, że takowe, mieli tutaj reprezentanci dwóch nacji (mając na myśli oczywiście Polaków i Niemców), przyjrzymy się pierwszej wersji, która pojawiła się jeszcze w czasach zaboru pruskiego.
Dokładnie w 10 rocznicę zwycięskiej bitwy pod Sedanem (w trakcie wojny prusko-francuskiej w wyniku której abdykował Napoleon III), czyli 2 września 1880 r., na skwerze przy ówczesnej ul. Cesarskiej, odsłonięto Pomnik Poległych. Dziś, monument ten, celem odróżnienia od polskich pomników, jest niektórych źródłach nazywany Pruskim Pomnikiem Poległych, zaś jego oryginalna nazwa to: Kreis-Kriegerdenkmal für die Gefallenen der Einigungskriege 1864, 1866 und 1870/71. Skąd te daty? To nawiązanie do wojen z: Danią w 1864 r., Austrią w 1866 r. i Francją w latach 1870-1871, a także uczczenie poległych.

źródło: NAC
Zachowały się do dziś zdjęcia pomnika, toteż nie musimy sobie wyobrażać jak wyglądał. A był to wysoki monument w formie kolumny, ustawionej na 3-stopniowym podejście, zwieńczony kamiennym krzyżem. W dolnej części, znajdowały się otoczone małymi kolumnami tablice, na których zamieszczono nazwy miejscowości, w których rozgrywały się najważniejsze bitwy ww. wojen. Nad tablicami, „przycupnęły” zaś niemieckie orły. Pomnik wykonało przedsiębiorstwo z Frankfurtu nad Odrą F.A. Sperling.
Konstrukcję ustawiono dosłownie vis-a-vis wejścia do seminarium, w miejscu w którym obecnie znajduje się chodnik lub już nawet jezdnia, a w każdym razie w okolicach ich styku. Regularnie odbywały się tutaj niemieckie uroczystości wojskowe i państwowe, aż nastał rok 1920 i powrót Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej. I to był w zasadzie koniec dość krótkiej historii pruskiego pomnika poległych.

Zaczęło się od tego, że w 1921 r., zniszczono wieńczący monument krzyż i zdjęto tablice. W 1922 r., usunięto zaś całą resztę, a dawne miejsce pamięci przestało pełnić swoją funkcję. Jak się wkrótce okazało, tylko na kilka lat.
Początek na Cmentarzu Nowofarnym
Bardzo szybko, skwer przed budynkiem, który w nowej rzeczywistości stał się Państwową Szkołą Rolniczą, ponownie zyskał status miejsca martyrologii – teraz jednak już polskiej. I tak trwa – z małą przerwą – po dziś dzień. Zacznijmy jednak od początku, bo to trwanie obfitowało w wiele zwrotów akcji.
W grudniu 1918 r. wybuchło Powstanie Wielopolskie, którego front począł kierować się na północ, celem zdobycia m.in. Bydgoszczy. W samym mieście walk powstańczych nie było, ale na początku 1919 r. dotarły już bardzo blisko – ciężkie bitwy odbył się m.in. w okolicach: Szubina, Nakła czy Rynarzewa. Atmosfera w (jeszcze) Brombergu była więc niezwykle napięta.

źródło: Archiwum Państwowe w Bydgoszczy
A bydgoszczanie, konkretnie zaś polscy bydgoszczanie, pomagali powstańcom jak tylko mogli. Przerzucali broń, sprzęt, ubiór, jedzenie, lekarstwa. Ochotnicy przedzierali się z miasta na front, aby zasilić walczące oddziały (szczególnie często przekraczano granice w okolicach Murowańca i Łochowa). W drugą stronę wędrowało wielu rannych, którzy trafiali do miejskich lazaretów, będąc już de facto jeńcami. Tym również pomagali polscy bydgoszczanie, a czasami – stosując różne fortele – udało się ich wyciągać z tarapatów, np. poprzez przeniesienie do domu.
Niestety, bywało i tak, że Polacy trafiali do Bydgoszczy dopiero po śmierci. I tych próbowano „odzyskać”, aby dać im godny, katolicki pochówek. W tym kierunku działał przede wszystkim Andrzej Sikorski, ówczesny inspektor Cmentarza Nowofarnego. Zresztą, Sikorski był także jednym z tych, którzy koordynowali akcję wydostawania rannych ze szpitali i przerzucania ich na front. W kontekście naszej opowieści, ważniejsze jest jednak to, że zarządca cmentarz zorganizował w czerwcu 1919 r. pochówki kilku Powstańców Wielkopolskich.
Pierwszym z nich był pochodzący z powiatu wrzesińskiego, Stanisław Wojciechowski, który zmarł w szpitalu wojskowym w Bydgoszczy w maju 1919 r. Trafił tam po ranach odniesionych w styczniu w boju pod Szubinem. Pochowano go na Cmentarzu Nowofarnym 3 czerwca 1919 r., dokładnie w kwaterze, której ozdobą jest dzisiaj pomnik Matki Boskiej z 1930 r., autorstwa Jakuba Joba. Obecnie to wspólne miejsce pamięci powstańców wielkopolskich i bohaterów wojny polsko-bolszewickiej. Wojciechowski był pierwszym, który tutaj spoczął.

Wkrótce jednak, bo 27 czerwca 1919 r., dołączył do niego towarzysz broni, zmarły w bydgoskim szpitalu (konkretnie w gmachu znany w mieście jako Szkoła Wojenna, czyli dzisiejszej siedzibie Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, przy ul. Gdańskiej 190) 20 czerwca. Został on ranny w boju pod Murowańcem bądź (jak chcą niektóre źródła) Rynarzewem (właściwe obie wersje mogą być prawdziwe, bo miejscowości leżą bardzo blisko siebie) w Boże Ciało, tj. 18 czerwca, a potem – kiedy już dostał się do niewoli – został przez Niemców skatowany. W tak bestialski sposób, że już nigdy nie odzyskał przytomności. Kim był ów człowiek? No więc tutaj pojawia się problem, bo do dziś tego nie wiemy.
W hołdzie nieznanemu
W kolejnych tygodniach, w kwaterze na Cmentarzu Nowofarnym pochowano jeszcze: Jana Tobiszewskiego oraz Andrzeja Ziębę. Jak widać, tylko nasz bohater pozostał niezidentyfikowany. To jednak jeszcze bardziej podniosło nastroje niepodległościowe, a jego pogrzeb okazał się wielką, polską manifestacją. Wzięły w nim udział tysiące Polaków, a także ważne organizacje, w tym Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, Towarzystwo Przemysłowe, Towarzystwo Śpiewu „Halka” oraz Rada Ludowa, z redaktorem naczelnym „Dziennika Bydgoskiego”, Janem Teską na czele. Patriotyczne emocje musiały sięgnąć zenitu, kiedy nad grobem bezimiennego bohatera odśpiewano „Rotę”.

Jak się dość rychło okazało, to nie był koniec ziemskiej drogi naszego Powstańca. W sierpniu 1925 r., został on bowiem ekshumowany i przeniesiony właśnie na skwer przy – już teraz oficjalnie – ul. Bernardyńskiej! W dniu 25 sierpnia, bezimienny żołnierz spoczął w przygotowanej już w czerwcu tego roku, krypcie, wybudowanej staraniem społecznego komitetu. Grób został zwieńczony skromnym pomnikiem.
Oczywiście ponowny pogrzeb dał bydgoszczanom kolejną możliwość udziału w patriotycznym święcie. Trumna ze zwłokami anonimowego wojaka, przewędrowała bowiem wraz z tłumem mieszkańców i oficjeli całą trasę z Cmentarza Nowofarnego, właśnie na ul. Bernardyńską. Na czele pochodu znajdowała się orkiestra 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich i Związku Inwalidów Wojennych, a za nią 8 koni ciągnęło armatnią lawetę! Pojawił się nawet sam były naczelny dowódca Armii Wielkopolskiej, generał Józef Dowbór-Muśnicki.

Już na miejscu, prezydent miasta, Bernard Śliwiński, zwrócił się do tłumu następującymi słowami: „Imieniem miasta Bydgoszczy, mam ten piękny i wielki zaszczyt grób poświęcony pamięci Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego, w którym leżą szczątki jednego z wielkich synów naszej Ojczyzny, wziąć w opiekę miasta na wieczną pamiątkę naszej czci i hołdu, dla tego który tu leży, i dla jego braci. Zapalam wieczny ogień”.

źródło: NAC
No i faktycznie, obok pomnika stanął znicz. A pomnik to tylko jedna, zewnętrzna część miejsca pamięci. Tutaj powinniśmy bowiem mówić właśnie o grobie – miejscu spoczynku poległego w 1919 r. Powstańca Wielkopolskiego. Oczywiście nie jest tak, że miejsce to, zachowało się w oryginalnym kształcie do dziś. O tym jednak niżej.
Warto dodać, że ważne wydarzenie miało miejsce przy pomniku/grobie także w 1928 r. Wówczas, w trakcie obchodów Krajowego Zjazdu Powstańców i Wojaków oraz Hallerczyków, w grobie umieszczono urnę z symbolicznymi prochami Polaków, poległych w trakcie I wojny światowej na terenie Francji. To właśnie wtedy na pomniku umieszczono tabliczkę z napisem:
„Płyta ta kryje ziemię z grobów żołnierzy armii gen. Hellera w Saint-Hilaire pod Reims we Francji. Przywieziona w lipcu 1926 r. przez delegacje Chorągwi Pomorskiej Zw. Hallerczyków, złożona uroczyście dn. 7.10.1928 r.”

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Okrutny czas
Pierwotną wersję płyty nagrobnej wykonał kamieniarz, posiadający dziś w Bydgoszczy niemalże legendarny status, a więc Jakub Job. Więcej o tym niezwykłym jegomościu wspomnę w artykule poświęconym Cmentarzowi Nowofarnemu, niemniej tutaj warto napisać choć tyle, że wsławił się wieloma dziełami, z których część wciąż upiększa Bydgoszczy, oraz tym, że pomimo wielu lat spędzonych w grodzie nad Brdą, był rodowitym… Włochem! Przy ul. Bernardyńskiej wykonał nagrobek, którego centralną częścią była biała marmurowa płyta, na której zamieszczono wizerunek anioła. Anioł ten, w jednej ręce trzyma kwiaty, w drugiej wieniec laurowy z datą 1918-1919. U szczytu pomnika znalazły się dwa orły, a obok znicz z wiecznym ogniem – to z kolei było dzieło Józefa Zawitaja.

W 1939 r., kiedy miasto opanowali Niemcy, napis widniejący na płycie miał już gorzki wydźwięk. „Nieznanemu Powstańcowi Wielkopolskiemu – Rodacy” – jeszcze tylko przez kilka dni można było na niej przeczytać. Tylko kilka, bo okupanci wydali rozporządzenie o likwidacji nagrobka. I to faktycznie się stało, a z grobu wydobyto zarówno trumnę, jak i urnę z prochami. Szczątki naszych bohaterów zostały zbezczeszczone – nie wiemy tego na pewno, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa, stwierdzić można, że zostały one wrzucone do sąsiedniej Brdy.
Miejsce po grobie zasypano, a całość obsiano trawą. Tak miała przeminąć pamięć o Nieznanym Powstańcu Wielkopolskim. Ale nie przeminęła, bo pracownikom Ogrodów Miejskich udało się uratować od zagłady marmurową płytę z aniołem, autorstwa Joba. Ukryli ją przy ul. Karpackiej, w nieistniejącej już składnicy miejskiej zieleni. Tego bohaterskiego czynu dokonali Feliks Górski i Kazimierz Niedźwiedzki. Udało się także uratować tabliczkę, informującą o sprowadzeniu prochów z Francji, a także znicz, ale tutaj nie ustalono nazwiska „ratownika”.

Po zakończeniu wojny, w miejscu mogiły ustawiono tabliczkę, z informacją, o tym, co się tutaj znajdowało („Tu była mogiła Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego. Prosimy o szacunek dla tego miejsca”), a już w sierpniu 1946 r., staraniem Komitetu Odbudowy Grobu, odsłonięto jego zrekonstruowaną wersję. Prace kamieniarskie wykonał społecznie Stefan Tutlewski. Tak oto znów mieliśmy w mieście Grób Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego. Teraz jednak – po kolejnej okrutnej wojnie – już tylko symboliczny. Znów zapłonął także wieczny ogień.



Job, Horno-Popławski i Dętkoś
To jednak nie był koniec zmian, dotykających to historyczne miejsce. Jako że w planach było poszerzenie ulicy Bernardyńskiej, w 68 rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego, tj. 27 grudnia 1986 r., symboliczna mogiła została przesunięta na północny skraj skweru, a także odsłonięto nowy pomnik. Mowa o wyobrażeniu rannego, czy też skrajnie zmęczonego, Powstańca Wielkopolskiego.


Ten monument – który swoją drogą, po odsłonięciu był nawet dość mocno krytykowany – to również dzieło zasłużonych artystów. Projekt wykonał Stanisław Horno-Popławski (którego dzieła możecie kojarzyć także z Dzielnicą Muzyczną, gdzie znajduje się choćby nowa wersja pomnika Henryka Sienkiewicza), zaś model to dzieło Aleksandra Dętkosia. Dla tego drugiego (bardzo zasłużonego i wciąż żyjącego twórcy), to instalacja wyjątkowa, gdyż znany jest raczej ze znacznie mniejszych prac. Warto wspomnieć także o firmie, która wykonała odlew, bo to kolejna legenda – mianowicie Bydgoska Odlewnia Metali Nieżelaznych „Spomasz”.

Warto dodać, że przy okazji przestawiania płyty nagrobnej na nowe miejsce, odnaleziono pod nią puszkę z blachy cynkowej, w której „ukrywały” się skarby z 1946 r. Był to akt erekcyjny odnowionego pomnika z podpisami komitetu jego odbudowy (m.in. wiceprezydenta miasta, Stanisława Stycznia oraz syna Jana, Lecha Teski), a także dwa numery „IKP-u”, czyli „Ilustrowanego Kuriera Polskiego” z sierpnia 1946 r., banknoty z 20-lecia międzywojennego, a nawet moneta z 1812 r. Co się z tymi artefaktami stało, nie wiem.
I tutaj mogę powtórzyć zdanie, które rozpoczęło niniejszy rozdział, bo to też nie był koniec zmian. W 2003 r., obok pomnika, z inicjatywy Oddziału Kujawsko-Pomorskiego Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918/1919, odsłonięto obelisk z tablicą, na której znalazł się tekst: „W hołdzie bohaterskim przodkom naszym. Powstańcom Wielkopolskim, 1918-1919 r. Z wyrazami czci i pamięci w 85 rocznicę powstania. Społeczeństwo Kujaw i Pomorza”.

Członkowie wspomnianego wyżej Komitetu, domagali się zresztą zmian w nowym (tym z lat 80. XX w.) pomniku. Swoją wizję przedstawiła nawet kolejna legenda zaangażowana w sprawę, tj. Stanisław Lejkowski. On chciał, aby na grobie umieścić krzyż, a na nim czapkę powstańczą z odpowiednimi symbolami.

I właśnie to ostatnie stanowisko doczekało się – przynajmniej częściowej – realizacji. W związku z 90. rocznicą Powstania Wielkopolskiego, w 2007 r., w chodniku przed miejscem pamięci znalazła się tablica, na której napisano: „Szanuj to miejsce pamięci. Twój stosunek do tego miejsca jest dowodem kultury osobistej i szacunku dla ofiar”. Sam nagrobek też przeszedł transformacje. Dziś faktycznie ma kształt krzyża, w który wkomponowana została oryginalna płyta wykonana przez Jakuba Joba. Na krzyżu umieszczono zaś (jak chciał Lejkowski) czapkę z orzełkiem oraz charakterystyczną „pętelką”, czyli powstańczym treflem.




Sprawdź nasz kanał na YouTube!
Należy pamiętać
Jak widzicie, historia tego miejsca jest naprawdę bogata, obfitująca w zwroty akcji (i te złe, i te pozytywne). Pewne jest jednak to, że my – jako osoby zawdzięczające wolność także Powstańcom Wielkopolskim – powinniśmy pamiętać o jego istnieniu, dbać o nie i przypominać za jego pośrednictwem kolejnym pokoleniom o naszej historii. Historii pełnej walki, tragedii, ale i zwycięstw.
Przy okazji, kończąc już ten materiał, warto podkreślić, że nasz bydgoski pomnik, jest najstarszym, oddającym hołd nieznanemu żołnierzowi, w całym kraju! Ten warszawski jest bowiem kilka tygodni młodszy – odsłonięto go 2 listopada 1925 roku. Mało znany fakt, prawda?

Tutaj kończymy wizytę przy Pomniku (Grobie) Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego. Kolejne artykuły z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” już „na dniach”!
