PAŁAC MIESZCZAŃSKI – INOWROCŁAW PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA

Budynek z iście burzliwą historią. Wzniesiony na potrzeby jednego z najbogatszych mieszkańców Inowrocławia, Bernharda Schwersenza, w swej ponad 120-letniej historii, pełnił także funkcję: pensjonatu, punkty sanitarnego, a nawet kamienicy czynszowej. Od kilkunastu lat, obiekt, określany często mianem Pałacu Mieszczańskiego, kojarzony jest przede wszystkim z Muzeum im. Jana Kasprowicza. Odwieźmy wspólnie ten jeden z najbardziej charakterystycznych budynków ulicy Solankowej w Inowrocławiu!

Dzień dobry Czytelniczko/Czytelniku!

Niniejszy artykuł jest częścią cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, dofinansowanego ze środków Gminy Miasta Inowrocław. Poza nim, w najbliższych dniach i tygodniach, na blogu pojawią się jeszcze 3 tego typu teksty. Teksty, w ramach których odkrywamy historię i współczesność ważnych, inowrocławskich obiektów. Wybieramy budynki, które są niedostępne (całkowicie lub częściowo), lub które odwiedzić można, ale owiewa je pewna aura tajemniczości.

W pierwszym odcinku (który możecie przeczytać TUTAJ) przedstawiliśmy kościół pw. św. Mikołaja, a więc inowrocławską farę.

Podobny cykl, dotyczący bydgoskich obiektów, realizujemy od 2021 roku. Dotychczas opisaliśmy w jego ramach niemal 30 obiektów i miejsc. Wszystkie teksty z serii „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” znajdziecie TUTAJ.

Miłej lektury!

Perła wśród… innych pereł

Kiedy w 1875 r., Zygmunt Wilkoński powoływał Towarzystwo Akcyjne Solanki, z którego wyrosło później  inowrocławskie uzdrowisko, zapewne nie spodziewał się, jaką skalę osiągnie jego przedsięwzięcie. Nie tylko w kontekście samej funkcji i zaplecza zdrojowego, ale także innych, pobocznych spraw. Na myśli mam rozwój miasta, w tym: społeczny, gospodarczy, a także pod względem estetyki i architektury. Wszak właśnie sąsiedztwo solanek, sprawiło, że tę okolicę Inowrocławia, a następnie jego część (osiedle), zaczęto traktować jako elitarną, luksusową.  

Monumentalny gmach znajduje się w pobliżu Parku Zdrojowego

Wkrótce więc, pojawiać zaczęły się tutaj pierwsze zabudowania. Te wznoszono głownie wzdłuż dzisiejszej ul. Solankowej, następnie także sąsiednich. „Szturm” przedsiębiorców, pragnących uruchomić tutaj pensjonaty, rozpoczął się w latach 90. XIX w. i trwał przez kolejne dekady. W ślad za nimi, właśnie z uwagi na wspomnianą ekskluzywność, poszło wielu prominentnych inowrocławian. Ci poczęli stawiać sobie tutaj reprezentacyjne, często pełne przepychu, wille. Dobrze było przecież mieć swoją rezydencję w najmodniejszej „miejscówce” Inowrocławia. Zresztą, czemu tu się dziwić – z jednej strony masz piękny park zdrojowy, obok sąsiadów „na poziomie”, a jednocześnie, dosłownie kilka kroków dzieli cię od ścisłego centrum, z Rynkiem na czele. Lepiej być nie może!

W ten sposób, powstało naprawdę mnóstwo pięknych konstrukcji. Wspomnę choćby reprezentujące manieryzm niderlandzki budynki, stojące przy ul. Solankowej 30 i 34, przypominający nieco pałac, budynek pod numerem 52, który służął niegdyś kupcowi  Juliusowi Dreusowi oraz znajdujące się tuż przy wejściu do parku, wille: „Bajka” i „Biały Dworek” (Solankowa 58 i 60). Zresztą, to tylko wierzchołek góry lodowej, bo tych pięknych, historycznych obiektów, jest tutaj cała masa.  

Zacne sąsiedztwo Pałacu Mieszczańskiego

W tym samym okresie powstał bodaj najbardziej monumentalny obiekt, stojący przy tym trakcie. Przynajmniej wśród tych, które przetrwały do dziś. Mowa o konstrukcji, wznoszącej się tuż przy skrzyżowaniu z ul. Ratuszową, pod numerem 34. Dawny pałac mieszczański (tak nazywa ten obiekt także wielu współczesnych inowrocławian), pełni dziś funkcję siedziby Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu. I trzeba przyznać, że pięknie się złożyło, bo w istocie jest to konstrukcja prawdziwie historyczna, emanująca duchem minionych dekad. I nie chodzi już tylko o sam moment jej powstania, a losy, jakie na przestrzeni dekad ją dotykały.

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Siedziba Bernharda Schwersenza

Pałac powstał jeszcze w XIX w., konkretnie zaś w 1896 r. Słowa te, znajdują swe potwierdzenie w kwestiach namacalnych, czy też raczej dostrzegalnych. Rok ten, umieszczono bowiem na jednej ze ścian budynku. Tuż obok znajduje się zresztą inny detal architektoniczny, mianowicie dwie litery: B i S. Skąd się tutaj wzięły? Otóż, są to inicjały pierwszego właściciela gmachu, Bernharda Schwersenza, prawdziwego inowrocławskiego magnata, przełomu XIX i XX w!  Ten mieszkał tutaj z żoną Rebeką Goldman i dziećmi: Gertrudą, Edwinem Juliusem oraz Manfredem.

Pałac powstał w 1896 r.

Bernhard Schwersenz był cenionym i niewątpliwie sprawnym, przedsiębiorcą budowlanym, a także długoletnim radnym miejskim (w radzie zasiadał aż 20 lat!). Nie był jednak „tylko” budowlańcem, czyli wykonawcą robót budowlanych, ale handlarzem materiałami budowlanymi. Co więcej, miał  w tym względzie pewną przewagę nad konkurencją. Wszak sam posiadał w regionie co najmniej 5 cegielni, z czego dwie w Inowrocławiu. Zarządzał też majątkiem Rąbinek – tym samym, który uprzednio należał do samego Wilkońskiego, twórcy tutejszego uzdrowiska. Słowem: człowiek znany, szanowany i niesamowicie wręcz bogaty. Powiedzieć, że należał do miejskiej elity, to jak nie powiedzieć nic.

Kiedyś mieszkał tutaj Bernhard Schwersenz wraz z familią

Niestety, z dzisiejszej, polskiej perspektywy, Schwersenz nie był do końca pozytywną postacią. Jak wielu innych inowrocławskich Żydów, bardzo mocno zasymilował się z Niemcami. Wszak Żydom żyło się w trakcie zaboru całkiem dobrze – dość powiedzieć, że w samym tylko Inowrocławiu, w drugiej połowie XIX w. stanowili oni ok. ¼ wszystkich mieszkańców. Wielu z nich zajmowało także ważne, eksponowane posady i prowadziło znaczące przedsiębiorstwa. Mało tego, z 10 najbogatszych inowrocławian, 8 było właśnie wyznawcami judaizmu. W tym okresie powstało także wiele monumentalnych budowli – z wielką synagogą (również przy dzisiejszej ul. Solankowej), dziś niestety nieistniejącą. O Żydach w Inowrocławiu więcej opowiem jednak w jednym z kolejnych materiałów.

Majestat dostrzec tutaj nietrudno

Dziwić więc  nie może, że Schwersenz, opowiadał się za niemieckością Inowrocławia. Ręka nie zadrżała mu w 1904 r., kiedy to zagłosował za przemianowaniem miasta na Hohenzalsę (niemiecka nazwa Inowrocławia). Według przekazów, przedsiębiorca zasadniczo nie przepadał za Polakami. Niemcom przysłużył się ponadto, choćby wspierając finansową budowę pomnika króla Prus, Fryderyka II Wielkiego. Paradoksalnie, jego syn, Edwin, uważał się już za Polaka, i pozostał w Inowrocławiu nawet po jego powrocie w granice Rzeczypospolitej. W tym wypadku, jabłko spadło dość daleko od jabłoni.  

Pałac tuż przed powrotem Inowrocława w granice RP

Sam Schwersenz senior, opuścił Inowrocław w 1919 r. (miasto wróciło wówczas do Rzeczypospolitej), kiedy jego proniemieckie poglądy nie były już tutaj mile widziane. Zmarł 2 lata później, już na terenie Niemiec właściwych. Jego dawny pałac wciąż jednak istniał, i wkrótce miał trafić w nowe ręce.

Pensjonat, szpital, kamienica i muzeum

A ręce te należały do hrabiego Emiliana Nałęcza-Skomrowskiego. W związku z bliskością uzdrowiska, szlachcic postanowił urządzić tutaj pensjonat, który nazwał swojsko, bo… „Ino”. W trakcie okupacji, budynek przejęli oczywiście Niemcy i utworzyli tutaj szpital (lub, jak podają niektóre źródła, punkt sanitarny) dla swoich żołnierzy.

Co ciekawe, spadkobierczynie hrabiego, córki Zofia i Helena, mieszkały w obiekcie aż do 1984 r. Oczywiście nie zajmowały całej, olbrzymiej powierzchni, a jedynie jedno z mieszkań. Reszta została podzielona na 12 mieszkań, jako kamienica czynszowa. Podobno córki hrabiego były do końca życia osobami mocno ekscentrycznymi, obnoszącymi się ze swoim „szlacheckimi” (czy też raczej hrabiowskimi) korzeniami, zachowującymi się niby wielkie diwy. Problem w tym, że nie zarządzały już wielkim majątkiem, a raczej zmuszone były żyć skromnie. Wielu starszych mieszkańców pamięta jeszcze, jak sprzedwały kwiaty, przy wejściu do parku zdrojowego, celem zarobienia na przeżycie. Przy tym oczywiście, ubierały się w swoje najlepsze, przedwojenne suknie.

Obiekt (już w kiepskim stanie), w latach 60. XX w.

W każdym razie, powiązanie pałacu z rodziną Skomrowskich, było tak silne, że niektórzy zdążyli zapomnieć o pierwotnych właścicielach gmachu. I tak, w karcie zabytku obiektu, opracowanej przez Wojewódzki Ośrodek Kultury w Bydgoszczy w 1996 r., wspomniano, iż: „Należał do zamożnej rodziny niemieckiej. Nie zachowały się dane archiwalne dotyczące projektanta i pierwszego właściciela domu”. Przeoczenie, brak dostępu do danych w rzeczonym, 1996 r., czy też celowe pominięcie faktu? Nie wiem, ale rzecz jest mocno zastanawiająca.

Był moment, w którym „zapomniano” o początkach obiektu

Wreszcie nadszedł przełomowy 1984 r., kiedy to Skarb Państwa, przy pomocy funduszu Generalnego Konserwatora Zabytków, wykupił pałac z rąk prywatnych. Jedyna żyjąca jeszcze wówczas siostra Skomrowska, otrzymała w związku z tym sporych rozmiarów rekompensatę, jednak wkrótce po wyprowadzce zmarła. Po drodze podobno została jeszcze skutecznie otumaniona przez „życzliwą” doradczynię, która przywłaszczyła sobie pieniądze Skomrowskiej. Czasy się zmieniają, hieny wciąż mają się dobrze.

Cel zakupienia budynku przez państwo? Umieszczenie tutaj placówki muzealnej. Szybko okazało się jednak, że zbiory jeszcze trochę sobie poczekają na przeprowadzkę do tego budynku. Wszak wnętrze trzeba było dostosować i gruntownie wyremontować, co w czasie głębokich przemian systemowych, do łatwych raczej nie należało. Toteż siedziba Muzeum im. Jana Kasprowicza, przeniosła się do Pałacu Mieszczańskiego dopiero w roku 2007! Wówczas, ostatecznie opuściła gmach przy Placu Klasztornym, dzielony z Teatrem Miejskim.

Kiedyś pałac, dzisiaj muzeum!

Kujawy Zachodnie czy Kasprowicz?

Przejdźmy teraz do samej instytucji, będącej dzisiaj gospodarzem gmachu przy ul. Solankowej. Wszystko zaczęło się jeszcze w 20-leciu międzywojennym. Za oficjalny początek inowrocławskiego muzeum, uznaje się dzień 31 października 1931 r., kiedy to do życia powołano Muzeum Regionalne Kujaw Zachodnich.

Jednak to nie tak, że wcześniej „nie było niczego”. Jeszcze w 1927 r., z inicjatywy Akademickiego Koła Kujawian przy Uniwersytecie Poznańskim, dom siostry Jana Kasprowicza, Anny Rolirad w podinowrocławskim Szymborzu, zagospodarowano na potrzeby Izby Kasprowiczowskiej (czyli miejsca, w którym upamiętniono wielkiego artystę, który zmarł rok wcześniej). Można rzec, że był to swego rodzaju przedsmak przyszłego patronatu. Jednakże, budynek stał się własnością muzeum w 1976 r., a dziś to oczywiście oddział instytucji. Z kolei w 1929 r. przy ul. Dworcowej swoje podwoje otworzyło Muzeum Lotniczo-Gazowe, które dziesięć lat później włączono w struktury protoplasty dzisiejszego Muzeum im. Kasprowicza.

Co ciekawe, tuż przed II wojną światową, Muzeum Regionalne Kujaw Zachodnich mogło zawitać do innego obiektu stojącego przy ul. Solankowej. Mowa o opuszczonej w 1938 r. siedzibie loży masońskiej Astrea Loge, która znajdowała się w kamienicy pod numerem 24. Orendownikiem umieszczenia tutaj placówki muzealnej, a także biblioteki, był jej dawny mistrz, zasłużony inowrocławianin, Leopol Levy. Ostatecznie nie doszło do tego, z uwagi na wybuch II wojny światowej, a sama kamienica przestała istnieć. Dziś w tym miejscu (pod numerem 24), znajduje się pusty plac, wykorzystywany jako parking. Pozostał tylko fragment dawnego drzewostanu.

Siedziba loży masońskiej przy ul. Solankowej
źródło: https://www.inowroclaw.powiat.pl/

To oczywiście nie był koniec długiej drogi do pełnoprawnej placówki muzealnej, bo po wojnie instytucja powróciła dopiero w 1959 r., po decyzji prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Właśnie wtedy – i na długie lata – placówka trafiła na piętro teatru miejskiego, przy Placu Klasztornym. A gdyby ktoś się zastanawiał, kiedy pojawił się patronat wielkiego poety, Jana Kasprowicza, to stało się to w 1966 r. Dekadę później muzeum przyjął Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy, aby usamodzielniła się ona w 1982 r. Historię przenosin na ul. Solankową już znacie, ale warto dodać, że obiekt, stał się wyłączną własnością muzeum dopiero w 1992 r. Dziś instytucja znajduje się pod nadzorem Starostwa Powiatowego w Inowrocławiu i bez wątpienia jest najważniejszym muzeum w mieście.

Ciekawie jest także, kiedy spojrzymy na listę osób, które zarządzały muzeum. Otóż obecny, p. Marcin Woźniak (zresztą, bardzo sympatyczny i merytoryczny człowiek, z którym przeprowadziliśmy podcastową rozmowę, w ramach cyklu „Rozmowy BEZ FILTRÓW”, dostępną na naszym kanale YouTube, czyli TUTAJ), jest w okresie powojennym dopiero… 4 osobą na tym stanowisku! Skąd taki wynik? Otóż, głównie z uwagi na długowieczność p. Joanny Sikorskiej, która zarządzała muzeum od 1976 r. (jako kierownik, a od 1982 r. jako dyrektor) do 2019 r! Tak jest, dobrze liczycie – 43 lata. Wcześniej, od samego początku za sterami tego okrętu stał Henryk Walter, działacz Towarzystwa Miłośników Miasta Inowrocławia i radny miejski, a następnie (w zestawieniu z innymi dyrektorami krótko, bo 3 lata), Ryszard Łuczak.

Pałac co się zowie

„Bohater” naszego dzisiejszego odcinka, zgodnie ze swoją zwyczajową nazwą, wygląda po prostu jak mały pałac. Poza monumentalnością gmachu, sporo tutaj zdobień, detali, a całość – utrzymana w neorenesansowym sznycie – robi naprawdę duże wrażenie! Budynek, wybudowany w kształcie litery L, jest niemal w całości otynkowany – wyjątkiem jest znajdująca się od strony zaplecza, część ceglana. To dawny pion gospodarczy, a więc przeznaczona dla służby właścicieli pałacu, posiadający własne wejście i wewnętrzną komunikację.

Nieotynkowana część budynku przeznaczona była dawniej dla służby

Poza głównym gmachem, jest także inny, mniejszy, stojący w podwórzu. To z kolei dawna wozownia. Miał więc rozmach właściciel obiektu, bo i ten budynek prezentuje się okazale, dzisiaj pełniąc funkcję biurową muzeum. Do tego dodajmy także spory ogród, który rozciąga się za obiektami. Zasadniczo, wciąż widać dawny majestat tego miejsca!

Dawna wozownia

Poza datą i inicjałami, na ścianie budynku głównego znajdziecie także kilka innych symboli. Te, wskazują wyraźnie, czym dawny mieszkaniec pałacu (ten pierwszy, tj. Schwersenz) się trudził. Znajdziemy więc tutaj: cyrkiel, kątomierz, zwój papieru, kolumnę, węgielnicę (urządzenie do wyznaczania kątów) oraz paletę malarską. Największe wrażenie robi oczywiście utrzymane w ciemnych barwach sgraffito, ze zdobieniami w formie kształtów geometrycznych i motywami roślinnymi.

Przyznacie, że piękne to sgraffito!

Obecnie do obiektu wchodzi się od strony ściany bocznej, jednak niegdyś, jeszcze za czasów Schwersenza, główne, reprezentacyjne wejście znajdowało się od frontu. W zasadzie rzecz oczywista – do pałacu wchodziło się od strony ul. Solankowej. Ten portal zlikwidował jednak hrabia Skomrowski.

Inne detale też niczego sobie!

Zanim wejdziemy do środka, warto jeszcze rzucić okiem na zakątek Papuszy. Mowa o niewielkiej instalacji artystycznej, poświęconej jednej z – nie bójmy się tych słów – najsłynniejszych artystek, związanych z Inowrocławiem, a więc Papuszy. Bronisława Wajs – bo tak oficjalnie nazywała się poeta – to artystka, odkryta w 1949 r. przez Jerzego Ficowskiego. Ceniona z uwagi na talent poetycki, ale wyklęta przez własny lud, tj. Romów. Uznano, że „zdradziła” swoich, opisując wierzenia, prawa i słownik romski. W związku z tym, przez lata musiała mierzyć się z szykanami.

Ku pamięci Papuszy

Co ma jednak Papusza do Inowrocławia? Otóż, trafiła tutaj w 1981 r., na kilka ostatnich lat życia. Pod swoje skrzydła wzięła ją Janina Zielińska, czyli siostra poetki. Przed wejściem do Muzeum, zobaczyć możecie mural autorstwa Edyty Lasoty, z cytatem: „Wyrosłam w lesie jak złoty krzak”, przedstawiający właśnie Papuszę. Jest i pamiątkowa ławeczka, a także harfa.

Na parterze Pałacu

Wnętrze obiektu to efekt przebudów z lat 80., 90. i początku XXI w., kiedy to dawne pomieszczenia mieszkalne przekształcano w jednostkę muzealną. Wciąż zresztą widać ślady tej dawnej funkcji, gdyż wyraźnie zarysowują się tutaj dawne pokoje i mieszkania – między poszczególnymi wystawami przechodzi się przez otwory drzwiowe (drzwi, celem lepszej komunikacji, zostały w wielu miejscach zdemontowane). Swoją drogą, pierwotny plan przebudowy obiektu w latach 80. XX w. opracować miała bydgoska firma „Porta”, ale ostatecznie to nie doszło do skutku. W związku z tym pracę wykonała firma „Arkady” z Inowrocławia.

Piękna weranda na piętrze obiektu

A czy są elementy, który pamiętają jeszcze pierwszych właścicieli budynku? Zasadniczo, najwięcej historycznego klimatu zachowało się na głównej klatce schodowej, gdzie dostrzeżemy stylową, drewnianą balustradę oraz piękne witraże. Na piętrze znajduje się z kolei niesamowicie klimatyczna weranda, z meblami z okresu 20-lecia międzywojennego. Bez wątpienia, wypicie tutaj kawy, byłoby niemałym doznaniem!

Witraż na klatce schodowej muzeum

Całość ekspozycji tworzy 6 wystaw stałych oraz wystawy czasowe. Te ostatnie – w naturalny sposób – zmieniają się. Obecnie – w październiku 2024 r. – funkcjonuje ta, poświęcona zbrodni wołyńskiej, a także klimaty regionalne. O czym mowa w kontekście regionu? Aktualnie są to wystawy: „Sztuka Powiatu Inowrocławskiego” oraz „Sztuka Ludowa”. Znajdziecie tutaj mnóstwo regionalnych wzorów, haftów, zastaw, obrazów oraz wszelkich innych form sztuki. Jak mówi sam dyrektor placówki, jest to miejsce, w którym pokazać mogą się twórcy, szerzej nieznani, ale utalentowani, którzy w ten sposób otrzymują platformę do dotarcia ze swoją twórczością do szerszego grona. W ubiegłych latach, jedną z najgłośniejszych była wystawa, poświęcona historii inowrocławskich Żydów. Wystawy czasowe znajdziecie na parterze gmachu.

Wystawy czasowe na parterze muzeum

Wspinając się na piętro budynku wspomnianą, piękną klatką schodową, polecam spoglądać na ściany. Mnóstwo tutaj pięknych obrazów. To część kolekcji kujawskiego rodu Trzcińskich z Popowa nad Gopłem. To głównie portrety, przedstawiające m.in.: Tadeusza Gedeona Trzcińskiego, żyjącego w XVIII w. posła Sejmu Wielkiego, Zenona Kułakowskiego, powstańca z 1831 r. czy Walentego Trzcińskiego, organizatora powstania w 1846 r. na Kujawach. Autorami obrazów byli m.in.: Jana Józef Dutkiewicz oraz Stanisław Korzeniowski.

Klatka schodowa to także mała galeria sztuki

Kasprowicz i Przybyszewski – na zawsze razem

Nie ma co się spierać, kto dominuje w muzealnej ekspozycji, umieszczonej w budynku przy ul. Solankowej. Oczywiście są to: patron placówki, Jan Kasprowicz i nierozerwalnie związany z nim (i w pozytywny i w negatywny sposób), Stanisław Przybyszewski. Pierwszą z tutejszych, stałych wystaw, zatytułowano: „Jan Kasprowicza: od Kujaw do Tatr”, co nawiązuje do drogi wielkiego poety z podinowrocławskiego Szymborza (dziś osiedla miasta) do ostatniego miejsca zamieszkania, a także miejsca spoczynku, tj. Zakopanego. O dokonaniach Kasprowicza pisał tutaj nie będę, bo raz, że trzeba by pisać bardzo dużo, a dwa, że zrobiłem to już po części w artykule, poświęconym Szymborzu, czyli TUTAJ.

Kasprowicz jest tutaj dosłownie wszędzie!

Na tej wystawie znajdziecie m.in.: kopie rękopisów ze zbiorów muzeum, oryginalne wydania utworów poety (w tym takie z odręcznymi dedykacjami samego Kasprowicza), zdjęcia artysty i jego krewnych, a także wiele osobistych przedmiotów, np.: kożuch i laseczkę. Są i portrety wielkiego twórcy, choćby autorstwa: Damazego Kotowskiego, Władysława Jarockiego, Wilhelma Miterskiego i Stanisława Witkacego. W oczy rzuca się także sztandar, który co prawda powstał już po śmierci Kasprowicza (w 1939 r.), ale znajduje się na niej cytat z poety, tj.: „Żyć warto jeśli twe serce ofiarnie dla Polski płonie”, co dodatkowo wpisuje się w położenie naszego kraju z początku II wojny światowej. Sztandar należał do VIII Hufca Harcerzy z poznańskiej Wildy.

Na zdjęciu z lewen strony chata rodziny Kasprowicza w Szymborzu

W hierarchii ważności wystaw, na drugim miejscu umieścić należy tę, poświęconą Stanisławowi Przybyszewskiemu. Ok, z uwagi na jego międzynarodową sławę (w Berlinie nazywano go nawet „Genialnym Polakiem”) i status prekursora nutu dekadentyzmu, oraz jednej z twarzy Młodej Polski, niektórzy postawiliby go pewnie na miejscu pierwszym. Bez wątpienia nie było to jednak twórca, którego należałoby naśladować. Skandalista – właśnie to określenie najlepiej oddaje jego życiową postawę. Choć stwierdzenie „artysta totalny” też jest jak najbardziej na miejscu.  Liczne romanse, używki, problemy psychiczne, poglądy, a do tego bodaj najgłośniejsze wydarzenie, a więc…  podprowadzenie żony przyjacielowi, czyli właśnie Janowi Kasprowiczowi. Mało tego, podprowadzenie, które nastąpiło w trakcie jego wizyty u Kasprowiczów we Lwowie. Nie ma co, dobry „przyjaciel”.  

Stanisław Przybyszewski czyli „Smutny Szatan”

Przybyszewski znalazł swoje miejsce w Muzeum, gdyż był związany z Kujawami. Urodził się w pobliskim Łojewie, a w Inowrocławiu przebywał przynajmniej kilkukrotnie, w tym, w 1927 r., w pobliskiej (stojącej dosłownie naprzeciwko gmachu Muzeum) kamienicy. Ostatnie miesiące życia spędził pod Inowrocławiem, w dworku w Jarontach, gdzie zmarł. Pochowano go w pobliskiej Górze. Nazwa wystawy: „Meteor Młodej Polski”, dziwić nie może – niby prawdziwy meteor, Przybyszewski pojawił się na firmamencie polskiej i europejskiej sztuki i wprowadził niemałe zamieszanie.

Wśród pamiątek po Przybyszewskim, znajdziemy wiele śladów kobiet

W zbiorach Muzeum Kasprowicza (sic!) znajdziemy m.in.: litografię Wańkowicza przedstawiającą Adama Mickiewicza, którą Przybyszewski wieszał w każdym miejscu swego zamieszkania, sekretarzyk Jadwigi, a więc jego drugiej żony (tej, która wcześniej „żonowała” Kasprowiczowi) czy pierwodruki dzieł artysty. Kolekcje uzupełniają obrazy, pamiątki związane z kobietami otaczającymi Przybyszewskiego (choćby te, związane z Dagny Juel, Norweżką i pierwszą żoną poety czy córką, Stanisławą Przybyszewską, która została wybitną pisarką, autorką dzieła „Sprawa Dantona”). W jednej z sal, nie sposób nie zauważyć oryginalnego fortepianu firmy Kerntopf, z którego korzystał niegdyś sam Przybyszewski.

Stanisław Szenic czyli kolekcjoner

Największą i najcenniejszą (obiektywnie!) kolekcją muzeum, jest ta, należąca niegdyś do Stanisława Szenica. Elegancko zaaranżowany gabinet, pokazuje nam, że pochodzący z Pakości Szenic, był kolekcjonerem co się zowie. Lubował się podobno w pracy w otoczeniu stylowych, zabytkowych mebli, rzeźb, tkanin i innych detali. Wszystko to znajdziemy właśnie tutaj, na piętrze Pałacu Mieszczańskiego.

Zbiory Stanisława Szenica…

Pierwszym, co rzuca się w oczy, po wejściu do jego „gabinetu”, jest wisząca na ścianie kolekcja sakralnych rzeźb, które Szenic kupował swego czasu w niemieckich antykwariatach. Większość z nich to po prostu „aniołki”, w tym niektóre z doprawdy dziwacznymi „wyrazami twarzy”. Uwagę zwraca szczególnie ten pulchny, uśmiechnięty w jakiś dziwnie niepokojący sposób, którego uchwyciliśmy na poniższym zdjęciu. Najstarszy z elementów tej kolekcji to postać Matki Boskiej Mater Dolorosa z XV w.

…to naprawdę ciekawa rzecz!

Są i meble. Np biurko w stylu Ludwika XIV, sprowadzone z Francji, sekretarzyk w stylu Marii Teresy oraz kredens z mieszkania biskupa Antoniego Laubitza (który mieszkał przecież swego czasu w Inowrocławiu). A z meblami pięknie komponują się obrazy, np. 4 akwarele, które wyszły spod pędzla Nikifora Krynickiego, uznawanego za najwybitniejszego polskiego prymitywistę. Niesamowite wrażenie robi także malunek widoku lasu w Łebie, stworzony przez ekspresjonistę, Niemca Maxa Pechsteina.

Czy to wszystko? Oczywiście, że nie! Wymienić wypada choćby: miedzioryty Daniela Chodowieckiego, wiekowe wschodnie dywany, wełniane torby juczne z XIX w., a także wiele drobiazgów, choćby w postaci zastawy stołowej.

Swoją drogą, na meblach (a także w ich szufladach) znajdujących się w gabinecie, leży sporo publikacji autorstwa Stanisława Szenica. Ten, jako bardzo płodny pisarz (zasadniczo był prawnikiem, ale wydaje się, że pióra nie odkładał niemal nigdy), w swym życiu takich stworzył od groma. W trakcie ostatniej wizyty w Muzeum, dzięki uprzejmości p. dyrektora Michała Woźniaka, „kopną” mnie zaszczyt i mogłem jedną zabrać ze sobą. Wybór padł na biografię Franciszka Liszta.

W skład kolekcji Szenica, wchodzą także widoki miast, które eksponowane są na korytarzu piętra gmachu. Najstarsze z nich pochodzą jeszcze z XV w., jak np. ten ukazujący Wrocław, który powstał w formie drzeworytu w 1493 r. w Norymbergii (autor: Hartmann Schedl). Do tego dołożyć należy panoramy m.in.: Gdańska, Poznania, Warszawy (miedzioryt wykonany na podstawie rysunku Eryka Dahlbergha, tego samego, który uwiecznił w trakcie potopu szwedzkiego Bydgoszcz) czy Kraków.

W gablotach eksponowane są także piękne przyciski do papieru, również należące niegdyś do Szenica. Dziś przedmioty bezużyteczne (poza ich niewątpliwą wartością historyczną i estetyczną), kiedyś dla każdego pisarza niezbędne. Te tutejsze pochodzą z XIX w. (najstarsze datuje się na 1839 i 1848 r.) i pierwszej połowy XX w., a wykonano je np. w: Czechach, Austrii, Węgrzech czy na Śląsku. Sporo na nich zdobień, np. w postaci motywów kwietnych.  

Przyciski do papieru – kiedyś praktyczne, dzisiaj już tylko ekspozycja muzealna

Chata w Szymborzu

Na koniec warto opuścić Pałac Mieszczański przy ul. Solankowej i wspomnieć o innym obiekcie, znajdującym się w strukturach Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu. Kierujemy się więc na Szymborze, rodzinnej miejscowości (wówczas, tj. w momencie urodzenia i śmierci Kasprowicza, a dziś osiedla Inowrocławia) Jana Kasprowicza. Tutaj, pod adresem ul. Wielkopolska 11, stoi niewielki dom, w ścianę którego wmurowano tablicę z napisem: „Tu urodził się Jan Kasprowicza”.

Obiekt, w którym od lat 70. XX w., znajduje się Izba Kasprowiczowa, nie jest jednak tym samym, w którym Kasprowicz faktycznie się urodził,, napis należy więc traktować w sposób przenośny, w odniesieniu do całego Szymborza. Budynek powstał w 1923 r. i wybudowano go przy pomocy finansowej samego Kasprowicza, kiedy oryginał spłonął (a stało się to w 1914 r.). Nowy  budynek powstał na potrzeby siostry Kasprowicza, która wciąż mieszkała w Szymborzu, czyli Anny Rolirad.

 „Izbę Kasprowiczowską” uruchomiono w rok po śmierci wielkiego poety. Ta miała szansę powstać dzięki zaangażowaniu Akademickiego Związku Kujawian z Uniwersytetu Adama Mickiewicza i dzięki uporowi siostry Kasprowicza, wspomnianej Anny.  Z kolei w połowie 2023 r., całość wyremontowano i ponownie oddano „w ręce” zwiedzających. Naprawdę warto tutaj zajrzeć, bo w środku zachowało się sporo artefaktów związanych z wielkim poetą, a także część oryginalnego wystroju.

W tym miejscu kończymy naszą wizytę w Pałacu Mieszczańskim AKA Pałacu Schwersenza AKA Pałacu Skomrowskich AKA siedzibie Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu. Już sama ta wyliczanka sprawia, że musicie przyznać, iż historia budynku, jest doprawdy ciekawa i niezwykle dynamiczna!

Dzięki za czytanie, widzimy się przy okazji kolejnych artykułów z cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”!

Projekt pn. „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, realizowany przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką” jest współfinansowany ze środków Gminy Miasta Inowrocław

Piotr Weckwerth

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X