______________
Biblioteki. Naukowe serca miast i regionów. Miejsca, w których w spokoju oddać można się analizie archiwalnych materiałów, wczytać w ulubioną lekturę czy po prostu przygotować się do ważnego egzaminu. Dla mnie stanowią swego rodzaju kapsułę czasu, dając dostęp do treści sprzed lat – takich, których próżno szukać w Internecie. A dla uniwersytetów? Chyba zgodzicie się ze mną, że w ich obrębie nie ma jednostek ważniejszych, aniżeli właśnie książnice! Przyjrzyjmy się więc bibliotece Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy!
______________
Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.
W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów., jak i niniejszego, dotyczącego Biblioteki Głównej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.
Biblioteka czy ogródki działkowe?
Bywając w różnych miejscach Bydgoszczy (a z racji na moją profesję, bywam w naprawdę wielu, czasami bardzo nietypowych, bydgoskich miejscówkach), często łapię się na tym, jak szybko zapominamy, jak dana przestrzeń wyglądała w przeszłości. I nie mówię tutaj o przeszłości zamierzchłej – z mojej perspektywy rozumianej jako lata 90. XX w. (wszak wcześniej pamiętać po prostu nie mogę), a dosłownie chwili temu, ubiegłej dekadzie. Czas pędzi tak szybko, że niemal natychmiast przyzwyczajmy się do zmian (inaczej chyba byśmy zwariowali), przyjmując, że nowo powstałe elementy infrastruktury „po prostu są”. Przeszłość rozmywa się w mroku.

Prawidłowość tę, można także odnieść do terenu, znajdującego się między ulicami: Karola Szymanowskiego, Michała Ogińskiego oraz Powstańców Wielkopolskich. Przecież tam, jeszcze kilkanaście lat temu, znajdowały się najprawdziwsze ogródki działkowe! Te, nazywane Rodzinnymi Ogródkami Działkowymi „Swoboda”, zajmowały niemal 1,5 hektara powierzchni. Przez lata, pewnie podobnie jak Wy, mijałem je, w drodze z rodzinnych Bartodziejów na Stare Miasto, ale kiedy zniknęły, mój umysł natychmiast przyzwyczaił się do nowej sytuacji. A sytuacją tą był widok nowoczesnego gmachu uniwersyteckiej biblioteki. Po prostu, jakby zawsze tam stał!

Oczywiście, proces „wygaszania” ogródków działkowych trochę jednak trwał. Decyzję o ich likwidacji, Rada Miasta podjęła już w 2008 roku, wskazując, iż teren ten zostanie przekazany usługom z – jak to wskazano – „zakresu nauki i szkolnictwa wyższego”. W grudniu 2010 roku władze bydgoskiego uniwersytetu podpisały więc umowę z firmą Budimex SA, a chwilę później na teren wjechał ciężki sprzęt. I tak oto, 59 ogródków działkowych, świetlica i boisko wraz z placem zabaw, przestały istnieć. Zachowały się za to wspomnienia rezydentów tutejszych działek, a także pozostałych bydgoszczan. Jak wskazuje wielu, ogródki były dla okolicznych dzieci celem wycieczek „kulinarnych”, a więc po prostu chodziło się tam na tzw. „pachtę”, na jabłka lub inne owoce.

Źródło: http://www.ukw.edu.pl
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Od ciemnych piwnic po reprezentacyjny gmach
Zanim ktokolwiek w ogóle pomyślał o budowie tak reprezentacyjnego, jak ten obecny, gmachu biblioteki uniwersyteckiej, ta doświadczała różnych – nie zawsze pozytywnych – wydarzeń. Szczególnie barwne były oczywiście jej początki. Oficjalnie otwarto ją w 1969 roku, a więc równolegle do uruchomienia Wyższej Szkoły Nauczycielskiej, protoplasty dzisiejszego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. W praktyce jednak, istniała już wcześniej, bo uczelnia przejęła zbiory, gromadzone od lat 50. XX wieku przez Studium Nauczycielskie (to z kolei taki pra-pra przodek UKW – więcej o nim przeczytacie w moim artykule poświęconym kampusowi głównemu uczelni, czyli TUTAJ).
Na początku, liczba publikacji sięgała zaledwie 60 tysięcy, a część z nich, „leżakowała” sobie w ciemnych piwnicach budynku przy Chodkiewicza 30. Rolę wypożyczalni pełniła jedna ze zwykłych sal dydaktycznych, znajdujących się w gmachu. Jak się pewnie domyślacie, nie było to zbyt wygodne, więc cały czas myślano o budowie nowej siedziby dla książnicy. I myślano dość długo, bo decyzja o jej powstaniu zapadła dopiero po transformacji systemowej, w 1992 roku.

Źródło: http://www.ukw.edu.pl
Plan był jasny – w obrębie kampusu głównego należy wybudować nowy budynek, mogący pomieścić nawet 400 tysięcy woluminów. Udało się i nowa siedziba biblioteki została oddana do użytku w 1993 roku. Ale czy to rozwiązało wszystkie problemy uniwersyteckich zbiorów? Ależ skąd! W obliczu rozwoju uczelni, te 400 tysięcy okazało się bowiem liczbą mocno zaniżoną. W związku z tym już po kilku latach, znów zaczęto przebąkiwać o potrzebie zmiany siedziby biblioteki. No tak, ale niby kto dałby kasę na kolejną tego typu inwestycję, skoro dopiero co jedną wybudowano?
Na szczęście ktoś dał. Unia Europejska mianowicie, bo przecież Polska w międzyczasie do niej wstąpiła. Pojawiły się więc Regionalne Programy Operacyjne, a w ramach tego kujawsko-pomorskiego, za niebagatelną kwotę ponad 45 milionów złotych, wybudowano nowy gmach. Oczywiście, nie cała ta kwota (choć duża jej część) pochodziła z dotacji, niemniej bez tego „zastrzyku” finansowego, książnica raczej by nie powstała. A przynajmniej nie powstałaby tak szybko.

Całe szczęście jednak, udało się. Dobrze pamiętam swoje początki na bydgoskiej uczelni, czyli rok 2009. To był już schyłek „życia” dawnej siedziby, która wyglądała bardzo kiepsko – mało funkcjonalna, przepełniona ludźmi, przestarzała. Inna sprawa, że – jak zwykle – nie miałem okazji skorzystać z usług nowej siedziby. Kiedy ukończono jej budowę w 2013 roku, już nie byłem studentem UKW. I tak, możecie we mnie rzucać kamieniami, wtedy pobierałem już naukę w sąsiednim Toruniu, na tamtejszym Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. W swojej obronie napiszę, że studia podyplomowe zrobiłem już ponownie pod patronatem Kazimierza III Wielkiego.

Nie o mnie jednak, a o uczelnianej bibliotece. Prace budowlane, zmierzające do jej wzniesienia – jak na tak duży budynek – przebiegały ekspresowo. Kamień węgielny wmurowano w kwietniu 2011 roku, a gmach został oddany w ręce studentów już w październiku 2013 roku. Dosłownie chwilę temu mogliśmy więc świętować 10 rocznicę tego wiekopomnego wydarzenia.
Gmach monumentalny
W ten sposób powstał monumentalny gmach biblioteki głównej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Jego styl architektoniczny? Zapewne najbliższe prawy będzie stwierdzenie: neomodernistyczny. Wielkie, przytulone do siebie bryły, a do tego ciekawa, wielokolorowa elewacja, nowoczesne detale oraz sporo szkła. Całość jest długa na kilkaset metrów i wyróżnia się powierzchnią użytkową 18 tysięcy m2. Całkiem sporo.
Chyba najbardziej charakterystycznym elementem konstrukcji jest wielki „portal”, pod którym wchodzi się do budynku. Zapewne, poza nazwą i logotypem Uczelni, nie raz dostrzegliście tam napis: „Sapere aude”, co oznacza… „Miej odwagę być mądry” bądź „Odważ się wiedzieć”! Naprawdę piękne, pasujące do tego miejsca słowa. Właściwie jest to fragment łacińskiej sekwencji, autorstwa rzymskiego poety, Horacego, która w całości brzmiała: „Dimidium facti, qui bene coepit, habet, sapere aude, incipe”, czyli: „Połowę pracy ma za sobą, kto dobrze zaczął, miej więc odwagę być mądrym i zacznij”. No właśnie, wielu jest takich, którym nawet nie chce się zacząć. Warto więc posłuchać Horacego!

Budynek ma trzy poziomy oraz podziemny (czy też raczej podpiwniczony) parking. W środku, te rozmiary widać chyba nawet lepiej. Naprawdę duże, otwarte przestrzenie, przeszklone ściany sal, a do tego przyjemne, stonowane kolory. Przyznaję, że kiedy pierwszy raz znalazłem się w środku, zrobiło to na mnie duże wrażenie!
A jak wpisał się w otoczenie? Jak już wspomniałem, szybko się do niego w Bydgoszczy przyzwyczajono, więc chyba całkiem nieźle. Potwierdzeniem tego niech będzie to, że w mieście nie słychać zbyt wielu głosów, zawodzących nad „zbyt nowoczesną” czy „zbyt dużą” bryłą. A takie przecież, w przypadku wielu innych inwestycji powstających w naszym mieście, pojawiają się nagminnie.

Niemal milion publikacji
Przez wszystkie te lata, zasoby biblioteki UKW „trochę” się rozrosły. Wspomniałem o niecałych 60 tysiącach, od których zaczynano. Dziś liczba ta przekracza 800 tysięcy różnego rodzaju publikacji. Te które, przechowywane są w gmachu głównym, sklasyfikować można jako ogólne, głównie z zakresu nauk humanistycznych, filologicznych (językowych) i historycznych. Przedmioty ścisłe też są, choć znacznie mniej (podobno jednak prowadzone są działania, które mają to zrównoważyć).

Wszystko to mieści się głównie w trzech miejscach. Pierwsze to dwa wielkie magazyny, znajdujące się na najniższym poziomie budynku. Regały ciągną się tutaj dosłownie przez setki metrów, a niewtajemniczona osoba, mogłaby się pomiędzy nimi dosłownie zgubić! Po prostu idziesz i idziesz, a wszędzie wokół są książki! Uważni obserwatorzy, dostrzegą tutaj także niewielkie windy, którymi, w razie potrzeby, pracownicy transportują książki w inne partie biblioteki.


Drugie takie miejsce to czytelnia czasopism, gdzie, jak sama nazwa wskazuje, skorzystać można z różnego rodzaju magazynów i gazet. Trzecie, to tzw. wolny dostęp, w którym każdy student (czy też po prostu posiadacz karty bibliotecznej, bo osoby z zewnątrz również takową wyrobić mogą), może korzystać z wybranych pozycji. W wielkiej sali ustawione są setki regałów, a pomiędzy nimi liczne stoliki i fotele. Co więcej, są też miejsca do pracy indywidualnej, czyli tzw. „kabiny ciszy”. Niektóre z nich przystosowane są także, poprzez dostęp do specjalistycznego sprzętu, do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Więc, jeżeli macie ochotę lub potrzebę popracowania w ciszy, z dala od innych bodźców, śmiało, można korzystać!





Tym, co bardzo podoba mi się w wolnym dostępie, jest też widok z okien! Te, na zachodniej ścianie są panoramiczne, dając możliwość obserwacji najbliższego terenu. Jest więc jedyny w okolicach blok przy ul. Karola Szymanowskiego, a także socjalistyczny biurowiec przy ul. Powstańców Wielkopolskich. Najciekawszy widok to jednak centralna część, czyli duża, niezabudowana, otwarta przestrzeń, wykorzystywana dawniej przez Instytuty Rolne. Dziwne wrażenie, widzieć takie połacie terenu, tak blisko centrum. Tuż za nią wznoszą się interesujące pod względem architektonicznym, dawne budynki Instytutów, dziś również należące do Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Oczywiście jest też wielki – szczególnie z tej perspektywy – gmach Bazyliki Mniejszej pw. św. Wincentego a Paulo. Naprawdę nieźle ktoś sobie wymyślił ten „punkt widokowy”!



Widok jest więc zacny i – w razie potrzeby – można stanowić małą odskocznię od pracy przy książkach. Zresztą przerwę zrobić można sobie także na inne aktywności. Takie, o charakterze niemal turystycznym.
Ślady historii i kultury
W budynku znajduje się bowiem zaskakująco wiele miejsc, w których zetknąć można się z dziedzictwem kulturowym Bydgoszczy. Na te natykamy się tuż przed wejściem do wolnego dostępu. Tutaj znajduje się bowiem niewielkie, uczelniane muzeum. Ok, bardziej niż placówka muzealna, jest to po prostu rozległa wystawa, ale jednak Uczelnia oficjalnie szyci się posiadaniem dwóch muzeów – tego, oraz opisywanego przeze mnie ostatnio Muzeum Dyplomacji i Uchodźstwa Polskiego przy ulicy Ryszarda Berwińskiego.


Są więc pamiątkowe plansze, przybliżające historię Uczelni, są archiwalne zdjęcia, piękny sztandar (jeszcze Akademii Bydgoskiej), liczne nagrody (zarówno indywidualne, jak i grupowe – choćby puchar Rektora UKW za I miejsce w XVI Wielkiej Wioślarskiej, kiedy to uczelnia ścigała się – skutecznie – z osadą z Oxfordu). Jest pamiątkowy „wędrowiec”, a więc miniaturka rzeźby autorstwa Michała Kubiaka (oryginał stoi przy skrzyżowaniu ulic: Dworcowej i Gdańskiej), wręczony władzom UKW przez prezydenta miasta, Rafała Bruskiego z okazji 50-lecia działalności. Historii jest więc tutaj sporo, a pieczę nad nią sprawują dwa, ubrane w stroje rektorów, manekiny.

Poza historią jest też sztuka! Wszak potężna przestrzeń biblioteki, sprzyja organizowaniu w niej wystaw! Często więc, pojawiają się tutaj wernisaże obrazów i rysunków. W trakcie naszej grudniowej wizyty, zobaczyliśmy dla przykładu wystawę Marii Podgórskiej-Ritter, zorganizowaną w sali „Pamięci Bydgoszczan”. Z kolei w sali konferencyjnej, mogliśmy podziwiać wystawę malarską nieżyjącego już artysty, Jerzego Świecimskiego pn. „Pejzaż Zewnętrzny”. Obie robią naprawdę dobre wrażenie!



Wracając na chwilę do sali „Pamięci Bydgoszczan”, warto wspomnieć, że znajduje się w niej także kącik, zwany „Salonikiem Weissa”. Wojciech Weiss był jednym z najwybitniejszych malarzy okresu Młodej Polski, profesorem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a także jego rektorem. To, że pamiątki po nim trafiły do grodu nad Brdą, wynika z faktu, iż był on przy okazji uczniem Leona Wyczółkowskiego, przed wojną wystawiającym w Bydgoszczy swoje dzieła. Artefakty, podarowane przez mieszkającą w Krakowie wnuczkę artysty, to m.in.: fortepian, stylowe meble (w tym np. stół z XIX wieku) czy szkice, autorstwa samego Weissa. Jeśli dobrze się wczujecie, możecie przenieść się w czasie do co najmniej do okresu 20-lecia międzywojennego!


To oczywiście nie wszystko, bo funkcję przestrzeni wystawienniczej pełnią także szerokie korytarze gmachu. Na półpiętrach stoją rzeźby sztuki współczesnej (przypominające nieco wycięte w lodzie bryły) autorstwa Pauliny Kaczor-Paczkowskiej. Na 1 piętrze znajduje się z kolei interesująca wystawa wspomnień z życia i kultury studenckiej Bydgoszczy i Torunia. Rzecz dotyczy lat 60., 70. i 80. XX wieku, toteż znaleźć można tutaj wiele ciekawych fotografii i tekstów. W tym miejscu, nikt nie będzie Was obwiniał, jeśli rzucicie stwierdzeniem: „Kiedyś to było!”.

Nie zgadniecie, kogo spotkałem…
Tuż obok, a także na samym terenie wolnego dostępu, znajdziecie jeszcze jedną historyczną wystawę. Może będziecie lekko zdziwieni, ale jeżeli tutaj zajrzycie, Waszym oczom ukaże się sam… Andrzej Szwalbe! Chyba nawet nie muszę tego pisać, bo wspominałem o tym w tegorocznych cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” już wielokrotnie, ale ten człowiek… jest dosłownie wszędzie! Ok, trwa rok pod jego patronatem, więc w żaden sposób nie może to dziwić.

Chodzi jednak o coś innego, mianowicie o to, ile pan Andrzej zdziałał za życia. Jak się bowiem okazuje, lista jego zasług nie ogranicza się „tylko” do: Filharmonii Pomorskiej, Akademii Muzycznej, Dzielnicy Muzycznej, Opery Nova, BWA, a także przywrócenia kulturalnej funkcji pałacom w Ostromecku. Miał on także wymierny wpływ na powstanie… bydgoskiego uniwersytetu!
W związku z tym, w gmachu znajduje się wystawa „Andrzej Szwalbe – Wielki Budowniczy Bydgoszczy”. Znajdziecie tutaj m.in. oryginalne pisma, autorstw Szwalbego, z których przebija się wizja utworzenia w Bydgoszczy uniwersytetu. Pisał w tej sprawie do naukowców, pisał do władz samorządowych i państwowych. Warto wspomnieć, że w 1994 roku znalazł się w Społecznym Komitecie ds. Powołania Uniwersytetu w Bydgoszczy. A że miał siłę przebicia, z pewnością nazwać można go jedną z osób „odpowiedzialnych” za jego powołanie. Szkoda, że doczekał tylko powstania Akademii w 2000 roku. Niestety, zmarł w 2002 roku, podczas gdy status uniwersytetu uczelnia uzyskała w roku 2005.


W gablotach znajdują się także poświęcone mu publikacje (m.in. książka: „Życie na przełomie”), wycinki z gazet i prasy. Wyeksponowano także oczywiście chyba najbardziej charakterystyczne przedmioty, związane ze Szwalbem, czyli jego aktówkę, laseczkę i batutę (podarowaną dyrektorowi przez Pomorską Orkiestrę Symfoniczną). Wszystkie te przedmioty należą do Zespołu Pałacowo-Parkowego w Ostromecku i właśnie tam możecie je na co dzień zobaczyć.
Ciekawe są tablice, ustawione już w obrębie samego wolnego dostępu. Na jednej z nich, na bazie wspomnień wielkiego bydgoszczanina, opisano ulubione książki i czasopisma z młodości Szwalbego. W ten sposób dowiadujemy się, że był fanem Julesa Vernego czy Karola Maya, a z polskich autorów: Ignacego Krasickiego i Kornela Makuszyńskiego. Tutaj też podkreślono, że to właśnie Szwalbe, jest jednym z ojców uniwersyteckiej biblioteki (tak wiem, kolejna rzecz, która należy dopisać do jego zasług). W jego wizji, powstać miała Dzielnica Wszechnicy Bydgoskiej im. Kazimierza Wielkiego, której centralną częścią miała być właśnie biblioteka. Według Szwalbego, miało to podnieść status naukowy miasta. Używał przy tym porównania do Torunia, wskazując, że ten miał duże szczęście, iż po wojnie, trafiły do niego tak liczne zbiory z biblioteki uniwersyteckiej w Wilnie.

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow
U Malinowskiego i Filipowicza-Dubowika
Co ciekawe, wewnątrz gmachu, możecie zauważyć dwie pamiątkowe tablice. Znajdują się ona na pierwszym piętrze, tuż obok Czytelni Czasopism, i oddają hołd dwóm zasłużonym dla uniwersyteckiej biblioteki i w ogóle, uczelni, personom, czyli: dr Henrykowi Filipowiczowi-Dubowikowi oraz dr Leszkowi Janowi Malinowskiemu. Pierwszy to założyciel i wieloletni dyrektor Biblioteki Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Ponadto, naukowiec był badaczem zbiorów specjalnych, literaturoznawcą, a także współtwórcą, wiceprezesem i prezesem Bydgoskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej. Sam zresztą pochodził z Wileńszczyzny.

W Wilnie na świat przyszedł także Leszek Malinowski, a w trakcie wojny brał udział w walkach o miasto. Później został historykiem sztuki i literaturoznawcą, a także nauczycielem akademickim, oczywiście w bydgoskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. On również był jednym z założycieli Bydgoskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, a także główny darczyńcą pracowni Dziedzictwa Kulturowego Kresów Wschodnich Biblioteki UKW.
Obaj dżentelmeni pełnią także rolę patronów sal dydaktycznych. W tej pod patronatem Filipowicza-Dubowicza, znajduje się zresztą Czytelnia Zbiorów Specjalnych. To swego rodzaju przedsionek skarbca, jakim są archiwa specjalne biblioteki. Aby móc skorzystać z leciwych źródeł, należy uzyskać specjalną zgodę (pisząc pracę dyplomową, takiej udzielić może promotor). My pewnie taką byśmy dostali, ale ewidentnie trafiliśmy na zły moment. Nie naszej, bydgoskiej biblioteki, ale wszystkich europejskich bibliotek uniwersyteckich. O co chodzi?

Źródło: http://www.ukw.edu.pl
O to, że w Europie grasuje podobno szajka, specjalizująca się w kradzieży cennych, starych zbiorów, właśnie z uczelnianych bibliotek. Tak jest, to nie żart! Być może złodzieje, zorientowawszy się, że zabezpieczenia w tychże są raczej słabe, postanowili na tym trochę zarobić. Dla przykładu, w listopadzie tego roku, zniknęły cenne egzemplarze z biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Na miejsce oryginalnych zbiorów, ktoś włożył… puste okładki i atrapy imitujące książki.
Niby trochę śmiesznie (oczywiście pomijając utratę cennych ksiąg), ale następstwem tego incydentu było zwolnienie wieloletniej dyrektorki biblioteki, p. Anny Wołodko. Podobne wydarzenia miały zresztą miejsce rok wcześniej w Bibliotece Narodowej Łotwy w Rydze. Podejrzany podobno został zatrzymany, ale rozumiem, ostrożności nigdy zbyt wiele. Nikt nie chce tracić pracy, przez działanie grupy przestępców… książek.


W związku z tym, nie mogliśmy zobaczyć na własne oczy wielu rękopisów, starodruków, map i innych. A warto dodać, że w archiwach uniwersyteckiej biblioteki znajdują się chociażby: „Dzieje Polski” Marcina Kromera z 1558 r., czy dzieła: Leonharta Fuchsa z ręcznie malowanymi drzeworytami z 1543 r. oraz Georga Ruxnera z 1566 r. Jest też 18 woluminów inkunabułów, wydawanych przed wiekami m.in. w: w Norymberdze, Bazylei, Strasburgu, Wenecji czy Bolonii. Biblioteka może się także poszczycić m.in. kompletnym, 35-tomowym, wydaniem Wielkiej Encyklopedii Francuskiej, drukowanym jeszcze w wieku XVIII. Słowem: artefakty!


W gablotach, znajdujących się w czytelni, też można znaleźć rzeczy ciekawe. Jest np. oryginalne wydanie Pana Tadeusza z 1831 roku z Paryża, mapa Polski z 1772 roku (a więc tuż przed zaborami), a także własnoręcznie sygnowany przez Zbigniewa Herberta, tom jego poezji pt. „Napis”.
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Nie tylko księgi
Wszystko to, o czym wspomniałem, to oczywiście tylko część z funkcji, jakie pełni gmach biblioteki UKW. Wszak to, że wewnątrz znajduje się wiele sal dydaktycznych, sprawia, że odbywają się tutaj regularne zajęcia w ramach różnych kierunków studiów na bydgoskim uniwersytecie.

Biblioteka działa też silnie w zakresie zachowania pamięci o dziedzictwie kulturowym Bydgoszczy. W tym celu instytucja uruchomiła archiwum „Pamięć Bydgoszczan”, które, we współpracy z partnerami (Muzeum Wojsk Lądowych, Instytut Historii UKW, Fundacja dla Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego oraz Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska) gromadzi wspomnienia i relacje mieszkańców Bydgoszczy oraz osób związanych z miastem, w formie nagrań audio. Wiele nagrań, a także innych materiałów, uczelnia udostępnia w ramach Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

O wydarzeniach kulturalno-artystycznych już wspominałem, ale warto odnotować, że w budynku możliwości organizacyjne są naprawdę spore, bowiem znajduje się tutaj sporych rozmiarów aula. Ta niestety w trakcie naszej wizyty była, z uwagi na remont (nie ma co, mamy szczęście), niedostępna.
Myślę (a przynajmniej mam nadzieję), że ta masa informacji, którą przekazaliśmy w tekście, wszystkie możliwości, z których możecie skorzystać w gmachu Biblioteki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, sprawią, że zainteresujecie się tą instytucją. Wszak to nasze (bydgoskie) wspólne dobro!

Doceńmy ją więc i cieszmy się, że byli w mieście ludzie, którzy poprzez swoją determinację doprowadzili do jej powstania. Ku chwale miasta, jego historii i kultury. Ku chwale nauki i dla wzbogacenia naszej wiedzy o świecie.
Dzięki serdeczne za przeczytanie kolejnego artykułu! Mam nadzieję, że się podobał! Przed nami jeszcze kilka tekstów, w ramach tegorocznego cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”!

Piotr Weckwerth
Zdjęcia: Inna Yaremchuk

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY