GMACH III LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO – Inowrocław przez dziurkę od klucza

W Inowrocławiu funkcjonują trzy licea ogólnokształcące. Każde z nich ma znaczącego, historycznego patrona, każde mieści się w – w większym lub mniejszym stopniu – historycznym gmachu. W najbardziej imponującym z nich, przy ul. Gabriela Narutowicza, swoje miejsce znalazło III LO, imienia Królowej Jadwigi. Poznajmy więc wspólnie historię i współczesność gmachu szkoły, nazywanej potocznie „Królówką”, w ramach kolejnego odcinka cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”.

Dzień dobry Czytelniczko/Czytelniku!

Niniejszy artykuł jest częścią cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, dofinansowanego ze środków Gminy Miasta Inowrocław. Poza nim, w najbliższych dniach na blogu pojawi się jeszcze 1 tego typu tekst. Tekst, w ramach którego odkryjemy historię i współczesność kolejnego ważnego, inowrocławskiego obiektu. Wybieramy budynki, które są niedostępne (całkowicie lub częściowo), lub które odwiedzić można, ale owiewa je pewna aura tajemniczości.

Poprzednie artykuły cyklu przeczytasz tutaj:

-kościół farny pw. św. Mikołaja,

-Pałac Mieszczański,

-Synagoga Nowa.

Podobny cykl, dotyczący bydgoskich obiektów, realizujemy od 2021 r. Dotychczas opisaliśmy w jego ramach niemal 30 obiektów i miejsc. Wszystkie teksty z serii „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” znajdziecie TUTAJ.

Miłej lektury!

Zacne towarzystwo

Okolice skrzyżowania ulic: Prezydenta Gabriela Narutowicza i alei Ratuszowej w Inowrocławiu, to miejsce obfitujące w monumentalne obiekty. Po wschodniej stronie alei Ratuszowej wznosi się charakterystyczny dla schyłkowego okresu zaborów budynek sądowy (powstały w latach 1900-1901), po zachodniej kościół garnizonowy pw. Barbary i św. Maurycego (z przełomu lat 20. i 30. XX w.) z charakterystyczną, przypominającą żołnierski hełm, kopułą, zakończoną szpikulcem.

Idąc na południe i zachód, trafimy zaś na uliczki pięknego założenia, zwanego Miastem Ogrodem, czy też, bardziej współcześnie, Osiedlem Uzdrowiskowym (lub Zdrojowym). Mnóstwo tutaj pięknych, leciwych willi i małych kamienic, które powstawały przed laty jako budynki zamożnych inowrocławian, często pełniąc także funkcję pensjonatów, zaspokajających potrzeby kuracjuszy, odwiedzających tutejszy zdrój. W związku z tym, dużo tutaj zielni – jest skwer Obrońców Inowrocławia, są aleje drzew. A przecież rzut beretem stąd znajduje się wielka zielona oaza, w postaci Parku Zdrojowego.

Budynek sądu z początku XX w.

Są i budynki szkolne, licealne, które „spoglądają” na siebie z dwóch stron ul. Marii Konopnickiej. Po jej zachodniej stronie wznosi się powstały w latach 20. XX w. gmach II Liceum Ogólnokształcącego, im. Marii Konopnickiej. Starszy i zdecydowanie większy, jest sąsiedni budynek. W zasadzie od ul. Konopnickiej widać tylko jego fragment, zachodnie skrzydło. Front obiektu znajduje się bowiem od strony ul. Gabriela Narutowicza. To właśnie III Liceum Ogólnokształcące, które zwiedzimy w dzisiejszym odcinku cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”.

Zaczęło się od seminarium

Historia obiektu rozpoczyna się kilka lat przed tym, nim w ogóle wbito tutaj w ziemię łopatę i zaczęto kopać doły pod jego fundamenty. Jeszcze przed I wojną światową, w 1909 r. przy ul. Kościelnej 5, w budynku, wykorzystywanym wcześniej jako ratusz miejski, umieszczono bowiem Żeńskie Seminarium Nauczycielskie. A że placówka się rozwijała, potrzebowała nowej siedziby.

Dziś liceum, kiedyś…

Budowa obiektu z prawdziwego zdarzenia, właśnie przy dzisiejszej ul. Gabriela Narutowicza, ruszyła w 1913 r. i oczywiście nie przebiegała zgodnie z planem. Wszystko przez toczącą się od kolejnego roku, I wojnę światową. Ta wymusiła korzystanie z materiałów gorszej jakości, a także duże opóźnienia w dostawach. Ostatecznie jednak, konstrukcję wznieść się udało i ta oddana została do użytku w 1917 r. Dokładnie zaś, stało się to 29 października tego roku.

…seminarium nauczycielskie

A czy otwarcie nowej siedziby szkoły było dla Inowrocławia wielkim świętem? Otóż, i tak i nie. Wciąż mówimy o okresie zaborów, ale momencie, w którym „ciśnienie” wywołane przez sytuację polityczną, sięgało zenitu. Wśród Polaków coraz mocniej podnosiły się nastroje niepodległościowe, toteż wszystko to co niemieckie (a szkoła właśnie taka była), uznawane było jednoznacznie za wrogie. Toteż, mimo akcji „promocyjnej”, czy też raczej propagandowej, Polacy zamieszkujący Inowrocław (którzy przecież stanowili większość) nie stawili się na  otwarciu seminarium.

Niecałe półtora roku później, w styczniu 1919 r., Inowrocław wrócił w granice Rzeczypospolitej, oczywiście za sprawą powstańców wielkopolskich. Tymczasowa Rada Ludowa, postanowiła zamknąć niemiecką placówkę. Wkrótce okazało się jednak, że dopiero co odrodzone państwo jak powietrza potrzebuje wykwalifikowanych nauczycieli. W związku z tym, już w maju 1919 r., w gmachu przy Narutowicza, powołano – już polskie – Żeńskie Seminarium Nauczycielskie. Jaki patronat otrzymała szkoła? Otóż taki, który ma i obecnie: Królowej Jadwigi!

Seminarium żeńskie w 20-leciu międzywojennym

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Co ma Jadwiga do Inowrocławia?

W tym miejscu krótki „wtręt”, celem wytłumaczenia związków Inowrocławia z Królową Jadwigą. Wiadomo, że jej patronat pojawia się w większości polskich miast, w kontekście ulic, skwerów, szkół lub innych placówek. W Inowrocławiu jednak, jest to szczególnie istotne, gdyż władczyni faktycznie miała realne związki z „Miastem na soli”.

Po pierwsze, z uwagi na ówczesną wagę polityczną Inowrocławia, bywała w mieście i na tutejszym zamku przynajmniej kilkukrotnie. Najsłynniejszy pobyt dotyczy wydarzeń na poły legendarnych, według kronik mających miejsce w 1398 r. Wówczas, w inowrocławskim kościele farnym, Jadwiga, spotkać miała się z wielkim mistrzem zakonnym, Ulrichem von Jungingenem. A podczas spotkania, przewidziała rzecz jasna klęskę Zakonu, która jednak miała nastąpić już po jej śmierci.

Królowa Jadwiga to dla Inowrocławia ważna persona

Temat jest szeroki i opisałem go w artykule poświęconym farze w Inowrocławiu, jednakże warto tutaj zauważyć, że bez wątpienia, spotkanie o którym mowa wyżej, nie odbyło się w obecnej farze. Pierwotna wersja świątyni stała najpewniej w zupełnie innym miejscu, być może nawet na samym Rynku. Inna sprawa, że pojawiają się opinie, iż to spotkanie odbyło się tak naprawdę nie w Inowrocławiu, a we…Włocławku! Wszystko przez problemy w nazewnictwie – Inowrocław pierwotnie nazywany był przecież Novus Wladislaw, a Włocławek Wladislau lub Wladislavia, toteż zapisy starych kronik mogą wprowadzać nas w błąd.

Niemniej, są i inne związki. W herbie Inowrocławia, nad orłem znajdują się lilia, która nawiązuje do roku Andegawenów. A przecież to właśnie z niego wywodziła się, urodzona w Budzie (dzisiaj część Budapesztu, stolicy Węgier), królowa. Ulica Królowej Jadwigi, zwana „Królówką”, to zaś najbardziej reprezentacyjny, najważniejszy trakt miasta, noszący taki patronat od 1919 r. (oczywiście z przerwą na okupację, kiedy wróciła tam zaborcza nazwa: Friedrichstrasse).

No i znajdziecie ją na Rynku!

Co jeszcze, poza patronatem nad III LO oczywiście? Dla przykładu parafia pw. św. Jadwigi Królowej na Rąbinie, w której znajduje się płaskorzeźba ukazująca monarchinię, a także stojący na środku Rynku pomnik, zaprojektowany przez małżeństwo: Marka Maślańca i Angieszkę Świerzowicz-Maślaniec. Jadwiga „przechadza” się tutaj od 2011 roku, zmierzając w stronę (jakże mogło by być inaczej?) ul. Królowej Jadwigi.

No i jest Jadwiga oficjalną patronką miasta! Konkretnie zaś jest od 2007 r. na mocy uchwały rady miasta. Tę decyzję potwierdził rok później papież Benedykt XVI, a oficjalne uroczystości odbyły się w listopadzie 2008 r.

W związku z tym wszystkim, „królowanie” przez Jadwigę Andegaweńską Liceum Ogólnokształcącemu nr 3 w Inowrocławiu, dziwić nie może. Wróćmy jednak do historii nieco mniej odległej niż wiek XIV, czyli do momentu powrotu Inowrocławia w granice Rzeczypospolitej.

W II Rzeczypospolitej

W 1919 r. stery jednostki przejął Władysław Prauziński. Wówczas, była to szkoła 5-letnia – 3 lata trwało kształcenie ogólne, jak w klasycznym liceum ogólnokształcącym, a 2 przygotowanie do zawodu, czyli zajęcia praktyczne. W celu zwiększenia oddziaływania tej praktyki, przy seminarium otwarto tzw. Szkołę Ćwiczeń – 7-klasową placówkę, do której uczęszczały inowrocławskie dzieci, i które stanowiły „przedmiot” nauki przyszłych nauczycielek. W sumie, dość ciekawe i zapewne skuteczne rozwiązanie.

Obiekt przeszedł naprawde długą drogę

W tamtych latach, poza nauką sensu stricto, wiele przedmiotów, opierało się także na zdobyciu umiejętności manualnych. Były więc takie przedmioty jak dla przykładu: roboty ręczne, krawiectwo, zajęcia kulinarne, ogrodnictwo czy pszczelarstwo. I to się dopiero nazywa mieć fach w ręku.

Bardzo zasłużoną personą w historii placówki jest pełniąca funkcję dyrektora w latach 1925-1933, Zofia Swinarska. Na bazie wspomnień dawnych absolwentów i pracowników, stwierdzić można, że dzięki niej, renoma seminarium znacznie wzrosła.

Nie miała jednak szansy rosnąć dalej, bo w 1932 r. rozpoczęto kilkuletni proces wygaszania placówki? Powód? Bynajmniej nie słaba jakość kształcenia czy brak zainteresowania ze strony inowrocławianek, ale reforma polskiego szkolnictwa, opracowana przez ówczesnego ministra edukacji, Janusza Jędrzejowicza (w związku z tym zwana: jędrzejewiczowską). W efekcie, ostatnia klasa przyszłych belferek zakończyła tutaj edukację w 1937 roku. To jednak nie był koniec edukacyjnej funkcji obiektu.

Historyczne zdjęcia Inowrocławia w jednej z sal lekcyjnych

1 września 1937 roku ruszyło więc tutaj Państwowe Liceum Pedagogiczne. To była z kolei placówka, w której uczniowie kształcili się w cyklu 3-letnim, który kończył się maturą. Wówczas, dyrektorką była dr Helena Szafran, pochodząca z Poznania, persona wielce zasłużona dla polskiej botaniki i ochrony środowiska.

Niestety, i ta placówka nie mogła w pełni „rozwinąć skrzydeł”. Tym razem jednak nie z powodu reformy, a czegoś znacznie gorszego. Nadchodził bowiem wielkimi krokami 1 września 1939 r., a wraz z nim okrutna II wojna światowa i okres niemieckiej okupacji Inowrocławia. Jak się okazało, okres mroczny i dla budynku dzisiejszego III LO.

Nieproszeni goście

Swoim zwyczajem, wchodzący do polskich miast niemieccy okupanci, dokonali wielu zbrodni. Mordowali ludzi – to oczywiste – ale i oszpecali przestrzeń publiczną. Tak stało się i w przypadku gmachu dzisiejszego liceum. Ten został częściowo przebudowany, a całkowite likwidacji uległa dawna sala gimnastyczna. Po co? Swoje miejsce „znalazła” tutaj lokalna władza administracyjna, konkretnie zaś urząd – inowrocławska rejencja. Na jej czele stał prezydent, a stanowisko to przypadło w udziale w tamtym okresie: Hansowi Burkhardtowi i Wilhelmowi Albertowi.

Jakby tego było mało, sąsiednią ulicę przemianowano na Bismarckstrasse, a w piwnicach szkolnego gmachu, a także zachodnim skrzydle, umieszczono siedzibę tajnej policji Gestapo. Nie ma co, wesołe towarzystwo. A to nie wszystko, bo właśnie w okresie okupacji, przed liceum powstał tzw. „chodnik wstydu”, o tym jednak później.

Kiedyś te widoki podziwiać mogli nieproszeni goście

W tym miejscu warto dodać, że Inowrocław znalazł się w czasie okupacji w okręgu III Rzeszy, zwanym Krajem Warty (znajdowały się w nim trzy rejencie: poznańska, inowrocławska i łódzka). Całym Krajem kierował zaś Artur Greiser, człowiek, który spędził w dzieciństwie i nastoletnim wieku wiele lat w Inowrocławiu, kształcąc się w tutejszym gimnazjum (i nie ukończywszy go). Potem stał się katem swoich dawnych sąsiadów (do których, rzekomo, w dzieciństwie nastawiony był neutralnie) – głównie zaś Żydów. Okrutny chichot historii. Greiser ostatecznie jednak dostał to na co zasłużył – został stracony (przez powieszenie) w trakcie publicznej egzekucji w Poznaniu, w 1946 r.

Niemcy wynieśli się (czy też raczej uciekli) stąd w styczniu 1945 r. Opustoszały obiekt, jak to często bywało, „przygarnęła” Armia Czerwona – umieszczono tutaj szpital dla rannych żołnierzy. Ale tylko na chwilę, bo już pod koniec marca, wróciła tutaj edukacja. Co prawda w „trochę” okrojonej wersji, bo mowa o kursach błyskawicznych (trwających ok. pół roku), które miały w ekspresowym tempie zaspokoić wielkie potrzeby, związane z wojennym, straszliwym przetrzebieniem pedagogicznych, polskich kadr. Podobno sytuacja była tak krytyczna, że zdarzało się, iż na kursy przyjmowano nawet osoby, które miały ukończoną tylko szkołę podstawową.

Śladów historii jest tutaj całkiem sporo

Trudna droga do współczesności

Wkrótce jednak, bo już jesienią 1945 r., wydawało się, że wszystko wraca powoli do normy. Wróciła p. dyrektor Helena Szafran, wróciła część ocalałej z wojennej zawieruchy kadry, a także stara nazwa: Liceum Pedagogiczne. Przyszłość, mimo tragicznych wydarzeń ostatnich lat, jawiła się całkiem nieźle.

No ale wtedy przyszła twarda komuna. Na stanowisku dyrektora umieszczono Tadeusza Marchwickiego, a linia nauczania którą przyjęto, była oczywiście nacechowana „ideałami” stalinowskimi. W strukturach placówki działały tak „milutkie” organizacje jak choćby: ZWM (Związek Walki Młodych) czy OMTUR (Organizacja Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego).

Trudno uwierzyć, jak wiele instytucji przewinęło się przez ten gmach

W 1947 r. szkoła otrzymała patronat Władysław Spasowskiego, czyli po prostu marksistowskiego filozofa. Później było oczywiście nieco lepiej, szczególnie po „gomułkowskiej odwilży” z 1956 r., ale do ideału brakowało wiele. W 1965 r., w gmachu umieszczono także Liceum Pedagogiczne Wychowawczyń Przedszkolnych, a Liceum Pedagogiczne ostatecznie zakończyło długą historię w 1974 r.

Od 1974 r. możemy zaś  mówić o Zespole Szkół Medycznych, które powstało w wyniku połączenia Liceum Medycznego i Państwowej Szkoły Pielęgniarstwa. I tak narodziła się, kojarzona z gmachem przez wielu inowrocławian, nazwa „Medyk”.

Liceum Ogólnokształcące nr 3, a więc obecny gospodarz, powstało w 1990 r., a jego pierwszą siedzibą było Centrum Kształcenia Ustawicznego przy ul. Średniej. Na Narutowicza, szkoła trafiła zaś w 1992 r., a w 1994 wreszcie powrócił tutaj patronat Królowej Jadwigi. Nazwa „Medyk” wciąż jest jednak używana, bo obok liceum, w murach gmachu przy ul. Narutowicza, mieściła się także Policealna Szkoła Medyczno-Społeczna (przemianowana na taką w 2006 r.), a obecnie jest to Medyczno-Społeczne Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. Tak wiem, można się w tym wszystkim pogubić!

Gmach robi wrażenie

Budynek liceum jest naprawdę imponujący, żeby nie powiedzieć: monumentalny. Tworzą go: pokaźny budynek główny (trzon), a także dwa dużych rozmiarów skrzydła. Dzięki temu – przynajmniej teoretycznie – całość układa się w coś, przypominającego cyfrę 3, ewentualnie bardzo spłaszczony trójząb. Jeżeli jednak przyjrzymy się uważniej, dostrzeżemy, że do każdego ze skrzydeł dobudowano jeszcze dwa mniejsze, niższe budynki – nazwijmy je umownie „skrzydełkami”.

Budynek jest prawdziwe imponujący

Powierzchnia jest więc tutaj naprawdę olbrzymia, a dodać należy, że od południa dostawiono jeszcze – już w XXI w. – halę sportową. Jest ona połączona z głównym gmachem łącznikiem, ale posiada także osobne wejście od stronu ul. Marii Konopnickiej. Oficjalnie jest to Powiatowa Hala Sportowa „Kujawianka”, która jednak na co dzień służy właśnie uczniom „Królówki”. I choć niektórzy mogą stwierdzić, że połączenie nowego (hali) i starego (pozostała część szkoły), za bardzo „bije po oczach”, to jednak warto wspomnieć, że wcześniej szkoła nie miała miejsca, w którym uczniowie mogliby uprawiać sport (podobno w związku z tym uczęszczali na basen), toteż inwestycja była jak najbardziej potrzebna.

Hala sportowa

A skoro jesteśmy już po południowej stronie gmachu, warto zajrzeć na „dziedziniec”. Tutaj istnieje sporych rozmiarów zielony skwer, na który umieszczono bieżnię. A w głębi, tuż przy płocie oddzielającym teren szkoły od alei Sienkiewicza, w krajobrazie króluje wielki dąb szypułkowy. Co ważne, jest to drzewo zasadzone przez uczennice seminarium w 1928 r., z okazji 10 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. I tak sobie rośnie, wraz z naszym krajem. Tematem na inną opowieść jest także to, co kryje się po ziemią, właśnie w tym miejscu. A kryje się sporo, bo kilkanaście lat temu, archeologowie odkryli tutaj ślady grodziska kultury łużyckiej! W momencie budowy hali sportowej, natrafiono zaś na II-wojenny schron przeciwlotniczy.

Dąb szypułkowy na terenie szkoły pamięta 1928 r.

Wróćmy jednak przed budynek. Nad głównym wejściem króluje wielgachny fronton, pod którym umieszczono napis informujący nas, z jaką szkołą mamy do czynienia. Co ważne – i czego bardzo brakuje w wielu miejscach – tuż przy drzwiach wejściowych wmurowano tablicę z historią obiektu i nazwami wszystkich polskich instytucji, działających tutaj na przestrzeni lat. Super, bardzo pochwalam!

No ale zaraz? Żadnego upamiętnienia patronki szkoły, czcigodnej Jadwigi Andegaweńskiej? Nic z tych rzeczy – jest tutaj jej popiersie, czy też raczej dumnie spoglądająca przed siebie głowa w koronie. Rzeźba stanęła w tym miejscu z okazji 20-lecie III LO, w 2010 r., a jej autorem był inowrocławski artysta, Marcin Fołda. To ten sam człowiek, który jest namalował Kazimierza Konradowica, zdobiącego kamienicę, stojącą naprzeciwko kościoła farnego pw. św. Mikołaja. Pana Marcina miałem – przez czysty przypadek – okazję spotkać w trakcie przygotowywania zdjęć do artykułu, nie mając jednocześnie pojęcia, z kim mam do czynienia. Jeśli więc Pan to czyta, pozdrawiam i składam wyrazy szacunku!

Królowa Jadwiga „czuwa” przed wejściem do budynku

Korytarze Hogwartu

Przekroczmy jednak wreszcie próg budynku. Ile można o nim gadać, nawet nie zajrzawszy do środka? Tutaj spotka nas kolejne zaskoczenie – bo o ile z zewnątrz budynek wydaje się bardzo duży, tutaj wrażenie to jeszcze wzrasta. Nie znając układu korytarzy, można się nawet całkiem szybko i sprawnie zgubić – szczególnie w miejscach styku poszczególnych skrzydeł, lub próbując przedostać się do nowszej części, w której znajduje się hala sportowa. W związku z tym, wielu uczniów nazywa ten gmach… Hogwartem! I wcale im się nie dziwię, bo sporo w nim magii! Do tego dodajcie 4 kondygnacje (2 piętra i poddasze), a także całą masę sal lekcyjnych.  

Budynek liceum zyskał miano „Hogwartu”

Niemniej, ewidentnie widać tutaj ducha historii. Szerokie korytarze, łukowate sklepienia, a także ciekawa stolarka okienna. Wszystko to robi spore wrażenie, a to tylko się wzmaga się, kiedy wejdziemy na pierwsze piętro – tutaj dostrzeżecie dwie najprawdziwsze kolumny! Odsłonięto je podczas jednego z ostatnich remontów, a podobne  znajdowały (ba, znajdują!) się także obok i na parterze (tam musi być ich nawet więcej), ale wciąż pozostają przykryte warstwą bardziej współczesnych elementów. Może kiedyś to się zmieni?

Kolumny – te widoczne i ukryte

W przestrzeni szkoły sporo oczywiście pamiątek związanych z patronką. Na parterze mamy więc wielki portret królowej, a także manekina w królewskim stroju i koronie. Na klatce schodowej znajduje się z kolei sztandar szkoły  z wizerunkiem monarchini. To oczywiście nie wszystko, bo Jadwigę spotkacie tutaj także w wielu innych miejscach (choćby w pokoju nauczycielskim).  

Królowa w wersji manekinowej

Zresztą, a propo obrazów, w tych murach jest naprawdę dużo sztuki! Poza Królową z parteru, bodaj największym obrazem jest ten, wiszący na pierwszym piętrze, tuż obok auli, ukazujący właśnie gmach „Królówki”. Poza tym, w wielu innych przestrzeniach dostrzec można malunki na ścianach: a to jakąś rajską wyspę, a to fiata 126 p., a to sportowców – największe ich zagęszczenie znajdziecie w łączniku z halą sportową, a – z tego co wiem – część z nich to dzieła uczniów. Generalnie bardzo wyraźnie czuć tutaj ducha artyzmu, najbardziej zaś na poddaszu, gdzie znajduje się sala plastyczna (tutaj na ścianie widnieje kolejny malunek). Ta przestrzeń była prawdopodobnie przeznaczona na zajęcia plastyczne od samego początku, a więc jeszcze w czasach niemieckiego seminarium nauczycielskiego.  

Sztuka? Naprawdę jej tutaj sporo!

Co poza tym? Na pewno warto choć na chwilę zatrzymać się na pierwszym piętrze, przed tablicą, upamiętniającą zamordowanych przez okupantów w trakcie II wojny światowej nauczycieli szkoły: dr Jadwigi Wójcikównej oraz ks. Jana Szukalskiego, a także uczennicy seminarium Kingi Polakównej.

Również na pierwszym piętrze, znajduje się galeria pucharów i medali, zdobytych przez tutejsza młodzież (jest ich naprawdę sporo) oraz ciekawe, bardzo subtelne witraże (kolory są blade, ale całość robi bardzo stylowe wrażenie). Na tym piętrze znajduje się chyba najciekawsze pomieszczenie w całym budynku, a więc aula.

A jest to miejsce, w którym odbywają się najważniejsze uroczystości (o ile mają bardziej kameralny wymiar), w tym wydarzenia kulturalne. Znajdziecie więc tutaj scenę, sporo miejsc siedzących, a także duże okna, przez które zerkać można na zabudowania zjawiskowego Osiedla Uzdrowiskowego (rym nieplanowany). Na scenie zaś znajduje się prawdziwy skarb – oryginalny fortepian z firmy C. Bechstein, wyprodukowany w 1905 r., znajdujący się w gmachu od samego jego początku. Przez lata był w fatalnym stanie, dziś błyszczy – wszystko za sprawą kosztującego mały majątek, niedawnego remontu.

Szkolna aula

Będąc w tym miejscu warto wiedzieć, że sala służyła artystom już dekady temu. Często grywała tutaj np. bydgoska Capella Bydgostiensis, na której występie – właśnie w tym miejscu – był w 1975 r. sam… Miron Białoszewski! Jak to możliwe? Otóż w rzeczonym roku, wielki poeta przebywał w inowrocławskim uzdrowisku po przebytym zawale. Co ciekawe, jego wspomnienia z pobytu w „Mieście na soli” znaleźć możecie w książce – nomen omen – „Zawał”. Białoszewski pisał w niej o Inowrocławiu np. w taki sposób:

„Przy Rynku jest sklep pamiętnikarski „Kujawy” i sklep spożywczy „Popiel”, dalej na tej samej ulicy sklep spożywczy „Piast”. W którymś z mijanych miast była „Goplana”. Bardzo po europejsku dopełnia ten zestaw mój fryzjer „Izolda”.

Miron Białoszewski opisał swój pobyt w Inowrocławiu w książce „Zawał”

Chodnik wstydu

Na chwilę (i na sam koniec materiału) wróćmy do historii, bo nie sposób zapomnieć o tym co okupanci zrobili w najbliższym otoczeniu budynku. Wspomniałem wyżej o przebudowie gmachu i likwidacji sali gimnastycznej, ale nie dodałem, że przed budynkiem powstał wybrukowany plac. Ten był wykorzystywany w celach propagandowych, np. jako miejsce wystąpień. Najbardziej tragiczne jest jednak to, czym placyk został wybrukowany. A były to fragmenty żydowskich nagrobków, czyli macewy.

Ten budynek „widział” także sceny tragiczne

W ten sposób, aby jeszcze bardziej zhańbić pamięć po dawnych (a przecież tak znaczących) mieszkańcach Inowrocławia, dawne nagrobki miały być deptane przez tysiące chodzących po nich osób. I faktycznie tak było i to przez długie, długie lata, bo demontaż tej „instalacji”, rozpoczął się dopiero w 2011 r.

Co gorsza, schody prowadzące do siedziby rejencji, zostały utworzone przy wykorzystaniu nagrobków najbardziej zamożnych inowrocławian. Dlaczego? Głównie dlatego, że były wykonane z najlepszego materiału, toteż oceniono, że będą trwałe. Do tego można było w ten sposób jeszcze bardziej zatrzeć pamięć o Żydach.

Marcin Woźniak – obecny dyrektor Muzeum Kasprowicza – przy wydobytych sprzed gmachu macewach
źródło: „Gazeta Pomorska”

Na pewno wiemy, że w tym całym makabrycznym kompleksie znajdowały się nagrobki członków zasłużonej rodziny Levy’ch: Juliusa i Michała. Poza tym, znalazło się tutaj prawie 1700 płyt nagrobnych, z czego na ok. 700 zachowały się inskrypcje. Niektóre hebrajskie, niektóre niemieckie, jeszcze inne polskie. Należy dodać, że te nie znajdowały się tylko od frontu budynku, ale także na jego zapleczu – w tzw. opasce.

Proces wydobywania płyt trwał niemal dekadę (rozpoczął się w 2011 r.), a przez większą część czasu nie było pomysłu co zrobić z już ocalonymi macewami. Powstało co prawda małe lapidarium, utworzone przez gminę, jednakże masa płyt zalegała w siedzibie Starostwa Inowrocławskiego w Mątwach. Aż w końcu, dzięki zaangażowaniu starosty, a także nieustępliwości dyrektora Muzeum Kasprowicza, w 2023 r. oddano do użytku lapidarium z prawdziwego zdarzenia. Na miejscu dawnego cmentarza żydowskiego, przy ul. Marcinkowskiego, tam gdzie jest miejsce macew. W tym miejscu możecie nawet – zgodnie z żydowską tradycją – schwycić kamień (są tutaj specjalne pojemniki) i położyć go na nagrobku, celem upamiętnienia dawnych inowrocławian. 

Lapidarium na cmentarzu przy ul. Marcinkowskiego

O historii tworzenia lapidarium, a także całym procesie wydobywania macew, możecie posłuchać, w naszej rozmowie z dyrektorem Muzeum im. Jana Kasprowicza, Marcinem Woźniakiem, zamieszczonej na kanale YouTube „Turystyka BEZ FILTRÓW”. Archeologowie z Muzeum, z p. dyrektorem na czele, działali przy III LO od 2011 r., więc to, że dziś możemy oddać hołd inowrocławianom sprzed lat, to także ich wielka zasługa. Rozmowę możecie zobaczyć/posłuchać TUTAJ:

Tutaj kończymy podróż przez historię i korytarze gmachu III Liceum Ogólnokształcącego w Inowrocławiu. Mam nadzieję, że była dla Was przynajmniej tak samo ciekawa, jak dla nas!

Za możliwość zwiedzenia i obfotografowania gmachu liceum, a także wiele cennych informacji, dziękuję p. Łukaszowi Oliwkowskiemu, nauczycielowi języka polskiego w III LO, a także autorowi książki „Emet”. Więcej o niej, a także o samym p. Łukaszu, w naszym podcaście:

Piotr Weckwerth – tekst

Inna Weckwerth – zdjęcia

Projekt pn. „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, realizowany przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką” jest współfinansowany ze środków Gminy Miasta Inowrocław

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X