IZBA PAMIĘCI ADAMA GRZYMAŁY-SIEDLECKIEGO –   BYDGOSZCZ PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA

______________ 

Gdzie byłaby dzisiaj bydgoska kultura, gdyby nie działalność pasjonatów, osób, które poświęciły wiele lat, na rozwój życia artystycznego i społecznego naszego miasta. Co ciekawe, duża część z nich była osobami przyjezdnymi, które jednak pokochały Bydgoszczy i zdziałały dla niej więcej, niż całe gromady rodowitych bydgoszczan. Jedną z takich person był bez wątpienia Adam Grzymała-Siedlecki, którego warto wspomnieć przy okazji odwiedzin w jego Izbie Pamięci przy ulicy Libelta!

______________  

Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.

W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.

Izba przy Libelta

Spacerując ulicą Karola Libelta w obrębie bydgoskiego Śródmieścia, nietrudno przeoczyć niepozorną tablicę, wmurowaną w ścianę kamienicy pod numerem 5. Ludzie przemykają tędy szybkim krokiem, śpiesząc się do znajdujących przy ul. Gdańskiej biur i lokali usługowych,  do sąsiedniej Akademii czy Szkoły Muzycznej im. Artura Rubinsteina, bądź – już w celach kulturalnych – do pobliskiej Filharmonii Pomorskiej. Widzą, że faktycznie, „coś” tutaj jest. Ale co? Nigdy nie ma czasu, by się zastanowić!

A szkoda, bo dostrzegliby tutaj podobiznę leciwego jegomościa, a obok napis: „W tym domu mieszkał w latach 1945-1967 literat, krytyk teatralny, komediopisarz, Adam Grzymała-Siedlecki (1876-1967)”. Poniżej zaś, przeczytaliby, iż tablicę ufundowano w 1986 roku ze środków Wojewódzkiego Funduszu Rozwoju Kultury.

No właśnie – izba pamięci – czyli mini-placówka muzealna, swego rodzaju namacalne wspomnienie po ważnej personie. Nie jest to jednak osobna instytucja, a filia – co może nieco zaskakiwać (ale po poznaniu historii Adama Grzymały-Siedleckiego, to zaskoczenie znika) – Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bydgoszczy! Tak, tej samej, której główna siedziba mieści się przy Starym Rynku.

Ci zadumani nad własnymi sprawami ludzie, zapewne nie dostrzegą także, że ciekawa jest kamienica, na której owa tablica się znajduje. To najprawdziwszy modernizm, i to taki, wzniesiony w końcówce lat 20. XX wieku (konkretnie zaś w latach: 1928-1929). Zaskakujące, bo kamienica wygląda na zdecydowanie młodszą – na podstawie własnych doświadczeń (głównie tych, z prowadzenia wycieczek) wiem, że większość obserwatorów ocenia ją jako wybudowaną w okresie PRL-u, najpewniej w latach 70! Cóż, oznacza to tyle, że w momencie powstania była ultranowoczesna!

Swoją drogą, aż żal patrzeć na doklejony do niej, już naprawdę socjalistyczny blok – kiedyś bowiem kamienica przy Libelta 5 była „wolnostojąca”. Właściwie składa się ona z dwóch części – tej frontowej, widocznej od strony ulicy Libelta, i dobudowanej kilka lat później oficyny (właśnie tam mieści się Izba Pamięci). Powstała ona na potrzeby miasta i miejskich urzędników, którzy mieli tutaj swoje mieszkania. Poza tym, działały tutaj ważne instytucje i miejskie jednostki, m.in.: Miejski Wydział Wychowania Fizycznego i Poradnia Sportowo-Lekarska, Polskie Towarzystwo Krajoznawcze Touring-Klub Oddział Bydgoski oraz Miejska Pracownia Psychotechniczna.

Wygląda więc na to, że kiedyś działo się tutaj znacznie więcej niż obecnie (choć czaru ulicy Karola Libelta odmówić nie można), niemniej tak czy siak, warto zajrzeć w te okolice, choćby po to, aby poznać historię Adama Grzymały-Siedleckiego!

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Bydgoszczanin napływowy…

Izba izbą, ale w zasadzie kim był Adam Grzymała-Siedlecki? Cóż, gdybym miał streścić to w dwóch słowach, użyłbym określenia: „człowiek wielu talentów”. Wśród jego profesji, wymienia się bowiem najczęściej takie jak: krytyk literacki i teatralny, pisarz, tłumacz, prozaik, reżyser i działacz społeczny. Dodałbym do tego jeszcze: publicystę, archiwistę i… wielkiego miłośnika Bydgoszczy.

Co jednak istotne, Grzymała-Siedlecki wcale nie urodził się w Bydgoszczy, a do miasta trafił dopiero w 1922 roku, już jako dojrzały, 46-letni mężczyzna. Sam pochodził z Małopolski – urodził się w Wierzbnie, ok. 30 kilometrów od Krakowa (w kierunku północno-wschodnim). Edukację na poziomie szkoły średniej ukończył w Warszawie, ale już studia w grodzie Kraka, na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Również w Krakowie Grzymała-Siedlecki, zaczął odnosić pierwsze sukcesy zawodowe. Jako publicysta współpracował z wieloma czasopismami i dziennikami, a następnie pełnił ważne funkcje w instytucjach kulturalnych. Był założycielem i dyrektorem Teatru Ludowego w Krakowie, a następnie, w latach 1906-1911, kierownikiem literackim Teatru im. Juliusza Słowackiego (tak tego słynnego teatru, w obrębie krakowskiego Starego Miasta). Kilka lat później zresztą, po krótki epizodzie warszawskim, powrócił do Krakowa i teatru im. Słowackiego, którego został dyrektorem.

Właśnie w czasach krakowskich, zaczął dodawać do swojego nazwiska herbowy przydomek Grzymała. Miał do tego prawo, bo wywodził się z rodziny szlacheckiej. Poza tym, chciał aby ludzie odróżniali go od dramaturga i dziennikarza Adama Kowalczewskiego, posługującego się pseudonimem „Siedlecki”.

Co istotne, poza wszystkimi wymienionymi wyżej działaniami, Grzymała-Siedlecki był także korespondentem wojennym. W trakcie wojny polsko-bolszewickiej, działając na froncie, tworzył zapiski z walk. Na ich podstawie powstała książka „Cud Wisły. Wspomnienia korespondenta wojennego z 1920 roku”. Sam książkę mam i jej lekturę serdecznie polecam! Szczególnie w tych niepewnych czasach…

Jak to więc możliwe, że nagle, ni stąd, ni zowąd Grzymała-Siedlecki trafił do Bydgoszczy? Jak sam twierdził, na Pomorzu i Kujawach żyli jego przodkowie, a ponadto postrzegł Bydgoszczy jako dobre miasto do pracy twórczej. Potwierdzeniem tego niech będą jego własne słowa: „Pociąga mnie ziemia na której siedzieli i pracowali przodkowie moi. Nie bez znaczenia jest waga polityczna i strategiczna regionu. I najważniejsze – dostrzegam tutaj dogodne warunki dla spokoju, niezbędnego w pracy literackiej”.

Sprawa miało jednak zapewne jeszcze jeden, mocno przyziemny aspekt. Bohaterowi naszego materiału Bydgoszcz po prostu się podobała! Odwiedzał ją często wraz z rodziną, kiedy podróżował na północ kraju i spacerując jej uliczkami, widział miejsca, w których chętnie spędzałby więcej czasu. Widział miasto, w którym można żyć, pracować i tworzyć. A tego właśnie oczekiwał od rzeczywistości. Zresztą, jak twierdził w jednej ze swoich najważniejszych publikacji, czyli „Cud Wisły”, zawsze lubił poznawać nowe tereny, przez co los rzucał go z dala od domu (w związku z tym, nazywał siebie nawet „włóczęgą”).

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow

…bydgoszczanin wybitny

Grzymała-Siedlecki trafił więc do Bydgoszcz we wspomnianym 1922 roku i niemal z marszu zdobył w  niej uznanie. Wszak miasto potrzebowało, niby tlenu, silnych postaci świata kultury, którzy przyłożyliby rękę do jego szybkiej repolonizacji. Bydgoszcz wracała przecież na łono ojczyzny po latach spędzonych pod zaborem niemieckim. Pisarz idealnie się do tej roli nadawał!

Grzymała włączył się w program „Pokazywania Pomorzu Polski i Polsce Pomorza”, zachęcając do odwiedzin w tej części kraju. Poza tym, należał do Komitetu Budowy Pomnika Henryka Sienkiewicza w Bydgoszczy, któremu liderował dyrektor Miejskiej Biblioteki, dr Witold Bełza. Zaowocowało to wybudowaniem pierwszego na polskich ziemiach pomnika wielkiego pisarza, który powstał na skraju Parku Jana Kochanowskiego. Dziś już go – w oryginale, bo w latach 60. XX w. powstała replika – nie ma, bo w 1939 r. bardzo nie spodobał się niemieckim okupantom.

Oczywiście, nasz bohater wciąż dużo pisał, a to dla: „Rzeczpospolitej”, a to dla „Kuriera Poznańskiego” czy  „Głosu Narodu”. Z kolei na deskach bydgoskiego teatru wystawiano  sztuki jego autorstwa. Były to m.in.: „Spadkobierca”, „Podatek majątkowy”, „Pani ministrowa” oraz „Ich synowa”.

Miał bardzo duży wpływ na życie kulturalne miasta. Organizował wydarzenia artystyczne, a także tworzył publikacje, poświęcone miastu, koncentrując się przede wszystkim na ukazaniu historii Bydgoszczy. Co więcej, agitował za przyłączeniem miasta do województwa pomorskiego oraz przeniesieniem władzy wojewódzkich z Torunia do Bydgoszczy. Niczym bydgoszczanin z krwi i kości, spierał się ze stroną toruńską, wydając w 1937 roku broszurę pt. „Pomorze czy Toruń?”.

Od 1934 roku Grzymała-Siedlecki przebywał w Warszawie. W czasie okupacji, trafił nawet do aresztu na Pawiaku. Podczas II wojny światowej stracił też żonę, Marię Szumowską (z którą jednak był już wówczas w separacji). Do Bydgoszczy powrócił po zakończeniu działań wojennych, w 1945 roku. Czy odpuścił wówczas pracę na rzecz kultury? Nic z tych rzeczy! Został kierownikiem Oddziału Literatury i Teatru w Wydziale Kultury i Sztuki Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego. Jego artykuły przeczytać można było w m.in. słynnym IKAP’ie, czyli „Ilustrowanym Kurierze Polskim”.

Adam Grzymała-Siedlecki zmarł 29 stycznia 1967 roku w Bydgoszczy, dożywszy 91 lat. Dokładnie 91 lat, bo odszedł z tego świata w dzień swoich urodzin. Pochowano go tutaj, na naszej – i na Jego – ziemi. Konkretnie zaś na cmentarzu Nowofarnym. Poza Izbą Pamięci, do której zaraz Was zaproszę, wspomnieniem po nim są: tablica na budynku przy ulicy Płockiej 2, patronat nad ulicą na bydgoskim osiedlu Wyżyny oraz jeżdżący po mieście, PESA’owski tramwaj.

Grzymała niczym Święty Mikołaj

Mamy świąteczny okres, więc pozwolę sobie porównać naszego pisarza do Świętego Mikołaja (albo, jeśli tak określacie tę postać, Gwiazdora). Dlaczego? Ano dlatego, że przekazał on bydgoskiej bibliotece, naprawdę potężne zbiory artefaktów! Na ręce dr Witolda Bełzy, z którym wszedł w dobrą komitywę, złożył ponad 5 tys. różnego rodzaju dokumentów i publikacji. Głównie dotyczących teatru, ale nie tylko. Te przekazywał od 1924 roku, a w sposób systematyczny od 1931.

Szczególnie cenne książki, ofiarowane przez Grzymałę to: 12 tomów dzieł dramatycznych Williama Szekspira, opracowanych w 1895 r. przez Józefa Kraszewskiego, zbiór dzieł Woltera z drugiej połowy XIX wieku, a także 6 tomów utworów autorstwa Moliera, przełożonych przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Wszystko to, a także wspomniana wyżej współpraca z dr Witoldem Bełzą, w zakresie budowy pomnika Sienkiewicza, sprawiają, iż dziś nie może dziwić, że Izba jego pamięci podlega właśnie pod Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Bydgoszczy. Tak po prostu musiało się stać!

Tym bardziej, że jest jeszcze jedna rzecz. W 1917 roku, mieszkając w Krakowie, Grzymała-Siedlecki ocalił przed zniszczeniem spory zbiór ksiąg (8 książek i 4 czasopisma). Zauważył, że sprzedawca, u którego kupuje, owija w dziwnie wyglądający papier podawane towary. Okazało się, że to fragmenty woluminów, należących niegdyś do… Włodzimierza Lenina. Prawdopodobnie były to  „Stenograficzne sprawozdania Dumy Państwowej rosji” z początku XX wieku. Najbardziej istotne było jednak to, że na marginesach znajdowało się prawie 500 odręcznych uwag, sporządzonych przez Lenina właśnie.

Je również, Grzymała-Siedlecki przekazał Bełzie. A ten, po ich otrzymaniu trzymał je podobno pod kluczem, w ogniotrwałej szafie. Trudno się dziwić, bo dzięki nim, zrobiło się o bydgoskiej bibliotece głośno. Tym bardziej szkoda, że dziś nie możemy wykorzystać tego faktu w promocji turystycznej. Księgi, po zakończeniu okupacji niemieckiej, zostały bowiem przekazane radzieckiej władzy. W tym celu zorganizowano nawet specjalną uroczystość w Hotelu „Pod Orłem”. Niestety, była to nacechowana strasznym lizusostwem, próba przypodobania się rosjanom, w nowej rzeczywistości geopolitycznej. Po tym wydarzeniu, słuch o księgach zaginął.

Jak się mieszkało Grzymale w Bydgoszczy?

Przestrzeń, zajmowana obecnie przez Izbę Pamięci, to tak naprawdę dawne mieszkanie Adama Grzymały-Siedleckiego. Tzn. mieszkanie, które zajmował, bo de facto, należało ono do miasta. Trafił tutaj zaraz po wojnie, w 1946 roku. Kiedy wrócił do miasta po okresie okupacji, osiadł na chwilę przy obecnej ulicy 20 stycznia 1920 roku, jednak wkrótce zamieszkał właśnie przy Libelta.

Jednak wcześniej, w okresie 1924-1937, czyli aż do wyjazdu do Warszawy, pisarz mieszkał na niezwykle elitarnym Osiedlu Urzędniczym, w obrębie dzisiejszych Bielaw. Przypomina o tym tablica autorstwa Michała Kubiaka, wmurowana w ścianę willi przy ulicy Płockiej 2. Piękny budynek (właściwie niemal pałac) to oczywiście zabytek, powstały w 1900 roku. Jako, że miałem przyjemność być w środku, mogę powiedzieć, że dom jest świetnie utrzymany i zdecydowanie większy, aniżeli wydaje się to z zewnątrz.

W środku zachowało się ponadto wiele akcentów, z którymi z pewnością styczność miał jeszcze Grzymała-Siedlecki. To oryginalna stolarka, klatka schodowa, posadzki i piec. Wszystko ma ten przedwojenny, szlachecki smak, którego dopełnieniem są wiszące na ścianach dzieła sztuki. Chyba nie zdradzę zbyt dużo, jeśli powiem, że w jednym z pomieszczeń znajduje się oryginalne dzieło pędzla samego… Wojciecha Kossaka.  

W takim otoczeni można było tworzyć! Niestety, jak powszechnie wiadomo, artyści raczej „nie śmierdzą groszem”, i to – przez pewien czas – tyczyło się także naszego bohatera. Aby nieco odciążyć budżet domowy, rodzina zaczęła wynajmować część domu, a ostatecznie go sprzedała. Co ciekawe, w międzyczasie Grzymała-Siedlecki próbował się nawet podjąć ogrodnictwa, dążąc do zapewnienia najbliższym dostępu do świeżych warzyw i owoców. Podobno próby te były dość żałosne, co tylko udowadniało, iż pan Adam został stworzony do czegoś zupełnie innego. Nie dziwię się jednak i nie śmieję, bo ze mną byłoby z pewnością dokładnie tak samo!

Kiedy Grzymała trafił na Libelta, 3-izbowe mieszkanie dzielił początkowo z rodziną z małym dzieckiem. Potem jednak, kiedy pojawiło się dziecko nr 2, ci wyprowadzili się, zostawiając pisarza samego. No prawie, bo okresowo mieszkała z nim także pomagająca w codziennych obowiązkach domowych gospodyni.

Warto nadmienić, że pisarz – wyjątkowo – bo inny lokatorzy nie dostąpili takiego zaszczytu, otrzymał… balkon! Był to prezent od przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, Kazimierza Maludzińskiego, „wręczony” z okazji jubileuszu pracy twórczej Grzymały. Do tego, w mieszkaniu znajdowała się łazienka, co w tamtych czasach było sporym luksusem!

W Izbie całkiem przytulnie

Jeżeli jesteście przynajmniej tak starzy jak ja (rocznik 90-ty), przekraczając drzwi Izby Pamięci, z pewnością poczujecie mały przypływ nostalgii. Te wnętrza natychmiast przenoszą nas w czasie do starych, przenikniętych klimatem PRL-u, mieszkań. Być może takie miała Wasza babcia, ciotka, lub ktoś z dalszej rodziny. Często były one jednak zaniedbane, a to wygląda jak lokum ewidentnie prowadzone przez kogoś z poczuciem gustu, rozumiejącego znacznie słowa: estetyka. Cóż, tak właśnie było, bo przecież jeszcze niecałe 60 lat temu mieszkał tutaj sam Grzymała.

Ten klimat to zasługa wystroju i mebli. Już w przedpokoju w oczy rzuca się gustowna, drewniana boazeria. Są oczywiście klasyczne do bólu drzwi pokojowe, dywany, a także wygodne, choć nieco toporne, zdobione kwiecistymi wzorami, fotele (oryginalne, ale z nowszym obiciem). Do tego szafki oraz biurko, z których korzystał sam mistrz Grzymała-Siedlecki. Słowem: ewidentnie w bardzo starym stylu, ale i bardzo przytulnie! Całość  uzupełnia spora przestrzeń pokoi, co w rezultacie sprawiło, że będąc w środku, czuliśmy się niezwykle wręcz komfortowo!

Na Izbę Pamięci składają się 3 pomieszczenia, pełniące funkcje odpowiednio: biura/gabinetu do pracy, muzeum i czytelni. Dawniej były to zaś: kuchnia, salonik, pełniący także funkcję biura pisarza oraz sypialnia. Kuchnię jednak zlikwidowano, aby zyskać więcej przestrzeni, natomiast z sypialni usunięto łóżko pisarza. Trochę szkoda, bo to jeszcze dodałoby całości klimatu.

Ja poczułem „obecność” Grzymały, siadając za jego biurkiem. Dostrzegłem stary: kałamarz, stalówkę, lupę, rodzinne zdjęcie czy niewielki budzik. W pobliżu były także inne używane przez wielkiego bydgoszczanina przedmioty, jak np.: laseczka oraz aktówka. Myślę, że siedząc tutaj, nasycając się tym specyficznym klimatem saloniku, skleciłbym kilka naprawdę ciekawych tekstów!

Dalszy pokój (są przechodnie) zaaranżowano jako pracownię teatrologiczną. Tutaj, niby w zwykłej bibliotece, znaleźć można wiele różnego rodzaju publikacji, z tym że dedykowanych właśnie sztuce teatralnej. Są książki, programy teatralne, fotografie oraz afisze. Wszystko to w odniesieniu nie tylko do Bydgoszczy, ale także innych miast regionu, głównie zaś: Torunia i Grudziądza. Wielki regał z tymi dobrami, zajmuje całą ścianę czytelni i zachęca do wielogodzinnych poszukiwań! Tych można dokonać, przy wykorzystaniu klasycznych, bibliotecznych szufladek i katalogów.

A propo teatru, w długim korytarzu Izby, dojrzycie zawieszone na ścianach, oryginalne afisze z najważniejszych sztuk, autorstwa Grzymały-Siedleckiego, wystawiane w bydgoskim Teatrze. Są to: „Sublokatorka”, „Podatek majątkowy”, „Ich synowa”, „Czwarty do brydża”, „Rekin i synowa” oraz „Pani ministrowa”.

Afisze w korytarzu mieszkania

Gdzieniegdzie zauważyć można dokumenty, świadczące o tym, iż Grzymała-Siedlecki bywał jednak doceniany. Jest legitymacja odznaki „Zasłużony działacz kultury”, jest dyplom laureata plebiscytu „Gazety Wyborczej” i Radia „Elita”, na bydgoszczanina XX wieku. Problem w tym, że pierwszy otrzymał mając 90 lat, drugi… w roku 2000, kiedy już dawno nie było go na tym świecie.

Bydgoszczanin XX wieku

Chodząc po Izbie trudno będzie Wam uniknąć spojrzeń… Grzymały-Siedleckiego! Mowa oczywiście o licznych portretach, znajdujących się na ścianach i przedstawiających wiecznie poważnego pisarza (serio, nie widziałem nigdy zdjęcia/portretu, na którym byłby uśmiechnięty!). Jeden z nich – rysunek wykonany węglem – to dzieło innego zasłużonego bydgoszczanina, Mariana Turwida (niestety to tylko kopia). Jest też obraz olejny autorstwa Piotra Kiepuszewskiego. Poza tym mamy tutaj portrety: Jadwigi Podoskiej (krewnej Grzymały) oraz Marii Siedleckiej, namalowany przez Józefa Mehoffer (to też kopia).

Inne ciekawe pamiątki (a jest ich tutaj naprawdę wiele), to np.: nagroda literacka Leona Reynela za najlepszy utwór dramatyczny z 1934 roku, rękopis artykułu o Karolu Hubercie Rostworowskim czy kopia listu Władysława Reymonta z 1919 roku. Są też książki z dedykacjami, przekazane Grzymale przez znanych twórców. Zachowały się m.in. wpisy Adolfa Nowaczyńskiego, który zawarł następującą dedykację: „Choć Cię więziono choć Cię i bito nie daj się Grzymalito”. Z kolei Makuszyński napisał: „Przeczytaj śmiało drogi Grzymało” (to na „Przyjacielu wesołego diabła”) oraz „Choć to mało – przyjm Grzymało” (na „Awanturze o Basię”). Jest też podarek od Władysława Sikorskiego – jego własna praca dot. wojny z bolszewikami, z dedykacją „Z zapewnieniem głębokiego szacunku i szczerego uznania”. Zresztą, jest też korespondencja z tak znamienitymi postaciami jak: Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Wyspiański, Władysław Reymont, Jarosław Iwaszkiewicz czy Wojciecha Kossak. Jak więc widzicie, miał Grzymała poważanych znajomych!

Warto pamiętać, że spora część zasobów Izby Pamięci, fizycznie znajduje się w zbiorach specjalnych bydgoskiej biblioteki (czyli w głównym gmachu, przy Starym Rynku oraz w kamienicy przy ulicy Długiej). Powód jest prosty – tam są bezpieczniejsze, niż w tej oddalonej od „bazy” placówce.

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Herbatka u Grzymały

No dobra – wiemy co, wiemy gdzie, ale nie wiemy dlaczego! No bo w zasadzie, jak to się stało, że Izba Pamięci w ogóle powstała? Oczywiście poza tym, że Grzymała-Siedlecki bez wątpienia zasłużył na upamiętnienie tego typu. W zasadzie, to najbardziej przyczynił się do tego sam bohater – zapisując w testamencie Miejskiej Bibliotece wyposażenie swojego mieszkania, łącznie z meblami, pamiątkami i księgozbiorem. Życzył sobie też, aby lokum stało się jednostką biblioteczną. No i poniekąd stało się – dokładnie w rocznicę jego śmierci, tj. 29 stycznia 1968 roku Izbę otwarto.

Decyzję o takimi zagospodarowaniu mieszkania, podjęła specjalnie zawiązana w tym celu Rada Społeczna, w której zasiadały prawdziwe tuzy, w tym: Marian Turwid, Zofia Pietrzak, Józef Podgórzeczny, Władysław Sobieszczański oraz Mieczysław Wielicz. Pierwszą kustoszką została zaś kolejna legendarna postać związana z bydgoską biblioteką, czyli Klara Sarnowska (dzięki której w trakcie II wojny światowej uratowano wiele bezcennych zbiorów bibliotecznych).

Swoją drogą, kiedyś, kiedy żyły jeszcze osoby dobrze pamiętające Grzymałę-Siedleckiego, a więc od lat 80. XX w. do 2005 roku, w Izbie organizowano cyklicznie spotkania o charakterze artystycznym pn. „Herbatka u Grzymały”. W ich trakcie wspominano pisarza i czytano fragmenty jego utworów. Robiły to zresztą nawet zasłużone postacie bydgoskiego świata kultury, np. aktor i reżyser Hieronim Konieczka, zmarły w 1994 roku, obecny patron bydgoskiego teatru.

Po Klarze Sarnowskiej, kustoszką Izby Pamięci Adama Grzymały-Siedleckiego była Zofia Pietrzak, a dziś funkcję tę pełni p. Joanna Królicka-Najman. Izbę możecie zwiedzać bezpłatnie, od poniedziałku do piątku – pamiętajcie tylko, aby uprzednio umówić się na taką wizytę: telefonicznie lub mailowo.

Według mnie warto. Z dwóch przynajmniej powodów. Po pierwsze, aby lepiej poznać historię Adama Grzymały-Siedleckiego, a tym samym oddać mu należny hołd. Wszak my, obecnie żyjący, w dużej części, nie mamy prawa pamiętać pisarza z jego działań. Powoli zaciera się więc pamięć o jego dokonaniach, o tym, jak wielki wpływ miał na życie kulturalne naszego miasta. A przecież szkoda by było, gdyby te zasługi odeszły w zapomnienie, rozpłynęły się w mrokach dziejów.

Drugi powód to możliwość uczestnictwa w najprawdziwszej turystyce alternatywnej! Odwiedzając Izbę Pamięci, znajdziecie się w dość małym gronie, ale za to gronie „zajawkowiczów”, osób zaangażowanych w kulturę, historię i turystykę naszego pięknego miasta! A to sprawi, że będziecie już tylko o krok od „uzależnienia” się od Bydgoszczy! Ostrzegam, to grozi poważnymi konsekwencjami!  

A teraz na poważnie. To, że tak niewiele osób wie o istnieniu Izby, oceniam jako rzecz negatywną, przykrą. Według mnie jest to miejsca na tyle ciekawe (no i przede wszystkim związane z mega-ciekawą postacią!), że zasługuje na zdecydowanie większe uznanie. Mam nadzieję, że ten materiał, przyczyni się choć w minimalnym stopniu do wzmocnienia marki tego miejsca!

Odwiedźcie więc Izbę Pamięci Adama Grzymały-Siedleckiego i odwiedźcie bloga „Turystyka BEZ FILTÓW” w najbliższych dniach. Do Świąt „wjedzie” tutaj jeszcze kilka materiałów z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”!

Piotr Weckwerth

Zdjęcia: Inna Yaremchuk

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X