Kościół, który ewidentnie ma pecha. Mimo, że uznać należy go za najważniejszą w hierarchii inowrocławskich świątyń rzymskokatolickich, w oczach turystów (a i pewnie wielu mieszkańców) zwykle znajduje się w cieniu słynnej „Ruiny”. Dodatkowo, lata zaniedbań i macoszego traktowania ze strony zaborców, sprawiły, że nie zachowało się w nim wiele z oryginalnego wystroju. Mimo to, wciąż możemy mówić o obiekcie wielce historycznym, interesującym i… nieco tajemniczym! Zapraszam więc na wspólne odkrywanie kościoła farnego pw. Świętego Mikołaja w Inowrocławiu!
Dzień dobry Czytelniczko/Czytelniku!
Niniejszy artykuł jest częścią cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, dofinansowanego ze środków Gminy Miasta Inowrocław. Poza nim, w najbliższych dniach i tygodniach, na blogu pojawią się jeszcze 4 tego typu teksty. Teksty, w ramach których odkrywamy historię i współczesność ważnych, inowrocławskich obiektów. Wybieramy budynki, które są niedostępne (całkowicie lub częściowo), lub które odwiedzić można, ale owiewa je pewna aura tajemniczości.
Podobny cykl, dotyczący bydgoskich obiektów, realizujemy od 2021 r. Dotychczas opisaliśmy w jego ramach niemal 30 obiektów i miejsc. Wszystkie teksty z serii „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” znajdziecie TUTAJ: https://turystykabezfiltrow.com/bydgoszcz/cykl-bydgoszcz-przez-dziurke-od-klucza
Miłej lektury!
Gdzie początek?!
W kontekście bohatera naszej dzisiejszej opowieści, wiele rzeczy jest oczywistych. Do tej grupy nie zalicza się niestety początek historii obiektu. Dlaczego? Otóż, mówimy o czasach naprawdę dawnych, sięgających lokacji Inowrocławia w obecnym kształcie. Właśnie wtedy, po przeniesieniu miasta z terenu pierwszej osady, znajdującej się w okolicach dzisiejszej ulicy – nomen omen – Stare Miasto i miejsca w którym stoi „Ruina”, w kierunku południowym, postanowiono wznieść nową miejską świątynię.
Otoczone murami miasto, musiało przecież posiadać kościół farny, czyli parafialny dla wszystkich mieszkańców miasta. Dotychczasowa, główna świątynia, tj. kościół pw. Najświętszej Maryi Panny, znany dzisiaj jako „Ruina”, znalazła się nagle poza obwarowaniami, toteż mógła pełnić już tylko funkcje sakralne dla mieszkańców okolicznych wiosek. Jak wszyscy wiemy, szczęśliwie przetrwała (choć trzeba było ją niemal od podstaw odbudowywać) do dziś.

Niemniej, w obrębie murów miejskich, powstał protoplasta późniejszego kościoła farnego. Początkowo miał prawdopodobnie formę małej, drewnianej kaplicy, ale ok. 1259 r. najpewniej spłonął, w wyniku najazdu „sympatycznego” księcia pomorskiego, Świętopełka. Świątynie odbudowano, jednak nie jest pewne, czy w drewnie, czy już w formie murowanej. W każdym razie, to ta, druga wersja konstrukcji, stała się miejscem wiekopomnych wydarzeń, w tym legendarnego spotkania Królowej Jadwigi z mistrzem zakonu krzyżackiego, Ulrichem von Jungingenem.
Wspomniane spotkanie, przypisuje się często do obecnej konstrukcji kościoła farnego, stojącej przy ul. ks. Bogdana Gordona. Z tym że oczywiście nie jest to już ten sam kościół. Ba, prawdopodobnie stoi w zupełnie inny miejscu niż pierwowzór. Niektórzy twierdzą, że pierwowzór stał w tym miejscu, w który fara stoi obecnie, albo przynajmniej w pobliżu. Z relacji świadków z procesu polsko-krzyżackiego, który odbył się w Inowrocławiu, wynika, iż kościół miał stać na środku… runku! Tak jest, w samym centrum miasta! Wskazywać miałyby na to zapisy sporządzone w łacinie, według których kościół pw. św. Mikołaja, położony był in medio fori (na środku rynku).
Mało tego, pruski konserwator zabytków miasta, Juliusz Kohte, przypuszczał, że XIV w. wieża, stojąca niegdyś na środku Rynku (dziś przypominają o niej obrazy kafelków na płycie rynku oraz pamiątkowa tablica), pierwotnie mogła pełnić funkcje nie ratusza, a właśnie sakralną! Dopiero potem – po zniszczeniu kościoła – stała się siedzibą władz miejskich. Jak było naprawdę? Dziś po prostu nie da się tego rozstrzygnąć.

Na koniec tej części tekstu warto jeszcze wspomnieć skąd, obowiązujący od czasów najdawniejszych, patronat świątyni. Sprawa jest bardzo prosta – św. Mikołaj, poza wieloma innymi „funkcjami”, pełnił także rolę patrona kupców. A skoro Inowrocław ważnym ośrodkiem kupieckim był, rzecz pasowała wręcz idealnie!
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Krzyżacy razy kilka
Pierwsza „wersja” inowrocławskiej fary nierozłącznie związała swe losy z krzyżakami. Oczywiście, nikt tego za bardzo w Inowrocławiu nie chciał, ale właśnie tak potoczyła się historia. Nie rozpisując się zbytnio na ten temat, bo to i nie czas i nie miejsce, należy zauważyć, że krzyżacy na początku wieku XIV, zajęli bezprawnie Pomorze Gdańskie. Zmyślny polski władca, Władysław Łokietek, zamiast odzyskiwać je szablą, postanowił użyć… litery prawa! Skierował więc skargę do papieża Jana XXII. W ten sposób, rozpoczęły się procesy polsko-krzyżackie, które zawitały także do Inowrocławia.

Proces rozpoczął się w kwietniu 1320 r. i zasadniczo polegał na przesłuchiwaniu świadków. Co istotne, przesłuchania te trwały właśnie w kościele pw. św. Mikołaja (tej jego wersji, która miała znajdować się w Rynku). Obiekt przyniósł Polakom szczęście, bo zakon został uznany za winnego i zobowiązany do zwrotu ziemi Królestwu Polskiemu. Adwersarze zostali także zobowiązani do wypłacenie rekompensaty finansowej. Przyznacie, że brzmi bardzo współcześnie, a to wszystko miało przecież miejsce ponad 700 lat temu!
To oczywiście nie był koniec przebojów z „sympatycznymi” przedstawicielami Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Procesy trwały, trwały i działania militarne. Krzyżacy zajęli w pewnym momencie ziemię dobrzyńską, a o jej zwrot ubiegała się św. Jadwiga, żona Władysława Jagiełły. W maju 1398 r. przebywała w Inowrocławiu, gdzie – według przekazów Jana Długosza – miała spotkać się z wielkim mistrzem zakonnym, czyli słynnym Ulrichem von Jungingenem. Spotkanie miało się odbyć właśnie w farze, zaś królowa Jadwiga przewidziała w jego trakcie, iż po jej śmierci, z uwagi na postawę zakonu względem Polski, Krzyżaków czeka zagłada.
Mówiąc o zagładzie, Jadwiga miała na myśli oczywiście Grunwald, a do mistrza krzyżackiego zwróciła się rzekomo słowami: „Jeszcze póki żyję, Bóg wzdraga się was ukarać za wszystkie popełnione przez was zbrodnie, jednak po mojej śmierci Bóg dłonią mego męża, króla Władysława was ukarze i będzie to cios śmiertelny. Nigdy więcej nie odrodzicie się, plemię plugawe!”.

Swoją drogą, bywa tak, że oba opisane wyżej wydarzenia, tj.: procesy polsko-krzyżackie i spotkanie Jadwigi z mistrzem krzyżackim, błędnie się ze sobą utożsamia. Jak bardzo to absurdalne, niech świadczy fakt, iż procesy odbyły się 54 lata przed narodzinami przyszłej świętej. A tak swoją drogą, sama Jadwiga – dziś patronka Inowrocławia – też jest postacią nieoczywistą. Urodzona w Budzie (zachodniej części dzisiejszej stolicy Węgier, Budapesztu), została wydana za Jagiełłę w wieku 13 lat (on miał wówczas ok. 30-tki ) i zmarła mając na karku ledwie ćwierć wieku. W trakcie spotkania z von Jungingenem, liczyła sobie 24 wiosny, toteż musiała być doprawdy niezwykle dojrzałą, jak na swój wiek osobą.
W każdym razie, wygrana pod Grunwaldem nie wpłynęła na przyszłe losy Inowrocławia. Ten, wraz z większą częścią Kujaw, został przez Krzyżaków w 1431 r. niema doszczętnie spalony. Odgruzowywanie trwało naprawdę długo, a miasto otrzymało nowy akt lokacyjny dopiero w 1450 r. Bezpowrotnie zniknęła wówczas także pierwsza wersja kościoła farnego. Na nowy, tj. obecny, trzeba było trochę poczekać.
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Obiekt nieukończony
Do końca XV w., kiedy to ruszyły pracę przy wznoszeniu nowej fary, wierni modlili się zapewne w prowizorycznej, drewnianej kaplicy. Można więc rzec, że historia zatoczyła koło. W końcu jednak budowa ruszyła i – mimo napotykania licznych problemów – została zrealizowana zapewne na przełomie wieku XV i XVI.

Los chciał chyba jednak, aby historia świątyni nie była nudna. Wybudowano więc trzynawowy obiekt, w którym umieszczono 5 ołtarzy. I wszystko było ok, ale minęło ledwie 100 lat i nastąpiła pierwsza przebudowa (ok. 1590 r.). Wówczas wprowadzono renesansowe szczyty, które zresztą nie zachowały się – poza najmniejszym na zakrystii – do dziś. To jednak nic, w porównaniu z kolejnymi dekadami, czyli „wizytami” Szwedów. Te spowodowały, że w drugiej połowie XVII w. fara była już w opłakanym stanie.

W nawie głównej i południowej zawalił się dach, a także fragmenty ścian – przez te dziury dosłownie widać było wnętrze kościoła. Próbując ratować budynek, dokonano poważanych przebudów, nadając wnętrzu styl barokowy. Obniżono ściany naw bocznych i wprowadzono nowe filary, dzięki czemu pojawił się tutaj układ bazylikowy. I kiedy wydawało się, że wszystko będzie w porządku, nadeszły zabory, a wraz z nimi średnio zaangażowane (delikatnie mówiąc) podejście do obiektów sakralnych w mieście.

Postanowiły więc władze pruskie w 1779 r., że fara stanie się… magazynem soli! Cóż, wszak mówimy o „mieście na soli”, toteż należało ją gdzieś gromadzić. Co ciekawe, parafia otrzymywała w związku z tą zmianą funkcji budynku, rekompensatę w wysokości 9 talarów w skali roku. Kwota ta z pewnością nie pokryła strat, i tych moralnych i tych w strukturze budynku, które nastąpiły. Zresztą, ślady soli, która wniknęła w mury konstrukcji, dostrzec można w obiekcie po dziś dzień, po niemal 200 latach! Te zobaczycie np. przy wejściu z kościoła głównego na zakrystię.

W trakcie insurekcji kościuszkowskiej, obiekt przestał co prawda pełnić funkcję magazynu soli, ale stał się magazynem… żywności. Przyznacie, że marne pocieszenie. Ostatecznie zabory jednak wrócili i nie mieli wyjścia – musieli przystać na przywróceniu w obiekcie funkcji sakralnej. „Ruina”, zgodnie ze swoją nazwą, obróciła się bowiem w najprawdziwszą ruinę, a kościół franciszkański zamknięto w ramach procesu sekularyzacji. Fara znów była więc od lat 20 XIX w. kościołem, jednak o poważanych remontach niestety nikt nie pomyślał. W latach 80. XIX w. dokonano tylko kolejnej zmiany szczytów – tym razem na neogotyckie. Poważny remont wnętrza to zaś dopiero 20-lecie międzywojenne. Wówczas wykonano pozorne sklepienie krzyżowe w prezbiterium i pozorne sklepienie neobarokowe w nawie głównej. Biorąc to wszystko pod uwagę, wydaję mi się, że należy się cieszyć, iż kościół w ogóle dotrwał do czasów współczesnych.
Bryła i dzwonnica
Sama bryła kościoła to oczywiście styl późnogotycki. Dominuje tutaj czerwona cegła, ale sporo jest także innych akcentów. W oczy rzucają się charakterystyczne, białe szczyty oraz malowidło Chrystusa na krzyżu, umieszczone na zewnętrznej, tylnej blendzie. Na pierwszy rzut oka widać, że bryła jest zlepkiem części, powstających i modernizowanych, w różnych okresach. Jest to poniekąd dziwne i poniekąd interesujące. Niektórzy doszukują się tutaj pewnego podobieństwa do bydgoskiej fary i faktycznie, coś w tym jest.




Patrząc na bryłę, warto pamiętać, że dzisiejsze, barokowe otwory okienna, to efekt przebudowy z połowy XIX w. W podobnym czasie powstał charakterystyczny, zębaty szczyt, znajdujący się od frontu. Do ciekawych elementów architektornicznych, należy także słabo dostrzegalna sygnaturka, wznosząc się nad prezbiterium.


Za obiektem, od strony południowej, znajduje się drewniana dzwonnica – oczywiście nie oryginalna, ale i tak leciwa, powstała w latach 1922-1927. W niej z kolei, znajdują się trzy bardzo cenne dzwony – gotycki z XV w. o średnicy 70 cm (bez napisów), powstały w 1713 r. w pracowni Henryka Wredena w Toruniu (o czym przypomina inskrypcja), a także najmłodszy, odlany w 1928 r., a przywieziony w 1949 r. ze Śląska (z wizerunkiem Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Co ciekawe, jeszcze jeden dzwon znajduj się w kościele. Konkretnie zaś we wspomnianej sygnaturce przy zakrystii. Ten pochodzi podobno aż z 1603 roku!


Poza tym, spory teren należący do parafii, określić należy mianem raczej niezagospodarowanego – szczególnie zaś od strony południowej. Znajdziecie tutaj jednak kilka charakterystycznych elementów – np. grotę maryjną, dwa krucyfiksy, a także obelisk, dedykowany założycielom Kółek Rolniczych, w drugiej połowie XIX w. Cały obszar przylegającyc do fary, otoczony jest murem, z dość leciwie prezentującą się bramą. Zasadniczo, spoglądając na całość od strony ulic: Kasztelańskiej lub Gordona, ma się wrażenie, jakby obiekt został tutaj na siłę „wciśnięty”. Fakty są jednak takie, że wcisnęły to się raczej sąsiednie, młodsze konstrukcje.





Mało kto zwraca zapewne uwagę na stojącą po drugiej stronie ul. ks. Bogdana Gordona plebanię. A to spory błąd! Po pierwsze dlatego, że to przykład czystego modernizmu, wybudowany w 1936 r. Po drugie, konstrukcję zaprojektował mistrz bydgoskiego (i jak widać nie tylko, bo pracował także w pobliżu miasta, a czasami i dalej), Jan Kossowski! Bydgoszczanie jego prace mogą kojarzyć głównie z osiedlem Sielanka czy Placem Wolności. Zasadniczo, był architektem bardzo pracowitym, więc zostawił po sobie wiele konstrukcji. W Inowrocławiu, spod ręki Kossowskiego, wyszedł także projektwilli dyrektora Banku Polskiego Oddziału w Inowrocławiu, Stefana Mocka. Znajdziecie go pod obecnym adresem: Daszyńskiego 7.


Franciszkańskie dziedzictwo
Jestem przekonany, że wchodząc do kościoła, odniesiecie naprawdę pozytywne wrażenie. Szczególnie, jeżeli pamiętacie je jeszcze z pierwszej dekady XXI w. Wówczas o remont wołały ceglane ściany i podłogi, które – delikatnie mówiąc – reprezentowały bardzo surowy styl. Ewidentnie widać było tutaj potencjał, ale brakowało wykończenia. Ale to wreszcie udało się przeprowadzić, a dziś całość jest naprawdę estetyczna, stanowiąc połączenie współczesności z historią.

Ściany zostały więc pobielone, posadzka wymieniona – przy okazji odkryto i odświeżono nieco ściennych malowideł. Ceglaną elewację, jako pamiątkę oryginału zostawiono – komponując ją stylowo z sąsiednimi, wyremontowanymi ścianami – w części prezbiterium. Zasadniczo, wyszło to bardzo, bardzo zgrabnie!

Spoglądając na naprawdę bogate wyposażenie wnętrza w postaci ołtarzy, należy pamiętać, że większość z nich to obiekty, znajdujące się niegdyś w kościele franciszkańskim. Mowa o nieistniejącej dzisiaj świątyni, stojącej kiedyś przy Placu Klasztornym (dziś znajduje się tam poewangelicki kościół pw. św. Krzyża, w którym od jakiegoś czasu – celem nawiązania do historii – urzędują właśnie franciszkanie!). Jego wyposażenie trafiło po likwidacji właśnie tutaj, do fary.

Ale co z oryginalnymi, tj. wcześniejszymi ołtarzami z kościoła pw. św. Mikołaja? Wszak obecne, nawet te, które nie mają rodowodu franciszkańskiego, pochodzą głównie z XVIII w. Otóż większość z nich została zniszczona w trakcie ostatniego (przed zaborowego) zaniedbania (tego związanego z zawaleniem dachów) kościoła, lub trafiło do świątyń filialnych i nigdy nie wróciło.

Wśród ołtarzy, w pierwszej kolejności wymienić należy ołtarz główny, pw. św. Mikołaja. To powstały w drugiej połowie XVIII w. barokowa konstrukcja, na której zamieszczono obraz św. Mikołaja, prawdopodobnie z 1520 r. Ten, w kościele franciszkanów pełnił funkcję zasłony ołtarza głównego, wówczas noszącego patronat Świętej Trójcy. Do tego, w skład ołtarza wchodzą dziś liczne figury, m.in.: św. Wojciech, św. Augustyn, św. Dominik, św. Jan Chrzciciel. U szczytu dostrzeżecie zaś drewnianą scenę Ostatniej Wieczerzy w stylu secesyjnym z przełomu XIX i XX w.


Bardzo ciekawy jest również barokowo-renesansowy ołtarz św. Antoniego. Główny obraz pochodzący z XVI w., przedstawia św. Antoniego z dzieciątkiem i w przeszłości „otulony” był srebrno-złoconą sukienką. Dziś, tę „szatę” zobaczycie w obramowaniu, wiszącą na jednej ze ścian świątyni. Co jednak ciekawe, na ołatarzu znajdują się jeszcze dwa inne malowidła! Pierwsze dostrzeżecie zawsze, bo jest to znajdujący się u szczytu obraz stygmatyzacji św. Franciszka z XIX w. Zaś na opuszczanej kurtynie (zasłonie obrazu św. Antoniego) umieszczono obraz z przełomu XVII i XVIII w., ukazujący św. Antoniego w rozmowie z włoskim szlachcicem.


Idziemy dalej i trafiamy przez ołtarz Matki Boskiej Pocieszenia – Boreckiej. Jego podstawa jest barokowa, a samo malowidło Matki Boskiej to kopia obrazu z Borka Wielkopolskiego (stąd właśnie jego nazwa). W zasłonie umieszczono z kolei obraz olejny św. Jana Nepomucena z XVII w. Górny obraz to św. Katarzyna z XVII w. Jest jednak i czwarte malowidło! Mianowicie obraz na mensie, ukazujący św. Judy Tadeusza z 1950 r. Wokół rozmieszczono ponadto barokowe rzeźby: św. Jana Chryzostoma i św. Jana Nepomucena.

Grupę pofranciszkańskich ołtarzy zamyka ten pw. Matki Boskiej Różańcowej z XVII w. I tutaj znajdowałs ię niegdyś srebrna sukienka, jednak – podobnie jak w przypadku św. Anotniego – obecnie staowni osobny element wystroju kościoła. W zasłonie ołtarza znalazł się obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa, powstały prawdopodobnie w trakcie z II wojny światowej. U szczytu dostrzeżecie ponadto współczesny malunek z wizerunkiem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. I tutaj nie mogło zabraknąć rzeźb: św. Jacka, bł. Czesława, św. Wojciecha i św. Stanisława, których powstanie datuje się na XVII w.


Franciszkanie to nie wszystko
Przejdźmy teraz do pamiątek, które z franciszkanami nie mają nic wspólnego. Wśród nich znajduje się ołtarz Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny z obrazem, o XV w. rodowodzie! Górny obraz, przedstawiający św. Krzysztofa z Dzieciątkiem jest młodszy, ale i tak leciwy bo pochodzi z XVII w. Do tego dołóżcie barokowe, XVII w. figury: św. Antoniego i Archanioła Gabriela.

Drugi niefranciszkański ołtarz nazywany jest potocznie ołtarzem św. Anny, choć oryginalnie nosi on nazwę Rodziny Najświętszej Maryi Panny. Skąd ta rozbieżność? Otóż, na olejnym obrazie z XVI w., przedstawiono Maryję jako dziecko, wraz z rodzicami: św. Joachimem i (stąd właśnie nazwa tradycyjna) św. Anną. Na obrazie górnym znajduje się św. Apolonia z XVII w., natomiast w dolnym św. Józef z Dzieciątkiem. Są i figury: św. Augustyna i św. Ambrożego – oba z XVII w.


To wszystko jednak blednie, w zestawieniu z najcenniejszym zabytkiem w kościele. Mowa o jedynym zachowanym z pierwotnego wystroju elemencie, czyli rzeźbie na ołtarzu krzyża świętego. Znajduje się tutaj wzmiankowana już w 1472 r., gotycka rzeźba Chrystusa Ukrzyżowanego. Uwagę zwracają nienaturalne proporcje i kształt ciała Chrystusa. Swoja drogą, rzeźba przetrwała do dzisiejszych czasów tylko dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu. Wszak w okresie zaniedbania kościoła w XVIII w., w rzeźbie swoje gniazdo postanowiły wydziobać ptaki! Na szczęście, na tym się skończyło, a żadni inni intruzi nie naruszyli zabytkowej instalacji.


A czy w inowrocławskiej farze są relikwie? Ano są! W dni, związane z patronem świątyni, tj. św. Mikołajem (6 grudnia i 9 maja), wystawiany jest relikwiarz, w którym znajduje się flakon z tzw. „Manną św. Mikołaja”. O co chodzi? Mowa o płynie, który powstaje w wyniku styku materiału z kośćmi św. Mikołaja, początkowo przechowywanymi w Myrze, a obecnie w Bari. Od 1980 r., rokrocznie pobiera się kilka szklanek tego płynu, rozlewa i rozprowadza po świecie. W 2004 r. w ten sposób „manna” trafiła i do Inowrocławia.
Od 18 lipca 1941 r. do końca II wojny światowej, pod posadzką zakrystii, ukrywane były także relikwie św. Wojciecha, sprowadzone tutaj z Gniezna! Na prośbę (czy też raczej błaganie) ks. Paula Mattauscha, bohatersko dostarczył je do Inowrocławia podoficer Wehrmachtu Urban Thelen. Gdyby tego nie zrobił, okupanci z pewnością zarekwirowaliby lub zniszczyli bezcenną relikwię, z czego Niemiec, a przy okazji zagorzały katolik i – jak widać – dobry człowiek, doskonale zdawał sobie sprawę. Theleneowi kilkukrotnie było dane odwiedzić Inowrocław po wojnie – ostatni raz w 1994 r. Dożył naprawdę zacnego wieku 93 lat, odchodząc w 2008 r.
Ślady inowrocławskiej historii
Wśród wyżej wymienionych, celowo nie wymieniłem niektórych elementów wyposażenie kościoła. Mowa o tych, które w bezpośredni sposób nawiązują do historii Inowrocławia. A na takie motywy natkniemy się już wchodząc do obiektu! Mowa o tzw. Drzwiach Jubileuszowych, czyli rzeczy nowej, powstałej w latach 2019-2021, ale stylizowanej (należy dodać: udanie!) na zdecydowanie starsze!


Drzwi składają się z 7 elementów, w tym tympanonu. Na nim umieszczono Chrystusa na krzyżu, stylizowanego na wspomnianej wyżej, XV-w. rzeźbie z wnętrza fary. Są tutaj także wybitni synowie Kujaw: Jan Kasprowicz oraz Prymas Polski kardynał Józef Glemp. Niżej znajdziemy zaś sceny: założenia miasta przez księcia Kazimierza Kujawskiego, procesów polsko-krzyżackich, pobycie Władysława Jagiełły na inowrocławskim zamku w 1410 r., rozwoju gospodarczego miasta (m.in. związanego z powstaniem przemysłu solnego), w końcówce XIX w., a także elementy nawiązujące do niepodległości: walki z zaborcą oraz powrót Inowrocławia w granice Rzeczypospolitej.






Zresztą, jeżeli spoglądając na drzwi, obrócicie się na chwilę o 180 st. i spojrzycie na ścianę stojącej vis a vi kościoła kamienicy, również „uderzy” w Was wicher historii. Dostrzeżemy tutaj jeden z najnowszych mural w mieście. Przedstawia on wspomnianego już wcześniej „ojca” Inowrocławia – księcia Kazimierza Konradowica, zwanego także Kujawskim. Całkiem ładna, a na pewno mająca wartość edukacyjną, instalacja artystyczna!

We wnętrzu fary, śladów historii miast jest jeszcze więce! Koniecznie zwróćcie uwagę na chrzcielnicę, stojącą między prezbiterium a nawą główną. To obiekt pochodzący z drugiej połowy XIX w. – interesujący, bo zwieńczony przykrywą, na której ukazano chrzest Chrystusa przez Jan Chrzciciela. Ale najważniejszy jest tutaj fakt, iż to właśnie w niej, 13 grudnia 1860 r., ochrzczony został sam Jan Kasprowicz!

W prezbiterium znajdują się z kolei ciekawe witraże. Wykonała je w 20-leciu międzywojennym firma „Polichromia” Henryka Jackowskiego z Poznania. Jeżeli dobrze się przyjrzycie, dostrzeżecie na nich sceny wyzwalania miasta przez powstańców wielkopolskich z 1919 r., a także żołnierzy klęczących na tle miasta. Jest też napis: „Pamięci oswobodzicieli Inowrocławia”. Drugi witraż przedstawia układy Królowej Jadwigi z Krzyżakami. Tutaj możecie zauważyć także anioła po bokach którego, znajdują się herby: polski orzeł i litewska Pogoń!


Krypt niestety tutaj nie ma, ale za to znajdziecie jedno epitafium! Mowa o rokokowej, imponującej tablicy – jedynej tego typu w Inowrocławiu! Wykonano ją z czarnego marmuru w 1762 r., ale przeniesiono tutaj z kościoła franciszkanów w roku 1819. Upamiętnia ona rodzinę Zbożów-Radojewskich: Mikołaja Świętosława, chorążego bydgoskiego, Jana Chryzostoma kasztelana inowrocławskiego oraz Rafała Stefana, który był fundatorem nagrobka. Wprawne oko dostrzeże tutaj herby potężnych rodów: Odrowąż i Dołęga.



Wcześniej wspominałem o soli. Jest więc też pamiątka, która w bezpośredni sposób łącz farę z inowrocławską, niestety nieistniejącą (tj. zalaną) kopalnią. Mowa o wyrzeźbionym w bryle kolorowej soli, krzyżu. Ten znajdował się przez lata pod ziemią, jako niewielka kapliczka, a trafił do fary już po zalaniu rozciągających się pod Inowrocławiem korytarzy.


Poza tym, do historii miasta nawiązują tablice. Jedna z nich, upamiętnia ks. Bolesława Jankowskiego Jaśkowskiego, proboszcza parafii pw. św. Mikołaja z lat 1926-1939, a także kanonika honorowego kolegiaty kruszwickiej. Ksiądz został zamordowany przez hitlerowców pod Gniewkowem, w listopadzie 1939 r. Kolejna przypomina o opisanej wyżej historii procesów polsko-krzyżackich, a jeszcze inna o Klubie Inteligencji Katolickiej, który powstał przy kościele farnym w 1981 r. w ramach struktur „Solidarności”.


Sprawdź nasz kanał na YouTube!
To nie wszystko!
Z początku XX w. pochodzi 14, rozmieszczonych wewnątrz świątyni, stacji drogi krzyżowej. Warto także dodać, że w kościele znajduje się piękna, rokokowa, drewniana ambona, pochodząca z XVIII w. Figurka na jej daszku przedstawia Archanioła Michała zabijającego smoka.


Są i malowidła. W głównej nawie, nad każdą z arkad, w 20-leciu międzywojennym wykonano malunki ukazujące wydarzenia biblijne. Są ciekawe, również dlatego, że utrzymano je w kolorze szarego błękitu. Mamy więc tutaj sceny: wygnania z raju, Mojżesza z dekalogiem, kuszącego węża, pokłon pasterzy, wskrzeszenie córki Jaira, wjazd Chrystusa do Jerozolimy i ukrzyżowanie. Malunki z lat 1919-1921 – i to bardzo stylowe – znajdziemy także na sklepieniach.





No i na koniec: organy! Te ustawiono na zbudowanym w 1820 r. chórze. Obecny instrument, mimo że niewątpliwie piękny, nie jest oryginalny. Powstał w 1934 r. i pierwotnie służył w Bierutowie koło Oleśnicy, a trafił do inowrocławskiej fary po II wojnie światowej. 37 głosowy instrument powstał w słynnej firmie Wilhelma Saurera, we Frankfurcie nad Odrą.


Na co dzień tego nie widać, ale w farze kryje się także bardzo dużo cennych zabytków ruchomych. Mowa o rzeczach takich jak choćby: szaty liturgiczne, kielichy czy krucyfiksy. Do ostatniej z tych grup należą m.in. krzyże: barokowy z XVII w. i rokokowy z XVIII w. Są i szaty liturgiczne, w tym nawet takie z XVII w. (najstarszą datuje się na 1665 r.). Piękny jest barokowy kielich z XVII w., ufundowany przez Dorotę Mroglunównę.

Na uwagę zasługują także tzw. feretrony, czyli przenośne obrazy w ramach. W farze znajdują się takie dwa: rokokowy z XVIII/XIX w. z nowszymi obrazami i umieszczony w nowszej ramie, z obrazami św. Antoniego z 1757 i św. Bonawentury z 1868 r.

W tym miejscu kończymy nasz spacer po inowrocławskiej farze, a więc kościele pw. św. Mikołaja. Myślę, że naprawdę warto go odwiedzić! Wszak to prawdziwy, żywy (na szczęście!) pomnik historii!
Przy okazji, za możliwość wykonania zdjęć, a także szereg cennych informacji, dziękuję proboszczowi parafii, ks. Romualdowi Drążkowskiemu.
Piotr Weckwerth
