Jeden z wielu niedocenianych, bydgoskich zabytków. To, że jest historyczny, prezentuje się okazale i stoi w pięknym otoczeniu, wiedzą wszyscy. Jednakże, szczegóły dotyczące tego obiektu, rozmywają się gdzieś, wśród codziennej gonitwy, a także na tle wielu innych, miejskich obiektów sakralnych. Szkoda, bo zagłębiwszy się w nie, a także poznawszy wnętrze tego kościoła, będziemy naprawdę pozytywnie zaskoczeni. Zróbmy to zatem razem, odwiedzając kościół Miłosierdzia Bożego na Wilczaku!
Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.
W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.
Ewangelicki boom
Wybudowanie na Wilczaku, wówczas zwanym (jak wiecie, z artykułu dot. tego osiedla, który znajdziecie TUTAJ i/lub z wycieczek po tym ciekawym osiedlu) Prinzenthal (czyli Dolina Książąt!), omawianego dzisiaj obiektu, wiązało się z ogólnomiejskim rozwojem struktur kościoła ewangelicko-unijnego. Druga połowa XIX w. to przecież prawdziwa protestancka ekspansja, która zaowocowała powstaniem wielkiej liczby świątyń. Do istniejących już wówczas: staromiejskiego ewangelickiego kościoła farnego (ul. Podwale, powstały w 1787 r.; dziś nieistniejący – w tym miejscu stoi Hala Targowa) i kościoła staroluterańskiego (ul. Poznańska, powstały 1847 r.; dziś w tym miejscu stoi apartamentowiec), dołączyło przecież aż 10 świątyń. Nie wszystkie znajdowały się wówczas oczywiście w graniach Bydgoszczy, jednak dziś (i to od wielu lat), to kościoły miejskie.

Były to (w kolejności chronologicznej i według oryginalnych nazw):
- kościół pw. św. Pawła (Plac Wolności, 1878 r.; dziś katolicki pw. św. Piotra i Pawła),
- zbór baptystów (ul. Pomorska, 1883 r.; dziś kościół ewangelicko-metodystyczny),
- kościół pw. Chrystusa (Plac Zbawiciela, 1897 r.; dziś kościół ewangelicko-augsburski pw. Zbawiciela),
- kościół pw. Krzyża Świętego (Plac Kościeleckich, 1903 r.; dziś kościół katolicki pw. Andrzeja Boboli, zwany także jezuickim),
- kościół pw. św. Józefa (ul. Toruńska, 1906 r.; dziś kościół katolicki pw. św. Józefa Rzemieślnika),
- kościół pw. Marcina Lutra (ul. Leszczyńskiego, 1906 r.; nieistniejący),
- zbór na Wilczaku (to nasz dzisiejszy bohater),
- zbór na Czyżkówku (ul. Koronowska, 1906 r.; istnieje, ale silnie przekształcony – mieści się w nim przedszkole),
- zbór na Łęgnowie (ul. Toruńska, 1911 r.; dziś kościół katolicki pw. Matki Bożej Królowej Polski),
- kościół pw. Jana Apostoła (ul. Kanałowa, 1913 r; dziś kościół katolicki pw. św. Wojciecha).
Jak widać, z tych wszystkich historycznych obiektów, których naliczyliśmy wyżej 12, do dziś przetrwało 9. 8 z nich pełni wciąż funkcję sakralną, w tym 6 służąc parafiom rzymskokatolickim, a 2 ewangelickim (ewangelicko-augsburskiej oraz ewangelicko-metodystycznej). Stwierdzić więc można, że czas obszedł się z tymi konstrukcjami, całkiem łagodnie.

Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Jak to się zaczęło?
Mimo że Wilczak, pod względem liczby mieszkańców, od początku zaborów rósł w siłę, tutejsi ewangelicy długo podlegali pod sąsiednią, okolską parafię. Co prawda mieli własnego duchownego, tj. Carla Bottichera, który mieszkał na Wilczaku (podobno przy ul. Ułańskiej), ale obszar ten, uniezależnił się od Okola dopiero w 1900 r. Parafia objęła Wilczak oraz część Miedzynia i Prądów, a następnie szybko otrzymała działkę przy ul. Nakielskiej, na której wkrótce powstać miała świątynia. Najpierw jednak wybudowano pastorówkę, a w 1904 r. zatwierdzono plan świątyni. W latach 1905-1906 budowano i wykańczano całość, którą podziwiać możemy do dziś.

Warto dodać, że większość prac budowlanych wykonał znany bydgoski budowniczy Carl Rose. Ten człowiek, jako mistrz murarski, przyłożył rękę do wielu znakomitych, istniejących do dziś, budowli. Wymienię choćby kamienice przy ul. Gdańskiej 51 i Warmińskiego 18, a także: kościół pw. św. Józefa Rzemieślnika i willę Buchholza na terenie kampusu Wyższej Szkoły Gospodarki (jej przebudowa z przełomu XIX i XX w.).
Naturalnie, najlepsze lata ewangelicko-unijnej parafii na Wilczaku, to okres do 1920 r., a więc do momentu powrotu Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej. Potem liczba wiernych, w naturalny sposób zaczęła spadać, jednakże zbór przetrwał do 1945 r., czyli do chwili „wyzwolenia” miasta (znów piszę w cudzysłowie, bo według mnie, jedna okupacja – niemiecka – zamieniła się w drugą – radziecką).

Właśnie w 20-leciu międzywojennym (konkretnie zaś od 1931 r.), przy parafii działała także bursa dla kandydatów na nowych pastorów. Parafia miała także swój cmentarz – powstały na początku XX w., przy dzisiejszej ulicy Lotników (obecnie komunalny, rzymskokatolicki). Warto dodać, że po Botticherze, funkcję tutejszych pastorów pełnili: (od 1910 r.) Richard Werner oraz (od 1937 r.) Johann Steffhel. Ten drugi łączył tę funkcję z duszpasterstwem w parafii na Okolu. Daleko nie miał – wystarczyło przejść przez mostek nad Kanałem Bydgoskim i już było się na miejscu!

W pierwszych dniach II wojny światowej obiekt, podobnie jak wiele innych ewangelickich świątyń w Bydgoszczy, zasłynął niestety w sposób niechlubny. I z jego wieży, niemieccy bydgoszczanie ostrzeliwali polskich żołnierzy i mieszkańców miasta. Na szczęście, w przeciwieństwie do zboru na Szwederowie, efektem tych działań, nie było całkowite zniszczenie obiektu.
Oficjalnie, kościół przeszedł w ręce katolików na mocy postanowienia Komitetu Obywatelskiego Miasta Bydgoszczy z 2 lutego 1945 r. Pierwsze rzymskokatolickie nabożeństwo miało zaś miejsce 22 kwietnia tegoż roku i już wówczas mówiono o patronacie Miłosierdzia Bożego. Inauguracyjną mszę poprowadził proboszcz parafii św. Trójcy, Mieczysław Skonieczny.

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Zbór w lasku
Współcześnie, kościół pw. Miłosierdzia Bożego pozostaje obiektem pięknie położonym, na skraju parku nad Kanałem Bydgoskim. Leśny charakter tej części plantów, sprawił, że już w czasie zaborów, na świątynie mawiano podobno „zbór w lasku”, natomiast po II wojnie światowej „kościół w lasku”. Dołóżcie do tego jeszcze fakt, że w linii prostej, do Kanału jest tutaj maksymalnie 100 metrów, a w bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się także zabytkowa, V śluza. Sielankowego obrazu dopełnia malowniczo wijący się na zachód od budynku, strumień Bożenka.

Kiedyś było z tym jednak jeszcze lepiej. Dziś kościół otacza wyasfaltowane podwórko, jednak kiedyś w tym miejscu znajdował się najprawdziwszy ogród. Było dużo zieleni, alejki spacerowe i sporo kwiatów. Wszystko to zniknęło w trakcie prac „rewitalizacyjnych” z 1974 r. Widzicie – „betonoza” nie jest wcale wymysłem naszych czasów.

Sam kościół to oczywiście konstrukcja neogotycka, tak jak większość obiektów sakralnych, powstających u schyłku XIX i na początku XX w. Tutaj, odmiennie niż w środku, zachował się stan niemalże oryginalny. Obiekt jest jednonawowy, powstał na planie krzyża, a to co rzuca się najbardziej w oczy, to oczywiście masywna wieża, dostawiona do obiektu od strony południowej, tj. ul. Nakielskiej. Na szczycie wieży, przykrytej dwuspadowym dachem, znajduje się zegar. Nieco niżej mamy rozetę z witrażem na którym znajduje się wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Nad samym wejściem do świątyni, dostrzec można zaś płaskorzeźbę, ukazującą Chrystusa Dobrego Pasterza.


Miłośnicy architektury sakralnej powinni przejść się dookoła świątyni. Przede wszystkim dlatego, że bardzo ładnie wyglądają szczyty, wieńczące transept (czyli tę poprzeczną część kościoła, oddzielającą nawę główną od prezbiterium). Sporo tutaj niewielkich „wieżyczek” i blend. Ciekawy jest także „murek”, wieńczący skraj dachu, umieszczony nad oknami, które z kolei zdobią maswerki. Na zapleczu obiektu znajduje się także plebania, utrzymana w modernizującym stylu – wybudowano ją na przełomie lat 50 i 60. XX w. Niestety, oryginalna pastorówka, powstała w latach 1902-1904, do dziś nie przetrwała.


Kościół powstała na bazie projektu powiatowego radcy budowlanego, Ismara Herrmanna. Całość zatwierdził Oskar Hossfeld, który w imieniu Berlińskiego Ministerstwa Robót Publicznych nadzorował budowę wszystkich obiektów sakralnych, powstających na terenie zaboru pruskiego. W związku ze swoim „kierowniczym” stanowiskiem, Hossfeldowi często przypisuje się autorstwo projektu dzisiejszego kościoła pw. Miłosierdzia Bożego. Zresztą, dotyczy to także innych bydgoskich obiektów, przy których działał duet Herrmann-Hossfeld, tj.: kościoła Marcina Lutra na Szwederowie oraz św. Józefa Rzemieślnika na Małych Bartodziejach (dzisiaj Kapuściskach). Współpraca obu panów, a także fakt, że we wszystkich tych przypadkach, główne prace murarskie wykonywał Carl Rose, to zapewne główny czynnik, sprawiający, że obiekty te są (no i były, w przypadku szwederowskiej świątyni) tak bardzo do siebie podobne.


Wnętrze nowe, ale piękne!
Wejdźmy do środka kościoła i poszukajmy tam „skarbów”. Wierzcie mi, te tutaj są, jednak trzeba się ich trochę naszukać. Wszystko przez to, że zdecydowana większość wystroju świątyni pochodzi z okresu powojennego. Oryginalnych elementów niemalże tutaj brak. Dlaczego? Otóż, kościół ucierpiał w walkach o miasto w styczniu 1945 r., kiedy to przede wszystkim uszkodzony został dach. Ten wyremontowano potem za sumę, przekraczającą 170 tys. zł, jednak nie to było najgorsze. „Wyzwolenie” miasta przyniosło bowiem także inne, tragiczne skutki.



Wkraczający do miasta czerwonoarmiści, postanowili bowiem… ograbić kościół. Ten zapewne wskazany został im jako niemiecki, związany z okupantem. A skoro niemiecki, to można, a nawet należy, go zbezcześcić. Typowe, u reprezentantów tego narodu i niestety powszechnie stosowane w Bydgoszczy, zimą 1945 r.

Również krótko po wojnie, zniknął kolejny ważny element wystroju kościoła. Mowa o emporach, a więc mówiąc potocznie, balkonach wznoszących się wzdłuż ścian świątyni, powiększających przestrzeń, którą zajmować mogą wierni. To typowy dla ewangelickich świątyń akcent, który zachował się w wielu dawnych, protestanckich obiektach na terenie Bydgoszczy (m.in. w kościołach: św. Józefa Rzemieślnika, św. Andrzeja Boboli, św. Wojciecha). Tutaj niestety już ich nie ma (niestety, bo dodają wnętrzu uroku), a ślady po ich likwidacji widać nawet na zewnętrznych ścianach obiektu (szczególnie od strony wschodniej). Najwidoczniej, żeby dokładnie usunąć wszystkie elementy empor, ubytki w ścianach trzeba było uzupełnić nowymi cegłami.


Z oryginalnego wystroju, zachowała się po dziś dzień wmurowana w ścianę tuż obok prezbiterium ambona, ze sceną wizyty Jezusa u Marii i Marty, a także podstawa chrzcielnicy (w latach 50. dobudowano do niej drewnianą pokrywę z wyobrażeniem chrztu Jezusa) oraz ławki.



No własnie, ławki. Kiedyś było ich tutaj więcej, jednak te które przetrwały wojenną zawieruchę, służą wiernym do dziś. Niestety, jak to dawniej bywało, pomazano je mało estetyczną, olejną farbą. Doprawdy nie wiem, skąd wziął się ten zwyczaj, ale za komuny stosowano go dosłownie wszędzie. Na szczęście, okazuje się, że możliwe jest przywrócenie ławek do stanu oryginalnego! W 2024 r. udało się – przy wykorzystaniu specjalnego laseru – oczyścić jedną z nich i dziś zdecydowanie wyróżnia się ona na tle pozostałych. Oczywiście pozytywnie. Dodawać nie muszę, że proces ten, jest bardzo kosztowny, toteż zapewne parafia będzie go prowadziła, w odniesieniu do pozostałych mebli, etapami.



Powojenny (z 1947 r.) jest z kolei skromny, drewniany ołtarz główny. Jest to tryptyk Miłosierdzia Bożego z: Jezusem, Marią Magdaleną i Andrzejem Bobolą, który wykonał Kazimierz Lipiński. Lipiński jest także autorem jednego z tutejszych konfesjonałów (w sumie w kościele jest ich 5). Swoją drogą, część z konfesjonałów, powstała podobno, przy wykorzystaniu belek, pozostałych po dawnych emporach.



Ołtarze boczne również powstały w 1947 r. Przedstawiają one: św. Antoniego i Matkę Boską Ostrobramską. Z tego samego roku pochodzi – również wykonana przez Lipińskiego – piaskowcowa figura Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dodatkowo, ściany urozmaicają stacje drogi krzyżowe.


Wnętrze było malowane zaraz po wojnie i drugi raz w 1976 r. (obecny stan). Witraże w korpusie głównym świątyni zostały zaprojektowane przez Redmerskiego w 1984 r. i nawiązują do tych oryginalnych, przedwojennych. W prezbiterium znajdziemy z kolei dwa starsze witraże (te boczne, z kwietnymi motywami), bo pochodzące z 1949 r. Wyszły one spod ręki zasłużonego bydgoskiego twórcy, Edwarda Kwiatkowskiego – tego samego, który stworzył witraże z wizerunkami polskich królów i generałów, zdobiące okna w Bibliotheca Bernardina w gmachu Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bydgoszczy. Środkowy witraż prezbiterium, z wizerunkiem Ducha Świętego to rzecz stosunkowo nowa. Powstał w 1988 r., w miejscu odtworzonego okna, które zamurowano ledwie 5 lat wcześniej.


Będąc w tej części kościoła, zwróćcie także uwagę na posadzkę w prezbiterium. Niby nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale podobno materiał do jej utworzenia pozyskano z… kostnicy cmentarnej, stojącej na nekropolii przy ul. Lotników.

Podnieś głowę!
To, co w kościele Miłosierdzia Bożego najpiękniejsze, znajduje się w górze! W pierwszej kolejności, na myśli mam sklepienie. To, wyłożone jest niewielkim drewnianymi kasetonami, na których widnieją roślinne akcenty. I trzeba przyznać, że prezentują się one naprawdę pięknie, szczególnie po przeprowadzonych w 2022 r. i 2024 r., pracach renowacyjnych. Motywy roślinne znajdują się także na balustradzie chóru.




Łuk tęczowy (oddzielający nawę główną od prezbiterium) zdobią z kolei symbole 7 sakramentów. To dzieło powstałe w 1988 r., według projektu Jana Antoszaka. Kolejne motywy kwietne znajdują się na gwieździstym sklepieniu prezbiterium. Zasadniczo więc, miłośnicy kwiatów się tutaj odnajdą!


Są też oczywiście organy! Piękny instrument, powstał w 1910 r., w legendarnej, bydgoskiej firmie Paula Volknera! Zakład ten, działający przez lata przy ul. Gdańskiej, dostarczył organy do wielu bydgoskich świątyń, a te które zachowały się do dziś, uznawane są oczywiście za zabytki najwyższej jakości.

Niestety, instrument z wilczakowskiej świątyni, został zniszczony w 1945 r. Oczywiście przez radzickich żołnierzy. I kiedy wydawało się, że to koniec historii organów, na scenie pojawił się Józef Sobiechowski (dawny pracownik Fabryki Fortepianów Brunona Sommerfelda, a po wojnie organomistrz, prowadzący swój zakład przy dzisiejszej ul. Augustyna Kordeckiego), który zdołał odbudować instrument. Dziś możemy więc mówić o organach po części oryginalnych – wiele elementów należało bowiem wymienić. Mimo to, z tego co wiem, trwają starania, o wpisanie ich do rejestru zabytków.
Organowy prospekt prezentuje się znakomicie, wypełniając przestrzeń nad chórem. Jeśli dobrze przyjrzycie się tej instalacji, u jej dołu zdołacie może dostrzec niewielkie drzwiczki. Drzwiczki, które prowadzą do…

Cesarzowej bije dzwon
…innego świata! A raczej na najniższy poziom wieży, skąd wdrapać możemy się na sam jej szczyt! Przechodząc przez nie, przez chwilę widzimy jeszcze „wnętrzności” organów, w postaci skomplikowanej (przynajmniej dla oka laika) plątaniny belek i przewodów, aby po chwili dostać się na niewielką klatkę schodową. Tutaj zaczynają się strome, drewniane schody, ale jest też i mała ciekawostka. Na tyle jednego ze stopni, widnieje wykonany kredą napis: „Na gorzkich żalach dymali w miech”, i data „12.03.1967 r.”! Rzecz dotyczy oczywiście wprowadzania powietrza w organy, za pomocą specjalnych „pedałów”, a używając fachowej nomenklatury: urządzenia do kalikowania.

Po drodze, jak zwykle w historycznych kościołach, mijamy wejście do „sali” nad sklepieniem. Mowa o przestrzeni pod więźbą dachową, znajdującej się między górną częścią kościelnego sklepienia, a dolną częścią dachu, która – ze względów technicznych – zwykle jest nieźle dostępna. Widać tutaj jak na wyciągnięcie dłoni żebra, samą misterną konstrukcję sklepienia oraz belkowanie. Środkiem, na całej długości, prowadzi bardzo wygodny pomost.

Im wyżej wspinamy się na wieżę, tym schody wydają się mniej solidne. Będąc już na najwyższym poziomie, tj. na „piętrze dzwonowym”, podest wydaje się być w naprawdę lichym stanie. Dość mocno trzeszczy, a pomiędzy belkami widać spore ubytki. Jasnym jest, że przez lata niewiele (lub nic) tutaj nie robiono. A szkoda, bo można by tutaj utworzyć punkt widokowy z prawdziwego zdarzenia (otwierając rolety, otwiera się widok na północ, tj. zabudowania Wilczaka i na południe, tj. Kanał Bydgoski i Okole). Wierzę, że dzięki nowemu proboszczowi to się uda – oczywiście będzie to się wiązało z poważną inwestycją, ale kto nam zabroni marzyć!
Wracając jednak do ryzyka, związanego z wejściem na ten poziom wieży, po prostu musieliśmy to zrobić! Tzn. nikt nas do tego nie zmusił i robiliśmy to na własną odpowiedzialność, lecz czuliśmy wewnętrzny przymus. Wszystko przez to, że zobaczyć i dotknąć można tutaj Dzwonu Cesarzowej Augusty Wiktorii!

Rzecz dotyczy dzieła sztuki ludwisarskiej, odlanego w 1905 r., w zakładzie Franza Schillinga w Apoldzie (w regionie Turyngii). Relief umieszczony na dzwonie informuje, że współfundatorką świątyni była żona Wilhelma II, cesarzowa Augusta Wiktoria von Schleswig-Holstein (spróbujcie to zapamiętać!). Zresztą, umieszczono tutaj nawet jej podobiznę! Lewy profil żony władcy, otoczony laurowym wieńcem, wygląda doprawdy imponująco! Trudno uwierzyć, że na wieży kościoła pw. Miłosierdzia Bożego, przez tyle lat „ukrywała” się taka pamiątka, po niemieckim rozdziale z historii Bydgoszczy. Wrażenia związane z możliwością dotknięcia dzwonu, dla takiego bydgoskiego „wariata” jak ja? Niesamowite!

No dobra, ale dlaczego Augusta Wiktoria w ogóle się tutaj znalazła? Cóż, cesarzowa, niby współczesna pierwsza dama, prowadziła działalność, rzec można, PR-ową i charytatywną. Była więc fundatorką kościołów, szkół, ochronek. W Bydgoszczy „sypnęła groszem”, choćby przy uruchamianiu tzw. Starej Ochronki, przy Placu Kościeleckich. Budynek ten możecie dziś kojarzyć z Kujawsko-Pomorskim Centrum Kultury.
Na froncie dzwonu, odczytać można zdanie: „Protectorin dieser Kirche Ihre majestaet die kaiserin Auguste Viktoria”, czyli: „Opiekunem tego kościoła jest Jej Wysokość, cesarzowa Augusta Viktoria”. Z tyłu widnieje z kolei napis: „A.D. 1905: Pfarrer Boetticher kirchenaelteste: Hauch, Liptau, Mertens, Ohm. Kirchenvertreter: Bartz, Daluege, Lawrenz, Mantnich, Nikolaus, Nolte, Schilling, Schulz, Schroeder, Stephan, Wronsky. Franz Schilling in Apolda goss mich”. To z kolei wyróżnienie pastora (Pferrer) Boettichera, a więc pierwszego proboszcza parafii oraz (jak mi się zdaję) członków rady parafialnej, tj. ważnych mieszkańców Wilczaka (i pewnie nie tylko) początku XX w. Na końcu zamieszczono informację o twórcy dzwona, z dopiskiem (dosłownie) „Franz Schilling w Apoldzie odlał mnie”.

Sprawdź nasz kanał na YouTube!
Niedoceniana perełka
Kończąc niniejszy materiał, chciałbym Was zachęcić do wizyty w kościele na Wilczaku! W mojej opinii, wszystkie przedwojenne bydgoskie kościoły zasługują na bliższe poznanie, dogłębne zwiedzenie, „zanurzenie” się w jego historię. Szczególnie, że ta często silnie wiąże się z burzliwymi losami naszego miasta. W tym (i w wielu innych, jak wskazałem wyżej) przypadku, związki te, dotyczą wiernych wyznania ewangelickiego, dekadycio temu przeważającymi w naszym mieście.

Będąc na Wilczaku, podróżując ul. Nakielską, lub przechadzając się plantami nad Kanałem Bydgoskim, zróbcie sobie więc małą przerwę i zerknijcie na bryłę kościoła, doceniając ten neogotycki sznyt i fachowość, z jaką stawiano niegdyś świątynie. Zajdźcie potem do środka i podziwiajcie zdobiące sklepienie kwiatowe akcenty. Myślę, że nie uznacie tego czasu za zmarnowany!
Na koniec mała prywata z mojej strony – wiecie, że rzadko potrafię się od nich powstrzymać. Bardzo się cieszę, że w końcu udało nam się przedstawić właśnie ten kościół. Przez lata słuchałem bowiem, jak to w 1958 r., właśnie tutaj, ślub brali moi dziadkowie: Anna i Tadeusz Weckwerth. Kiedy tylko przejeżdżaliśmy ulicą Nakielską (najczęściej, nie ma co kryć, 1 listopada, podążając na któryś z położonych na Jarach lub Błoniu cmentarzy), byłem o tym informowany. Jakbym już tego wcześniej nie wiedział. Cóż, widać taka rodzinna tradycja!

Niemniej, mimo tej wiedzy, mimo zdjęć, dokumentujących wydarzenie (jedno z nich zamieszczam niżej), nigdy nie udało mi się odwiedzić kościoła! Kiedy byłem młody (tzn. młodszy) może nie byłem przesadnie zdeterminowany żeby to zrobić, ale potem, już w trakcie pracy w branży turystycznej, a szczególnie w ostatnich latach, prowadząc niniejszego bloga, próbowałem wiele razy. Zawsze jednak coś stawało na przeszkodzie – najczęściej oczywiście zamknięte drzwi, które pozwalały na dotarcie tylko do przedsionka kościoła i zerkanie na jego wnętrze ze sporej odległości i zza krat.

Teraz udało się, i to z nawiązką! Któż bowiem może się pochwalić dotarciem aż na samą wieżę tego kościoła oraz dotknięciem wizerunku Augusty Wiktorii von Schleswig-Holstein? Pewnie niewielu, więc czuję (a raczej czujemy, bo Inna też to zrobiła) się wyróżnieni!

Za możliwość zwiedzania i obfotografowania kościoła, bardzo dziękujemy proboszczowi parafii Miłosierdzia Bożego, ks. Maciejowi Kulczyńskiemu. Proboszcz, mimo że dość „świeży” na stanowisku (od sierpnia 2023 r.), ewidentnie zaangażował się w pracę na rzecz społeczności oraz poprawy stanu obiektu. Poza tym, jest bardzo serdeczną osobą, czego potwierdzeniem możliwość utworzenia niniejszego materiału. Dzięki!

Tymczasem, dziękuję Wam za przeczytanie artykułu! Wkrótce kolejne teksty z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”!
Piotr Weckwerth

Dziękuję za piękną historię kościoła i po części rodzinną. Potwierdzam, że kościół bardzo ciekawy architektoniczne i w wystroju wnętrza. Byłam tam oczywiście dzięki Weckwerth Turystyka BEZ FILTRÓW! Dziękuję! 😍
Dzięki za miłe słowa! Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wspólnie wejść na wieżę 🙂
Wspaniałe!!!!!
To obecny mój kościół parafialny. Tym bardziej dziękuję za pokazanie miejsc, które na co dzień nie są dostępne wiernym i odwiedzającym. Piękne zdjęcia!
Jestem od dziecka związany z tym kościołem i parafią i muszę się pochwalić, że będąc ministrantem często chodziliśmy na wieżę dzwonić, dzwoń trzeba było rozbujać ręcznie za pomocą sznura, oczywiście jak to chłopaki wdrapaliśmy się też do najwyżej położonego punktu na wieży czyli do niewielkich lufcików z których podziwialiśmy widok. Pozdrawiam i dziękuję za piękną opowieść.
Wspaniałe informacje! Dziękuję! Też nie raz miałem okazję „dzwonić” dzwonem przy różnych okazjach – czy to pół godziny przed wieczorną/poranną Mszą Św., czy to z okazji procesji w okresie Bożego Ciała. Dla nastolatka był to spory wysiłek dlatego przy okazji Bożego Ciała praca przy dzwonieniu była „na zmianę” z innym Kolegą 🙂 Ale obecność przy dzwoniącym dzwonie – niezapomniane wrażenia do dziś! (Jako starsi nastolatkowie mieliśmy „ambicję” żeby tak rozbujać dzwon, żeby obrócił się wokół osi – dzięki Bogu nigdy nam się to nie udało…!) Pamiętam też sytuację (całe szczeście – ze słyszenia), że skórzany pas na którym wisi serce dzwonu, kiedyś pękło. Gdyby nie skromne odeskowanie pod dzwonem to spadłoby na dzwoniącego… Pan Bóg czuwał! 🙂
Co do remontu – był jeszcze remont w roku bodaj ok. 1987 roku – wtedy też powstał witraż za krzyżem w ołtarzu głównym (wczesniej nie było tam okna), wtedy też powstały malowidła z sakramentami świętymi o których Pan pisze + pełne malowanie całego kościoła (łączniez sufitem). Kolejny remont to zakończony w 2023 – malowanie wewnątrz (bez sklepień).
Trochę historii kościoła jest też opisane w książce „Pan posłał nas” ś.p. Ks. Prałata J. Mnichowskiego. Ale Pana opis + zdjęcia są przepiękne! 🙂 Raz jeszcze dzięki!
W latach 1961/1966 uczęszczałem do Technikum Kolejowego i mieszkałem na Miedzyniu to była wtedy moja parafia. Tu uczęszczałem na religie i niedzielne msze św.tej historii nie znałem. Dziękuję
Gratuluję świetnego opisu kosztowało to na pewno wiele grzebania w różnych dokumentach wspaniale że mamy nowych młodych zaangażowanych energicznych włodarzy tego kościoła czekamy na dalsze zmiany ja jako adaptowany w Bydgoszczy staram się znaleźć polskie akcenty w tym mieście choć przychodzi to z dużym trudem ale cieszmy się z tego co mamy wart jest też opisania cmentarz który kiedyś należał do tej parafii i Dom pogrzebowy bardzo ciekawy A ponadto nie wiem kto mieszka ale prawie ktoś mieszka na cmentarzu jest nawet uliczka dojazdowa do jego posesji napisałem swojej opinii że zegar działa niestety zegar nie działa nie został naprawiony i dzwoni nie bije może kiedyś powróci ale co znów koszty wiem że zbieramy na nowy konfesjonał kościół z nami jest zbyt mroczny i ciemny ale można się w nim dopatrzeć piękna dziękuję za zaangażowanie i odkrywanie Bydgoszczy zwłaszcza tej zabytkowej Wilczak jest bardzo urokliwym miejscem zamieszkania
Dzięki serdeczne za miłe słowa i kilka ciekawostek! Pozdrowienia!