KOŚCIÓŁ  ŚWIĘTEGO JÓZEFA – INOWROCŁAW PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA

Niektórzy mówią, że ta konstrukcja tutaj nie pasuje, jeszcze inni – szczególnie miłośnicy modernizmu – zachwycają się jej majestatem. Nieważne, do której z tych grup należycie, przyznacie zapewne, że to po prostu budynek wyjątkowy, niezwykle kontrastujący z otoczeniem, w postaci Osiedla Uzdrowiskowego. Mało kto zna jego pełną nazwę, nie wspominając już o burzliwiej historii, toteż czas nadrobić te zaległości! A najlepiej w ramach ostatniego odcinka tegorocznego cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”! Udajemy się wspólnie do kościoła pw. Świętego Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny!

Dzień dobry Czytelniczko/Czytelniku!

Niniejszy artykuł jest częścią cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, dofinansowanego ze środków Gminy Miasta Inowrocław. To ostatni tegoroczny tekst cyklu w którym odkrywaliśmy historię i współczesność ważnych, inowrocławskich obiektów. Wybieraliśmy budynki, które są niedostępne (całkowicie lub częściowo), lub które odwiedzić można, ale owiewa je pewna aura tajemniczości.

Pozostałe teksty tegorocznej edycji „Inowrocławia przez dziurkę od klucza”, znajdziesz tutaj:

-Kościół farny pw. św. Mikołaja,

-Pałac Mieszczański,

-Synagoga Nowa,

-III Liceum Ogólnokształcące im. Królowej Jadwigi.

Podobny cykl, dotyczący bydgoskich obiektów, realizujemy od 2021 r. Dotychczas opisaliśmy w jego ramach niemal 30 obiektów i miejsc. Wszystkie teksty z serii „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” znajdziecie TUTAJ.  

Miłej lektury!

Daleka droga do domu

Zanim zaczniemy snuć historię budowy obiektu, który będzie „bohaterem” tego odcinka, przyjrzymy się temu co sprawiło, że obiekt w ogóle mógł powstać. Na myśli mam oczywiście proces zawiązywania parafii. Tutaj sięgamy aż do momentu powrotu Inowrocławia w granice Rzeczpospolitej. Wówczas, w Inowrocławiu była tylko 1 parafia rzymskokatolicka, ale już w 1922 r. podzielono ją na 4 mniejsze. I tak powstały parafie: Świętego Mikołaja, Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie, Świętego Antoniego z Padwy (w Szymborzu) oraz ta z naszej perspektywy najważniejsza, czyli Świętego Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. I tak, to oficjalna, wykorzystywana po dziś dzień nazwa, która jednak wykorzystywana jest rzadko – zwykle stosowany jest skrót: Świętego Józefa.  

Kościół nosi oficjalnie patronat Świętego Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

No więc, skoro była parafia, gdzie wierni uczęszczali na nabożeństwa? Otóż…. Do kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Ale jak to? Gdzie on niby jest? Otóż, dziś to Dom Katolicki, a wówczas, na początku lat 20. XX w. pełnił funkcję kościoła tymczasowego. Już w 1929 r. przywrócono bowiem sakralną funkcję największej świątyni w mieście, neoromańskiego kościoła pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie i w zasadzie dwie parafie funkcjonowały odtąd w tym obiekcie jako jedna. Miały nawet tego samego księdza proboszcza.

Ten, bezpośrednio skierowany do parafii św. Józefa, pojawił się dopiero w 1934 r. –  był to ks. Grzegorz Handke. Wówczas życie parafialne toczyło się na przemian w „Ruinie” (kościele pw. Imienia Najświętszej Maryi Panny) oraz kościele garnizonowym (kościół pw. Barbary i św. Maurycego). Plany budowy własnej świątyni oczywiście były, ale trwały dywagacje i spory odnośnie miejsca, w którym ta miałaby stać. Bodaj najmocniej optowano za okolicami dzisiejszej ul. Gabriela Narutowicza (wówczas Pakoskiej), w sąsiedztwie Żeńskiego Seminarium Nauczycielskiego, a więc gmachu obecnego III Liceum Ogólnokształcącego (który opisaliśmy w ostatnim artykule).

ks. Grzegorz Handke – pierwszy proboszcz parafii
źródło: http://www.wtg-gniazdo.org/

Budowa faktycznie ruszyła przed wybuchem II wojny światowej (o czym niżej), ale konflikt na dobre namieszkał w życiu parafian. I to słowo „dobre” uznać należy za prawdziwy oksymoron. Wielu duchownych, z ks. proboszczem Grzegorzem Handke, trafiło do obozów koncentracyjnych w:  Stutthof, Sachsenhausen i Dachau. Wielu nigdy już ich nie opuściło, jednak proboszcz doczekał końca konfliktu i nawet wrócił do Inowrocławia, lecz już nie do parafii św. Józefa, a Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie.

Po wojnie parafię – wraz z tym co zostało z kościoła – objął  ks. Adam Fabianowski, a „domem” wspólnoty stał się do momentu ukończenia własnej świątyni, kościół garnizonowy. Z nową ludową władzą, stosunki układały się „kiepsko” (w 1952 r. władza bardzo mocno ograniczyła wszelkie inwestycje sakralne, a w 1953 r. nastąpiło zerwanie stosunków na linii kościół-państwo), ale na szczęście kościół wybudować ostatecznie się udało. Kolejnymi proboszczami parafii byli zaś: ks. Kazimierz Kaczmarek (od 1982 r., wcześniej związany z Szymborzem), Antoni Balcerzak (od 1990 r.), Radosław Orchowicz (od 2011 r.; obecnie biskup pomocniczy gnieźnieński) oraz Dariusz Macioszek (od 2022 r. i obecnie).

Przed i w trakcie wojny

Wiemy już więc, że parafia była, ale brakowało świątyni.  W połowie lat 30. XX w., wspólnota otrzymała ostatecznie działkę w niezwykle atrakcyjnym miejscu, otoczona dzisiejszymi ulicami: Sienkiewicza, Daszyńskiego i Wilkońskiego. Co ciekawe, za świątynią powstała jeszcze jedna niewielka, istniejąca po dziś dzień uliczka, która otrzymała miano… ulicy Świętego Józefa! Oczywiście utraciła swoje miano po II wojnie światowej, a dziś – mimo że wciąż istnieje – jest bezimienna. Szkoda, bo raz, że idealnie by tutaj pasowała, dwa, że takiego patronatu w Inowrocławiu nie ma obecnie żaden trakt.

W każdym razie, sprawy zaczęły wreszcie iść w dobrą stronę. W 1935 r. wzięty architekt Stefan Cybichowski (o nim więcej niżej) przygotował dokumentację projektową, a w 1936 r. odbyła się już uroczystość poświęcenia miejsca budowy. Prace ruszyły, a tę niezwykle odpowiedzilną misję powierzono firmie Sylwiana Kościelnego, doświadczonej przy wznoszeniu żelbetowych konstrukcji.

Budynek przeszedł długą drogę

Wmurowanie kamienica węgielnego we wznoszące się już w górę mury, miało miejsce w 1938 r., przy obecności ówczesnego prezydenta, Apolinarego Jankowskiego. W tym roku wszyscy mówili sobie zapewne, że następna pasterka, ta z 1939 r., odbędzie się już w nowej świątyni. Jak bardzo (niestety) się mylili! Do momentu wybuchu II wojny światowej gotowa była wysoka wieża (kampanila), a także mury świątyni (niemal do zamierzonej  pierwotnie wysokości) – brakowało tylko dachu.

W trakcie wojny Niemcy – co oczywiste – przerwali proces budowy, a w 1944 r. wpadli na prawdziwie „genialny” pomysł. Podłożyli mianowicie pod murami dynamit i wysadzili niemal gotową konstrukcję w powietrze. W efekcie, zachowała się tylko skromna część murów świątyni i kampanila (która i tak została nieco „skrócona”). Wieża nie ocalała jednak z uwagi na „łaskę” okupantów, a chęć jej wykorzystania jako punktu obserwacyjnego.

Kościół po wojennej „wizycie” okupantów
źródło: https://www.parafiajozef.pl/

W mieście usłyszeć można często historię, jakoby cegły ze zniszczonego kościoła posłużyły do budowy istniejącego do dziś basenu przy skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Wilkońskiego, ale nie jestem przekonany, czy to prawda. Fakty są jednak takie, że po wojnie postanowiono ostatecznie nie rozbierać tego co jeszcze ostało się na placu budowy, a spróbować dokończyć rozpoczęte dzieło.

W 1948 r. na plac budowy wróciła więc firma Sylwiana Kościelnego, ale Cybichowski już nie mógł nadzorować wdrażania swojego projektu, gdyż został przez okupanta zamordowany. Do początku lat 50. gotowe były ściany świątyni, zakrystii i kaplicy bocznej, a chwilę później i prezbiterium. We wrześniu 1950 r., przy udziale kardynała Stefana Wyszyńskiego odbyła się ponowna ceremonia poświęcenia kamienia węgielnego, zaś w 1952 r. na konstrukcji położono dach, a także zamknięto stan surowy świątyni. 7 września tegoż roku odbywa się konsekracja i choć prace wewnątrz trwają jeszcze wiele, wiele lat, a tynk na zewnętrznych ścianach pojawił się w latach 80., to ten moment można uznać za symboliczne ukończenie budowy. Biorąc pod uwagę przeciwności losu, i tak nieźle.

Powojenna, mozolna budowa
źródło: https://www.parafiajozef.pl/

Bryła przez duże B

Spójrzmy teraz na gotowy już kościół. Konstrukcja to doprawdy wielka, której długość wynosi niemal 50 metrów, a wysokość 20. Całość zamknięta jest od frontu prostą ścianą, a w prezbiterium kończy się półkolem. I choć od frontu tego nie widać, rozmiary świątyni są wręcz imponujące! Najpełniej zobaczycie to od strony zachodniej i wschodniej – dopiero wówczas w oczy rzuca się masywność konstrukcji i rozmach z jakim ją zaprojektowano.

Kościół dominuje wśród niskiej zabudowy okolicy

Wspomniane rozmiary widać także w prostej kalkulacji. Stefan Cybichowski, projektując wnętrze, założył, że miejsce siedzące znajdzie tutaj od 400 do 500 osób. Jednak poza ławami pozostawiono sporo wolnej przestrzeni, która sprawia, że – według słów dawnego proboszcza, ks. Fabianowskiego – zmieściłoby się tutaj nawet 4 tysięcy wiernych! Nieźle, prawda?

Najbardziej charakterystycznym punktem świątyni jest oczywiście wieża, czy też raczej kampanila. Ta wznosi się obecnie na 36 metrów, jednak założeniem architekta było, aby miała ona niemal 50 metrów. Niektórzy twierdza, że mogłaby być jednak jeszcze wyższa, wzorem wież zdobiących  włoskie miasta (np. Padwę). Ależ by było! Zresztą i tak jest dobrze, bo konstrukcję widać z niemal każdego punktu Osiedla Uzdrowiskowego.

Kościół główny i kampanila

Wieża jest niższa niż założono, z uwagi na wojenne zniszczenia. Ale wciąż – tak jak założono pierwotnie – pełni funkcję dzwonnicy i wieży zegarowej. Całość wieńczy krzyż, choć pierwotnie ten czubek miał być znacznie bardziej okazały – krzyż miał zostać umieszczony na sporej kuli.

Konstrukcja liczy niemal 40 metrów, ale miała być jeszcze wyższa!

Wieża nie jest połączona z kościołem głównym, chyba żeby liczyć rozciągnięty nad pasażem daszek. W tylnej części konstrukcji, od strony plebani, znajduje się zaś grota Matki Boskiej Częstochowskiej. Obok niej znalazły się tablice, poświęcone rocznicy nawiedzenia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a także pamięci ofiar Rzezi Wołyńskiej.

Tablice na ścianie kampanili

Na koniec tej części tekstu, spoglądając na świątynie, warto wspomnieć, że pierwotnie miała ona stać nieco bliżej obecnej ulicy Prezydenta Gabriela Narutowicza. Dodatkowo, planowano, aby była obrócona względem obecnego układu o 90 stopni, tj. na linii wschód-zachód. Ostatecznie wybrano inny wariant, co chyba uznać należy za szczęśliwe rozwiązanie.

Grota Matki Boskiej Częstochowskiej

Modernizm niedoceniany, ale wszechobecny

O architekturze kościoła pw. Świętego Józefa, pisać można wiele. Jedno jest jednak pewne – ten budynek ma tyleż samo fanów co zagorzałych wrogów! Dlaczego? No cóż, wystarczy nań spojrzeć i wszystko jest jasne. Najzwyczajniej w świecie jest – nie bójmy się tych słów – unikatowy. No i kompletnie nie spodziewalibyście się, że mógłby stanąć właśnie w tym miejscu.

Kościół Świętego Józefa to…

Dlaczego? Przede wszystkim chodzi o rozmiary. Kościół, a szczególnie jego wieża, to prawdziwa dominanta, w otoczeniu, w którym króluje niska, pałacowo-willowa zabudowa Osiedla Uzdrowiskowego. Poza tym tutejsza zieleń, z Parkiem Zdrojowym na czele, sprawiają, że człowiek ma poczucie pewnej kameralności, ustronności, toteż absolutnie nie spodziewa się tutaj dużych, wysokich budynków. Pierwszy dostaje „na tacy”  tuż przy skraju parku – na myśli mam oczywiście wieżowiec sanatorium „Energetyk” – drugi właśnie tutaj, przy alei Sienkiewicza.

…czysty modernizm!

Z drugiej jednak strony, czy styl w jakim wykonano obiekt może dziwić? Na pierwszy rzut oka, różni się ona od sąsiednich, ale z drugiej strony… wcale nie! Wszak to najprawdziwszy modernizm, z sporą domieszką brutalizmu. Więc czy w momencie powstawania, a więc w latach 30. XX w. ten sznyt kogoś dziwił? No nie.

Wszak wokół mnóstwo modernistycznych obiektów z 20-lecia międzywojennego. Mamy przecież choćby sanatorium Solanki Medical SPA, dawniej funkcjonujące jako sanatorium Ubezpieczalni Krajowej (po sąsiedzku, przy ul. Wilkońskiego), gmach II Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Konopnickiej przy ulicy swojej patronki, willę należącą do sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia NMP (przy ul. Sienkiewicza 43), czy choćby stojące przy ulicy Daszyńskiego: dawną willę „Nina” (znaną także jako „Fregata”) oraz willę budowaną dla dyrektora Banku Polskiego Oddział w Inowrocławiu, Stefana Mocka (tę projektował akurat bydgoski mistrz modernizmu, Jan Kossowski). A to tylko mała część „reprezentantów” tego stylu.

Modernizm przy ul. Sienkiewicza

W mojej skromnej opinii, może przesadzono tutaj z rozmiarami, jednak stylowo, rzecz jak najbardziej się broni. Każdy ma jednak inne poczucie estetyki, toteż oczywiście można więc się spierać, czy świątynia pasuje w tym miejscu. Jedno jest jednak pewne – pasuje do człowieka, który ją zaprojektował!

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Spod ręki Cybichowskiego

A twórcą projektu kościoła był – wspomniany już kilkukrotnie w artykule – nie kto inny jak sam Stefan Cybichowski. Architekt niezwykle utalentowany, wyczuwający panujące w kraju trendy, a do tego gość niezwykle wręcz pracowity!

Miał fantazję ten nasz Cybichowski!

Mówi się bowiem, że Cybichowski zaprojektował w swej karierze ponad 100 obiektów sakralnych! Głównie zaś na terenie Wielkopolski, gdyż sam pochodził z Poznania, ale nie tylko. Dość powiedzieć, że w samym tylko obecnym województwie kujawsko-pomorskim, takich konstrukcji sakralnych, które wyszły spod jego ręki, także było (i jest) od groma. Poza inowrocławskim kościołem Świętego Józefa, wymienić można choćby świątynie: Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Brzozie, św. Katarzyny w Rynarzewie czy Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Bydgoszczy (na osiedlu Szwederowo). Zresztą w Bydgoszczy oraz Fordonie (wówczas mieście osobnym) Cybichowski pracował także przy kościołach: Klarysek, pobernardyńskim (garnizonowym) i farze (remont i resakralizacja), a także rozbudowie i nadaniu cech neobarokowych kościołowi pw. św. Mikołaja.  

Kościół pw. św. Antoniego z Padwy w Bydgoszczy – jedno z dzieł Stefana Cybichowskiego

Warto wspomnieć także o kolejnej bydgoskiej świątyni, tj. pw. św. Antoniego z Padwy na osiedlu Czyżkówko. To o tyle istotne, że jest to kolejny przykład czystego modernizmu u Cybichowskiego, udowadniający, że ten styl nie był mu obcy. Zresztą, wieże obu świątyń – tej bydgoskiej i inowrocławskiej – są do siebie nawet dość podobne. Poza tym warto rzucić okiem także na znajdujący się w Tczewie kościół pw. św. Józefa (tutaj zgadza się nawet patronat), który uznać należy za chyba najbardziej zbliżony pod względem architektonicznym, do inowrocławskiego dzieła Cybichowskiego.

Zresztą, Cybichowski nie skupiał się wyłącznie na projektowaniu obiektów sakralnych. Chyba najsłynniejszym jego dziełem są budowle, znajdujące się w obrębie kompleksu Międzynarodowych Targów Poznańskich: budynek administracyjny i pałac targowy. Do tego dodać należy m.in.: Bank Włościański w Poznaniu czy Zespół Szkół Handlowych im. Bohaterów Poznańskiego Czerwca ‘56.  I właśnie ta ostatnia konstrukcja, tj. jej front to kolejna auto-inspiracja Cybichowskiego. Jest niemal identyczna, jak front kościoła Świętego Józefa w Inowrocławiu!

Front kościoła, bardzo podobny do fasady Zespoły Szkół Handlowych w Poznaniu

Patrząc na listę projektów, wykonanych przez Cybichowskiego, aż trudno uwierzyć, że jeden człowiek mógł stworzyć tak dużo. A kiedy dowiemy się, że nie zajmował się tylko tym, podziw tylko rośnie. Nasz architekt wykładał bowiem w 20-leciu międzywojennym na Uniwersytecie Poznańskim, na Wydziale Rolniczo-Leśnym, był radnym miejskim, a nawet pełnił funkcję naczelnika Wydziału Budownictwa w Wielkopolskim Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu. Musiał być więc człowiekiem niezwykle zorganizowanym.

Co ciekawe, był związany z Inowrocławiem także w sposób osobisty. Mieszkał tutaj dwa razy – pierwszy raz jako małe dziecko, wraz z rodzicami, w latach 80. XIX w., kiedy to jego ojciec Bronisław otrzymał w „Mieście na soli” posadę nauczyciela, zastępując Leona Czaplickiego (nomen omen, nauczyciela samego Jana Kasprowicza!). Nie trwało to jednak długo, ale po kilku latach familia powróciła do Inowrocławia, a Stefan Cybichowski ukończył tutaj w 1901 r. gimnazjum (którego kontynuatorem jest dzisiejsze I Liceum Ogólnokształcące im. Jana Kasprowicza).

Stefan Cybichowski
źródło: https://polona.pl/

Niestety, architekt stracił życie w trakcie II wojny światowej. Okupanci pojmali go w październiku 1939 r., w ramach akcji likwidacyjnej polskiej inteligencji. Potem więzili go na terenie fortów dawnej Twierdzy Toruń, a następnie, w styczniu 1940 roku, brutalnie zamordowali.  

Wnętrze też imponujące

A wnętrze? Też robi wrażenie! Tutaj z jeszcze większą siłą uderza nas rozmach, z jakim wzniesiono tę świątynię. Wysoko w górze dostrzegamy kasetonowy sufit, na ścianach liczne obrazy, a w półkoliście zamkniętym prezbiterium oraz w bocznych nawach, piękne, kolorowe, witraże.

Wnętrze świątyni jest naprawdę imponujące!

No właśnie, witraże to obiektywnie najpiękniejszy element wystroju kościoła. To dzieło ojca Efrema, zwanego także Efremem z Kcyni, a naprawdę nazywającym się Stanisław Klawitter i  faktycznie pochodzącym z Kcyni. Był to zakonnik ze zgromadzenia Braci Mniejszych Kapucynów, a także wzięty, wykształcony artysta. To właśnie on zaprojektował wszystkie witraże widniejące dziś w prezbiterium kościoła pw. św. Józefa.  Wykonała je poznańska firma Stanisława Powalisza.

A największe wrażenie robią oczywiście witraże!

Witraże w prezbiterium (a jest ich 7) mają 10 metrów wysokości i mienią się pięknymi kolorami. Koniecznie wejdźcie tutaj przy zachodzie lub wschodzie słońca, bo całość daje niesamowity wręcz efekt! Do tego pamiętajcie, że to sceny z życia św. Józefa, patrona kościoła. Część została wykonana przed wojną (te szczęśliwie przetrwały okupację w Poznaniu), część już po jej zakończeniu, ale do świątyni trafiły – rzecz jasna – już po konflikcie. W komplecie zaczęły zdobić kościół w 1958 r.

W ścianach bocznych świątyni znajdują się kolejne witraże, z tym że już młodsze. Te powstały w latach 70. XX w., jako projekt ks. Edmunda Palewodzińskiego. Z kolei nad wejściem umieszczono trudny do przeoczenia (bo największy, osiągający rozmiar 30 m2) witraż, stanowiący wizję stworzenia świata. To z kolei dzieło Władysława Kozioła z Torunia. 

Witraże w ścianach bocznych

Ołtarz główny jest bardzo skromny (co ciekawie wpisuje się w potęgę wnętrza) i pochodzi z lat 80. XX w. Poza nim, w kościele są także boczne ołtarze: Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i kaplica Bożego Ciała (obecnie w remoncie).

Wybrane elementy wyposażenia

Poza tym, w kościele znajdziecie obrazy, ukazujące m.in.: św. Józefa, Tadeusza Judę, Krzyż  św. Franciszka, św. Maksymiliana Kolbe, Jerzego Popiełuszkę, Jana Pawła II, Stefana Wyszyńskiego, Chrystusa oraz śmierć Chrystusa na Krzyżu, a także św. Faustynę. Pewnie i tak jakiś pominąłem! Są i drewniane ołtarze, niektóre odwzorowane z dawnych, przedwojennych  planów Cybichowskiego.

Ołtarz za chórem

W kościele warto rzucić także okiem na figury – np. stojącą w pobliżu wejścia figurę św. Antoniego, a także wmurowaną w ścianę frontową tablicę, ku pamięci ks. Adama Fabianowskiego, budowniczego świątyni, proboszcza parafii z lat 1946-1982.

A organy są? Ano są, i to jakie! Może nie jakoś wielce historyczne, bo wykonane w 1963 r., ale imponujące pod względem rozmiarów. Sprowadzono je tutaj całkiem niedawno, bo w 2019 r., a uruchomiono w 2021 r. Co ciekawe, ściągnięto je z wygaszonej parafii w holenderskim Utrechcie.

Organy są naprawdę spore!

Kościół otwarty

Wszystkim miłośnikom architektury sakralnej, a szczególnie tym, których pociąga modernizm, polecam odwiedziny w kościele pw. Świętego Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny! Z pewnością zrobi na Was wielkie wrażenie.

A najlepsze jest to, że z pewnością będziecie mogli zobaczyć jego wnętrze! To dlatego, że od lat panuje tutaj tradycja, według której, świątynia jest otwarta przez cały dzień. W dzisiejszych czasach rzadkość (z uwagi na kradzieże i inne incydenty, a także braki kadrowe), więc tym bardziej warto docenić. To wydaje się bardzo logiczne nawet z katechetycznego (czyli odległego ode mnie) punktu widzenia. Ciężko bowiem mówić o „otwieraniu się” na wiernych, kiedy kościoły są zwykle – w sensie dosłownym – zamknięte na klucz. Toteż: duże brawa dla zarządców świątyni!

Tutaj kończymy naszą wizytę w kościele Świętego Józefa. Dzięki za czytanie – i tego, i wszystkich pozostałych artykułów z inowrocławskiego cyklu. To ostatni tego typu artykułów w tym roku. Mamy nadzieję, że dla Was – tak jak i dla nas – to była ciekawa „podróż”. Do zobaczenia!

Projekt pn. „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, realizowany przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką” jest współfinansowany ze środków Gminy Miasta Inowrocław

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X