Miasto w mieście – tutaj to stwierdzenie pasuje jak rzadko kiedy. Obszar, który zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałej części Torunia. Inaczej wygląda tutaj zabudowa, inne są zwyczaje, odrębnym torem toczyła się historia tego miejsca. Nic zresztą dziwnego, bowiem przez lata było to osobne, konkurencyjne dla potężnego Torunia, miasto. Miasto, które mimo licznych przeciwności losu, a także wielu tragicznych wydarzeń, przetrwało. I choć dziś jest to już „tylko” jedno z toruńskich osiedli, zdecydowanie warto poznać jego sekrety. Zapraszamy na tajemniczy Podgórz!
Zanim zaproszę Cię do właściwej części artykułu poświęconego toruńskiemu osiedlu Podgórz, chciałbym, żebyś wiedział/a, że niniejszy tekst stanowi część cyklu „Toruńskie osiedla BEZ FILTRÓW”, dofinansowanego ze środków Miasta Toruń. W ramach tegorocznej edycji projektu, w podobny sposób opisane zostaną także: Bydgoskie Przedmieście oraz Bielany.
Jednocześnie, powinieneś wiedzieć, że Toruń jest już 5 (i zapewne ostatnim) kujawsko-pomorskim miastem, które doczekało się osiedlowego cyklu „BEZ FILTRÓW”. Wcześniej, w ten sposób zrealizowaliśmy: 5 edycji bydgoskich, 2 inowrocławskie oraz po jednej dot. osiedli: Włocławka i Grudziądza. Materiały, o których mowa wyżej, znajdziecie tutaj:
„Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW”
„Inowrocławskie osiedla BEZ FILTRÓW”
„Grudziądzkie osiedla BEZ FILTRÓW”
„Włocławskie osiedla BEZ FILTRÓW”
Tymczasem, zapraszam do lektury, poświęconej osiedlu Podgórz w Toruniu!
Podgórz i inne toruńskie osiedla
Nowy cykl, stare problemy, czyli kwestia granic poszczególnych osiedli. Stali czytelnicy wiedzą, że lubię ponarzekać na problemy dot. kontrowersyjnego lub mało czytelnego przebiegu granic (odbiegające od potocznego, społecznego odbioru osiedli i historycznego położenia wsi lub folwarków, których osiedla są spadkobiercami), albo wręcz kompletnego braku dokumentów, które na te granice zwracają uwagę (tak było choćby w Grudziądzu, kiedy w 2022 r. wypuściliśmy pierwszą edycję tamtejszego cyklu osiedlowego). Generalnie najlepiej na tym tle prezentuje się Bydgoszcz, gdzie co prawda znaleźć można sporo uproszczeń (łączenie historycznych jednostek lub ich dzielenie, a czasami „wymazywanie” takowych), jednakże przebieg granic jest rozpisany bardzo szczegółowo, a do tego przedstawiony na przejrzystej mapie.

A jak jest w Toruniu? Otóż tutaj wyodrębniono 24 osiedla. Co ciekawe – i godne pochwały – zrobiono to „na raz”, czyli na podstawie jednej decyzji Rady Miasta Torunia z 2005 r. W Bydgoszczy trwało to wiele lat i potrzeba było na to całej masy odrębnych uchwał. W grodzie Kopernika decyzję o podziale miasta na jednostki, podjęto podobno z uwagi na wniosek komisji ds. weryfikacji urzędowych nazw części miasta Torunia. Całość zatwierdził zaś Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Oczywiście i tutaj można by się pewnie doszukać wielu „osiedlowych nieścisłości”, związanych z aspektami historycznymi czy społecznymi. Oficjalnie brakuje np. osiedla Młodych lub osiedla Jar. Zasadniczo jednak, podział prezentuje się nieźle – dość szczegółowo opisano przebieg granic i w zasadzie można by się przyczepić tylko do braku graficznego ich ukazania w postaci mapki.

No dobrze, ale w takim razie gdzie znajduje się na mapie Torunia osiedle Podgórz? Śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż na zachodzie granica pokrywa się z granicą administracyjną Torunia, która spotyka się na północny z linią kolejową Bydgoszcz-Toruń. Na wschodzie sięga strumienia przy ul. Pstrowskiego i – jak rozumiem, bo to nie zostało sprecyzowane – jego przedłużenia w kierunku północnym (ul. gen. Gustawa Orlicza-Dreszera) oraz południowym (ul. Łączna, ul. Wdecka Droga). Południowy skraj osiedla to z kolei południowa granica miasta, do wysokości Drogi Ekspresowej 10, a dalej na zachód ul. Gniewkowska.
W takim układzie, w skład Podgórza wchodzi osiedle kolejowe, czyli Kluczyki (cała zachodnia część wyznaczonego wyżej obszaru). Dokładnie na granicy z osiedlem Piaski, leży za to dworzec Toruń Główny. Mimo to, powszechnie kojarzony jest z Podgórzem – znalazł się nawet na muralu przy ul. Letniej. Opis dworca, choć to może kontrowersyjne, zostawmy więc na materiał poświęcony osiedlu Piaski, gdzie generalnie mniej przecież miejsc ciekawych, niż na Podgórzu właściwym. Właściwym, czyli tym na południe od linii kolejowej, choć należy podkreślić, że obszar na północ od niej, aż do Wisły (Zamek Dybów i okolice), określany jest często jako Podgórze.

Interpretowanie Podgórza jako zdecydowanie większego ma oczywiście swoje podstawy historyczne, bo niegdyś należał do niego zdecydowanie większy obszar. W pewnym momencie, wchłonął on sąsiednie: Piaski, Stawki i Rudak, a także Majdany i Glinki. Dziś niektórzy posługują się także innym niż opisany wyżej, podziałem administracyjnym, na tzw. rady okręgów (takich jest w Toruniu 13), w którym obszar osiedli: Podgórz, Glinki i Piaski nazwano zbiorczo właśnie Podgórzem.
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Dlaczego Podgórz?
Zanim udamy się w fascynującą podróż po historii Podgórza, przyjrzyjmy się nazwie tej jednostki. Obecna pojawiła na kartach dziejów w 1555 r., kiedy to, z różnych powodów (o których niżej), osadę Nieszawa Stara postanowiono przenieść na wzniesienie. Nowa nazwa wynikała więc wprost z lokalizacji – wszak miejscowość znalazła się dosłownie pod górą. Co jednak ciekawe, w miejscu, w które przeniesiono Nieszawę, na początku XV w. musiała funkcjonować już jakaś mała miejscowość. W krzyżackich źródłach pojawiła się bowiem wzmianka o wsi Podetke.

Podgórz, zanim ta nazwa ostatecznie się przyjęła, nazywany bywał oczywiście różnie. Dla Niemców była trudna do wymówienia i zapisania, więc stosowali m.in.: Podgurz, Podgorz, Podgusz oraz Podgoz. Potem, burmistrz Torunia, Georg Bender, rzucił pomysł, aby miejscowość została przemianowana na Diebau. To się finalnie nie udało, podobnie jak późniejsze próby z: Bergenau czy Delbruck (ta nazwa miała być hołdem dla Clemensa von Delbrucka, emerytowanego nadprezydenta Prus Zachodnich, który jednak z niewiadomych przyczyn… nie zgodził się na to!) . W okresie okupacji pojawiło się jednak oficjalnie określenie Amberg lub Thorn Amberg. Wówczas, jednostkę tę włączono w skład części miasta, zwanej Toruń Południe (Thorn Sud).
Jako historyczna miejscowość, a potem także miasto, Podgórze oczywiście miało swój herb. Początkowo była to Matka Boska z Dzieciątkiem, którą zastąpiono św. Mikołajem. To miało miejsce już na początku XVII w. i zapewne wiązało się z faktem, iż święty ten, jest patronem kupców i żeglarzy. W okresie zaborów, w herbie pojawił się jeszcze orzeł pruski, a po 1920 r. polski. W 1934 r. herb uległ jeszcze jednej transformacji, przyjmując ostateczną, znaną nam dzisiaj formę. Co ciekawe, herb Podgórza można zobaczyć „na żywo”, na frontonie dawnego ratusza miejskiego.

Sprawdź nasz kanał na YouTube!
Od Nieszawy do Podgórza
Choć zabrzmi to dziwnie, początków Podgórza poszukiwać należy w… Nieszawie! A konkretnie w osadzie, będącej protoplastą znanej nam dzisiaj Nieszawy. Mała Nieszawka – jak obecnie jest zwane to miejsce – została podarowana Krzyżakom (wówczas jeszcze nie wrogom, a potencjalnym sojusznikom) przez Konrada Mazowieckiego w 1230 r. Tamtejsza warownia została zburzona w 1423 r., w ramach postanowień pokoju toruńskiego.
Ówczesny król, Władysław Jagiełło, szybko lokował nowy gród. W ten sposób, w 1425 r. powstała Nowa Nieszawa. Ośrodek utworzono naprzeciwko Torunia – rzecz jasna po drugiej stronie Wisły – zapewne w pobliżu zamku Dybów (tzn. jego obecnej lokalizacji, gdyż ten prawdopodobnie powstał nieco później). I tak zaczął się rozwój handlowej (dobre położenie, nad Wisłą i przy skrzyżowaniu szlaków handlowych) osady. Niektórzy z Was zapewne pomyśleli w tym momencie, że taka konkurencja pod samym nosem, mogła się nie spodobać Toruniowi. I słusznie.


Sąsiednie, większe miasto, wniosło skargę podczas zjazdu miast pruskich w 1426 r. Jak się jednak szybko okazało, nie miało to większego sensu, bowiem chwilę później, w 1431 r. protoplasta Podgórza został doszczętnie zniszczony przez Krzyżaków i toruńskich mieszczan. Potem osada się jeszcze odrodziła, ale wkurzeni torunianie sprawili, iż wydano postanowienie o jej przeniesieniu w górę Wisły, o 4 mile. Mieli silne argumenty, oparte m.in. na tym, że hojnie wspierali króla w trakcie wojny z Krzyżakami. Kazimierz Jagiellończyk, stojący wówczas „u steru” królestwa, nie miał więc wyjścia. Wtedy właśnie, tj. w latach 1460-1462, dokonano przesunięcia i osada znalazła się w miejscu, zwanym dzisiaj Nieszawą. Tej (3 już) lokalizacji na szczęście nikt już nie chciał zmieniać.


Czy to jednak koniec problemów „toruńskiej Nieszawy”? Ależ skąd, przecież znaleźli się tacy, którzy zostali w starym miejscu i znów wydźwignęli osadę z gospodarczego niebytu. Ta, odbudowana na ruinach wcześniejszej, zyskała miano Starej Nieszawy (choć często, podobnie jak wcześniej, przewijała się też nazwa Dybowo). To ponownie nie spodobało się sąsiadom i po blisko stu latach, w 1555 r., Toruń wreszcie dopiął swego. Król Zygmunt August stwierdzi podczas sejmu w Piotrkowie Trybunalskim, że istnienie Nieszawy-Dybowa jest szkodliwe dla Torunia, w związku z czym, należy ją przenieść. Mało tego, aby nigdy więcej nie zagrażała już Toruniowi, zakazano tutaj handlu, transportu zboża w górę i dół Wisły, budowy spichlerzy i magazynów czy nawet… wykonywania zawodu rzeźnikom. Słowem: same zakazy.


Wydawałoby się, że tak liczne próby unicestwienia oraz tak duże ograniczenia, sprawią, że Podgórz (dawna Nieszawa-Dybowo) umrze śmiercią naturalną. Jak się jednak okazało, osada po raz kolejny, już w nowej lokalizacji, a więc z dala od rzeki, potrafiła odbić się od dna. W efekcie, w przededniu rozbiorów, w mieście znajdowało się 35 zamieszkanych domostw, był ratusz, młyn, browar i kościół św. Anny (więcej o nim niżej). Oczywiście spory z Toruniem nie ustawały.

Potem przyszły zabory, które przyniosły m.in. spalenie całego miasta w 1813 r., którego dokonały wycofujące się wojska francuskie. Przetrwało zaledwie 10 proc. zabudowań, pośród których prawie nie było budynków użyteczności publicznej. I z tego udało się Podgórzowi wykaraskać, dzięki czemu w 1868 r. naliczono tutaj 167 budynków oraz ponad 800 mieszkańców. Przełom wieków i początek wieku XX., to już prawdziwy rozkwit. Tuż przed aneksją przez Toruń (w 1938 r.) liczba mieszkańców sięgała ponad 6 tysięcy.
Jakby mało było katastrof, Podgórz przeżył w ostatnim stuleciu jeszcze jedną. Na myśl mam oczywiście wielki wybuch z 24 stycznia, a więc z momentu walk wycofujących się Niemców z czerwonoarmistami. W efekcie wybuchu wagonów wypełnionych trotylem, zginęło 31 Polaków (w tym 16 dzieci), wielu Niemców (ich liczba nie została sprecyzowana), a uszkodzonych lub wręcz kompletnie zniszczonych zostało ponad 200 budynków (wiele kamienic, browar, poczta, kino). Wspomnieniem tamtych wydarzeń jest obelisk, stojący przy ul. Pokątnej – na skwerze, który skwerem stał się właśnie w wyniku wybuchu – dawniej znajdowała się tutaj pierzeja Rynku.


W graniach Torunia
Choć Toruń powszechnie kojarzony jest z prawobrzeżem (tym, na którym znajduje się Stare Miasto), należy pamiętać i podkreślać to przy każdej okazji, że miasto zajmuje także potężne przestrzenie na lewobrzeżu. To istotne, bo z twierdzeniem, że gród Kopernika leży tylko po jednej stronie Wisły, spotykałem się już dziesiątki razy. Zdarzało mi się też zetknąć z lekceważącym stosunkiem do osiedli, położonych po drugiej stronie Wisły. A przecież lewobrzeże to minimum ¼ powierzchni całego Torunia. Fakty, nie opinie.

Oczywiście, przez dekady, a nawet wieki, były to dwa zupełnie niezależne obszary. Wspominam o tym wyżej, jednakże tutaj warto dodać, że odrębność przejawiała się (i to – w sposób naturalny – się utrzymuje) w kwestiach geograficznych (Podgórz to Kujawy, Toruń leży na ziemi chełmińskiej) i w kwestiach administracyjno-religijnych (Toruń należał od zawsze do diecezji toruńskiej, Podgórz przez lata do gnieźnieńskiej). Rzecz jasna bliskość obu miast sprawiała, że prędzej czy później, musiało tutaj dojść do współpracy i/lub konfliktów. Doszło więc do jednego i drugiego.
No właśnie, napisałem „miast”, bo Podgórz taki status otrzymał 7 listopada 1611 r., kiedy to akt lokacyjny wystawił król Zygmunt III Waza. To nie trwało jednak przesadnie długo, bo mieszkańcy zrzekli się praw miejskich w referendum, przeprowadzonym w 1833 r. Za zachowaniem praw głosowało 12 os., przeciw było 26 os. I choć potem próby powrotu do miejskości pojawiały się co i rusz, udało się to dopiero po wielkich zmianach na politycznej mapie Europy i powrocie na nią Rzeczypospolitej, a konkretnie w 1924 r.

W międzyczasie sąsiedni gigant, czyli Toruń, zaczął już na poważnie snuć plany aneksji. Nie dziwota to, wszak rozwijał się prężnie, a do tego miał na lewym brzegu rzeki swój przyczółek, tj. stację kolejową. Przebąkiwano więc o przyłączeniu lewobrzeża do miasta, a w 1907 r. wydano w tym celu oficjalny memoriał. Burmistrz Torunia Georg Kersten „zapraszał” wówczas do miasta: Podgórz, Piaski, Rudak i Stawki, ale tylko te ostatnie wyraziły jakiekolwiek zainteresowanie.
Temat upadł w związku z wybuchem I wojny światowej, ale wrócił zaraz po niej. Tutaj Podgórz był już trochę bardziej skory do rozmów, gdyż w planach pojawił się most, łączący oba brzegi i poprowadzenie przez niego linii tramwajowej. Lewobrzeże stawiało jednak dodatkowe żądania: większa liczba miejskich radnych, uwzględniająca także podgórzan oraz wybudowanie szkoły powszechnej. Dodajmy, że w tym czasie, Podgórz był siedzibą gminy wiejskiej, jednak miał typowo miejską strukturę, z radą i burmistrzem na czele.

Potem nastał 1924 r. i odzyskanie praw miejskich przez Podgórz, co jednak niewiele zmieniło, gdyż do rozmów o połączeniu z Toruniem powrócono już pod koniec lat 20. XX w. Wydawało się, że fuzja jest już blisko – za był prezydent RP, za był wojewoda pomorski i nawet burmistrz Podgórza, Tadeusz Weber. Przeciw była jednak większość mieszkańców, którzy dostrzegali w połączeniu nie progres, a konieczność podporządkowania się większemu sąsiadowi. Tym samym, zdarzały się protesty, jak ten z 28 listopada 1935 r. w Domu Polskim, w którym uczestniczyło ponad tysiąc osób. Do tego dochodziło mnóstwo pism, słanych do władz administracyjnych (przez obie strony „konfliktu”), a nawet działalność artystyczna – podgórzanie tworzyli wiersze, w których wyśmiewali perspektywę połączenia z „Wielkim Bratem”.

Człowiek swoje, a władza swoje. Tak można by rzec po tym co stało się 1 kwietnia 1938 r. Wtedy bowiem, Podgórz stał się częścią Torunia. Decyzję podjęto już w poprzednim roku, konkretnie zaś 11 marca, a wprowadzono w życie 8 kwietnia 1937 r. W taki sposób, zamiast dwóch miast, w tej części biegu Wisły zostało jedno wielkie, Toruń. Trochę szkoda, bo po dziś dzień czuć tutaj silną odrębność, jednak połączenie było chyba nieuniknione. Podobny los spotkał wiele innych, dawniej niezależnych miast, które miały pecha rozwijać się w pobliżu większego sąsiada. Nie trzeba zresztą daleko szukać, bo przecież analogiczna rzecz wydarzyła się 35 lat później w kontekście Bydgoszczy i Fordonu.
Miasteczko w mieście
Już lata temu, kiedy byłem studentem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, przechadzając się od czasu do czasu ulicami Podgórza, miałem poczucie, jakbym znajdował się w innym mieście. Nie jakimś dużym czy nawet średnim ośrodku, a w niewielkim, liczącym maks. 10 tys. mieszkańców miasteczku w naszym województwie. Np. w Sępólnie Krajeńskim, Radziejowie, Kowalu czy Gniewkowie. Wówczas, przed laty, nie bardzo wiedziałem skąd to poczucie się wzięło, teraz, tworząc niniejszy materiał, mając już pewien zasób wiedzy, to wrażenie jeszcze się wzmocniło.


I nie zrozumcie mnie źle, a przede wszystkim (i tutaj kieruje te słowa do mieszkańców Podgórza) nie czujcie się obrażeni. Ten klimat to walor Podgórza, rzecz która świadczy o jego tożsamości, historii i odrębności. Dzięki temu wyraźnie czuć tutaj, że mamy do czynienia z osobnym niegdyś, miastem.

A już szczególnie dobrze czuć to w obrębie podgórskiego „starego miasta”, czyli w miejscu, w którym niegdyś znajdował się Rynek i w jego najbliższych okolicach. Mowa o ulicy Poznańskiej, na wysokości skweru, na którym umieszczono monument, upamiętniający wybuch trotylu z 1945 r. To właśnie tutaj odbywało się dawniej życie handlowe i towarzyskie miasta. Do dziś zachowało się mnóstwo pięknych kamienic – nie tylko przy Rynku, ale i przy ul. Poznańskiej i odchodzących od niej traktach.


Uwagę zwraca bardzo wiele budynków, toteż wspomnę tylko o kilku z nich przy ul. Poznańskiej. Spójrzcie na numery: 95 (dawniej działała tutaj słynna restauracja Rudolfa Meyera), 91, 89, 84, 78, 75 (w międzywojniu mieszcząca zakład rzeźnicki Maxa Nogi), 38 (dawna stolarnia Stanislausa Rosa, wyróżniająca się pięknymi loggiami) czy opuszczony już chyba pałacyk przy skrzyżowaniu z ul. Młyńską. Ten ostatni to zresztą dawna rezydencja zasłużonej na Podgórzu rodziny Jaugsch (więcej o niej niżej) – jedyna realizacja tego typu na Podgórzu, powstała w 1891 r. Naprzeciwko budynku znajduje się mocno zabagniony zbiornik wodny – dawniej staw, powstały na potrzeby funkcjonującego tutaj niegdyś młyna.




Do innej kategorii należy zaliczyć budynek stojący przy ul. Poznańskiej 74. To współczesna kamienica z 2001 r., która jednak nawiązuje do wcześniejszej, z przełomu wieków XIX i XX, w której działała restauracja Carla Aulicha. Piszę o tym z uwagi na fakt, iż ze zburzonym w 1998 r. (co było jeszcze efektem uszkodzeń po wielkim wybuchu trotylu z 1945 r.!) zabytkiem, nowoczesną konstrukcję łączy płaskorzeźba ryby, umieszczona na frontowej ścianie. Stąd właśnie potoczna nazwa konstrukcji – „Kamienica pod Rybą”.

Wracamy jednak na Rynek, którego północnej pierzei nie ma, gdyż zmiótł ją osławiony wybuch. Wśród „poległych” znalazł się niestety słynny Browar Pomorski, którego początku sięgały początku XX w. i działalności E. Thomsa. W 20-leciu międzywojennym firmę przejął Józef Chronowski, który przybył do Podgórza z USA. To właśnie on rozwinął browar do skali krajowego potentata i nadał mu nazwę Browar Pomorski. Wśród specjałów zakładu znajdowały się takie piwa jak: „Śmietanka Pomorska”, „Karmel Pomorski i „Koźlak”. W czasie okupacji, w piwnicach browaru znajdował się szpital wojskowy i to właśnie znajdujący się w nim Niemcy byli głównymi ofiarami wybuchu trotylu. Swoją drogą, ruiny browaru nie zniknęły z przestrzeni Podgórza od razu po wojnie, a dopiero w 1948 r.


Przed browarem stał z kolei pomnik pruskiego Wojaka, czyli Kriegerdenkmal. To oczywiście hołd dla podgórzan, którzy polegli w walkach w trakcie wojny prusko-austriackiej i francusko-pruskiej. Powstał w 1908 r., w ramach inicjatywy członków Kreigerverein. Monumentu nie zniszczył o dziwo wybuch, a wkraczający do Podgórza Polacy, po powrocie Torunia w granice RP. Monument przetrwał i miał stanowić podstawę pod pomnik Zygmunta III Wazy, który jednak nigdy tutaj nie stanął.
Do dziś stoi na szczęście ratusz. Ok, obecnie funkcji ratusza budynek przy ul. Poznańskiej 63 nie pełni, jednak jako taki (częściowo, bo część gmachu przydzielono Carskiemu Urzędowi Poczty), budowano go w 1906 r. Gmach, który łączy cechy neogotyku i neorenesansu, i który wyróżnia się charakterystyczną, narożną wieżyczką, zaprojektował torunianin Richard Kuhr, a głównym wykonawcom był podgórzanin, Julian Wykrzykowski. Na frontonie ratusza znajduje się wspomniany już – zachowany w dobrym stanie – herb Podgórza. Przy wejściu zaś, umieszczono tablicę ku pamięci marszałka Józefa Piłsudskiego.



Oczywiście, budynek stracił swą funkcję, wraz z włączeniem Podgórza w struktury Torunia, natomiast po wojnie umieszczono tutaj przychodnię, która działa do dziś. W gmachu, od 2015 r. posiadającego status zabytku, mieści się także siedziba Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie.

Dalej też ciekawie
Wychodząc poza centrum Podgórza oraz ulicę Poznańską, możemy się przekonać, że osiedle to nie tylko historyczne obiekt, ale także całkiem spora przestrzeń, zabudowana przez bloki. Tak jest choćby w przypadku ulic: Letniej i M. Drzymały. Szeregi jedno- lub kilku- rodzinnych domków ciągną się z kolei we wschodniej części osiedla, m.in. przy ulicach: 63 Pułku Piechoty, Zielonej, Błękitnej, gen. Karola Kniaziewicza oraz wielu innych. No ale czemu tu się dziwić – miasto się rozwija.

Rzecz jasna, i tutaj (tj. poza ścisłym centrum), znajdziemy kilka perełek. Piękne kamienice stoją dla przykładu przy ul. Parkowej. Wyróżnić należy chociażby tę narożną, stojącą przy skrzyżowaniu z ul. Inowrocławską. Zresztą, ulicą warto się przejść aż do skrzyżowania z Poznańską, bo ciekawych budynków jest tutaj zdecydowanie więcej. Mało tego – w jej wschodniej części znajduje się jeden z 5 zachowanych w Toruniu, XIX w. słupów ogłoszeniowych (wciąż jest wykorzystywany!). Teren wokół słupa to obecnie ładny, zielony skwer, jednak kiedyś drzew było jeszcze więcej, jako że był to pełnoprawny, miejski park Podgórza.


Z Parkowej wkroczyć można na ulicę Urzędniczą, gdzie stoi ciąg dawnych, kolejarskich domów (pod numerami: 12, 14 i 16) – dziś otynkowanych. Młodsi czytelnicy, ulicę tę kojarzyć mogą z najsławniejszym jej mieszkańcem w nowożytnej historii, czyli patostremerem, Danielem Magicalem. Niestety, sąsiedzi raczej z tej sławy zadowoleni nie są, gdyż w mieszkaniu Magicala, przy ul. Urzędniczej 2, regularnie dochodziło do ekscesów, w postaci bijatyk, całonocnych libacji, a nawet… wybuchu (w lutym ubiegłego roku) – oczywiście wszystko to było transmitowane „na żywo” na YouTube.
Miejsce stało się na tyle znane (nie tylko wśród policjantów, którzy musieli je często odwiedzać w ramach interwencji), że ostatecznie mieszkańcy zdecydowali się „zablurować” cały blok na Google Maps. Z tego co wiem, problematyczna rodzina dostała także nakaz eksmisji, jednak czy wciąż tam żyje, nie mam pojęcia.

Wracając jednak do spraw bardziej przyjemnych, a na pewno bardziej wartościowych, warto zajrzeć na ul. 63 Pułku Piechoty. Tam znajdziecie kilka budowli z pruskiego muru, wzniesionych na początku XX w., również na potrzeby kolejarzy. Przy tej samej ulicy, od lat 70. XX w. mieści się kompleks sportowy, należący do Elany Toruń, ale pierwotnie powstał na potrzeby klubu Victoria Toruń. Ciekawa jest także Rotunda, czy też Okrąglak, stojący przy ul. Inowrocławskiej 12. To dawna chłodnia firmy, należącej do rodziny Jaugsch (tej od wspomnianej wyżej willi).





Są też murale, dzięki którym, nawet ktoś, kto zabłądzi w tych stronach, dowie się, gdzie się znajduje. Mowa o dwóch malunkach – wspomnianym już przy ul. Letniej oraz kolejnym, przy ul. Podgórskiej. Pierwszy, powstały w 2021 r., ukazuje… dworzec główny, czyli – jak już ustaliliśmy – obiekt powszechnie kojarzony z Podgórzem, ale leżący poza jego oficjalnymi granicami. W tle umieszczono też starą kolejową wieżę ciśnień.

Malunek przy ul. Podgórskiej jest młodszy, bo powstał w 2023 r. i nosi nazwę „Duch Podgórza”. I faktycznie, tego ducha tutaj czuć, bowiem na muralu widać: armaty, stanowiące nawiązanie do poligonu, budynki dawnych koszar (miasteczka poligonowego), kościół, a w oddali panoramę toruńskiego Starego Miasta. Nad wszystkim tym unosi się balon z napisem „Podgórz wita”, co z kolei odnosi się do faktu, iż w sąsiedztwie poligonu (o którym piszę niżej), u styku ulic M. Drzymały i Okólnej, znajdowała się duża hala balonowa. Powstała w 1909 r., a wyburzono ją w połowie lat 50. XX w.

Kościelnie i…
Historia i współczesność podgórskich obiektów sakralnych to temat bardzo rozbudowany, toteż, celem uniknięcia zanudzenia Was na śmierć, pozwolę sobie przedstawić go w sposób skrócony. Pierwszym kościołem, który służył podgórzanom był rzecz jasna obiekt, znajdujący się w starym miejscu, bliżej Wisły, na terenie obecnego osiedla Piaski. Ten, pod wezwaniem św. Mikołaja, funkcjonował w pobliżu zamku Dybów, od pierwszej połowy XV w., przestając służyć lokalnej społeczności w XVI w., a całkowicie opustoszały w XVIII w. Do dziś, jego dokładna lokalizacja jest nieznana.
Niewiele wiemy także o następcy, obiekcie który wybudowano z pewnością wyżej i dalej od wiślanego brzegu, pw. Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej i św. Jacka. Tyle tylko, że zapewne powstał w 1598 r. i w dużej mierze był wyposażony tym, co udało się uratować z kościoła pw. św. Mikołaja. Nie nacieszył wiernych z Podgórza przesadnie długo, bo przestał istnieć jeszcze przed 1650 r. W mrokach dziejów rozmyła się także historia kaplicy św. Stanisława, która zniknęła z powierzchni ziemi w 1783 r.
Więcej szczęścia miała świątynia, powstała w 1651 r., czyli kościół pw. św. Anny. Kościół pełnił funkcję parafialnego dla: Podgórza, Piasków Dużych i Małych, Majdanów, Wielkiej i Małej Nieszawki oraz Stawek i Rudaka. Niestety, i ta świątynia nie przetrwała do dzisiejszych czasów, ulegając spaleniu w 1813 r. Wiemy natomiast gdzie stała – o tym nieco niżej.

Z oczywistych przyczyn, na Podgórzu był także kościół protestancki, ewangelicko-unijny. Niestety, słowo był odpowiada rzeczywistości, gdyż w trakcie II wojny światowej, zbombardowali go (cóż za ironia losu) sami Niemcy. Resztki rozebrano, a dziś na dawnej działce kościoła przy ul. Poznańskiej 127, nie znajdziecie kompletnie nic – ewentualnie trochę krzaków. Szkoda, bo kościół powstały w 1897 r. wyróżniał się neogotyckim stylem oraz dzwonnicą (ta była młodsza – powstała tuż przed wojną). Po ewangelikach ostała się za to dawna plebania – choć jest bardzo mocno przebudowana – przy ul. Paderewskiego 2 (dziś działa tutaj Zespół Opiekuńczo-Leczniczy).

Istnieje za to kompleks reformatów, w skład którego wchodzą: klasztor i kościół pw. św. Piotra i Pawła. Kompleks ufundował w 1644 r. Stanisław Sokołowski, kasztelan bydgoski i starosta dybowski, a całość konsekrowano w 1659 r. Bez cienia wątpliwości, mamy tutaj do czynienia z największym zabytkiem na terenie Podgórza.



Budynki reprezentują styl barokowy, a wystrój pochodzi głównie z drugiej połowy XVIII w. Co ciekawe, nie jest znany budowniczy kompleksu – widać jednak na pierwszy rzut oka, że był to fachura, bowiem całość robi do dziś bardzo dobre wrażenie. Teren wokół został do tego ładnie zagospodarowany – za ogrodzeniem kościoła jest niewielki parczek z rzeźbą przedstawiającą św. Franciszka z Asyżu, z gołębiem na ramieniu.


Od strony wschodniej, na terenie graniczącą z supermarketem „Lidl”, również utworzono zieloną przestrzeń, dopełniającą pozytywne wrażenie. W głębi, od południa, do kompleksu przylega Franciszkańskie Ogólnokształcące Liceum. No właśnie, bo zakonnicy (franciszkanie) wciąż tutaj są. Sekularyzacja klasztory nastąpiła co prawda w 1834 r., ale w 1987 r. umieszczono tutaj właśnie franciszkanów.


Co ciekawe, dosłownie vis a vis franciszkanów, od blisko ćwierćwiecza (2000 r.) rezydują baptyści. Mowa o kamienicy przy ul. Poznańskiej 34, w której znajduje się kaplica zboru Kościoła Chrześcijan Baptystów. Na Podgórze trafili pod koniec XX w., ale w Toruniu baptyści działali już w 1899 r., kiedy to wierni gromadzili się przy obecnej ul. Jana Matejki. Na początku XX w., w kamienicy przy ul. Poznańskiej, działał znany i szanowany zakład fryzjerski Konrada Kanta.


Najmłodszym obiektem sakralnym na osiedlu jest kościół należący do parafii bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, przy ul. Szubińskiej. To już niemal opłotki Torunia, toteż dziwić nie może, że tutejsza parafia została wyodrębniona z innej, działającej w Małej Nieszawce. Nowoczesny (choć w zestawieniu z wieloma innymi, współczesnymi kościołami, nienajgorszy) wygląd świątyni to zasługa faktu, iż oddano go do użytku w ostatniej dekadzie.

Gwoli ścisłości, należy podkreślić, że poza reformatami, na Podgórzu, od 1926 r. działały także siostry serafitki. Te, zgodnie z tradycją, prowadziły ochronkę oraz zajmowały się działalnością charytatywną, rezydując przy ul. Wyrzyskiej 2. Co istotne, po wojnie przejęły wspomniany już wyżej dawny budynek pastorówki ewangelickiej przy ul. Paderewskiego, i do dziś prowadzą tam Zespół Opiekuńczo-Leczniczy.
…cmentarnie
Osobne miasto, w dodatku posiadające tak wiele obiektów sakralnych, musiało mieć swoje cmentarze. Zresztą nie tylko miało, bo i dalej ma, w zadziwiająco dużej liczbie. Najstarszy z nich, należący do parafii pw. św. Piotra i Pawła (tej przyklasztornej), ma korzenie sięgające 1812 r., co oznacza tyle, iż jest drugim najstarszym, funkcjonującym cmentarzem w Toruniu (po znajdującym się przy ul. Gustawa Morcinka, cmentarzu św. Jerzego, powstałym w 1811 r.).

Co istotne, nekropolia została założona w miejscu, w którym znajdował się wspomniany wyżej kościół pw. św. Anny z początku XVII w., wokół którego z pewnością również znajdował się (wzorem lat dawnych) cmentarz. Kościół stał dokładnie w miejscu, w którym w obecnie podziwiać można zespół rzeźb Golgota (w skład którego wchodzą rzeźby: Marii, Marii Magdaleny, Jan Ewangelisty oraz krzyż), który umieszczono tutaj w 1911 r. Rzeźba stanęła dzięki staraniom księdza Józefa Domachowskiego, a jej elementy sprowadzono z Francji i Belgii.

Inny charakterystyczny obiekt na cmentarzu to kaplica rodowa rodziny Jaugsch i Kuras, wzniesiona w 1914 r. Skąd taki wystawny grobowiec? Otóż, rodzina Jaugsch (wspomniana już wcześniej w kontekście willi oraz Rotundy), była w 20-leciu międzywojennym właścicielami dużych zakładów masarskich, znajdujących się przy ul. Lubickiej w Toruniu. Słowem: byli szanowani i majętni. Dziś w grobowcu spoczywa już kilkunastu członków rodu, a kaplica robi imponujące wrażenie, które tylko dopełnia stojąca wewnątrz rzeźba, przedstawiająca kobietę opierającą się o wazę. Co ciekawe, została ona zakupiona w Lipsku, w latach 30. XX w.

Cmentarz ma bardzo charakterystyczny dla tak leciwych miejsc pochówku, klimat. Starodrzew, stare nagrobki (niektóre nawet z lat 80. XIX w.), zacierające się napisy i wiele niestety już skruszonych przez ząb czasu, pomników. Wśród zasłużonych postaci znajdziecie tutaj m.in.: Juliana Wykrzykowskiego (to on budował zachowany po dziś dzień ratusz w Podgórzu, on jest autorem postumentu cmentarnej Golgoty), historyka Tadeusza Zakrzewskiego (to m.in. dzięki jego publikacji „450 lat toruńskiego Podgórza” mógł powstać niniejszy artykuł), proboszcza parafii pw. św. Piotra i Pawła ks. Kazimierza Siuchnińskiego, Michalinę Jastrzębską (nauczycielkę i obrończynię Lwowa).

Sporo młodszy jest drugi cmentarz parafii pw. św. Piotra i Pawła. Ten również znajduje się przy ul. Poznańskiej (jakieś kilkaset metrów od starszej nekropolii, w kierunku południowo-zachodnim), a zwany jest cmentarzem Nowym na Kluczykach. Powstał w 1937 r., z racji na wyczerpanie miejsca na starszej nekropolii, i to właśnie z tego roku pochodzą najstarsze nagrobki. Tutaj również odczuć można klimat dawnych lat, ale jednak zdecydowanie słabiej niż na starszym „sąsiedzie”. Cmentarz cały czas jest czynny i dokonuje się tutaj nowych pochówków. Specyfika tego miejsca wynika także z sąsiedztwa wielkiej, kolejowej wieży ciśnień, która góruje nad całą okolicą.


Wśród postaci zasłużonych, spoczywają tutaj: ks. Józef Domachowski (proboszcz parafii pw. św. Piotra i Pawła do 1940 r., wspomniany inicjator budowy Golgoty na starszym cmentarzu, zginał w obozie koncentracyjnym w Stutthof), Mieczysław Jadźwiński (poeta, uczestnik walk o Monte Casino) czy Melania Sinoracka (lekkoatletka, dwukrotna, w latach 1947, 1948, mistrzyni polski w rzucie oszczepem, olimpijka z 1948 r. w Londynie).


Nikogo nie powinno też zdziwić, że na Podgórzu zachowały się cmentarze ewangelickie. Chyba że w kontekście tego co działo się po II wojnie światowej, a więc dewastacji i likwidacji podobnych miejsc, w wielu miejscach naszego kraju, w efekcie której bezpowrotnie zniknęło z powierzchni ziemi (celowo napisałem z powierzchni, bowiem pod ziemią najczęściej groby zostawały), setki nekropolii. Na szczęście, przy ul. Poznańskiej 114 zachowały się ślady historii.

Ta nekropolia została założona w 1845 r. i służyła tutejszym ewangelikom przynajmniej do początku XX w. Potem, już w 20-leciu międzywojennym, zaczęła podupadać, a dziś znajdziemy tutaj kilkanaście zachowanych murowanych nagrobków, na których jednak raczej ciężko odczytać nazwiska zmarłych (najczęściej brak płyt). Wyjątkowym zjawiskiem jest zachowany – tj. rozkopany – ziemny grobowiec, do którego możecie swobodnie zajrzeć. Spokojnie, w środku, poza obmurowaniem, nie zachowało się nic. Warto dodać, że miasto postawiło od strony drogi tablicę, informującą o dawnej funkcji tego miejsca, co należy zdecydowanie pochwalić.

Znacznie bardziej imponujący, z uwagi na swoje rozmiary, jest tzw. nowy cmentarz ewangelicki. Należałoby tutaj raczej użyć stwierdzenia „nowszy”, bowiem powstał na przełomie XIX i XX w., a zamknięto go wraz z zakończeniem działań wojennych, w 1945 r. Prawdę powiedziawszy, w naszym województwie nigdy nie widziałem tak dużego, zachowanego cmentarza ewangelickiego – te bydgoskie są (w zachowanej na powierzchni ziemi części), znacznie mniejsze. Tutaj doliczyć można się ponad 150 nagrobków (a może i bliżej 200), a na wielu – mimo ewidentnego nadgryzienia przez ząb czasu – dostrzec można jeszcze niemieckie nazwiska.


Co istotne, to właśnie tutaj pochowano Niemców, którzy zginęli w osławionym wybuchu trotylu ze stycznia 1945 r. Trafili tutaj także niemieccy żołnierze, walczący o miasto z czerwonoarmistami.


Zamykając ten cmentarny wątek, należy wspomnieć o podgórskiej kostnicy, która znajdowała się przy ul. Wyrzyskiej 30. Powstały w 1907 r., budynek służył zarówno katolikom jak i ewangelikom (można rzec, że śmierć zjednywała wyznawców różnych wyznań), a obiekt przetrwał do dziś. Rzecz jasna, dzisiaj pełni funkcje mieszkaniowe.

Toruńska twierdza i jej (liczne) ślady
Miłośnicy zabytków o charakterze militarnym też znajdą na Podgórzu coś dla siebie. A właściwie to znajdą tego bardzo dużo. Wszak na lewym brzegu Wisły, znalazła się cała masa obiektów, należących do kompleksu Twierdzy Toruń, czy też, jak mówili jego twórcy, Prusacy, Festung Thorn. Twierdzy potężnej, bo w jej skład wchodzi ponad 200 różnego rodzaju konstrukcji.


Po co był w ogóle Toruniowi był taki kompleks? Otóż sprawa jest prosta – tuż obok, na Drwęcy, znajdowała się granica między zaborem pruskim i rosyjskim, toteż Toruń był miastem granicznym, a potencjalnie przyfrontowym. Zaczęto więc budować jeszcze w latach 20. XIX w. – w 1828 r. wybudowano fort Przyczółek Mostowy, a w 1866 r. Fort Kolejowy. Status miasta-twierdzy Toruń zyskał w 1872 r., kiedy to ruszono z budową potężnej twierdzy pierścieniowej. Wtedy wybudowano zewnętrzny pas fortyfikacji, w skład którego weszło 15 fortów, 83 schrony oraz liczne baterie artyleryjskie. Do tego dołożono oczywiście całą infrastrukturę pomocniczą w postaci dróg i kolei.
Na samym tylko Podgórzu, w przyjętych na wstępie artykułu graniach, znajdziecie dwa forty: XI im. Stefana Batorego (dawniej: Grosser Kurfürst) i XII im. Władysława Jagiełły lub Józefa Bema (dawniej Ulricha von Jungingena). Oba zachowały się do dziś w dobrym stanie – pierwszy powstał w 1875 r., drugi w 1885 r. I choć w trakcie I wojny światowej nie odegrały znaczącej roli, zapisały się w historii w trakcie kolejnego globalnego konfliktu. W forcie XI więziono jeńców brytyjskich, zaś w forcie XII jeńców radzieckich.


Dziś bez problemu możecie dostać się do obu, choć robiąc to nieco nagniecie obowiązujące zasady. Dlaczego? Otóż drugi ze wspomnianych, znajduje się na terenie poligonu, toteż zmierzając w jego kierunku, dostrzeżecie tabliczki z informacją o zakazie wstępu. Pierwszy do którego dojść można od zaplecza stacji benzynowej przy ul. Poznańskiej 150, teoretycznie znajduje się w rękach prywatnych, jednak nikt go nie pilnuje. Główne wrota są zabite „na amen”, ale idąc wzdłuż muru, znajdziecie wyrwę w prowizorycznym ogrodzeniu i bez trudno dostaniecie się do środka. Nie róbcie tego jednak, jeżeli nie jesteście pewni swoich możliwości lub jeżeli nie potraficie się odpowiednio zachować w tak ważnych, historycznie miejscach.


Co jeszcze? Choćby kilka baterii – z najlepiej dostępną, Baterią Półpancerną S.L.B., wchodzącą w skład tzw. Skansenu Fortecznego. Tuż obok niej znajdziecie okopy, a także kilka małych schronów typu „ołówek”. Zresztą, schrony i bunkry są tutaj (na terenie osiedla) wszędzie – często schowane wśród gęstej zieleni, czasami jednak stojące sobie jak gdyby nigdy nic tuż obok zabudowy mieszkaniowej. Niemal wszystkie pozostają niewykorzystane – wyjątkiem są dwa obiekt przy ul. Okólnej, w których mieszczą się… domy pogrzebowe!



W tych okolicach zachowało się zresztą zdecydowanie więcej powojskowych budynków (ok, niektóre wciąż są w rękach wojskowych). Przy ul. Okólnej 26 stoi dawny dom urzędników wojskowych, natomiast pod numerami 32-34 działało kasyno oficerskie. Baraki stojące przy ul. Letniej to z kolei oczywiście dawne koszary, dziś mieszczące głównie lokale ADM-owskie. Cały ten kompleks bywa niekiedy nazywany „Meksykiem”.


Nad nim góruje wzniesienie, na którym dostrzeżecie jeszcze ruiny wieży wodnej. Konstrukcja z początku XX w. zaopatrywała cały militarny kompleks w bieżącą wodę, a dziś niestety już tylko straszy. Stan obiektu jest bardzo kiepski, toteż uważajcie, podziwiając ją z bliska (to jest możliwie, z uwagi na zniszczone ogrodzenie – nie da się jednak wejść do środka).


Cała południowa część osiedla pozostaje w rękach wojska do dziś. Fragment zajmują budynki administracyjne, ale zdecydowanie większy teren, sięgający daleko za miasto, to czynny poligon. Zresztą od dekad, bo utworzyli go tutaj jeszcze prusacy, celem szkolenia artylerii pieszej.

Kolej na Kluczyki
Co by nie mówić, Toruń ma pecha do kolei. Przez swoje położenie i z uwagi na rozmieszczenie fortów, nie mógł otrzymać w pełni satysfakcjonującego połączenia. Dostał więc takie, z dworcem głównym… poza miastem! Tak jest, bowiem w 1861 r., kiedy otworzono pierwszy odcinek linii łączącej Berlin z Królewcem, przez Bydgoszcz i Toruń właśnie, dworzec główny powstał na lewym brzegu Wisły, gdzie zresztą pozostaje po dziś dzień. Dziś jednak to oczywiście Toruń, wówczas, teren ten należał po części do Pogórza, Piasków, Rudaka oraz wojska.
Niemniej, zachodnia część osiedla, to przecież wspomniane już Kluczyki, a więc miejsce, które bez wątpienia można nazwać dzielnicą kolejarzy. Od razu po powstaniu linii kolejowej, utworzono tutaj przystanek kolejowy, a potem wciąż rozrastała się infrastruktura towarzysząca. Szczególnie silnie w okresie okupacji hitlerowskiej, kiedy to wzniesiono nowoczesną lokomotywownię i wieżę ciśnień, a także osiedla dla niemieckich przesiedleńców (Akazinweg).



Dziś stacja to raczej przystanek osobowy – zatrzymują się tutaj wszystkie pociągi regionalne, na trasie Bydgoszcz-Toruń. W głębi kompleksu, mieści się jednak potężne zaplecze towarowe, wspomniana już lokomotywownia, warsztaty oraz liczne biura, należące do PKP. Jest też kilka zrujnowanych budynków – i takich historycznych, z czerwonej cegły, i tych powojennych. Obecnie, co widziałem na własne oczy, służą miłośnikom urbexu oraz fanom wysokoprocentowych trunków (nie są zabezpieczone przed takimi wizytami). Tuż obok znajduje się cmentarzysko nieużywanych pociągów – kilka niepotrzebnych już składów, stoi sobie spokojnie i czeka na chwilę, w której się rozlecą.



Ciekawostką może być fakt, iż obok tych zniszczonych obiektów, stoją dwie tablice, na których znajdują się logotypy oraz hasła… Frontu Jedności Narodu! Niby nic dziwnego, ale FJN (podporządkowany komunistycznym polskim władzom) rozwiązano w 1983 roku! Ironiczne jest to, że na tablicach umieszczono hasła:
„Wszyscy uczymy się demokracji – decydujemy, odpowiadamy” oraz „Patriotyzm jednoczy nasze myśli i czyny”.

Pisać o Kluczykach i nie wspomnieć o wieżach ciśnień? Niemożliwe! Tym bardziej, że takowe są tutaj dwie. Starsza, stojąca między ulicami: Kluczyki i Poznańską, powstała w latach 1903-1904. Zbiornik wodny o pojemności 200 m3 zaopatrywał w wodę oczywiście sąsiednią infrastrukturę kolejową, a dziś obiekt pełni funkcję czysto krajobrazową. To kompletna ruina, do której można jednak wejść i z najniższego poziomu podziwiać potęgę konstrukcji. Wyższe poziomy również się zachowały, brak jednak drabinki (ze względów bezpieczeństwa, dobrze), umożliwiającej wspinaczkę.


Ruiną nie jest za to młodsza z wież, stojąca przy ulicy Akacjowej. Tę wybudowano w latach 1941-1943, dzięki niewolniczej pracy jeńców brytyjskich i rosyjskich. Wzniesiono naprawdę imponującą, 10-poziomową konstrukcję, którą dostrzec można z wielu kilometrów. Co jednak najciekawsze, budynek został po wojnie, przystosowany do pełnienia funkcji mieszkaniowej i taką pełni po dziś dzień! Zamieszkanych jest jednak tylko 5 kondygnacji, gdyż pozostałe zajmują wielkie zbiorniki na wodę. W środku nie ma windy, w związku z czym szczerze współczuje mieszkańcom, zmuszonym wspinać się codziennie na wysokie piętra budynku. Nam udało się dotrzeć na 5 kondygnację, gdzie znajdują się drzwi techniczne z napisem: „Wieża ciśnień. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”.



Konstrukcja jest iście monumentalna, charakterystyczna dla niemieckiego budownictwa okresu okupacji (w podobnej stylu utrzymano choćby budynki urzędnicze na bydgoskim Łęgnowie, służące kadrze DAG Fabrik). Dodatkowym walorem dla miłośników historii są wyraźnie dostrzegalne ślady ostrzału na elewacji, które stanowią „pamiątkę” po obecności czerwonoarmistów.


Już nie na Kluczykach, a bliżej centrum Podgórza, znajduje się tzw. Krowi Mostek. Właściwie jest to bardziej wiadukt kolejowy, a przez mieszkańców wykorzystywany jest znajdujący się pod nim charakterystyczny tunel. To jedyna droga, którą ze ścisłego centrum osiedla, można dostać się na drugą stronę torów. Miejsce nie należy jednak do najbezpieczniejszych – nie trudno tutaj o małą kraksę drogową, toteż jadąc tędy uważajcie na siebie. Niemniej, skrót tego typu jest zdecydowanie potrzebny, gdyż w razie potrzeby skorzystania z innego, należy nadłożyć sporo drogi.


Sprawdź nasz kanał na YouTube!
Pięknie jest
Sami widzicie, jak wiele ciekawych miejsc i obiektów, można znaleźć na Podgórzu. Jak wiele interesujących historii, wydarzeń, miało tutaj miejsce. A przecież skupiliśmy się tylko na pewnym wyrywku, części obszaru, który postrzegać można jako Podgórz, odpuszczając choćby okolice Wisły i mostu nad rzeką.


Powtórzę się, mając nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe: Podgórz ma swój specyficzny klimat. Klimat odrębnego miasta, różniącego się od wielkiego sąsiada. Naprawdę przyjemnie jest chodzić tutejszymi uliczkami, cieszyć oczy widokiem zabytków, a duszę unoszącym się w powietrzu duchem historii.


Jeżeli więc będziecie kiedyś w Toruniu, i znajdziecie trochę wolnego czasu – szczególnie zaś jeżeli nudzą Was już spacery po Starym Mieście – koniecznie wpadnijcie na drugą stronę Wisły. Jestem pewien, że Podgórz pozytywnie Was zaskoczy!


Na koniec mała wskazówka dla tych, którzy chcieliby zgłębić temat Podgórza, dowiedzieć się o nim nieco więcej. Polecam publikacje: „450 lat toruńskiego Podgórza” K. Ciesielskiej i T. Zakrzewskiego oraz „Podgórz. Toruńskie przedmieścia sprzed lat”, K. Kluczwajd. Czyta się bardzo dobrze!

Dzięki za przeczytanie artykułu! W najbliższych dniach widzimy się na kolejnych toruńskich osiedlach!

Diecezja Toruńska istnieje od 1992, Toruń więc należy do niej od ledwie 30 lat. „Od zawsze” Toruń należał z kolei do Diecezji Chełmińskiej.
Wspaniały tekst! Urodziłam się na Podgórzu w domu mojej babci, przy ul. Poznańskiej 101. Gdy byłam dzieckiem chodziłam na religie do kościoła pw. Św Piotra i Pawła bardzo lubiliśmy proboszcza (?)Barmtkowskiego, za kościołem był ogrodnik Lendzion i u niego kupowało się na różne okazje kwiaty, do dziś pamiętam ten ciepły wilgotny zapach. Moja babcia i mama były w jednym ze zburzonych podczas wybuchu domów i mama wsomina kobietę leżącą martwą na podwórku i wokół jej żywe dzieci. Prababcia moja była z domu Weber. Mam też oryginał świadectwa babci ukończenia szkoły powszechnej 7-mio klasowej, ch6ba w 1924 roku. Również oryginał ręcznie napisany list polecający, opinię obpracującej tam mojej babci przez J Ziółkowskiego, posiadającego skład kolonialny w Podgórzu z pieczątką J.Ziółkowski Podgórz- data z 1927 roku, i jeszcze kilka innych dokumentów starszych i młodszych, zdjęcia strayjków babci z obozu w Niemczech z napisanymi listami do rodziny . Dlatego ten artykuł mnie bardzo zainteresował i dzięki za jego napisanie. Pozdrawiam Barbara Brdak