Większość bydgoszczan kojarzy park im. Jana Kochanowskiego z pomnikiem „Łuczniczki”. Nawet średnio uważny obserwator zauważy także liczne pomniki kompozytorów, ustawione tutaj w ramach idei Dzielnicy Muzycznej. Gdzieś na uboczu tego wszystkiego, stoi sobie niepozorny monument, upamiętniający Henryka Sienkiewicza. Trudno uwierzyć, ale historia tego miejsca jest naprawdę złożona, obfitująca w zwroty akcji, wydarzenia piękne i tragiczne. Przyjrzyjmy się jej w kolejnym odcinku cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”.
Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.
W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.
Sienkiewicz umiera, Sienkiewicz wraca do kraju
Jak to się stało, że Sienkiewicz został najpierw upamiętniony w Bydgoszczy, a nie np. w Warszawie czy silnych kulturalnie ośrodkach jak: Kraków, Lwów czy Wilno? To wyjaśnimy sobie trochę później, póki co skupmy się na tym, jak wyglądała droga powrotna wielkiego pisarza do ojczyzny. Dodajmy, że droga – niestety – pośmiertna.
Sienkiewicz, z uwagi na sytuację polityczną (czytaj: I wojnę światową) wyjechał w 1910 r. do Szwajcarii. Tam, w 1916 r., dosięgnęła go śmierć – umarł w miejscowości Vevey, w wyniku problemów kardiologicznych. W przeciwieństwie do wielu swoich kolegów po fachu, nie był wówczas młodym artystą (w umieraniu za młodu specjalizowali się szczególnie romantycy), bo skończył 70-tkę, co na ówczesne czasy było już wiekiem poważnym. Na pewno zaś, bardziej poważnym niż jest obecnie.

źródło: muzeumliteratury.pl
W każdym razie, sytuacja nie sprzyjała sprowadzeniu ciała wieszcza narodowego do kraju. Trwała wojna, a dodatkowo wypadałoby pochować autora „Trylogii” w jakimś godnym miejscu. Na to nie zgodził się jednak… biskup krakowski Adam Sapieha. Dlaczego? To pozostanie tajemnicą, ale można podejrzewać, że rozchodziło się o kwestie etyczne. W efekcie, Sienkiewicz spoczął na cmentarzu w Szwajcarskim Vevey.
Minęły 2 lata, a Polska wróciła na mapę Europy. Zawirowania nie skończyły się oczywiście całkowicie, bo chwilę potem trzeba było jeszcze wygrać Powstanie Wielkopolskie, a potem chwycić broń i walczyć z nacierającymi od wschodu bolszewikami. Po tych – na szczęście zwycięskich – bojach, państwo nieco okrzepło i pojawiła się szansa na działania z zakresu budowania tożsamości narodowej. Do tej kategorii niewątpliwie zaklasyfikować można sprowadzenie prochów Henryka Sienkiewicza. To wreszcie się udało, w 1924 r., dokładnie 100 lat temu.

źródło: „Gazeta Wyborcza Częstochowa”
Po drodze ze Szwajcarii, kondukt z trumną Sienkiewicz przejechał przez: Szwajcarię, Austrię i Czechosłowację, gdzie rodacy (i zapewne nie tylko) oddawali mu tłumnie hołd. Ostatecznie, 27 października wieszcz spoczął w Warszawie, w krypcie w katedrze pw. św. Jana, obok prezydenta Gabriela Narutowicza. Oczywiście, wydarzenie to było wielkim, patriotycznym świętem, któremu przewodniczył ówczesny prezydent Rzeczypospolitej, Stanisław Wojciechowski.
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Tydzień lub kilka lat Sienkiewicza
Sprowadzenie ciała wielkiego rodaka do kraju, było pretekstem do świętowania nie tylko dla stolicy. Patriotyczne uroczystości odbywały się na terenie całego kraju, w tym w Bydgoszczy, która przecież dopiero co, 4 lata wcześniej, wróciła do macierzy. Tutaj odbył się „Tydzień Sienkiewiczowski”, w ramach którego organizowano różnego rodzaju: odczyty, wykłady, koncerty. W dniu pogrzebu odbyła się z kolei minuta ciszy. Cały ciąg uroczystości, a także działania utrwalające, ciągnące się aż do czerwca 1925 r. (cykl artykułów w bydgoskiej prasie pn. „Pokłosie sienkiewiczowskie”), koordynował specjalnie powołany w tym celu komitet obywatelski.
Na czele tego ciała stanął nie kto inny, jak sam dyrektor Biblioteki Miejskiej, dr Witold Bełza, a więc dzisiejszy patron instytucji. Bełza to prawdziwa bydgoska legenda, i człowiek który zrobił dla rozwoju tutejszego życia kulturalnego, tak wiele, iż czasem trudno w to uwierzyć. Więcej o tej wybitnej postaci mówiłem w naszym ubiegłorocznym filmie z cyklu „Bydgoscy Avengersi”, który jest do obejrzenia TUTAJ:
Bełza, jak to Bełza, myślał ambitnie. Wykoncypował, że Bydgoszcz będzie pierwszym w kraju miastem, które odda Henrykowi Sienkiewiczowi. Hołd w postaci pomnika! Prędko utworzył więc Koło Obywatelskie Budowy Pomnika Henryka Sienkiewicza, potem przekształcone w Komitet Budowy Pomnika Henryka Sienkiewicza w Bydgoszczy. Grupa skupiała kilkunastu zaangażowanych, lokalnych działaczy, w tym: samego Witolda Bełzę, jako przewodniczącego, dr Stanisława Łabendzkiego, jako skarbnika i dr Jana Szymańskiego, jako sekretarza. Poza tym, w grupie znaleźli się: Tadeusz Janicki, Józef Weyssenhoff, gen. Wiktor Thommee, dr Teodor Brandowski, Konrad Fiedler, prof. Adam Łańcucki, dr Kazimierz Łuczewski, dr Stanisław Peliński, prof. Franciszek Stopa i Stanisław Woda. Wszyscy oni, zasłużyli się miastu na różne sposoby i wypadałoby i o nich coś wspomnieć, jednak to nie czas na opisywanie ich dokonań. Ten z pewnością jeszcze nadejdzie.
Ale co właściwie robił rzeczony Komitet? Otóż agitował na rzecz zebrania funduszy, zabiegał o poparcie ze strony władz lokalnych i państwowych, a także starał się o przygotowanie odpowiedniego projektu przyszłego monumentu. Inicjatywę poparło bydgoskie środowisko artystyczno-kulturalne, z Adamem Grzymałą-Siedleckim na czele, a także ówczesny prezydent miasta, Bernard Śliwiński, toteż wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku. Czyżby monument miał stanąć w Bydgoszczy już lada chwila?

źródło: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Bydgoszczy
Tak dobrze to nie było. Mówimy o okresie kryzysu lat 20. XX w., więc pieniądze nie płynęły przesadnie szerokim nurtem. Niemniej, fundusze mozolnie gromadzono, podczas różnego rodzaju: koncertów, wykładów, odczytów i innych wydarzeń. Datki zbierano w formie cegiełek o wartości 100 zł. Co ciekawe, jedną z nich kupił sam prezydent Rzeczypospolitej, Ignacy Mościcki, co z pewnością przyczyniło się do wypromowania zbiórki. Komitet wystosował też – jak to nazwano – „Odezwę do ludności miasta Bydgoszczy i przyległych powiatów”, w której prosił o wsparcie finansowe, a także obiecywał, iż powstały pomnik będzie jakościowy. No i słowa dotrzymał!
Wielki dzień
Wreszcie, Bełza i spółka dopięli swego! W lipcu 1927 r., na skraju Parku Jana Kochanowskiego, przy obecnej ul. 20 stycznia 1920 r., odsłonięto pomnik Henryka Sienkiewicza! Na monumencie wyryto datę 15 lipca, czyli rocznicę wygranej bitwy pod Grunwaldem, ale jak się okazuje… pomnika wtedy wcale nie odsłonięto. Nastąpiło to ponad dwa tygodnie później, konkretnie zaś 31 lipca. Wszystko z uwagi na fakt, iż na uroczystość zaproszono prezydenta Rzeczypospolitej, Stanisława Mościckiego, który przecież wsparł inicjatywę. Ten miał dość wypełniony kalendarz zajęć, ale na prezydenta wypadało przecież poczekać. Oficjalna data więc została, a realnie uroczystość odbyła się później.
Ceremonia wyglądała pięknie. Stawiły się dziesiątki delegacji z kraju i zagranicy – do Bydgoszczy przesłano ponad 300 listów gratulacyjnych z różnych stron świata. Samo miasto w dniu uroczystości udekorowano kwiatami, sztandarami oraz kilkoma bramami triumfalnymi. Całość przyjęło więc formę prawdziwego, patriotycznego święta. Wydarzenie transmitowało nawet Polskie Radio. Mieszkańców stawiło się na miejscu przynajmniej 8 tysięcy, zaproszono także gości specjalnych – rodzinę Sienkiewicza, a także Michała Drzymałę (tego od wozu, symbolu sprzeciwu zaborcy).

Jako się rzekło, stawił się i prezydent RP. Po przekroczeniu granic miasta, przywitano go salwą armatnią (!), a następnie, już na ul. Kujawskiej, oficjalnie przywitał go prezydent miasta Bernard Śliwiński, wojewoda poznański Adolf Bniński, a także kompania honorowa 62. Pułku piechoty i orkiestra. Potem była msza w farze, prowadzona przez Tadeusza Skarbka-Malczewskiego (więcej o nim w artykule poświęconym Cmentarzowi Nowofarnemu), podczas której prezydent siedział na specjalnie przygotowanym fotelu – ten znajduje się obecnie w Bibliotece Bernardynów, w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej przy Starym Rynku.
Uroczystość odsłonięcia pomnika wieszcza rozpoczęła się równo w południe. Całość zaaranżowano podobno w ten sposób, że zasłona przykrywająca dotąd monument, opadła dokładnie w chwili, kiedy zbliżał się do niego prezydent Mościcki. Potem był występ chórów, pod batutą Feliksa Nowowiejskiego (który nie mógł nawet podejrzewać, że znajduje się właśnie przed budynkiem, który za niecałe 50 lat stanie się Akademią Muzyczną, a jeszcze później zyska patronat jego imienia – wówczas należał do starostwa powiatowego).

źródło: NAC
Po niezwykle udanej uroczystości, oficjele udali się na bankiet do hotelu „Pod Orłem”, a później prezydent Mościcki popłynął statkiem „Czajka” do Brdyujścia. Miał tam obserwować międzynarodowe regaty wioślarskie. Dzień pełen wrażeń zwieńczył koncert orkiestry symfonicznej, zorganizowany w gmachu Teatru Miejskiego. I tutaj, dyrygentem został Feliks Nowowiejski.
Komitet i po komitecie
Jako że całe opisane wyżej wydarzenie, wcześniej „Tydzień Sienkiewiczowski”, a także długie 3 lata wytężonej pracy, no i wreszcie utworzenie samego pomnika (o którym więcej niżej) to zasługa Komitetu Budowy Pomnika Henryka Sienkiewicza, wspomnijmy go raz jeszcze. Tym bardziej, że oficjalnie działał on aż do 1929 r., zapewne w celu domknięcia wszystkich kwestii formalnych. A działalność zakończył dokumentem, w którym podsumowywał działalność i przekazywał pomnik w ręce społeczeństwa.
Po pracy komitetu – poza zdjęciami i relacjami medialnymi – pozostał w zasadzie jeden namacalny ślad. I niestety nie jest to sam pomnik Sienkiewicza, o czym przeczytacie niżej. Mowa o tablicy pamiątkowej, na której upamiętniono starania grupy, która w 1927 r., tuż po odsłonięciu monumentu, zawisła w holu Miejskiej Biblioteki. A na niej, umieszczono nazwiska wszystkich członków Komitetu, a także pełną listę darczyńców. Wśród wielu nazwisk i nazw instytucji, odnaleźć można doprawy interesujące, historyczne jak choćby: hr. Zygmunt Skórzewski z Lubostronia, Wydziały: Humanistyczny i Lekarski Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie, Uniwersytet Wileński czy magistrat Wilna. Do tego dodać należy nieprawdopodobnie dużą wręcz liczbę zasłużonych osób związanych z Bydgoszczą i regionem – nie sposób wymienić ich wszystkich.

Na samej górze pierwszej z tablic (są dwie, teraz mowa o tej, znajdującej się bliżej wejścia), zamieszczono zapis: „Ku wieczystej pamięci. Dnia 15 lipca, 1927 r., w rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem i w dzień św. Henryka, odsłonił w Bydgoszczy Prezydent Rzeczypospolitej dr inż. Ignacy Mościcki pierwszy w Polsce pomnik Henryka Sienkiewicza dłuta Konstantego Laszczki. Cegiełki złożyli, poczynając od dnia sprowadzenia zwłok H. Sienkiewicza do Ojczyzny (26.7.1924) następujący Fundatorowie”.
Dalej następuje właśnie wymienienie wszystkich darczyńców, przy czym na początku zamieszczono (co nie powinno dziwić) nazwisko Ignacego Mościckiego, a następnie: Marszałka Sejmu Macieja Rataja, Marszałka Senatu Wojciecha Trampczyńskiego, Józefa Piłsudskiego, Marszałka Polski i Prezesa Rady Ministrów, Ministerium Spraw Wojskowych, Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Gustawa Dobruckiego, wojewody poznańskiego, Adolfa Bnińskiego, prezydenta Bydgoszczy, Bernarda Śliwińskiego, prezydenta Bydgoszczy (tymczasowego, przed Śliwińskim), Tadeusza Chmielarskiego, Starosty Bydgoskiego Stanisława Nissiołowskiego oraz dziekana bydgoskiego Tadeusza Skarbek-Malczewskiego.

Dwie wielkie tablice (sięgające od podłogi do sufitu), które zobaczyć możecie po wejściu do gmachu Biblioteki na Starym Rynku, po lewej stronie, są oryginalne. Cudem przetrwały one wojnę, prawdopodobnie przechowywane w warsztacie Jakóba Joba. No właśnie, Joba, który kolejny raz pojawia się w cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”. Ten rodowity Włoch, był autorem tablic, a dowodem tego jest nazwisko, zamieszczone w prawym dolnym rogu dalszej tablicy. Więcej o tej postaci pisałem w artykule poświęconym Cmentarzowi Nowofarnemu (TUTAJ).
Wielkie dłuto z Krakowa
Jak już wspomniałem, dr Witold Bełza mierzył wysoko. Jak sam napisał, w kontekście wykonania pomnika zwrócił się do: „jednego z najwybitniejszych żyjących rzeźbiarzy”. Słowa dotrzymał, bo jego prośba została skierowana do profesora Konstantego Laszczki – człowieka, który wówczas, na początku lat 20. XX w. był już wieloletnim kierownikiem katedry rzeźby oraz profesorem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych – pełnił także funkcję rektora tej uczelni. A że specjalizował się w rzeźbach słynnych Polaków (np.: Juliusza Słowackiego czy Józefa Piłsudskiego), wydawała się idealnym wyborem. Jako ciekawostkę należy podać fakt, iż w zbiorach bydgoskiego Muzeum Okręgowego, znajduje się portret Laszczki, pędzla Leona Wyczółkowskiego.

Faktycznie, Laszczka spisał się wyśmienicie. Przedstawił „bydgoskiego” Sienkiewicza w formie od pasa w górę, z rękami opuszczonymi wzdłuż tułowia (w lewej dłoni mistrza znalazła się księga „Dzieje Polski” – nie jest to żadna pozycja z dorobku Sienkiewicza, a raczej podsumowanie jego twórczości). Sienkiewicz ubrany został we frak i płaszcz, przez co jawił się jeszcze bardziej monumentalnie, dostojnie. Stanął zaś na wysokim cokole z różowego kamienia (podobnie jak pobliska „Łuczniczka”, o której pisałem w poprzednim odcinku cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”).
Całość monumentu była jednak większa, stanowiąc coś w rodzaju ściany pamięci. Do pomnika prowadziły trzy schody, na szczycie których, poza samym wieszczem, znalazły się tablice, na których umieszczono tytuły najważniejszych dzieł Sienkiewicza. Na tablicach „przycupnęły” zaś wzbijające się do lotu orły. Co istotne, i jakże symboliczne w kontekście wydarzeń, które miały nastąpić już 12 lat później, szlachetne ptaki spoglądały w kierunkach: wschodnim i zachodnim. Na „rewersie” monumentu znalazł się zaś napis: „Autorowi Krzyżaków, w samą rocznicę Grunwaldu, dnia 15 lipca roku pańskiego 1927, Bydgoszcz hołd złożyła, odsłaniając ten pomnik dłuta Konstantego Laszczki, dla pokrzepienia serc i ramion polskich, ku wytężone obronie dziedzictwa narodowego, odsłonięcia dokonał prezydent Rzeczypospolitej, Ignacy Mościcki”.

źródło: NAC
Jesteście ciekawi, jakie tytuły Sienkiewicza wyróżniono na drugiej z tablic? Otóż były to: „Quo Vadis”, „Trylogia”, „Krzyżacy”, „Na polu chwały”, „Legiony”, „Bartek zwycięzca” oraz „Szkice węglem”. Brakuje Wam jakieś pozycji?
Co ciekawe, profesor Konstanty Laszczka wykonał jeszcze jednego Sienkiewicza, który osiadł w Bydgoszczy. Właściwie nie był to pełnoprawny pomnik, a gipsowy odlew popiersia pisarza. Ten, jakże mogło być inaczej, stanął w przedsionki Miejskiej Biblioteki, tuż obok wspomnianych wyżej tablic, poświęconych Komitetowi Budowy Pomnika. Za całość działań, Konstanty Laszczka otrzymał wynagrodzenie w wysokości 30 tys. zł. Zdaje się, żę wcale nie najgorzej.
Pomnik zniszczony i (powiedzmy że) odbudowany
Krótko cieszył oczy bydgoszczan Sienkiewicz (czy też raczej Sienkiewicze, bo wspomniałem o odlewie, który stał w Bibliotece Miejskiej). Po nieco ponad 12 latach nastał wrzesień 1939 r. i okrutna, niemiecka okupacja. Pomniki, które mogły kojarzyć się Polakom z niepodległością, patriotyzmem, zrywem narodowym, nie miały szans tego przetrwać. Padł więc i pomnik Sienkiewicza w parku Jana Kochanowskiego, padło gipsowe popiersie z gmachu Biblioteki. Jak napisałem wyżej, cudem przetrwały tylko pamiątkowe tablice dokumentuje prace Komitetu.

źródło: NAC
Po wojnie było wiele pilniejszych tematów, aniżeli odbudowa pomnika wieszcza. Szkoda, ale należy to zrozumieć. Coś zaczęło się w tym kontekście zmieniać dopiero w 1959 r. Wówczas to, Sienkiewicz symbolicznie wrócił do grodu nad Brdą. Póki co tylko jako popiersie, które stanęło – zgodnie z tradycją – w holu Biblioteki. Było to dzieło Stanisława Lewandowskiego, jeszcze z końcówki XIX w., do którego Mistrz podobno sam zapozował. Zdaje się, że w tym samym czasie, na ścianie przedsionka budynku, zawieszono ponownie tablice upamiętniające Komitet. Szkoda, że dr Witold Bełza nie doczekał tego momentu – odszedł zapomniany (ze względu na to, jak postrzegała go nowa władza), kilka lat wcześniej.

Historia zatoczyła w pewnym sensie koło, bo powołano wówczas Społeczny Komitet Odbudowy Pomnika Sienkiewicza, który rozpoczął gromadzenie funduszy na wykonanie pomnika. W 1961 r., w miejscu zniszczonego monumentu ustawiono tablicę z informacją: „W tym miejscu stał pomnik Henryk Sienkiewicza, dłuta Konstantego Laszczki, zniszczony w 1939 r. przez okupanta”.

Zdaje się, że początkowo był plan, aby spróbować odbudować pomnik w pierwotnej formie, ale ostatecznie z tego (szkoda) zrezygnowano. Postawiono zaś na styl charakterystyczny dla ówczesnej epoki – dziś raczej średnio doceniany, mocno surowy. Na wykonawcę wybrano zasłużonego, bardzo eksploatowanego w tamtym czasie, artystę, Stanisława Horno-Popławskiego, wsławionego choćby wykonaniem rzeźb przy odbudowie Głównego Miasta w Gdańsku, dziekana wydziału rzeźb Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Co ciekawe, Horno-Popławski początkowo… odmówił!


Ostatecznie jednak podjął się tego zadania, w czym wydanie pomógł Marian Turwid (o nim również pisałem w jednym z ostatnich odcinków cyklu, czyli TUTAJ). Chyba potem nie żałował, bo w następnych latach, Horno-Popławski współpracował z Andrzejem Szwalbe przy projektowaniu koncepcji Dzielnicy Muzycznej. W każdym razie, „nowy” Sienkiewicz stanął w starym miejscu, w dniu 18 maja 1968 r. Jakże socjalistycznym zwyczajem był to Dzień Oświaty, Książki i Prasy. Socjalistyczne było też to, że odsłonięcia dokonał przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, Aleksander Schmidt.

Tym razem, monument Henryka Sienkiewicza wykonany został z granitu i ukazywał sylwetkę pisarza w całej okazałości. W tej wersji, wieszcz nie trzyma już księgi (choć podobno był taki plan), a pióro. Opiera się zaś o… lufę armatnią. Obok artysty ułożono dwa kawały kamienia, na których – wzorem pierwowzoru – znalazły się tytuły jego wielkich dzieł. Nieco zmieniono jednak ten zestaw, gdyż obecnie prezentuje się on w sposób nastęujący: „Quo Vadis”, „Krzyżacy”, „Ogniem i Mieczem”, „Pan Wołodyjowski”, „W Pustyni i w Puszczy”, „Potop”, „Latarnik” i „Janko Muzykant”.



Co ma Sienkiewicz do Bydgoszczy?
No i tak stoi Henryk Sienkiewicz na skraju parku im. Jana Kochanowskiego, w obecnej formie już niemal 57 lat. Jak jest oceniana ta rzeźba? Powiedzmy, że w sposób neutralny (szczerze mówiąc, wielu jej po prostu nie zauważa), jednak kiedy pokaże się im zdjęcia wcześniejszej wersji, ta ocena znacząco spada. Nie ma się co dziwić, bo dawny pomnik był naprawdę monumentalny, zaś ten współczesny jest mocno surowy, rzekłbym; brutalistyczny. Jednak podkreślę to raz jeszcze: to odbicie epoki, w której powstawał. Taka była moda, takie były trendy.

Na koniec warto odpowiedzieć sobie na pytanie, które zapewne zadało sobie w trakcie czytania tego przydługiego wywodu wielu czytelników. Co – do diaska – ma w ogóle Henryk Sienkiewicz do Bydgoszczy? Czy kiedykolwiek był w grodzie nad Brdą? Otóż nie sądzę – nie zachowały się żadne dowody, aby tak było. Tzn. przepraszam, poprawiam się – Henryk Sienkiewicz był w Bydgoszczy. Ale nie senior, a junior, czyli syn mistrza, noszący takie samo imię. W 1928 r., odwiedził dr Witolda Bełzę w gmachu Biblioteki i wręczył mu egzemplarz „Odysei” Homera z autografem i odręcznymi notatkami swego ojca. To zapewne w wyniki relacji, nawiązanej przy tworzeniu i odsłanianiu monumentu pisarza.
Właśnie Witold Bełza jest tutaj jednak kluczem do zrozumienia sprawy. Jako wieli patriota i osoba zafascynowana polską kulturą, był zdeterminowany aby uczcić zasłużonego rodaka. A jako że przez lata związany był ze Lwowem i tamtejszym Ossolineum, być może przeciął się tam kiedyś z mistrzem? Już nie mówiąc o tym, że kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, również przebywał w Szwajcarii. Z pewnością zaś rozwijał karierę w środowisku, które znało Sienkiewicza, i które otaczało go wielkim szacunkiem.

Szukając związków pośrednich, można zerknąć w stronę „Trylogii”. Ale nie wersji oryginalnej, książkowej, a tej filmowej. Jej twórca, Jerzy Hoffmann, trafił przecież po 1945 r. do Bydgoszczy, gdzie zdał maturę w I Liceum Ogólnokształcącym. Mieszkał zresztą bardzo blisko miejsca, w którym stał monument Sienkiewicza, bo przy obecnej ul. 20 stycznia 1920 r. Niestety, pomnika nie mógł widzieć, bo był to okres w którym JUŻ nie było starej wersji, a JESZCZE nie powstała nowa.

Musiał zaś Hoffman słyszeć dźwięk dzwonów, dobiegający z katedry pw. św. Marcina i Mikołaja. Ciekawe, czy kiedy lata później tworzył ekranizację „Pana Wołodyjowskiego”, skojarzył fakt, iż to te same dzwony, które unieśmiertelnił w scenach, ukazujących atak na twierdzę w Kamieńcu Podolskim przez Turków oraz przysięgę składaną przez Ketlinga i Wołodyjowskiego? Wszak „instrumenty”, które trafiły do Bydgoszczy w 1923 r., na mocy Traktatu Ryskiego, pierwotnie wisiały właśnie w twierdzy oraz kościele dominikanów w Kamieńcu Podolskim. Przyznacie, że niezłe zrządzenie losu, tym bardziej, że sam Hoffman i jego rodzina w czasie II wojny światowej, przebywali na terenie obecnej zachodniej Ukrainy, w miejscowościach: Tarnopol, Stryj oraz Daszewo.

Przy okazji warto podkreślić, że Jerzy Hoffman (rocznik 1932 r., ale wciąż żyjący i oby to trwało jak najdłużej!) to Honorowy Obywatel Miasta Bydgoszczy (od 2003 r.) oraz jedna z osób, wyróżnionych w alei autografów na ul. Długiej. Mimo to, myślę, że wciąż za mało wiemy i mówimy w naszym mieście o tym, że był związany z Bydgoszczą.
Zapraszam na spacer!
Po lekturze niniejszego artykułu, zapraszam na spacer po parku Jana Kochanowskiego. Warto przyjrzeć się wszystkim ustawionym tam rzeźbom, jednak szczególną uwagę zwróćcie na opisywaną przeze mnie ostatnio „Łuczniczkę” oraz właśnie Henryka Sienkiewicza. Wspomnijcie wielkiego pisarza, a także trudna historię tego miejsca – historię, która stanowi odzwierciedlenie zawirowań polityczno-dziejowych, dotykających nasz kraj i nasze miasto. Trudno o bardziej obrazową lekcję historii.

Pozostaje mieć nadzieję, że obecny pomnik przetrwa kolejne dekady, czy nawet setki lat. To by oznaczało, że nie powtórzą się wydarzenia z 1939 r. To by oznaczało, że pamięć o wieszczu nie zgaśnie. Pytanie tylko, czy to z mojej strony przejaw pozytywnego myślenia, czy też najprawdziwsza w świecie naiwność. Jak to mówią: pożyjemy (albo i nie), zobaczymy (albo i nie).
Dzięki za czytanie i do zobaczenia w kolejnych odcinkach cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”! Te już w najbliższych dniach.
Piotr Weckwerth
