\n\n

SZKOŁA W RUPIENICY –  BYDGOSZCZ PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA

______________

Mieszkając w dużym mieście, codziennie mijamy dziesiątki, jeśli nie setki budynków. Większość z nich to konstrukcje nowe, ale niektóre uznać można za historyczne. Zwykle jednak, jeżeli nie jest to znany zabytek, nawet nie zwracamy na niego uwagi. Ot, stary budynek. A jaka jest jego historia? Któż to wie? Tego typu, niepozorny obiekt (a właściwie obiekty), stoi (stoją) przy ulicy Karpackiej, na bydgoskim Wzgórzu Wolności, a raczej w graniach historycznej Rupienicy.

______________

Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.

W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.

Rupienica i Glinki niczym nierozłączna para

Rupienica. Ta nazwa teoretycznie funkcjonuje w świadomości bydgoszczan, ale jednak, w praktyce, traktowana jest mocno po macoszemu. Bazując na własnych doświadczeniach i obserwacjach, stwierdzić mogę, że w mieście nie ma raczej wielu osób, nazywających samych siebie „mieszkańcami Rupienicy”.

No dobrze, ale po co w ogóle poruszam ten wątek? Wielu mogłoby wszak pomyśleć, że to stara, dawno zapomniana nazwa. Niby tak, ale warto podkreślić, że niegdyś, kilkaset lat temu, jeszcze w czasach przedzaborowych, kiedy wokół Bydgoszczy powstawały liczne folwarki i osady, Rupienica była dość znaczącym ośrodkiem. Na tyle, że sąsiednie Glinki były jej przez dziesięciolecia podległe. Pierwotnie wchodziły bowiem w skład folwarku, a następnie gminy Rupienica.

Po 1920 roku, status obu jednostek zaczął się wyrównywać (Zbigniew Raszewski wspominał już o przedmieściu zwanym Rupienica-Glinki), ale jednak Rupienica wciąż – choć nieznacznie – górowała. Po II wojnie światowej, rzecz zaczęła się odwracać, a do lat 70. XX wieku używano terminu Glinki-Rupienica. Potem Rupienica już gdzieś kompletnie przepadła, pozostając jedynie na mapach Bydgoszczy jako nazwa jednej z ulic, odchodzących od ulicy Dąbrowa, na skraju Puszczy Bydgoskiej.  

Tak naprawdę, na oficjalne mapy, Rupienica powróciła dopiero w 1999 roku, kiedy to uchwałą rady miasta, z Wyżyn wyodrębniono osiedle Glinki-Rupienica (czyli de facto Glinek też przez długie lata „nie było”, ale to już inny temat). Mimo to, dziś, na ten południowy skrawek miasta mówi się powszechnie raczej Glinki, co z historycznego punktu widzenia jest trochę niezrozumiałe. Z drugiej strony, przecież przykładów tego typu „transformacji” jest w Bydgoszczy dużo, dużo więcej, a niektóre, wydawałoby się ważne, historyczne nazwy, zostały kompletnie zapomniane przez bydgoszczan. Przykład? Choćby opisywane przeze mnie w artykule o Flisach Działy (artykuł można przeczytać TUTAJ).

Nie o tym jednak, bo historię i współczesność osiedla Glinki-Rupienica, chciałbym Wam przybliżyć przy innej okazji (więcej o tym na końcu artykułu). Tymczasem, warto jednak wspomnieć – bo i ma to znaczenie dla naszej historii – gdzie folwark Rupienica się tak naprawdę znajdował.

Głównie zabudowania wybudowano w okolicach obecnego skrzyżowania Alei Jana Pawła II z ulicą Kujawską, nad potokiem Niziny. Przez lata, folwark, a potem gmina, rozszerzyły się także na obecne ulice: Chorwacką, Karpacką, Serbską, Cmentarną, a nawet południowe okolice Alei Jana Pawła II, aż do ściany Puszczy Bydgoskiej. Słowem: spory teren, wchodzący obecnie w skład dwóch bydgoskich osiedli: Wzgórza Wolności i Glinek-Rupienicy. Tak, wiem, trochę to poplątane.

No ale skoro teren był duży, to i pewnie sporo było mieszkańców – przynajmniej według ówczesnej miary. I faktycznie, w połowie XIX wieku było to ok. 300 osób, zaś na przełomie XIX i XX wieku już około 2 tysięcy. Były i dzieci, co oznacza, że gmina potrzebowała budynku, na który miejscowi mogliby mówić…

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Szkoła w Rupienicy

Co ciekawe, szkoła, którą w 1831 roku założono w Rupienicy, była placówką prywatną. Uruchomił ją, w celach stricte zarobkowych, Wilhelm Reuter.  Biznes okazał się jednak klapą, placówka szybko upadła, a dzieci z okolicy zaczęły chadzać na sąsiednie Małe Bartodzieje (wówczas Klein Bartelsee). W końcu, konkretnie w 1856 roku, ktoś poszedł po rozum do głowy i postanowił, że przy dzisiejszej ulicy Karpackiej (przez Niemców zwanej przez dekady Glinkerstraße) wybudować należy pełnoprawną szkołę. Oczywiście, zgodnie z ówczesną modłą, ewangelicką.

Początkowo była to bardzo niewielka, jednoizbowa placówka, w której uczyły się tylko 73 dzieci. W 1875 roku postanowiono, że będzie to szkoła elementarna dla dzieci wszystkich wyznań. W ten sposób, liczba podopiecznych wzrosła do ok. 300, a proporcje dzieci katolickich i ewangelickich mniej więcej się wyrównały.

Cztery klasy, czterech nauczycieli, ok. 300 dzieci. Ale tylko jedno pomieszczenie lekcyjne! Aby nieco odciążyć prawdziwie „oblężoną” salę, część lekcji zaczęto organizować w prywatnych mieszkaniach na Rupienicy, choćby w domach: Rohra przy dzisiejszej ulicy Sokolej i Nickela przy obecnej ulicy Glinki. To jednak było raczej średnio wygodne i mocno prowizoryczne rozwiązanie. Potrzeba było bardziej zdecydowanych kroków!

W związku z tym, w 1878 roku, pierwotny budynek rozbudowano, dodając do niego skrzydła, a także piętro. Właśnie wtedy osiągnął on swoje obecne rozmiary. Inwestycja była w ogóle możliwa, bo pokrył ją w dużej części pruski rząd. Całość nadzorował zaś niemiecki inspektor budowlany Queisner,  W ten sposób powstały 4 izby lekcyjne, a także mieszkania dla trzech nauczycieli.

Co w pełni zrozumiałe, wzrósł też prestiż szkoły, a to zaowocowało… koniecznością kolejnego poszerzenia przestrzeni! W 1895 roku dobudowano więc piątą salę lekcyjną, a szóstą utworzono poprzez „podwędzenie” jednego z nauczycielskich mieszkań. Mało tego, szkoła miała też salę rezerwową, którą w razie potrzeby wynajmowano od właściciela pobliskiej gospody. W ten sposób, w 1912 roku, placówka mogła się pochwalić 10 klasami, 6 nauczycielami i 6 pomieszczeniami dydaktycznymi.

Szkoła Królowej Jadwigi

Aby jeszcze zwiększyć możliwości, w 1912 roku, na sąsiedniej działce, wybudowano nowy, bardzo podobny do pierwszego, budynek. W ten sposób, w przeddzień I wojny światowej, placówka dysponowała naprawdę solidnym, rzecz jasna jak na tamte czasy, zapleczem dydaktycznym.  

W nowej rzeczywistości, a więc po powrocie Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej, budynek (a raczej budynki, bo były już przecież dwa), dalej pełnił(y) funkcję oświatową. Umieszczono tutaj Szkołę Powszechną nr 15, która otrzymała patronat (uwaga, to ważne, w kontekście późniejszej historii obiektów!) Królowej Jadwigi. Jej działalność przerwała oczywiście II wojna światowa, która niestety odcisnęła swoje krwawe piętno także na szkole. Podobnie jak w przypadku wielu innych bydgoskich placówek, i jej nauczyciele, jako członkowie miejskiej inteligencji, zostali „wytypowani” do stracenia. W efekcie, wraz z dziesiątkami innych bydgoszczan, w Dolinie Śmierci rozstrzelany został wieloletni, zasłużony, dyrektor placówki, Antoni  Zawadzki.

Jako, że Królowa Jadwiga chyba źle się kojarzyła władzy socjalistycznej, na długie lata patronat placówki po prostu… zniknął. Pojawił się za to nowy numer: „21” i status szkoły podstawowej. Dopiero w 1988 roku szkoła odzyskała patrona, z tym że już nie monarchinię, a lekarza (choć oczywiście to nie była jego jedyna profesja)  – Janusza Korczaka.

Szkoła funkcjonowała całkiem dobrze i mimo, że mogliśmy mówić o obrzeżach miasta, i tutaj trafiali się wybitni wychowankowie. Mury placówki opuścili więc m.in.: Romuald Biniak długoletni proboszcz Parafii Świętych Polskich Braci Męczenników na Wyżynach (w latach 1976-2010) i opiekun tamtejszego sanktuarium Nowych Męczenników, a także Felicja Gwicińska, wicewojewoda bydgoska (w latach: 1986-1989) i przewodnicząca rady miasta w Bydgoszczy (w latach 1998-2006), jedna z inicjatorek budowy w pomnika Kazimierza Wielkiego. Rzecz można: z Rupienicy w wielki świat!

Zmiany, zmiany, zmiany

Czas mijał, a jak wiadomo, jego upływ najdobitniej widać na ościennych osiedlach miasta. Jak wspominałem w artykule, poświęconym Wzgórzu Wolności (który przeczytacie TUTAJ), w latach 70. XX wieku, teren ten poddano szybkiej i osiągającej olbrzymią skalę, ekspansji wielkopłytowej. Nagle, na dość słabo zaludnionym terenie, pojawy się tysiące nowych mieszkańców. Krajobraz zaś, zmienił się nie do poznania. Zamiast niskiej, zaczęła królować wysoka zabudowa.

Stare budynki szkolne, pamiętające przecież XIX i początek XX wieku, już absolutnie nie nadawały się do pełnienia swojej funkcji. Tuż obok, pod adresem Karpacka 30, wybudowano więc w 1982 roku nowoczesną szkołę i to właśnie tam przeniesiono większość zajęć lekcyjnych. Liczba uczniów sięgała wówczas już niemal 1,5 tysiąca, toteż decyzja ta nikogo nie dziwiła.

Wtedy właśnie, po dokładnie 126 latach, przestano wykorzystywać stary, ceglany gmach dawnej szkoły gminnej Rupienicy. W sąsiednim, młodszym budynku, nauczano jeszcze do 1996 roku, choć już coraz rzadziej. Tradycję kontynuowano za to przy ulicy Karpackiej 30, jednak tylko do 2005 roku, gdy Szkoła Podstawowa nr 21 uległa likwidacji. W gmachu, od 1999 roku działało jeszcze Gimnazjum nr 20, noszące od 2009 roku patronat Królowej Jadwigi, co miało być nawiązaniem do tradycji szkoły, uruchomionej w 1920 roku. Szacunek, za pomysł!

Niestety, patronat ten nie przetrwał nawet dekady. Jak wiemy, gimnazjów już w Polsce nie ma, a nowy (tzn. tylko z nazwy, bo przecież ma już ponad 40 lat) gmach szkoły, pusty stać przecież nie mógł. Przejęła go więc inna szkoła podstawowa, rodem ze Wzgórza Wolności, czyli nr 56. Funkcjonuje tutaj od 2017 roku, od momentu przenosin z ulicy Bośniackiej (tam obecnie mieści się International School of Bydgoszcz, czyli placówka, potocznie nazywana w mieście „Szkołą NATO”).

I to mógł być koniec pięknej i długiej historii obu leciwych budynków, stojących przy ulicy Karpackiej. Na szczęście, znalazły się instytucje, które „podtrzymały” przy życiu gmachy. Młodszy, od 2005 roku do 2017 roku, wykorzystywany był przez Wyższą Szkołę Nauk o Zdrowiu, a obecnie znajduje się on w rękach Starostwa Powiatowego. Dokładnie w tym momencie, trwają prace przystosowujące budynek  do ulokowania w nim Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie oraz  filii poradni pedagogiczno-psychologicznej w Koronowie. Odhaczone – budynek uratowany!

Ale co z najstarszym budynkiem tego szkolnego kompleksu? Cóż, przez lata działało tutaj wiele instytucji i firm – w ostatniej dekadzie m.in.: Szkoła Języków Obcych „Inter Lingua”. Niestety ostatnich kilka lat całość stała kompletnie pusta, totalnie niszczejąc i zarastając. Kiedy już wydawało się, że budynek podzieli los wielu innych bydgoskich zabytków, czyli po prostu sam się zawali lub spłonie, nagle w 2021 roku wydarzył się mały cud. Dawna szkoła w Rupienicy została uratowana!

Znów pod patronatem Królowej

Właśnie wtedy, budynek pod swoje skrzydła wzięła Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy, która doprowadziła do porządku zarówno jej zewnętrzną „szatę”, jak i wnętrza. Uporządkowano także otoczenie – na zapleczu powstał plac zabaw dla dzieci, a także parking oraz elementy małej architektury i trochę zieleni. Od frontu wymieniono stare, średnio estetyczne ogrodzenie.

A co się dzieje w środku? Całkiem sporo, bowiem znajdziecie tutaj Żłobek Akademicki, Centrum Aktywności Społecznej wraz z Laboratorium Pokoleń (seniorzy mogą brać udział w całodziennych zajęciach, w ramach Dziennego Domu Pobytu), a także Akademickie Centrum Przemysłów Kreatywnych Kultury, Sztuki i Ochrony Zabytków. Słowem: budynek naprawdę żyje!

Oczywiście odbywają się tutaj także zajęcia dla studentów – głównie te w ramach kierunków zrzeszonych w Katedrze Przemysłów Kreatywnych, a więc w obszarach: Nowe media i audiowizualia, fotografia, grafika i projektowanie 3D oraz design. Prawda, że dobre miejsce do pracy twórczej?

Prosiłem wcześniej, abyście zapamiętali, że szkole powszechnej, działającej od 1920 roku właśnie w tym budynku, patronowała Królowa Jadwiga. Historia, w pewnym sensie zatoczyła więc koło, bowiem patronką Wyższej Szkoły Gospodarki jest właśnie ona, święta Jadwiga! Historia spięta klamrą!

Wyżej, w sposób w pełni umyślny, nie wspomniałem o jednej, jakże ważnej instytucji, która znajduje się w gmachu przy ulicy Karpackiej 52. Pamiętacie Akademicką Przestrzeń Kulturalną (APK) przy ulicy Królowej Jadwigi, na terenie głównego kampusu Wyższej Szkoły Gospodarki? Dziś w miejscu tym, między Brdą a ulicą, stoją już wysokie, nowe bloki, a dawny budynek niestety rozebrano. Działającą tam placówkę muzealną przeniesiono jednak właśnie na Wzgórze Wolności!  

Tak jest drodzy Państwo, tutaj działa od 2021 roku, znajdujące się na szlaku Wody, Przemysłu i Rzemiosła TeH2O, Muzeum Fotografii!

Foton dał impuls

A Muzeum Fotografii to instytucja, łącząca kilka miejskich wątków, a także – jak widać – obiekty zarządzane przez Wyższą Szkołę Gospodarki. Dziś znajduje się przy ulicy Karpackiej, ale przez lata z powodzeniem funkcjonowało we wspomnianej Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej.

Nie bez powodu, wszak pod adresem Garbary 3, w 1925 roku, polski przedsiębiorca Marian Dziatkiewicz, założył legendarną i, jak się okazało, długowieczną, Fabrykę Płyt Fotograficznych. W Bydgoszczy znano ją początkowo pod nazwą ALFA, w czasie okupacja była to już OPTA, a po II wojnie światowej, przez kilka lat fabryka należała do przedsiębiorstwa Film Polski.  Większość współczesnych mieszkańców miasta kojarzy jednak nazwę Bydgoskie Zakłady Fotochemiczne „FOTON”.

I tak, wiem, dla współczesnych „FOTON” to tylko ulica Piękna (gdzie zachował się zresztą jeszcze stary, firmowy szyld), ale tam przedsiębiorstwo trafiło dopiero w latach 70. XX wieku, kiedy zajmowało się już głównie produkcją materiałów światłoczułych na podłożu papierowym. Niestety, firma upadło krótko po swoich 90 urodzinach, w 2007 roku, wcześniej przez kilka lat będąc już w stanie likwidacji. Co ciekawe, w latach 90. XX wieku, przedsiębiorstwo kupił nawet… czeski koncern z Hradec Králové. Niestety, nasi południowi sąsiedzi nie poradzili sobie z kryzysem.

Fotonowskie środowisko wciąż było jednak mocne i bardzo chciało zachować swoje dziedzictwo. Z inicjatywy Ryszard Chodyny, a także grupy byłych „Fotonowców”, w 2004 roku (kiedy firma stała już „nad przepaścią”) uruchomiono więc muzeum. Początkowo właśnie w dawnych budynkach „FOTON’u” przy ulicy Garbary. Potem, przez lata działało przy Królowej Jadwigi (w APK), a dziś jest już przy Karpackiej.

Swoją drogą na ścianie budynku pierwszej siedziby, a więc i fabryki, pod adresem Garbary 3, znajduje się pamiątkowa tablica poświęcona „FOTON’owi”. Dziś to budynek dydaktyczny WSG.

Muzeum można oczywiście zwiedzać, po uprzednim zapowiedzeniu takiej wizyty.  Jeżeli jesteście miłośnikami fotografii, zaręczam, że warto! Kolekcja przechowywanych tutaj aparatów liczy ponad 400 sztuk, a wśród nich są m.in.: Druh, Zorka, START, Perfecta, Lubitel, Ami, Praktica, Welta, Retina, Minolta, Fujifilm, Kodak, Zenit czy Polaroid. Są też oczywiście fotografie wybitnych twórców (choćby Jerzy Riegel czy Jerzego Wardaka) oraz historyczne zdjęcia bydgoszczan, ofiarowane placówce.

Ponadto dostrzeżecie tutaj mnóstwo sprzętu, dziś już zapewne przez fotografów niewykorzystywanego. Są więc lampy, powiększalniki, maszyny do kopiowania czy wielgachny, studyjny aparat stojący na drewnianym statywie. Część pamiątek pochodzi ze zbiorów Edwarda Cyrklaffa, fotografa amatora i inżyniera (zaprojektował m.in. innowacyjny powiększalnik), pracownika Zakładów Wytwórczych Sprzętu Instalacyjnego (znanych potem jako „Eltra”).  

To, że jedna z muzealnych sal jest niemal w całości poświęcona FOTON’owi oraz jego poprzednikom, pisać chyba nie muszę. W ciekawy sposób opisano tutaj historię firmy, a także wyeksponowano pamiątki po niej. Są więc produkty, które „zeszły z taśmy”  bydgoskich zakładów, choćby: wysokoczułe płyty panchromatyczne, mikrofilmy pozytywowe, błony i papier fotograficzny. Wszystko w naprawdę stylowych opakowaniach (kiedyś to jednak potrafili zaprojektować coś w sposób nieszablonowy!) i z wyraźnie dostrzegalnym (i wyczuwalnym) duchem „tamtych lat”.

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow

Historia? To widać i czuć!

To, że budynki, stojące pod adresami: Karpacka 52 i 54 są historyczne, dostrzec można gołym okiem – głownie zaś z zewnątrz. Obiekty nie są bliźniacze, choć kształt młodszego, ewidentnie inspirowany był sąsiadem. Starszy jest ceglany i posiada czterospadowy dach. Młodszy, ow całości tynkowany, wyróżnia się posiadaniem dwóch sporych ryzalitów (widać je od frontu, czyli ulicy Karpackiej) i również ma czterospadowy dach. Styl obu opisać można jako historyzujący.

Pamiętajmy, że najstarszy element całego tego, edukacyjnego kompleksu to korpus budynku ceglanego. Mowa o parterowej, centralnej części gmachu. To właśnie od tego zaczęła się historia szkoły w Rupienicy, jeszcze w połowie XIX wieku. W późniejszych dekadach obiekt rozbudowano o wyższe kondygnacje i skrzydła. Dziś to całkiem, a można nawet rzec, że zaskakująco, duży (jeśli przyjrzycie się budynkowi od zaplecza lub z boku, z pewnością to  dostrzeżecie) budynek.

Wiek konstrukcji, mimo że i tak jest już godny podziwu (starszy obiekt liczy sobie 175 lat, młodszy 110 lat), może być postrzegany nawet jako bardziej zaawansowany, niż w rzeczywistości. Wszystko za sprawą socjalistycznych, wielkopłytowych wieżowców w ich najbliższym sąsiedztwie. Zawsze twierdziłem, że w tych okolicach (ulica Karpacka i budynki szkolne, a także sąsiednia ulica Ujejskiego z dawnym budynkiem zakładu szklarskiego) występują  jedne z największych kontrastów widokowych w naszym mieście. Doprawdy, dziwaczne zestawienie!

Zanim wejdziemy do ceglanego budynku, warto rzucić okiem na znajdujący się na jego zapleczu mural. W zasadzie to cały cykl murali, powstałych na otaczających parking murze, w ramach projektu „Łapanie cieni”. Co istotne, w powstawaniu murali udział brały także dzieci.  Mało tego, kolejne murale znajdują się na zewnętrznej stronie ogrodzenia, a więc już od strony wieżowców. Te leciwe malowidła zostały odświeżone przy współpracy Muzeum z mieszkańcami. I to się nazywa praca zespołowa!

W środku oczywiście jest już zdecydowanie bardziej nowocześnie. Nie powinno to oczywiście dziwić – całość musiała zostać przystosowana do potrzeb znajdujących się tutaj instytucji. Gdzieniegdzie widać jeszcze charakterystyczne, łukowate sklepienia, ale w zasadzie to tyle. Rzecz jasna, układ pomieszczeń pozostał nienaruszony – wszak nad całością prac czuwał konserwator zabytków.

Nowe przestrzenie nie oznaczają jednak, że nie znajdziecie tutaj ciekawych miejsc. Poza biurami i wspomnianym Muzeum Fotografii są sale dydaktyczne, a także ciemnia fotograficzna (tutaj odbywają się warsztaty fotograficzne, których uczestnicy samodzielnie wywołać mogą zrobione przez siebie zdjęcie).

W razie potrzeby, w budynku zorganizować można spotkanie, projekcję filmu lub małą wystawę. Temu służy mini-aula, znajdująca się na pierwszym piętrze. Jeszcze wyżej mamy małą pracownię komputerową i nieco większą pracownię artystyczną. Tutaj aż roi się od sztalug i płócien.

Co ważne, nawet tutejsze korytarze mają fotograficzny klimat. Na nich znajdują się liczne zdjęcia, dokumentujące rejsy morskie Zbigniewa Urbanyiego – podróżnika, żeglarza, dziennikarza i działacza społecznego. Część z nich dotyczy wypraw na daleką północ, w tym na piękną Islandię. Swoją drogą, powinniście wiedzieć, że to właśnie Urbanyi był inicjatorem odbywających się od 1992 roku zawodów „Wielka Wioślarska o Puchar Brdy”. Jego imię nosi także nabrzeże Brdy ma odcinku od mostu Bernardyńskiego do Mostu Staromiejskiego im. Jerzego Sulimy-Kamińskiego

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Historia Rupienicy do odkrycia!

Historia i współczesność opisanych obiektów szkolnych, to tylko mały skrawek niezwykle ciekawej historii Rupienicy. Dziś ulica Karpacka to co prawda Wzgórze Wolności, ale jednak, teren ten, nierozerwalnie łączy się z dziejami tego podmiejskiego folwarku.

Obecnie spadkobiercą jego dziedzictwa jest osiedle Glinki-Rupienica. Ta, z pozoru nieistotna w kontekście niniejszego materiału informacja, nie pojawiła się tutaj jednak bez powodu! Mam bowiem wielką przyjemność ogłosić, że po raz kolejny zostaliśmy docenieni przez Biuro Kultury Bydgoskiej, w ramach stypendium artystycznego Prezydenta Miasta Bydgoszczy! W związku z tym, w pierwszym kwartale 2024 roku, na blogu „Turystyka BEZ FILTRÓW”, pojawią się kolejne obszerne artykuły, dotyczące bydgoskich osiedli. Konkretnie zaś, będzie ich pięć!

Jakie to będą jednostki pomocnicze miasta, nie będę póki co zdradzał, poza wyjątkiem w postaci Glinek-Rupienicy właśnie! A skoro już ruszyliśmy temat, w ramach niniejszego materiału, ogłaszam wszem i wobec, że to ten artykuł pojawi się jako pierwszy, pewnie już na początku lutego przyszłego roku!

A zatem, przechadzając się ulicą Karpacką, spójrzcie na dawne budynki szkoły gminnej i zadumajcie się nad historią dawnego folwarku i miejscowości Rupienica. Wkrótce bowiem zagłębimy się w ten temat jeszcze mocniej!

Dzięki za obecność! Projekt „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” w 2023 roku wciąż trwa!

Piotr Weckwerth

Zdjęcia: Inna Yaremchuk

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X