Wiele mamy w naszym – kujawsko-pomorskim – województwie zamków. Gdyby jendak zapytać o nie przypadkowych mieszkańców, większość wskazałaby pewnie te toruńskie – krzyżacki i Dybów, może ten w Świeciu. A przecież znajdziemu tutaj także inne, interesujące konstrukcje, pełniące dawniej funkcje warowni. Niestety, w większości są to obiekty zrujnowane, w związku z czym, warto docenić ten, który prezentuje formę wręcz wyborną, przy okazji zachęcając do odwiedzin ciekawą historią i walorami estetycznymi. Właśnie taki jest Zamek Bierzgłowski, który „zwiedzimy” w ramach kolejnego odcinka cyklu „Powiat toruński przez dziurkę od klucza”.
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Dzień dobry Czytelniczko/Czytelniku!
Niniejszy artykuł jest częścią cyklu „Powiat toruński przez dziurkę od klucza”, dofinansowanego ze środków Starostwa Powiatowego w Toruniu. Poza nim, w najbliższych dniach i tygodniach, na blogu pojawią się jeszcze 2 tego typu teksty. Teksty, w ramach których odkrywamy historię i współczesność ważnych, obiektów, znajdujących się w graniach powiatu toruńskiego. Wybieramy budynki, które są niedostępne (całkowicie lub częściowo), lub które odwiedzić można, ale owiewa je pewna aura tajemniczości.
Pierwszy odcinek cyklu, w którym przedstawiliśmy Zamek w Złotorii, znajdziecie TUTAJ.
Podobny cykl, dotyczący bydgoskich obiektów, realizujemy od 2021 r. Dotychczas opisaliśmy w jego ramach niemal 30 obiektów i miejsc. Wszystkie teksty z serii „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” znajdziecie TUTAJ.
Miłej lektury!
Jestem w Bierzgłowie, nie ma zamku!
Pamiętam jak dziś, kiedy kilka lat temu, jeden z moich najbliższych kolegów, brał ślub właśnie na Zamku Bierzgłowskim. Na uroczystość spóźnił się jeden ze znajomych z czasów studenckich, który później twierdził, że został wprowadzony w błąd. Wydawało mu się bowiem, że powinien jechać do Bierzgłowa. „Pojechałem więc do Bierzgłowa, a zamku nie było!” – twierdził. Pan młody wytłumaczył mu jednak, że nazwa „Zamek Bierzgłowski”, wpisana na zaproszeniu, nie odnosi się wyłącznie do budynku, czyli właśnie do zamku, ale także do miejscowości.
No i miał rację, bowiem dawna twierdza, faktycznie znajduje się w miejscowości Zamek Bierzgłowski. Gwoli ścisłości, wieś wzięła swoją nazwę od Zamku, ale jednak, funkcjonuje jako osobna miejscowość. Niewielka, zamieszkiwana przez niecałe 500 osób i o typowo wiejskiej zabudowie, ale jednak! Jednocześnie podkreślić, że gdyby nie zamek, „cywilizacja” zapewne wokół by się nie rozwinęła.

Na zamek zaraz wrócimy, ale jeśli już ktoś – wzorem kolegi z wesela – zabłądzi do Bierzgłowa (położonego ok. 3 kilometrów dalej, w kierunku północnym), warto tam chwilę zostać. To – wzorem Zamku Bierzgłowskiego – mała miejscowość, ale znajdziecie tutaj przynajmniej kilka ciekawych, historycznych obiektów. Ot, choćby gotycki kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z przełomu XIII i XIV wieku! To jeden z najstarszych zachowanych kościół w naszym regionie, a o jego leciwości świadczą choćby fakt, iż do jego budowy wykorzystywano kamienie polne. Mimo wielu przebudów – w tym tej największej z 1882 r. – wciąż dostrzeżecie je w ścianach świątyni.
Poza tym, na parafialnym cmentarzu stoi drewniana dzwonnica z końca XVIII w., którą przeniesiono tutaj spod kościoła, ledwie 60 lat temu. A skoro przy drewnie jesteśmy, to przecież również w Bierzgłowie, znajduje się piękny wiatrak typu koźlak, z 1867 r. Ten rzadki element krajobrazu, został uratowany od upadku dzięki renowacji z 2011 r. Chwilę wcześniej wyglądał dość kiepsko (przy czym to „dość kiepsko” jest delikatnym określeniem).



źródło: https://www.zamekbierzglowski.pl/
A skąd w ogóle nazwa Bierzgłowo? Otóż, według legend, chrześcijańscy misjonarze chrzcili tutaj pogańskich Prusów (i nie chodzi tutaj bynajmniej o Prusaków). A że nieraz musieli to robić siłą, po prostu „brali głowy” i je chrzcili. Stąd miała się właśnie wykształcić nazwa: Bierz-głow-o. Proste – chyba nawet zbyt proste, ale zostawmy to!
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Spod ręki Krzyżaków
No dobra, ale kto zbudował zamek, będący bohaterem naszego dzisiejszego materiału? Otóż, jak nietrudno się domyślić, postawili go tutaj Krzyżacy. Wszak mówimy o historycznej Ziemi Chełmińskiej, terenie który rycerze spod znaku krzyża, zajęli w 1232 lub 1236 r. Historycy sprzecają się co do daty i co do tego, czy wznieśli pierwszą, drewnianą warownię, w miejscu wcześniejszego grodziska obronnego. Jeżeli tak, przypuszcza się, że swoją warownię mogli mieć tutaj Prusowie, którymi dowodził Pipin (nie, nie ten hobbit z „Władcy Pierścieni”).

W każdym razie, na miejsce to, Krzyżacy poczęli mówić Birgelow. Nazwa ta w kolejnych wiekach ewoluowała do Birgelau, która obowiązywała jeszcze w czasie zaborów i podczas okupacji. Krzyżacy najpewniej wznieśli na początku obwarowania drewniane, które z powierzchni ziemi zmieść miały plemiona pruskie i pomorskie (te drugie prowadzone przez słynnego księcia Świętopełka). Około 1260 r. postanowiono więc wybudować bardziej trwałą twierdzę, w typowo krzyżackim stylu.
Mało brakowało, a na nic by się to jednak zdało, bo nieukończoną warownie najechali ok. 1263 r. Litwini, którymi dowodził Trojden (Trojnat) Litewski, a więc książę znany z walecznego charakteru. Ostatecznie Krzyżacy zdołali utrzymać Birgelow, a wydarzenia te sprawiły, że zamek pierwszy raz znalazł się na kartach historii.

W 1270 r. władzę nad zamkiem objął komtur krzyżacki Arnold Kropf, w związku z czym twierdza zyskała na znaczeniu. Była to bowiem piąta najstarsza komturia w państwie zakonnym – przetrwała zresztą aż do 1415 r. Właśnie za czasłów Kropfa zaczęła się rozbudowa zamku, która pozwoliła na zatrzymanie zakusów kolejnych najeźdźców z północy: Jaćwingów pod wodzą Skomanda oraz Bartów, którym przewodził Diwan – podobno zabity przez samego komtura, w trakcie próby zdobycia bierzgłowskiej twierdzy.
Zamek systematycznie rozbudowywano, ale potem przyszedł oczywiście Grunwald i twierdzę zdobyli polscy oraz litewscy rycerze. Konstrukcja ucierpiała, ale nie została kompletnie zniszczona. W 1415 r. komturstwo uległo jednak likwidacj, a zamek został podzielony między: komturstwo w Toruniu i prokuratora krzyżackiego w Pieniu. Zaś w 1454 r. zamek opanował Związek Pruski. Wtedy zapadł wyrok: rozebrać twierdzę, wydany przez króla Kazimierza Jagiellończyka.
Na szczęście – z uwagi na dzisiejszą wartość zabytku – nie został wykonany, przynajmniej w pełni. Tym bardziej, że chwilę później, w 1466 r., w związku z II pokojem toruńskim, ostatecznie trafił w polskie ręce. Zaś w 1474 r. twiedza przechodzi pod władanie miasta Torunia. W ten sposób ostatecznie kończy się tutaj władza krzyżacka.

źródło: https://www.zamekbierzglowski.pl/
Późniejsze losy twierdzy
Kolejne dekady i wieki to dla zamku istny roller coaster. W latach 1570-1572 rządził tutaj osadzony siłą (!) starosta Jan Oleski z Ostrowitego, aby w rzeczonym 1572 r. utracić zamek na rzecz toruńskich mieszczan. W 1769 r. bili się tutaj konfederaci barscy z rosjanami, a od 1840 r. do 1903 r., twierdza pełniła funkcję prywatnej posiadłości. Ostatnie lata niemieckiego panowania nad tym terenem, to przynależność obiektu do skarbu państwa pruskiego.
Przy okazji, przez te wszystkie lata, zamek niszczał. Duże pożary odnotowano m.in. w latach: 1522, 1580, 1590 oraz 1782. Spore szkody spowodowały także wspomniane wyżej walki konfederatów. Niemniej, już wcześniej, w 1724 r. – według zachowanych źródeł – żadne z zamkowych pomiesczeń nie nadawało się do mieszkania, a całość była jedną wielką ruiną. Tutaj z pewnością istniało ryzyko, że niebawem nastąpi koniec pięknego obiektu.

Ale na szczęście nie nastąpił, a zamek wkrótce przejęli Polacy. Jeszcze chwilę wcześniej, bo w 1860 r. dokonano gruntownego remontu i przemodelowania układu zamku. Wszystko to według królewskiego, pruskiego budowniczego krajowego, Oliviera Pavelta. Po powrocie tych ziemi w granice Rzeczypospolitej, przez kilka lat nie działo się zbyt wiele, ale w 1929 r. kompleks wydzierżawił biskup chełmiński, Stanisław Okoniewski, a następnie, w imieniu diecezji, nabył go w 1933 r. Mocno wyremontowany obiekt, od 1936, aż do II wojny światowej, pełnił rolę domu księży emerytów oraz uzdrowisko. Był też dom rekolekcjny, który otwarto przy udziale takich person jak: prymas Augustyn Hlond, generałowie: Władysław Bortnowski i Wiktor Thommee, czy prezydent Torunia, Leon Raszej.
W latach 30. XX w. remont prowadzono pod okiem architekta Stanisława Cybichowskiego, którego wspierali malarze: Jankowski i Smogulecki oraz rzeźbiarz Durka. Warto wspomnieć o tym choćby z uwagi na fakt, że Cybichowski przyłożył rękę do budowy i remontu naprawdę wielu obiektów na terenie naszego województwa. Choć tworzył głównie w Poznaniu i okolicach, spod jego ręki wyszły choćby projekty bydgoskich świątyń: Matki Boskiej Nieustającej Pomocy na Szwederowie i św. Antoniego z Padwy na Czyżkówku. To on odpowiadał także za pierwszy po okresie zaborów remont świątyń: pw. św. Marcina i Mikołaja, kościoła klarysek i garnizonowego, a także za rozbudowę kościoła pw. św. Mikołaja, stojącego na płycie fordońskiego rynku.

Czas okupacji to oczywiście totalna zmiana, bo w Zamku Bierzgłowskim znalazł się ośrodek szkoleniowy NSDAP. A po wojnie kolejny zwrot o 180 stopni i uruchomienie tutaj Państwowego Domu Opieki, a następnie Państwowego Domu Opieki Społecznej. Powrót na łono kościoła katolickiego (konkretnie zaś obiekt przejęła Kuria Diecezjalna Toruńska), nastąpił w 1992 r. i wtedy właśnie z kopyta ruszył proces renowacji, a właściwie rekonstrukcji obiektu.
Na przedzamczu
Czytając wszystko powyższe, mogliście zapewne odnieść wrażenie, że wszystkie te zawirowania polityczne i społeczne, zmiany właścicieli i temu podobne, sprawiły, iż zamek wygląda już zupełnie inaczej niż pierwotnie. I owszem, zmiany, względem oryginału są spore, niemniej, tak czy siak możemy mówić – moim skromnym zdaniem – o jednej z najbardziej zadbanych średniowiecznych twierdz w naszym województwie. Małej, ale wciąż imponującej!

Pierwszym plusem jest piękne położenie, tuż na skraju stromego zbocza wiślanej pradoliny, które rozciąga się od strony południowej. Poza tym, wokół królują lasy (poza północą, gdzie poprowadzono ul. Jagiellońską, którą możecie dojechać do zamku), a dużą część kompleksu obronnego otacza dodatkowo… fosa! Ok, dzisiaj jest to już suchy rów, jednak kiedyś pełnił typowo obronną funkcję. Fosę zobaczyć można np. w południowo-wschodniej części kompleksu, gdzie nad jej dawnym biegiem przerzucono mostek, którym dojedziecie do parkowej części kompleksu.

Zamek składa się z dwóch głównych części: zamku głównego (górnego) i przedzamcza. To pierwsze tworzy rozległy dziedziniec, od zachodu i południa otoczony murami, a od północy i wschodu budynkami gospodarczymi. Funkcję gospodarczą, przedzamecz pełniło od początku, bo budynki tego typu rozciągały się niegdyś wzdłuż całego ciągu murów (który zresztą obejmował cały kompleks). Były więc tutaj: stajnie, stodoła, spichlerz, pomieszczenia dla służby oraz łaźnia.


Dziś te dawne zabudowania gospodarcze – z XIV w. przebudowane w XIX w. oraz kilka młodszych – pełnią zgoła inną funkcję. W jednym, niewielkim domku znajduje się tzw. domek młodzieżowy, dwa pozostałe to: sala koncertowa i sala konferencyjna, których nazwy mówią same za siebie. To właśnie w jednej z nich (koncertowej) uczestniczyłem swego czasu w weselu. Spoglądając na te obiekt od strony dziedzińca tak mocno tego nie widać, ale jeśli zerkniemy na nie od zaplecze, zdecydowanie rzuca się w oczy, że to najpewniej dawne stodoły lub stajnie.


Najbardziej imponującą konstrukcją na przedzamczu jest jednak wieża bramna. Ta wysunięta przed ciąg murów konstrukcja, to obiekt tylko częściowo oryginalny. Dolna jej część faktycznie pamięta średniowiecze, jednak góra – ta ozdobiona charakterystycznym neogotyckim szczytem – to efekt wspomnianej przebudowy z 1860 r. Dziś wieża liczy sobie 3 kondygnacje.

Między przedzamczem a zamkiem głównym, znajduje się tzw. międzymurze. Chodzi o przestrzeń między murem zewnętrznym, okalającym cały teren twierdzy, a także tym wewnętrznym, który chroni zamek główny. To całkiem spora przestrzeń, po której można dzisiaj bez problemu spacerować. Kiedyś, w tym miejscu znajdował się prawdopodobnie dansker, zwany także gdaniskiem, czyli po prostu toaleta (a raczej budynek ustępowy). Wiemy też, że w momencie, w którym zamek był największą ruiną, w XVIII w., właśnie w tej przestrzeni mieszkał zarządca obiektu.

Na zamku głównym
Najpiękniej i najciekawiej jest oczywiście na zamku głównym. Do niego wchodzimy przez niewielki, zdobiony portal (co to za zdobienie, piszę niżej), aby stanąć na zdecydowanie mniejszym niż ten na przedzamczu, ale jakże pięknym dziedzińcu! Bardziej niż na zamku, możemy się tutaj poczuć jak w… klasztorze! W zasadzie to chyba dobrze, bo wpisuje się w obecny zarząd nad obiektem. Sporo tutaj zieleni, czuć spokój, atmosferę wyciszenia i pewną magię. Przypomina mi to trochę dziedziniec klasztoru benedyktynów w Mogilnie, który jednak (mówię z ręką na sercu) jest najpiękniejszą tego typu miejscówką w naszym regionie.



Właśnie tutaj mieścił się dom konwentualny, w którym załoga zamku spała (w dormitorium), pożywiała się, modliła i obradowała. Tutaj też mieszkał komtur krzyżacki (w skrzydle południowym, podobnie jak dormitorium). Były i: refektarz (dzisiaj to sala rycerska), kuchnia, kapitularz (dziś kaplica), a także pomieszczenia dla chorych (wszystkie w skrzydle zachodnim).



Obecne te dwa skrzydła: południowe i zachodnie nie mają oczywiście oryginalnego charakteru. Są efektem przebudów i remontów. Niemniej, w murach dostrzec można jeszcze oryginalne kamienie polowe, a także pozostałości po krużgankach. W niektórych piwnicach zachowały się zaś gotyckie sklepienia.
Dziś skrzydło południowe to po prostu hotel – znajdują się tutaj pokoje, toteż wszystko co zobaczycie wewnątrz jest przestrzenią o kompletnie zmienionym podziale. Poza tym, w kompleksie umieszczono także pomieszczenia biurowe, kuchnię, magazyny itp. Jest i kaplica, o której niżej.


Portal i kaplica
W zachodnim skrzydle zamku, znajduje się niezwykle klimatyczna kaplica. Poszukiwacze historii najdawniejszych, mogliby w tym momencie zakrzynąć z radości, że znaleźli najstarszą część zamku. Ale niestety, muszę rozczarować. To pomieszczenie nie pełniło takiej funkcji od początku. Pierwotnie mieścił się tutaj bowiem kapitularz, a więc miejsce spotkań – takie, w którym spotykała się zwykle kapitała (stąd nazwa) zakonu, aby omówić bieżące sprawy.


Oryginalna kaplica już nie istnieje. Ba – nie istnieje już nawet budynek, w którym się znajdowała. Ten znajdował się w ciągu murów zamku górnego, stanowiąc ich północną część – między skrzydłem zachodnim i bramą prowadzącą na dziedziniec. Wszystko przez decyzje królewskiego, pruskiego budowniczego krajowego, wspomnianego już Oliviera Pavelta. Ten, w 1860 r., opracował koncepcje remontu i dość znacznej przebudowy kompleksu zamkowego, która objęła także rozbiórkę kaplicy.



Obecna, funkcjonuje w danym miejscu od 1911 r., więc i tak dość długo. Znajdziecie tutaj naprawdę przyjemny sakralno-zamkowy klimat. Są tutaj zrekonstruowane w rzeczonym 1911 r. sklepienia krzyżowo-żebrowe i oryginalne gotyckie okna. Rozglądając się wokół dostrzeżecie także: organy, ciekawe malowidła – szczególnie na sklepieniu i bocznych ścianach wnęk okiennych – a do tego stylowe ławy boczne i wiszące na ścianach stacje drogi krzyżowej.



Główny ołtarz powstał w 20-leciu międzywojennym. To oddane do użytku w 1936 r., dzieło Wojciech Durka. Króluje w nim Matka Boska z Dzieciątkiem, a poniżej niej znajduje się tabernakulum, otoczone postaciami, będącymi alegorią czterech stanów społecznych: duchowieństwa, rycerstwa, mieszczaństwa i chłopstwa. Są i święci: Stanisław, Jerzy (oczywiście tradycyjnie walczący ze smokiem) oraz Wojciech.



Bezsprzecznie najcenniejszą pamiątką zmos czasów minionych, którą dostrzeżecie na terenie zamku, jest tympanon. Mowa o detalu powstałym w okresie 1270-1300, najstarszym zachowany na terenie dawnych Prus Królewskich. Co istotne, relief umieszczony w tympanonie, jest wykonana z terakoty – tym bardziej zaskakujące i cenne, że zachował się do dziś. A co przedstawia? No więc tutaj nie ma już pewności.

Zasadniczo, mi wydaje się, że to postać jeźdźca na koniu, trzymającego miecz oparty o ramię. Po jego lewicy znajduje się rycerz z czymś w rodzaju lancy lub halabardy, a po prawicy postać która prawdopodobnie klęczy. Niektórzy twierdzą, że to scena wjazdu Chrystusa do Jerozolimy lub postać wielkiego mistrza krzyżackiego (podobno na tarczy, którą rzekomo dzierży jeździec, widnieje znak wielkiego mistrza: krzyż z czarnym orłem) w towarzystwie rycerzy. Cóż, prawdziwego przesłania zamieszczonego na tympanonie pewnie nigdy nie poznamy. Wokół jest też napis, którego także nie dało się nigdy odcyfrować – istieje teoria, że litery zostały między sobą poprzestawiane.
Sprawdź nasz kanał na YouTube!
Adolf Szelążek – z Łucka na Zamek Bierzgłowski
Dużym przeoczeniem, byłoby pominięcie ważnej postaci, która w ostatnich latach swojego życia, związała swój los z Zamkiem Bierzgłowskim. O kim mowa? Odpowiedź znajdziecie na zachodniej ścianie zamku głównego, tuż obok wejścia na klatkę schodową, prowadzącą do zamkowej kaplicy. Podchodząc do tablicy odczytacie: „W tym domu, daleko od swojej katedry, dnia 9 lutego 1950 roku, zmarł ksiądz biskup doktor Adolf Piotr Szelążek (1865-1950)”.

Adolf Szelążek, to duchowny, który zrobił naprawdę błyskotliwą karierę. Zaczynał w Płocku, gdzie odebrał święcenia w 1888 r., aby w 1918 r. zostać biskupem pomocniczym diecezji płockiej. Jego biografia wygląda jednak najciekawiej po 1925 r., kiedy to został mianowany biskupem diecezji łuckiej – wówczas w województwie wołyńskim, dzisiaj na terenie Ukrainy. Rzecz szczególnie ciekawa dla miłośników Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, takich jak ja.

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Chwile potem, Szelążek został mianowany radcą, czyli konsultorem Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. Przed II wojną światową, ksiądz zdążył się jeszcze wpisać do historii kościoła rzymskokatolickiego, założeniem żeńskiego zakonu, nazwanego Zgromadzenie Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Siostry zwane bywają także Terezjankami.
Po opuszczeniu Łucka przez Niemców, biskup, jak gdyby nigdy nic, wrócił natychmiast do pracy. Mianował duchownych do świątyń, znajdujących się m.in. w Żytomierzu, zaczął odprawiać msze. Ale ruszyła i bezlitosna rosyjska maszyna. Biskup, wraz z wieloma innymi duchownymi, działającymi w starych graniach Polski, a nowych ZSRR, został aresztowany przez NKWD. Oskarżono ich o – uwaga! – szpiegostwo na rzecz Watykanu. Trafił nawet do więzienia w Kijowie, a rosjanie żądali dla niego kary śmierci!

Ostatecznie, leciwy już duchowny nie został pozbawiony życia, a deportowany. W ten sposób, w 1946 r., trafił właśnie do Zamku Bierzgłowskiego, gdzie przeżył kolejne 4 lata. Kiedy zmarł, w lutym 1950 r., pochowano go z honorami w krypcie kościoła pw. św. Jakuba w Toruniu. Pogrzeb prowadził prymas Polski Stefan Wyszyński. Sarkofag z doczesnymi szczątkami biskupa diecezji łuckiej, znajdziecie w jednej z bocznych naw tej toruńskiej świątyni.
Kiedyś twierdza, dziś Diecezjalne Centrum Kultury
Dziś, w obrębie dawnego zamku działa instytucja, pod nazwą Diecezjalne Centrum Kultury. Ta, jak sama nazwa wskazuje, znajduje się pod kuratelą kościoła. Placówką zarządza Fundacja Dziedzictwa Kulturowego „Nostra Cultura”, której prezesem jest ks. Marek Borzyszkowski.

A co się „dzieje” na Zamku? Otóż, całkiem sporo! W związku z tym, że obiekt, jako się rzekło, należy do kościoła, odbywają się tutaj różnego rodzaju rekolekcje, jednakże tak naprawdę z tutejszych przestrzeni może skorzystać każdy. Zarówno na górnym jak i na dolnym zamku znajdują się bowiem miejsca noclegowe! Bardziej hotelowy charakter ma ta pierwsza przestrzeń, gdzie znajduje się 59 miejsc noclegowych, w pokojach: 1, 2, 3 i 6 osobowych z łazienkami. Przedzamcze to już pokoje wieloosobowe, z ogólną liczbą 51 miejsc noclegowych.
A skoro są miejca noclegowe, można oczywiście organizować wydarzenia. Tutaj już pełen przekrój: chrzciny, komunie, wesela, stypy, urodziny czy innego rodzaju biesiady, a także konferencje czy szkolenia. Jest ku temu przestrzeń, o czym wspomniałem już wyżej. A przecież w okresie letnim korzystać można także z potężnego terenu, gdzie istnieje możliwość rozpalenia ogniska. Swoją drogą, goście ośrodka, mogą przez całą dobę korzystać z zamkowej kaplicy.

Na miejscu jest i kuchnia, toteż korzystać można z regularnych posiłków czy – w przypadku uczestników wydarzeń – z pełnego zaplecza gastronomicznego.
Tutaj kończymy wizytę na Zamku Bierzgłowskim, w miejscowości Zamek Bierzgłowski. Mam nadzieję, że się Wam podobało. Po wirtualnym pobycie, zachęcam Was oczywiście, do takiego, w świecie rzeczywistym. Na pewno będziecie zadowoleni!

Piotr Weckwerth

Projekt „Powiat toruński przez dziurkę od klucza” realizowany przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką” jest współfinansowany ze środków Powiatu Toruńskiego.