\n\n

ZAMEK W ZŁOTORII – POWIAT TORUŃSKI PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA

Złotoria – pierwsza miejscowość, do której traficie po przekroczeniu południowo-wschodniej granicy Torunia i zarazem ostatnia, którą zobaczycie na ziemi dobrzyńskiej i przy okazji w powiecie toruńskim, kierując się na północny-zachód, do Torunia. Dziś pełni funkcję „sypialni miasta”, jednak warto pamiętać, że to miejscowość z naprawdę długą historią. A najbardziej namacalne ślady tej historii znajdziemy u styku dwóch rzek: Wisły i Drwęcy. Właśnie tam skrywają się ruiny średniowiecznej warowni. Ruiny zamku w Złotorii!

Dzień dobry Czytelniczko/Czytelniku!

Niniejszy artykuł jest częścią cyklu „Powiat toruński przez dziurkę od klucza”, dofinansowanego ze środków Powiatu Toruńskiego. Poza nim, w najbliższych dniach i tygodniach, na blogu pojawią się jeszcze 3 tego typu teksty. Teksty, w ramach których odkrywamy historię i współczesność ważnych, obiektów, znajdujących się w graniach powiatu toruńskiego. Wybieramy budynki, które są niedostępne (całkowicie lub częściowo), lub które odwiedzić można, ale owiewa je pewna aura tajemniczości.

Podobny cykl, dotyczący bydgoskich obiektów, realizujemy od 2021 r. Dotychczas opisaliśmy w jego ramach niemal 30 obiektów i miejsc. Wszystkie teksty z serii „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” znajdziecie TUTAJ.

Miłej lektury!

Senna Złotoria, historyczna Złotoria!

Złotoria to obecnie naprawdę niewielka miejscowość, typowa „sypialnia” dla sąsiedniego, dużego miasta, w typ przypadku Torunia. Ok, może nie taka znowu typowa, bo poza wieloma nowymi domami, szczególnie w zachodniej części miejscowości znaleźć można fragmenty przedwojennej zabudowy, w postaci leciwych, drewnianych chat. Jest też neogotycki, powstały w 1906 roku, neogotycki kościół pw. Świętego Wojciecha.

Centrum Złotorii z kościołem św. Wojciecha

Tak czy siak, miejscowość jest niewielka – obecnie mieszka tutaj nieco ponad 2 tys. osób. No i ewidentnie jest to „strefa oddziaływania” Torunia. Niektórzy wróżą nawet, że kiedyś, sąsiad wchłonie tę spokojną miejscowość. Póki co jednak, wyraźną granicą są tutaj: Drwęca, za którą znajduje się osiedle Kaszczorek, oraz Wisła. Ta druga granica może zaskakiwać, ale faktycznie, Toruń rozciąga się także naprzeciwko Złotorii, gdzie znajdziecie osiedle Czerniewice.

Drewniana tablica, na której ukazano najważniejsze wydarzenia z historii miejscowości

Przy tym wszystkim, umknąć może, że Złotoria to naprawdę historyczna miejscowość. Pierwszy raz pojawia się na kartach historii 1242 r., kiedy to była własnością biskupów włocławskich. Wiemy też, że w 1262 r. otrzymała lokacje na prawie niemieckim. I tak to się kręciło, bez większych wzlotów, ale i bez upadków. Swoją drogą, najważniejsze wydarzenia w historii Złotorii, przedstawiono na drewnianych tablicach, znajdujących się naprzeciwko kościoła pw. św. Wojciecha. W pobliżu, przy ul. Toruńskiej, znajduje się także mural, nawiązujący do historii regionu, a konkretnie przedstawiający podpisanie I pokoju toruńskiego. To istotne, w kontekście wydarzeń, przedstawionych w dalszej części artykułu!

Są i murale!

W końcu jednak nadszedł moment przełomowy. Polskie władze nie mogły bowiem nie dostrzec strategicznego położenia wsi. Z jednej strony Wisła, z drugiej Dwręca. Był to więc najdalej na zachód położony przyczółek ziemi dobrzyńskiej. To może mówić niewiele, ale jeżeli powiemy, że tuż za Drwęcą znajdowała (znajduje się!) ziemia chełmińska, którą władali Krzyżacy, daje do myślenia. Grzechem byłoby więc nie wykorzystać takiego miejsca w celach obronnych!

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Kazimierz, Kaźko i Władysław  

Nie w ciemię bity władca, a przy okazji człowiek, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, nie mógł postąpić inaczej. Musiał wybudować, czy też raczej zlecić wybudowanie, zamku. Tak jest, mowa o Kazimierzu III Wielkim, który dostrzegł strategiczne położenie Złotorii i wydał rozkaz wzniesienia warowni, dokładnie w widełkach rzek: Drwęcy i Wisły. Dalej na zachód i bliżej wroga, tj. Krzyżaków, dosłownie już się nie dało!

Ruiny zamku, widoczne z drogi wiodącej do miejscowości

Zamek wzniesiono podobno w miejscu, w którym wcześniej, od wczesnego średniowiecza, znadował się obronny, drewniany, gród książąt mazowieckich. Zamek został oddany do użytku ok. 1343 r., oczywiście znajdując się pod jurydsykcją króla Kazimierza Wielkiego. Jednakże, po jego śmierci w 1370 r., przeszedł w ręce wnuka naszego wielkiego władcy (po kądzieli, bo był to syn Elżbiety Kazimierzówny, córki Kazimierza), czyli Kaźka Słupskiego.

Pieczęć Kaźka Słupskiego

No i właśnie z Kaźkiem i zamkiem w Złotorii, wiąże się historia tragiczna. W 1373 r. obiekt zajał bowiem jego rywal, czyli gniewkowski książę Władysław Biały, który uprzednio uwięził burgrabiego zamku, Mikołaja Romlika. Rywal, bo obaj (tj. Kaźko i Władysław) wierzyli, że zostaną w przyszłości królami. Co ciekawe, Biały wkrótce… zwrócił zamek Kaźkowi Słupskiemu, aby po chwili – w 1375 r. – rozmyślić się i ponownie go zająć. Wykorzystywał potem twierdzę do najazdów na Kujawy, co w pewnym momencie przelało czarę goryczy króla Ludwika Węgierskiego. W 1376 r. wojska królewskie obleżyły zamek i wydawało się, że wszystko wróci do normy.

Niestety, własnie wtedy, ranny został Kaźko Słupski. Człowiek, w którym wielu upatrywało następcy Kazimierza Wielkiego, co prawda przeżył bitwę, ale uraz odnisiony w boju pod Złotorią, okazał się na tyle poważny, że niedoszły król, zmarł w wyniku powikłań na początku 1377 r. na zamku w Bydgoszczy. Zmarł – dodajmy – bezpotomnie. Również na początku 1377 r. Władysław Biały poddał zamek wojskom królewski i… wyszedł z tej sytuacji suchą stopą. Żył później jeszcze ponad dekadę, w całkiem niezłych zresztą warunkach.

Władysław Biały przedstawiony przez Jana Matejkę

A co z zamkiem? Otóż, przypadł w udziale Władysławowi Opolczykowi, który zresztą otrzymał całą ziemię dobrzyńską i spory fragment Kujaw. Ten jednak, na początku lat 90. XIV w., oddał twierdzę… Krzyżakom! Tak jest, stało się to w 1391 r., a w zamian otrzymał ponoć 50 tys. florenów. I dopiero ugoda z Raciążka na początku XV w., którą zawarł Władysław Jagiełło, sprawiła, że zamek powrócił w polskie ręce. Jak widać, pieniądz i polityka to nie wymysł czasów współczesnych.

Widok na miejscowość od strony zamku

Nie na długo jednak, bo już 5 lat później, wojska Ulricha von Jungingena, oblegały zamek przez ponad tydzień! Kiedy wreszcie udało im się skruszyć polską obronę, do nogi wycięli załogę, a potem zburzyli monumentalny obiekt. Podobno, w decydującej fazie demolki i rzezi, wielki mistrz zakonu nakazał rozstawić stoły i urządzić biesiadę. Zajadający się smakołykami Krzyżacy, przy akompaniamencie muzyków, „podziwiali” masakrę, dokonywaną na polskich obrońcach twierdzy. Tak zakończył się pierwszy etap – ten krótszy – historii obiektu.

Jak wyglądał?

No dobra, piszę o historii, ale żeby miało to jakikolwiek sens, żebyśmy wszyscy byli w stanie zrozumieć o czym mówimy, napisać należy w paru słowach, jak zamek w Złotorii wyglądał. W paru słowach, bo przecież – poza skromnymi relacjami, a także tym, co wyniknęło z badań archeologicznych – z naturalnych powodów, do dziś nie zachowały się żadne dowody na to, jak w istocie wyglądał.

Dziś zostało z niego niewiele, ale jak wyglądał kiedyś?

Wiemy już, że po jego zachodniej stronie płynęła Drwęca, a na południu Wisła. Pytanie jednak, w jaki sposób twierdza miała się bronić od północy? Otóż, zadbano o to, aby i tutaj znalazła się woda! Tak jest, gdyż obie rzeki zostały połączone, przekopaną fosą, która sprawiła, że zamek znalazł się de facto na wyspie! Dziś po tej dawnej konstrukcji nie ma prawie śladu – przypomina o niej jedynie niewielkie obniżenie terenu, tuż za murami konstrukcji.

Tak, według F. Kanclerza, mógł wygladać zamek w Złotorii w XIV w.

A sam zamek? Otóż, gdyby umiejscowiść go we współczesnym ukształtowaniu terenu, należy stwierdzić, że południowa część, sięgała aż do obecnego brzegu Wisły. Toteż – skoro ten przesunął się przez wieki nieco na północ, nic dziwnego, iż mury spłynęły wraz z nurtem.

Niemniej, konstrukcja miała kształt prostokąta, o wymiarach ok. 37 na 55 metrów. Całość zajmowała zaś ponad 2 tys. meterów kw. i była otoczona murami o grubości ok. 2 metrów. Mury były ceglane, wiązane zaprawą wapienną, ustyuowane na fundamentach z kamieni narzutowych. Wewnątrz murów mieścił się zapewne budynek mieszkalny – prawodpodobnie było to zachodnie skrzydło. Zapewne zbudowany był on z drewna i miał kilka pięter. Poza tym, w obrębie murów znajdować musiały się budynki gospodarcze.  Zamek miał rzecz jasna charakter gotycki, a jako budulca użyto tutaj palonej cegły.

Zamek postawiono na solidnych kamieniach narzutowych

To jednak nie wszystko, bo od strony południowej, tj. od strony Wisły, wzniesiono wieżę! Ta, miała kształt czworoboku i liczyła minimum 4 kondygnacje. Wieża wyposażona była w wrota, które ryglowane były wielką belką. Całość tej wysuniętej poza mury konstrukcji, była uzupełniona budynkiem bramnym, przez który wjeżdżało się na zamek. Jak się przypuszcza, ten bramny budynek został wybudowany dopiero  przez Krzyżaków w latach 1392-1404. Z kolei od strony pół­no­cnej konstrukcji, mieś­ci­ło się sporej wielkości podzam­cze.

 Zasadniczo, mimo iż nie była to wielka konstrukcja, spoglądając na grafiki, które wskazują na prawdopodobny wygląd obiektu, można się mocno zdziwić. Przez lata miejsce to mocno się zmieniło i dziś trudno sobie wyobrazić taką budowlę w tym miejscu. Cóż, nic tak nie zmienia perspektywy jak upływ czasu.

Dziś króluje tutaj przyroda

Historii ciąg dalszy

Wracamy do historii warowni. Nastaje wielki triumf pod Grunwaldem, a po nim I pokój toruński z 1411 r. Na jego mocy ziemia dobrzyńska, a więc i warownia w Złotorii, wraca w ręce Polaków. Pardon – wracają ruiny – bo przecież już ustaliliśmy, że Krzyżacy roznieśli w pył dawny zamek.

Co ciekawe, już po wspomnianej demolce i masakrze, przed dawną warownią, w maju 1411 r., doszło do wiekopomnego wydarzenia. Właśnie tutaj, dokonano wymiany opieczętowanych dokumentów pokojowych, podpisanych przez: Władysława Jagiełłę, księcia Witolda i wielkiego mistrza krzyżackiego Ulricha von Plauena von Jungingen padł pod Grunwaldem).

Trudno uwierzyć, że te mury „pamiętają” tak ważne wydarzenia historyczne

Chwile potem, w 1420 r., cesarz Zgmunt Luksemburski, wydał wyrok, na podstawie którego Zakon miał wypłacić 25 tys. florenów, na rzecz odbudowy zamku. Krzyżacy dostali na to dwa lata. I tutaj pojawiają się rozbieżności, gdyż niektórzy historycy uważają, że zamek faktycznie odbudowano, przynajmniej w części. Inni z kolei twierdzą, iż nigdy do tego nie doszło. Którzy mają rację? Nie wiem, i chyba nie ma to znaczenia z dzisiejszej perspektywy, bo obiekt w końcu i tak obrucił się w ruinę.

Fakt, że zamek miał takie duże znaczenie, wynikał z położenia – na Wisłą i…

Granica z zakonem, funkcjonująca przez lata na Drwęcy przestała istnieć w 1466 r., na mocy II pokoju toruńskiego. To z kolei sprawiło że i istnienie warowni w tym miejscu, straciło na znaczeniu. A skoro tak, nie przykładano się już tak bardzo do jego stanu. Ba – podobno wiele tutejszych cegieł, posłużyło jako budulec wieży kościoła św. Janów, po dziś dzień wznoszącej się dumnie nad toruńskim Starym Miastem.

Czy potem, tj. w końcówce XV w. i w wiekach: XVI oraz XVII zamek funkcjonował, dziś nie wiemy. Istniało stanowisko burgrabi złotoriiskiego, a do tego zachowały się wzmianki (z 1628 r.), o tym, że szlachta podkreślała podczas któregoś z sejmików jego znaczenie militarne. W każdym razie, XVIII w. dokumenty, lustrujące ziemie dzisiejszej Złotorii i okolic, wzmiankują zamek już wyłącznie jako ruinę.

…Drwęcą

Zresztą ten stan pogarszał się w późniejszych latach, w związku z niszczycielsską siłą Wisły, dla której grube mury nie stanowiły problemu. Podobno największy ubytek – od strony południowo-wschodniej, nastąpił ok. 1890 r. Jeszcze wcześniej, dzieła zniszczenia dokonały wojska, walczące w ramach wojen napoleońskich – wówczas zamek został zbombardowany.

Ilustracja autorstwa Napoleona Ordy, przedstawiająca pozostałości zamku w połowie XIX w.

Zamek dziś

Nie oszukujmy się – dziś zamek to prawdziwa ruina. Malownicza, owszem, ale jednak ruina. Wysoki, ceglany mur, dostrzeżcie już z daleka – przy dobrej widoczności i braku liści na drzewach, nawet z drogi prowadzącej z Torunia do Złotorii, a już na pewno z kilkusetmetrowej ścieżki, wiodącej wzdłuż pól uprawnych nad Wisłę. Stąd wygląda jednak, że ten jeden ceglany „filar” to wszystko co zostało z twierdzy.

Pozostało niewiele, ale dobre i to!

I o wszem, jest to największa pozostała cześć obiektu. Wznosi się na kilka metrów w górę, a przy okazji widać tutaj gdzieniegdzie pozostałości otworów okiennych lub drzwiowych. Jak się okazuje, nie jest to fragment dawnego zamku właściwego, ale wspomnianej wyżej wieży! Cała pozostała konstrukcja ma ok. 9 na 11 metrów szerokości i, przechodząc przez niski otwór od strony zachodniej, można wejść na jej „dziedziniec”. Nie zobaczycie tam jednak niczego specjalnego – nie zachowały się jej poszczególne poziomy, a jedynie „szkielet” dawnej potęgi.

To co zostało, to fragment dawnej wieży

Poza tym są jednak dość liczne fragmenty murów obronnych zamku. Te znajdziemy, rozrzucone na naprawdę dużym terenie – nawet w bezpośrednim sąsiedztwie Wisły. Oczywiście, ich stan określić należy jako fatalny, ale jednak – wciąż tutaj są! Na podstawie odkrytych fundamentów, niewidocznych gołym okiem, określić można w przybliżeniu kształt dawnej konstrukcji.

Zasadniczo, jak na liczbę lat, która upłynęła od czasów świetności konstrukcji, całość i tak wygląda imponująco. To doprawdy dobre miejsce dla miłośników historii i wszystkich tych, którzy lubią podumać, pomyśleć, w pięknych okolicznościach przyrody i w cieniu historii (zresztą, potwierdzeniem tych słow kolejny podrozdział). Tym bardziej szkoda, że nie ma tutaj dosłownie żadnej (!) informacji o historii tego obiektu. Nie znajdziecie tablicy, kodu QR, czy choćby symbolicznego kamienia. Nic. W związku z tym, jeżeli ktoś zabłądzi w te strony, nie mając wiedzy historycznej i nie sprawdziwszy na szybko w internecie, czym ów obiekt jest, po prostu opuści to miejsce „z niczym”. Przykre to i wymagające szybkiej poprawy!

Zachowały się także fragmenty murów

W oczach artystów

Dziś otoczenie zamku robi wrażenie miejscówki iście romantycznej. Malownicza ruina, skrywająca niesamowitą historię i splatająca losy setek ludzi sprzed wieków, a do tego jej niezwykłe sąsiedztwo. Wszak z jednej strony rozciągają się rozległe, płaskie jak stół, pola uprawne, z drugiej Drwęca, a z trzeciej Wisła.

Spoglądając na otoczenie twierdzy…

I właśnie ten ostatni krajobraz jest najpiękniejszy. Wielka rzeka jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Spokojnie możecie dojść do samego zwierciadła wody, na jednej z kilku piaszczystych, dzikich plaż. A stamtąd już, rozciąga się widok na dobrych kilka kilometrów. I to w dwie strony. Na brzegach sporo jest zieleni, w nurcie zalegają głazy, są i piaszczyste łachy. Naprawdę niesamowicie!

…nietrudno zrozumieć, że to miejsce upodobali sobie artyści

Nic więc dziwnego, że miejsce to, inspirowało artystów. Ba, znalazło się nawet w wielkich „Krzyżakach” Henryka Sienkiewicza! To właśnie tutaj, według naszego wieszcza, żywot zakończyć miała matka Danusi i żona Juranda ze Spychowa. To miało się wydarzyć przy okazji ataku Krzyżaków na zamek i udanej próby uprowadzenia księ­cia Ja­nu­sza Ma­zo­wiec­kie­go. Wówczas, matka Danusi miała umrzeć ze strachu, zaś Jurand po tym wydarzeniu poprzysiągł Krzyżakom zemstę. Przy okazji, uczynił córkę pół-sierotą, bo ta znalazła się pod opieką księżnej Anny Danuty.  Co prawda, w księżcę, Złotoria nazywana jest Złotoryją, ale – analizując pewne dane – np. wzmiankę o Władysławie II Opolczyku – stwierdzić można, że jednak chodzi tutaj o podtoruńską miejscowość.  

Zamek w 20-leciu międzywojennym
źródło: Muzeum historii fotografii w Krakowie

To nie wszystko, bo oblężenie zamku (to w którym zginął Kaźko Słupski) opisał w swojej opowieści „Biały Książę” Józef Ignacy Kraszewski. Zresztą, tytułowym bohaterem 3-częściowej epopei, jest wspomniany już gniewkowski książę, Władysław Biały.   Poza tym, ruiny odwiedzili podobno: Fryderyk Chopin: w 1825 r. oraz Jan Matejko, w 1877 r. Nie ma się im co dziwić!

Sprawdź nasz kanał na YouTube!

Warto odwiedzić!

Coż można napisać podsumowując niniejszy materiał? Chyba tylko tyle, że zamek w Złotorii po prostu warto odwiedzić! Niby mówimy o ruinie, ale za to niezwykle klimatycznej i jakże ważne, w kontekście naszej historii! Dla wszystkich miłośników regionu, pozycja obowiązkowa!

Tymczasem, dzięki za przeczytanie artykułu! Na dniach kolejne tekst, prosto z terenu powiatu toruńskiego!

Projekt „Powiat toruński przez dziurkę od klucza” realizowany przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką” jest współfinansowany ze środków Powiatu Toruńskiego.



logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X