ZESPÓŁ SZKÓŁ MECHANICZNYCH NR 1 (cz. 1)- BYDGOSZCZ PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA

Budynek, który kiedyś przeglądał się w wodach Kanału Bydgoskiego, dziś stanowiący ozdobę okolic Ronda Grunwaldzkiego. Niezwykle monumentalny, ale ważny także z uwagi na to, że na przestrzeni lat mieścił szereg istotnych dla miasta, placówek edukacyjnych. Wszystko zaczęło się od kształcenia artystów, aby przez przemysł, dojść do mechaniki. I tak to trwa, już niemal 115 lat! Odkryjmy więc wspólnie sekrety tego budynku, w kolejnych odcinkach serii „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”. Zapraszamy do budynku Zespołu Szkół Mechanicznych nr 1!

Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.

W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.

Początek za Wilhelma I

Czy tego chcecie czy nie, czy będziecie to wypierali, odrzucali jako element „podłej, niemieckiej propagandy”, początków kształcenia, w zakresie przemysłu artystycznego (czym przemysł tego typu jest, piszę niżej) – a więc i idea, która w przyszłości wykiełkowała i powstaniem Zespołu Szkół Mechanicznych – poszukiwać należy w okresie zaborów.  Był bowiem 1872 r., kiedy Bydgoszcz, tj. Bromberg, odwiedził cesarz Niemiec i król Prus, Wilhelm I Hohenzollern. W trakcie wizyty, monarcha dostrzegł podobno pilną potrzebę kształcenia specjalistów, czego wyrazem był udział w uroczystości wmurowania aktu erekcyjnego pod planowaną szkołę przemysłu artystycznego. Wydawało się wówczas, że wszystko pójdzie z górki i miasto niebawem doczeka się potrzebnej placówki.

Na szkołę trzeba było trochę poczekać…
Źródło: NAC

Rzecz miała miejsce przy Schulestraße (ul. Szkolnej), czyli dzisiejszej ul. Konarskiego. A gmach, który planowano pod szkołę przemysłu artystycznego, swojej pierwotnie założonej funkcji nigdy nie uzyskał, niemniej powstał. Z uwagi na kwestie organizacyjno-finansowe umieszczono tutaj Wyższą Szkołę dla Dziewcząt (Höhere Mädchenschule), którą oddano do użytku 1884 r. Dziś obiekt ten możecie kojarzyć z siedzibą Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich.

No dobra, ale o co w ogóle chodzi z tym przemysłem artystycznym? O przemysł czy jednak bardziej artyzm? Otóż, i jedno i drugie, wszak tak – tzn. jako mieszankę przemysłu i sztuki – niegdyś postrzegano m.in.: architekturę, zdobnictwo, rzeźbę oraz wiele innych, pokrewnych dziedzin. Z jednej strony mówić można było o kwestiach stricte praktycznych, z drugiej wyróżniających się walorami estetycznymi, a więc graniczącymi ze sztuką. Pamiętajcie bowiem, że mówimy o czasach, w których budynki wyróżniały się często pięknymi detalami, niezwykłymi bryłami, bogatym wystrojem itp. Słowem: nie były jednakowe, jak to ma miejsce (nie zawsze, ale jednak często) dzisiaj.

…ale kiedy już stanęła, znalazła się w pięknym otoczeniu Kanału Bydgoskiego
źródło: NAC

Wracając do tematu – Bydgoszcz szkoły przemysłu artystycznego potrzebowała jak wody. W drugiej połowie XIX w. przemysł rozwijał się tutaj przecież jak szalony – wciąż powstawały nowe przedsiębiorstwa, i to bardzo zróżnicowane (dziś aż trudno uwierzyć, ile i jakie zakłady działały wówczas w Bydgoszczy), a więc potrzeba było specjalistów. Tych trzeba było jednak ściągać z zewnątrz – miejscowi nie mieli się bowiem gdzie kształcić, toteż wyruszali do innych, większych miast. Inna sprawa, że na taki wyjazd w celach edukacyjnych też nie było wstać wszystkich, dlatego wiele talentów z pewnością zostało zmarnowanych – nie miało nawet szansy podjąć wyzwania.

Pewną namiastką, substytutem kształcenia techniczno-artystycznego, było utworzenie w 1900 r., we wspomnianym już gmachu przy dzisiejszej ul. Konarskiego, szkoły dokształcającej dla rzemieślników. To była jednak tylko kropla w wielkim morzu potrzeb. Do elitarnej placówki wciąż było daleko.

Próby jednak trwały, szczególnie że nadzieje już 3 lata wcześniej rozbudził pruski Minister Handlu i Rzemiosła, niejaki Simon, który oświadczył, że państwo wspomoże budowę szkoły, udzielając kredytu na korzystnych warunkach. Przepychanki trwały dość,  ale w styczniu 1908 r. ostatecznie zapadła decyzja, na którą tak wielu czekało: budujemy szkołę przemysłu artystycznego w Bydgoszczy! Wyjątkowo, ta obietnica władz, okazała się prawdziwa, toteż wkrótce marzenia bydgoszczan ziściły się.

źródło: NAC

Trzecia w Bydgoszczy

W ten sposób, 2 października 1911 r. swoje podwoje otworzyła długo oczekiwana, Królewsko-Pruska Szkoła Rzemiosła i Przemysłu Artystycznego, czyli w oryginale Königliche Preussische Handwerker und Kunstgewerbeschule.  I otworzyła dokładnie w tym samum miejscu, w którym dziś znajdziecie Zespół Szkół Mechanicznych nr 1, czyli przy obecnym Rondzie Grunwaldzkim, oficjalnie przy ul. Świętej Trójcy. O samym gmachu więcej napiszę w dalszej części materiału (czytaj: 2 odcinku).

Pierwszym dyrektorem szkoły, został ceniony architekt, związany ze środowiskiem berlińskim, Arno Koernig. Co ciekawe, pochodził on ze wsi Grodzisko, leżącej obecnie w powiecie człuchowskim, gminie Rzeczenica, a więc niemal „rzut beretem” od Bydgoszczy. Był też jedną z osób, które wcześniej silnie zabiegały o powstanie szkoły – być może właśnie z uwagi na fakt, iż te ziemie były mu bliskie pod względem rodzinnym, sentymentalnym. Jakkolwiek nie było, przyłożył rękę do uruchomienia szkoły.

Szkołę oddano do użytku w 1911 r.

Jako że w momencie otwarcia, była to jedyna (!) w Prowincji Poznańskiej szkoła artystyczna, podległa pod państwo pruskie, wprowadzono tutaj kluczowe kierunki kształcenia. Były to cztery specjalizacje: architektura i rzemiosło artystyczne, malarstwo dekoracyjne i grafika, rzeźbiarstwo, a także tkactwo i haft artystyczny. Jak napisałem wcześniej: praktycznie i artystycznie w jednym!

Szkoła podniosła jeszcze swoją renomę kilka lat później, mianowicie w 1916 r. Wtedy to stała się akademią, konkretnie zaś Akademią Przemysłu Artystycznego (Kunstgewerbeakademie). Miała to być nagroda za wysoki poziom kształcenia i innowacyjne formy dydaktyki. Wówczas, placówka stała się dopiero trzecią uczelnią wyższą w ówczesnej Bydgoszczy, po dwóch uczelniach muzycznych: Bydgoskim Konserwatorium Muzycznym (Bromberger Konservatorium für Musik) oraz Bydgoska Wyższa Szkoła Muzyczna i Operowa (Bromberger Hochschule für Musik und Opernschule).

Wówczas trwała już jednak I wojny światowa, a wiatr zmian miał przynieść Bydgoszczy nową-starą rzeczywistość. Wkrótce, w 1918 r., Rzeczpospolita wróciła na mapę Europy, zaś po kolejnych kilkunastu miesiącach, 20 stycznia 1920 r., do macierzy – po wygranym Powstaniu Wielkopolskim – powróciła także Bydgoszcz. To oczywiście było równoznaczne z końcem pruskiej Akademii Przemysłu Artystycznego. Ten koniec, okazał się jednak początkiem kolejnej legendy.

Nazwa placówki zmieniała się wielokrotnie

W nowej rzeczywistości

W odrodzonej Polsce, placówka transformowała w Państwową Szkołę Przemysłu Artystycznego. W zasadzie niewiele się zmieniło, poza tym oczywiście, że językiem nauczania został polski, a w kadrze znalazło się wielu cenionych, polskich profesorów. Dalej motywem przewodnim nauczania były: malarstwo, rzeźba, grafika, tkactwo i fotografika. Wśród nauczycieli przeważali cenieni artyści, którzy – pragnąc kultywować ideały artystyczne wśród bydgoszczan – utworzyli nawet w 1921 r. Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Pierwszym prezesem organizacji, zwanej później Towarzystwem Przyjaciół Sztuki w Bydgoszczy, był Melchior Wierzbicki. Ten sam człowiek w 1923 r. został także pierwszym polskim prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy.

W latach 1920-1923, dyrektorem szkoły został Kazimierz Ulatowski. Ten ceniony architekt, w latach 1919–1920 był szefem Wydziału Szkolnictwa Zawodowego oraz Departamentu Kultury i Sztuki w Ministerstwie b. Dzielnicy Pruskiej. Co ciekawe, był to brat matki Zbigniewa Raszewskiego, cenionego publicysty, autora legendarnych wręcz wspomnień znanych jako „Pamiętnik Gapia”.

W tamtych czasach, szkoła była bardzo istotna dla miasta. Wspomniany wyżej Raszewski wspominał, że przy wejściu do Muzeum Miejskiego, od 1921 r. stała Szopka Bydgoska, wykonana przez uczniów Szkoły, pod kierunkiem Antoniego Procajłowicza. Wraz z szopką, uczniowie wykonali trzydzieści lalek, przedstawiających różne znane postacie Bydgoszczy, np. prezydenta, radnych czy artystów. 

Wspomnienie po Państwowej Szkole Przemysłowej

Mimo, że szkoła (czy też raczej uczelnia), funkcjonowała bardzo dobrze, nie mogła narzekać na brak zainteresowania, ani na poziom dydaktyki, a do tego była jedną z ledwie 4 uczelni tego typu w kraju, rychło zakończyła swoją działalność. Stało się to wraz z końcem roku akademickiego 1922/1923. Jaki był powód ten zaskakującej decyzji? Otóż, państwowe władze postanowiły, że Polska, które dopiero otrząsała się z rozbiorowej i wojennej zawieruchy, budują swoją pozycję gospodarczą po latach niebytu, nie będzie potrzebowała artystów, a rzemieślników, ludzi od „czarnej roboty”. I choć bydgoskie środowisko artystyczne protestowało, na nic się to zdało. W efekcie, wkrótce, placówka zmieniła się w Państwową Szkołę Przemysłową.

Z dzisiejszej perspektywy szkoda. W gronie pedagogicznym szkoły artystycznej znajdowali się naprawdę cenieni artyści okresu 20-lecia międzywojennego. Wśród nich wymienić można choćby malarzy: Piotra Chmurę i Leona Dołżyckiego, rzeźbiarza Jana Wysockiego i grafika Karola Mondrala. Wszyscy oni opuścili Bydgoszcz po opisanej wyżej decyzji, zaś sama instytucja znalazła nową siedzibę w Poznaniu – widać tam warunki do rozwoju sztuki były bardziej sprzyjające.

Kiedyś kształcono tutaj artystów

W Bydgoszczy zaś ruszyła Państwowa Szkoła Przemysłowa, której dyrektorem został (jak wiemy dzisiaj) niezwykle zasłużony dla naszego miasta, Franciszek Siemiradzki. O nim jednak nieco niżej. Tutaj wypada podkreślić, że szkoła kształciła na dwóch wydziałach: technicznym (który „produkował” techników rolnictwa) i rzemiosła artystycznego (skąd wychodzili m.in.: stolarze i ślusarze). Równolegle, działała zawodowa szkoła rzemieślnicza. Po roku dokonano zmian w strukturze wydziałów i w ten sposób powstały: wydział przemysłów rolniczych, grafiki przemysłowej i rzemieślniczo-przemysłowy.

Kolejna zmiana w 1931 r., sprawiła, że w szkole powstały wydziały: chemiczny i… młynarski (podobno jedyny taki w kraju). W ten sposób, mury szkoły opuszczali dyplomowani: młynarze, elektrycy, chemicy, cukrownicy, gazownicy oraz elektromontażyści. Trzeba przyznać, że niezły miks! Niemniej, takie było zapotrzebowanie rynku pracy.

Historia najnowsza

Niemieccy okupanci – zresztą swoim zwyczajem – umieścili w gmachu szkoły siedzibę policji. Po 1945 r. powrócił jednak przedwojenny dyrektor, Franciszek Siemiradzki, dzięki czemu szkołę, jako Państwową Szkołę Techniczną, udało się reaktywować. Wkrótce zmieniła nazwę na Państwowe Średnie Szkoły Techniczne, a potem Technikum Mechaniczno-Elektryczne. Historia zatoczyła koło, bo placówka znów zaczęła zaspokajać potrzeby rynku pracy, w odbudowującym się państwie.  

Tablica przypominająca o tragedii lat wojennych

W strukturach placówki działały równolegle takie placówki jak: Liceum i Technikum Chemiczne (od 1945 do 1957 r.), Liceum Budowlane (przełom lat 40 i 50. XX w.), które zresztą później ewoluowało w niezależną szkołę – dzisiejszy Zespół Szkół Budowlanych (przy ul. Jana Pestalozziego). Prym wiodły kierunku postrzegane wówczas jako nowoczesne, przyszłościowe, zorganizowane w ramach Technikum Mechaniczno-Elektrycznego, tj.: radiotechnika, elektronik pomiaru promieniowania i elektronik o specjalizacji telewizja. I tutaj mamy do czynienia z początkiem znanej bydgoskiej szkoły, dzisiaj noszącej nazwę: Zespół Szkół Elektronicznych, działającej przy ul. Mieczysława Karłowicza. Wszystkie te „mniejsze” szkoły, traktowane były przez pierwsze powojenne lata, jako wydziały Technikum Mechaniczno-Elektrycznego.

Przy okazji warto wspomnieć, że Mechanik  ma pewien wkład w powstanie… Politechniki Bydgoskiej! Jak to możliwie? Otóż, w 1951 r., po raz kolejny odpowiadając na potrzeby rynku pracy, postanowiono o powołaniu do życia Wieczorowej Szkoła Inżynierskiej (WSI) w Bydgoszczy. Dziwaczny był to twór – miał dwa wydziały, które znajdowały się w: Bydgoszczy (mechaniczny) oraz Inowrocławiu (dzisiejsze osiedle Mątwy, przy Zakładach Sodowych). Większość zajęć (tych z bydgoskiego wydziału) odbywał się co prawda przy ul. Zygmunta Augusta, ale część także w gmachu Technikum Mechanicznego, czyli przy ówczesnej ul. Karola Świerczewskiego, dziś (od 1990 r.) ul. Świętej Trójcy.

Historia placówki jest naprawdę bogata

Co ciekawe, w pewnym momencie pojawiła się propozycja, aby WSI zajęła budynek Zespołu Szkół Mechanicznych, a placówka która tam działała wyniosła się do… gmachu Komendy Wojewódzkiej Milicji przy ul. Chodkiewicza (zdaje się, że chodziło o dawny Internat Kresowy)! Sprawa znalezienia lepszej siedziby dla WSI była tak paląca, że Komisja Oświaty Wojewódzkiej Rady Narodowej powołała w tym celu specjalny zespół, który wydać miał opinię. Ta się zachowała, więc warto ją przytoczyć:

„Dla potrzeb WSI należy w pierwszym okresie od sierpnia 1960 zabudować przestrzeń przy ulicy Olszewskiego 18-20, a w dalszym etapie przy ul. Świerczewskiego 35. Powstanie WSI nie może być dokonane kosztem istniejących szkół zawodowych, które znajdują się w niełatwych warunkach lokalowych. Technikum Mechaniczno-Elektryczne przy ul. Świerczewskiego 37, a także Technikum Chemiczne należałoby pozostawić na miejscu. Propozycje sukcesywnego przenoszenia obu Techników przy ul. Świerczewskiego 37 do gmachu zajmowanego przez KW Milicji Obywatelskiej przy ul. Chodkiewicza nie może być zrealizowane, gdyż KW MO może oddać cały budynek dopiero w II połowie 1961 roku”. Czyli Mechanik został uratowany!

Potem poszło już z górki, bo WSI rozbudowywało się obok, przy obecnej ul. Kordeckiego, wówczas Olszewskiego, gdzie część wydziałów spadkobierców uczelni wciąż się znajduje. Potem Wieczorowa Szkoła Inżynierska ewoluowała w Wyższą Szkołę Inżynierską, działającą w latach 1964-1974. Następnie, po połączeniu z bydgoską Filią Akademii Rolniczej w Poznaniu, w Akademię Techniczno-Rolniczą (ATR) (działającą w latach 1974-2006), potem w Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy (UTP) (w latach 2006-2021) i wreszcie instytucję (do której nazwy, prawdę mówiąc, wciąż za nic nie mogę się przyzwyczaić) Politechnikę Bydgoską (która działa pod taką nazwę od 1 września 2021 r.). Jak widzicie, historia tej uczelni też jest pasjonująca.

Mechanik miał także swój udział w powstaniu… Politechniki Bydgoskiej

Od 1975 r., placówka oficjalnie, niezmiennie, nosi nazwę Zespół Szkół Mechanicznych nr 1. To tak dla odróżnienia od Zespołu Szkół Mechanicznych nr 2, funkcjonującego przy ul. Słonecznej. A patronat szkoły, czyli inż. Franciszka Siemiradzkiego, pojawił się tutaj w roku 1989.

A jakich specjalizacji mogą się dzisiaj uczyć w Zespole Szkół Mechanicznych nr 1 młode osoby? Otóż jest ich bardzo dużo i (powtórzę się raz jeszcze), ewidentnie zostały one „skrojone” pod potrzeby współczesnego rynku pracy i gospodarki. Są to: programista, mechanik, mechatronik, specjalista transportu kolejowego, technik automatyk sterowania ruchem kolejowym, a także dwie inne, związane z lotnictwem, które pozwoliłem sobie opisać niżej.

Skrzydlaty mechanik

Opisana wyżej kompleksowość nauczania w Mechaniku, naprawdę robi wrażenie. Jeśli jednak zagłębimy się w szkolnych archiwach jeszcze bardziej, odkryjemy, że to nie wszystko. Wszak właśnie tutaj, w 1924 r., powstała pierwsza w II Rzeczypospolitej, szkoła kształcąca… mechaników lotniczych! Oczywiście mowa o lotnictwie cywilnym, bo takowe, ale w ujęciu wojskowym, było już wcześniej obecne w Bydgoszczy przez lata. Tutaj jednak rozszerzono ten zakres na personel pozamilitarny.

Skąd w ogóle taki pomysł? Otóż, czasy były niespokojne, toteż w 1924 r. utworzono Ligę Obrony Powietrznej Państwa (LOPP) w Bydgoszczy. Jej prezesem został sam prezydent Bernard Śliwiński, a swoim doświadczeniem dzielili się także wojskowi, m.in.: ppłk Jan Kieżun, komendant Bydgoskiej Szkoły Pilotów. Obecność komendanta w tym gronie, może być wskazówką, że szkoła, mimo iż w pełni cywilna, w razie konfliktu, miała stanowić także zaplecze dla lotnictwa militarnego.

Kiedyś kształcono tutaj mechaników lotniczych!

Pierwsze dwa lata działalności opierały się – jakkolwiek to nie brzmi – na organizacji wieczorowych kursów lotniczych. Stałe nauczanie ruszyło w 1926 r., i – oceniane pozytywnie – miało stanowić wzór dla innych polskich miast. Otwarcie pełnoprawnej szkoły, miało miejsce w kwietniu 1926 r., a uroczystość zaszczycił swoją obecnością sam generał Wiktor Thommée. Funkcję dyrektora placówki powierzono – jakże mogłoby być inaczej – Franciszkowi Siemiradzkiemu.

W latach 30. XX w. placówka przeszła w ręce państwa, w wyniku czego przekształcono ją w Szkołę Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich, która działała w strukturach Centrum Wyszkolenia Podoficerów Lotnictwa w Bydgoszczy. Szkoła wyniosła się z gmachu przy obecnym Rondzie Grunwaldzkim. Przedtem zdążono tutaj jednak wykształcić ponad 150 absolwentów, natomiast wieczorowe kursy ukończyło z pozytywnym rezultatem ponad 100 mechaników lotniczych. 

Obecni uczniowie szkoły mogą zostać w przyszłości technikami mechaniki lotniczej luub awionetki

Tradycje lotnicze – już co prawda w nie tak mocnym, bezpośrednim wydaniu jak przed wojną, kontynuowane były po 1945 roku. Jeszcze w okresie PRL-u, uczniowie mogli kształcić się na kierunku technik urządzeń pokładowych i osprzętu lotniczego. Obecnie zaś, Mechanik oferuje takie specjalizacje jak: technik mechanik lotniczy (cytując zapisy programu szkoły: „utrzymuje w technicznej zdatności do lotu statki powietrzne, ich zespoły lub ich wyposażenie lotnicze”) i technik awionetki („wykonywanie obsługi technicznej wyposażenia awionicznego i elektrycznego statków powietrznych).

Jest też oczywiście pracownia lotnicza i kilka uziemionych statków powietrznych, które widać nawet spoza terenu szkoły. Do nich dojdziemy jednak w kolejnym odcinku cyklu.

Franciszek Siemiradzki, czyli godny patron

Nie wspomnieć w odrębnym podrozdziale o patronie Mechanika, czyli Henryku Siemiradzkim, byłoby sporą zniewagą, toteż nawet nie śmiałbym tego robić. Nasz bohater, urodził się w 1870 r. w Nowogródku, czyli na terenie dzisiejszej Białoruski, między Grodnem, a Baranowiczami. Swoje techniczne, inżynierskie wykształcenie, pobrał (niestety, ale takie były czasy, zaś Siemiradzki dorastał na terenie zaboru rosyjskiego, więc wielkiego wyboru nie miał) w Moskwie. Następnie, przez Zarząd Kolei Mikołajewskiej w Petersburgu, trafił z powrotem do Nowogródka, a potem Warszawy, gdzie dyrektorował Państwowej Szkole Budowy Maszyn im. Wawelberga i Rotwanda w Warszawie.

No więc skąd ta Bydgoszcz? Otóż, pełnił także Siemiradzki funkcję wizytatora placówek edukacyjnych w momencie, kiedy bydgoska szkoła miała zostać przekształcona z artystycznej, w przemysłową. Optował właśnie za takim rozwiązaniem, czym zapewne nie zyskał sobie sympatyków w środowisku artystycznym. Niemniej 1 stycznia 1924 r. otrzymał posadę dyrektorską.

O Franciszku Siemiradzkim przeczytacie na tablicy w głównym holu szkoły

Oprócz pracy na stanowisku dyrektora szkoły, Franciszek Siemiradzki przez 12 lat był członkiem Rady Miejskiej w Bydgoszczy, gdzie reprezentował Narodowy Blok Gospodarczy. Przez 5 lat pełnił także funkcję radcy bydgoskiej Izby Przemysłowo-Handlowej, a także był członkiem zarządu Towarzystwa Handlu Morskiego i Techniki Portowej w Gdyni. Mało? No to dodajmy, że powierzono mu także misję prowadzenia bydgoskiego oddziału Stowarzyszenia Techników Polskich (ta organizacja spotykała się zresztą regularnie w pomieszczeniach Mechanika).

To on był inicjatorem wielu zmian programowych, zachodzących w szkole (dostosowując ją do potrzeb rynku i gospodarki), a także utworzenia szkoły cywilnej techników lotnictwa, której zresztą był jednocześnie dyrektorem.

Po wojnie niemal od razu powrócił do miasta i – mimo dojrzałego wieku – piastował funkcję dyrektora niemal do śmierci w 1948 r., w wieku 78 lat. Spoczął na Cmentarzu Starofarnym, w kwaterze na południowym skraju nekropolii. W punkcie, z którego rozciąga się idealny wręcz widok na wieżę szkoły, którą niegdyś zarządzał. Pochowany został wraz z żoną, Teofilą z domu Przygodzką.

Franciszek Siemiradzki – człowiek legenda
źródło: https://zsm1.bydgoszcz.pl/

Na tablicy, znajdującej się w holu budynku Mechanika, jego długą listę zasług skwitowano słowami: „To była jednostka twórcza, żyjąca godnie, zasługująca na uznanie i szacunek. To była jednostka, której imię, trafnie przyjęła nasza szkoła”.  

Swoją drogą, z postacią Franciszka Siemiradzkiego wiążą się dwie częste pomyłki. Po pierwsze, z racji na częsty brak podawania imienia, a koncentrację wyłącznie na nazwisku w kontekście patronów ulic, wielu uważa, iż trakt na Okolu, zawdzięcza swoją nazwę właśnie jemu. Ulica łącząca Śląską i Władysława Łokietka, to jednak ulica Henryka Siemiradzkiego, czyli znanego malarza, żyjącego na przełomie XIX i XX w. Czyli Franciszek nie ma szans na swoją ulicę w Bydgoszczy, gdyż dwa trakty Siemiradzkich, wywoływałyby zamieszanie (podobna sytuacja dot. Bełzy – mamy ul. Władysława, nie mamy Witolda, zdecydowanie bardziej zasłużonego dla naszego miasta). Po drugie: nazwisko Siemiradzki, jest nagminnie błędnie zapisywane i wypowiadane, jako: Siemieradzki. Pamiętajmy o tym i postarajmy się nie przekręcać!

Lata lecą, absolwentów przybywa

Jak widać, Mechanik to potężna szkoła. Pod względem historii oraz samego gmachu, w którym urzęduje. Wieloletnie tradycje (w 2024 r. minęło 113 lat od uruchomienia tutaj pierwszej szkoły), sprawiły, że mury szkoły opuściło tysiące absolwentów. Będzie ich jeszcze więcej, bo obecnie kształci się tutaj ok. 1,5 młodych osób!

W gronie absolwentów znajdziecie naprawdę znane persony

Wśród znanych nazwisk, kończących różne specjalizacje, uczęszczających do rożnych wydziałów (czy też szkół, jak w przypadku Wieczorowej Szkoły Inżynierskiej), znajdujących się w gmachu, wymienić można choćby: Marka i Stanisława Grabowskich (właścicieli firmy „Graform”), Marka Jeleniewskiego (publicystę, radnego miasta), Marcina Matysiaka (byłego prezesa KP Polonia Bydgoszcz), Zbigniewa Matuszczaka (doradcę dyrektora Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych), Jana Mućko (profesora UTP, byłego dziekana Wydziału Telekomunikacji i Elektrotechniki), Wiesława Olszewskiego (byłego Wojewodę Bydgoskiego i rektora Wyższej Szkoły Gospodarki), Edmunda Obiałę (projektanta stadionu olimpijskiego w Sydney), Mieczysława Wachowskiego (szef gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy), Jana Rulewskiego (poseł i senator) czy Jerzego Sulimę-Kamińskiego (autora „Mostu Królowej Jadwigi”, którego nikomu przedstawiać chyba nie trzeba).

Gmach Mechanika w całej okazałości

Wszystko powyższe to jednak tylko początek naszej podróży po Mechaniku. Póki co „liznęliśmy” jedynie dziejów gmachu i placówek, które tutaj działały i działają. Czas jednak przestąpić próg budynku i zobaczyć, co się tak kryje! To zrobimy w kolejnym odcinku cyklu, który na blogu jeszcze dzisiaj!

Dzięki za czytanie!


Piotr Weckwerth

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY


logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X