W drugiej części materiału, poświęconego Zespołowi Szkół Mechanicznych nr 1 w Bydgoszczy, przekraczamy próg gmachu, stanowiącego ozdobę okolic Ronda Grunwaldzkiego. Spróbujemy wspólnie odkryć jego tajemnice i wejść do miejsc, które na co dzień nie są dostępne. Warto, bo mówimy o budynku niemal 115-letnim! Zapraszamy więc na kolejny odcinek cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”!
Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.
W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.
Projektu Otto Brecha i Carl Meyera
W poprzednim odcinku cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”, poznaliśmy historię instytucji, działających w gmachu przy ul. Świętej Trójcy 37. W tym, postaramy się poznać sekrety samego budynku i jego najbliższych okolic. Niemniej, dzięki lekturze poprzedniego tekstu (ufam, że wszyscy, którzy tutaj trafili, mają ją za sobą!), wiecie, że w momencie oddania obiektu do użytku 2 października 1911 r., szkołę nazywano Królewsko-Pruską Szkołą Rzemiosła i Przemysłu Artystycznego.
Obiekt budowano w latach 1910-1911, na podstawie umów zawartych w 1908 r. Oczywiście, wcześniej trzeba było znaleźć odpowiednie dla niego miejsce. No i udało się – na pustym placu, przy ul. Berlińskiej 11 (wówczas Berlinerstraße), obecnej ul. Świętej Trójcy 37. Plac należał do prywatnego właściciela, toteż szybko postanowiono go wykupić, za kwotę 43 tys. niemieckich marek.

Miejsce było wszak idealne. Bardzo blisko centrum miasta i jednocześnie na jego obrzeżach (sąsiednie: Wilczak i Okole, włączono w granice Bydgoszczy dopiero 1 kwietnia 1920 r.). Przy drodze wyjazdowej w kierunku zachodnim, ale także w miejscu zacisznym, nad wodami pięknego Kanału Bydgoskiego. Tego oczywiście już tutaj nie ujrzycie, ponieważ – w ramach jednej z największych w historii zbrodni na tkance miasta – zasypano go na początku lat 70. XX wieku. Niemniej, w momencie powstania szkoły był i miał się dobrze (nową nitkę Kanału dopiero wtedy budowano). Obok była także niezwykle popularna restauracja i założenie ogrodowe – Ogród Petzera. Słowem: trudno o lepszą lokalizację dla szkoły, w której mieli kształcić się przecież także artyści.

Projekt budynku powierzono więc duetowi zasłużonych architektów: Otto Brechowi i Carlowi Meyerowi. Pierwszy był miejskim architektem, drugi miejskim radcą budowlanym i to właśnie on miał kierować całym procesem budowy. Inne dzieła Brecha, które wciąż możecie podziwiać w Bydgoszczy to np.: gmach VI Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Staszica oraz piękna willa przy ul. Sielanka 14. Lista zasług Carla Meyera jest znacznie dłuższa, toteż wymienię tylko kilka najważniejszych realizacji, powstałych na podstawie jego projektu, lub przez niego nadzorowanych. Są to m.in.: kompleks obiektów należących do dawnej rzeźni miejskiej (dziś „Focus Mall”, niektóre obiekty z pierwszego założenia przetrwały), wieża ciśnień na Szwederowie, stacja wodociągów w Myślęcinku, Hala Targowa czy budynek Kujawsko-Pomorskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy. Słowem: był Meyer wziętym architektem i radcą budowlanym.

W zespole, nadzorującym budowę gmachu znaleźli się także: architekt Richard Koepenn i technik budowlany Willy Zuhlke. Co ciekawe, na sam koniec prac, a więc etap, związany głównie z wystrojem i wyposażeniem obiektu, do zespołu projektowego włączono także przyszłego, pierwszego dyrektora powstałej placówki, wspomnianego w poprzednim materiale, Arno Koniga. Ekipa była więc bardzo mocna!
Łączny koszt budowy nowego, okazałego gmachu? Otóż, według zachowanych danych miało być to 475 tys. marek. Czyli z rozmachem!
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń i umów się na wycieczkę: +48 884002977
Ryzality, delfiny i… koniki morskie
Spójrzmy jednak wreszcie na dzieło wybitnych architektów, na gmach Zespołu Szkół Mechanicznych nr 1 AKA Szkoły Przemysłowej. Doprawdy trudno go przeoczyć, bo stanowi dominantę okolicy. Wraz z sąsiednimi, „przyklejonymi” do niej od wschodu budynkami ZUS-u i Regionalnej Izby Obrachunkowej (ładną, powstałą w 20-leciu międzywojennym kamienicą, oraz nowszą, socjalistyczną bryłą), tworzą zwartą pierzeję tej części ul. Świętej Trójcy. Warto podkreślić, że pierzeję, zakończoną z obu stroną… wieżami! Nawet nie będę udawał, że jest sens dyskutować nad tym, która z nich (ta wschodnia, socjalistyczna, czy zachodnia, historyczna) jest piękniejsza i bardziej okazała.

Sam budynek Mechanika to teoretycznie dwupiętrowa konstrukcja. Teoretycznie, bo po pierwsze, zgodnie z obowiązującymi w momencie powstawania budynku standardami, piętra wznoszono bardzo wysokie, po drugie, do tej dwójki, dodać powinniście jeszcze podpiwniczenie, wysoki parter, a także poddasze, w tym niekiedy (nie we wszystkich miejscach) nawet dwupoziomowe.

Mało? No to zerknijmy na wieże, która zamyka bryłę od zachodu (tę historyczną). Tutaj tych kondygnacji, łącznie z najwyższą, techniczną, mamy już 7! Nie znam jej dokładnej wysokości, ale obstawiałbym ok. 45-50 metrów. Na szczycie wieży znajduje się zaś galeria, zwieńczona metalowym hełmem i iglicą. Niżej, na tarasie widokowym, dostrzec można kolumny, ze zdobieniami w stylu jońskim. Wieżę tę wyróżniają także – od strony północnej i zachodniej – oryginalne tarcze zegarowe.

Gmach przykryty jest mansardowym dachem, ale to co najbardziej rzuca się obserwatorowi w oczy, to umieszczone od frontu (tj. od strony ul. Focha) dwa wielkie ryzality (nieco wysunięte przed front elementy budynku), zwieńczone pięknymi, zakończonymi faliście szczytami. Na nich dostrzec można zdobienia w kształcie dzbanów wypełnionych kwiatami, pod którymi ułożono figury delfinów. Nad taką grupą płaskorzeźb króluje kolejny dzban. To rozwiązanie jest identyczne na każdym z ryzalitów. I tak, wiem, że na co dzień tego nie widać, ale wierzcie mi, naprawdę tam są!

A propo kolejnych, morskich akcentów, wchodząc do budynku, zwróćcie uwagę na klamkę drzwi głównych. Ta imituje… konika morskiego! Tzn. właściwe nie jest to prawdziwy konik morski, ale zdaje się, że z jakiegoś powodu właśnie o to chodziło autorowi. Głowa stworzenia to prawdziwy, „klasyczny” koń (no wiecie, taki… lądowy), zaś ogon jest już jak najbardziej morski. Całość robi bardzo ciekawe, abstrakcyjne wrażenie. Wejście znajduje się pod niewielkim balkonikiem, wspartym na dwóch kolumnach.

Spod znaku „Philipsa”
Wśród innych, ciekawych elementów wyróżniających budynek Mechanika, wymienić należy: boczny, doklejony do wieży, aneks, który również przykryty jest mansardowym dachem oraz znajdujący się nad nim balkon z oryginalną stolarką. Pod nim, tj. na poziomie chodnika, znajduje się charakterystyczne ogrodzenie zdobione kamiennymi kulami. Nad tą częścią budynku (czyli od strony zachodniej, od ul. Kruszwickiej) króluje zaś sygnaturka. Ze starych zdjęć wynika, że w 20-leciu międzywojennym, druga tego typu konstrukcja, znajdowała się nad frontem obiektu, dokładnie pośrodku, między dwoma ryzalitami.
Całość budynku wybudowana została w kształcie, który od biedy przypominać może literę L. Oczywiście, nie licząc nowych (tj. takich, powstałych już w XXI w.) części kompleksu, które z czasem pojawiły się od strony południowej gmachu głównego. Tutaj mam na myśli przede wszystkim halę sportową, jednak do tego jeszcze dojdziemy podczas naszej wędrówki przez wnętrza szkoły.

Na ścianie frontowej, tuż obok wejścia głównego, dostrzec możecie pamiątkową tablicę. Zamieszczono na niej informację: „W czasie okupacji niemieckiej 1939-1945 w budynku przy ul. Świętej Trójcy 35 mieścił się komisariat policji niemieckiej, a pod numerem 37 prezydium policji. Na dziedzińcu tych instytucji istniał w dwóch barakach areszt policyjny. Miejsce tortur i kaźni Polaków”. Tablica zawisła tutaj z inicjatywy Miejskiego Komitetu Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa, w 1998 r.
Na koniec tej części materiału, chciałbym Wam zafundować małą podróż w czasie. Są lata 90. XX w. lub sam początek XXI w., a Wy spoglądacie na szczyt budynku Mechanika. Co tam widzicie? Otóż, wielgachny napis: „Philips”! Ten, przez lata „zdobił” konstrukcję, znajdując się mniej więcej w miejscu dawnej (wspomnianej przed chwilą) sygnaturki. To był znak rozpoznawczy obiektu, coś co go wyróżniało i za każdym razem sprawiało, że ja – wówczas (w końcówce lat 90.) kilkuletnie dziecko – zastanawiałem się, o co do diaska tam w ogóle chodzi? Rozumiałem już przecież, że obserwuję gmach historyczny, ale napis jest stricte współczesny, do tego kojarzący się silnie ze sprzętem elektronicznym. Te dwa elementy słabo się ze sobą łączyły.

źródło: zabytek.pl
Oczywiście, dzisiaj coś takiego (tj. wielki napis na szczycie zabytkowego obiektu) by nie przeszło (taką mam przynajmniej nadzieję), ale to były nieco inne czasy. Napis zniknął w pierwszej dekadzie XXI w. Po latach dowiedziałem się, że chodziło tutaj o kwestię sponsorską – zdaje się, że firma pomagała szkole w remontach i zakupie wyposażenia. A skoro tak, reklama być musiała!
Wejdźmy do środka
Dość jednak tego gadania i gapienia się na budynek z zewnątrz. Wejdźmy do środka gmachu Zespołu Szkół Mechanicznych nr 1 i poznajmy jego sekrety. Aby to zrobić naciskamy opisaną już wyżej klamkę w formie konika (prawie) morskiego, a potem przechodzimy przez charakterystyczną dla budynków powstałych na początku XX w. na terenie zaboru pruskiego, rozległą klatkę schodową. Tę wieńczą drzwi, nad którym (z obu stron), znalazły się płaskorzeźby w postaci twarzy.

Te twarze znajdują się zresztą w kilku innych punktach, tuż za wejściem głównym. Choćby w przejściu, między holem głównym, a korytarzem na parterze oraz przy wejściu do dyżurki. Co istotne, każda z tych twarzy ma inne rysy. Mamy przewagę kobiet (dostrzegłem tylko jednego mężczyznę), a najdziwniejszą rzeźbą jest ta, imitująca tęgą (chyba roześmianą, ale w zasadzie nie jestem pewien) kobietę, nad pokojem p. woźnej/woźnego. Trzeba przyznać, że ta facjata wygląda dość niepokojąco.

Ciekawy jest już sam hol główny, w którym znajdziemy się od razu po wyjściu z klatki schodowej. Tutaj znajdują się interesujące arkady, podparte 4-bocznymi filarami. W tym miejscu szkoły znajdziecie także całą masę pamiątek po dokonaniach uczniów i kadry pedagogicznej: dyplomy, medale, puchary. Są też tabliczki, z nazwami instytucji, które funkcjonowały w tym gmachu na przestrzeni dziejów – od samego początku w 1911 r. Na osobnej tablicy przedstawiono biogram patrona instytucji, czyli inż. Franciszka Siemiradzkiego.

Korytarze, oczywiście wysokie, zwieńczone są w wielu miejscach łukami. Inne historyczne elementy ogólnodostępnej części budynku to drzwi, oddzielające hole poszczególnych pięter od korytarzy oraz balustrady schodów. Klatki schodowe znajdują się w dwóch miejscach obiektu – po jego wschodniej i zachodniej stronie, i każdorazowo wyróżniają się zdobionymi balustradami. W kilku miejscach powtarza się charakterystyczny motyw pętli czy też okręgu. Te zachowały się prawdopodobnie w oryginalnym kształcie.

Główna klatka schodowa, znajdująca się naprzeciwko wejścia do obiektu to zresztą miejsce, które bardzo szybko uzmysłowi nam, z jak wysokim obiektem mamy do czynienia. Wspinamy się na ostatni poziom i mimo, że to tylko 4 kondygnacje, czujemy się, jakbyśmy pokonali ich przynajmniej 2 razy tyle. Wszystko przez wysokość poszczególnych poziomów. Schody zostały zaś poprowadzone w ten sposób, że pośrodku nich zieje pusta przestrzeń. Kiedy spojrzymy w nią, zorientujemy się jak duży dystans pokonaliśmy. W zasadzie, w przestrzeni tej zmieściłaby się nawet niewielka winda.

Helikoptery na dziedzińcu
Szkoła, jak to szkoła, składa się przede wszystkim z sal dydaktycznych. Nic odkrywczego nie napisałem, niemniej nawet wśród nich, w Mechaniku znaleźć można miejsca ciekawe. Najbardziej reprezentacyjna jest, znajdująca się na 1 piętrze, aula. Duże okna, zdobiony, kasetonowy sufit, pilastry na ścianach, scena, a także portret patrona, Franciszka Siemiradzkiego – wszystko to tutaj jest. Oczywiście aula wykorzystywana jest w trakcie ważnych uroczystości, apeli czy występów artystycznych.



A propo wspomnianego wyżej patrona, czyli Franciszka Siemiradzkiego, warto podkreślić, że ten mieszkał przez długie lata w gmachu szkoły! Do pracy więc się raczej nie spóźniał – po prostu, ciągle w niej był. Dawne mieszkanie Siemiradzkiego znajdowało się na parterze, a dziś jest to gabinet dyrektora.

Ciekawie jest także w kilku innych miejscach. Choćby w sali językowej, gdzie na ścianach znajdują się dwie wielkie flagi: Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, czy na parterze, gdzie działa… biuro podróży! Właściwie to należałoby pewnie napisać: mini-biuro podróży, prowadzące działalność na wewnętrzne potrzeby szkoły. Instytucja nosi nazwę: Młodzieżowe Biuro Turystyczne „Mechanik”, a w jej ramach funkcjonuje także Międzyszkolny Klub Turystyczny. W pokoiku, będącym siedzibą biura, znajdziecie sporo pamiątek i zdjęć z wyjazdów, a jedną ze ścian zdobi wielgachny, przedwojenny welocyped.


Bardzo specyficznym miejscem jest dziedziniec szkoły. Spoglądając od strony ul. Kruszwickiej wydaje się, że do Mechanika należy duży teren, ale miejcie na uwadze, że tuż obok, znajduje się budynek Regionalnej Izby Obrachunkowej (RIO), a klinem, w to specyficzne podwórko, wbija się także… mieszkalna kamienica! Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale dosłownie na zapleczu tych dwóch budynków (tj. Mechanika oraz RIO) mieszka przynajmniej kilkadziesiąt osób – do mieszkań docierają przez bramę, od strony ul. Świętej Trójcy. Kamienica otoczona jest niewielkim murem, ale i tak jej „obecność” tutaj robi dość abstrakcyjne wrażenie.

Poza tym, na zapleczu znajdziemy bardzo ciekawe rzeczy. Dosłownie w tym momencie trwa rozbudowa pracowni lotniczej, a w głębi kompleksu znajduje się pracownia mechatroniczna. Tutaj dosłownie roi się od sprzętu, który dla takiego humanisty jak ja, jest po prostu czarną magią. Skrawarki, drukarki 3D, specjalne komputery, schematy budowy obwodów, makiety i inne cuda.






Podobne wyposażenie (z tym że może już bez tak potężnych urządzeń jak w pawilonie na zapleczu szkoły) widziałem także w wielu innych salach Mechanika. W jednej z nich znajdował się nawet niewielki robot wyposażony w ramię i mówiący w dwóch językach (polskim i niemieckim). Przyszłość jest dziś, drodzy Państwo!




Wspominałem wcześniej o tradycjach lotniczych, toteż nie mogło ich zabraknąć także tutaj. Na podwórku Mechanika stoją więc dwa prawdziwe… śmigłowce! Oczywiście są uziemione, ale jeden z nich prezentuje się naprawdę okazale, zapewne służąc celom szkoleniowym. Drugi wygląda trochę jak wrak, ale pewnie również ma swoje zastosowanie.
Z głównym gmachem, specjalnym, wznoszącym się kilka metrów ponad poziomem chodnika, korytarzem, połączona jest część sportowa szkoły. Wszak w 2010 r., po latach oczekiwań, Mechanik posiada własną, pełnowymiarową (i bardzo nowoczesną) halę sportową. W nowym kompleksie znajduje się także siłownia.





Biblioteka i izba tradycji
W powyższej wyliczance, celowo nie wspomniałem o dwóch miejscach, które chciałbym przedstawić Wam osobno. To znajdująca się na 1 piętrze szkolna biblioteka oraz umieszczona w piwnicy, sala tradycji. Obie miejscówki polecam wszystkim miłośnikom historii, no i oczywiście fanom Mechanika.

Biblioteka, jak to biblioteka, wyróżnia się posiadaniem całej masy książek. Ma jednak także – wzorem większych bydgoskich odpowiedniczek – swój dział zbiorów specjalnych! A tam, znaleźć można choćby takie dzieła jak: „Przekłady poetów polsko-łacińskich epoki zygmuntowskiej”, wydane w Wilnie w 1852 r! Ciekawe jest także to, że słowo „tłumacz” zapisano tutaj jako „tłómacz”. Rzeczonym (znaczy się tłumaczem) był zaś człowiek-legenda, sam Władysława Syrokomla, który zmarł w 1862 r. Inna ciekawa księga, to wydany w języku niemieckim w 1912 r. we Wiedniu „Leksykon maszynowo-techniczny”. Pozycja idealnie licująca z obecnym kierunkiem nauczania w szkole.


Pomieszczenia, w których zorganizowano bibliotekę, są bardzo ciekawie skonstruowane. Jedna izba znajduje się na parterze, druga na piętrze. Tym razem jednak jest to piętro bardzo niskie – tak bardzo, że przy moich 191 cm wzrostu, stojąc wyprostowany, dotykałem czubkiem głowy sufitu. Ale spójrzcie tylko, jakie schody na to piętro prowadzą! Dla posiadacza tak dużych stóp jak ja, wejście na górę było dość problematyczne i jednocześnie niezwykle ciekawe. Oczywiście, ostatecznie darłem radę.


Jeszcze ciekawiej jest we wspomnianej piwnicy. Właściwe w podpiwniczeniu, bo spoglądając przez okna pomieszczeń na zewnątrz, zauważyć można, że znajdujemy się dokładnie na poziomie chodnika przy ul. Świętej Trójcy. Niemniej, zdecydowanie warto „zniżyć się do tego poziomu”. Takie miejsce – a więc swoją Izbę Tradycji – powinna mieć w mojej opinii każda historyczna (a może i nawet niekoniecznie historyczna) szkoła. A że w przypadku Mechanika, tak historia jest długa i interesująca, znajdziemy tutaj naprawdę sporo artefaktów z lat dawno minionych.

Są więc stare (nawet przedwojenne) świadectwa szkolne, zdjęcia, albumy, wycinki prasowe, a także wspomnienia z poprzednich jubileuszy. Szkoła organizuje bowiem takowe, wraz ze zlotami uczniów, co 5 lat. W gablotach stoją tutaj puchary – są też tablice, wymieniające osiągnięcia sportowe uczniów. Swoją drogą, wiedzieliście, że w Mechaniku była kiedyś nawet odnosząca sukcesy, drużyna hokeja na lodzie?

Będąc w tym miejscu, dowiedziałem się o dwóch ciekawych faktach historycznych. Po pierwsze, okazuje się, że przy demontażu starej kuli, zamieszczonej na iglicy, wieńczącej wieżę szkoły (co miało miejsce w październiku 1992 r.), znaleziono historyczny dokument. Co ciekawe, opisano w nim dokładnie (oczywiście w języku niemieckim) proces powstawania szkoły artystyczno-przemysłowej w Bydgoszczy oraz budowę gmachu. Dokument wystawiono dokładnie w 1911 r., a więc w roku oddania budynku do użytku. Na ścianie izby tradycji znalazło się zdjęcie dokumentu, a także tłumaczenie na język polski.

Tutaj, a także w holu głównym parteru, znajdziemy także pamiątki po p. Marii Ziółkowskiej. Mowa o kobiecie, która na podstawie testamentu przekazała dużą część swojego majątku, bydgoskim instytucjom. Wśród szczęśliwców znalazły się: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna, parafia pw. św. Wincentego a Paulo, a także właśnie Zespół Szkół Mechanicznych nr 1. Skąd tutaj Mechanik? Otóż, p. Maria uczęszczała do placówki, będącej jeszcze wówczas Państwową Szkołą Przemysłową.

Pani Ziółkowska, mieszkała przez lata wraz z mężem w Stanach Zjednoczonych. Małżonek pracę miał wcale nienajgorszą, bo pracował w General Electric, zaś Ziółkowscy nie mieli dzieci. W związku z tym, jako że pieniędzy na „drugą stronę” człowiek nie zabierze, te trafiły m.in. właśnie do Mechanika, dla którego było to bardzo pomocne, przy modernizacji wyposażenia i zakupie pomocy naukowych. Państwo Ziółkowscy spoczywają na cmentarzu pw. św. Wincentego a Paulo, tj. na Bielawach. „My, uczniowie i nauczyciele szkoły, jesteśmy ogromnie wdzięczni Pani Marii Ziółkowskiej, za hojny dar, dzięki któremu otrzymaliśmy możliwość, by sprostać wyzwaniom XXI wieku” – możecie przeczytać na tablicy w holu głównym.
Wieża (nie)zdobyta
Nie oszukujmy się – największym marzeniem, które pojawia się w głowie każdego bydgoskiego odkrywcy, kiedy spogląda na gmach Mechanika, jest chęć wejścia na wieżę. Życie, jak to życie, niestety często depcze wyobraźnię, więc akurat na tę wieżę, wejść się nam nie udało. Nie żebyśmy nie próbowali, po prostu, kwestie bezpieczeństwa zdecydowały, że nas tam nie wpuszczono. No i w zasadzie rozumiem to, bo trudno się dziwić zarządcom budynku, iż nie chcą brać na swoje barki ewentualnej odpowiedzialności za wypadek. Z drugiej strony, człowiek chodził już po znacznie mniej pewnie wyglądających wieżach.

Niemniej, wdrapaliśmy się tak wysoko, jak się tylko dało! Wejście na klatkę schodową wieży, znajduje się w holu ostatniej dostępnej kondygnacji gmachu. Po pokonaniu kilku stopni, trafiamy do dużego pomieszczenia, w którym znajduje się wielka makieta kolejowa – zapewne miejsce ćwiczeń uczniów, kształcących się w zakresie zarządzania ruchem. My jednak idziemy jeszcze wyżej – zarządzać ruchem kolejowym jednak nie zamierzamy!

Dalej przechodzimy przez najprawdziwsze, klasyczne poddasze. Tutaj dopiero dzieje się magia! Wszak to jedyne, czy też jedno z niewielu miejsc w gmachu, w którym widać oryginalne belkowanie. I to nie byle jakie – po prostu, belki podtrzymujące strop, łączące się z podłogą, ścianami itp., są dosłownie wszędzie. Bardzo przypomina mi to poddasze dawnego Technikum Kolejowego, dziś Collegium Copernicanum, należącego do Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Zresztą nic dziwnego, bo to gmach powstały w podobnym czasie co Mechanik (konkretnie zaś w 1906 r.).
W końcu trafiamy na niemal najwyższy poziom, czyli tuż pod taras widokowy. Ten jest jednak odpowiednio zabezpieczony, aby nikt niepowołany się tam nie dostał. Tutaj jednak też jest bardzo ciekawie, bo w tym miejscu znajduje się oryginalny, a więc pamiętający początek XX w., mechanizm zegarowy, czy też – jak mówiło się niegdyś – werk. I, jak zwykle w przypadku tak leciwych mechanizmów tego typu, masa tutaj zębatek, dziwnych – z perspektywy laika takiego jak ja – ruchomych elementów. Jest oczywiście i wahadło, które rytmicznie odmierza sekundy.

Niestety, brakuje tabliczek znamionowych (zapewne zostały w pewnym momencie usunięte), toteż nie wiemy, jaka firma wykonała mechanizm. Szkoda – w podobnych, powstałych w porównywalnym czasie mechanizmach w bydgoskich kościołach: pw. Józefa Rzemieślnika (przy ul. Toruńskiej) i św. Wojciecha (przy ul. Kanałowej), takowe się zachowały. Tamtejsze mechanizmy powstały odpowiednio w: Głogowie (wówczas Glugau) oraz Buer (dziś to część Gelserkirchen).

Od mechanizmu, na dwie strony świata – tj. na zachód i na północ, odchodzą podłużne poprzeczki, łączące go z tarczami zegara (te znajduje się bowiem na zewnętrznych ścianach, właśnie po tych stronach – widać je od strony Ronda Grunwaldzkiego i ul. Kruszwickiej. Całość mechanizmu znajduje się w drewnianej budce, a ta dodatkowo zabezpieczona jest czymś w rodzaju „zagródki” – pierwszy raz taką widziałem, słowo daję! Ale jest i ciekawostka! Na ścianie tejże budki zachowały się, wypisane kredą, nazwiska konserwatorów mechanizmu i lata, w których pracowali. Konserwacja oczywiście wciąż trwa, a co jakiś czas, aby zegar w ogóle mógł odmierzać czas, jest przez specjalistę nakręcany.

Cała ta wędrówka – nie tylko na wieżę, ale i po całym gmachu szkoły, obfitowała w ciekawe widoki. Nie udało nam się spojrzeć na okolicę z samego szczytu wieży, ale i tak te było zacnie! Nieosiągalna, z innych miejsc panorama Ronda Grunwaldzkiego, centrum handlowego „Auchan”, ulicy Kruszwickiej, czy w drugą stronę, na zaplecze kamienic przy ul. Świętej Trójcy. Naprawdę, mimo braku osiągnięcia szczytu, było warto! I tylko żal, że człowiek nie ma szans przenieść się w czasie, jakieś 50 lat i zobaczenia tej okolicy z istniejącym jeszcze Kanałem Bydgoskim.



Tutaj kończymy naszą wędrówkę korytarzami, a także przez historię Zespołu Szkół Mechanicznych nr 1 im. Franciszka Siemiradzkiego (a także poprzedniczek obecnej szkoły). Mam nadzieję, że się Wam podobało!

W tym roku widzimy się jeszcze w jednym odcinku z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”!
Dzięki za czytanie!
Piotr Weckwerth
