Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – JACHCICE

Pomost między centrum miasta, a jego przedmieściami. Osiedle, które w swych graniach  „potrafiło” zmieścić zarówno przemysł, jak i zachwycające swą urodą, tereny nadrzeczne i leśne. Miejsce, kojarzone obecnie raczej z szeregami niewielkich domków, aniżeli interesującą historią, po bliższym przyjrzeniu się przeszłości tych terenów naprawdę zaskakuje. Weźmy więc pod lupę to wyjątkowe osiedle i poznajmy wespół bydgoskie Jachcice!

Zanim zaproszę Was do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 roku, cyklu. Do tej pory w ramach „Bydgoskich osiedli BEZ FILTRÓW” – bo tak nazywa się ta seria – ukazało się 17 artykułów. W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i docelowo opisać wszystkie (a jest ich dokładnie 29!) bydgoskie jednostki mieszkaniowe.

Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW.

Zapraszam do lektury – zarówno wymienionych wyżej artykułów, jak i niniejszego, dotyczącego osiedla Jachcice.

To naprawdę są Jachcice?!

Co jak co, ale wydawałoby się, że przebieg granic Jachcic, powinien być sprawą oczywistą. Jest przecież Brda, jest las, są wreszcie sąsiednie Piaski, które stanowią dość oczywiste ograniczniki osiedla. Jak się jednak okazuje, rzeczywistość (po raz kolejny zresztą) potrafi zaskoczyć!

Zaczyna się niewinnie, na „skrzyżowaniu” linii kolejowej Bydgoszcz-Gdańsk z Brdą, czyli zabytkowych, ceglanych mostach kolejowych. Te powszechnie przypisywane są do Okola (również przeze mnie) i niech tak zostanie (opisałem je w odcinku poświęconym Okolu, czyli TUTAJ), my zaś ruszamy na północ, wraz z biegiem Brdy. W ten sposób docieramy aż do wysokości skrzyżowania ulic Piaski i ks. Augusta Szamarzewskiego, aby następnie odbić nieco na wchód i znowu ruszyć na północ, już wzdłuż ulicy Smukalskiej. Wierzcie mi lub nie, ale w ten sposób granica dociera aż na wysokość ulicy Kotomierskiej na Piaskach, aby… jeszcze raz zakręcić na wschód! Potem mamy mniej więcej kilometrowy odcinek prostej, tylko po to, by ponownie odbić na północ. Tak, wiem, poplątane.

Kolejowe mosty nad Brdą to wyraźna granica między Jachcicami i obszarem śródmiejskim

W tym miejscu pojawia się bodaj największe zaskoczenie, gdyż granica dociera na północy, na wysokość kilkadziesiąt metrów dalszą, aniżeli domostwa położone po północnej stronie ulicy Podkowa w Niemczu. W każdym razie, tutaj granica zlewa się z linią kolejową Bydgoszcz-Gdańsk, i kierując się na południe dociera do punktu startowego. Aby lepiej zrozumieć ten zawiły opis, dołączam mapę.

Po drugiej stronie Wiaduktu Niepodległości jest już Osiedle Leśne

W takim układzie trudno orzec, co jest najbardziej zaskakujące. To, że cały teren PESY znajduje się na Jachcicach? To, że w skład osiedla wchodzą potężne wręcz połacie lasu, co sprawia, iż jest to piąte, pod względem powierzchni, największe osiedle miast (898,14 ha, ustępując tylko: Osiedlu Leśnemu, Łęgnowu, Łęgnowu-Wsi oraz Nowemu Fordonowi)? A może to, że Jachcice „połknęły” swego czasu Rynkowo i Ludwikowo ? Właściwie, wszystkie powyższe mogą zaskakiwać!

Rynkowo, razem ze stacją kolejową Rynkowo Wiadukt to oficjalnie część Jachcic

O Rynkowie wspomnę jeszcze w dalszej części artykułu, jednak w tym miejscu warto zauważyć, że jego teren, obecnie często postrzegany jest jako część LPKiW  Myślęcinek. Zalesiony obszar po zachodniej części linii kolejowej Bydgoszcz-Gdańsk, na który dostać można się dzięki tunelowi, znajdującego się w ciągu ul. Rekreacyjnej, wykorzystywany jest przecież przez licznych spacerowiczów, biegaczy i rowerzystów, odwiedzających Myślęcinek. Pętla, którą tworzą ulice: Rekreacyjna, a potem Jeździecka i Hipiczna (które łączy kładka nad linią kolejową przy dawnej stacji Rynkowo), była wielokrotnie pokonywana na różne sposoby (głównie rowerem) i przeze mnie.  Nigdy nie przyszło mi jednak na myśl, że znajdowałem się wówczas na Jachcicach!

Rzec więc można, że przez osiedle przebiega 18. południk!

Osobna sprawa to fakt, że Myślęcinek i Rynkowo nie zostały wyodrębnione jako osobne jednostki pomocnicze w strukturze miasta Bydgoszczy, toteż teren ten, do jakiegoś osiedla przypisany zostać musiał. Padło na Jachcice, dzięki czemu powstał najprawdziwszy osiedlowy gigant!

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Dlaczego Jachcice?

Granice to jedno, ale interesująca jest także geneza nazwy Jachcice. Otóż, nie pochodzi ona od słowa „jacht” (choć na osiedlu jest ulica Jachtowa, jak najbardziej zawdzięczająca swą nazwę łodziom tego typu). Oczywiście, to, że ktoś mógłby snuć takie podejrzenia, piszę pół żartem pół serio, jednak pewne skojarzenie może się nasunąć samoczynnie – wszak jest Brda, są ulice takie jak Żeglarska czy wspomniana Jachtowa. To podejrzenie zniknie jednak, kiedy uświadomimy sobie, że nazwa, w podobnym do dzisiejszego brzmieniu, funkcjonowała już wczasach przedzaborowych.

Pierwsza odnotowana w dokumentach nazwa osady to Zachcice lub Zachczycze  (różne wersje w różnych źródłach). Pojawiła się już w 1346 roku, w dokumencie lokacyjnym Bydgoszczy! Domniema się, że pochodziła ona od słowa Zachta, co miało być nawiązaniem do… Zachariasza lub Zacheusza. Czy był to hołd dla biblijnego kapłana czy też imię Zachary nosił właściciel (zarządca?) osady, trudno dziś orzec. W każdym razie, przyznacie, że przez wieki nazwa mocno ewoluowała.

Dziś Jachcice, kiedyś… Zachcice!

Jeszcze przed upadkiem Rzeczypospolitej, Jachcice nazywano Jaxice. Niemcy, swoim sposobem, zmienili jej nazwę w czasie zaborów – wówczas okolica nazywana była początkowo (tylko chwilowo) Jachschirtz, a potem Jagdschütz bądź Jagdschuetz.  Wśród innych historycznych nazw wymienić należy choćby Jaksice (identycznie, jak te pod Inowrocławiem), która pojawiła się w III tomie „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”.

Termin Jachcice wszedł do powszechnego użytku tak naprawdę dopiero w 1920 roku, w momencie powrotu Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej. Nie oznacza to oczywiście, że cały wyznaczony wyżej teren, stał się z miejsca jednym osiedlem. Aby tak się stało, musiało jeszcze trochę wody w Brdzie upłynąć.

Jachcice znalazły się w graniach Bydgoszczy w 1920 roku

Przez wieki, przez Jachcice

Jako się rzekło, Jachcice musiały istnieć (pod inną nazwą), jeszcze przed lokacją Bydgoszczy. To zaś oznacza, że – choć dziś absolutnie tego nie widać – wśród bydgoskich osiedli, wyróżniają się jednym z najdłuższych rodowodów.

I choć czasy najdalsze kryją się w mrokach dziejów, wiemy na pewno, że w 1413 roku znajdował się tutaj młyn wodny, należący do wójta bydgoskiego o imieniu Filip. Potem, w 1466 roku jeden z kolejnych właścicieli, Jan, sprzedał część wsi bydgoskim karmelitom. Pod koniec stulecia do zakonników należała już większa część Jachcic. Taki stan utrzymywał się aż do 1816 roku, czyli momentu kasaty klasztoru (którego, jak pewnie wszyscy wiedzą, główna bydgoska siedziba znajdowała się na dzisiejszym Placu Teatralnym) przez niemieckich zaborców.   

Dawni mieszkańcy Jachcic raczej nie spodziewali się, jak w przyszłości rozrośnie się ich osada

Osada rozwijała się w dwóch miejscach, jako wieś Jachcice i folwark Jachcice. Co ciekawe, w połowie XIX wieku na północy, u styku ul. ks. Augusta Szamarzewskiego i Piaski, powstała Kolonia Jachcice (dziś to teren osiedla Piaski). Ekspansja wziąć postępowała, a kolejnym przyczółkiem Jachcic  było skupisko domostw w pobliżu dzisiejszego dworca PKP. Mało tego, w połowie XVIII w. do Jachcic należało także tzw. Okole Jachcickie, leżące na obszarze dzisiejszej Smukały. Całość była więc dość mocno rozciągnięta.

A propo folwarku – ten jachcicki funkcjonował przynajmniej od XVIII wieku, a wokół niego rozwijała się miejscowość. W efekcie, w 1818 roku, na terenie całych Jachcic naliczono niemal 200 mieszkańców i 30 domostw. Liczby te stale rosły i w przededniu I wojny światowej wynosiły już blisko 1200 osób oraz ponad 130 budynków. Co oczywiste, większość z nich była Niemcami.

Pocztówka z Jachcic. Końcówka XIX w.
Źródło: „Dzieje bydgoskich Jachcic”

Po folwarku do dzisiejszych czasów pozostało niewiele (to co jest „zobaczymy” w dalszej części tekstu), w czym „zasługa”… chęci wzbogacenia się przez mieszkańców. Kiedy ci, w połowie XIX wieku, dowiedzieli się, że przez teren ten ma zostać pociągnięta linia kolejowa, zaczęli dzielić działki na mniejsze, sprzedając je i skupując na przemian. W tych czasach właścicielami folwarku byli: Katarzyna Tur oraz chojniczanka Jadwiga Ulatowska (obie wdowy). Ostatnim znanym właścicielem folwarku był Niemiec, Herman Witte, który pozbył się resztek ziemi w 1884 roku.

Dziś częścią Jachcic są też dawne niezależne obszary, tj. Rynkowo i…

Dzisiejsza południowa część osiedla (od ul. Zakątek na południe), to dawna wieś Koźlak, która od 1878 roku nosiła nazwę Ludwigshof, a potem Ludwikowo. Jej część (tę znajdującą się po południowej stronie dzisiejszej ul. Witolda Pileckiego, włączono w granice miasta nieco wcześniej niż samej Jachcice. A kiedy w 1920 roku, kiedy nastąpiło wielkie „pojednanie” Bydgoszczy z podmiejskimi gminami, cały obszar w znanych nam dzisiaj graniach (plus niewielki fragment obecnych Piasków) nazwano zbiorczo Jachcicami i włączono w skład miasta. Historyczna nazwa Ludwikowo zachowała się jako nazwa ulicy i w potocznym nazewnictwie południowej części osiedla. Podobny los spotkał Rynkowo (tutaj mamy ulicę Rynkowską). Jako się rzekło, ani Ludwikowa, ani Rynkowa oficjalnie na bydgoskich mapach brak.

…Ludwikowo

Sprawdź nasz kanał na YouTube!

Jachice to ludzie

Jachcice sprzed powrotu Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej (w 1920 roku) i po nim, to w pewnym sensie dwa różne światy. Do tego momentu, w strukturze mieszkańców wsi przeważali, co oczywiste, Niemcy, wśród których wielu pracowało w pobliskich zakładach kolejowych (których spadkobiercą jest dzisiejsza PESA). Wiedli żywot osadników, rolników, drobnych przedsiębiorców, urzędników. W 1920 roku wyjechało wielu, a ci którzy zostali, stopniowo „wykruszali” się w kolejnych latach.

Lokalny patriotyzm jest ok, ale takiej twórczości stanowczo nie popieramy!

Ich miejsce zajęli Polacy – często tacy, którzy przywędrowali z bardzo daleka.  Nagle osiedle (bo przecież była to już część miasta), przywitało powracających ze Stanów Zjednoczonych (choćby Tadeusz Dąbrowski), Szwajcarii (państwo Welsandt), czy nawet Mandżurii (Józef Drobyszewski, trafił do obozu jenieckiego w Japonii – w okolicach Nagasaki  – w trakcie wojny rosyjsko-japońskiej w 1904 roku, a potem pracował przy budowie linii kolejowej, właśnie w Mandżurii) i wielu, wielu innych miejsc na całym globie. Można było podejrzewać, że ten swoisty tygiel, zlepek różnych kultur i wpływów, zaowocuje czymś ciekawym. W istocie, tak też się stało!

Mieszkańcy Jachic szybko zaczęli się organizować w różne stowarzyszenia i kluby. W międzywojniu powstały m.in.: Towarzystwo Obywateli i Miłośników Jachic, Kółko Rolnicze, Towarzystwo Śpiewu „Lutnia”, czy oddział Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Co ciekawe, przy „Sokole” działał przed II wojną światową klub piłkarski – „Sokół” II Bydgoszcz-Jachcice, wcześniej działający jako samodzielny KS „Legia”, który grał przez kilka sezonów w klasie C Pomorskiego Związku Okręgowego Piłki Nożnej.

Osiedle rozwijało się szybko, gdyż, na mocy programu rozbudowy miasta, wskazano, iż ma być to (zresztą, podobnie jak „za Niemca”) zaplecze mieszkalne dla bydgoskiego przemysłu. Tutaj miano na myśli przede wszystkim pracowników związanych z pobliską koleją, a później także z miejską elektrownią. Plan wdrażano pod przewodnictwem legendarnego dziś Bogdana Raczkowskiego, radcy miejskiego i kierownika Urzędu Budownictwa Naziemnego. Właśnie wówczas powstało wiele z istniejących po dziś dzień, jedno lub kilkurodzinnych domostw na Jachicach.

Czas silnego rozwoju osiedla to 20-lecie międzywojenne

Niestety, wielu z tych, którzy budowali polskie Jachcice, zapłaciło za to najwyższą cenę w trakcie II wojny światowej. Utwierdzimy się w tym, kiedy znajdziemy się przy skwerze ks. prałata Zbigniewa Peszkowskiego, a więc na południowym skraju osiedla, między ulicami: Wotolda Pileckiego i Ludwikowo. Właśnie tutaj znajduje się monument, ku pamięci mieszkańców osiedla, którzy stracili życie w trakcie II wojny światowej.

Ku pamięci mieszkańców Jachcic, którzy zginęli z rąk okupanta niemieckiego…

Są więc nazwiska żołnierzy, są zwykłych mieszkańców, którzy zostali brutalnie zamordowani przez niemieckiego okupanta. Obok stoi z kolei głaz z tablicą, upamiętniającą ofiary zbrodni katyńskiej – efekt działań drugiego – tym razem rosyjskiego  – okupanta.  

…i zbrodniarzy radzieckich

Po wojnie, w nowym systemie politycznym, bywało różnie. Tak pięknie jak wcześniej już nie było, ale entuzjazm, chęć działania wśród jachiczan nie słabły, czego dowodem powstały w czynie społecznym wodociąg, którego budową kierował emerytowany kolejarz-inżynier, Wincenty Wiernikowski. Przez lata, Jachice nie miały nawet połączenia autobusowego z resztą miasta, a gdy to powstało wiodło niewygodną trasą, przez Brdę, a następnie Czyżkówko. Dodatkowo, problemem były zmieniające się okresowo w małe bagienka, nieutwardzone uliczki. Nie bez powodu, niektórzy, w tym bydgoska prasa, nazywała czasami Jacichce „wsią za mostem”.

Niemniej, osiedle się rozbudowywało, głównie na wschód od ulicy Saperów. Wciąż przyciągało pracowników dużych bydgoskich zakładów. Swój kąt znaleźli tutaj m.in. pracownicy: Eltry i Zjednoczonych Zakładów Rowerowych.

Wszystko powyższe, te ciemne i jasne stronice z dziejów Jachic, sprawiają, że naprawdę czuć tutaj pewną tożsamość, więź między mieszkańcami, a ich „małą ojczyzną”. Najlepszy dowód to wydana w 2022 roku, obszerna książka pt. „Dzieje bydgoskich Jachcic”, pod redakcją Zdzisława Biegańskiego i Ewy Niedbalskiej. To w zasadzie przede wszystkim zbiór wspomnień dawnych i obecnych mieszkańców osiedla, dzięki któremu dowiadujemy się, jak drzewiej wyglądało życie w tym północnym skrawku miasta. Przyznam szczerze, że zawsze bardzo mnie cieszy, kiedy pojawiają się takie wydawnictwa – to dowód na to, że bydgoskie osiedla mają się dobrze!

Wszystkie drogi prowadzą na Jachcice!

Na koniec tej części artykułu, przytoczę słowa wielkiego artysty, związanego z Jachcicami. Jerzy Riegel – bo o nim mowa – czyli wybitny bydgoski fotograf, wychował się przy ul. Niecałej, pod numerem 32 i właśnie tutaj rozpoczął swoją przygodę z fotografią. Jeśli trochę pogrzebiecie, to w czeluściach Internetu znajdziecie dziesiątki zdjęć, na których mistrz uchwycił specyfikę tego osiedla. Potem fotograf wyprowadził się z Jachcic (przez lata mieszkał np. na moich rodzinnych Bartodziejach, w galeriowcu nad jeziorkiem Balaton). Stało się jednak tak, że kiedy zmarł w 2019 roku, spoczął na swojej rodzinnej ziemi, na cmentarzu przy ul. Ludwikowo.

W albumie „Jerzy Riegel, brom zohelia solaryzacja” znalazł się wpis: „Bydgoszcz, moja Bydgoszcz zaczęła się na Jachcicach, gdzieś pomiędzy ulicami: Kąpielową, Kolejarską, Krzemieniecką, Ludwikowo, Niecałą, Saperów, Średnią, Zakątek a Żeglarską. Tu się urodziłem, spędziłem dzieciństwo i wczesną młodość. Tu też zacząłem fotografować. W miarę upływu czasu przesuwałem się w stronę Śródmieścia, by wreszcie po latach osiąść na przeciwległym krańcu miasta. Szlak tej wędrówki znaczną fotografie”.

Jedna z prac mistrza J. Riegla ukazująca Jachcice
Źródło: Muzeum Fotografii w Bydgoszczy

Las w rękach wojskowych

Opis historii Jachcic byłby niekompletny, gdyby nie wspomnieć w tym miejscu o olbrzymimi poligonie, w cieniu którego przez dekady miejscowość (a potem osiedle) się rozwijało. Mowa o placu ćwiczeń, przez Niemców nazywanym Exerzierplatz, który rozciągał się niemal na całej długości dzisiejszego osiedla, po jego wschodniej stronie. Plac znajdował się mniej więcej między dzisiejszymi ulicami: Saperów na wschodzie i Rynkowską na zachodzie oraz Andrzeja Kmicica na południu i wzgórzami, na których zaczyna się osiedle Piaski, na północy. Słowem: olbrzym!

Plan miasta z końcówki XIX w., na którym widać Jachcice (Jagdschutz) i poligon (Exerc. Platz)
Źródło: https://staremapy.bydgoszcz.pl/

Poligon założyli pod koniec XIX wieku (oczywiście) Prusacy, nabywszy w 1888 r. 97 hektarów ziemi od wspomnianej już właścicielki folwarku, pani Jadwigi Ulatowskiej. W szczytowym momencie, cały poligon mieścił się na ponad 350 hektarach powierzchni! Celem Niemców było oczywiście szkolenie piechoty i artylerii garnizonu, stacjonujących w mieście. Potem, w 20-leciu międzywojennym, teren przeszedł w ręce Polaków, a podczas okupacji ponownie zagarnęli go Niemcy. Po wojnie przestał być w większości wykorzystywany w sposób militarny i dziś należy do Lasów Państwowych.

Dawny poligon, znajduje się…

Niewielka część placu (ta leżąca najbliżej osiedla, czyli tuż obok ulicy Saperów), została zabudowana. Część  silnie zarosła, ale na wielu powierzchniach widać jeszcze duże, piaszczyste (wszak to duża wydma śródlądowa) tereny,  dawniej służące wojskowym. Co ciekawe, w latach 90. XX wieku, padł pomysł, aby teren ten, niemal w całości, przeznaczyć pod cele mieszkaniowe. Póki co tak się nie stało, ale widząc ekspansje zabudowy tego typu w Bydgoszczy, kto wie, czy w końcu nie dojdzie to kiedyś do skutku. Według mnie, szkoda by było!

…tuż za zabudowaniami Jachcic

 

Najbardziej interesujące jest to, że w północno-wschodniej części dawnego kompleksu, pośród roślinności, znaleźć można jeszcze ziemne obwałowania i rowy strzeleckie! Tak jest, zachowały się mimo upływu tylu lat. Z kolei ostatnią wykorzystywaną w celach militarnych częścią terenu, jest należąca do Wojska Polskiego, strzelnica garnizonowa. Ta znajduje się na wschodzie, a dojechać można do niej  od strony ulicy Rynkowskiej. Cywil jednak, tak po prostu tam nie wejdzie.

Zresztą, militarnych akcentów na osiedlu znajdziecie dużo więcej. O co chodzi? Oczywiście, o nazwy ulic, takie jak: Rakietowa, Poligonowa, Saperów, Spadochroniarzy, Gwardzistów, Kanonierów, Komandosów, Partyzantów, Czołgistów czy Grenadierów oraz: Józefa Bema i Batalionów Chłopskich.   

Teren coraz mocniej zarasta

Niemy świadek tragedii

Niestety, ze względu na swoją militarną funkcję, jachcicki las był także świadkiem scen tragicznych, a nawet, należałoby napisać: czynów bestialskich. Takich, które na zawsze odcisnęły piętno na naszym mieście i jego mieszkańcach. Z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić należy bowiem, iż właśnie tutaj, na terenie starej prochowni, niemieccy okupanci z zimną krwią zamordowali ostatniego przedwojennego prezydenta Bydgoszczy. Tutaj zginął nieodżałowany Leon Barciszewski.

Barciszewski, jak pewnie wszyscy w Bydgoszczy wiedzą, zgodnie z zaleceniami wojewody, ewakuował się z miasta w pierwszych dniach września 1939 roku, jeszcze przed wkroczeniem do niego Niemców. Trafił do Lwowa (zatrzymał się w legendarnym hotelu „George”), ale usłyszawszy, iż okupanci stawiają mu zarzuty defraudacji miejskich pieniędzy, postanowił wrócić do swojego miasta. Być może sądził, że będzie w stanie wziąć udział w uczciwym procesie i wykazać swoje racje. Być może wierzył, że jakoś – na niwie dyplomatycznej (nie przeczuwając jeszcze jak wielkich zbrodni dopuszczą się okupanci) – porozumie się z Niemcami (wszak wcześniej, przez lata pracował w Niemczech), i tym samym zapewni bezpieczeństwo bydgoszczanom.

Leon Barciszewski, czyli…

Niestety, bardzo się przeliczył. Posądzenia o naiwność (i takie można czasami usłyszeć z ust bydgoszczan względem prezydenta) polecam jednak sobie odpuścić. Nam, osobom, które o wszystkim mogą przeczytać w historycznych publikacjach, łatwo jest oceniać i wydawać werdykty. Pytanie, jak postąpilibyśmy w takiej sytuacji sami?

Wróciwszy do miasta wraz z rodziną, już po ok. godzinie od przyjazdu (Barciszewscy zatrzymali się się u znajomych przy ul. Długiej), prezydent wraz z synem Januszem, wpadł w ręce Gestapo. Powód? Rzekoma wina (czy też raczej brak przeciwdziałania) tzw. krwawej niedzieli, czyli po prostu obronie Polaków przed niemiecką V kolumną. Jak wskazywało późniejsze obwieszczenie o śmierci prezydenta, okupanci utworzyli naprędce swoją własną, alternatywną wersję historii. Przeczytać można w nim było iż: „Przeprowadzone w ostatnich tygodniach dochodzenie wykazało niezbicie wielce lekceważący brak odpowiedzialności i współwinę w bydgoskiej krwawej niedzieli”.

Karą był początkowo ponad miesięczny areszt w siedzibie gestapo przy ul. Poniatowskiego, gdzie na prezydentem znęcano się psychicznie i fizycznie. Według relacji świadków, kiedy trafił już do obozu, utworzonego na terenie poligonu w jachcickim lesie, był niesamowicie wręcz skatowany i bliski śmierci.

…ostatni przedwojenny prezydent Bydgoszczy

Przebieg kolejnych wydarzeń można odtworzyć na podstawie wspomnień Stanisława Kamassa, radcy pocztowego, który również przebywał wówczas w obozie. Stwierdził on: „9 listopada przywieziono prezydenta miasta Barciszewskiego, który był tak skatowany, że nie mógł się ruszać. Szczęki miał wybite i w ogóle stanowił ledwie żyjącą, straszną masę. Zrzucono go z wozu na ziemię jak worek, rozebrano z futra i ubrania, i pozostawiono tak na dziedzińca. Po krótkim czasie go zastrzelono. Koledzy, którzy przebywali z nim poprzednio w jednej celi, opowiadali mi szczegóły, jak go męczono – przywiązawszy za ręce do słupa, bito pałkami. Dyżurny żandarm pokazywał mi z dumą futro Barciszewskiego, które zabrał jeden z jego kolegów jako łup. Żandarm ów wskazał na swój ciepły jeszcze karabin mówiąc, że właśnie przed chwilą zabił Barciszewskiego”. Naprawdę, trudno czyta się te słowa, nawet teraz, po tylu latach.

Leon Barciszewski stracił życie 10 listopada, natomiast kilka dni później (najpewniej 15 listopada), zamordowano także jego syna, Janusza. Największą, wciąż niewyjaśnioną zagadką, pozostaje miejsce spoczynku włodarza miasta. Prowadzone po wojnie ekshumacje, jak to bywało w socjalistycznej Polsce, do najdokładniejszych nie należały. Wówczas, wiele szczątków przeniesiono na Cmentarz Bohaterów Bydgoszczy na Wzgórzu Wolności, gdzie faktycznie znajduje się symboliczna mogiła prezydenta i jego syna. Czy ich prochy faktycznie tam spoczywają? Można mieć wątpliwości.

Czy prezydent Barciszewski spoczywa na cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy?

Inna teoria mówi, że ciało prezydenta znajduje się w zbiorowej mogile w fordońskiej Dolinie Śmierci, ale wielu bydgoszczan obstaje przy stanowisku, że Barciszewski wciąż spoczywa w lesie na Jachcicach! Są nawet relacje świadków, które wskazują, gdzie znajdowała się jego mogiła. „Pod lasem, przy płocie, na zachód od głównych budynków, w odległości mniej więcej 800 metrów do jednego kilometra” – mówił niegdyś Jerzy Łukaszewski, jeden z więzionych w obozie bydgoszczan.  Jak jest naprawdę?  Tego najpewniej nie dowiemy się już nigdy. Chyba, że zdarzy się cud.

Historia w murach ukryta

Jachcice idą z historią ramię w ramię. Tą pozytywną i tą (niestety) mroczną. Następstwem jest obecność naprawdę wielu ciekawych, ważnych obiektów. Ich poszukiwania rozpoczniemy od budynków oświatowych! Na terenie folwarku szkoła powstała już na początku XIX wieku, ale działała bardzo krótko. Pełnoprawną placówkę władze miejskie założyły dopiero w 1856 roku, jednakże na budynek (początkowo lekcje odbywały się w wynajmowanym pomieszczeniu mieszkańca Jachcic o nazwisku Boecke), trzeba było poczekać do 1879 roku. Wówczas powstał istniejący do dziś budynek szkoły powszechnej przy obecnej ul. Saperów 207. Funkcje szkolne przestał pełnić w 1935 roku i odtąd (również dziś) jest obiektem mieszkalnym.  Obecnie budynek jest otynkowany, ale jeszcze kilka lat temu dostrzec można było oryginalną (choć mocno zdewastowaną), ceglaną elewację.

Budynek dawnej niemieckiej szkoły z 1879r. przy ul. Saperów

Pierwotną funkcję utrzymuje za to gmach, stojący przy ul. Żeglarskiej 67. To bezpośredni następca wspomnianej wyżej szkoły, który oddano do użytku w 1935 roku. Początkowo była to szkoła powszechna im. Marii Curie-Skłodowskiej, zaś po II wojnie światowej znana była głównie jako Szkoła Podstawowa nr 32 (nie mylić z tą, działającą na Bartodziejach, przy ul. Bałtyckiej – której na marginesie sam jestem absolwentem), którą zamknięto w 1974 roku. Wówczas budynek przejęła Wyższa Szkoła Pedagogiczna, a edukacja młodzieży wróciła tutaj w 2000 roku, za sprawą gimnazjum nr 28.

Modernistyczny gmach szkoły przy ul.Żeglarskiej

Dziś działa w tym miejscu szkoła podstawowa nr 36 im. Wincentego Wiernikowskiego, podobnie zresztą jak w najnowszym budynku szkolnym na osiedlu – tym, stojącym przy ul. Średniej 98. Ten ostatni, trzeci w historii obiekt szkolny na Jachcicach,  powstała w 1957 roku, dla dzieci z powojennego wyżu demograficznego. Słowem: obecnie SP 36 działa w dwóch, oddalonych od siebie dość znacznie, gmachach. Ach te transformacje systemu oświaty! 

Nowsza szkoła przy ul. Średniej

Sam budynek (ten starszy, przy ulicy Żeglarskiej), mimo nowoczesnych przybudówek, określić można jako bardzo ciekawy. Wszak to czysty modernizm (czy też nawet brutalizm!), w którym najbardziej wyróżnia się wysoka, wzniesiona od strony południowej, wieża. Ten charakterystyczny, surowy charakter to zasługa pracy duetu zasłużonych dla miasta architektów: Kazimierza Orlicza i wspomnianego już w niniejszym tekście, Bogdana Raczkowskiego.

Jeszcze dekada z lekkim dodatkiem i szkoła będzie mogła świętować 100-lecie!

Naprawdę ciekawie robi się jednak, kiedy zajrzymy  na ulicę Saperów, pod numer 163. Tutaj, przy niewielkim domku, stoi ni to hangar, ni to sala biesiadna. Jedno i drugie jest po części prawdą, bo po swojej pierwotnej – właśnie restauracyjno-balowej funkcji – obiekt (niestety przebudowując) zamieniono na cele magazynowo-produkcyjne. Na szczęście, na frontowej ścianie można znaleźć jeszcze interesujące zdobienia, m.in. w postaci ludzkich twarzy, które przypominają, że konstrukcja pamięta przełom XIX i XX wieku.   

Budynek dawnej restauracji p. Jutrzenka-Trzebiatowskich

Jaka historia kryje się za tym obiektem? Początkowo działała tutaj restauracja Arthura Dietricha, a później E. Krienkego. W okresie międzywojennym, lokal kupiła, jak się potem okazało, zasłużona dla Jachcic rodzina Polaków – państwo Jutrzenka-Trzebiatowscy. Miejsce cieszyło się dużą popularnością, również w związku z funkcjonującą tutaj plażą (o niej więcej niżej).

Na ścianie budynku zachowały sie ciekawe zdobienia

Dość blisko, pod adresem Saperów 258 znajdują się charakterystyczne, ceglane (częściowo otynkowane), podłużne budynki. To zapewne dawne zabudowania folwarczne – ostatnie zachowane po dziś dzień, a konkretnie folwarczne czworaki. Obok znajduje się z kolei pięknie odnowiony (wykorzystywany obecnie przez agencję reklamową), pałacyk, niegdyś centralny obiekt folwarku. W 20-leciu międzywojennym zamieszkiwany był przez hrabiego Jana Bnińskiego. Szlachic ów, posiadał podobno w obrębie swego majątku prywatną kaplicę, piękny ogród, pola i łąki. Jeszcze wcześniej, w obrębie folwarku znajdowały się stawy (niewielkie pozostałości, w postaci bagienek jeszcze się zachowały) oraz młyn wodny.

Pozostałość po zabudowaniach folwarcznych

Bardzo ciekawie jest także w okolicach EC1, czyli bydgoskiej Elektrociepłowni I. Między nią, a Brdą, znajduje się (dość dobrze ukrywając się przed spojrzeniami spacerowiczów), częściowo drewniany dom. To obiekt należący niegdyś do elektrociepłowni, a od lat służący bydgoskiej ADM. Obok jest punkt ujęcia wody na potrzeby elektrowni oraz dawna siedziba TKKF (warto przypomnieć, iż rozwinięcie skrótu TKKF to: Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej) „Elektron”, czyli przyzakładowego klubu turystyki kajakowej, dawniej działającego pod skrzydłami EC1.

Między EC1 a Brdą znajdziecie naprawdę ciekawe budynki

A tak swoją drogą, jest to miejsce, niezwykle istotne, dla bydgoskich wioseł. Przy ulicy Żeglarskiej (wówczas jeszcze nieudostępnionej dla ruchu kołowego, będącej ścieżką holowniczą), tuż obok ceglanych wiaduktów, powstała w latach 30. XX wieku przystań Kolejowego Klubu Wioślarskiego (jej zabudowania znajdowały się mniej więcej na linii dzisiejszej jezdni). Dopiero po wojnie przeniesiono ją na Babią Wieś. Po drugiej stronie rzeki dostrzec można zaś – już dawno opuszczoną – siedzibę TKKF „Orzeł”. O niej wspomnę więcej w materiale poświęconym osiedlu Czyżkówko – tym bardziej, że to obiekt bliski mojemu sercu, związany z wczesnymi latami dzieciństwa.

Okolice mostów kolejowych były niegdyś zagłębiem klubów kajakowych i wioślarskich

Szkoda, że po dziś dzień nie zachowała się z kolei stocznia, założona na Jachicach na początku XX wieku przez Franciszka Czarra. To przedsiębiorstwo, działające nad Brdą, w południowej części dzisiejszego osiedla, upadło niestety po II wojnie światowej, kiedy to (jak prawie wszystko inne) zostało upaństwowione. W stoczni powstała w 1936 roku barka „Hortensja”, którą właściciel, p. Czarra, wykorzystywał do handlu rzecznego. Dziś brzmi nadzwyczajnie, wówczas w Bydgoszczy była to norma.

Interesujące architektonicznie budynki trafiają się na Jachicach co rusz. Przy ulicy Półwiejskiej znajdują się trzy charakterystyczne, podwójne domki, wybudowane przez magistrat w okresie międzywojennym (jak widać, dużo się wówczas działo!). Co ciekawe, identyczne istnieją przy ulicy Biedaszkowo, tuż przy skrzyżowaniu z ulicą Żwirki i Wigury.

Ulica Półwiejska i jej charakterystyczna zabudowa

Szereg ciekawych domków z wysokimi, spadzistymi dachami i charakterystycznymi okiennicami, z wyciętymi w nich kształtami serca, znajduje się z kolei przy ulicy Poprzecznej.

Serca na ul. Poprzecznej

Jest też niewielka kamieniczka przy ulicy Żeglarskiej 93, kilka fragmentów oryginalnego bruku (m.in. przy ulicach Zakątek i Średniej), a także inne, ceglane i modernizujące konstrukcje. Tak naprawdę, prawie przy każdej jachickiej ulicy, uważny obserwator dostrzeże coś interesującego! A dodajmy, że przecież w przypadku wielu innych bydgoskich osiedli, nie jest to normą!

Historyczna kamieniczka i historyczny bruk

Miejsce rekreacji

Niezaprzeczalnym faktem jest, że Jachcice stanowią istotne miejsce rekreacji nie tylko dla samych mieszkańców osiedla, ale całej Bydgoszczy. Mam jednak wrażenie, że obecnie potencjał ten jest nieco niedoceniany. Trudno jednak nie dostrzec walorów, wynikających z położenia osiedla! Wszak z jednej strony mamy Brdę, z drugiej ogromny las.  I to las nie byle jaki, bo jeżeli tylko siły w nogach Wam wystarczy, możecie wjechać lub wejść do niego od strony Jachcic, a wyłonić się dopiero w Myślęcinku (charakterystycznym łącznikiem jest droga udostępniona dla ruchu samochodowego, łącząca ulice Smukalską i Rekreacyjną). Albo jeszcze lepiej – jadąc na północ, dotrzecie nad Zalew Koronowski! Tylko uważajcie, bo z racji na fakt, iż osiedle położone jest na granicy północnej skarpy Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej, w pewnym momencie będziecie musieli pokonać spore wzniesienie. Oczywiście, dla wielu będzie to wyłącznie plus!

Piaszczysta skarpa w północnej części osiedla

Las, jak zresztą wszystkie, otaczające Bydgoszcz, jest bardzo przyjemny i, co również charakterystyczne, wyrosły na piaskowym podłożu (to jest dostrzegalne przede wszystkim w okolicach wspomnianego, dawnego poligonu).  Jest też kilka charakterystycznych „klinów”, miejsc w których zieleń wcina się w głąb osiedla. Największy z nich to ten, tuż za supermarketem „Biedronka”, przy ulicy Saperów. Tutaj mamy naprawdę gęstą roślinność, a jeśli wdrapiemy się na wzniesienie w okolicach ulicy Komandosów, dostrzeżemy że znajduje się tutaj najprawdziwsza – bardzo głęboka – dolinka. W dole mamy bagienne tereny wraz z niewielkimi strugami (niestety ostatnio trwa tam jakaś inwestycja i teren został nieco rozjechany przez ciężkie wozy). Nieco dalej, w kierunku północnym są nawet małe jeziorka  (to te pofolwarczne zbiorniki) i nieco większa struga, na której sprawne bobry utworzyły swoje żeremie!

Gdzieś tam w oddali kryje się zabagniona dolinka

Inna struga, spływa sobie grawitacyjnie z brzegu północnej skarpy w Rynkowie. Dostrzeżecie ją dokładnie tuż pod kładką nad torami, przy dawnej stacji Rynkowo (wypływa spod przepustu pod torami). Tutaj wody jest najwięcej – dalej rzeczka – zdaje  się że jest to Struga Rynkowska – sezonowo nawet wysycha. Kiedyś stanowiła pewnie element urozmaicający te piękne lasy, które w połączeniu ze znajdującą się po drugiej stronie linii kolejowej, modną restauracją (jej ruiny wciąż tam są), dodawała całości klimatu. O tym, że Rynkowo stanowiło miejsce weekendowych wycieczek Bydgoszczan, wspominały już niemieckie kroniki – wiele się pod tym względem nie zmieniło za czasów międzywojnia, o czym pisał choćby Zbigniew Raszewski w „Pamiętniku Gapia”. Dziś to raczej miejsce eksplorowane przez biegaczy lub rowerzystów.

Droga łącząca Jachcice z Rynkowem

Ostoją zieleni jest też oczywiście Brda, która wije się pięknie – im dalej na północ – tym mając bardziej dziki – niezbyt przypominający miasto – charakter. Niestety, dojdziecie do jej nabrzeża tylko w kilku miejscach. Jednym z nich jest oddana parę lat temu do użytku tzw. „Kładka nad Bluszczową Rzeką”, stanowiąca przedłużenie ulicy Jednostronnej (tuż przy ogródkach działkowych), która łączy brzegi należące do Jachcic i Czyżkówka. Kładkę wybudował KPEC, podczas tworzenia nowego ciepłociągu, przy okazji tworząc także przejście dla pieszych. Nic, tylko przyklasnąć!

Brda i kładka nad Bluszczową Rzeką

Określenie „Bluszczowa rzeka”, może być dla czytelników pewnym novum, ale tak już dekady temu na Brdę mawiali podobno Leon Wyczółkowski czy Jan Paweł II. Dziś przy kładce znajdziecie wiersz p. Władysława Horabika, który pozwolę sobie niżej przytoczyć:

„Witam Cię! – Bluszczowa Rzeka. Ciebie z bliska i z daleka! Proszę, zabierz z tych podróży promyk słońca, zapach róży, woń konwalii, smak poziomek, leśną cisze, w bluszczach domek, szmery fal i piasku złoża, rwące nurty, łany zboża, koncert polnym sopran dzwonka, głosy łąki, śpiew skowronka, kamyk podróżami gładki, przypływ zdrowia, pejzaż rzadki”.

Odrobina poezji w trakcie spaceru? Czemu nie!

Poza wodą i lasem, jest… pustynia! A raczej krajobraz, nieco przypominający pustynię, czyli rozległe, piaszczyste tereny – pozostałość po dawnym poligonie. Potężny, płaski teren, rozciąga się za domostwami przy ulicach: Partyzantów i Zawiszy Czarnego. Krajobraz uzupełniają małe sosny.

Dopełnieniem funkcji rekreacyjnej, są oczywiście ogródki działkowe, których historia rozpoczęła się jeszcze w 20-leciu międzywojennym, od utworzenia kompleksu „Lech”. Dziś działają tutaj dwa tego typu tereny: przy ulicy Jednostronnej oraz Żeglarskiej (obok EC1), każdorazowo sięgając oczywiście do Brdy.

Jak kąpiel to tylko na Jachcicach!

Bliskość Brdy to oczywiście szansa na kąpiel. Dzisiaj niestety, jeżeli w ogóle takowe się tutaj odbywają, to tylko w sposób dziki. Jednakże kiedyś, Jachcice słynęły jako miejsce, do którego podróżowało się często właśnie wyłącznie w celach kąpielowych, albo żeby poplażować. Nazwa ulicy Kąpielowa, to – jak się możecie domyślać – nie przypadek. Problem w tym, że dziś należy traktować ją tylko w sposób historyczny.

W międzywojniu dużą popularnością cieszyło się kąpielisko przy ulicy Saperów, przy wspomnianej już restauracji Józefa i Anny Jutrzenka-Trzebiatowskich. Według wspomnień wnuka, w obrębie kompleksu znajdowały się: sala taneczna, bar oraz ogród, gdzie biesiadowano w okresie letnim. Na początku lata 30. XX wieku, urządzono tutaj strzeżone kąpielisko cywilno-wojskowe (podzielone na dwie części). Piasek przywożono podobno specjalnie aż znad morza, były przebieralnie, brodzik, a nawet zewnętrzna kręgielnia. Poza samym kąpieliskiem i restauracją, można było  wypożyczyć kajak, a chętni dopływali na miejsce z centrum motorówkami (trochę taki przedwojenny tramwaj wodny).  

Wierzcie mi lub nie, ale za tymi budynkami funkcjonowało kiedyś popularne kąpielisko

Potem, niejako kontynuatorem tych kąpielowych tradycji, było miejskie kąpielisko przy ulicy Saperów, tuż za dawnym budynkiem szkoły powszechnej. W 1967 roku przygotowano je na potrzeby niemal 2 tysięcy osób! Były pomosty, szatnie, toalety i naprawdę spore zainteresowanie. Kąpielisko „padło” jednak na przełomie lat 80. i 90. XX wieku, a do dziś zostały tylko fragmenty betonowego nabrzeża i dawnego  brodzika dla dzieci. Co ciekawe, przy tworzeniu tego terenu rekreacyjnego, korzystano ze starych planów Józefa Jutrzenka-Trzebiatowskiego.

Zresztą tutaj też

Najciekawiej brzmią jednak wspomnienia o tzw. „rowku”, czyli… kanale zrzutowym wody, wykorzystanym przez jachcicką elektrociepłownię. Mowa o betonowym korycie, za pomocą którego zrzucano do Brdy podgrzaną (wykorzystaną uprzednio do celów produkcyjnych) wodę, dzięki czemu pojawiała się możliwość kąpieli, niby w jakiejś wczesnej formie aquaparku! I faktycznie, podobno ścisk, panujący w tym miejscu w okresie letnim był nie do opisania. Niby narzekano, że średnio to estetyczne, ale jednak ludziom to zbytnio nie przeszkadzało. Jak powszechnie wiadomo, kiedyś ludziom do szczęścia nie potrzeba było wiele! A z pewnością nie tak dużo jak dziś.

Bulwar nad Brdą przy EC1 kiedyś
Źródło: „Dzieje bydgoskich Jachcic”

Bulwar nad Brdą przy EC1 dziś

„Ujście” tej specyficznej rzeczki znajdowało się w bezpośrednim sąsiedztwie dawnego, wojskowego basenu pływackiego. Ten zresztą pozostał po dziś dzień, z tym że obecnie służy raczej wędkarzom. Basen powstał jeszcze za czasów zaborów, jako Kąpielnia Wojskowa (pływanie trenowali tutaj wojskowi), a potem, już po 1920 roku, był bardzo popularny wśród Polaków i wykorzystywany w celach kąpielowych rzekomo aż do 1954 roku. Podobno do tego basenu przelewała się czasem woda z „rowka”, toteż pływać można było w bardzo przyjemnych warunkach.

Stary wojskowy basen

Cmentarze dwa

Tworząc niniejszy cykl, często spotykam się z zabawnymi reakcjami ludzi, próbującymi udowodnić mi, że w obrębie danego osiedla, nie znajdę ZUPEŁNIE NIC ciekawego. O Jachcicach oczywiście również usłyszałem swego czasu podobne bzdury, jednak tutaj rzecz została pewnego razu bardziej skonkretyzowana. Zostało mi mianowicie oznajmione, że tutaj nie mam czego szukać, bo ani żadnych obiektów sakralnych, ani żadnych cmentarzy (w których opisywaniu przecież się lubuję), nie znajdę. No cóż, prawda jest zgoła odmienna, co udowadniam poniżej!

W obrębie Jachcic znajdują się dwa czynne cmentarze

Wszak w graniach Jachcic znajdują się dwie ważne, bydgoskie nekropolie. Nie są powszechnie kojarzone z osiedlem, co wynika z opisanego na początku materiału faktu, iż znajdują się na terenie tradycyjnie nazywanym Ludwikowo. Na myśli mam cmentarz komunalnym przy ulicy Ludwikowo i sąsiedni, podlegający po parafię pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa (tak, tę, której kościół stoi na Śródmieściu, przy Placu Piastowskim).

Zdecydowanie mniejszy, komunalny cmentarz (nieco ponad 1 ha powierzchni) jest – o dziwo – starszy. Oddano go do użytku w 1927 roku i przez kilkanaście początkowych lat służył jako nekropolia wojskowa, co zmieniło się (choć nie w pełni) po II wojnie światowej. Pozostałością po tej funkcji są jednak groby Powstańców Wielkopolskich, kwatera 171 polskich żołnierzy poległych w trakcie II wojny światowej, a także 97 żołnierzy, przeniesionych tutaj z lasu na terenie bydgoskiej Smukały, zamordowanych tam przez niemieckiego okupanta.

Mniejszy z cmentarzy to komunalna nekropolia

Poza wspomnianymi wyżej żołnierzami, znajdziemy tutaj nazwiska przynajmniej kilku zasłużonych bydgoszczan. Jest dla przykładu Henryk Skrzypiński, uczestnik walk o Monte Casino, a po wojnie zasłużony działacz bydgoskiego PTTK i przewodnik turystyczny, przedwcześnie zmarły doktor habilitowany nauk humanistycznych (literaturoznawca), związany z Uniwersytetem Kazimierza Wielkiego, Mirosław Gołuński czy choćby Zdzisław Pelc, inżynier, współzałożyciel Kujawsko-Pomorskiego Związku Pracodawców, wieloletni dyrektor Fabryki Okuć Meblowych „Fomix”. Zdecydowanie widać, a także czuć tutaj historyczny klimat.  

Nieco młodszy – nieznacznie, bo powstał w 1929 roku – jest zdecydowanie większy (ponad 8 ha) sąsiedni cmentarz parafialny. Tutaj historia jest jeszcze silniej wyczuwalna. No i jest jej – dosłownie – więcej, bo spoczywa tutaj ponad 30 tysięcy osób. Na środku nekropoli stoi dodatkowo ciekawy obiekt sakralny – drewniana kapliczka z 1929 roku (data wskazująca na rok budowy znajduje się nad wejściem).  

Większy podlega pod parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa

Znalezienie tutaj nazwiska zasłużonego bydgoszczanina nie nastręcza większych problemów. Przecież właśnie tutaj spoczywa wielki Andrzej Szwalbe, bydgoski wizjoner o którym napisano już chyba wszystko (nasz film o nim znajdziecie TUTAJ), wybitny bokser Jerzy Adamski (dwukrotny medalista mistrzostw Europy i srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich z Rzymu w 1960 roku), Kazimierz Jułga, malarz, fotograf i wieloletni dyrektor BWA, Józef Paderewski, przyrodni brat premiera RP Ignacego, przez wiele lat uczący w Miejskim Katolickim Gimnazjum Żeńskim, czy wspomniany już wcześniej Jerzy Riegel, a więc bydgoski mistrz fotografii.

Spoczywa tutaj wielu zasłużonych bydgoszczan

Zapominać nie wolno także o Szczepanie Jankowskim, patronie śródmiejskiej ulicy sąsiadującej z kościołem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Nieprzypadkowo, bo przez dekady pracował w kościele jako organista. Do tego był wybitnym kompozytorem i dyrygentem, a w trakcie okupacji i podziemnym działaczem, walczącym z okupantem. Wszystkiego tego dokonał, będąc od dzieciństwa osobą niewidomą.

 

Jeden kościół i… kolejny cmentarz  

Poza wspomnianą, drewnianą kaplicą na cmentarzu parafialnym, na Jachcicach działa także pełnoprawny kościół. Nie jest to może obiekt historyczny, ale jednak, określić można go jako interesujący. Wszystko dlatego, że znajduje się w ciągu jednorodzinnych lub szeregowych domków ulicy Saperów, z którymi, dzięki swoim niewielkim rozmiarom, tworzy dość jednorodną strukturę. Sam obiekt jest dość estetyczny, a nawet wyposażony (od niedawna) w wieżę.

Kościół – w obecnej formie – oddano do użytku tak naprawdę dopiero w 2014 roku, choć budowano go już od 2008 roku. Wcześniej, przez lata wierni gromadzili się w niewielkiej, znajdującej się na tej samej działce, kaplicy. Ta powstała po założeniu tutejszej parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, czyli w 1958 roku. Pierwsze plany budowy świątyni na Jachcicach, to jednak jeszcze czasy przedwojenne – wówczas, przymierzano się do jej wzniesienia na działce u styku obecnych ulic Ludwikowo i Kąpielowej. Niestety, do momentu wybuchu II wojny światowej, przyszli parafianie zdołali tylko postawić w tym miejscu krzyż.

Kościół przy ul. Saperów

W pobliżu kościoła nie ma cmentarza. Tzn. nie ma cmentarza katolickiego, bo ewangelicki… już tak! Niestety, zgodnie z niechlubną, bydgoską tradycją, jest to cmentarz zdewastowany, odarty z (jeżeli wolno mi użyć takich słów w stosunku do cmentarza) jakiejkolwiek godności. Dawna nekropolia, znajduje się na zielonym terenie,  przy ulicy Saperów, między parkingiem „Biedronki”, a zabudowaniami, powstałymi po północnej stronie niewielkiego lasku. Znajduje, bo ekshumacji przecież tutaj nie było.

Dziś na terenie nekropolii, powstałej najpewniej w połowie XIX wieku, znajdziecie tylko jeden (!) zachowany nagrobek. Do tego nagrobek, który jest traktowany jako… kubeł na śmieci. Naprawdę nie wiem, jakim cudem ktoś jest w stanie wyrzucać puszki po piwie lub plastikowe butelki do grobu innego człowieka. Kimkolwiek by ten człowiek nie był i czego by w swoim życiu nie zrobił.  Tutaj jednak zasady moralne, jak widać, nie obowiązują. Ech, szkoda gadać! Szkoda strzępić…

Ewangelicka nekropolia jest dzisiaj w doprawdy fatalnym stanie

Cmentarz zamknięto w trakcie II wojny światowej, ale potem, podobno do początku lat 60. XX wieku, teren jeszcze jakoś się „trzymał”. Był ogrodzony, miał ładną aleję drzew, a nawet kapliczkę.  Potem zaś przez lata działało tutaj dzikie wysypisko śmieci (jak widać, wciąż po części tak jest), a jakieś 15 lat temu (ok. 2010 roku) podczas robót budowlanych, przez cmentarz próbowano pociągnąć rurociąg… Nie muszę chyba dodawać, że w ich trakcie doszło do najzwyklejszego w świecie (choć ta zwykłość jest wprost okropna!) zbeszczeszczenia doczesnych szczątków pochowanych tutaj osób. Po dziś dzień, mimo wielu planów, teren nie został w żaden sposób oznaczony. Po prostu, powoli sobie… „umiera”. Rzecz nie dziwi, ale boli.

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow

Jachcice i giganci

Na Jachcicach działają także dwa bardzo ważne dla miasta przedsiębiorstwa. Wydaje mi się jednak, że niewielu kojarzy je z przedsiębiorstwami historycznymi, niesłusznie uznając raczej za dość nowe twory. Inna sprawa, że z uwagi na położenie na skraju osiedla, niewielu kojarzy je z Jachcicami.

Pierwszy ze wspomnianych gigantów, to znajdująca się przy ulicy Żeglarskiej elektrociepłownia. Nie byle jaka jednak, bo mowa o Elektrociepłowni nr 1, czy też, jak nazywa się ją w skrócie – EC1. To najstarsza bydgoska elektrociepłownia, służąca naszemu miastu (początkowo jako elektrownia) nieprzerwanie od 1929 roku! Przez lata zaopatrywała ona Bydgoszcz w energię elektryczną samodzielnie, wszak dopiero w 1970 roku oddano do użytku Elektrociepłownie II (EC2), znajdującą się na terenie Zachemu.

Elektrociepłownia I to prawdziwy gigant

W specyfikę działalności elektrociepłowni wchodził raczej nie będę, bo znawca takich tematów ze mnie żaden. Warto dodać jednak, że dostarcza ona energię do zachodniej i centralnej część Bydgoszczy, tworząc wraz z EC2 jedną całość, pod nazwą PGE Energia Ciepła Oddział Elektrociepłownia. I to, że wciąż się modernizuje, dostosowując do potrzeb – bądź co bądź – rozwijającego się miasta.

Elektrociepłownia jest ogromna – jej potężne rozmiary, które jeszcze wzmacnia górujący nad nią, wysoki komin, dobrze widać z ceglanych mostów kolejowych nad Brdą. Długa historia, wszak za 5 lat stuknie jej sto lat, to nie wszystko. Istotnym jest też to, że do budowy jej fundamentów, wykorzystano podobno cegły, ze zniszczonej w drugiej połowie lat 20. XX wieku, Wieży Bismarcka! Ta niezwykle ciekawa konstrukcja, stojąca niegdyś w miejscu dzisiejszego cmentarza Bohaterów Bydgoszczy, została z kolei wzniesiona w 1914 roku, przy wykorzystaniu materiału, pochodzącego z miejskich murów. Dodając 2 do 2, stwierdzić możemy, że w trzewiach EC1 krąży materia starej (a nawet staropolskiej) Bydgoszczy. Nieźle, prawda?

Jej komin widać z wielu kilometrów

Elektrociepłownia – a raczej jej starsza (ta utrzymana w szarych barwach) część – to kolejny przykład bydgoskiego modernizmu. Zaprojektował ją duet architektów: L. Régamey i F. Głowacki. Biorąc pod uwagę wspomnianą już wcześniej szkołę, która przecież również stoi przy ulicy Żeglarskiej, rzec można, ze Jachcice modernizmem stoją! Wszyscy miłośnicy tego stylu koniecznie powinni się tutaj wybrać!

Drugi jachicki gigant to oczywiście PESA, czyli przedsiębiorstwo działające w branży pojazdów szynowych. Na jej stronie, znaleźć można informację, że kompleks obiektów firmy to swego rodzaju „miasto w mieście”. I jest w tym sporo racji, bowiem zajmują one naprawdę potężny teren, znajdujący się między kompleksem dworca kolejowego Bydgoszcz Główna a ulicą Witolda Pileckiego.

I tutaj znów rzucę sakramentalne: „przydałby się osobny artykuł”, bowiem historia i współczesność PESY to rzecz na tyle ciekawa, że aż żal streszczać ją w kilku akapitach. Wszak to przedsiębiorstwo, które wyrosło na zakładach powstałych jeszcze w 1851 roku, a więc w momencie, w którym otwarto pierwszy fragment trasy kolejowej, łączącej Berlin z Królewcem. Wtedy to uruchomiono, w celu obsługi tego połączenia, Zakłady Naprawcze Kolei Wschodniej Bydgoszcz (Ostbahn-Werkstatt-Bromberg). Przez lata przedsiębiorstwo przechodziło – co oczywiste – z rąk do rąk i – co również oczywiste – zmieniało swą nazwę. Dziś jest to spółka akcyjna, w nazwie której PESA pojawiła się dopiero (bo przecież wydaje nam się, że jest od zawsze) w 2001 roku.

PESA to bodaj najbardziej znane bydgoskie przedsiębiorstwo

Po historycznych (tych najstarszych) obiektach nie zostało tutaj wiele, wszak firma intensywnie się rozwijała, ale jest chociażby oryginalny tunel pod torami (pamiętający jeszcze lata 70. XIX wieku), wiodący od strony ulicy Zygmunta Augusta, którym pracownicy przechodzą do hangarów. To jedna z najdłuższych tego typu konstrukcji w województwie kujawsko-pomorskim.

Dziś spółka produkuje tramwaje i szynobusy, które jeżdżą nie tylko po wielu polskich miastach (m.in.: Warszawa, Gdańsk, Szczecin czy Toruń), ale także po Europie – choćby w Kijowie, Sofii i Jassach (Rumunia). Gigant zatrudnia do tego kilka tysięcy osób i w ogóle, zasługuje chyba na miano najbardziej znanej, bydgoskiej firmy.

Jachcice dziś

Współczesne Jachcice to osiedle, które jawi się jako spokojne, mające charakter przedmieścia. W istocie tak jest, i to mimo bliskości (która też nie zawsze jest dostrzegalna) względem centrum miasta. Przecież wystarczy przejechać ulicą Żeglarską pod wiaduktami kolejowymi i już jesteśmy w pobliżu dworca Bydgoszcz Główna.

Jachcice leżą zaskakująco blisko centrum miasta!

W mojej opinii, paradoksalnie najspokojniej jest na Górnych Jachicach (czyli tych bliższych centrum), a to z uwagi na fakt, iż rozciągają się one na wielu mniejszych, bocznych uliczkach. Wystarczy skręcić w którąś z nich (np.: Kolejarską, Krzemieniecką, Starogardzką, Zamkniętą), aby poczuć się jak poza miastem. Dla mieszkańców blokowisk, takich jak ja, ich spokój jest wręcz uderzający! To chyba największe w mieście skupisko domów szeregowych – w szranki mogą stawać chyba tylko Glinki.

Osiedle to prawdziwe zagłębie szeregowców

Na Dolnych Jachicach (teren między cmentarzem ewangelickim, a ulicą Okrężną), ma zaś charakter typowej ulicówki – wsi, która rozbudowała się wzdłuż jednej, głównej arterii. W tym przypadku jest to ulica Saperów. I choć mieszkańców jest tutaj zdecydowanie (pewnie przynajmniej kilkukrotnie) mniej, z uwagi na brak zaułków, a za to bliskość ruchliwej ulicy, jest troszeczkę głośniej. Z drugiej strony, krajobraz jest zdecydowanie bardziej swojski, podmiejski.  

Klimaty Dolnych Jachcic

Swojskości dodają również, tak charakterystyczne dla Jachcic, ogrodnictwa. Tych pozostało na osiedlu kilka (największe na Dolnych Jachicach, przy ul. Saperów). Niegdyś, jak wskazują kroniki, było ich za to kilkanaście, w tym chyba najsłynniejsze, Bruno Welsanda pod adresem ul. Saperów 270. Jeszcze wcześniej, kwiaty hodował tutaj Niemiec, August Schwarcnock. Jakimś pocieszeniem może być fakt, że w tym samym miejscu, tradycję kultywują kolejni właściciele. Swoją drogą, przed laty, ogrodnictwo prowadziła tutaj także rodzina… Weckwerthów. Niestety, mowa o części familii, z którą nigdy kontaktu (paradoksalnie, bo przecież nie ma nas w Bydgoszczy tak znowu wielu), nie miałem. Może wszystko dopiero przede mną?

 

Ogrodnictwa – czyli rzecz charakterystyczna dla Jachcic

Nie ma już na osiedlu restauracji. Wspominałem wcześniej tę państwa Jutrzenka-Trzebiatowskich, ale były przecież i inne. Choćby „Pod Lasem”, przy ulicy Saperów, prowadzona przez Franciszka Orczykowskiego, a potem rodzinę Owsianków. Co ciekawe, potem uruchomiono tutaj kino „Brda”, lub jak twierdzą niektórzy „Jachcice”. Dziś ważnym ośrodkiem kulturalnym Jachcic jest z kolei filia Biblioteki Wojewódzkiej i Miejskiej, mieszcząca się w ładnie wyremontowanym budynku przy ul. Czołgistów.  

Generalnie osiedle się rozwija – liczba mieszkańców jest raczej stabilna, powstają sklepy (w ostatnich latach „Biedronka” i „Polomarket”), gruntowych ulic jest już niewiele. No i oby tak dalej. Byle by w efekcie tego rozwoju nie zniknął ten błogi spokój.

Spokój…

A tak swoją drogą, to być może wynika on (tzn. rzeczony spokój) także z niewielkiego zagęszczenia ludności, bowiem mimo wspomnianej, dużej powierzchni, liczba mieszkańców nie przekracza tutaj 4 tysięcy osób (choć według niektórych źródeł – nie wiem czy można im ufać – kiedyś sięgała 8 tysięcy). To oznacza, że w tej klasyfikacji, Jachcice zajmują 19 (na 29 osiedli) miejsce w Bydgoszczy.

Jachice zasługują na szacunek!

Cóż mogę napisać, wieńcząc ten ponad 20-stronicowy tekst? Chyba tylko tyle, ile sami – jeżeli uważnie przeczytaliście całość – zdążyliście już wywnioskować (lub wiedzieliście to już wcześniej). Jachcice to osiedle z naprawdę dużą tożsamością, interesującą historią, wieloma ciekawymi miejscami i obiektami, a na dodatek po prostu… ładne! Nie ma tutaj wielu szpetnych zakamarków, nie ma przytłaczającej zabudowy (może poza strefą przemysłową w południowej części osiedla). Są za to estetyczne domki, spokojne ulice, no i oczywiście las i piękna Brda!

Wybierzcie więc jakiś pogodny, wiosenny dzień, i udajcie się na wycieczkę na to osiedle. Pochodźcie po uliczkach, zajrzyjcie do lasu, spójrzcie na Brdę. Myślę, że to będzie miła odmiana od tak zatłoczonych miejsc rekreacji, jak Wyspa Młyńska czy Myślęcinek. Zresztą, ile można jeździć wciąż w te same miejsca?!

A jeżeli wolicie bardziej zorganizowane wyprawy, zapraszam na nasz spacer, w cyklu „Bydgoskie osiedla BEZ TAJEMNIC” (w ramach projektu Fundacji Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką”, który został dofinansowany ze środków Miasta Bydgoszczy). Ruszamy ze skweru przy ulicy Unii Lubelskiej (pod ceglanymi wiaduktami kolejowymi, ale od strony Śródmieścia), 21 kwietnia 2024 roku (w niedzielę)  o godzinie 10:00. Spacerować będziemy ok. 2 godzin, ale sądzę, że warto. Tym bardziej, że nie potrzebujecie żadnych zapisów, a całość jest w pełni bezpłatna!

Tyle o Jachicach (choć niektórzy napisaliby pewnie „aż tyle”). Jeszcze w kwietniu na blogu pojawią się artykuły o osiedlach: Smukała-Opławiec-Janowo oraz Szwederowo. Zapraszamy już teraz!

Artykuł powstał w ramach projektu Piotr Weckwerth prezentuje: „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – cz. 5”.

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY

  1. Anna 12 kwietnia 2024

    Przeczytałam z wielką przyjemnością. I jako rodowita Bydgoszczanka 1971r i jedna z pierwszych mieszkanek osiedla Piaski.czytalam z bijącym sercem i rumianym licem nieznana mi historie .tym samym pozwalajac wrocic do dawnych lat .może kiedyś będzie taka historia Piasków Pozdrawiam Anna Kaczmarek obecnie Wielkoposka

    1. WECKWERTH 15 kwietnia 2024

      Dziękujemy za miłe słowa 🙂 Artykuł o Piaskach powstał już jakiś czas temu. Można go przeczytać tutaj: https://turystykabezfiltrow.com/artykuly/osiedle-piaski

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X