Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – ŁĘGNOWO WIEŚ

Złośliwi twierdzą, że to „koniec świata”, podczas gdy tak naprawdę mówić można tutaj jedynie o końcu (tj. najdalszym skrawku) miasta. Charakter i zabudowa? Zupełnie inne, aniżeli na pozostałych bydgoskich osiedlach. Historia? Paradoksalnie, niezwykle długa i interesująca. Bardziej niż miasto, krajobrazy te przywodzić mogą na myśl wieś, toteż nazwa tego osiedla, jest jak najbardziej słuszna (ale nie należy jej interpretować w sposób pejoratywny). Cieniem na tych wszystkich pozytywnych aspektach kładzie się mroczna historia przemysłowego sąsiada, tj. „Zachemu”. Wszystkie te blaski i cienie spotykają się właśnie tutaj, na osiedlu Łęgnowo Wieś!

Zanim zaproszę Was do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Do tej pory w ramach „Bydgoskich osiedli BEZ FILTRÓW” – bo tak nazywa się ta seria – ukazało się 21 artykułów. W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i docelowo opisać wszystkie (a jest ich dokładnie 29!) bydgoskie jednostki mieszkaniowe.

Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW.

Zapraszam do lektury – zarówno starszych tekstów, jak i niniejszego, dotyczącego osiedla Łęgnowo Wieś.

Na skraju miasta

Kwestia granic bydgoskich osiedli to temat rzeka. Wiele razy o tym pisałem, wiele razy dziwiłem się, w jaki sposób granice te poprowadzono, wiele razy zetknąłem nawet z krytyką (a kilka razy i agresją!) ze strony mieszkańców danego osiedla, którzy nie zgadzali się z przedstawionym przeze mnie opisem. Nieważne, że przedstawiałem jedynie oficjalny przebieg, zapisany w dokumentach, przyjętych przez Radę Miasta. Mniejsza jednak z tym – faktem jest, że podział Bydgoszczy na osiedla to powód do niekończącej się dyskusji!

Dwa łęgnowskie osiedla, a więc Łęgnowo i bohater dzisiejszego odcinka, Łęgnowo Wieś, również należy zaliczyć do tych, których granice nie do końca pokrywają się z ich powszechnym odbiorem. O tej pierwszej jednostce napiszę w kolejnym artykule cyklu, teraz skupmy się na drugiej. Tutaj granica biegnie Wisłą, od ujścia do niej Brdy (mowa o tym pierwszym, naturalnym ujściu), w kierunku południowym, a potem południowo-wschodnim. W ten sposób docieramy do granicy miasta, a więc skraju ul. Toruńskiej, tuż przy „miedzy” z Otorowem. Nie ma tutaj żadnej naturalnej granicy – ta ciągnie się „na przełaj” przez pola uprawne, łąki i lasy.

Wał przeciwpowodziowy prowadzący w kierunku ujścia Brdy do Wisły

To, co nieznane i nieoczywiste, zaczyna się dalej, w kierunku południowym. Granica przecina bowiem ul. Nowotoruńską, a osiedle sięga zaskakująco daleko, w głąb Puszczy Bydgoskiej. Potem wiedzie na zachód i po ok. 1,5 km, zawraca na północ, dzięki czemu tworzy się specyficzne „wcięcie”. Kierując się na północ, przecinamy drogę krajową nr 10 i docieramy (wciąż poruszając się w linii prostej) do ul. Nowotoruńskiej. Ta kieruje nas do ul. Łęgnowskiej, która z kolei doprowadza do linii kolejowej Bydgoszcz-Toruń. Co ciekawe, dworzec Bydgoszcz Łęgnowo podlega już pod osiedle Łęgnowo.

Osią osiedla jest ul. Toruńska

W ten sposób, osiedle Łęgnowo Wieś „połyka” kilka dawnych, historycznych osad, lub przynajmniej ich części, a także spory kawał Puszczy Bydgoskiej i terenów przemysłowych bądź postprzemysłowych. Zasadniczo ciężko, z uwagi na rozległe zamknięte tereny oraz lasy, byłoby przejść całą linią granic. No i – z uwagi na czyhające na nas „niespodzianki” – zapewne nie byłoby to zbyt rozsądne.

Na koniec tych granicznych rozważań, należy dodać, że kształt i zasięg osiedla, został ustalony dopiero w 1998 r. Uchwała rady miasta w tym celu, została przyjęta 30 marca tegoż roku. Sąsiednie Łęgnowo doczekało się tego już w 1994 r.

Osiedne Łęgnowo Wieś na urzędniczej mapie bydgoskich osiedli
źródło: http://www.bydgoszcz.pl

Łęgnowo, Plątnowo i inne

Trudno jest w sposób zwięzły opisać historię terenu, wchodzącego w skład obecnego osiedla Łęgnowo-Wieś. Nie z uwagi na burzliwe wydarzenia czy ich mnogość (choć faktycznie, działo się tutaj całkiem sporo), ale poprzez fakt, że na terenie, a także tuż obok, funkcjonował cały szereg, niezależnych od siebie niegdyś, wsi.

I tak, w obecnych granicach administracyjnych osiedla, mieliśmy (używając współczesnych nazw): Łęgnowo, Plątnowo, Plątnowice, Żółwin Wielki oraz Żółwin Mały. Tuż obok funkcjonowały zaś: Otorowo, Wypaleniska (ich teren fragmentarycznie też znajduje się w graniach osiedla Łęgnowo Wieś), a także: Makowiska oraz Siedmiogóry. I tak, wiem – czytając to, można dostać zawrotów głowy.

Łęgnowo czy nie?

Najdalej wysunięty na północ fragment osiedla, to „właściwe” Łęgnowo. Osada istniała już na pewno w wieku XIII i była pierwszy raz wzmiankowana w 1280 r., jako Lung. Nazwa nie miała jednak nic wspólnego z płucami czy drogami oddechowymi (ang. lung = płuco), a z… lasem. Wskazują na to kolejne, już bliższe współczesnej, nazwy wsi, czyli: Ląk, Łąk, Łęg, Łęga, Lęgnowa i wreszcie Łęgnowo. To odniesienie do podmokłych terenów – łąk lub lasów (łęgowych), których tutaj – w pobliżu Wisły – było przecież wieki temu bardzo dużo. To istotne, bo właśnie ten czynnik wpłynął na dalsze losy osady – o tym jednak nieco niżej. Tutaj warto dodać, że „za Niemca”, wieś zwano Langenau lub Czersk (Czersko) Niemiecki(e).

Podmokłe tereny? Wciąż takie tutaj znajdziecie!

Tuż obok, w kierunku południowym (poruszamy się wzdłuż dzisiejszej ul. Toruńskiej) w XVII lub XVIII w. powstała osada Fletnowo. Jej miejscowością satelicką było Fletnowo Nowe, leżące nieco dalej na południe, tuż obok skraju wysokiej skarpy wiślanej doliny. W związku z tym z czasem, pierwsze Fletnowo nazwano Starym, a drugie Nowym. Za czasów zaborów były to osady: Alt Fletnau  (Stare Fletnowo) i Neu Fletnau (Nowe Fletnowo), choć zdarzało się, że używano także słowa Flötenau.

Po 1920 r. Fletnowo Stare stało się Plątnowem, natomiast Fletnowo Nowe Plątnowicami. Dziś druga z tych nazw jest już niemal zapomniana, a pierwsza bywa używana zwyczajowo. Plątnowo zostało także upamiętnione, poprzez nazwę ulicy Plątnowskiej oraz nazwę zbiornika wodnego, znajdującego się między ulicami: Plątnowską i Otorowską (Jezioro Plątnowo).

Otorowo to co prawda nie teren osiedla, ale bardzo ważne, z perspektywy rozwoju tych stron, miejsce. I ono było wzmiankowane jeszcze w XIII w., a za czasów zaborów znano je jako Ottorowo lub Otteraue. Obecnie to bardzo niewielka, licząca ok. 200 mieszkańców, wieś, należąca do gminy Solec Kujawski. W miejscowości warto rzucić okiem na XVIII w. chatę, tzw. „Czarną Warszawę”, dziś już niezamieszkaną.

„Czarna Warszawa”

Jeszcze mniejsze, a do tego stale wyludniające się, są także miejscowości, położone po drugiej (południowej) stronie linii kolejowej: Bydgoszcz-Toruń. Wiąże się to nie tylko z oddaleniem od centrum miasta, ale przede wszystkim z rozwojem strefy przemysłowej, w tym m.in. powstaniem wysypiska śmieci. Raczej mało kto chce żyć w cieniu i zasięgu „zapachów” śmieci. Mowa tutaj o: Makowiskach (niem. Steindorf), Wypaleniskach  (wcześniej Soleckie Wypaleniska, niem. Feyerland) oraz Siedmiogórach (niem. Siebenbergen). Nie jest to oczywiście teren całkowicie bezludny (szczególnie Makowiska), jednak ci którzy pozostali wyglądają trochę niby rozbitkowie na bezludnej wyspie. Szkoda, że spotkał je taki los, wszak wszystkie one to miejscowości, mogące się poszczycić kilkusetletnią historią.

U góry tabliczka z nazwą miejscowości Makowiska, na dole zdjęcia ostatniego zamieszkanego domu (opuszczonego kilka lat temu) w Wypaleniskach

Typowo leśną osadą był także Żółwin. Dziś to obszar – poza siedzibą leśnictwa – całkowicie wyludniony. To kolejna historyczna osada, pierwszy raz wzmiankowana już w 1399 r. Z czasem utworzono tutaj folwark, a nawet dwa – Żółwin Wielki (niem. Gross Solvin) i Żółwin Mały (niem. Klein Solvin), które w szczytowym momencie, skupiały ok. 200 mieszkańców.

Ostatnie zabudowania…

Dziś nazwa Żółwin odnosi się tylko do leśnictwa i ulicy Żółwińskiej. Co ciekawe, na terenie Zachemu, dzisiejszego Parku Przemysłowego, od okupacji do lat 80. XX w. funkcjonował przystanek kolejowy Bydgoszcz-Żółwin (początkowo Bromberg Forst). Służył on łatwiejszej komunikacji z miejscowości położonych na południe od miasta. Tym samym, docierać mogli tutaj pracownicy z tych terenów. Linia ta łączy się z obecną linią Bydgoszcz-Inowrocław w Nowej Wsi Wielkiej. Resztki peronu zobaczyć można z wiaduktu, znajdującego się w linii ul. Theodora Wulffa, na terenie Parku Przemysłowego (to już osiedle Łęgnowo).

…Żółwina. Teren Leśnictwa Żółwin

Przybysze z Niderlandów

Wróćmy jednak do czasów dawnych, tj. do wieku XIII. Wówczas to, aż do jej upadku, teren obecnego Łęgnowa, Plątnowa i Otorowa, podlegał pod kasztelanię wyszogrodzką. Zgodę na osiedlanie tutaj osadników, otrzymał podówczas cioteczny szwagier (tak, istnieje coś takiego) księcia pomorskiego Mściwoja I, Dobiesław z Odrowążów. Warto nadmienić, że ród Odrowążów, wywodzący się ze Śląska, był w tamtych czasach prawdziwie potężnym. Z niego wywodził się choćby Jacek Odrowąż, historyczny patron Polski, pierwszy znany polski dominikanin.

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

To jednak czasy tak dawne, że dziś nie mamy po nich wielu namacalnych śladów. Mamy zaś o wydarzeniach z kolejnych wieków. No i dobrze, bo i były to zaiste ciekawe czasy! Wszak na przełomie XVI i XVII w., na terenie dzisiejszego osiedla, zamieszkali uchodźcy z… Niderlandów! Mowa o Olendrach, czy też raczej Mennonitach. Tak jest, w naszym województwie mamy po nich zdecydowanie  więcej śladów, aniżeli te, które wszyscy znamy z Chrystkowa w powiecie świeckim.

Łęgnowo było niegdyś wsią zdominowaną przez Olędrów!

Ale skąd w ogóle Mennonici w Polsce? Otóż, jakkolwiek to dziwnie nie brzmi z dzisiejszej perspektywy, w czasach o których mówimy, nasz kraj postrzegany był jako niezwykle tolerancyjny. Zupełnie inaczej było w Niderlandach, gdzie władcy: Karol V i Filip II, lubowali się w prześladowaniu mniejszości religijnych. Mennonici więc skierowali swe, początkowo oczy, a potem kroki, do Polski. Duże zasługi w ich sprowadzenie na te tereny miał kanclerz Jan Łaski.

W pobliżu Bydgoszczy, Olędrzy osiedli początkowo (w 1594 r.) w Przyłubiu, ale już 2 lata później, dzięki kontraktowi starosty Jana Kościeleckiego, wydanego za zgodą króla Zygmunta III Wazy, przenieśli się na Łęgnowo. Wszystko zaczęło się w pobliżu ujścia Brdy do Wisły i miejsce to nie było przypadkowe, gdyż lud ten słynął z pracy na terenach podmokłych, specjalizując się w ich osuszaniu. Pomysł ich sprowadzenie w te strony popierało więc – widząc w tym głównie korzyści gospodarcze – większość lokalnych urzędników. Skoro mogli oni uprawiać ziemię tam gdzie inni nie potrafili, wiązało się to ze zwiększeniem dochodów z podatków.

Chcesz osuszyć teren? Wezwij Mennonitów!

Po dziś dzień zachowały się nawet nazwiska pierwszych olęderskich osadników, którzy osiedlili się na terenie Łęgnowa. Byli to: Harzworm, Milbe, Hinrichsen, von Winterwick, Ogermann. W inwentarzach Starostwa Bydgoskiego z lat 1661-1765, opisanych w czasach współczesnych przez Zenona Guldona i ponownie wydanych przez Bydgoskie Towarzystwo Naukowe, wspomniano wprost o istnieniu „Trzech wsi holenderskich”. Napisano wówczas, iż:  „Z dawna przedtym te wsi kmieciami osadzone, a potym od lat nro 50 albo i więcej Holendrów lokowano”. Dalej zaznaczono, że chodzi o: Łęgnowo, Otorowo i Machowiska (zachowałem oryginalną pisownię).

W 1766 r. Olędrów (jak wskazuje inwentarz starostwa z 1766 r.) było w tych okolicach 13. Byli to: Rode, J. Ott, M. Ott, Kosch, Szreyder, Hynć, Telauer, Kosch, Szwentke, Klamant, Felauer, Rych oraz Zych. Wójtem był wówczas jegomość zwany Wolffem de Baudizenem. W tym samym czasie, w Ottorowie odnotowano 26 gospodarzy, a w Makowiskach 16. Nie napisano ilu z nich było Mennonitami, ale mnogość holendersko brzmiący nazwisk, wskazuje, że zapewne wielu.

Długa droga – taką musieli pokonać przybysze z Niderlandów, aby wreszcie osiąść w Łęgnowie

Z racji na fakt, iż byli cenieni, łęgnowscy (i okoliczni) Mennonici miel sporo przywilejów. Początkowo płacili tylko czynsz, a z pozostałych opłat byli zwolnieni. Mogli warzyć piwo, budować spichlerze, handlować zbożem, polowań i łowić ryby, a także zbierać drewno. Do tego doliczyć należy swobodę w zakresie wyznania oraz możliwość niezależnego wybierania sołtysa.

Sprawdź nasz kanał na YouTube!

Rozwijali więc Mennonici swoje osadnictwo w pobliżu Wisły, tworząc kolejne gospodarstwa, usprawniając hodowle i rolnictwo. Z czasem, na terenie Łęgnowa działała już nawet ich szkoła, a także miejsce modlitw. Ich wsie były charakterystyczne, co zresztą wciąż widać w przestrzeni dzisiejszego Łęgnowa. Tworzyli oni bowiem wsie w typie ulicówek, położone równolegle do rzek. Mieli także zwyczaj wznoszenia zabudowań typu Langhof (dosłownie: długie domostwa), w których całość gospodarstwa – i ta mieszkalna i przeznaczona dla zwierząt – mieściła się pod jednym dachem.

Mennonici preferowali specyficzny rodzaj budownictwa

Tutejsze mennonickie osady, tj.: Łęgnowo, Otorowo, Fletnowo i Makowiska, a także ich osady satelickie rozwijały się dobrze do czasu potopu szwedzkiego, a także następujących po nim wojen. Co prawda, za każdym razem podnosiły się po „wizytach” obcych wojsk, jednak w końcu przyszedł kres niderlandzkiej dominacji. Mowa oczywiście o zaborach, kiedy to Olędrów zaczęli zdecydowanie wypierać Niemcy, często po prostu się z nimi mieszając. Mimo to, w żyłach niektórych rdzennych mieszkańców Łęgnowa, Otorowa czy Wypalenisk z pewnością krąży jeszcze mennonicka krew!

Na terenie osiedla nie znajdziecie już wielu namacalnych śladów po menonitach. Najbardziej charakterystyczna jest oczywiście podcieniowa chata przy ul. Toruńskiej 406, jednak nie jest to budynek oryginalny. Co prawda wpisano go do rejestru zabytków, ale powstał dopiero 1940 r.,  przy wykorzystaniu materiałów przywiezionych z głębi Niemiec. Przez lata działała tutaj kuźnia, a po wojnie jakiś czas mieściła się tutaj siedziba „kołchozu”.

Podcieniowa chata przy ul. Toruńskiej

Budynek ten, nawiązuje swym kształtem do wspomnianych wcześniej zagród typu Langhof. Mało tego, prawdopodobnie wzorem dla jego wzniesienia, była chata, stojąca w Plątnowie od XVIII w. do 1979 r. (kiedy to spłonęła). Ze starych zdjęć wynika, że były niemal identyczne. Co ciekawe, w tym nieistniejącym domu prawdopodobnie nocował w 1807 r., sam… Napoleon Bonaparte! Stało się to w trakcie jego podróży z Tylży do Drezna.

Od Solca do Bydgoszczy

Jako się rzekło, początkiem końca osadnictwa olęderskiego na tych terenach, było rozpoczęcie zaborów. Wówczas też, zaczęto myśleć o zabezpieczeniu tych terenów przed nie zawsze chcącą współpracować Wisłą. Ta często zalewała okoliczne pola i budynki mieszkalne, toteż w latach 80 i 90. XIX w. usypano wały przeciwpowodziowe.

Droga wiodąca szczytem wałów przeciwpowodziowych

Oczywiście, te nie zawsze dawały radę, gdyż przy wielkiej wodzie bywały (i wciąż bywają) przerywane. Dowodem choćby XIX w. tabliczki wysokiej wody, umieszczone na ścianie jednego z domostw przy ul. Toruńskiej, wskazujące dokąd sięgała woda w latach: 1884 oraz 1884. Najwyższy jej stan, zanotowano jednak w 1924 r., kiedy to osiągnęła poziom 876 cm. I obyśmy nigdy nie musieli mówić o kolejnych rekordach w tej kategorii.

Wały były oczywiście w późniejszych latach wzmacniane i remontowane. Ostatnio dekadę temu, kiedy w poprzek ul. Toruńskiej wybudowano konstrukcję, umożliwiającą montaż dużych, przeciwpowodziowych wrót. W razie fali, idącej od strony Toru Regatowego i Karpnika, osiedle i tutejsza oczyszczalnia, zostałyby ochronione. Inna sprawa, że wówczas Łęgnowo odcięto by od Bydgoszczy. Drzwi tego typu, montowane są przez służby w przypadku niebezpieczeństwa w ciągu 1,5 godz.

W razie potrzeby, w tym miejscu zamonotwane zostaną wielkie wrota przeciwpowodziowe

Tragiczny był dla tych terenów okres II wojny światowej. Już na samym jej początku, we wrześniu 1939 r., doszło tutaj do walk z niemieckimi dywersantami. Osaczonemu w Plątnowie dowódcy armii Pomorze, gen. Władysławowi Bortnowskiemu, ruszyli na pomoc ułani i 81 dywizjon pancerny. W efekcie, historyczna, w tym ta pomennonicka, zabudowa Plątnowa niemal przestała istnieć. Potem walki trwały jeszcze na skraju Puszczy Bydgoskiej, w trakcie których zamordowano m.in. sołtysa Wypalenisk, Wojciecha Gotkowskiego. Po opanowaniu tych terenów przez Niemców, pod Otorowem rozstrzelano zaś kilkudziesięciu Polaków. Potem zabudowania wsi odbudowywano, głównie siłą niewolniczej pracy jeńców francuskich, nadzorowanych przez… Holendrów. I wówczas budowano wały przeciwpowodziowe, a także usprawniano system melioracyjny.

W trakcie wojny, po sąsiedzku powstały także obozy jenieckie i pracy oraz wielka fabryka amunicji, czyli DAG Fabrik Bromberg. Tę opisze jednak w kolejnym artykule, poświęconym Łęgnowu. Ten przemysłowy charakter ciągnął się niestety za tym terenem przez wiele lat i spowodował zanik wielu osad, jak Żółwin, Wypaleniska czy Makowiska.  Wszak po wojnie powstawały tutaj choćby: wysypisko śmieci, oczyszczalnia ścieków, składowisko odpadów niebezpiecznych i wiele innych. To wpłynęło także na zanieczyszczenie tego terenu, o czym niżej.

Obszar dzisiejszego osiedla Łęgnowo Wieś, przyłączano fragmentarycznie do Bydgoszczy w 1954 i 1969 r. (część południowa), jednak teren dawnych osad Łęgnowo i Plątnowo, trafił ostatecznie w granice miasta, dopiero w 1977 r. Wówczas to, oderwano go od gminy Solec Kujawski, do której – jak twierdzi wielu – pasuje bardziej. Tutaj nie mogę się obiektywnie wypowiedzieć, jednak będąc na osiedlu, absolutnie nie czuję się, jakby przebywał w mieście. Przeciwnie, uważam, że nazwa Łęgnowo Wieś, a szczególnie jej drugi człon, odpowiada rzeczywistości. I uwaga: nie mam na myśli niczego złego – po prostu, do miejskiego charakteru temu osiedlu bardzo, bardzo daleko.

Pamiątka po ewangelikach na skraju miasta

Na osiedlu jest też oczywiście kościół. Dziwić to nie powinno, wszak mówimy o dawnej, funkcjonującej niezależnie od miasta, wsi. Zaskoczeniem nie może być też to, że to świątynia postewangelicka. Wszak i tutaj dotarł budowlany boom ewangelicki przełomu XIX i XX w. – konkretnie zaś dotarł w 1911 r. To zaś sprawia, że mówimy o drugim najmłodszym, zachowanym w Bydgoszczy obiekcie sakralnym, wybudowanym przez ewangelików, w trakcie zaborów. Młodszy jest tylko kościół pw. św. Wojciecha na Okolu (dawniej Jana Apostoła), oddany do użytku w 1913 r.

Kościół na Plątnowie tj. Łęgnowie. Wszystko jasne, prawda?

W zasadzie obiekt powstał w Plątnowie, choć na niektórych starych, niemieckich widokówkach widnieje informacja, że to Otorowo (Otteraue). Rzecz jasna była to parafia ewangelicko-unijna, która zawiązała się w ostatnim 20-leciu XIX w. Po II wojnie światowej trafiła w ręce katolików, jednak nie bydgoskich, a tych z Solca Kujawskiego (co wynikało oczywiście z przynależności tego terenu), konkretnie parafii św. Stanisława Męczennika i Biskupa, jako kościół filialny. W 1958 r. powstał tutaj niezależny ośrodek duszpasterski, a w 1968 r. parafia pw. Matki Boskiej Królowej Polski.

Budynek reprezentuje styl neogotycki, choć masywność i swego rodzaju toporność obiektu, może niektórym nasunąć skojarzenia ze stylem neoromańskim. Szeroka wieża dostawiona do obiektu od wschodu robi wręcz wrażenie obronne. Do tego sporo tutaj blend, jest także efektowny szczyt od strony zachodniej.

Konstrukcja jest dość masywna

Nie ma niestety dzwonów – oryginalne odlane były rzekomo 1832 r., i to z metalu ze stopionych, zdobycznych francuskich armat (nie mam pojęcia przy jakiej okazji). Niestety, oba zostały przetopione w trakcie II wojny światowej na amunicje – podobno na strychu kościoła leży jeszcze serce jednego z nich. Tego niestety nie udało nam się zweryfikować – wszystko przed nami.

Dzwonów już nie uświadczysz

Teren wokół kościoła jest dość zadbany. Niestety nie zachowała się oryginalna pastorówka – ta została spalona w 1939 r. przez Niemców. Resztki rozebrano w latach 70. XX w. i postawiono nowy budynek. Przetrwały tylko pomieszczenia gospodarcze, które pełniły funkcję salek katechetycznych, a dziś magazynu Caritasu.

Świątynia i jej okolice prezentują się całkiem nieźle

To niejedny istniejący „obiekt” sakralny na terenie osiedla. Wcześniej pisałem co prawda o Mennonitach, ale ich świątynia – stojąca prawdopodobnie przy ul. Toruńskiej, obok obecnej siedziby rady osiedla – nie przetrwała upływu czasu. Są jednak kapliczki, a właściwie całe ich zatrzęsienie w tej części miasta (i w strefie podmiejskiej).  Jedna stoi przy ul. Toruńskiej, na terenie osiedla Łęgnowo, druga tuż za granicami miasta, w Wypaleniskach. Trzecia to już sam środek osiedla Łęgnowo-Wieś, przy ul. Toruńskiej. To też miejsce pamięci ofiar hitleryzmu z okresu II wojny światowej.

U góry siedziba Rady Osiedla Łęgnowo Wieś oraz filia miejskiej biblioteki, w miejscu w którym prawdopodobnie niegdyś stała świątynia Mennonitów. Na dole kapliczka w Wypaleniskach

Status: W toksycznym związku

Powiedzmy to sobie wprost: Łęgnowo słynie nie tylko z olęderskich korzeni, nie tylko z pięknych, bardzo niemiejskich krajobrazów, ale także z uwagi na inny aspekt. Niestety, w żadnej mierze nie jest to aspekt pozytywny. Na myśli mam oczywiście jego toksyczny (dosłownie i w przenośni) związek z sąsiednim gigantem. Gigantem, znanym powszechnie jako Zakłady Chemiczne „Zachem”.

Mowa o wielkiej fabryce, działającej w latach 1948-2014, produkującej tak przyjemne rzeczy, jak np.: materiały wybuchowe czy pianki poliuretanowe. Zresztą, przemysłowa ekspansja rozpoczęła się na tym terenie już wcześniej, bo w trakcie II wojny światowej, kiedy to niemiecki okupant utworzył na skraju Puszczy Bydgoskiej wielką fabrykę amunicji D.A.G. Fabrik Bromberg. Nie ma sensu pytać, czy wówczas ktokolwiek przejmował się ekologią. Obu gigantów (tj. D.A.G. i „Zachem”) bliżej przedstawię w artykule poświęconym osiedlu Łęgnowo.

Pod warstwą zieleni i sielskiego krajobrazu skrywa się mrok

O tym, że „Zachem” raczej nie jest przyjazny dla okolicznej przyrody, przekonano się w Bydgoszczy dość rychło, bo już w 1969 r. Wówczas to, Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej nałożyło na przedsiębiorstwo obowiązek darmowego dostarczania wody mieszkańcom terenu, pokrywającego się ze współczesnym osiedlem Łęgnowo Wieś. Powód? Skażenie gruntu i wód podziemnych. Co więcej, nakaz ten miał obowiązywać do momentu oczyszczenia lub samooczyszczenia terenu. Do takowego oczywiście nigdy nie doszło, ale wodę – z uwagi na fakt, iż „Zachem” po prostu przestał istnieć – mieszkańcy przestali otrzymywać w 2014 r.

U schyłku PRL-u, w latach 1986-1988, przeprowadzono pierwsze poważne badanie skali skażenia w okolicach „Zachemu”. Wówczas potwierdzono, że dobrze, to już było, a przyszłość rysuje się raczej w czarnych barwach. Wnioski były proste: to, co już przeniknęło do gleby  i wody, będzie się rozkładało setki lat, a ok. 1/3 terenu zakładów, uznać należy za zanieczyszczone.

Skażenie jest, ale żyć jakoś trzeba!

Czy jednak ktoś w kierownictwie „Zachemu” tym faktem się przejął? A skąd! Zakład dalej prowadził intensywną produkcję, nie zważając na to, jak oddziałuje ona na otoczenie. Niby zaczęto coś robić po transformacji systemowej,  na początku lat 90., kiedy to powstała bariera, przechwytująca część zanieczyszczeń, ale ta działała tylko sezonowo (!), a w 2014 r. całkowicie wyłączono już z użytku. Podobny los spotkał kilka innych instalacji, mających niwelować zanieczyszczenie, w tym tę najnowszą, uruchomioną w 2021 r. przy wsparciu środków z KPO. Do 2023 r. zdołała ona oczyścić ponad milion metrów sześciennych wody. Problem w tym, że odnosi się to do 27 ha terenu, a więc wykonano dopiero pierwszy krok (albo pół). Póki co widoków na dalsze finansowanie brak, a podkreślić należy, że koszt całkowitej remediacji wycenia się na nawet 3 miliardy złotych! Pytanie, kto miałby za to zapłacić? I z czego…

Problemem, w całej tej postchemicznej atmosferze, jest dla obserwatorów  chaos informacyjny. Z jednej strony wszyscy wiemy o zanieczyszczeniu, z drugiej co jakiś czas dostajemy „w mordę” informacjami tak sprzecznymi, że trudno się w tym wszystkim połapać. W 2014 r., w momencie likwidacji „Zachemu”, uspokajano, że środowisko uległo „samooczyszczeniu”. Jednak już dwa lata później, badania wykonane w 5 punktach osiedla, obaliły tę piękną, lecz nazbyt optymistyczną (delikatnie mówiąc) teorię. Potem były słynne badania, prowadzone przez krakowską Akademię Górniczo-Hutniczą, które wykazały, że w tutejszej wodzie i glebie toksycznych substancji jest od groma.

Pozostałości po dawnej potędze

Jak wskazują autorzy raportu z realizacji projektu „WODA+” (tak nazywały się te badania), którzy w trakcie badań pobrali 116 próbek wody:  „Praktycznie cały obszar w graniach osiedla Łęgnowo Wieś jest bardzo silnie zanieczyszczony przez toksyczne substancje organiczne i nieorganiczne jakie przeniknęły (przemigrowały) w strumieniu wód podziemnych z terenu dawnych Zakładów Chemicznych „Zachem” w Bydgoszczy”. Przyznacie, że optymistycznie to to nie brzmi.

Potem „na scenę” weszły jednak badania zlecone przez miasto Bydgoszczy, których wyniki opublikowano w 2019 r. Według nich na terenie osiedla „nie znaleziono substancji charakterystycznych dla produkcji dawnego Zachemu”. I tak w kółko, do znudzenia. Jedna strona twierdzi, że to największa bomba ekologiczna w Europie, druga, że owszem jest zanieczyszczenie, ale nie z serii tych zabójczych, rakotwórczych, wymagających natychmiastowego działania.

Najgorszy zaś jest w tym wszystkim poziom dyskusji. Urzędnicy to jedno – jak wszyscy w tej profesji, nigdy nie mówią wprost, kluczą i szukają dyplomatycznych słów oraz rozwiązań. Działacze społeczni i część naukowców to z kolei ich przeciwieństwo. Wszyscy w Bydgoszczy znamy łęgnowską działaczkę, która walczy w jak najbardziej słusznej sprawie, o dobro mieszkańców Łęgnowa Wieś oraz oczyszczenie tych terenów. Niestety, metody, które wykorzystuje, odstraszają od współpracy z nią większość tych, którzy chcieliby coś zrobić. Po prostu trudno stanąć w jednym szeregu.

Sęk jednak w tym, że nie jest istotne, czy mówimy o największej, drugiej czy też 10 największej bombie ekologicznej w Europie, a to, że skażenie jest realne. I to z wielu źródeł, a podziemna, toksyczna chmura (lub kilka chmur), przemieszcza się w kierunku cieków wodnych: Wisły i Brdy. Co będzie, kiedy do nich dotrze (co ma się wydarzyć maksymalnie za 5-10 lat)? Cóż, wolę nie myśleć.

Strefy zanieczyszczenia wywołanego działalnością „Zachemu”. Najgorzej jest w 1.
źródło: Raport „WODA+”

W związku z tym, nie ma się też co dziwić mieszkańcom Łęgnowa Wsi, którzy z niepokojem patrzą w przyszłość. Na początku bieżącego roku, media obiegła nawet informacja o możliwości ich… wywłaszczenie! To miałoby się odbyć na mocy zapisów ustawy z 2023 r. o terenach zdegradowanych. Aby jednak tak się stało, teren musiałby być uznany właśnie za zdegradowany. W sierpniu br. Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska utrzymał jednak decyzję RDOŚ, która umorzyła postępowanie dotyczące ewentualnej szkody w środowisku na terenie osiedla.  Przekładając na „ludzki” język: zanieczyszczenie jest, ale w sumie nieoficjalnie i właściwie nie ma odpowiedzialnego (bo „Zachem” już dawno nie istnieje), a i ciężko cokolwiek zrobić, aby temu przeciwdziałać. Jak to kiedyś śpiewał Kuba Sienkiewicz: „Przewróciło się, niech leży”.

„Zielona” i pozostałe przyjemniaczki

Źródeł zanieczyszczenia na terenie dawnego „Zachemu” naliczono prawie 20 (choć niewykluczone, że jest ich więcej). Najsłynniejsze, bo i najgroźniejsze z nich, to „Zielona”, a więc składowisko odpadów przemysłowych, o powierzchni ponad 10 ha. Początkowo, w  latach 1960-1975, było to składowisko odpadów niebezpiecznych, głównie paku pofenolowego z produkcji fenolu oraz kleju rezokol (prawdziwie paskudne produkty), potem do lat 90. XX w. plac spaleń odpadów. Na przełomie lat 80. i 90. XX w. obok powstało także Izolowane Składowisko Osadów (ISO). I choć w ostatnich latach prowadzono tutaj remediację (robiła m.in. firma „Ciech”), wciąż jest to najbardziej skażone miejsce na terenie byłego „Zachemu”. Co gorsza, miejsce, do którego wciąż można się bez problemu dostać. Stanowczo odradzam jednak takie próby.

„Zielona” – nie próbujcie się tam dostać.
źródło: „Gazeta Wyborcza”

Do „Zielonej” dodajcie jeszcze szereg innych „przyjemniaczków”. Są to m.in.: doły szlamowe, składowiska popiołu, osadniki mułu i inne, podobne. Przyznacie, że już same nazwy wskazują, iż lepiej trzymać się daleko od nich. Najlepiej zaś  bardzo daleko.

Oczywiście wśród „trucicieli” skraju Puszczy Bydgoskiej i jej najbliższego sąsiedztwa, w szeregu z „Zachemem” stało i stoi kilka innych podmiotów. Tutaj wymienić można choćby wysypisko śmieci w Wypaleniskach, które utworzono w 1977 r., na terenie dawnej żwirowni. Kompleks zajmował około 1,3 km2 i wyróżniał się bardzo filmowym krajobrazem, stereotypowego śmietniska. Hałdy śmieci, krążące nad tym ptactwo i odrażający smród – właśnie tak, jeszcze całkiem niedawno, tutaj było. Na szczęście akurat to się skończyło, a w miejscu tym działa od paru lat Zakład Gospodarki Odpadami (zajmujący się sortowaniem odpadów i recyklingiem) oraz kompostownia. Terenem zarządza miejska spółka „ProNatura” i trzeba przyznać, że robi to bardzo dobrze, bo sytuacja zmieniła się tutaj diametralnie, in plus. Tak wiem, zaskakujące.  

Wypaleniska jeszcze kilka lat temu wyglądały tak 
źródło: „Express Bydgoski”

To jednak nie koniec, bo w 1995 r. Rada Miasta powołała do życia Spółkę Wodną „KAPUŚCISKA”, której celem było wybudowanie nowoczesnej, spełniającej unijne wymogi, oczyszczalni ścieków. Nazwa może być myląca, bo ta powstać miała – i ostatecznie powstała – właśnie na Łęgnowie Wsi. Podczas jej budowy doszło oczywiście do protestów ze strony mieszkańców Łęgnowa Wsi (i nie ma się im co dziwić), którzy obawiali się, że pod ich nosem, wyrośnie kolejne źródło zanieczyszczenia terenu, wody i powietrza. Pojawiały się nawet opinie, że w razie powodzi, ich domostwa zwyczajnie zalane zostaną fekaliami, a ich pola uprawne po prostu trzeba będzie porzucić. Mieszkańców uspokajała p. wiceprezydent Grażyna Ciemniak, która wizytowała w miejscu budowy.

Wypaleniska obecnie
źródło: bydgoszcz.pl

Oczyszczalnia oczywiście ostatecznie powstała – uruchomiono ją w 2001 r. Jakkolwiek należy rozumieć obawy mieszkańców Łęgnowa Wsi, inwestycja była dla rozwijającego się miasta niezbędna. Pytanie tylko, czy niezbędnym było budować ją właśnie w tym miejscu?  Tego nie rozstrzygniemy, niemniej dziś oczyszczalnia jest jedną z najnowocześniejszych w kraju. A to zasługa wielu modernizacji, szczególnie tej z 2023 r. Wówczas to dzięki potężnej unijnej dotacji, łęgnowski kompleks, stał się pierwszym w kraju, w pełni zarządzanym przez sztuczną inteligencję.

Rzecz jasna, nie zawsze jest kolorowo. Do oczyszczalni trafiają ścieki z ok. 70 przedsiębiorstw, działających na terenie dawnego „Zachemu”, w tym z „NITRO-CHEM’u”, a więc największego producenta trotylu w NATO. To kolejny pech tego terenu, choć znów mówimy o przedsiębiorstwu strategicznym, szczególnie w odniesieniu do obecnej, kryzysowej (ba, wojennej!) sytuacji w Europie. Mimo to, z pewnością nie jest to zakład z serii tych eko. A skoro tak, kwestią czasu było to, co wydarzyło się w 2019 r., a więc kontrola Najwyższej Izby Kontroli.

Płynie sobie woda z oczyszczalni do Wisły…

NIK badała prawdopodobieństwo przedostania się śladów substancji wybuchowych do ścieków, które trafiały właśnie do oczyszczalni na Łęgnowie Wsi. Ostatecznie okazało się, że to stężenie tychże było, ale niewielkie. Nikt jednak szampana nie otwierał, bo kontrolerzy stwierdzili przy okazji, że jednostka nie posiadała technologicznej możliwości do oczyszczenia takich ścieków. Czyli, gdyby takich substancji byłoby więcej, zwyczajnie spłynęłyby sobie do Wisły.

Moc ciekawych miejsc

Opisane wyżej miejsca i obiekty, to oczywiście nie wszystkie interesujące (nawet, jeżeli interesujące, z uwagi na swą „toksyczność”) punkty na mapie osiedla. Są też przecież choćby cmentarze, w tym takie, pamiętające Mennonitów. Ok, to może zbyt dużo powiedziane, ale w pobliżu siedziby rady osiedla Łęgnowo Wieś oraz filii Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, znajduje się dawny ewangelicki cmentarz. Powstał on w drugiej połowie XIX w., prawdopodobnie w miejscu starszego, mennonickiego. Zresztą, najpewniej właśnie w tym miejsc przed dekadami stał dom modlitwy Mennonitów. Dziś to bardzo mocno zarośnięty teren, dodatkowo otoczony płotem. Co prawda ten, w pewnym momencie jest przerwany, więc możecie od biedy na niego wejść, ale polecam jednak rozpocząć zwiedzanie od zaplecza  (obchodząc budynek biblioteczny) – tam jest zdecydowanie bardziej komfortowo.

Niektóre nagrobki zachowały się w całkiem niezłym stanie

Na cmentarzu znajdziecie wiele zdewastowanych nagrobków, na których brak tablic. Jest jednak kilka pomników, na których odczytać można jeszcze nazwiska spoczywających tutaj, dawnych mieszkańców Łęgnowa. Największe wrażenie robi oparty o drzewo, kamienny krzyż, z imieniem i nazwiskiem oraz datą urodzenia i śmierci (1802-1883). W drzewo to „wrósł” zresztą fragment żelaznego ogrodzenia jednego z nagrobków.

Jeżeli się wysilicie, zdołacie odczytać niektóre nazwiska

Ewangelickie cmentarze, dziś już niemal niedostrzegalne, znajdują się także na skraju Puszczy Bydgoskiej. Między ulicami: Prądocińską i Nowotoruńską, funkcjonowała od XIX w. nekropolia dla Żółwina Małego. Tutaj zachowało się kilka, bardzo mocno porośniętych mchem, zdewastowanych nagrobków. Zaś obok Szosy Obwodowej istniał cmentarz Żółwina Wielkiego, gdzie nie zobaczycie już żadnych pozostałości po grobach.  Przy niewielkiej uliczce, odchodzącej od ul. Toruńskiej, na prywatnej posesji, znajdował się cmentarz gminy Czersko Niemieckie, przez jakiś czas pełniący także funkcję postepodemicznego. Tutaj też nie zostało już kompletnie nic.

Tutaj był kiedyś cmentarz Żółwina Wielkiego

Zachowały się dawne budynki restauracyjne, wszak mówimy o dawnej osobnej wsi, toteż takowe być tutaj musiały. R. Jahnke prowadził swój lokal przy obecnej ul. Toruńskiej 430, a A. Schroders przy ul. Toruńskiej 276. Z kolei w Żółwinie zobaczyć możecie leśniczówkę, wybudowaną zapewne jeszcze w XIX w.

Restauracje? Też były!

Najciekawszy dla miłośników historii Bydgoszczy, będzie zapewne kompleks, czy też raczej elementy składowe kompleksu ujęcia wody, powstałego na potrzeby D.A.G. Fabrik Bromberg, potem służące „Zachemowi”. Miejsce poboru wody z Wisły, w postaci zatoki, znajduje się mniej więcej na wysokości adresu ul. Toruńska 404 i przystanku autobusowego Toruńska-Wieża Ciśnień, już za wałem przeciwpowodziowym (nieco ponad 1 km w linii prostej). Na końcu tej zatoki znajdują się żelbetowe wrota, zamknięte kratami. Stąd, woda była doprowadzana betonowymi rurami do dwóch budynków pompowni znajdujących się na wałach przeciwpowodziowych. Część zrujnowanych budynków jeszcze tutaj zobaczycie, ale niektóre rozebrano.  

Kompleks ujęcia wody z Wisły

Woda wędrowała stąd właśnie na wysokość wspomnianego przystanku, którego nazwa jest błędna, lecz funkcjonuje od lat. Ceglany, dawno niewykorzystywany i wystawiony na sprzedaż budynek, to dawna wieża koagulacyjna. Tutaj dochodziło do procesu czyszczenia woda, usuwania z niej zawiesin, zanieczyszczeń i temu podobnych.

Wieża ciśnień to tak naprawdę wieża koagulacyjna

Dalej, w kierunku południowo wschodnim, znajdziemy spore zbiorniki. To tzw. osadniki, a więc dwa przedzielone groblą zbiorniki o długości ok. 250 m., w których usuwano osady z dna, używając machiny zwanej refulerem. Już za nasypem kolejowym, znajdowała się kolejna pompowania, a przy niej tzw. filtry pośpieszne. To jednak nie wszystko, bo obok była… następna pompowania (już czwarta), skąd woda trafiała do sieci zakładowej – początkowo D.A.G., potem „Zachemu”.

Zbiorniki w pobliżu ul. Toruńskiej i „wieży ciśnień”

Ciekawostką jest fakt, że docelowo powstać miały dwa ujęcia wody. Zaprojektował je na potrzeby D.A.G. Fabrik Bromberg koncern Siemens Bauunion w 1940 r. Ostatecznie, Niemcy zdołali wybudować tylko jeden, południowy.  

Paradoks zieleni

Największym paradoksem osiedla Łęgnowo Wieś, jest fakt, iż na pierwszy (a także kilka następnych) rzut oka, jest to bardzo zielony, spokojny, niemalże sielankowy teren. Poszukując najprostszych skojarzeń, można by pomyśleć, że to malownicza nadwiślańska osada, w której wciąż żywe są mennonickie tradycje. Wszak jadąc ul. Toruńską widzimy układ typowy dla wsi ulicówki, z rzędami domów i gospodarstw (często rozbudowanych, ze stodołami i ewidentnie leciwymi, ceglanymi budynkami) po obu stronach jezdni. Do tego, wzdłuż traktu rosną rzędy drzew – zapewne w układzie pamiętających jeszcze olęderskich osadników. Widząc to wszystko, zapominamy chwilowo o „Zachemie” i wszelkich konsekwencjach „romansu” Łęgnowa z gigantem.  

Tak naprawdę Łęnowo Wieś tonie w zieleni!

Oczywiście, zagłębiając się w osiedle, dostrzeżemy sporo innych traktów, odchodzących od ul. Toruńskiej, gdzie również rozwija się funkcja mieszkaniowa, m.in.: Przyłubska, Otorowska i Plątnowska. Wszystko to jednak jest zabudowa silnie rozproszona, przez co na terenie osiedla mieszka jedynie ok. 1 800 osób. To daje nam drugi najniższy wynik, pod względem liczby mieszkańców w mieście – po Brdyujściu gdzie mieszka niecałe 1 400 osób. Zdecydowanie najniższy jest tutaj poziom zagęszczenia mieszkańców, a to z uwagi na dużą powierzchnię – 1272,53 ha. To drugi w mieście wynik w tej kategorii, po Osiedlu Leśnym (2554,59 ha). W niektórych publikacjach jako większe wskazuje się jeszcze osiedle Łęgnowo (to sąsiednie), ale warto pamiętać, że uchwały rady miasta, nie uwzględniają w jego składnie terenu Parku Przemysłowego, tj. dawnego „Zachemu”, toteż powierzchnia ta nie może się równać z sąsiadem ze „wsi”.

Sama „wieś” położona jest dolince, zwaną Doliną Łęgnowsko-Otorowską. Najciekawiej jest tutaj poza strefą mieszkaniową. Kiedy oddalimy się od zabudowań, wkroczymy na przestrzeń wielkich pół uprawnych, zwieńczonych linią wałów przeciwpowodziowych. Możecie na nie wejść i dostrzec jak rozległe to tereny. Tutaj najpełniej odczujecie, jak bardzo klimat ten, różni się od pozostałej części miasta. Z drugiej strony jest oczywiście Wisła, do której brzegu w wielu miejscach komfortowo dojdziecie. Od strony zachodniej, dolinę wieńczy wysokie, zalesione zbocze, na które wdrapią się tylko wytrwani piechurzy.

Klimat jest tutaj zupełnie inny, niż w pozostałych częściach miasta

Na Łęgnowie Wsi jest też oczywiście błękit, czyli woda. Mnóstwo niewielkich cieków wodnych, wijących się miedzy domostwami i pośród pól. Część z nich to strumienie spływające z sąsiedniego zbocza doliny, niektóre stanowią kanały, odprowadzające i doprowadzające wodę do oczyszczalni. Jest też oczywiście jezioro Plątnowo, „ukryte” w pobliżu ul. Plątnowskiej. Całkiem spory akwen upodobali sobie wędkarze – zresztą nie dziwię się, bo atmosfera jest tutaj naprawdę spokojna.

Jezioro Plątnowo – miejsce prawdziwie zaciszne

Nie zapominajmy o Karpniku, a więc zbiorniku, oddzielonym od Toru Regatowego groblą, po której przebiega ul. Toruńska. Między nim, a torem znajduje się przekop, przy którym utworzono wrota przeciwpowodziowe, w razie potrzeby chroniące przed przedostaniem się wysokiej wody na stronę Łęgnowa Wsi. Zbiornik, wykorzystywany niegdyś jako miejsce przechowywania drewna (zresztą podobnie jak sąsiedni Tor Regatowy, z tym że dłużej, bo jeszcze do lat 90. XX w.), zawdzięcza swą nazwę wędkarzom, którzy wciąż tutaj urzędują.  

Karpnik, a po jego drugiej stronie dworzec Bydgoszcz Łęgnowo

A ujście Brdy do Wisły, zobaczyć możecie na własne oczy, idąc przez wąski, zalesiony półwysep, wzdłuż kanału odpływowego oczyszczalni ścieków. Ja wiem, że na ścieżce wiodącej w tym kierunku widnieje tablica, informująca o zakazie wstępu, ale od czasu do czasu pewne zakazy trzeba złamać, że zobaczyć na własne oczy piękno. A to tutaj zobaczycie.

Tędy dojdziecie do samej Wisły

Nie wspominam już nawet o południowej i południowo-zachodniej części osiedla, która znajduje się na terenie Puszczy Bydgoskiej. Choć sporo tutaj pozostałości po dawnych zakładach przemysłowych, mamy do czynienia z wielkim kompleksem leśnym. Kompleksem, który rośnie na wielkiej wydmie, toteż jest mocno pagórkowaty i po prostu piękny. Tym bardziej paradoksalny jest fakt zanieczyszczenia tego terenu.

Sprawdź nasz kanał na YouTube!

Była wieś, będzie miasto!

Tutaj kończymy naszą wirtualną wizytę na osiedlu Łęgnowo Wieś. Mam nadzieję, że się wam podobało. Nawet, pomimo wszystkich tych mrocznych (czy też raczej toksycznych) fragmentów. To jednak póki co tylko połowa naszego bydgoskiego, łęgnowskiego duetu. Wszak na wzniesieniu ponad osiedlem Łęgnowo Wieś, znajduje się młodszy kuzyn, czyli Łęgnowo (po prostu).

Łęgnowo właściwe (tak to umownie nazwijmy), odwiedzimy w kolejnym odcinku cyklu, który na blogu pojawi się już wkrótce! Dzięki za czytanie i do zobaczenia!

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU
MIASTA BYDGOSZCZY

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X