Jedni nazywają je osiedlem peryferyjnym, inni oazą spokoju, enklawą ukrytą pośród lasów, nad rzeką i zalewem. Stanowiące połączenie trzech niezależnych niegdyś podbydgoskich wsi, dziś jest najdalej na północ wysuniętym osiedlem miasta. Mimo niewątpliwych walorów przyrodniczych, poszczycić może się także niezwykle interesującą – choć nie zawsze pozytywną – historią. Poznajmy ją wspólnie, udając się na wirtualną wędrówkę po osiedlu Smukała-Opławiec-Janowo!
Zanim zaproszę Was do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 roku, cyklu. Do tej pory w ramach „Bydgoskich osiedli BEZ FILTRÓW” – bo tak nazywa się ta seria – ukazało się 17 artykułów. W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i docelowo opisać wszystkie (a jest ich dokładnie 29!) bydgoskie jednostki mieszkaniowe.
Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW.
Zapraszam do lektury – zarówno wymienionych wyżej artykułów, jak i niniejszego, dotyczącego osiedla Jachcice.
Niby wiadomo gdzie, ale…
Tak, wiem, połączenie Smukały, Opławca i Janowa w jedną, wspólną jednostkę mieszkaniową to rzecz na pierwszy rzut oka dziwaczna. Gdyby zagłębić się w kwestie gospodarczo-ekonomiczno-społeczne, które brane są pod uwagę przy wyznaczaniu poszczególnych osiedli, pewnie byłoby to jeszcze w jakimś sensie zrozumiałe. No bo przecież utworzenie osobnego osiedla Janowo i umieszczenie tam rady osiedla, większej logiki by nie miało. Jednakże, biorąc pod uwagę kwestie historyczne i tożsamościowe mieszkańców każdej z wymienionych wyżej jednostek (szczególnie zaś Opławca i Smukały), połączenie to wygląda – co najwyżej – kiepsko. Tak naprawdę bowiem mamy do czynienia z 3 dawnymi, funkcjonującymi przez dekady osobno, wsiami.

O tym jednak niżej, a w tej części przyjrzyjmy się dokładniej granicom osiedla. A to dlatego, że te niby są oczywiste, ale jednak, jak się okazuje, wyznaczenie ich szczegółowego przebiegu do najbardziej intuicyjnych czynności wcale nie należy. Granice zatwierdzono w uchwale rady miasta z dnia 20 grudnia 1995 roku, na podstawie zapisów której okazało się, iż jednostka ta ma tylko dwóch osiedlowych sąsiadów: Piaski oraz (jednak na bardzo małym odcinku) Czyżkówko.

Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Osiedle Smukała-Opławiec-Janowo rozciąga się po obu stronach Brdy, którą uznać należy za jego oś. Po stronie zachodniej, od Czyżkówka dzieli je linia prowadząca w stronę rzeki od skrzyżowania ulic: Koronowskiej i Opławieckiej. Po stronie wschodniej, granica między Piaskami a omawianą jednostką znajduje się – jak wskazano w uchwale – „na granicy z terenem działalności Samorządu Osiedlowego Piaski”. Jako że zapewne nie mówi Wam to nic (tak jak i mi), granicę umiejscowić należy na północnym ogrodzeniu Sanktuarium pw. Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej (to ewidentnie znajduje się bowiem na Piaskach). W momencie powstawania dokumentu, kompleksu sakralnego jeszcze tutaj nie było, także planiści są w tym kontekście usprawiedliwieni.

Rzeczą trudną do uchwycenia jest też sama granica Bydgoszczy. Te wiedzie od wspomnianego już skrzyżowania ulic: Koronowskiej i Opławiec w linii tej pierwszej, aby następnie odbić nieco na wschód i prowadząc lasem, okrążać od wschodu kompleks Szpitala Pulmonologii i Rehabilitacji przy ul. dr Stanisława Meysnera, a następnie kompleks ogródków działkowych ROD Polana. Do miasta należy także mały „przyczółek” przy moście, na drodze do Bożenkowa.

Dalej granica pokrywa się lewym brzegiem Zalewu Smukalskiego (czyli po jego północnej stronie) i w ten sposób dociera aż do ostatnich zabudowań ulic: Smukalskiej i Palmowej. W granicach osiedla znajduje się także kilkusetmetrowy pas lasu, rozciągający się na wschód od ul. Smukalskiej. W ten sposób, kierując się na południe, docieramy aż do wysokości wspomnianego sanktuarium. Calem „uplastycznienia” powyższego opisu, dołączam mapkę z granicami osiedla.

Osiedle Smukała-Opławiec-Janowo – dalej na północ już nic w Bydgoszczy nie ma
źródło: http://www.bydgoszcz.pl
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Skąd te nazwy?
Ok, wiemy już gdzie, a teraz odpowiedzmy sobie na pytanie… dlaczego?! Dlaczego obszar ten nazywamy w taki właśnie sposób. Etymologii słowa Smukała – według legendarnego Rajmunda Kuczmy – upatrywać powinniśmy w słowie smug lub smuk, które oznacza tyle, co wąski pas zieleni lub podmokłe łąki pod lasem. Niektórzy twierdzą również, iż odnosi się to do wąskiego przesmyku (ścieżki) przez zbiornik wodny lub rzekę.

Powyższe może nasunąć skojarzenie z osadą Smug lub (jak chcą niektóre źródła) Smuga, która jeszcze w końcówce XIX wieku znajdowała się w okolicach dzisiejszego skrzyżowania ulicy Szpitalnej i Glinki, na osiedlu Wyżyny. Potem wchłonęła je gmina Bartodzieje Małe, toteż nazwa i pamięć o wsi rozmyły się w mrokach dziejów. Istotne jest jednak to, że i tu (na dzisiejszych Wyżynach) i tu (w Smukale), mamy las, toteż etymologia nazw może jest zapewne zbieżna.
Zdecydowanie bardziej przyziemne i oczywiste jest pochodzenie nazwy Opławiec. Tutaj rzecz odnosi się do słów: płynąć, opłynąć, pławić lub nawet opłynąć wpław. Określenia te oczywiście stanowią nawiązanie do położenia nad Brdą i wszelkich związanych z tym aspektów. Szukając analogii, mamy więc pochodzenie nazwy podobne do bydgoskiego Okola (która ma wywodzić się od okalania przez wody).

Odnośnie nazwy Janowo, jej pochodzenia mogę się tylko domyślać. Zapewne wiąże się z imieniem zarządcy tutejszego folwarku lub wioski, jeszcze z okresu przedzaborowego, ewentualnie stanowi nawiązanie do świętego, mającego czuwać nad tą okolicą. Niestety, nie trafiłem na żadne inne tropy, lub potwierdzenie moich przypuszczeń.

Swoje zmiany w nazewnictwie wprowadzili oczywiście na części terenów zaborcy. Janowo, zapewne łatwe do wymówienia, pozostało w pierwotnej formie, ale Smukała stała się nagle Mühlthal, czyli w wolnym tłumaczeniu Doliną Młynów. Te faktycznie tutaj były, o czym niżej. Nazwę Opławiec po prostu zniemczono, tworząc jednostkę zwaną Oplawitz.

Źródło: http://www.staremapy.bydgoszcz.pl
Trzech sąsiadów
Jako się rzekło, wszystkie trzy jednostki, tworzące dzisiaj osiedle zwane Smukała-Opławiec-Janowo, rozwijały się przez lata samodzielnie. Teoretycznie były sąsiednimi osadami, jednakże z uwagi na kwestie infrastrukturalno-komunikacyjne dawnych wieków, zapewne postrzegano je jako dość znacznie od siebie oddalone. Gdyby przed 300 laty mieszkańcy tych osad usłyszeli, że kiedyś staną się „jednością”, zapewne mocno by się zdziwili. Cóż, jak już kiedyś napisałem, w miarę upływu czasu, przestrzeń zdaje się kurczyć.
Folwark Opławiec, który na kartach historii pojawił się na przełomie XVII i XVIII wieku, rozwijał się początkowo w okolicach miejsca, w którym znajduje się obecnie teren elektrowni wodnej. Tam, gdzie Koronowska łączy się z ulicą Opławiec, a więc na południowym skraju dzisiejszego osiedla, znajdowała się z kolei Kolonia Opławiec. Oba skupiska ludności były niewielkie – dość powiedzieć, że w połowie XIX w. zamieszkiwało tutaj nieco ponad 100 osób. Zresztą, kiedy obszar ten włączono w 1954 roku w granice Bydgoszczy, mieszkańców było mniej niż tysiąc.

Podobnie rzecz się miała w stosunku do Smukały, która – jako Smukała-Młyn, została wspomniana już w końcówce wieku XV. Osada rozwijała się między obecnymi Palmową i Berberysową, gdzie funkcjonował młyn wraz ze stawem. Ponadto, w południowej części obecnego osiedla, między ulicami: dr Władysława Baranowskiego i Goździkową, znajdowała się tzw. Kolonia Okole. Podobnie jak w Opławcu, raczej nie roiło się tutaj od ludzi, bowiem w połowie XIX wieku mieszkało na tym terenie ok. 100 osób.

A kiedy Smukała znalazła się w graniach Bydgoszczy? Otóż, znacznie później niż Opławiec (1954 r.), a nawet Janowo (1961 r.), bo w 1977 roku. Wcześniej, obszar ten – co może zaskakiwać, należał do gminy… Osielsko.
Spoglądając na współczesną mapę, stwierdzić należy, że Smukała to cały teren, znajdujący się po wschodniej stronie Brdy i Zalewu Smukalskiego, na południu graniczący z osiedlem Piaski, a na północy dosięgający do granic miasta. Prawie wszystko to co po zachodniej stronie rzeki i zalewu, wzdłuż ulicy Opławiec, aż do ściany lasu, to Opławiec właśnie. Prawie, bo jest przecież także Janowo.
Ten najmniej znany członek (tylko proszę bez takich żartów!) osiedlowego tria, to obszar na skraju miasta, za lasem, porastającym specyficzny półwysep otoczony wodami Zalewu Smukalskiego. Do Janowa powinniśmy zaliczyć zabudowę rozciągającą się wzdłuż ulic: Biwakowej i Relaksacyjnej, czyli przede wszystkim ogródki działkowe. Historia folwarku Janowo sięga przynajmniej XVIII wieku, kiedy to jego istnienie odnotowano właśnie przy ulicy Biwakowej. Ośrodek był to jednak niewielki, w połowie XIX wieku zamieszkany tylko przez nieco ponad 40 osób.

No dobrze, wiemy gdzie szukać Opławca, Janowa i Smukały, ale o co chodzi z tą Dolną i Górną Smukałą? Otóż sprawa jest bardzo prosta. Dolną Smukałą nazwać należy całą historyczną część osiedla (czyli wcześniejszą wieś), położoną na wschodnim brzegu Brdy i zalewu. Nazwa powstała na przełomie XIX i XX wieku, jako przeciwwaga, do znajdującej się na przeciwnym brzegu Brdy, Smukały Górnej. Ten drugi termin odnosił się tak naprawdę tylko do stacji kolejki wąskotorowej, a także leśniczówki, które de facto znajdowały się w pobliżu (a na pewno po stronie) historycznego Opławca. Takie tam poplątanie z pomieszaniem.

Jeśli rekreacja, to tutaj!
Podobnie jak opisywane ostatnio Jachcice, również Smukała-Opławiec-Janowo od lat są dla bydgoszczan ważnym miejscem rekreacji. Funkcję tę „wymyślili” dla tych terenów (czy tego chcemy czy nie) zaborcy, którzy w drugiej połowie XIX wieku zaczęli zakładać tutaj eleganckie restauracje. Popularnym rozwiązaniem typu establissement czyli restauracją z dużym ogrodem i werandami, był lokal, znajdujący się pod obecnym adresem Opławiec 2. Po Establissement Oplawitz śladu już niestety nie ma – obiekt nie przetrwał próby czasu – dziś ten teren znajduje się w rękach prywatnych. Nie może jednak dziwić to, że restaurację utworzono właśnie tutaj – tutejsze, położone w głębokiej dolinie, zakole Brdy, jest doprawdy piękne. Kawka lub coś mocniejszego w słoneczny dzień, z takim widokiem? Biorę w ciemno!


Nie ma też już niestety – od ubiegłego roku – budynku Restauracji Leśnej. Obiekt, który powstał na początku XX w. jako Waldrestaurant, przetrwał długie lata PRL-u, a także kilka po transformacji systemowej, aby ostatecznie zostać zamkniętym w latach 90. XX wieku. Potem budynek trwał przez długie lata, niewykorzystywany i niszczejący, ale stanowiący małą atrakcję turystyczną – punkt docelowy wielu wycieczek. Żal, że ostatecznie padł w nierównej walce z postępem. Miejsce po nim znajdziecie w pobliżu ogródków działkowych przy ulicy Relaksowej.


Innym, legendarnym lokalem była restauracja Oskara Pankratz’ego w Smukale, znajdująca się w pobliżu elektrowni wodnej, na działce, która obecnie ma adres Smukalska 179. Bliskość wody powodowała, iż poza funkcją gastronomiczną, goście skorzystać mogli także z wypożyczalni łodzi oraz kąpieliska. Po wojnie, aż o początku XXI wieku działał tutaj sklep wielobranżowy, a dziś całość jest niedostępna (prywatna posiadłość).

Oczywiście tych restauracji, letnisk i innych ważnych miejsc (o których piszę także niżej) było tutaj znacznie więcej. Zainteresowanie nimi wciąż rosło, a jego największe natężenie obserwowano w okresie 20-lecia międzywojennego, kiedy to miasto promowało ten obszar hasłem „Smukała – perła lasów”! Wówczas, wśród mieszkańców Bydgoszczy zapanowała prawdziwa wręcz moda na te tereny. Nic zresztą dziwnego, wszak mieli ku temu komfortowe warunki, które zapewniało połączenie kolejowe, czyli Bydgoska Kolejka Powiatowa, zwana także pieszczotliwie „Ciuchcią”.


Słynna wąskotorówka, bo przecież to o niej mowa, powstała jeszcze w XIX wieku (konkretnie w 1895 roku). Jej stacją początkową było Okole (ulica Grunwaldzka), a końcową Koronowo, toteż trasa wiodła przez teren dzisiejszego osiedla Smukała-Opławiec-Janowo. Przystanki znajdowały się w Opławcu (skrzyżowanie ulic: Koronowskiej i Opławiec) oraz wspomnianej chwilę temu restauracji „Leśnej”, tj. Smukale Górnej.
Ponadto, od pierwszej dekady XX wieku, do II wojny światowej (kiedy zostało zniszczone) funkcjonowało rozgałęzienie linii, w stronę Maksymilianowa i Włók, dzięki któremu dotrzeć można było także do Smukały Dolnej. Kolejka przejeżdżała wówczas przez most nad Brdą i kierowała się dalej po wschodniej stronie dzisiejszego zalewu.


Jak wiemy, nieodżałowana kolej „padła” w 1969 roku, z uwagi na rozwijający się transport drogowy. Na terenie osiedla zostały silnie zarośnięte już dziś nasypy, domek dróżnika przy skrzyżowaniu ulic Koronowskiej i Opławiec i… w zasadzie tyle. Resztki torów (z drobnymi wyjątkami) zniknęły na początku XXI wieku, kiedy to miasto zleciło rozbiórkę tego co przetrwało atak złomiarzy. Dziś o miejscach, w których znajdowały się dawniej stacje, przypominają postawione niedawno tablice pamiątkowe (imitujące tablice przystankowe) oraz drogowskazy. Brawa dla pomysłodawców!

Po II wojnie światowej zainteresowanie Smukałą, Opławcem i Janowem, było w kontekście rekreacji wciąż spore. Niestety, do skali sprzed wojny już nigdy nie wrócono, do czego najpierw przyczyniła się likwidacja kolei, a potem stopniowy zanik kąpielisk. Niejako w zastępstwie, powstały ogródki działkowe – takie kompleksy są tutaj aż 4: dwa przy ulicy Biwakowej, jeden przy Relaksowej i jeden przy ulicy Opławiec. Jest też wciąż znane i lubiane kąpielisko nad Brdą w okolicy ulicy Turystycznej. Niestety, niestrzeżone, toteż nieoficjalne, a więc tak naprawdę kąpiel tutaj jest zabroniona.

Brda i Zalew Smukalski
„Zaraz, zaraz, a stanica w Janowie?” – mógłby zakrzyknąć ktoś po przeczytaniu kilku poprzednich akapitów. I miałby słuszność, gdyż miejsce to zasługuje bez wątpienia na status kultowego. Ośrodek powstały w latach powojennych na potrzeby Ogólnokrajowej Spółdzielni Turystycznej „Gromada” od lat należy do PTTK, nosząc nazwę „Na Szlaku Brdy”. Na naprawdę dużej powierzchni znajdują się: pole namiotowe, domki letniskowe (w tym takie typu „Brda”), boiska, zaplecze gastronomiczno-sanitarne, a także – oczywiście – plaża i mała przystań.

To miejsce wciąż cieszy się dużą popularnością, pomimo faktu, że nie zmieniło się wielce w ciągu ostatnich dekad. Jednak to co kiedyś uważano za siermiężne warunki, dziś nazwać możemy klimatem minionych lat – swoistym skansenem czasów, w których nikt nie przejmował się brakiem dostępu do luksusów. Oczywiście swoje robi też położenie na szlaku kajakowym Brdy – wszak tutaj kończy się wiele spływów wiodących z górnych partii rzeki, lub zaczynają te jednodniowe, kierujące się w stronę Bydgoszczy. Dookoła lasy (na terenie ośrodka znajdziecie m.in. pomnik przyrody – dąb szypułkowy imieniem Magda), cisza i spokój. No i Zalew Smukalski!


Przez opisywane osiedle przepływa oczywiście Brda. Ta wije się pięknie w malowniczej dolince, zapewniając wodniakom niezwykle przyjemne doznania – również dzięki kilku bystrzom – wszak mówimy o małym przełomie, miejscu w którym rzeka przeciska się przez wysoczyznę morenową i w związku z tym nabiera tempa. Piękno to podziwiać można z pokładu kajaka – co szczerze polecam – lub np. kładki łączącej brzegi Opławca i Smukały w okolicach ulicy Bananowej.


Mimo, że szlak Brdy wiedzie przez cały teren osiedla, o rzece – w klasycznym tego słowa ujęciu – możemy mówić tylko w jego południowej części. Od wysokości zapory i elektrowni wodnej w Smukale, mamy już bowiem do czynienia z najprawdziwszym zalewem, czyli sztucznym jeziorem. Mało tego – jest to największy zbiornik wodny w graniach miasta, o czym w Bydgoszczy zdajemy się zapominać.
Stojąca woda (względnie, bo wszystko zależy od wiatru) rozciąga się zresztą tutaj na wiele kilometrów – tak naprawdę aż na wysokość Samociążka, gdzie, poprzez Jezioro Lipkusz, dostać można się na Zalew Koronowski – kolejne zapory znajdują się w Tryszczynie i Samociążku. Brzegi są wysokie i zalesione, koryto szerokie na kilkadziesiąt lub nawet kilkaset metrów. Słowem: piękno w czystej postaci!

No dobrze, ale skąd w ogóle tutaj ten zalew? Stąd, że na terenie osiedla znajduje się zapora i elektrownia wodna, która spiętrza poziom rzeki do wysokości 8 metrów. Dwie turbiny dają łączną moc 4MW. Nie jest to jednak rzecz nowa – pierwsza zapora i mała elektrownia powstały tutaj już w końcówce XIX wieku, a taka z prawdziwego zdarzenia w pierwszej dekadzie XX wieku. Wówczas to, zaborcy postanowili wybudować ją, celem dostarczenia energii do sąsiedniej fabryki karbidu (więcej o niej niżej).


Wówczas zmieniono bieg Brdy, wykopano kanał roboczy i utworzono tamę oraz elektrownię. Ta pierwsza znajdowała się mniej więcej na wysokości plaży w parku im. Karola Wojtyły. Druga tam gdzie stoją obecnie zapora z jazem i budynki elektrowni. Wówczas na Brdzie powstała wyspa, na której znajdowały się nawet zabudowania: urzędnicze budynki, stajnie, remiza strażacka oraz stacja kolejki wąskotorowej. Wszak jazem, a dalej w kierunku wschodnim, betonowym mostem, wiodło rozgałęzienie „ciuchci” na Maksymilianowo i Włóki. Po dziś dzień ostał się tylko fragment dawnego mostu (od strony Smukały Dolnej) z fragmentami szyn i maciupeńki skrawek wyspy, na którym postawiono pamiątkową tablicę, przypominającą, iż kiedyś mieściła się tutaj stacja.


Wówczas jezioro zaporowe rozpoczynało się – co oczywiste – za jazem, czyli mniej więcej od wysokości dzisiejszego mostu drogowego, w ciągu ulicy Biwakowej. Rzecz zmieniła się, kiedy w 1939 roku, wycofujące się polskie wojsko wysadziło w powietrze jaz. Większa część wyspy zniknęła pod wodą, a zalew dość znacznie się powiększył. Nowa zapora powstała obok elektrowni, która została ponownie uruchomiona (mimo wcześniejszych działań okupantów) dopiero w 1951 roku. W taki oto sposób, w ciągu pół wieku, cały ten obszar przeszedł totalną metamorfozę. I to kilkukrotnie!

Będą w okolicach Zalewu warto zajrzeć na plażę leżącą u styku ulic Opławiec i Biwakowej. Mowa o skwerze im. Karola Wojtyły, gdzie znajduje się pomnik w postaci kajaka i wioseł. To pamiątka, przypominająca nam, że przyszły papież dwukrotnie bywał tutaj (w 1953 i 1966 roku, kiedy był już metropolitą krakowskim) w trakcie spływów Brdą. Kiedy 33 lata później (w 1999 r.), podczas wizyty w naszym mieście wspominał pierwszy z tych rejsów, stwierdził, że do Bydgoszczy ostatecznie nie dopłynął. W istocie, zabrakło… roku – wszak Opławiec znalazł się w graniach miasta w 1954 roku.


A jeżeli ktoś szuka miejsc magicznych, nastrojowych, winien odwiedzić skarpę na charakterystycznym cyplu, okoloną wodami Zalewu Smukalskiego. Mowa o miejscówce w pobliżu Janowa (od ośrodka PTTK przy ulicy Biwakowej dojdziecie tam w mniej niż 5 minut). Wznosząca się wysoko nad wodą piaszczysta skarpa daje piękny widok, a położona w dole plaża zapewnia możliwość kąpieli. Po prostu raj!


Zbrodnia w cieniu karbidu
Napisałem wyżej, że zapora i elektrownia wodna, powstały jako część kompleksu karbidowni, toteż wróćmy do tematu. Samą fabrykę oddano do użytku w 1903 roku, natomiast budowle hydrotechniczne w 1906 roku. Wówczas praca kompleksu, nadzorowanego przez niemiecką spółkę Wasserkraftanlage und Carbidfabrik Mühlthal GmbH, ruszyła pełną parą.
Na marginesie – karbid, który dzisiaj kupicie w każdym markecie budowlanym, jako środek odstraszania przeciwko kretom – był wówczas, na początku XX wieku, materiałem, którego produkcja była bardzo opłacalna. Stąd właśnie konieczność pobudowania nowej fabryki pod Bydgoszczą. Jeżeli ktoś zastanawia się zaś, czym w ogóle ten karbid jest, to według słownika PWN możemy mówić o: „związku nieorganicznym w postaci białej masy krystalicznej, otrzymywanym z wapna palonego i koksu”. Inne stosowane nazwy tej substancji to: acetylenek wapnia lub węglik wapnia.

Po powrocie Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej, fabryka transformowała w zakłady „Karbid Wielkopolski”, natomiast elektrownia przyjęła nazwę Zakład Sieci Energetycznej. To oczywiście (niestety) skończyło się wraz z wybuchem II wojny światowej. Zaporę – jak wspomniałem wcześniej – zniszczyły wycofujące się polskie oddziały, natomiast teren „Karbidu Wielkopolskiego” Niemcy zaadaptowali na swoje, makabryczne potrzeby.
1 września 1941 roku, na jej terenie utworzono obóz przesiedleńczy oraz tzw. obóz pracy wychowawczej dla Polaków. Zasadniczo, było to miejsce, do którego wysiedlano osoby, które uprzednio „zrobiły miejsce” dla sprowadzonych na polskie tereny Niemców. Początkowo obóz podlegał pod Stutthof, potem pobliskie Potulice. Miejsce jego umieszczenia wybrano oczywiście nieprzypadkowo – dość daleko od miasta, z dostępem do wody, a w dodatku łatwe do „przygarnięcia”. Wystarczyło wywłaszczyć właścicieli, a zarządcę fabryki – Stanisława Rolbieskiego (wraz z rodziną) zamordować.

Obóz rozmieszczono na ok. 1600 m2, na których znalazły się 3 budynki dla więźniów, schrony i inna infrastruktura towarzysząca. Oczywiście Polaków przetrzymywano w prawdziwie spartańskich warunkach – chłodzie, wilgoci, z miejscami do spania na betonowych podłogach. Osadzeni oczywiście pracowali – głównie na zewnątrz, w okolicach Bydgoszczy, ale czasami i dalej (np. w Gdyni). O żywieniu, dostępie do wody czy toalet, mówić nawet nie ma sensu. Wszystko to powodowało liczne epidemie (tyfus brzuszny), zgony z wycieczenia, załamania nerwowe.

Przez cały okres funkcjonowania obozu, czyli od 1 września 1941 roku do 28 lutego 1943 roku, przewinęło się przez niego ok. 4 tys. więźniów. Zmarło ok. 800 osób, w tym aż 420 dzieci. O tragedii przypominają dwa cmentarze (piszę o nich niżej), a także tablica, stojąca przed dawną fabryką karbidu.
No właśnie, budynki fabryczne przecież przetrwały do dziś. Po wojnie teren przeszedł w ręce zakładu Energetycznego Okręgu Północnego, który umieścił w nich gimnazjum przemysłowo-energetyczne. Od lat 50. XX wieku funkcjonował tutaj Okręgowy Ośrodek Doskonalenia Zawodowego, a potem jego internat. Dziś mieści się tutaj internat Kujawsko-Pomorskiego Centrum Kształcenia Zawodowego. Zaskakujące, jak bardzo może zmienić się krajobraz i przeznaczenie jednego tylko miejsca.

Zagłębie lecznicze
Po wspomnieniu tych mrocznych, barbarzyńskich czynów, zróbmy małą przerwę i głęboko odetchnijmy. Wszak opisane już wyżej warunki przyrodnicze, panujące w tych okolicach, dają ku temu duże możliwości. To, że sprzyjać mogą one zdrowiu, dostrzeżono już dawno – wszak w 1904 roku, przy obecnej ulicy Meysnera, z inicjatywy Stowarzyszenia do Walki z Gruźlicą jako Chorobą Społeczną Prowincji Poznańskiej, wzniesiono tutaj Kronprinzessin Cecilie Frauenheilstätte Mühltahl bei Bromberg, czyli Sanatorium dla Piersiowo Chorych Kobiet im. księżniczki Cecylii w Smukale koło Bydgoszczy.

Placówka początkowo służyła tylko kobietom. Dlaczego? Otóż, relatywnie blisko – w Kowanówku koło Obornik Wielkopolskich, nieco wcześniej otwarto tożsamą, dla mężczyzn. Jak istotna była to instytucja, niech świadczy fakt, iż patronatem objęła ją żona cesarza Wilhelma II, sam władca przysłał zaś po otwarciu telegram gratulacyjny. Mało tego, zadanie zaprojektowania kompleksu otrzymał Carl Mayer – miejski radca budowlany. Ten sam, który zaprojektował m.in.: budynki miejskiej rzeźni, wieży ciśnień, hali targowej, Zespołu Szkół Mechanicznych czy VI Liceum Ogólnokształcącego.



Początkowo placówka służyć mogła jednorazowo 50 pacjentom, jednakże z czasem liczbę łóżek podniesiono do 140, a szpital zaczął także przyjmować dzieci (powstało odrębne sanatorium dziecięce imienia Berthy Amelii) oraz mężczyzn. Wybudowano kolejne pawilony, willę dla dyrektora, a wokół zaczęto urządzać elegancki park. Całość, poza niewątpliwie ważną funkcją, wyglądała po prostu pięknie.
Spisał się bowiem p. projektant Mayer rewelacyjnie. Połączenie kilku stylów, w tym neogotyku, a także zastosowanie szachulca (część szczytowa głównego budynku kompleksu) dało naprawdę ciekawy efekt. Oczywiście największe wrażenie robi centralny, najstarszy budynek, ale i pozostałe są interesujące. Willa dyrektora (dziś budynek mieszkalny) czy (niestety silnie już niszczejący), przedwojenny pawilon wypoczynkowy. Ten ostatni był czynny podobno jeszcze na początku lat 90. XX wieku, a dochodzący do siebie kuracjusze, mogli się w nim relaksować, popijać wodę itp.


Placówka nigdy nie utraciła swej pierwotnej funkcji. Warto wspomnieć, że w 20-leciu międzywojennym, a także po II wojnie światowej, bardzo rozwinął ją dyrektor dr Stanisław Meysner, patron ulicy przy której kompleks się znajduje, ku pamięci którego w ścianę frontową budynku głównego wmurowano tablicę. Po wojnie, przez wiele lat działało tutaj Sanatorium Przeciwgruźlicze im. Henryka Dobrzyckiego, zaś w 2000 roku włączono je w struktury Kujawsko-Pomorskiego Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy. Obecnie więc, kompleks jest częścią „zespołu”, tworzonego wespół z (również zabytkowym) szpitalem przy ulicy Seminaryjnej na skraju Wilczaka i Błonia.


To jednak nie wszystko jeżeli chodzi o kwestie zdrowotne. W 1924 roku, w pobliżu sanatorium, na terenie Opławca, uruchomiono Uzdrowisko Bydgoskiej Kasy Chorych. Tutaj jednak nie przyjmowano chorych, a – jak wskazywały afisze reklamowe – jedynie ozdrowieńców, osoby osłabione, „wyczerpane całoroczną pracą” (idę o zakład, że wśród czytających to, większość określiłaby się takim mianem), anemiczne. „Położenie uzdrowiska jest idealne, pośród lasu, woda bieżącą w pobliżu, miejscowość bardzo zdrowa, sucha. Jedzenie bardzo smaczne o obfite” – twierdziła bydgoska prasa okresu międzywojennego.


Kilka lat później, mniej więcej w tym samym miejscu, organizowano kolonie i półkolonie dla potrzebujących dzieci. Było to dzieło Ubezpieczalni Społecznej, które w bydgoskiej prasie lat 30. XX wieku nazywano „fabryką zdrowia pociech”. Dzieciaki z – jak wskazywały artykuły – rodzin najmocniej dotkniętych bezrobociem, spędzały tutaj po kilka tygodni pod opieką wychowawców i lekarzy, ciesząc się pięknym otoczeniem i nadrabiając zaległości w regularnym przyjmowaniu posiłków.
Zagłębie cmentarne
Kolejny raz, szlak naszej osiedlowej wędrówki wiedzie przez cmentarze. Niestety, znów – w większości – są to cmentarze porzucone, zapomniane przez miasto i dużą część jego mieszkańców. Często zaśmiecone, pogardzane, kojarzone z czymś złym, niepotrzebnym. Mowa oczywiście o cmentarzach poewangelickich, na których chowano głównie – choć nie tylko – Niemców.

Na terenie osiedla Smukała-Opławiec-Janowo znajdziemy aż 4 takie nekropolie! Pierwsza znajduje się w południowej części osiedla, tuż za skrzyżowaniem ulic: Smukalskiej i Koronowskiej, przy niewielkiej ulicy Dusznickiej. Powstała zapewne w I połowie XIX w. Na cmentarzu zachowało się ok. 10 nagrobków (oczywiście niemal w komplecie bez płyt), a także żeliwne ogrodzenie z furtką (wciąż „działającą”!) i krzyżem. Jedyna ocalała płyta nagrobna wskazuje, iż spoczywa tutaj Florentine Pitzer z domu Krause, urodzona w 1820 roku i zmarła w 1887 roku. Z pewnością stwierdzić można, iż leżą tutaj także rodzice leśniczego Henryka Bolcka, świadka hitlerowskich zbrodni z Tryszczyna.


Co ciekawe, cmentarz ten, mimo zachowanych, łatwo dostrzegalnych, elementów, nie znajduje się w rejestrze zabytków. Co więcej, w zasadzie nie wiadomo, do kogo należy ten grunt, toteż – w myśl zasady, że tym co nie moje, przejmować się nie należy – przez lata nikt o niego nie dbał. Na szczęście, sprawę wzięli w swoje ręce mieszkańcy okolicznych terenów. W kwietniu br., pod przewodnictwem Tomasza Olechnowicza ze Stowarzyszenia Waleczne Serca (pozdrawiam!), posprzątali teren, wykarczowali tutejsze krzaczyska i postawili pamiątkową tablicę wraz z kodem QR (na stronie możecie przeczytać o historii tego miejsca!). Wypada przyklasnąć!


Powyższe cieszy, ale już wydarzenia mające miejsce przed akcją, mniej. Kujawsko-Pomorski Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy, na prośbę Stowarzyszenia, dotyczącą możliwości ustawienia pamiątkowej tablicy, stwierdził, iż, owszem, popiera podobne inicjatywy, podkreślając jednak, ze… nie ma dowodów na to, że cmentarz tutaj istniał. Cóż, pozwolę sobie tego nie skomentować.
Komentarz urzędu odnosił się także do innego cmentarza. Chodzi o mogiły, znajdujące się w lesie, w pobliżu ulicy Baranowskiego. Kilka silnie nadgryzionych przez ząb czasu obmurowanych nagrobków, zauważyć można na mocno zarośniętym wzgórzu. Cmentarz, powstały na przełomie XIX i XX wieku, należał początkowo do folwarku Okolle. Dziś jest to miejsce reprezentujące bardzo duży kontrast.

Dlaczego? Otóż, po sąsiedzku, powstało miejsce pamięci dla Polaków, którzy zmarli lub zostali zamordowani przez okupanta, w obozie przejściowym na terenie fabryki „Karbid Wielkopolski”. Zachowało się tutaj kilka „oryginalnych” tablic nagrobnych – w tym najstarsza, Jana Dydo, z 1942 roku, niektóre zaś zostały odświeżone. Według karty cmentarnej z 1990 roku, w miejscu tym (na terenie znacznie większym, aniżeli obecne, otoczone murem, miejsce pamięci), pochowano ponad 800 osób, w tym ponad 400 dzieci. Całość odnowiono parę lat temu – są alejki, jest ogrodzenie, pomnik i tablica, przypominająca tragedię, która rozegrała się w fabryce.

Trudna historia nie usprawiedliwia nas jednak jako społeczeństwa, aby działać w taki sposób jak to zrobiono tutaj. O co chodzi? Ano o to, że ewangelickie nagrobki znajdują się tutaj dosłownie metr za eleganckim „mauzoleum”. Porzucone, zarastające, niszczejące. Drodzy Państwo – powinniśmy pokazać, że jesteśmy lepsi, bardziej ludzcy, aniżeli poprzednie pokolenia.

Kolejny cmentarz i analogiczna sytuacja. Dziś miejsce pamięci ofiary obozu, znajdującego się na terenie zakładu „Karbid Wielkopolski”, powstałe na miejscu cmentarza ewangelickiego. Ten funkcjonował tutaj – czyli pod adresem Opławiec 160 – już na pewno w 1857 roku, ale na jego miejscu chowano w trakcie II wojny światowej właśnie osoby, które straciły życie w sąsiednim obozie. Według dokumentów, pochowano tutaj ok. 60 osób. I w tym miejscu, od lat 70. XX wieku, znajduje się pomnik i symboliczne nagrobki. Pozostałości po nagrobkach ewangelicki kompletnie brak.

Ostatnim z ewangelickich cmentarzy, znajdujących się w graniach osiedla Smukała-Opławiec-Janowo jest ten, przy ulicy Palmowej, vis-a-vis kaplicy pw. Matki Boskiej Częstochowskiej. Nie do końca wiem, jak to możliwe, ale obecnie – mimo faktu, iż cmentarz znajduje się w rejestrze zabytków – jest to teren… prywatny. Po XIX wiecznej nekropolii nie zostało kompletnie nic, choć jeszcze w 1990 roku, dojrzeć można było ogrodzenie cmentarne i tablicę pamiątkową, a ok. dekadę temu zniknął cmentarny drzewostan. Wiadomo na pewno, że spoczywają tutaj: Betii Lessak i Richard Lessak (zmarli w 1931 r.).


Dziś, zamiast nagrobków ujrzycie tutaj raczej… stertę śmieci. Mało tego, chodzą pogłoski, że „podchody” pod działkę, robi deweloper. Jeżeli myślicie, że to niemożliwie, iż ktoś wybuduje bloki, domy czy produkcyjne hale na dawnych grobach, polecam wycieczkę na ulice: Kielecką na Zimnych Wodach (teren spółdzielni „Pralchem”) oraz Smętną na Kapuściskach (osiedle mieszkaniowe „Iluzjon”). Tutaj nadzieje i złudzenia rozwieją się niby kurz na porywistym wietrze.
Kościół, kaplica i tablica
Odnośnie obiektów sakralnych – których zawsze w trakcie naszych osiedlowych wędrówek poszukujemy – trzeba przyznać, że jak na tak niewielkie – pod względem liczby mieszkańców – osiedle, jest z tym nieźle. Na Opławcu jest przecież parafia Przemienienia, utworzona w 1983 roku. Wtedy też utworzono tymczasową kaplicę, która wkrótce zmieniła się w pełnoprawny kościół przy ulicy Sanatoryjnej. Ten został oddany w stanie surowym w 1989 roku, a upiększany i rozbudowywany tak naprawdę jeszcze kilka lat temu.

Sam kościół uważam za – uwaga, bo będzie pochwała – najładniejszy, ze wszystkich powstałych po wojnie na terenie Bydgoszczy. Naprawdę estetyczna elewacja, wieża (pełniąca funkcję dzwonnicy z ważącym 720 kg dzwonem zwanym „Jan XXIII”), dwie sygnaturki, a do tego piękne tło, w postaci zalesionych wzgórz. Warto zajrzeć też do środka – wystrój jest nowoczesny, ale estetyczny, ponadto znajdziecie tutaj Miejsce Pamięci Męczeństwa więźniów dziewięciu obozów koncentracyjnych. Jest też tablica ku pamięci ofiar obozu przejściowego, zlokalizowanego na terenie „Karbidu Wielkopolskiego”.

Pod parafię podlega też kaplica przy ulicy Palmowej. Nieco brutalistyczna konstrukcja, pw. Matki Boskiej Częstochowskiej powstawała w latach 1981-1983, a dziś pełni funkcję kościoła filialnego. Przy tym warto pamiętać, że wcześniej, od 1947 roku do początku lat 80. XX wieku kaplica funkcjonowała pod adresem Smukalska 94. Budynek, którego od paru lat niestety z nami już nie ma (czytaj: został wyburzony), powstał jednak jeszcze w XIX wieku jako szkoła elementarna.

Są też inne miejsca pamięci. Dla przykładu, przy ulicy Opławiec 157 znajduje się głaz z tablicą ku czci żołnierzy z 3 Pułku Lotnictwa Szturmowego. Z kolei w lesie, w pobliżu Koronowskiej (już blisko rogatek miasta), mamy obelisk, upamiętniający 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę. W ramach programu „Niepodległa” nauczyciele z Bydgoszczy i okolic zasadzili w 2018 roku 100 drzew.

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow
Dobry klimat, dobre emocje
Wszystkie opisane wyżej aspekty, dają bardzo pozytywny obraz Smukały, Opławca i Janowa, które kojarzone są w Bydgoszczy – i tutaj poprawcie mnie, jeżeli się mylę – niemal wyłącznie pozytywnie. Niska, jednorodzinna zabudowa, bliskość przyrody no i ten – tak odmienny od wielu innych części miasta – spokój.


Oczywiście, gdyby na siłę poszukać, człowiek znalazłby pewnie i minusy. Ot, choćby oddalenie od centrum i związane z tym kwestie. Jasne, jeżdżą tutaj autobusy: do Opławca linii 58, a Smukały 54. Oba zatrzymują się na pętli za mostem, przy ulicy Biwakowej, toteż niezmotoryzowani mieszkańcy dalszych partii ulic: Smukalskiej, Palmowej czy Opławiec, zmuszeni są drałować spory dystans na piechotę. Trochę brakuje też chyba sklepów – tak naprawdę są tylko posiadające długą tradycję „Delikatesy Trojańskie” przy ulicy Biwakowej. Sklep pamiętam jeszcze z dzieciństw, przynajmniej połowy lat 90. XX wieku i rowerowych wycieczek z rodzicami w te strony, toteż jego widok zawsze napawa mnie pewną nostalgią. Okazuje się, że od blisko ćwierćwiecza jest w rękach tej samej rodziny. Przy okazji pozdrawiam serdecznie pana właściciela, którego spotkaliśmy podczas wykonywania zdjęć do niniejszego artykułu!


Jest za to szkoła. Konkretnie zaś szkoła podstawowa nr 34 im. Bohaterów 3 Pułku Lotnictwa Szturmowego przy której utworzono boisko typu „Orlik”. Na osiedlu znajdziemy także przedszkole. Słowem: da się żyć!


Tym bardziej, że poza wszystkimi opisanymi wyżej budynkami, całym lasem (który przecież jest tutaj dosłownie wszędzie, poza – naturalnie – wodą i niewielkimi enklawami zabudowy), rzeką i zalewem, jest jeszcze sporo innych ciekawych miejsc. Na przykład przy skrzyżowaniu ulic: Smukalskiej i Palmowej, gdzie znajduje się kilka niewielkich zbiorników wodnych. To prawdopodobnie pozostałość po folwarcznym młynie, gdyż zbiorniki znajdują się w ciągu niewielkiej (a kiedyś zapewne zdecydowanie większej) strugi. Ta prowadzi swoje – obecnie dość leniwe – wody między Smukalską i Palmową, ale po drodze rozwidla się, sprawiając że okoliczny las jest w niektórych miejscach podmokły.

Obserwowany (i odczuwalny na osiedlu) spokój, to także zasługa niewielkiej liczba mieszkańców. Ta niby stale rośnie, ale raczej w wolnym tempie, wynosząc jedynie nieco ponad 2 tysiące osób. To niewiele, zważywszy na powierzchnie jednostki, wynoszącą 842,16 ha. Tym samym mówić możemy o 6 największym – pod względem powierzchni – osiedlu w mieście. Większe są: Osiedle Leśne, Nowy Fordon, Łęgnowo, Łęgnowo Wieś oraz opisywane ostatnio w ramach cyklu Jachcice.


Klimat mieszkaniowych części osiedla poczujecie w kilku miejscach. Jest np. fyrtel za SP nr 34, w obrębie ulic: Turystycznej, Wycieczkowej i Sanatoryjnej, gdzie – między domostwami – uchował się nawet jeden domek typu „Brda’, jest ten, w pobliżu rzeki, przy ulicach: Baranowskiego, Magnoliowej, Liliowej i innych. Najciekawiej jest jednak moim zdaniem na rozciągających się wzdłuż Zalewu Smukalskiego ulicach: Opławiec, Palmowej i Smukalskiej. Tutaj bardziej leciwe konstrukcje mieszają się z tymi nowszymi, często bardzo bogatymi. Przy Smukalskiej znajdziecie jeszcze kilka ewidentnie przedwojennych, w tym ceglanych konstrukcji, zaś Palmowa to naprawdę ciekawy trakt, schowany – dosłownie – w cieniu sąsiedniego lasu. Klimat tego miejsca kojarzy mi się trochę ze starymi filmami, których akcja rozgrywa się na amerykańskiej prowincji.


Napiszmy to wprost: po wszystkich tych wędrówkach po centralnych (z grubsza) osiedlach miasta, wizyta w Smukale, Opłacu i Janowie, naprawdę nam się spodobała. To była doprawdy świetna odskocznia od pędu dużego miasta, toteż nie dziwię się osobom, które wybierają osiedle, jako swoje miejsce do życia.
Wszystkim tym, którzy jeszcze nie znają tych terenów, albo znają je słabo, polecam małą wycieczkę w te strony – najlepiej wiosną, przy dobrej pogodzie. Rozkwitająca przyroda, rzeka lub zalew, a do tego las – to na pewno wprowadzi Was w dobry nastrój!

Jeżeli zaś wolicie bardziej zorganizowane formy spacerów, służymy pomocą! Na ten roku zaplanowaliśmy aż 4 wycieczki po osiedlu Smukała-Opławiec-Janowo – oczywiście w ramach projektu „Bydgoskie osiedla BEZ TAJEMNIC – cz. 3”, realizowanego przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką”, dofinansowanego ze środków Miasta Bydgoszczy. Dlaczego aż tyle? Ano dlatego, że osiedle jest zbyt duże, abyśmy mogli przespacerować je w całości, toteż podzieliliśmy je na dwie, niezależne trasy. Raz pochodzimy po jednej stronie Brdy i Zalewu Smukalskiego, raz po drugiej!


Pierwsza tura wycieczek na początku sierpnia: w sobotę 3 sierpnia oraz niedzielę 4 sierpnia. Każdorazowo rozpoczynamy o godzinie 10:00. Więcej szczegółów (miejsce zbiórki, trasa itp.) wkrótce na naszej stronie!
Tymczasem dziękuję Wam za tę wirtualną wizytę w Smukale, Opławcu i Janowie. Za parę dni artykuł o Szwederowie!

Artykuł powstał w ramach projektu Piotr Weckwerth prezentuje: „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – cz. 5”.

MIASTA BYDGOSZCZY