Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – SZWEDEROWO

„Najciekawsze osiedle w Bydgoszczy” – właśnie w taki sposób, omawiany w niniejszym artykule obszar, postrzega wielu. A nawet ci, którzy z tą opinią się nie zgodzą, przyznać muszą, że zdecydowanie wyróżnia się on na tle innych, bydgoskich jednostek mieszkaniowych. Specyficzny klimat, ciekawa architektura, masa historycznych obiektów i miejsc, a do tego wyraźnie odczuwalny, lokalny patriotyzm i poczucie odrębności. Niegdyś uznawane za „czarny punkt” na mapie bydgoskiego bezpieczeństwa, dzisiaj przyciąga coraz większe grupy spacerowiczów i miłośników dziejów naszego miasta. Właśnie takie jest to osiedle. Właśnie takie jest Szwederowo, do wizyty na którym serdecznie zapraszam!

Zanim zaproszę Was do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 roku, cyklu. Do tej pory w ramach „Bydgoskich osiedli BEZ FILTRÓW” – bo tak nazywa się ta seria – ukazało się 19 artykułów. W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i docelowo opisać wszystkie (a jest ich dokładnie 29!) bydgoskie jednostki mieszkaniowe.

Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW.

Zapraszam do lektury – zarówno wymienionych wyżej artykułów, jak i niniejszego, dotyczącego osiedla Szwederowo.

Szwederowo czy Górzyskowo?

Ze Szwederowem jest dokładnie tak, jak z większością pozostałych bydgoskich osiedli. Niby wiemy gdzie się znajduje, ale oczywiście dokładne nakreślenie jego granic, mogłoby się wiązać z poważnymi problemami. Wynika to głównie z faktu, iż granice osiedla uległy – i to całkiem niedawno – dość poważnej zmianie. Swoje robią też wydarzenia historyczne. Jednak o tym niżej.

Na początku przyjrzyjmy się oficjalnemu przebiegowi granic, wyznaczonych na podstawie uchwały rady miasta z 1999 roku. Ruszamy ze skrzyżowania ulic: Pięknej i Szubińskiej, kierując się tą drugą w stronę Placu Poznańskiego. Dalej granica wiedzie skrajem Zbocza Bydgoskiego, równolegle do ulicy Grudziądzkiej (jednak ona należy do osiedla Stare Miasto-Śródmieście-Bocianowo) i tak dociera do ulicy Kujawskiej. Przy okazji warto dodać, że podczas tego „trawersowania” zbocza, osiedle „wciąga” w swe szeregi wszystkie kamienice przy ulicy Podgórnej, począwszy od numeru 5 (włącznie) w górę.

Ulica Podgórna niemal w całości należy do Szwederowa

Kujawską oraz al. Jana Pawła II docieramy do południowej granicy miasta, tj. drogi prowadzącej do portu lotniczego i w kierunku Inowrocławia. Granica miasta wiedze tutaj początkowo w kierunku zachodnim, aby odbić na północ i znowu zakręcić na zachód,  docierając do skraju ulicy Bielickiej. To jednak nie koniec, bo dalej pędzimy ulicami: Ludwika Solskiego i Piękną, aby wreszcie znaleźć się na skrzyżowaniu z ulicą Szubińską, z którego startowaliśmy.

„Ok, jest trochę kręcenia, ale gdzie te problemy?” – może pomyśleć ktoś z Was. Otóż, przez lata – tak naprawdę jeszcze przed powrotem Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej – w skład Szwederowa wliczano także Górzyskowo (czyli wcześniejsze Goryczkowo), które w pewnym momencie określano nawet mianem… Szwederowa II! O historii tej części miasta rozpisywał się nie będę, bo przecież traktuje o tym cały artykuł powstały w ramach cyklu (możecie go przeczytać TUTAJ), jednakże warto pamiętać, że już w dobie uchwał rady miasta, szczegółowo wyznaczających przebieg granic poszczególnych osiedli, konkretnie zaś w 1992 roku, Górzyskowo postanowiono… zlikwidować. Cały jego historyczny obszar (aż do ulicy Szubińskiej i Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2), włączono zaś lekką ręką w skład Szwederowa.

Jeszcze całkiem niedawno Szwederowo sięgało aż do ulicy Szubińskiej

Refleksja nastąpiła dopiero we wspomnianym 1999 roku, co zapewne wiązało się z intensywną rozbudową Górzyskowa i zasiedlaniem go przez nowych mieszkańców. Ci zaś upodobali sobie historyczną nazwę, tj. Górzyskowo, toteż postanowiono wydzielić odrębne osiedle o takiej właśnie nazwie. Tym samym, dokonano zmiany i od tego momentu Szwederowo trwa sobie w obecnych graniach. Jak szybko ucieka czas, niech świadczy fakt, iż od tamtych chwil mija właśnie ćwierćwiecze.

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Budynki folwarku Goryczkowo na Szwederowie. Czego nie rozumiesz?

Opisane wyżej „niebezpieczne związki” między Szwederowem i Górzyskowem sprawiły, że w graniach Szwederowa znalazł się tak naprawdę najważniejszy, w kontekście historii tej drugiej jednostki, obszar. Domyślacie się już zapewne, że chodzi o słynną Dolinę Pięciu Stawów, położoną między ulicami Stromą i Piękną, czyli na zapleczu hipermarketu budowlanego „Castorama”.

Dawne zabudowania folwarku Goryczkowo raczej długo już nie pociągną

Nad jednym z jeziorek do dziś podziwiać można dawny budynek, służących przed dekadami folwarkowi Goryczkowo. Niestety słowo „podziwiać” jest dziś nieco na wyrost, bo stan tej konstrukcji ocenić należy jednoznacznie jako katastrofalny, toteż śpieszcie się z odwiedzinami w tym miejscu – pewnego dnia po prostu się zawali a jego resztki trafią na wysypisko. W dworku mieszkali przez lata dziedzice folwarku, a w jego sąsiedztwie (ulica Stroma 2) od 1864 roku istniała restauracja z ogródkiem zwana „Doliną Szwajcarską”, czynna do I wojny światowej. Obok (ulica Stroma 4) była zresztą również cegielnia.  

Jeziorka i ich otoczenie jako park funkcjonują od 2001 roku, a w sposób oficjalny dopiero dekadę (od 2014 roku). Przez lata, obszar ten był silnie zaniedbany – częściowo znajdował się w rękach prywatnych, częściowo wykorzystywany był do celów przemysłowych. Tak naprawdę, drugie życie otrzymał dopiero w związku z budową sąsiedniej „Castoramy”, która, na podstawie umowy z miastem, częściowo sfinansowała rewitalizację terenu. Przyjemność ta kosztowała niemal 1,5 miliona złotych.

Dolina Pięciu Stawów już mocno zarasta

Wszystko to bardzo chwalebne i godne naśladowania, jednak niestety, od prac porządkowych minęły lata, a park znowu silnie zarasta, natomiast jeziorka zmieniają się w małe bagienka. Co gorsza, w 2020 roku, między ulicami: Orlą, Piękną i Kossaka, powstało deweloperskie osiedle pod nazwą. „Perłowa Dolina”. A skoro deweloperka to i podziemne parkingi, które naruszyły naturalną równowagę środowiska i niemal całkowicie osuszyły sąsiednie jeziorko. Szczęśliwie, sytuacja nieco poprawiła się w ciągu ostatniego roku. I dobrze, bo niektórzy zaczęli już przebąkiwać, że na obszar ten powinniśmy mówić raczej  Dolina Czterech Stawów.

Apartamentowiec nad jednym z jeziorek w Dolinie

Szkoda, że Dolina trochę podupada, gdyż jest to nie tylko miejsce rekreacji, ale także bardzo istotny, z  historycznego punktu widzenia, obszar. Już w połowie XVI wieku, podczas budowy pierwszych miejskich wodociągów, pomysłowo wykorzystał je Walenty z Bochni. Rurmistrz dostał zadanie dostarczenia do miasta wody pitnej, która jednak nie mogła pochodzić z Brdy. Zmyślny człowiek oparł projekt na położeniu Doliny na wzniesieniu, montując wodociąg z wydrążonych w środku dębowych pni. Woda spływała sobie grawitacyjnie do położonego w dole miasta.

Co ciekawe, tak skonstruowany wodociąg służył Bydgoszczy przez niemal 250 lat! Poddano go remontowi dopiero w pierwszych latach zaborów, pod koniec XVIII wieku. Potem działał jeszcze kilkadziesiąt lat, ostatecznie przechodząc „na emeryturę” w wieku XIX. Nieźle, jak na robotę XVI-wieczną.

Szwederowo, Bielice, Nowy Dwór i inne

Pierwsze wzmianki o Szwederowie, jako o podbydgoskiej wsi, pojawiły się w XVII wieku. Już wtedy znajdował się tam miejski folwark. Nieco później, bo na przełomie XVIII i XIX wieku, osada rozwijała się w dwóch miejscach: u styku ulic Stanisława Leszczyńskiego i Bielickiej (ta część była starsza, bo wyrosła z pierwotnej lokacji folwarku) oraz między ulicami: Leszczyńskiego i Inowrocławską.

Historia Szwederowa jest naprawdę długa

Z czasem, już za zaborów, obszar przy ulicy Leszczyńskiego i Bielickiej poczęto nazywać Alte Schwederowo, a ten między Leszczyńskiego i Inowrocławską, Neu Schwederowo (potem zaś Schwedenthal). Wkrótce zaborcy poszerzyli granicę gminy (zwanej zbiorczo Schwedenhohe, a czasami i Schwedenberg oraz Szweyderowo) o duże tereny, położone na wschód od dzisiejszej ulicy Ugory, na północy (do skraju zbocza w okolicach ulicy Filareckiej), a także na zachodzie (teren dzisiejszego Górzyskowa, a wówczas Adlerhorst). Wówczas, zachodnią i wschodnią część gminy rozdzielało rozległe pole, tzw. „Wygon”, które znajdowało się między dzisiejszymi ulicami: ks. Ignacego Skorupki i Leszczyńskiego. Zresztą, sporo zieleni pozostało tutaj po dziś dzień.

Przez niemal cały okres zaborów, na Szwederowie  dominowali Niemcy, ale rzecz zaczęła się zmieniać na początku XX wieku. Wówczas – a było to rzeczą wyjątkową, w stosunku do innych przedmieść miasta – najliczniejszą grupę stanowili już Polacy. Rzutowało to na późniejsze (i dzisiejsze) postrzeganie Szwederowa, jako najbardziej polskiej, ze wszystkich dawnych dzielnic Bydgoszczy.

Szwederowo było przez lata bydgoską ostoją polskości

Znacznie starszym rodowodem pochwalić może się osiedle, które obecnie oficjalnie nawet nie istnieje, a więc Bielice. Owszem, na teren zamknięty mniej więcej między ulicami: Bielicką, Brzozową, al. Jana Pawła II, a także terenem portu lotniczego na południu, często określa się mianem Bielic, jednak nie znalazło to odzwierciedlenia w oficjalnych dokumentach miasta. I tutaj znowu pojawia się pytanie czy skoro tworzymy takie jednostki jak: Wilczak-Jary lub Zimne Wody-Czersko Polskie, nie warto byłoby stworzyć osiedla Szwederowo-Bielice? Tak tylko podpowiadam…

Abstrahując od tych rozważań, należy zauważyć, że Bielice pojawiły się – jako Byelicze – już w 1346 roku, w dokumencie lokacyjnym Bydgoszczy. Osada rozwinęła się następnie w folwark, który funkcjonował na terenie dzisiejszej płyty bydgoskiego lotniska, mniej więcej na wysokości przedłużenia ulicy Bielickiej, prawdopodobnie nad strumieniem Niziny (tym samym, który później płynął sobie piękną dolinką, znajdującą się na terenie Rupienicy, a gdzie dzisiaj znajduje się al. Jana Pawła II).

Bielice czyli dawny folwark

Z czasem, zaczęto nazywać go Starymi Bielicami. Wszystko dlatego, że wzdłuż ulicy Brzozowej zaczęła rozwijać się satelicka osada, zwana Nowymi Bielicami.  Niemcy mówili na nie zaś: Beelitz lub Alt Beelitz (Stare Bielice) oraz Neu Beelitz (Nowe Bielice). Wówczas powstała ulica Bielicka, łącząca folwark z miastem. Idąc nią na północ, można było dojść do bydgoskiego Starego Miasta, a podążając na południe,  do Puszczy Bydgoskiej, zwanej przez tubylców Lasem Bielickim. Dziś jest to już niestety (z uwagi na rozrost terenu lotniska) niemożliwe.

Opisując historię dzisiejszego Szwederowa nie sposób pominąć dziwny przypadek Nowego Dworu. Folwark, do którego należały ziemie, leżące przy dzisiejszych ulicach: Nowodworskiej (tak, nazwa nawiązuje właśnie do folwarku) i Nowej, istniał już na pewno w XVIII wieku. W XIX wieku Niemcy nazwali go zaś Neuhof. Wyraźną granicą między Nowym Dworem a Szwederowem były ulice: Ugory oraz Nowa.

Nazwa ulicy Nowodworska nie jest przypadkowa

Jako nierozerwalne określić należy także związku z Górzyskowem. Wspomniałem już wcześniej o jego włączeniu w granice osiedla, jednak to nie wszystko. Proces ten rozpoczął się już w 1893 roku, kiedy folwark Goryczkowo (wówczas Adlerhorst) został wchłonięty przez Szwederowo. Na dzisiejszy teren Szwederowa, wkraczały także częściowo obszary podlegające przez Biedaczkowo (Biedaszkowo), zwane „za Niemca” Mullershof. Jak widać, historia Szwederowa (szeroko rozumianego) jest bardzo zawiła.

A jak miała się sprawa w kontekście liczby mieszkańców? W Nowym dworze w 1876 roku mieszkało ok. 600 mieszkańców, w Bielicach ok. 450, a w Szwederowie ok. 600. Niby niewiele, ale jak na ówczesne czasy, były to całkiem nieźle zaludnione ziemie. Brzmi to oczywiście marnie, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że dziś trzeba mówić o osiedlu niemal 30-tysiącznym. W szczytowym momencie, na początku lat 90. XX wieku liczba ta niebezpiecznie zbliżała się zaś do 40 tysięcy!

Dziś jest tutaj tłoczno, kiedyś było nieco inaczej

Co ciekawe, część terenu dzisiejszego osiedla została przyłączona do Bydgoszczy jeszcze w 1876 roku. Był to czas, w którym do miasta dołączono obszar wokół koszar ułańskich na dzisiejszym Błoniu, więc – zdaje się, że siłą rozpędu – postanowiono pójść jeszcze dalej. Wówczas, w graniach miasta znalazł się cały, wspomniany wyżej „Wygon”, który był wykorzystywany jako pastwisko dla mieszkańców zwierząt, należących do mieszkańców Bydgoszczy. Do tego „doklejono” cały obszar dawnego Nowego Dworu oraz terenu między  dzisiejszymi ulicami: Kujawską, Sieradzką, Wiatrakową, Lenartowicza i Marii Konopnickiej. W sumie ponad 30 hektarów.

Przybysze z północy i… błoto

Etymologia nazwy Szwederowo jest chyba najbardziej znaną, spośród wszystkich bydgoskich jednostek mieszkaniowych. W grodzie nad Brdą wszyscy wiemy przecież, że odnosi się to do faktu atakowania miasta przez przyjemniaczków ze Szwecji, właśnie od strony wzgórz (tj. skraju pradoliny), znajdujących się po południowej stronie miasta (a wówczas na południe od miasta). Nie byli widać w ciemię bici przybysze z północy, bowiem doskonale zdawali sobie sprawę, że stąd będą mieli świetną pozycję do ostrzeliwania grodu, a potem ruszenia w dół z całą swą siłą. Tak też – niestety dla miasta – rychło uczynili.

Chadzając ścieżkami wydeptanymi przez… Szwedów

I to kilkukrotnie. Pierwszy raz Szwedzi „złożyli nam wizytę” latem 1655 roku, kiedy to miasto zdobyli pod przywództwem Andrzeja Plattinga. Bawili tutaj dobre pół roku, po czym zostali wypędzeni (już w 1656 roku) przez wojska Stefana Czarnieckiego. Tylko na chwilę, bo Szwedzi znowu wrócili i… ponownie zostali wyparci, jesienią tegoż roku. Niestety, właśnie wtedy zniszczeniu uległ zamek (który nigdy już nie został doprowadzony do stanu sprzed) oraz królewska mennica. Potem potomkowie wikingów wrócili jeszcze w 1658 roku, a konflikt zakończył dopiero pokój w Oliwie z 1660 roku.

Najeźdźcy z północy dobrze przemyśleli miejsce ataku

Myślicie pewno że to koniec? Ależ nie, przecież była jeszcze III wojna północna, w trakcie której Szwedzi, „wizytowali” Bydgoszcz w: 1703, 1704 (przebywając w mieście aż do 1706 r.), 1708 i 1709. Pewnie byłby i ciąg dalszy tej serii, jednak zostali ostatecznie rozbici przez armię Piotra Wielkiego pod Połtawą w 1709 roku.

To jednak – w kontekście Szwedów – nie wszystko. Na terenie dzisiejszego Wzgórza Dąbrowskiego, czyli skraju Zbocza Bydgoskiego, Szwedzi zbudowali przynajmniej 3 forty. Ok, właściwie bardziej były to ufortyfikowane działa – całość liczyła ok. 5 metrów szerokości i 10 metrów długości. Ich załoga strzegła całego, położonego w dole terenu, mając stąd widok co się zowie.

Dziś na skraju Zbocza stoją bloki, kiedy znajdowały się tutaj szwedzki forty

Jest też oczywiście – jak zawsze zresztą – przesłanie legendarne. Przesadnie ich nie lubię, bo (przynajmniej te bydgoskie) jawią mi się jako mało subtelne, naciągane, pozbawione polotu. Wybaczcie, jeśli uważacie inaczej, ale jakoś nie mogę się do nich przekonać. Napisał więc Wincenty Sławiński kiedyś przypowieść o 4 braciach Szwedach, prowadzących gospodę na wzgórzach, rozciągających się na południe od miasta. Akcja osadzona została w trakcie potopu szwedzkiego, a bracia, z uwagi na swe nazwisko, uznani zostali przez najeźdźców, za sprzymierzeńców. Widocznie nie należeli do przesadnie lotnych. W każdym razie, Szwedowie (bo mowa o Polakach, właścicielach gospody), spili kompanie, rozbroili ją, wsadzili na furmanki i posłali na północ, w stronę Bałtyku. Średnio lepi się to niestety z historycznymi, a opisanymi już wyżej, wydarzeniami.

Inna legenda mówi o tym, jakoby w trakcie ataku Szwedów na miasto, w staromiejskim ratuszu powstało wielkie zamieszanie. Strażnicy zbiegali wówczas z wieży budynku, wykrzykując panicznie słowa: „Szwedy” i „rety”, co – wielokrotnie powtórzone – zlać miało się w jakimś sposobem w słowo Szwederowo. Jak? Nie pytajcie.

Przy nazwie Bielice tak bardzo rozpisywał się nie będę, bo i potrzeby takowej nie ma. Geneza jest tutaj podobna do tej, związanej z Bielawami. Rzecz rozbija się więc o grunt, który w południowej części dzisiejszego miasta był po prostu błotnisty, pełen mokradeł. Zapewne wiązało się to z faktem, iż osada powstała nad strumieniem – z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że był to strumień Niziny (ten, który dzisiaj płynie do Brdy kolektorem).  Być może też występowała tutaj bielica błotnista, co sprawiało, że tutejszy grunt (w okresie owocowania kwiatów) był po  prostu biały.

Nowy Dwór? Na jego terenie istniała zapewne zabudowa na tyle imponująca, że kojarzyła się obserwatorom z dworzyskiem. Być może jego pierwsza wersja spłonęła, a kolejna była „nowa”? A może pierwsi osadnicy bytowali początkowo w innym miejscu, a na skraj dzisiejszego Szwederowa trafili później i postawi tam kolejny (a więc nowy) dwór? Idę o zakład, że tak to mniej więcej wyglądało.

Jako się rzekło, historyczne Biedaczkowo (dziś Biedaszkowo), mogło znajdować się częściowo w graniach obecnego osiedla. Wspomnę więc krótko o tej nazwie (choć opisywałem ją już w artykule, poświęconym osiedlu Górzyskowo). Rzecz odnosi się do osób biednych, ubogich, zamieszkujących nieurodzajną ziemię. Biedaszakowo to najzwyklejsze w świecie zniekształcenie, których w naszym mieście mnóstwo. Wszak choćby wspomniane Górzyskowo pierwotnie było Goryczkowem, co odnosiło się do rośliny – goryczki – a więc z górą nic wspólnego nie miało.

Biedaszkowo czyli dawne Biedaczkowo

Cmentarze stare i… jeszcze starsze

Stali czytelnicy cyklu „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW” zapewne nie będą zdziwieni, że kolejna część materiału, poświęcona zostanie zapomnianym cmentarzom, znajdującym się w graniach omawianej jednostki mieszkaniowej. A tych jest tutaj naprawdę sporo, i co więcej, nie dotyczy to tylko (jak to bywało w przypadku innych bydgoskich osiedli) nekropoli ewangelickich.  

Pierwszym przystankiem na tej cmentarnej trasie, będzie wizyta przy ulicy Jesionowej. I tak, wiem, że stoi tutaj kościół katolicki, konkretnie pw. Bożego Ciała, ale jednak, wciąż jest to teren dawnego cmentarza ewangelickiego. Budynek powstawał od początku XXI wieku (potem przez wiele lat będąc rozbudowywanym), dokładnie w miejscu dawnej nekropolii. Ta istniała tutaj mniej więcej od połowy XIX wieku, a ostatni pochówek odnotowano w trakcie II wojny światowej.  

Ulica Jesionowa i…

W momencie rozpoczęcia budowy kościoła, rzecz jasna żadne zewnętrzne elementy cmentarza nie istniały. Jak się jednak okazało, groby tutaj oczywiście były, z tym że pod ziemią. Rzecz ujrzała światło dzienne (dosłownie, i to w sposób makabryczny), przy ulicy Dalekiej na Glinkach, gdzie, na prywatny teren, zwożono ziemię wywiezioną z terenu budowy. Przechodnie dostrzegli tutaj kości wystające ze zwał piachu. Nie ma co, przyjemny widok podczas popołudniowej, rodzinnej przechadzki.

Warto pamiętać, że budowa kościoła została przeprowadzona przy zgodzie bydgoskiej gminy ewangelicko-augsburskiej, polskim spadkobiercy przedwojennych (niemieckich) bydgoskich kościołów i terenów ewangelickich. Oczywiście tych, które nie zostały zawczasu przekazane katolikom. O ekshumacji tutaj jednak nie pomyślano.

…tutejszy kościół, stojący na miejscu…

Od niedawna, przy kościele istnieje tablica pamiątkowa, dzięki której nieuświadomiony przechodzień może się dowiedzieć, że stoi na terenie dawnego cmentarza. „Bydgoszczanom wyznania ewangelickiego spoczywającym na tym miejscu” – napisano na pomniku. Tak właśnie trzeba postępować!

…dawnego ewangelickiego cmentarza

Teraz przenosimy się na skrzyżowanie ulic: Leszczyńskiego, Halickiej i Ustrzyckiej. I tak, wiem, oficjalnie to Górzyskowo, ale: a. nie uwzględniłem tej informacji w tekście dot. osiedla, b. wspominałem już o związkach szwederowsko-górzyskowych. Uważny obserwator może się zastanawiać, dlaczego odłogiem stoi tutaj tak duży teren. Ani zieleni urządzonej, ani zewnętrznej siłowni, ani żadnego budynku czy parkingu. W północnej części tego trójkątnego skweru znajduje się tylko 1 stół do ping-ponga. Powód jest jednak prosty – trzeba by zrobić ekshumację! Tutaj bowiem, przynajmniej, od połowy XIX wieku, znajdował się niemiecki cmentarz. Niemiecki, ale dla katolików. Tak, tacy też byli, czego dowodem choćby zachowany po dziś dzień kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa na Placu Piastowskim, wybudowany na początku XX wieku, właśnie na potrzeby niemieckich katolików.

Cmentarz na skrzyżowaniu ulic: Leszczyńskiego, Halickiej i Ustrzyckiej

Ten cmentarz, który zniknął z powierzchni ziemi krótko po wojnie, służył prawdopodobnie wiernym z kościoła pw. św. Ignacego Lloyoli, stojącego dawniej na Starym Rynku. Ostatni pochówek miał tutaj miejsce w trakcie II wojny światowej, a potem pamięć o nim tak mocno stopniała, że bywało, iż określano go czasem nawet mianem cmentarza żydowskiego.  

Żydowski cmentarz jednak w obrębie dzisiejszego osiedla był, z tym że nieco dalej, na Wzgórzu Dąbrowskiego. Ulicę Filarecką i sąsiedni park, odwiedza się dzisiaj raczej w celach spacerowych lub obserwacyjnych (mam oczywiście na myśli widoki, które zapewnia wieża ciśnień), jednak kiedyś odwiedzano tutaj zmarłych wyznania mojżeszowego. Nekropolia, tzw. Stary Cmentarz Żydowski, działała tutaj od 1816 do 1874 roku. Potem stopniowo niszczał, czego apogeum – jak może się domyślać – nastąpił w trakcie II wojny światowej. Ostatnie nagrobki zniszczono tuż po wojnie, już w okresie PRL-u.

Następcą szwederowskiej nekropolii był cmentarz, znajdujący się przy ulicy Szubińskiej, na wyjeździe z miasta w stronę Białych Błot. Dziś w tym miejscu, częściowo stoją bloki i garaże, a jedyną pamiątką po cmentarzu jest dom przedpogrzebowy, dziś mieszkalny. To już jednak teren Górzyskowa.

Tuż obok, pod obecnym adresem Filarecka 19 (teren szkoły podstawowej „Sokrates” i część ulicy Filareckiej) znajdował się od lat 30. XIX wieku cmentarz ewangelicki dla mieszkańców Górzyskowa (co, w odniesieniu do opisanych wcześniej związków, dziwić nie powinno). Cmentarz wyłączono z użytku w latach 30. XX wieku i poczęto wykorzystywać go jako… szkolny ogród. Oczywiście dziś nie ma tutaj najmniejszego śladu po grobach. Przynajmniej na powierzchni.

Tutaj też znajdował się kiedyś cmentarz

To niestety nie wszystkie miejsca pochówku na terenie Szwederowa, jednak o niektórych historycznych wydarzeniach przeczytacie w dalszej części tekstu.

Kiedyś Wissmanna, dziś Dąbrowskiego

Póki co jednak, skoro jesteśmy już na Zboczu Bydgoskim, na zachodnim skraju Szwederowa, wybierzmy się na małą przechadzkę. Zobaczymy, gdzie dotrzemy podążając tym szlakiem! Jednocześnie, przemieszczając się pamiętajmy – choć pisałem o tym już wielokrotnie – że to skraj Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej, a więc tak naprawdę mówić powinniśmy o brzegu pra-Wisły, niegdyś płynącej w kierunku zachodnim. Szła na Berlin, a idzie – od momentu kiedy jakieś 11,5 tysiąca lat temu (po ostatnim zlodowaceniu), przebiła się w Fordonie – na Gdańsk. Rzeka, jak widać, zmienną jest.

My jednak wracamy do teraźniejszości, a konkretnie do Parku im. generała Henryka Dąbrowskiego, oczywiście na Wzgórzu Dąbrowskiego (ewentualnie Wzgórzu Szwederowskim). O patronacie nad tym miejscem – funkcjonującym od 1920 roku (z przerwą nad lata okupacji) informuje znajdujący się przy schodach (tych wiodących od strony Placu Poznańskiego), obelisk. Swą nazwę zawdzięcza historii, według której, w trakcie insurekcji  kościuszkowskiej w 1794 roku, nieustraszony generał szturmował Bydgoszcz właśnie z tego miejsca. Problem w tym, że wcale nie wiemy, czy Dąbrowski kiedykolwiek zjawił się osobiście w tym miejscu. Ale to już temat na inną opowieść.  

Monument upamiętniający Jana Henryka Dąbrowskiego

Generał Dąbrowski ma tutaj swoje miejsce pamięci, natomiast pomysłodawca tej zielonej enklawy już nie. Park w tym miejscu założyli bowiem zaborcy, a konkretnie burmistrz rejencji bydgoskiej, Carl Christian Ferdinand von Wissmann. Człowiek ów lubował się we wprowadzaniu do miasta zieleni, więc nie dziwota, iż był jednym z założycieli i pierwszym prezesem bydgoskiego Towarzystwa Upiększania Miasta (powołanego do życia w 1832 roku). Doczekał się nawet – już pośmiertnie – swojego pomnika (znajdował się we wschodniej części parku; zniszczono go w 20-leciu międzywojennym), który stał na wzgórzu jego imienia (Niemcy nazywali je Wissmannshohe, tj. Wzgórze Wissmanna). Także obecna ulica Filarecka nosiła dawniej jego imię.

Park został pięknie urządzony już w 1832 roku, a potem było tylko lepiej. Perłą w koronie były dwa niewielkie stawy w zachodniej części kompleksu, połączone kaskadami, z wodospadem, fontannami i pięknie oświetlone. Zwano je stawami: Orlimi (Adlerteiche) lub Baptystów (Babtistenteiche). Dolny zbiornik, z uwagi na fakt, iż w ciepłym sezonie pływał w nim rybki, otrzymał miano „Złotorybnego” (Goldfischteich).  

Tutejsze stawy założyli jeszcze zaborcy

Dzisiejszy wodospad i stawy to swego rodzaju rekonstrukcja (choć trzeba sprawiedliwie powiedzieć, że niestety mniej imponująca niż pierwowzór), nawiązanie do dawnej świetności, powstałe w 2002 roku. Jak bowiem wiadomo, niemal cały obszar Zbocza ulegał w okresie powojennym stopniowej degradacji (może poza alejami spacerowymi na Wyżynach i Kapuściskach, które z uwagi na rozbudowę osiedli były często wykorzystywane). Tak naprawdę, park na Wzgórzu Dąbrowskiego poddano rewitalizacji dopiero kilka lat temu, w latach 2018-2019.

Park na Wzgórzu Dąbrowskiego to miejsce doprawdy piękne!

Najlepszy punkt widokowy na terenie to „zakole” ulicy Filareckiej, we wschodniej części parku. Stare Miasto mamy tutaj jak na dłoni! Oficjalnie, miejsce to nosi nazwę Skweru 18 listopada 1956 roku i nie jest to przypadek. Dojrzycie tutaj także tablicę, upamiętniającą wiekopomny moment, społecznego sprzeciwu wobec komunistycznej władzy. W 1956 roku (wspomnianego wyżej 18 listopada), w przypływie wściekłości, bydgoszczanie spalili stojącą tutaj od kilku lat drewnianą wieżę, która pełniła funkcję zagłuszarki fal radiowych z Europy Zachodniej. Niestety, wielu uczestników akcji trafiło ostatecznie w krwawe ręce służb (13 osób osadzono w więzieniu), jednakże zagłuszarki nigdy nie odbudowano. Święte oburzenie zapanowało oczywiście w podległej władzy prasie, która pisała o: „Chuligańskich wybrykach w Bydgoszczy”.

Miejsce, w którym stała niegdyś zagłuszarka

No dobra, wyżej wspomniałem o najlepszym punkcie widokowym na Wzgórzu Dąbrowskiego, ale jest przecież jeszcze lepszy! Wieża ciśnień mianowicie, a raczej jej taras widokowy, usytuowany ponad 70 metrów nad płytą Starego Rynku (sama wieża liczy sobie 45 metrów wysokości). Wieża, dzisiaj służąca jako punkt widokowy, oraz część Muzeum Wodociągów, powstawała w latach 1899-1900, oczywiście w celach praktycznych. Umieszczono w niej zbiornik  w którą przechowywano wodę (mógł pomieścić nawet 1260m2 wody), transportowaną tutaj pompami ze studni głębinowych w Lesie Gdańskim. Kiedy wody brakowało (tj. zużycie w mieście było nadmiernie wysokie), ta była stąd dostarczana do domostw, instytucji i innych.  

Zabytkowa wieża ciśnień na Wzgórzu Dąbrowskiego

Po wojnie budynek, z racji na rozwój technologii, tracił swoją funkcję, a ostatecznie w 1990 roku został zamknięty dla odwiedzających. Wówczas zaprzestano także wpuszczania na taras widokowy i tym samym najlepszy punkt widokowy w mieście przestał istnieć. Obiekt trafił w ręce Stowarzyszenia Artystycznego „Wieża Ciśnień”. Potem przez lata stał opuszczony i mi – jako osobie urodzonej w 1990 roku – od zawsze jawił się jako zapomniana przez miasto i jego mieszkańców ruina. Na szczęście w 2012 roku „wróciła do żywych”, włączona w struktury muzeum i udostępniona dla turystów (głównie zaś obserwatorów, chcących spojrzeć na miasto z góry).

Dziś punkt widokowy, kiedyś wielki zbiornik wody

To co widać z zewnątrz to oczywiście konstrukcja neogotycka, której istnienie zawdzięczamy autorowi projektu, Franzowi Marschallowi. Pracę budowlane wykonała zaś firma Wilhelm Rothe und Cie.

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow

Trzy orły, sześć ulic

Z Parku Dąbrowskiego idziemy dalej, w kierunku wschodnim. Przecież tam też musi być jakieś życie! I jest, bo szybko wkraczamy na Aleję Górską. Niestety, nie ma możliwości zachowania ciągłości spaceru bezpośrednio po Zboczu. Tym dotrzecie, za pośrednictwem niewielkiej ulicy Na Wzgórze Jana Henryk Dąbrowskiego (tak, to jej oficjalna nazwa) lub niewielkim, położonym kilkadziesiąt metrów niżej łącznikiem, do ulicy Podgórnej, aby następnie odbić w stronę ulicy Nowodworskiej. Żeby wrócić na skraj Zbocza, trzeba skręcić w ulicę Terasy. Na odcinku, który przed chwilą „pokonaliśmy” warto jednak na chwilę zostać. Dlaczego? Ano, dlatego, że mnóstwo tutaj obiektów i miejsc ciekawych.

W szczególności dotyczy to kamienic. Interesujące „okazy” znajdziemy na całej długości ulic Na Wzgórze Jana Henryka Dąbrowskiego i Podgórnej. Jednak o ile przy tej pierwszej są one zadbane (zwróćcie uwagę na numer 6 – widać datę wzniesienia, tj. 1928 rok), przy drugiej bywa z tym bardzo różnie. Sporo tutaj zabitych dechami (dosłownie) okien, a już szczególnie przygnębiające wrażenie robią numery 13 (dawny, niewielki sklepik rolno-spożywczy) oraz 15 (położona w głębi od linii zabudowy, niska kamienica). W drugim wspomnianym budynku mieszkał zresztą niegdyś Honorowy Obywatel Bydgoszczy, Tadeusz Nowakowski. Postać to wciąż „odkrywana” w naszym mieście – pisarz, reporter, poeta, związany z Radiem Wolna Europa.

Kamienica wybudowana w 1928 roku
Dawna kamienica Tadeusza Nowakowskiego

Perłą Podgórnej, jest za to stojąca dokładnie na granicy Szwederowa, tuż przy ulicy Wały Jagiellońskie, kamienica zwana „Domem pod Trzema Orłami”. To konstrukcja, powstała przed 1920 rokiem, w Bydgoszczy (słusznie) kojarzona przede wszystkim z Jakób Hechliński (nie, to „ó” to nie błąd), właścicielem firmy meblarskiej, działającej właśnie w tym miejscu. Przedsiębiorstwo produkowało niezwykle popularne meble, które zostały zamówione m.in. przez Sejm Rzeczypospolitej w Warszawie.

Zaplecze dawnej fabryki

Hechliński, jaki działacz Armii Krajowej o pseudonimie „Dłuto”,  pomógł w trakcie okupacji uratować część zbiorów Muzeum Miejskiego, które przetrzymywał w piwnicach kamienicy.  W „nagrodę” został zamordowany przez okupantów w obozie koncentracyjnym w Stutthof. O jego chwalebnej i tragicznej historii przypomina od kilku lat umieszczona na elewacji kamienicy tablica.

Sama konstrukcja reprezentuje wczesny modernizm (w jej projekcie palce maczał zresztą sam Jan Kossowski, bydgoski mistrz tego nurty w architekturze), zachwycając jakimś dziwnym połączeniem surowości i estetyki. Niby szara, ale jakże elegancka! Przydomek „Dom pod Trzema Orłami” zawdzięcza faktycznemu występowaniu płaskorzeźb 3 orłów, na pilastrach frontowej ściany. Zajrzyjcie też do środka – znajdziecie piękną klatkę schodową (tuż za wejściem dostrzeżecie jeszcze znajdujące się w posadzce szyny – prawdopodobnie służyły do transportu towaru do fabryki za pomocą specjalnych platform), ładne witraże w oknach na półpiętrach, a także tabliczki na drzwiach – na niektórych zachowało się jeszcze nazwisko Hechliński.

Trzy orły w pełnej krasie

Wracając na górę, czyli skraj Zbocza Bydgoskiego, docieramy do słynnego skrzyżowania 6 ulic, na którym doprawdy ciężko połapać się nawet najbardziej doświadczonym kierowcom. Swoje miejsce „schadzki” znalazły tutaj ulice: Podgórna, Orla, Nowodworska, Stanisława Leszczyńskiego, Na Wzgórze Jana Henryka Dąbrowskiego oraz Ugory, a tuż obok znajduje się przecież „ujście” ks. Ignacego Skorupki. Nad wszystkim tym „czuwa” najbardziej charakterystyczny budynek tego zakątka, czyli modernizujący, powojenny (wcześniej stała tutaj reprezentacyjna kamienica) klocek pod numerem 36, przez starszych szwederowiaków kojarzony z „Pralchemem”.

Słynne skrzyżowanie i modernistyczny „klocek”

Zacne widoki w Alei Górskiej

Po drodze na skraj Zbocza, mijamy jeszcze gmach II Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika. Budynek to historyczny, powstały jeszcze „za Niemca”, w latach 1915-1916. Typowo neogotycka, wybudowany z czerwonej cegły konstrukcja, początkowo pełniła funkcję Miejskiej Szkoły Realnej, a po 1920 roku działały tutaj: Miejskie Gimnazjum Matematyczno-Przyrodnicze im. Mikołaja Reja i Miejskie Gimnazjum Męskie (od 1928 r.), natomiast po II wojnie światowej IV Państwowa Szkoła Ogólnokształcąca. Obecna nazwa placówki, tj. II LO im. Mikołaja Kopernika, funkcjonuje od 1960 roku.

II Liceum Ogólnokształcące pod patronatem…

Patronat, nawiązujący do polskiego/niemieckiego (niepotrzebne skreślić) astronoma, pojawił się w 1923 roku, w ramach 450 rocznicy urodzin (czyli analogicznie jak w przypadku Collegium Copernicanum, dawnego Technikum Kolejowego przy ulicy… Mikołaja Kopernika na skraju Sielanki). O Koperniku przypominają dziś zdobienia na frontowej ścianie. A jeśli postać torunianina to mała motywacja do nauki dla obecnych uczniów szkoły, warto wspomnieć, że kończył ją (tj. jej poprzednika) m.in. autor „Mostu Królowej Jadwigi”, Jerzy Sulima-Kamiński.

…Mikołaja Kopernika

Obok jest zresztą kolejna placówka oświatowa, czyli Zespół Szkół Katolickich Pomnik Jana Pawła II (to oficjalna nazwa). Tak naprawdę, w nowoczesnym (i zdecydowanie młodszym niż sąsiednie II LO kompleksie budynków), działają: Katolicka Szkoła Podstawowa im. św. Wojciecha oraz I Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. króla Jana III Sobieskiego. Historia placówki sięga 1999 roku (nazwa wiąże się z tym, że w tym roku miasto odwiedził polski papież), a działalności w tym miejscu roku 2008.

Zespół Szkół Katolickich

Na Zbocze wracamy ulicą Terasy, gdzie znajdują się schody, prowadzące w stronę Starego Miasta. Przyznać trzeba, że mają swój klimat – głównie przez to, że wzdłuż nich pobudowano kamienice. W jednej z nich – przy ul. Terasy 2, mieszkał w latach 1865-1904 Julian Prejs. Mowa o zasłużonym działaczu narodowym, pisarzu, redaktorze i wydawcy, posługującym się pseudonimem „Biedaczek-Sjerp-Polaczek”. O wybitnym bydgoszczaninie przypomina wmurowana w ścianę tablica. Obecnie znajduje się tutaj harcówka Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Ulica Terasy

Wracajmy już jednak na Zbocze, podziwiając rozciągające się w dole bydgoskie Stare Miasto, a także dalsze osiedla. Szczególnie dobre warunki obserwacyjne występują nad Nowym Rynkiem, tuż obok gmachu Sądu Okręgowego, skąd można też wygodnie zejść w stronę miasta. Obecnie, bo jeszcze w latach 80. XX wieku schody które tutaj istniały, wyglądały co najmniej jak po ciężkim bombardowaniu. Ciekawe, jak wiele osób połamało sobie tutaj kończyny? Tutaj, dosłownie na wprost schodów dostrzeżemy nawet pomnik króla Kazimierza III Wielkiego. Widoki oraz to, że przewyższenia osiągają kilkadziesiąt metrów sprawiają, że nazwy tej trasy (Aleja Górska) wyjaśniać nie trzeba!

Widoki z Alei Górskiej?

Co ciekawe jednak, początkowo – a ścieżka ta powstawała od końcówki XIX wieku, tak naprawdę aż do okresu okupacji – zwana była południowymi Plantami Okrężnymi. Trasa miała bowiem stanowić alternatywę, dla plantów nad Brdą i Kanałem Bydgoskim. No i trzeba przyznać, że to słuszne założenie.

Ta część trasy Zboczem jest w kiepskim stanie i to niestety od lat. W 1995 roku Rajmund Kuczma w publikacji „Zieleń w dawnej Bydgoszczy” pisał: „Dzisiaj planty są poprzerywane, schody uszkodzone, całość zaniedbana. Szkoda! – bo był to i częściowo jest szlak pieszy z pięknym widokiem na miasto. Przywróćmy miastu planty okrężne, jako miejsce rekreacji i wypoczynku”. Cóż, wciąż czekamy…

Top!

W ten sposób docieramy do ulicy Wiatrakowej. Dalej Zboczem pójść już się nie da (schody pod drugiej stronie jezdni wciąż są, ale już oficjalnie zamknięte). Sama Wiatrakowa również jest ciekawa – odrapane kamienice, w tym najciekawsza, pod numerem 13, robią spore wrażenie.

Na końcu naszej trasy szwederowskim odcinkiem Zbocza Bydgoskiego (niestety, z konieczności nieco się od niego oddalając), trafiamy na ulicę Traugutta, przed piękny, neogotycki gmach. To Bydgoski Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych, czyli placówka łącząca w sobie funkcje: pogotowia opiekuńczego i domu dziecka. Budynek zresztą pełni swą funkcję od samego początku. Powstał w 1907 roku, jako dzieło Carla Meyera (możecie również kojarzyć jego kamienicę z ulicy Gdańskiej 60), na zlecenie Heinricha Dietza, bydgoskiego radnego i znanego przedsiębiorcy. Na początku instytucja nazywała się Domem Sierot, a po śmierci Dietza nadano jej nazwę Heinrich-Dietzchen-Waisenhaus. Dietz patronował zresztą i sąsiedniej ulicy – dziś Romualda Traugutta.  

Piękny gmach przy ulicy Traugutta

Były dwa, ostał się jeden

Tyle ze skraju Zbocza Bydgoskiego. Teraz udajmy się w głąb osiedla, w poszukiwaniu obiektów sakralnych. Takie – wciąż pełniące swoją funkcję – mamy na osiedlu dwa. Jeżeli zaś chodzi o te, przedstawiające wartość historyczną, niestety tylko jeden. A szkoda, bo mogłoby być ich więcej, gdyż do 1939 roku, przy obecnej ulicy Leszczyńskiego, stała protestancka świątynia pw. Marcina Lutra. Konkretnie zaś znajdowała się ona na skwerze, na którym dziś funkcjonuje Młodzieżowy Dom Kultury nr 2.

Dziś rosną tutaj drzewa, kiedyś stał kościół

Świątynia była bardzo podobna do istniejących po dziś dzień kościołów: pw. Miłosierdzia Bożego na Wilczaku (przy ulicy Nakielskiej) i Józefa Rzemieślnika (przy ulicy Toruńskiej). Nie jest to przypadek – wszystkie powstawały w podobnym czasie, na początku XX wieku (kościół pw. Marcina Lutra oddano do użytku w 1906 roku), wszystkie służyły parafiom ewangelicko-unijnym, i wszystkie stanowiły dzieło pracy architektów: Ismara Hermanna i Fridricha Oskara Hosffelda. Pierwszy był okręgowym architektem, drugi odpowiadał za budowle sakralne na terenie całego zaboru, jako nadzorca. Słowem: pierwszy wykonywał, drugi podpisywał i pieczętował. Budował zaś słynny bydgoski budowniczy, Carl Rose, toteż dziwić nie może, że efekt był zadowalający.  

Teren dawnego kościoł pw. Marcina Lutra należy dzisiaj do MDK nr 2

Kościół został zniszczony w 1939 roku, w trakcie walk między Polakami, a niemiecką V kolumną, czyli po prostu niemieckimi bydgoszczanami, którzy pragnęli osłabić miasto przed przybyciem właściwych oddziałów Wermachtu. Ten atak Polacy jeszcze odparli i stłumili dość krwawo, ostatecznie podpalając kościół. Wynikało to z faktu, iż jego wieża była wykorzystana jako punkt, z którego strzelano do znajdujących się w dole Polaków. Z relacji starszego mieszkańca osiedla z lat 90. XX wieku, który pamiętał te chwile, wynika, że w środku zamknięto wówczas kilku Niemców i spalono ich żywcem. Powiedzieć, że były to okrutne czasy, to jak nie powiedzieć nic.

Kościół Marcina Lutra przed wojną

Ruiny świątyni przetrwały do końca wojny, a rozebrano je już w okresie PRL-u. Poza wielkim pustym skwerem (poza budynkami MDK naturalnie), został dąb, posadzony 10 listopada 1883 roku z okazji 400-lecia urodzin Marcina Lutra. No i stare, dawno wyblakłe fotografie.  Ok, jest jeszcze budynek dawnego Ewangelickiego Domu Pomocy (swego rodzaju placówka pomocy społecznej), działająca przy ulicy ks. Ignacego Skorupki 48. Dziś mieści się tutaj przychodnia „Górzyskowo”.

Tuż obok miejsca dawnego kościoła ewangelickiego, również przy ulicy Leszczyńskiego, działa do dziś przedszkole sióstr Elżbietanek. Budynek – ewidentnie modernistyczny (choć poddany termomodernizacji) powstał w latach 30. XX wieku, właśnie jako ochronka, prowadzona przez siostry. Co istotne, zakonnice wróciły tutaj po latach (konkretnie w 1991 roku), bowiem w czasie okupacji, wypędzili je stąd Niemcy. W końcu jednak historia zatoczyła koło. 

Modernistyczny budynek przedszkola elżbietanek

Kościoła Marcina Lutra nie ma, stoi za to po dziś  dzień sąsiedni (przy ulicy Ugory), rzymskokatolicki. Mowa o świątyni pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, którą budowano od 1926 do 1937 roku. Jest to konstrukcja żelbetowa, której najbardziej charakterystycznym elementem jest oczywiście imponująca wieża, utrzymana w ciemnozielonych barwach, dostrzegalna z naprawdę dużej odległości. W środku króluje neobarok, są też polichromie wykonane przez poznańskiego artystę Leona Drapiewskiego, a w ołtarzu głównym dostrzeżecie obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, który podobno przywędrował do Bydgoszczy z Bawarii.

Na terenie kościoła znajdują się dwie pamiątkowe tablice – pierwsza poświęcona mieszkańcom Szwederowa, którzy zamordowani zostali przez okupanta we wrześniu 1939 roku. W zasadzie to jest to kolejny cmentarz, czy też raczej miejsce pochówku – zbiorowa mogiła 21 Polaków (w tym 4 niezidentyfikowanych). Zostali oni brutalnie zamordowani w 1939 roku, w ramach odwetu za tzw. Krwawą Niedzielę, wskazani jako winni przez Hidegardę Reztlaff. Była to zemsta za rzekomą śmierć jej dziadka. 

Miejsce brutalnego mordu na 21 Polakach

Druga tablica to prawdziwa „świeżynka”, zawieszona na ścianie kościoła 28 kwietnia 2024 roku. Okazja? Obchodzona dokładnie 1 maja br. setna rocznica utworzenia parafii na Szwederowie. O jubileuszu przypomina także wielki baner, wiszący aktualnie na elewacji świątyni.

Szwederowska parafia właśnie skończyła 100 lat

Przy okazji tych sakralnych rozważań, warto pamiętać, że zanim powołano do życia parafię pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, tuż po powrocie Bydgoszczy do Rzeczypospolitej, miejscem kultu religijnego dla katolickich szwederowiaków, była kaplica (czy też raczej dom modlitwy), na rogu ulic: Henryka Dąbrowskiego i Orlej. Utworzono ją w dawnej restauracji i sali tanecznej Conitzera. Dziś, w budynku działają Poczta Polska oraz (od strony ulicy Stromej) sklep „Żabka”.

Początki były trudne

Kultowa łaźnia

Skrzyżowanie ulic Orlej i ks. Ignacego Skorupki. Charakterystyczny skwer w kształcie trójkąta, i nie mniej charakterystyczny, modernizujący budynek. Wielu zastanawia się, cóż to za dziwo, co się tutaj dawniej znajdowało? Dziś to wiadomo – wystarczy spojrzeć na tabliczkę – Centrum Zdrowia Araszkiewicz.  Wielu może go także kojarzyć, z działającymi tutaj od lat 80. XX wieku instytucjami, czyli Przedsiębiorstwem Gospodarki Mieszkaniowej i Administracją Domów Miejskich. W ręce prywatne przeszedł po 2010 roku.

Ten budynek to po prostu dawna…

Ale historia gmachu sięga 1928 roku, kiedy to oddano go do użytku jako… miejską łaźnię! Tak jest, łaźnię. I mimo że współczesnych bydgoszczan może to dziwić, wówczas żadną sensacją nie było. Niewiele ówczesnych, międzywojennych domów, podłączonych było do kanalizacji, niewiele miało łazienkę, a królowały raczej ustawione na podwórzach wychodki. Rzecz zaczęła się zmieniać dopiero po II wojnie światowej, a i tak przez lata wiele rodzin korzystało z łazienek „na spółkę” z sąsiadami. Sytuację diametralnie zaczęła zmieniać dopiero budowa dużych, wielkopłytowych osiedli mieszkaniowych, początkowo Kapuścisk i Błonia, a potem: Szwederowa (nowszej części), Wyżyn, Wzgórza Wolności, Bartodziejów i tak dalej, i tak dalej. Przy wielu swoich wadach, niosły więc bloki także nowoczesność i dostęp do udogodnień wcześniej nieosiągalnych. 

…łaźnia miejska!

Wracając jednak do łaźni miejskiej – otworzyła ona swoje podwoje dokładnie 10 listopada 1928 roku. Do wojny cieszyła się wielkim powodzeniem, w czym zasługa wyposażenia i wystroju, które były podobno niezwykle szykowne. Były więc wanny i prysznice, przebieralnie, oraz stale dyżurujący lekarz (w międzywojniu doktor o nazwisku Fiszbach), w razie potrzeby doglądający kąpiących się. W ten sposób budynek pełnił swe funkcje do 1980 roku, choć podobno w ostatnich latach nie ciesząc się już najlepszą sławą. Potrzeba korzystania zeń spadła, toteż instytucję zamknięto.

Budynek stoi na skwerze Tadeusza Nowakowskiego

Poza budynkiem do dziś zachował się skwer (zrewitalizowany w 2021 roku, niestety bez odtworzenia znajdującego się tutaj niegdyś basenu z fontanną), dziś noszący patronat wspomnianego już wcześniej Tadeusza Nowakowskiego. Miejsce to doprawdy przyjemne – trochę taki centralny, szwederowski plac, zastępujący Rynek, który nigdy nie powstał (choć w 20-leciu międzywojennym były plany jego utworzenia).

Krzyż stojący na skwerze to rekonstrukcja

Warto zwrócić tutaj uwagę także na elementy architektoniczne. Krzyż i rzeźba-fontanna „Chłopcy z rybą” to dzieła znanego bydgoskiego rzeźbiarza, szwederowiaka, Teodora Gajewskiego (więcej o nim niżej). Obecny krzyż to niestety tylko rekonstrukcja z 1992 roku, gdyż oryginał „przeszkadzał” Niemcom w 1939 roku.  To że po latach „wrócił” na swoje  miejsce, zawdzięczamy szwederowskiej parafii oraz członkom Koła Miłośników Szwederowa. Szanuję wielce! 

Fontanna i krzyż to dzieła Teodora Gajewskiego

Kamienice i…

W wielu aktualnych publikacjach oraz wspomnieniach dawnych mieszkańców, zabudowa Szwederowa oceniana jest niemal jednogłośnie jako mało atrakcyjna, nieimponująca. Dość powiedzieć, że niektórzy publicyści używali nawet określeń silnie pejoratywnych, nazywając ten rejon „szpetnym”, brudnym, zaniedbanym, niebezpiecznym itp. Salomea Weimann, autorka znanych i docenionych wspomnień (pojawiły się w „Kalendarzu Bydgoskim”) z międzywojennego Szwederowa, napisała wprost, że ulica Piękna jest według niej jedną z najbrzydszych ulic w całym mieście.

Ciekawych kamienic…

Ja jednak stoję (przynajmniej częściowo) w opozycji do tych głosów. Dlaczego? Powód jest prosty – oryginalność i w pewien sposób zachwycająca surowość tych okolic. Jasne, i tutaj wkroczyła rewitalizacja – sporo kamienic jest już odświeżonych – jednak wiele wciąż pozostaje w swym oryginalnym, niezmienionym kształcie. Widać oryginalne zdobienia, cegłę, niezmieniony od lat kształt. I tak, wiem, bez remontów niektóre budynki długo już nie pociągną – te są konieczne, co widać dobitnie choćby w wielu miejscach ulicy Podgórnej. Szkoda tylko, że często takie odświeżenie wiąże się z zatraceniem cech wyróżniających, stylu, ducha budynku.

…jest tutaj co niemiara!

Czar, o którym piszę wyżej dotyczy oczywiście głównie Starego Szwederowa, a więc północnego obszaru osiedla, zamykającego się na południu mniej więcej ulicą Ludwika Solskiego. W zasadzie każda wizyta tutaj jest dla mnie niczym mała podróż w czasie. Ileż jeszcze pozostało tutaj punktów usługowych (choć te znikają z każdym miesiącem) w starym stylu – małe sklepiki na parterach kamienic lub w niewielkich domkach. Ileż jest kamienic, sąsiadujących z wolnostojącymi domami. Ile dziwacznych przybudówek, albo zabudowań, trwających sobie niezależenie w bramach większych kamienic. Wszystko to jest po prostu zupełnie inne, niż w pozostałych częściach Bydgoszczy.

Wiele obiektów jest niestety w kiepskim stanie

Ten miszmasz to efekt nieco samowolnej zabudowy Szwederowa, począwszy od końcówki XIX wieku, kiedy to Niemcy do woli rozparcerowywali działki, tym samym poważnie się bogacąc, i po 1920 roku, kiedy przybywały tutaj masy ubogiej ludności. Każdy budował jak i gdzie mógł, a że bogatych było niewielu, naprawdę dużych kamienic jest tutaj jak na lekarstwo. Sporo zaś konstrukcji niewielkich.    

Specyficznego piękna jednak odmówić im nie sposób!

Zasadniczo, największe natężenie ciekawych konstrukcji to ulice, prowadzące po górę od Starego Miasta na Szwederowo, czyli Podgórna, Wiatrakowa, a nawet Terasy. Niesamowicie surowo, ale przez to ciekawie jest też na ulicach: Dąbrowskiego, Orlej, Lenartowicza czy Skorupki.  Fragmenty starej, pamietającej jeszcze przełom XIX i XX wieku, zabudowy znajdziemy także na ulicach: Nowej, Bielickiej (szczególnie jej końcówka, przy ogródkach działkowych to wspomnienie po folwarku Bielice) czy Ugory. Jest tego tutaj naprawdę mnóstwo!

Większość kamienic to niewielkie konstrukcje

I tak, wiem, mi łatwo jest to mówić jako obserwatorowi, osobie odwiedzającej osiedle sporadycznie, w celach dokumentacyjnych, poznawczych. Zapewne inne postrzeganie na ten obszar mają mieszkańcy starych kamienic. Nie od dziś przecież wiadomo, że najciemniej jest pod latarnią.

…bloki

Kamienice i domy to jedno, a bloki drugie. Te dwa oblicza „żyją” na Szwederowie w nierozerwalnej niemal symbiozie, często bardzo blisko siebie. To, że ten obszar stał się miejscem ekspansji wielkiej płyty w okresie PRL-u, dziwić jednak nie może. Wszak taki los spotkał niemal cały teren południowego „piętra Bydgoszczy”, a więc: Kapuściska, Wyżyny, Wzgórze Wolności no i właśnie Szwederowo.

Tuż obok kamienic znajdziemy…

Wiadomo jak było: wojna, a po niej tradycyjny dla powojnia przyrost urodzeń (natura musi nadrobić to, co straciła), migracje ludności itp. Trzeba było więc budować, a że wówczas najtaniej i najszybciej było dla władzy ludowej budować wieżowce i bloki z wielkiej płyty, to już inna sprawa. 

…zatrzęsienie wielkiej płyty

Postanowiono więc, że całe południe osiedla, w ramach koncepcji „Szwederowo-Południe” stanie się wielkim blokowiskiem. Najpierw powstały więc tzw. punktowce (jedyne w mieście wieżowce bez balkonów), przy ulicy Ludwika Solskiego, a potem ruszyła zabudowa ulicy Konopnickiej. Projekt przygotował (jak zresztą niemal wszystkie wówczas) legendarny bydgoski „Miastoprojekt” (pod przewodnictwem Janusza Gołębiewskiego), a realizatorem był Bydgoski Kombinat Budowlany „Wschód”, czyli zakład działający dawniej na końcu ulicy Przemysłowej.

Punktowce przy ulicy Solskiego

W ten sposób zabudowano niemal całą południową część osiedla, tj. przede wszystkim dawne Bielice i wschodni skraj obszaru. W efekcie powstało tzw. Nowe Szwederowo. Na tym jednak nie zamierzano poprzestać! Planowano bowiem jeszcze zrealizować koncepcję „Szwederowo-Północ”, która miała na celu zastąpienie starej, historycznej tkanki, nową, wielkopłytową. I, od początku lat 80. XX wieku częściowo ją realizowano (patrz: choćby 11-piętrowe wieżowce przy ulicy Nowodworskiej) oraz bloki na skarpie Zbocza Bydgoskiego, a także naprawdę wiele tzw. plomb. Na szczęście proces został zahamowany, dzięki czemu ocalał prawdziwy charakter Szwederowa. Przynajmniej póki co.

Bloki przy ulicy Nowodworskiej

Oczywiście Szwederowo cały czas się rozbudowuje. Wciąż powstają wspomniane plomby, a przecież pustych działek, po konstrukcjach których nie udało się uratować, jest w dalszym ciągu sporo.  Chyba najbardziej znanym (bo i najgłośniejszym) nowym osiedlem deweloperskim, jest „Perłowa Dolina” tuż obok Doliny Pięciu Stawów. Podobno złośliwcy nazywają ją… „Tiramisu”! 

Czuć odrębność

To, czym Szwederowo wyróżnia się na tle innych bydgoskich osiedli, to także ta swoista odrębność. Czasami wydaje się, jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś miastem w mieście. Miastem, otoczonym ze wszystkich stron zupełnie obcym tworem. Wynika to nie tylko z odmiennej architektury, a także opisanej wyżej, nieco zastarzałej (jak napisałem, to nic złego, a wręcz przeciwnie!) atmosfery, ale także wyczuwalnej tutaj odmienności, tradycji, a nawet… lokalnej gwary.

Bo choć instytucji kulturalnych na osiedlu jest relatywnie mało (obecnie w zasadzie tylko MDK nr 2 przy ulicy Leszczyńskiego oraz działający przy Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej klub „Arka” przy ulicy Marii Konopnickiej), zapewne  przez bliskość miasta, wykształciła się tutaj swego rodzaju lokalna kultura. W swoich wspomnieniach z lat młodzieńczych, zamieszczonych w „Kalendarzu Bydgoskim”, Jan Królik wspominał Szwederowo następującymi słowami: „Była innym rewirem – mającym swoje własne, niepowtarzalne oblicze, własne zwyczaje, obyczaj – ba, może i nawet nieco inny język, architekturę”.

Zbigniew Raszewski, gwarze szwederowskiej poświęcił z kolei cały osobny akapit swojego „Pamiętnika Gapia”. Wskazał, iż język w tej części miasta, wyróżniał się w sposób znaczący.   Stwierdził nawet, że „Szwederowiacy  narzucili swoją wymowę reszcie młodych ludzi co sprawiło, że młode pokolenie wypowiadało się dosyć jednolicie, bez względu na pochodzenie swoich rodziców”. Tworzyli więc Szwederowiacy trendy! Gdyby zaś ktoś w oczy powiedział mieszkańcowi Szwederowa, że mu się jego mowa nie podoba, mogłoby się to dla niego skończyć kiepsko.

Lokalny folklor, przywiązanie do małej ojczyzny oraz odrębność, musiały sprawić, że z czasem z terenu tego poczęły wychodzić jednostki wybitne, usposobione artystycznie, o duszy twórczej. Tutaj więc mieszkał i pracował Franciszek Grott, nauczyciel i autor wielu cennych wspomnień z historii Szwederowa, bracia Franciszek (malarz, autor chyba najbardziej rozpoznawalnych obrazów bydgoskiej Wenecji) i Teodor (rzeźbiarz, twórca m.in.: krzyża stojącego przed łaźnią miejską na Szwederowie oraz Pomnika Serca Pana Jezusa na Placu Poznańskich – obecnie oba stanowią rekonstrukcję) czy Jarosław Jaruszewski czyli Bisz (zdecydowanie mój ulubiony polski raper, twórca który wymyka się stereotypowemu postrzeganiu gatunku muzyki, którą się zajmuje, wplatając w nią mnóstwo artyzmu, nawiązań do kultury  – a album „Blady Król” to już w ogóle arcydzieło!).    

Osobno wymienić należy… „Śledzia”, czyli Michała Śledzińskiego. Mowa o rysowniku komiksów, twórcy m.in. cyklu „Osiedle Swoboda”. I nie piszę o tym przypadkowo, bowiem tytułowe osiedle to właśnie (oczywiście opakowane w masę fikcyjnych miejsc, wydarzeń i postaci) Szwederowo. Komiks, wśród miłośników gatunku, jest pozycją kultową. I nie mówię tutaj tylko o lokalnych miłośnikach, a o całej Polsce.

Kultowy komiks „Osiedle Swoboda”

Oczywiście to nie wszystko, bo przecież wspominałem jeszcze o Julianie Prejsie i Tadeuszu Nowakowskim, był też doktor Czesław Wolański czy filmoznawca Alojzy Bukolt (o nim więcej w dalszej części tekstu). Swoje na bydgoskiej scenie hip-hopowej zrobił także swego czasu zespół „Emblemat”. A przecież tych wybitnych postaci było tutaj dużo, dużo więcej. Miejmy nadzieję, że kolejne właśnie wychowują się gdzieś na Szwederowie!

Silną tożsamość widać także w działaniach podejmowanych przez lokalnych społeczników oraz w zainteresowaniu ze strony pozostałych mieszkańców miasta. Od lat odbywają się tutaj przecież „Dni Szwederowa” (dotychczas zorganizowano już ponad 40 edycji festynu – na jednym z nich grał nawet sam… Krzysztof Krawczyk!), rada osiedla wydaje gazetkę „Głos Szwederowa”, kiedyś zaś specjalny dodatek pt. „Szwederowo” wydawał „Dziennik Wieczorny”. Do tego dołóżmy Towarzystwo „Nasze Szwederowo” oraz Koło Miłośników Szwederowa, działające przy Towarzystwie Miłośników Miasta Bydgoszczy. W porównaniu do innych bydgoskich osiedli, przepaść!

(Nie) bezpiecznie jak na Szwederku

Nie ma co udawać, Szwederowo wciąż postrzegane jest jako osiedle niebezpieczne. Takie, na którym bez problemu możemy „zarobić w dziób”, albo z którego owszem, wrócimy, ale najpewniej bez butów. Często słyszę pytania o to „mityczne Szwederowo” od turystów z zewnątrz, co tylko potwierdza, że „sława” już dawno wyprzedziła tę część miasta. Mieszkańców innych miast nie ma co obwiniać o powtarzanie utartych haseł. Gorzej, że robią to również sami bydgoszczanie.

I tak, jasnym jest, że zła opinia Szwederka nie wzięła się znikąd. W końcowej fazie zaborów i w czasie 20-lecia międzywojennego przeważała tutaj ludność robotnicza (głównie Polacy), a więc raczej ubożsi. Toteż zapewne dochodziło do większej (choć bez przesady) liczby przestępstw. We wspomnieniach starszych mieszkańców zachował się dla przykładu zwyczaj kupowania w lokalnych sklepikach „na zeszyt”. Mało tego – w piątki żebracy mogli legalnie chodzić po punktach handlowych i prosić o jałmużnę. Wyjściem z tej patowej sytuacji, było dla sklepikarzy wpłacanie darowizny do „Caritasu”. Po wywieszeniu informacji o spełnieniu tego warunku, drzwi sklepu nie mógł przekroczyć już żaden żebrak.

Kiedyś faktycznie niebezpieczne

Z relacji gości odwiedzających słynną restaurację państwa Jutrzenka-Trzebiatowskich na Jachcicach (więcej pisałem o niej w artykule poświęconym temu osiedlu, czyli TUTAJ), przy ulicy Saperów, wynikało, że jedynymi nieobsługiwanymi w restauracji byli właśnie przybysze ze Szwederowa. Powód? Podobno często wywoływali bójki… No cóż, widać czuli się niepokonani.

Swoje trzy grosze dołożył do szwederowskich historii także Jerzy Sulima-Kamiński. W jednym ze swoich felietonów pisał o… „szwederowskich lujaszkach”. Wielki twórca pisał m.in., że byli oni jak „młoty na burżujskie dzieci”. Inne określenia wykorzystane przez słynnego „Kamyka”? Otóż: „nosiciele wszystkich grzechów”, „złodzieje”, „doliniarze”, „bękarty”, „alfonksy”, „obdartusy”, „hołota” . Zaznaczał jednak, że była to opinia przeważająca wśród „bogobojnych rodzinach z Śródmieścia”.

Dziś uznawane za niebezpieczne

Po wkroczeniu do miasta oddziałów Wermachtu w 1939 roku, nadburmistrz Bydgoszczy i nad-zbrodniarz, Werner Kampe, zauważył, że na Szwederowie mieszkają twardzi, nieustępliwi ludzie. Wydał więc polecenie wzmożenia patroli policyjnych w tym rejonie. Stwierdzić miał wówczas:  „Zostałem poinformowany przez rozmaitych volksdeutschów, że stan niepewności w południowej dzielnicy miasta, na Szwederowie, utrzymuje się nadal. Szwederowo zostało mi przedstawione, jako dzielnica zbrodniarzy, w której zamieszkują bardzo radykalne elementy”. „Radykalne elementy” zapewne nie chciały się po prostu poddać woli, siłą narzucanej przez okupanta.

I radykalnie faktycznie tutaj było, wszak na terenie osiedla dochodziło do łapanek, strzelania na oślep przez Niemców, w celu „oczyszczenia” ulic, brutalnych rewizji i zatrzymań. Niestety bywało i znacznie gorzej, jak choćby przy wspomnianym wcześniej rozstrzelaniu 21 Polaków – uczestników mszy w kościele przy ulicy Ugory.

Szczyt złej sławy, Szwederowo osiągnęło jednak po wojnie, w latach 90. XX wieku. Według policji, występowała tutaj zatrważająca wręcz liczba takich „instytucji” jak: samochodowe dziuple i warsztaty w których „przebijano” numery silnika. Mnóstwo było także kieszonkowców, sporo włamań i rozbojów, a i morderstwa się zdarzały. No i kręciły się tutaj ważne persony półświatka (widać, podobał im się ten klimat), jak choćby Henryk M., czyli słynny „Lewatywa”, do którego w 2000 roku najzwyczajniej w świecie strzelano przy ulicy Traugutta. Tak jest, ledwie 24 lata temu.  

W ostatnich latach sytuacja zdecydowanie zmieniła się na plus

Jeszcze w pierwszym 5-leciu XXI wieku stróże prawa ostrzegali bydgoszczan przed wizytami na ulicach: Konopnej, Ugory i Skorupki. Mało tego – dekadę temu, odwiedzinami na Starym Szwederowie straszyła prasa. Jednak już wtedy statystyki policyjne wskazywały, że wcale nie jest tutaj bardziej niebezpiecznie niż w innych punktach miasta.

Wszak zmieniła się bardzo struktura mieszkańców – wielu dawnych przestępców trafiło za kraty, lub skorzystało z możliwości wyjazdu z kraju (sporo zmieniło wejście do Unii Europejskiej, kiedy to wielu lokalnych bossów czmychnęło do pracy w UK, a na bydgoskich ulicach zrobiło się jakby spokojniej). Na ich miejsce wprowadzili się nowi, z półświatkiem nie mający nic wspólnego.

Naprawdę, nie ma sie czego obawiać

A propo przestępczości, ostatnio usłyszałem ciekawa anegdotę od znajomego, który przechadzał się po osiedlu w towarzystwie wieloletniego mieszkańca Szwederowa. Przed wejściem w jakąś bramę, jego towarzysz wskazał mu siedzącego przed nią, ok. 70-letniego, starszego pana. „Widzisz?” – zapytał – „20 lat temu, wiedząc, że nie jesteś stąd, za nic w świecie nie pozwoliłby Ci tutaj wejść. A teraz? Spokojny jak baranek!”. Jak widać, z wiekiem priorytety ulegają zmianie.  

Mimo to, bydgoszczanie wciąż wskazują Szwederowo jako miejsce niebezpieczne. W przeprowadzonym kilka lat temu przez Uniwersytet Kazimierza Wielkiego badaniu, opisanym następnie jako „Raport z badań zagrożenia przestępczością w Bydgoszczy”, Szwederowo zajęło (na podstawie opinii mieszkańców) 2 miejsce. Gorzej, według badanych, jest tylko na Londynku.

Powyższe oczywiście bardziej niż dziwi, smuci. Podobna stygmatyzacja dotyczy zresztą także: Bocianowa, Łęgnowa i Okola. A przecież w ostatnim 20-leciu zmieniło się w Bydgoszczy pod względem bezpieczeństwa naprawdę dużo. I to zdecydowanie na plus. Nasza świadomość jednak, nie nadąża chyba za tymi zmianami.  

Kaiser wyluzowany, bo wie, że Szwederko nie takie straszne, jak je malują!

„Foton” i „Modus” czyli dwóch gigantów szwederowskich

„Niby takie robotnicze to osiedle, ale ważnych zakładów pracy tutaj nie ma” – mogliby pomyśleć współcześni mieszkańcy czy choćby miłośnicy osiedla. I może faktycznie, mieliby rację, jeżeli chodzi o współczesność, niemniej w przeszłości działały tutaj przynajmniej dwa dziś niemal już kultowe przedsiębiorstwa.

Pierwsze to oczywiście „Foton”, czyli Bydgoskie Zakłady Fotochemiczne. Firma, która powstała w 1926 roku jako Fabryka płyt, błon i papierów fotograficznych „Alfa”, została powołana do życia przez Mariana Diatkiewicza. Przedwojenni bydgoszczanie i ci krótko powojenni, kojarzyli ją raczej z ulicą Garbary, bo tam (dziś to teren Wyższej Szkoły Gospodarki), znajdowała się jej pierwsza siedziba.

„Foton” czyli legenda!

W czasie wojny, okupant zmienił nazwę przedsiębiorstwa na „Opta”, a nazwa „Foton” pojawiła się już po okresie okupacji. Z ulicą Piękną fabryka związała swe losy w 1969 roku, kiedy to powstał tutaj nowoczesny kompleks. Dziś niemal w całości jest w opłakanym stanie, stanowczo przecząc nazwie ulicy, przy której się znajduje. Biurowiec, nad wejściem do którego dostrzec można jeszcze napis „Foton” (silnie już nadgryziony zębem czasu), jest jeszcze częściowo wykorzystywany, ale budynek produkcyjny (ten, który możecie dojrzeć od strony Doliny Pięciu Stawów), najzwyczajniej w świecie starszy.

Fragment ekspozycji z Muzeum Fotografii przy ulicy Karpackiej

Szkoda (z różnych względów), bo na przełomie lat 60 i 70. XX wieku „Foton” był jednym z wiodących przedsiębiorstw branży fotochemicznej nie tylko w Polsce, ale i Europie (eksport szedł do naprawdę wielu krajów). Firmę zabił postęp – według dawnych pracowników (którzy po dziś dzień tworzą silną, zorganizowaną społeczność) nie dało się jej uratować. Ostatecznie, przedsiębiorstwo ogłosiło upadłość w 2007 roku, uprzednio stając się jeszcze własnością koncernu FOMA z (co zaskakujące) czeskiego Hradce Kralove.

Dziś dawne budynki „Fotonu” raczej straszą

O „Fotonie” na szczęście w Bydgoszczy nie zapomnieliśmy – to przecież z inicjatywy dawnych pracowników powstało Muzeum Fotografii przy Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy (kiedyś przy ulicy Królowej Jadwigi, dzisiaj przy ulicy Karpackiej, na Wzgórzu Wolności), gdzie poznać można historię przedsiębiorstwa. Dawni „Fotonowcy” organizują spotkania, wykłady – kilka lat temu powstała nawet książka autorstwa pań: Małgorzaty Czyńskiej i Katarzyny Gębarowskiej, pn. „Kobiety Fotonu”, która – jak można się domyślić – koncentruje się na historii przedstawicielek płci pięknej, pracujących przez lata (czasami naprawdę długie) w przedsiębiorstwie.

Bezsprzecznie legendarnym zakładem jest też „Modus”, a więc firma działająca w branży odzieżowej. Najbardziej rozpoznawalna jest w związku z szyciem mundurów, w tym m.in. dla: polskiego wojska, policji, straży pożarnej czy leśników. Powstała w 1945 roku, początkowo działając w różnych miejscach miasta. Dziś kojarzone jest głównie z ulicą św. Trójcy (tuż przy skrzyżowaniu z ulicą Poznańską), gdzie znajduje się jej główna siedziba (poza tym mają oddziały na terenie parku przemysłowego i przy ulicy Karola Szajnochy).

Przez lata, konkretnie zaś od 1961 roku do początku XXI wieku, „Modus” działał na Szwederowie, przy ulicy Lenartowicza. Dzisiaj, w dawnych budynkach zakładowych działają różne instytucje i punkty usługowe. Sama bryła budynku została też mocno przekształcona – zniknęły m.in. filary, podpierające fragment konstrukcji.

Dawny budynek „Modusu”

Przy Kujawskiej i Stromej

Tych dwóch budynków ze Szwederowem raczej w Bydgoszczy nie kojarzymy. Jednakże, gwoli publicystycznej ścisłości, przedstawić je w niniejszym opracowaniu jestem zobligowany. Oficjalnie bowiem, znajdują się one w granicach omawianej jednostki.

Pierwszy to – niezmiennie imponujący – gmach, nazywany zwykle Wojskową Komendą Uzupełnień (WKU), a oficjalnie Wojskowym Centrum Rekrutacji (WCR), stojący przy ulicy Szubińskiej 1. Nic dziwnego, że kojarzymy go z wojskiem, bowiem budynek znajduje się w rękach armii od 1957 roku (wcześniej WKU znajdowała się przy ulicy Leśnej, na Osiedlu Leśnym).

Charakterystyczny, ceglany budynek, powstał jednak dużo wcześniej, bo już w 1884 roku. Było to ostatnie (czy też jedno z ostatnich życzeń) Ludwiki Rafalskiej-Giese, kobiety będącej przez pewien czas właścicielką folwarku Rupienica. Na mocy jej testamentu, w powstałym budynku umieszczono zakład opieki dla samotnych (acz zamożnych) panien. Czasy było o tyle dziwne, że te musiały spełniać pewne warunki, tj. m.in.: pochodzić z tzw. dobrych domów i być rodowitymi bydgoszczankami, lub mieszkać w grodzie nad Brdą minimum przez 5 lat.

Dziś WKU, kiedyś zakład opieki dla samotnych panien

Co istotne, w tym samym testamencie, pojawiło się życzenie utworzenia szpitala, w którym chorymi opiekowałyby się siostry diakonistki z kościoła ewangelicko-unijnego. W ten sposób powstał zalążek instytucji, którą znamy dzisiaj jako Kujawsko-Pomorskie Centrum Pulmonologii przy ulicy Seminaryjnej. To już jednak osiedle Błonie (tak, wiem, wielu sądzi, że Wilczak).

W trakcie okupacji, budynek przy ulicy Szubińskiej pełnił funkcje domu starców, a w latach 50. XX wieku przeszedł w ręce wojska. Pewnym zgrzytem na ciekawej historii i pięknej bryle konstrukcji był ostatni remont (przeprowadzony w 2017 roku), kiedy to owszem, odświeżono elewację gmachu, ale przy okazji usunięto oryginalny, niemiecki napis „Erbaut 1884”. Czyli jak zwykle.

Nie mniej charakterystyczna jest kamienica, stojąca pod adresem Kujawska 4. Ta historyzująca konstrukcja to dzieło naszego słynnego bydgoskiego architekta, Józefa Święcickiego. Powstała w 1890 roku (potem, do pierwszej dekady XX wieku rozbudowywana) i przez wiele lat należała do rodziny Kolwitz, aby tuż przed wojną stać się siedzibą prywatnego liceum.  Dziś budynek kojarzymy z Sanepidem, czyli Wojewódzką Stacją Sanitarną – i nic dziwnego, bo ta działa tutaj od lat.

Kamienica przy ul. Kujawskiej 4 to dzieło mistrza Józefa Święcickiego

Budynek jest piękny z zewnątrz, ale prawdziwie zachwyca dopiero po przekroczeniu progu. Piękna stolarka klatki schodowej, witraże, herb rodu Kolwitz (tak przynajmniej się uważa), sklepienia, a nawet… sala kominkowa. Co by nie mówić, kiedyś to potrafili budować i urządząć wnętrza!

Dużo, dużo więcej

Oczywiście to nie wszystko, bo na Szwederowie znaleźć można jeszcze całą masę miejsc ciekawych i historycznych. Wspomnieć wypada przecież choćby o dawnym placu targowym, czyli Kozim Rynku (nie mylić z tym, znajdującym się na Okolu, przy ulicy Śląskiej). Tutaj, u styku dzisiejszych ulic: ks. Ignacego Skorupki i Stromej, handlowano przez lata: drobiem, twarogiem, jajkami czy masłem. Dziś po dawnym placu zachowały się tylko fragmenty bruku. No i wspomnienia starszych mieszkańców.

Szwederowski Kozi Rynek

Podobnie jak w kontekście dawnych lokali gastronomicznych na osiedlu. Wspominałem już o sali i restauracji Conitzera, u styku Orlej i Dąbrowskiego, ale były i inne. Przy skrzyżowaniu ulic Ugory i Konopnej należąca do Franciszka Kołodzieja, a na końcu Orlej (blisko słynnego, problematycznego skrzyżowania), już w okresie PRL-u,  „Bar  Ludowy”, zwany „Ludową”, który raczej nie należał do wykwintnych (napiszmy to wprost: mordownia). Wciąż działa za to kultowy już niemal bar mleczny „Krokus”, w tak samo kultowym socjalistycznym pawilonie jakie stawiano w wielu miejscach Bydgoszczy (zwanym „Niebieskim”), przy ulicy Marii Konopnickiej.

Pawilon „Niebieski”

W ogóle te okolice to takie małe zagłębie usługowe Szwederowa, bo jest sporo pawilonów usługowych oraz osiedlowe targowisko. Do tego dochodzą nowsze miejsca, jak cukiernie: „Staropolska” i „Piekuś” oraz supermarket „Kaufland”.

Nie to jest jednak najważniejsze, w kontekście tej części osiedla. Naprawdę zadbano tutaj bowiem o miejsca pamięci! Przy wieżowcach przy ulicy Konopnickiej 22 i 24 stoi więc pomnik słynnej poetki, patronki ulicy, tablica, wskazując, iż przebiega tędy południk 18 (sam kamień, na marginesie, pochodzi z zakładu przy ulicy Flisackiej na osiedlu Flisy), a także galeria rzeźb z drewna zwana „Aleją Koszałka Opałka”. Tworzy ją 5 figur przedstawiających krasnoludki, które wykonał M. Kufel.

Przy ul. Konopnickiej znajdziemy naprawdę ciekawe rzeźby!

Same wieżowce pod numerami 22 i 24 są o tyle unikatowe, że na ich parterach umieszczono bardzo nietypowe, jak na bydgoskie konstrukcje tego typu, rozległe tarasy. Rzecz wygląda jak odrobinka willi (a więc szczypta luksusu), w 11-piętrowej, wielkie płycie. A tuż pod numerem 24 ,znajduje się dom kultury  „Arka” prowadzony przez Bydgoską Spółdzielnię Mieszkaniową (BSM).

Tablica pamiątkowa powstała także na skwerze między blokami, w pobliżu ulic: Konopnickiej, Goszczyńskiego i Gabrieli Zapolskiej. Dziś skwer ten nosi imię zasłużonego działacza (na rzecz Bydgoszczy i Szwederowa), czyli Alojzego Bukolta. Człowiek, który przez większą część życia mieszkał na Szwederowie i który otrzymał nawet swego czasu tytuł „Szwederowiaka roku”, był wybitnym filmoznawcą i (uwaga, neologizm!) polo-negro znawcą (kolekcjonował pamiątki po znanej aktorce, dzięki którym powstała Izba Pamięci Poli Negri w Lipnie). Lista zasług pana Alojzego jest zresztą bardzo długa – wszak walczył w II wojnie światowej (służył w armii w trakcie bitwy nad Bzurą), a po wojnie wiele lat działał w Towarzystwie Miłośników Miasta Bydgoszczy. 

Skwer Alojzego Bukolta

Południe osiedla „należy” do ogródków działkowych – są tutaj kompleksy „Relaks” i imienia Władysława Sikorskiego. Na ich terenie zobaczyć można jeszcze fragment dawniej spływającej sobie swobodnie do Brdy, strugi Niziny. Zaś tuż przed bramą wjazdową, przy ulicy Bielickiej, znajduje się przedwojenna kapliczka maryjna. Jakim sposobem przetrwała II wojnę światową, doprawdy nie wiem.

Kapliczka i ogródki działkowe przy ulicy Bielickiej

Są też oczywiście szkoły. Poza wspomnianymi już: II Liceum Ogólnokształcącym i Zespołem Szkół Katolickich, także: Szkoła Podstawowa nr 41 przy ulicy Traugutta (budynek to tzw. „Tysiąclatka”, powstała w 1960 roku), Szkoła Podstawowa nr 63 przy ulicy Goszczyńskiego (powstała w 1990 roku) i Międzynarodowa Szkoła Podstawowa „Sokrates” przy ulicy generała Henryka Dąbrowskiego.

SP nr 41

Ten ostatni budynek to zresztą zabytek (rzecz jasna silnie przebudowany i dostosowany do współczesnych potrzeb) – powstały pod koniec XIX wieku, jako ewangelicka szkoła gminna, dla dzieci z Górzyskowa. Zresztą, stoi w miejscu dwóch starszych konstrukcji, a historia edukacji w tym miejscu sięga lat 30. XIX wieku! Właśnie tutaj, w 1906 roku, miało miejsce ważne wydarzenie. Mianowicie strajk dzieci, które dość miały nauczania w języku niemieckim – wśród ich postulatów znalazła się nauka religii po polsku.

Szkoła Podstawowa „Sokrates” i jej historyczny budynek

Jeszcze starszy budynek szkolny stoi pod adresem Leszczyńskiego 47. Powstał on w 1880 roku jako szkoła gminna dla Szwederowa, po wojnie (do lat 70. XX wieku) służąc jako podstawówka. Potem budynek przejęła ATR, a następnie właśnie tutaj, przed nową siedzibą przy Nowodworskiej, mieściło się Liceum Katolickie. Dziś budynek, po kapitalnym remoncie, pełni funkcje mieszkaniowe.

Przy ul. Leszczyńskiego można dzisiaj mieszkać, kiedyś się tutaj uczono

Zajrzyjcie też koniecznie na bardzo ciekawą ulicę Nową. Szczególnie pod numer 26. To właśnie w tym niepozornym domu, w latach 1943-1945 ukrywał się płk Jan Pałubicki (posługujący się pseudonimami: Janusz, Piorun, Grom oraz Grad). Stąd dowodził też Pomorskim Okręgiem Armii Krajowej, będąc jego ostatnim komendantem. Co więcej, w budynku mieścił się także magazyn broni i amunicji AK, którym zawiadował ppor. Tomasz Kędzierski (pseudonim Tadeusz).  

Ulica Nowa 26

Wisienką na tym szwederowskim torcie jest oczywiście… schron przeciwatomowy! Tak jest, mamy takowy na terenie osiedla, konkretnie zaś w obrębie kompleksu Zespołu Szkół Katolickich. Obiekt, znajdujący się pod adresem ul. Nowodworskiej 23a, doskonale widać (jest dosłownie kilka metrów od ścieżki) z Alei Górskiej. Znajduje się on pod jednorodzinnym, niepozornym domkiem.

Schron służyć miał bydgoskim oficjelom, szczególnie zaś prezydentowi miasta, w razie rozpętania przez „zgniły zachód” wojny nuklearnej. Powstał w 1958 roku, a więc w najgorętszym (choć może dziwnie to brzmi, biorąc pod uwagę nazwę tego okresu) momencie Zimnej Wojny. Bydgoszczy zawsze była ważnym ośrodkiem militarnym (jest nim wciąż), toteż jego powstanie dziwić nie może. W ubiegłym roku po mieście rozeszła się fama, ze schron zostanie zlikwidowany, na szczęście to ostatecznie do skutku nie doszło. I oby nigdy tak się nie stało!

Schron przeciwatomowy na Szwederowie? Czemu nie!

Wśród najnowszych miejsc, warto wspomnieć o studiu „2115”, czyli miejscu stworzonym przez bydgoskiego (wychowanego na Bartodziejach) rapera Bedoesa. Studio nagrań, mieszczące się na terenie dawnego „Fotonu” przy ulicy Pięknej, działa codziennie (poza niedzielą) od 12 do 21. Swoją drogą, fajnie, że gość któremu się udało, pamięta o swoim rodzinnym mieście i inwestuje w nim.

Wielkie Szwederowo

Na koniec mała refleksja z mojej strony. Szwederowo to osiedle z tak bogatą historią, tak ciekawymi (reprezentacyjnymi jak park na Wzgórzu Dąbrowskiego i specyficznymi jak wiele kamienic) miejscami i obiektami, że powinno stanowić jedną z bydgoskich pereł w koronie. Powinno stanowić miejsce, które odwiedzają wycieczki – te zewnętrzne (turyści alternatywni, szukający czegoś więcej niż Stare Miasto, Wyspa Młyńska i Śródmieście), ale i (przede wszystkim!) wewnętrzne – bydgoszczan, zrzeszonych w różnych: szkołach, klubach seniora i innych.

Tymczasem, mam wrażenie, że wielki potencjał, od lat jest kompletnie marnowany. Owszem, wszyscy wiemy, że Szwederowo jest ciekawe, że ma swoje tradycje, że jest trochę „inne”, niż reszta miasta. Ale czy jest coś poza tym? Śpieszę z odpowiedzią: nie ma. Ba, nigdy nawet nie powstała książka o historii Szwederowa, a przecież takowe mają choćby: Czyżkówko, Jachcice, Stary i Nowy Fordon, a w tym roku będą miały także Bartodzieje (nie zgadniecie, kto ją właśnie pisze…).

Szkoda, bo Szwederowo to naprawdę świetne miejsce! Ileż kamienic, ileż miejsc kultowych, ile zieleni, obiektów sakralnych, dawnych cmentarzy, ile wybitnych postaci stąd wyszło w świat! Doprawdy trudno to wszystko ogarnąć, ująć w jedną, spójną opowieść. Stąd właśnie, niniejszy artykuł, liczący ponad 30 stron maszynopisu (zdecydowanie najdłuższy ze wszystkich, które powstały w ramach trwającego 4 rok cyklu „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW”), i tak uważam za niewyczerpujący. Książkę by pisać o osiedlu i to taką z kategorii opasłych!

Zdecydowanie więc zasługuje Szwederowo na miano Wielkiego. Wielkiego swą historią i współczesnością. Do wszystkich mieszkańców (ja wiem, że tym jest trudniej, bo swoje docenia się jakby mniej, aniżeli cudze) i osób z innych części miasta, mam więc ważny apel: doceńcie to osiedle. Udajcie się na spacer, albo raczej serię spacerów, i podziwiajcie tutejsze miejscówki. Naprawdę pozytywnie Was zaskoczą! I tak, gwarantuję, że wrócicie cali i zdrowi. Do tego w butach.  

Na koniec wrócę jeszcze do kwestii wycieczek. Skoro takowych nie ma, czas przestać  narzekać, a samemu zabrać do roboty! Tym samym, w ramach projektu „Bydgoskie osiedla BEZ TAJEMNIC”, dofinansowanego ze środków Miasta Bydgoszczy, zapraszam Was na spacer po Szwederowie! W tym roku spotkamy się tam dwa razy, a pierwsza okazja ku temu nastąpi już w sobotę, 8 czerwca, o godzinie 10:00. Tradycyjnie bez zapisów i jakichkolwiek opłat. Szykujcie się jednak na długą trasę, bo i jest co zwiedzać!

Więcej szczegółów o wycieczce (w tym miejsce zbiórki i zakończenia spaceru), wkrótce na stronie http://www.turystykabezfiltrow.com oraz w mediach społecznościowych inicjatywy „Turystyka BEZ FILTRÓW”.  

Tymczasem, dziękujemy za tę wirtualną wizytę na Szwederowie i… do zobaczenia!

Ps. Artykuł o Szwederowie był 20 z cyklu „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW” i ostatnim w wiosennej edycji projektu. Serdeczne dzięki za czytanie, komentowanie i udostępnianie! Dziękujemy, że jesteście z nami podczas tej pasjonującej wędrówki!

Wygląda na to, że do końca cyklu zostało 9 osiedli, a to oznacza, że przy dobrych wiatrach finiszować będziemy w przyszłym roku. Cóż, wszystko ma swój kres!

Artykuł powstał w ramach projektu Piotr Weckwerth prezentuje: „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – cz. 5”.

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU
MIASTA BYDGOSZCZY

  1. Dorota 5 maja 2024

    Mam duży sentyment do Szwederowa- urodziłam się tam i mieszkałam do 8 roku życia. Ulice: Stroma, Ks. Skorupki i Kossaka, Ogródek Jordanowski, droga do Sp. Na Ul. Dąbrowskiego i potem Lo na Nowodworskiej… Morze wspomnień! Pamiętam wspomniany w artykule Kozi Rynek z końmi i wozami z ziemniakami i też węglem zdaje się. Chętnie zobaczyłabym zdjęcia Koziego Rynku z tamtego okresu… Dziękuję za wnikliwy, tak szczegółowy i ciekawy opis historii Szwederowa!

  2. Monika 5 maja 2024

    Na Szwederowie przy ul Brodzińskiego zamieszkałam pod koniec lat 70 Moje dzieciństwo i młodość była związana z tą dzielnicą Mój tata przez wiele lat był pracownikiem zakładów odzieżowych MODUS Dziękuję za świetny artykuł Mogłam choć przez chwilę znów poczuć klimat dzielnicy i „zobaczyć” tamte miejsca

  3. Florian 5 maja 2024

    Świetny artykuł, dużo historii. Pozdrawiam z ul.Chołoniewskiego na Szwederku 😉

  4. Asia 6 maja 2024

    Dziękuję za taki piękny kawałek historii. Na Szwederowie mieszkam od 38 lat i dopiero dzisiaj, czytając ten artykuł dowiedziałam się o tyłu ciekawych i interesujących miejscach na moim osiedlu. To prawda, że Szwederowo jest uznawane za ciemniejszą stronę miasta😉. Ja obecnie czuję się tutaj bezpiecznie, kiedyś faktycznie bywało z tym różnie.

  5. Andrzej 7 maja 2024

    Bardzo dobry materiał. Mieszkam na Szwederowie od 1989 roku. Przedtem na Okolu. Okole i Szwederowo. Okropnie się tłukliśmy. Przy Podgórnej mieszkał Tadeusz Nowakowski. Nie wykorzystano szansy , by uratować dom w którym mieszkał. Znakomicie by się nadawał np: jako miejsce dla bydgoskich literatów. Postawiono na skwer jego imienia. To taki trochę wyrzut sumienia odpowiedzialnych za nasze miasto? Obserwuję na co dzień jak w przestrzeń Szwederowa wciskają, moszczą się nowe budynki, zamazując obraz historycznego Szwederowa. Sam mieszkam w wieżowcu przy Konopnej. Nie ma synergii miedzy starym i nowym. Szkoda.

  6. Ilona 7 maja 2024

    Urodziłam się i bardzo długo mieszkałam na ul.Podgornej 5,miłe wspomnienia…ach szkoda bardzo,że niszczeje ta kamienica,ale sentyment zostaje.Dziekuje.

  7. Hanna 8 maja 2024

    Zgadzam się z każdym słowem Pana Piotra. Dziękuję za ten artykuł.
    Mieszkam tu od roku i stopniowo poznaję miejsca te opisane i inne – bliskie główniejszych ulic i ukryte zakamarki. Żal rozpadających się budynków, pustostanów. Jeszcze można zauważyć w nich piękno detali. Podwórka też są malownicze. Pewnie nie jedno mogłoby być wykorzystane na kawiarniany ogródek. Dobrze, że powstają plomby z nowych budynków, bo wraz z nimi przyjdą nowi mieszkańcy. Oby nie budowano ich na terenie po rozebraniu tych starych. (A niestety to zawazam). Odnoszę wrażenie, że MIASTO nie jest zainteresowane zachowaniem historii dzielnicy o specyficznym klimacie i charakterystyczną architekturą. No i trochę mnie dziwi brak troski mieszkańców o czystość wokół domu w którym się mieszka. Jeszcze raz dziękuję za opisanie naszej dzielnicy dobrymi słowami, zachęcającymi do spacerów i odkrywania jej urody.

  8. Marcin 8 maja 2024

    Mieszkam w kamienicy na rogu Lenartowicza i Nowej od 40 lat, budynek kupił/wybudował mój pradziadek a obecnie należy do mnie. Przez lata nie remontowany (kilkunastu współwłaścicieli) powoli doprowadzam do nieszpecącego wyglądu. Koniec lat 90-tych jako zbuntowany nastolatek spędzałem na ulicach starego Szwederka i faktycznie wtedy nie było zbyt bezpiecznie dla „obcych”. Teraz to zupełnie inna bajka. Podczas remontów odkryłem kilka pochowanych pod podłogami artefaktów ale to temat nie na forum. Znam też kilka historii rodzinnych z czasów okupacji i wczesnych lat PRL-u. Mogę poopowiadać- kontakt mailowy.
    Pozdrowienia dla Szwederowiaków

  9. Lilianna 10 maja 2024

    Urodziłam się i wiele lat mieszkałam na Szwederowie. To moja ukochana dzielnica. Jednak los zrządził, że wylądowałam w Fordonie. Tęsknię za Szwederkiem, chociaż nie ma już takiego klimatu jak dawniej. Żeby złagodzić tęsknotę od czasu do czasu wędruję do Izby Pamięci Poli Negri, którą stworzył mój Tato, Alojzy Bukolt. Będę szczera, drażni mnie Perłowa dolina. Całkowicie zasłania przepiękne zachody słońca, które obserwowałam u moich Rodziców. Trudno. Szkoda, że Szwederowo straciło swój klimat.

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X