______________
To, że 2023 rok otrzymał patronat Mikołaja Kopernika, wiemy zapewne wszyscy. To, że wielki astronom kojarzony jest w naszym regionie głównie z Toruniem (a w mniejszym stopniu także z Chełmnem i Włocławkiem), również. Tym bardziej szkoda, że w tak ważnym roku, do świadomości bydgoszczan silniej nie przebiła się informacja, że i my mamy w mieście swój kopernikański akcent. Wszak na skraju Sielanki, przy ulicy – jakżeby inaczej – Mikołaja Kopernika, wznosi się wspaniały gmach zwany Copernicanum!
______________
Zanim przejdziemy do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: Bydgoszcz przez dziurkę od klucza.
W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i odkrywać tajemnice ważnych, lecz nie w pełni dostępnych dla osób z zewnątrz, bydgoskich obiektów.
Nie tylko Toruń
Wspomniany we wstępnie Rok Mikołaja Kopernika (zresztą przyjęty uchwałą Senatu RP) stał się dla nas – ekipy „Turystyki BEZ FILTRÓW” swego rodzaju… memem. Jeżdżąc po regionie, uczestnicząc w różnego rodzaju wydarzeniach, prelekcjach i odwiedzając placówki muzealne, nazwisko „Kopernik” usłyszeliśmy tysiące razy. Na rozdaniu nagród Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego doszło już do tego, że liczyłem, ile razy ono padło. Wyszło mi 24 – całkiem nieźle, jak na 2 godzinną galę.
I nie zrozumcie mnie źle – to, że człowiek, który „ruszył ziemię, wstrzymał słońce”, pochodzi z naszego województwa, to powód do dumy, a w dzisiejszych czasach czynnik, który przyciągnąć może do nas (no i przyciąga) rzesze turystów. Zwyczajnie, dla nas, osób „siedzących wewnątrz”, nastąpiło pewne przesycenie tematem. Tym bardziej, że w tych całych obchodach, niemal całą śmietankę z nimi związaną spija nieodmiennie Toruń, podczas gdy często zapominamy o innych regionalnych, kopernikańskich graczach. A tych jest zaskakująco wielu.
Wiadomo, w pięknym Toruniu (to nie ironia, a niezaprzeczalny fakt moi kochani!) Kopernik się urodził, został ochrzczony (w przepięknym kościele pw. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty), a także wychowywał się. Niemniej, często zapominamy, że szanowny pan Mikołaj najpewniej (bo nie wiemy tego na 100%, a jakieś 99%) rozpoczął swoją drogę naukową w Chełmnie, gdzie uczęszczał do słynnej Akademii Chełmińskiej. W tutejszym klasztorze benedyktyńsko-cysterskim (dziś zarządzanym przez siostry szarytki) mieszkały z kolei: jego siostra Barbara, przyrodnia siostra jego matki, Katarzyna Peckau, a także siostrzenica Krystyna (akurat ta w końcu uciekła, ale to już temat na inną opowieść.

Mało? No to zajrzyjcie do kolejnego nadwiślańskiego miasta, czyli Grudziądza, gdzie na ścianie jednej z kamienic przy Rynku dostrzeżecie tablicę, informującą, iż właśnie tutaj, 20 marca 1522 roku, na Sejmiku Generalnym, Kopernik wygłosił swoje poglądy ekonomiczne (tzw. traktat o monecie). Podobno (choć według mnie to raczej pięknie brzmiąca legenda miejska) był także projektantem Kanału Trynka, łączącego jezioro Tarpno z Wisłą (o nim pisałem w artykule poświęconym grudziądzkiemu osiedlu Tarpno, który możecie przeczytać TUTAJ).

Również we Włocławku znajdziemy sporo akcentów kopernikańskich – tutejszą kanonię prowadził swego czasu wuj Mikołaja, Łukasz Watzenrode, toteż istnieje teoria, według której młody Kopernik kształcił się także we Włocławku (w zasadzie istnieje mały konflikt na linii Chełmno-Włocławek, o to gdzie faktycznie nauki pobierał nasz Mikołaj). Do wyliczanki tej dodać należy Chełmżę, w której astronom z pewnością był w 1504 roku przy okazji wizyty króla Aleksandra Jagiellończyka.

Do kujawsko-pomorskiej części oficjalnej trasy turystycznej, skupiającej miejsca związane z Kopernikiem, dodano także (trochę na siłę) Nawrę, w której naukowca z pewnością nie było, jednak gdzie zobaczyć można piękny, wciąż odnawiany, pałac. Jest więc pretekst, aby nieco odbić z Chełmży i zajrzeć również tam!
Jak więc widzicie, trochę tych kopernikańskich miejsc w naszym regionie jest, pytanie więc jak na tym tle wypada Bydgoszcz? A Bydgoszcz, jak to Bydgoszcz, jak zwykle pozostaje… nieoczywista!
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Kopernik w Bydgoszczy?
Niestety dla naszego miasta, w Bydgoszczy Kopernik we własnej osobie najpewniej nigdy nie był. Szkoda, tym bardziej, że daleko z Torunia przecież nie miał. Niemniej, nie oznacza to, że nie znajdziemy tutaj akcentów, które nawiązują do tej wielkiej, historycznej postaci. Poznajmy je więc!
Po pierwsze, mamy ulicę Mikołaja Kopernika, prowadzącą przez całą szerokość osiedla Sielanka, łączącą ulice: Ignacego Paderewskiego z aleją Ossolińskich. Właśnie przy niej znajduje się skwer imienia wielkiego polskiego/niemieckiego (do wyboru!) astronoma. Skwer, na którym stoi jedyny bydgoski Kopernik! Na myśli mam oczywiście pomnik Mikołaja Kopernika. I tak, wiem, od lat jest to instalacja nieco kontrowersyjna – niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy, że to Mikołaj, twierdząc, że dostrzegają tutaj raczej kobietę… i to taką w ciąży!

Co istotne, rzeźba powstała 1973 roku, a więc podczas poprzedniego Roku Kopernikowskiego (500 rocznica urodzin i 430 rocznica śmierci), i została zaprojektowana przez poznańską artystkę Marię Chudobę-Wiśniewską. Zdaje się, że wówczas niektórzy również odczuwali – podobnie jak ja teraz – znużenie Kopernikiem – co dostrzec można w tekście Zofii Nowickiej, zamieszczonym w „Faktach 73”. Autorka napisała wówczas, iż: „Ogromnej trzeba odwagi, by w Roku Kopernikowskim zaproponować jeden jeszcze portret astronoma”. Nie sposób się nie zgodzić. Żeby było jednak jasne – mi ta instalacja się podoba, głównie z uwagi na swoją unikatowość.
Mimo upływu lat, rzeźba wciąż jawi się jako bardzo nowoczesna i bardzo artystyczna. Kiedy opowiadam o niej na wycieczkach lub przy innych okazjach, spotykam się ze zdziwieniem, odnośnie jej wieku – powszechnie postrzegana jest jako dużo młodsza. Całość stanowi plątaninę metalowych prętów, tworzących figurę o wadze 864 kilogramów i wysokości 4,57 metra. Dosłownie, wielki astronom!

To jednak nie wszystko, bowiem na skwerze ułożone zostały kamienne elipsy, po których krążą planety układu słonecznego! Wprawne oko dostrzeże więc tutaj: Słońce, Merkurego, Wenus, Ziemię wraz z księżycem, Marsa, Jowisza i Saturna. I tak, zdaję sobie sprawę, że wielu z Was tysiące razy mijało to miejsce, nie zdają sobie sprawy, co symbolizuje. No to teraz już przynajmniej wiecie!
Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow
Mikołajów dwóch
Dziś w Bydgoszczy mamy liceum (nr II), szkołę podstawową (nr 19) oraz technikum (kolejowe) im. Mikołaja Kopernika. Jednakże, zwyczaj przypisywania placówkom edukacyjnym patronatu wielkiego astronoma, rozpoczął się już dawno, dawno temu. Konkretnie zaś 100 lat temu, w 1923 roku, a więc w roku 450 urodzin Kopernika (i przy okazji 380 rocznicy śmierci) – tak, wtedy też obchodzono Rok Kopernikowski – to nie jest wymysł współczesnych.
I właśnie w ten sposób, gładko i przyjemnie, przechodzimy do budynku, będącego bohaterem naszego dzisiejszego materiału. W rzeczonym roku 1923, imię Mikołaja Kopernika otrzymał bowiem gmach, stojący u zbiegu dzisiejszych ulic: Ignacego Paderewskiego i Mikołaja Kopernika, czyli ówczesne miejskie gimnazjum matematyczno-przyrodnicze, a dziś należący do największej bydgoskiej uczelni i nazywany Collegium Copernicanum (o tym jednak trochę niżej).

Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Przyznacie pewnie, że niewielu używa wobec tego budynku określenia „Copernicanum”, a wśród bydgoszczan wciąż króluje raczej termin: „Szkoła kolejowa”, „Technikum kolejowe” albo po prostu potoczne „Kolejówa”. Historia instytucji, które tutaj działały jest jednak niesamowicie wręcz długa!
Gmach oddano do użytku w kwietniu 1907 roku i od razu przekazano Miejskiej Szkole Realnej, która w 1910 roku transformowała w Wyższą Szkołę Realną. Nie muszę dodawać, że były to instytucje niemieckie. Te polskie pojawiły się oczywiście dopiero po powrocie Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej, konkretnie zaś w 1921 roku (nie od razu, bo starano się to zrobić w sposób wyważony, płynny). Wtedy działać zaczęło tutaj Miejskie Gimnazjum Matematyczno-Przyrodnicze im. Mikołaja Reja. Tak jest, okazuje się, że Kopernik nie jest pierwszym Mikołajem, który patronował budynkowi.
1923 rok to wspomniany już wcześniej Rok Kopernikański i nadanie szkole patronatu toruńskiego astronoma. Bynajmniej nie oznaczało to oczywiście końca zmian dotykających budynku. 5 lat później placówkę nazywano już bowiem Miejskim Gimnazjum Męskim im. Mikołaja Kopernika.

Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Prawdziwa karuzela zmian, zaczęła się jednak w trakcie okupacji niemieckiej. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale wówczas, w pięknym gmachu umieszczono… szpital wojskowy. Okres 1945-1952 to już kompletny miszmasz, bo w latach tych działały tutaj: Publiczna Szkoła Dokształcająca Zawodowa, Państwowe Gimnazjum i Liceum dla Dorosłych oraz Miejskie Gimnazjum Handlowe (później znane także jako Technikum Handlowe Ministerstwa Handlu Wewnętrznego i Technikum Finansowe). Stawiam tezę, że w mieście nie ma wielu osób, którzy byliby w stanie wymienić wszystkie te nazwy, bez korzystania ze ściągi. Ja z pewnością poniósłbym porażkę!


Legendarne Technikum Kolejowe
W powojennej historii gmachu, zdecydowanie najważniejszą datą był dzień 1 września 1952 roku. Właśnie wtedy swą działalność rozpoczęło Technikum Ekonomiczno-Kolejowe Ministerstwa Kolei. Jako że nikt nie mógł zapamiętać tej przydługawej nazwy, od roku szkolnego 1953/1954 skrócono ją do prostego Technikum Kolejowego. No i ta została na długie lata!
I to właśnie takim mianem budynek Copernicanum jest najczęściej w Bydgoszczy określany. Głównie zaś przez nieco starszych mieszkańców, czemu trudno się dziwić. Wszak Bydgoszcz, która na kolejowej mapie kraju zawsze miała silna pozycję, potrzebowała instytucji, która co roku „produkowała” całe rzesze przyszłych pracowników kolei. Prawa rynku – był popyt, była więc i podaż!

Źródło: Archiwum Państwowe w Bydgoszczy
Pamiętajmy jednak, że kształcono nie tylko (choć głównie) kolejarzy. Funkcjonowały tutaj także kierunki ekonomiczne, a niektóre klasy (dzięki współpracy z Kolejowym Klubem Wioślarskim „Kopernik”) miały profil sportowy, wioślarski. Niemal każdy z nas ma w swojej rodzinie lub wśród znajomych kogoś kto się tutaj kształcił. U mnie jest to ojciec, który jednak w międzyczasie zmienił szkołę. Zdaje się, że – jak się okazało, słusznie – nie widział się w stroju maszynisty lub konduktora. Może właśnie dzięki temu zdołał mi później przekazać zdolności pisarskie? Któż to wie!

Ciekawostką jest fakt, że wraz z wybuchem II wojny światowej, szkoła utraciła patronat Mikołaja Kopernika. Ten powrócił oficjalnie dopiero w 1987 roku. Aż do 1999 roku, szkoła podlegała pod ministerstwa (różne, bo przecież te bez przerwy się zmieniają, ale głównie: infrastruktury i kolei), a więc posiadała status resortowej. Kogo tutaj kształcono? Ano m.in. pracowników, specjalizujących się w budowie mostów i dróg kolejowych, obsłudze ruchu kolejowego czy telekomunikacji kolejowej. Przez lata, mury placówki opuściło ponad 7 tysięcy uczniów, toteż nic dziwnego, że po dziś dzień w Bydgoszczy z wielkim rozrzewnieniem wspomina się działalność placówki.

No właśnie, wspomina, bo szkoły od dawna już tutaj nie ma. W 2005 roku placówkę rozwiązano, a obiekt przejęła Akademia Bydgoska, czyli obecny Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, kilka lat później uruchamiając tutaj edukację. Dziś mieszczą się tutaj wydziały: Informatyki, Mechatroniki i Edukacji Muzycznej. Można więc rzec, że w miejscu tym wciąż wyposaża się uczniów/studentów w praktyczne umiejętności, dostosowane do obecnych realiów rynku.
Co ciekawe, technikum kolejowe zostało w Bydgoszczy reaktywowane w 2014 roku. Obecnie działa przy ul. Unii Lubelskiej, w budynku Bydgoskiej Szkoły Wyższej, oferując cztery specjalizacje: technik budownictwa kolejowego, technik automatyk transportu kolejowego, technik automatyk sterowania ruchem kolejowym oraz technik elektroenergetyk transportu szynowego. Nie wiem jak z zainteresowaniem, ale fajnie, że ktoś kontynuuje te piękne, kolejowe tradycje!

Copernicanum – perła na skraju Śródmieścia
Od kiedy tylko pamiętam, budynek Copernicanum jawił mi się jako niezwykle atrakcyjny. No bo przecież – pomijając już same walory zewnętrzne – jest świetnie zlokalizowany! Usytuowano go w bodaj najlepszym w mieście miejscu. Z jednej strony rozciąga się przecież niezwykłe osiedle willowe, czyli Sielanka (filmowy materiał o niej możecie obejrzeć TUTAJ), z drugiej mamy zieloną ostoję parku im. Jana Kochanowskiego. No i to sąsiedztwo, w postaci gmachów: VI Liceum Ogólnokształcącego (również pamiętającego początek XX wieku) oraz Filharmonii Pomorskiej (o której pisaliśmy TUTAJ). Przyznacie, że to prawdziwie elitarne grono!


Obiekt powstawał w latach 1903-1906, a jako się rzekło, oddano go do użytku w 1907 roku. To co widzimy dziś z zewnątrz to zasługa pracy duetu niemieckich architektów: Carla Zaary oraz Rudolfa Vahla. Pierwszy zaprojektował ponadto m.in. neogotycki budynek ratusza w Słupsku, drugi budynki znajdujące się na terenie berlińskiego ogrodu zoologicznego. Obaj znali się więc na swoim fachu, co zresztą doskonale widać na przykładzie bryły Copernicanum. Rzućmy więc na niego okiem.
Obiekt ma kształt zbliżony do litery L, 3 kondygnacje (plus suterena i poddasze), a także cztery wieżyczki i jedną wielką, cylindryczną wieżę, zwieńczoną hełmem. Ta wyróżnia się charakterystycznymi, zielono-czarnymi barwami, stanowiąc punkt odniesienia tej części miasta. Niestety, ze względów bezpieczeństwa jest zamknięta, toteż nie udało nam się na nią wejść. Szkoda, bo to jedno z (póki co niezrealizowanych) moich bydgoskich marzeń. No nic, może kiedyś się ziści!


Budynek, mimo że od początku otynkowany i na pierwszy rzut oka z dość monotonną elewacją, jest doprawdy ciekawy. Mnóstwo tutaj ryzalitów, pięknych szczytów i interesujących zdobień. Są więc akcenty roślinne i zwierzęce, pilastry, płyciny, lizeny i wiele, wiele innych. Dla miłośnika architektury i sztuki, rzecz nie do przecenienia! Dla takich bydgoskich wariatów jak ja, tym bardziej!


Od frontu, czyli od strony południowej (od skweru Mikołaja Kopernika) znajduje się data 1906 – symbolizująca moment zakończenia budowli, a także… zegar słoneczny! To kolejne nawiązanie do dokonań wielkiego astronoma i ciekawostka, o której warto pamiętać. Na zegarze przedstawiono wyobrażenie – nomen omen – słońca. Po obu jego stronach zauważyć można zaś dwie sowy – symbol mądrości, idealnie licujący z funkcją (tę dawną i tę obecną) budynku. Jest i akcent bydgoski – herb miasta – który znajduje się tuż nad głównym wejściem do obiektu.


Do środka można dostać się właśnie od strony ulicy Mikołaja Kopernika lub od parkingu. Przekraczając próg, znajdziecie się w olbrzymiej klatce schodowej, w której, po pokonaniu doprawdy wysokich schodów i przejściu przez oryginalne, bardzo ładne drzwi, traficie do wnętrzu Collegium Copernicanum. A skoro już tutaj jesteśmy, spróbujmy wspólnie odkryć tajemnice gmachu!
Dwie piękne aule…
Wewnątrz, wbrew pozorom, zachowało się naprawdę sporo oryginalnych akcentów. Jasne, ktoś może zakrzyknąć, że przecież budynek, z racji przechodzenia z rąk do rąk, poddawany był licznym remontom. I ten ktoś miałby rację, jednak na szczęście, w ich trakcie nie zniszczono aż tak wiele (oczywiście część miejsc przepadła). Remonty prowadzone były w latach: 1960-1961, 1977-1978 oraz niemal przez całe lata 80. XX wieku.
Ostanie poważne prace to oczywiście czas tuż po przejęciu budynku przez Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, w trakcie których uczelnia wykosztowała się na… ponad 13 milionów złotych! Wówczas wymieniono niemal wszystkie możliwe instalacje, a podczas prac, korytarzami gmachu… dosłownie jeździła mała koparka. Oczywiście wszystko pod nadzorem konserwatora zabytków, który czuwał nad tym, aby nienaruszonych pozostało jak najwięcej elementów budynków.




Niemniej, znajdując się w głównym holu Copernicanum, bez problemu dostrzeżemy ten historyczny, typowy dla pruskich budowli, rozmach. Są więc wysokie korytarze, zwieńczone półkolistymi sklepieniami, są szerokie schody zdobione metalowymi balustradami i ładne, obecnie pomalowane na stylowy odcień zieleni, drzwi. Historycznego sznytu dopełniają półkoliście zwieńczone okna oraz zachowane gdzieniegdzie czerwone, kwieciste motywy na ścianach korytarz, a także znajdująca się gdzieniegdzie boazeria. Wszystko to robi naprawdę przyjemne wrażenie i wbrew pozorom wcale nie przytłaczające, wrażenie.


W obrębie gmachu znajduje się kilka charakterystycznych miejsc. Jednym z nich jest znajdująca się na najniższym poziomie, mniejsza aula, dawniej pełniąca funkcję… sali gimnastycznej! Wszak mówimy o dawnej szkole, więc dziwić to nie powinno. Dziś stoją tutaj ławki, kiedyś ćwiczono na niej różne dyscypliny sportu. Wrażenie robią wielkie okna. Nieco zagadkowy jest zaś „ślepy” balkonik, znajdujący się tuż nad wejściem. Wygląda to tak, jakby kiedyś umieszczono tam małą lożę – trybunę, z której można obserwować ćwiczących. Do dziś jednak po wejściu na nią nie zachował się żaden ślad.


Druga, znacznie większa aula, zlokalizowana jest dwa poziomy wyżej. To zdecydowanie najbardziej reprezentacyjna sala gmachu – miejsce, w którym odbywają się wszelkie uroczystości, obrony prac dyplomowych, a także wydarzenia zewnętrzne – m.in. koncerty muzyki kameralnej (zresztą przed wejściem umieszczono napis: „Sala koncertowa”). Nic zresztą dziwnego, bo jest doprawdy piękna! Ściany obite lamperią, ze zdobionymi półkolumnami i pięknymi żyrandolami. Całość zamyka scena znajdująca, się w półkolistej niecce.




Dodajcie do tego naprawdę wielkie okna, przykryte naprawdę wielkimi zasłonami, a także balkon rozciągający się nad salą. Tutaj też można usiąść (najpierw jednak trzeba nać wejść, np. wąskimi, kręconymi schodkami) i podziwiać odbywające się w dole wydarzenie. Doprawdy ciekawa perspektywa! A skoro już mowa o ładnych widokach, to warto wyjrzeć przez wspomniane, wielkie okna – wszak widać stąd sporą część ulicy Paderewskiego (w kierunku południowym), z sąsiadem, VI Liceum Ogólnokształcącym, na czele. Z drugiej zaś strony rozpościera się panorama największych willi Sielanki, stojących przy ulicy Adama Asnyka (widzimy je od zaplecza), a także gmach, dawniej służący Instytutom Rolnym, obecnie również wykorzystywany przez Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, konkretnie zaś wydział Prawa i Ekonomii.




Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy🎥
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow
…oraz wiele innych ciekawych miejsc
Na tym samym poziomie co główna aula (tzn. jej dolna część) znajduje się bodaj najciekawsza sala dydaktyczna w obrębie całego gmachu. Najciekawsza, bo zachowana w niemal niezmienionym kształcie, tj. przywodząca na myśl przedwojenne szkoły. Kilka rzędów stylowych ław wznosi się więc na schodkach, niby w jakimś małym amfiteatrze. Z kolei biurko (czy też raczej katedra) nauczyciela wyposażone jest w dużą liczbę szufladek i drzwiczek, a do tego w miejsce, zapewne niegdyś wykorzystywane do eksperymentów chemicznych. Ewidentnie widać tutaj pozostałości po palnikach. Oczywiście ta płyta jest już nieczynna, stanowiąc element wystroju.


Wyposażenie sali to także stare gabloty oraz tablica. Ta jest świetna – takich już raczej nigdzie nie znajdziecie – poza częścią do pisania kredą, jest też osłona, zaciągana przez belfra po zakończonej lekcji. I jeśli pytacie, czy sala wciąż służy celom dydaktycznym, odpowiadam: tak! Nowoczesne akcenty to: głośniki, monitor, rzutnik i ekran do niego. Taki mały mix różnych epok.


Pracownie techniczne i ich zawartość to dla mnie kompletnie czarna magia. Olbrzymie skanery, drukarki 3D i innego rodzaju maszyny, które tutaj widziałem, prezentują się niczym z filmu sci-fi i takie też mają funkcje. Zapamiętałem krzyżówkę tomografu i mikroskopu (oficjalnie: wysokorozdzielczy stacjonarny system do analizy struktury materiałów porowatych: Mikrotomograf rentgenowski) oraz laboratorium badań ultradźwiękowych. Można więc tutaj np. zbadać przekrój poprzeczny… biedronki (tego owada, nie sklepu), wydrukować metalowe implanty, które później wykorzystuje się podczas zabiegów medycznych czy zbadać… kruchość kości człowieka.




Nie, to nie żart – wszystko to dzieje się w tych leciwych murach. Doprawdy, wielki szacunek dla naukowców, którzy potrafią zmieścić w swych głowach tak złożoną wiedzę. To właśnie dzięki nim świat idzie do przodu!






Miejsc ciekawych jest tutaj oczywiście zdecydowanie więcej. Takie, które przypomina o tragicznych latach II wojny światowej, to tablica znajdująca się na półpiętrze, między parterem a 1 piętrem. Jak głosi zapis na niej, oddaje hołd tutejszym nauczycielom. „Pamięci profesorów Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczego im. Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy, którzy stracili życie w latach 1939-1944”. Poniżej wymieniono nazwiska tych 13 nauczycieli. Nie zapomniano także o ofiarach zbrodniarzy z NKWD, zamordowanych w 1940 r. w Katyniu, czyli Edwarda Bałachowskiego i Edwarda Hoppe. Całą tablicę wieńczy zaś cytat z legendarnego Zbigniewa Raszewskiego, autora „Pamiętnika Gapia”: „Nie mówmy o stratach, tylko o śmierci miasta”.

To jednak niejedyna tablica pamiątkowa w budynku. W suterenie, w 2021 roku, z okazji 100 rocznicy powstania i nieprzerwanej działalności tzw. „Zielonej Siódemki”, odsłoniętą tę, poświęconą Szczepowi 7 Bydgoskich Drużyn Harcerskich. Dlaczego akurat tutaj? Od 3 grudnia 1956 roku harcerze posiadają i prowadzą tutaj swoją harcówkę! I tak, placówka prowadzona przez Chorągiew Kujawsko-Pomorską Związku Harcerstwa Polskiego (Hufiec Bydgoszcz Miasto, Sczep Siódmych Bydgoskich Drużyn Harcerskich „Zielona Siódemka”) wiąż funkcjonuje!


Kolejnym śladem po tej harcówce nr 1, są niewielkie drzwi, które znajdziecie na zewnątrz budynku, od strony ulicy Paderewskiego. Ciekawostką jest fakt, iż harcówka nosi nazwę „Pod 18 południkiem”, mimo że de facto nie znajduje się dokładnie na nim (ten przebiega nieco bardziej na zachód, ulicami: Dworcową, Podolską, Zduny, Sienkiewicza, Śniadeckich, Chrobrego, Wileńską, Mazowiecką, Bocianowo, Rycerską i Zygmunta Augusta). Na przyczepionej do drzwi harcówki kartce, zamieszczono jednak dokładne współrzędne geograficzne! Prawda, że fajnie?

Trzecia tablica również odnosi się do harcerzy, konkretnie zaś do tragicznych wydarzeń z maja 1945 roku, które miały miejsce na stadionie „Polonii Bydgoszcz”. W skrócie wspomnę (bo to temat na dłuższą opowieść), że podczas manifestacji pierwszomajowej, pijany czerwonoarmista, strzelając na wiwat, zabił dwóch młodych harcerzy: Rajmunda Pałubickiego (brata Konrada, słynnego kompozytora, muzykologa i twórcy hejnału bydgoskiego) oraz Henryka Józefowicza, któremu to właśnie dedykowana jest tablica.

Henryk był w feralnym 1945 roku harcerzem 16 żeglarskiej drużyny harcerzy. Tablicę wmurowano w 1982 roku, wskazując na niej, że 15-letni wówczas chłopak padł ofiarą „skrytobójczych strzałów”. Oczywiście nie wspomniano na niej o tym, kto był ich „autorem”. Nic zresztą dziwnego, gdyż komunistyczna władza utrzymywała, iż strzelali żołnierze Armii Krajowej, nazywani zresztą przez podległą władzy prasę: „jednostkami wrogimi społeczeństwu”. Doprawdy, podłe czasy.

Copernicanum niczym perełka w kolekcji
Po wizycie w Collegium Copernicanum mogę stwierdzić, że budynek to kolejny mało znany (to akurat u nas, w Bydgoszczy, normalna sprawa), bardzo atrakcyjny gmach z początku XX wieku. Takich u nas dostatek, tym bardziej budować powinniśmy na tym naszą siłę turystyczną i z zakresu dziedzictwa kulturowego. Wszak – co by o nich nie mówić – Niemcy potrafili tworzyć świetne projekty architektoniczne, a następnie wprowadzać je w życie je w sposób trwały i, jak widać również dziś, atrakcyjny wizualnie!

Pamiętajcie więc o burzliwej historii budynku, kiedy przechadzacie się tę częścią miasta. Zapytajcie rodziców lub dziadków, jak to było pobierać tutaj naukę. A może po prostu wspomnijcie swoje czasy w tutejszym Technikum Kolejowym! A jeśli jesteście studentami działającego w tym miejscu obecnie Collegium Copernicanum, wiedzcie, że kształcicie się w naprawdę świetnym przepełnionym historią miasta, miejscu. Nic, tylko Wam pozazdrościć! No i życzyć kontynuacji pięknych tradycji.

Każda wizyta musi kiedyś dobiec końca. Tutaj kończymy więc nasza wizytę w budynku Collegium Copernicanum vel Technikum Kolejowym vel Szkole Realnej vel Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym (bo tych nazw używa się w kontekście do budynku najczęściej!).

Kolejne odcinki z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” już na dniach! Będziemy „spotykali się” regularnie, aż do świąt!

Piotr Weckwerth
Zdjęcia: Inna Yaremchuk
