Choć na pierwszy rzut oka ich nie widać, śladów żydowskiej kultury jest w Inowrocławiu bardzo dużo. Kamienice, pałace, dawne zabudowania fabryczne – one wciąż istnieją, lecz pełnią już zupełnie inną niż w przeszłości funkcję. Niestety, z przestrzeni miasta bezpowrotnie zniknęły bożnice, w tym tam najbardziej monumentalna, tzw. Synagoga Nowa. Udajmy się więc wespół w podróż w czasie i spróbujmy sobie przypomnieć jak ona wyglądała, gdzie stała, a także jaki prezentował się ówczesny Inowrocław.
Dzień dobry Czytelniczko/Czytelniku!
Niniejszy artykuł jest częścią cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, dofinansowanego ze środków Gminy Miasta Inowrocław. Poza nim, w najbliższych dniach i tygodniach, na blogu pojawią się jeszcze 2 tego typu teksty. Teksty, w ramach których odkrywamy historię i współczesność ważnych, inowrocławskich obiektów. Wybieramy budynki, które są niedostępne (całkowicie lub częściowo), lub które odwiedzić można, ale owiewa je pewna aura tajemniczości.
W pierwszym odcinku cyklu, opisaliśmy kościół farny pw. św. Marcina i Mikołaja (artykuł znajdziecie TUTAJ), a w drugim obecną siedzibę Muzeum im. Jana Kasprowicza, przy ul. Solankowej, czli dawny Pałac Mieszczański czy też Pałac Schwersenza (ten tekst znajdziecie TUTAJ).
Podobny cykl, dotyczący bydgoskich obiektów, realizujemy od 2021 r. Dotychczas opisaliśmy w jego ramach niemal 30 obiektów i miejsc. Wszystkie teksty z serii „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza” znajdziecie TUTAJ.
Miłej lektury!
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Czy ktoś pamięta?
Skrzyżowanie ulic Stanisława Staszica i Solankowej. Spacerujący podążają od strony Rynku do Parku Zdrojowego. Pierwszym zwiastunem tego, że zaraz zrobi się zielono, jest Skwer im. Jana Pawła II – swego rodzaju brama do znajdującego się kilkaset metrów dalej w kierunku zachodnim, założenia parkowego.
Miejsce jest doprawdy urokliwe – sporo tutaj drzew, są krzewy, a w sezonie wiosenno-letnim i kwiaty. Do tego ławeczki i wygodne chodniki. Wrażenie robi także otoczenie, czyli reprezentacyjne budynki sąsiedniej ul. Solankowej. Jest choćby klasycyzujący (powstały w latach 1905-1906) gmachu Banku Ludowego (obecnie Banku Spółdzielczego), na ścianie którego zawieszono tablicę poświęconą dr. Stanisławowi Wachowiakowi (inowrocławianinowi, prezesowi rady banku handlowego i pierwszemu po zaborach przewodniczącemu rady miejskiej). Obok znajduje się tzw. „Biały Domek”, powstały jako pałacyk Ubezpieczalni Krajowej, a po II wojnie światowej mieszczący biura PZPR. Dziś to siedziba Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zasadniczo: same reprezentacyjne obiekty.

Spoglądając na skwer od strony ul. Solankowej, można się poczuć lekko zdezorientowanym. Wszak mimo patronatu tego miejsca, z okazałego cokołu, spogląda na nas… Jan Kasprowicz! Wielki poeta, wybitny syn Kujaw, w postaci pomnika, zasiada tutaj od 1966 r. Pomnik to replika dzieła Edwarda Ryszarda Haupta, rzeźbiarza związanego głównie z Poznaniem. Oryginał, stojący w innym miejscu, zniszczyli Niemcy w 1939 r.
Jan Paweł II, jako patron, pojawił się tutaj jeszcze za życia, bo w 2003 r., w ramach obchodów 25-lecia papieskiego pontyfikatu. Co ciekawe, wcześniej, przez lata, skwer pozostawał bezimienny. Dziś o patronacie papieża-Polaka, przypomina tablica wraz z rzeźbą, znajdująca się w północno-zachodniej części skweru. Jakiś czas temu usłyszałem opinię, iż pomnik wyróżnia się „kontrowersyjną urodą”. Podposuję się pod tym.

Wspomniany wyżej brak patronatu tego miejsca, może jednocześnie zaskakiwać i nie. Nie zaskakuje, bo wiemy, w jakiej rzeczywistości przyszło żyć Polakom po wojnie, ale zaskakuje, gdyż w miejscu tym, stał jeden z najbardziej okazałych budynków przedwojennego Inowrocławia. Bowiem właśnie tutaj, od 1908 do 1939 r., wznosiła się żydowska synagoga, nazywana także Synagogą Nową. Obiekt, który – bardzo słusznie zresztą – uważany jest za bodaj największą II-wojenną stratę (w kontekście architektury ma się rozumieć) Inowrocławia. Dlaczego? Sprawdź niżej!
Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!
Najpiękniejsza w Europie
O tym, że synagoga stała w tym miejscu, przypomina nam – i to ledwie od kilku lat – skromna tabliczka. Znajdziecie ją na trawniku skweru, tuż obok chodnika ul. Solankowej. Opisano na niej historię budynku, a także zamieszczono jego wizerunek. Nawet na tak niewielkiej instalacji widać wyraźnie, jak okazały był to budynek.

Ale po kolei. Obiekt wznoszono od 9 października 1907 r., do 24 września 1908 r. Prace trwały więc niecały rok, co – spoglądając na zachowane zdjęcia obiektu, wskazujące na jego wielkość i monumentalność – jest doprawdy imponujące! Z inicjatywą wzniesienia bożnicy, wyszedł miejscowy rabin, dr Jakub Kohn. Nigdy nie udałoby się jednak nawet rozpocząć prac, gdyby nie wkład (głównie finansowy, ale i społeczny, w postaci lobbingu) najbogatszych Żydów w mieście. Wśród nich wyróżnić należy dr Leopolda Levy’ego. Był to jeden z najbogatszych mieszkańców całej Wielkopolski, a więc prawdziwy inowrocławski magnat. W jego portfolio znajdowały się m.in. kamieniołomy i fabryka wapna w Wapiennie – posiadał także akcje wielu przedsiębiorstw. Lubował się w działalności filantropijnej, toteż jego udział w budowie synagogi nikogo raczej nie zdziwił. Wcześniej sfinansował m.in. budowę deptaka przy pijalni wód oraz lotniska miejskiego.
Obiekt postanowiono wybudować w reprezentacyjnym miejscu, przy pięknej, rozwijającej się ul. Solankowej. Wszystko to oczywiście celem podkreślenia znaczenia społeczności żydowskiej w mieście – a to znaczenie było naprawdę olbrzymie, o czym w dalszej części tekstu. Założono, że obiekt musi być nie tylko duży, ale i piękny. Zaangażowano więc firmy budowlane z: Inowrocławia, Wrocławia, Bydgoszczy, Poznania, Berlina i Drezna, które stworzyć miały konstrukcję, nawiązującą do stylu bizantyjskiego i romańskiego. Pracami budowlanymi kierował inowrocławski architekt J. Baumgarten, którego nadzorowała komisja. Podobno, jednej z jej członków, inowrocławianin i bardzo majętny bankier, Arthur Salomonsohn, czasami sam zakasał rękawy i pracował na budowie.

źródło: United States Holocaust Memorial Museum
W końcu więc się udało i powstała budowla, robiła piorunujące wrażenie. Okazałe szczyty, wieżyczki z kopułami, a także liczne detale architektoniczne. W oczy najbardziej rzucały się, umieszczone na wieżyczkach i szczycie żelbetowej kopuły, pozłacane Gwiazdy Dawida. Obiekt został zaprojektowany na planie równoramiennego krzyża, z których każdy bok liczył sobie 33 metry i zgodnie z tradycją, był orientowany. Dzięki temu, wejście doń znajdowało się od strony ul. Grodzkiej.


źródło: źródło: United States Holocaust Memorial Museum
W bożnicy (w judaizmie nie obowiązuje określenie świątynia), mogło przebywać jednocześnie ok. 600 wiernych – 300 mężczyzn i 300 kobiet. To o tyle istotne, że, zgodnie z żydowską tradycją, przedstawiciele różnych płci, musieli przebywać na różnych poziomach – dlatego właśnie budowano tzw. babińce, czyli po prostu empory.
O wnętrzu budynku wiemy dziś tyle, że w przedsionku znajdowało się sklepienie krzyżowe, a także dwie fontanny ścienne. Były także garderoby i toalety. Główna sala synagogi wyróżniała się sklepieniem o wysokości 12,5 metra, na którym zamieszczono wyobrażenie nocnego, gwieździstego nieba. Był i mosiężny, wyróżniający się 120 żarówkami, żyrandol. Ten, w pełni sfinansowany został przez Levy’ego, który wydał na to cacko 8 tys. marek. Kto bogatemu zabroni!

źródło: United States Holocaust Memorial Museum
Wszystko to robiło na inowrocławianach (zdecydowanie nie tylko na Żydach) doprawdy wielkie wrażenie. Jedna z relacji osób, które ją widziały, głosi: „Nowa Synagoga była jedną z najpiękniejszych w Europie, a może nawet na świecie. Stała na najpiękniejszym placu w mieście, w pięknym ogrodzie i robiła wrażenie swoim wspaniałym wyglądem jako świątynia”.
Potęga inowrocławskich Żydów
No właśnie – synagoga została wniesiona w tak ważnym miejscu, w związku z tym, że Żydzi byli naprawdę ważną grupą Inowrocławia. Co prawda, na początku XX w. (w 1910 r.) było ich tutaj już relatywnie niewielu, bo 951 os. (na 25 603 mieszkańców miasta), tj. 3,71% całej lokalnej społeczności, ale należeli do elity. Dość powiedzieć, że na 10 najbogatszych mieszkańców, 8 było Żydami!
A wszystko zaczęło się jeszcze w wieku XIV lub nawet XIII. Pierwsze potwierdzone ślady kultury żydowskiej pochodzą z nieco późniejszego okresu, konkretnie z roku 1453. Właśnie wtedy, pojawiła się pierwsza wzmianka o Żydach w Inowrocławiu. W drugiej połowie XVI w. społeczność żydowska stanowiła już ok. 12% całego miasta, ale miało być z tym jeszcze lepiej. Co prawda zostali oni wypędzeni z Inowrocławia w trakcie potopu szwedzkiego, w związku z osądzeniem o kolaborację z najeźdźcami, ale potem wrócili i w 1775 r., a więc na początku zaborów, stanowili tutaj większość! Było ich aż 927 na 1 450 mieszkańców miasta, co dawało ok. 64%. Właśnie wtedy pojawiła się żydowska nazwa miasta, tj.: Lesla.

W trakcie zaborów Żydzi czuli się w Inowrocławiu całkiem nieźle. Szybko zasymilowali się z zaborcą, często czując się po prostu Niemcami. W 1867 r. stanowili 23% wszystkich inowrocławian. Wielu z nich było przedsiębiorcami, osobami publicznymi i majętnymi. Poza wymienionymi w tym tekście: Leopoldzie Levy’m (choć tutaj należy wspomnieć o całym rodzie Levy’ch, w tym twórcy jego potęgi, Michale) i bankierze Salomonsohnie, a także bohaterze poprzedniego tekstu z cyklu „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, a więc Bernhardzie Schwersenzie, warto wspomnieć choćby Samuela Hoenigera, współtwórcę (wespół z Polakiem Zygmuntem Wilkońskim i Niemcem Oskarem Triepickem), Towarzystwa Akcyjnego Solaki Inowrocław, czyli protoplasty inowrocławskiego uzdrowiska.

Oczywiście, liczba Żydów spadła, wraz z powrotem Inowrocławia w skład Rzeczypospolitej w 1919 r. Wciąż była to majętna grupa, ale już relatywnie niewielka. W przededniu II wojny światowej, mieszkało tutaj 173 Żydów.
Zbyt krótka historia
W takim razie, skoro Żydzi znaczyli w Inowrocławiu tak dużo, byli tak majętni, a Synagoga Nowa była tak imponująca, dlaczego nie przetrwała po dziś dzień? Dlaczego, spacerując ul. Solankową, możemy zobaczyć co najwyżej – i to jeśli będziemy bardzo uważani – niewielką tablice pamiątkową? Odpowiedź jest – niestety – bardzo prosta. I bardzo brutalna. II wojna światowa i okres niemieckiej okupacji.
Inowrocław został opanowany przez Niemców 8 września 1939 r. Oczywiście, jak na wszystkich innych ziemiach, doszło tutaj do masowych, bestialskich mordów i wysiedleń, które objęły także Żydów. Zresztą słowo „także” nie jest właściwie, bowiem tutejsza mniejszość została zwyczajnie zlikwidowana, prawie co do głowy. Miasto ponownie, po 20 latach przerwy, otrzymało nazwę Hohensalza, a w jego przestrzeni pojawiły się tablice z okrutnymi napisami: „Die Stad is Judenfrei” („To miasto jest wolne od Żydów”).
Jak brutalnie wyglądała wówczas rzeczywistość, niech świadczy przykład wspomnianego w już wielokrotnie, dr Leopolda Levy’ego. Słynny przedsiębiorca, mieszkający w willi przy ul. Solankowej 31 (tuż obok Pałacu Mieszczańskiego – budynek istnieje, ale jest silnie zniekształcony, nie przypomina już dawnej chwały), mimo ewidentnych zasług dla miasta w okresie zaboru pruskiego, został zamordowany przez okupantów 15 września 1939 r. Kiedy Niemcy przyszli go aresztować, Levy stanął na progu swojej willi w mundurze majora niemieckiej, cesarskiej armii (wszak, zgodnie z obowiązkiem, odbył za młodu taką służbę) i miał rzucić w stronę żołnierzy: „Mnie może aresztować tylko oficer”. Odpowiedzią były strzały.


źródło: United States Holocaust Memorial Museum
W nocy przed tym tragicznym wydarzeniem, tj. z 14 na 15 września, zaczęło się „umieranie” Nowej Synagogi. Niemcy zdewastowali wnętrze, a następnie całość podpalili. Potem próbowano dokonać dzieła zniszczenia przy wykorzystaniu dynamitu, ale okazało się, że żelbetowa konstrukcja, ani myśli się poddać. Specjalnie sprowadzono więc w następnych dniach pluton saperów, który wreszcie zamknął ten zbrodniczy rozdział. Ruiny rozebrano w kolejnych dniach.

Taki był koniec pięknej, Nowej Synagogi w Inowrocławiu. Zachowało się bardzo niewiele, o czym nieco niżej. Tutaj warto zwrócić jednak uwagę, że obiekt istniał tylko 30 lat i 11 miesięcy – do 31 urodzin nie doczekał, zabrakło ledwie kilku dni. Niestety, na zniszczeniu tego obiektu, zbrodnicze działania okupantów się nie skończyły.
Dlaczego Nowa?
Wielu czytelników, od samego początku niniejszego tekstu, mogło sobie zadawać pytanie, skąd, w kontekście „bohatera” materiału, człon „Nowa”. Otóż, po prostu, w Inowrocławiu były i starsze bożnice. Nie dziękujcie. A tak serio, rzecz jest niezwykle ciekawa, bo w latach 1908-1939, w mieście istniały równolegle aż trzy synagogi! A raczej trzy budynki, pełniące w pewnym okresie czasu taką funkcję.
Zacznijmy od początku. Dzielnica Żydowska w Inowrocławiu, istniała w okolicach dzisiejszych ulic: Wałowej i Krótkiej. Ta pierwsza, nosiła od XVII w. nazwę Żydowska, natomiast „za Niemca” Synagogenstrasse, a do 1929 r. Synagoska. I to właśnie tutaj, przez wieki funkcjonowały żydowskie bożnice.

źródło: The Magnes Collection of Jewish Art and Lif
Pierwsze miejsce kultu, powstało najpewniej już w średniowieczu, a pierwszy raz wzmiankowane było w latach 60. XVI w. Tę bożnicę rozebrano po potopie szwedzkim – przy okazji przytoczonej sytuacji, w której Żydzi zostali oskarżeni o kolaborację z okupantem. Wkrótce jednak, pod koniec XVII w. wrócili, i znów wznieśli synagogę. Ta przetrwała ok. 100 lat, idąc z dymem w 1775 r., podobnie jak wiele innych budynków w mieście. Odbudowano ją po 1780 r. i właśnie wówczas otrzymała miano Wielkiej Synagogi. W związku z tym, możecie się domyślić, że w pobliżu była i Mała Synagoga (ta dotrwała do początku XIX w.).
Losy Wielkiej Synagogi nie są do końca znane. Wiele źródeł wskazuje, że w latach 30. XIX w. została zagospodarowana na… fabrykę cygar. Ta na pewno tutaj była, ale historycy coraz częściej skłaniają się ku opcji, iż stało się to dopiero po 1908 r., a więc po uruchomieniu Nowej Synagogi przy ul. Solankowej. Co jednak ciekawe, tuż obok Starej, wybudowano w 1805 r., beit ha-midrasz, czyli budynek, w którym prowadzono dyskusje religijne i zgłębiano tajemnice wiary. Ten (niektórzy twierdzą że w związku z „cygarową” funkcją Starej Synagogi), został rozbudowany o salę modlitw. Wówczas poczęto mówić nań Mała Synagoga. W taki sposób funkcjonowała prawdopodobnie aż do 1908 r., a więc do oddania do użytku Nowej Synagogi przy ul. Solankowej. Pytanie, czy wspólnie ze Starą czy też samodzielnie, pozostaje otwarte!

Co ciekawe, budynek Małej Synagogi, nie pełniąc już oczywiście swojej pierwotnej funkcji, przetrwała czas II wojny światowej. Nie zobaczycie go już jednak, bowiem zburzono go w 1980 r. Dziś można to postrzegać jako prawdziwą zbrodnię, wówczas pewnie nikt nie przejmował się zburzeniem zrujnowanego obiekty. Następnie, w miejscu tym, powstał inny, klasycyzujący budynek, w pewnym sensie nawiązujący do pierwowzoru. W miejscu Starej Synagogi znajduje się dzisiaj parking.

Odnośnie pamiątek po inowrocławskich synagogach, poza wyblakłymi zdjęciami i starymi pocztówkami, zachował się tass, a więc srebrna oprawa na Torę, znajdujący się niegdyś w Starej Synagodze. Przechowywany jest w Muzeum im. Jana Kasprowicza, przy ul. Solankowej.
Inne ślady inowrocławskich Żydów
Oczywiście, miejsc związanych z kulturą i społecznością żydowską, było/jest w Inowrocławiu znacznie więcej. Szczerze polecam publikację w formie mapki z rozbudowanymi opisami, wydaną kilka lat temu przez Muzeum im. Jana Kasprowicza. Część merytoryczną tworzył tutaj sam Marcin Woźniak, dyrektor Muzeum, i wielki znawca historii Żydów w Inowrocławiu, toteż rzecz jest naprawdę godna uwagi!

Niemniej, wszyscy pasjonujący się żydowską historią i kulturą, spacerując po Inowrocławiu, winni zajrzeć przynajmniej w kilka miejsc. Oczywiście, na trasie znaleźć powinny się opisany ostatnio Pałac Mieszczański, tj. Pałac Schwersenza, willa Leopolda Levy’ego oraz Skwer im. Jana Pawła II, gdzie stała Nowa Synagoga (wszystkie te miejsca znajdują się w ciągu ul. Solankowej). Nie można zapomnieć także o ul. Wałowej 25, a więc miejscu Starej Synagogi i Małej Synagogi.
Jednak poza tym, przy ul. Solankowej warto rzucić okiem na działkę pod numerem 24. Dziś jest ona pusta, ale do 1939 r. znajdowała się tutaj okazała kamienica, w której istniała siedziba… loży masońskiej! Właściwie było to paramasońskie stowarzyszenie „Astrea Loge”, zarządzane przez „Niezależny Zakon Odd Fefflows”. Co ciekawe, działalności loży nie przerwała wcale II wojna światowa, a decyzja o samorozwiązaniu, podjęta przez (znowu on!) Leopolda Levy’ego. Gmach postanowiono przekazać muzeum i bibliotece. Niemieccy okupanci, mimo wszystko, po wejściu do miasta postanowili jednak wyburzyć obiekt. Dziś, po dawnym założeniu pozostał tylko drzewostan.

Kolejny budynek na trasie, na szczęście wciąż istnieje. Mowa o wyróżniającym się żółtą cegłą (nazywaną także cegłą orłowską), gmachu przy ul. Poznańskiej 43-45. To dawny budynek schroniska dla żydowskich sierot im. Wolffsohna, czyli tzw. ochronka. Swój patronat zawdzięcza Józefowi Wolffsohnowi, czyli fundatorowi instytucji. W późniejszych latach, działalność finansował w dużym stopniu nie kto inny jak Leopold Levy (zdziwieni?). Całość zamknięto w 1935 r. z uwagi na brak dzieci, które wymagałyby takiej opieki. W ostatnich latach działał tutaj wydział Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy, który jednak przeniósł się na ul. Świętokrzyską.



Istnieje także dawna kamienica bogatego kupca Filipa Rosenberga, stojąca w Rynku, pod numerem 1. Rosenberg był radnym miasta i zapisał się w jego historii, jako jedyny Żyd w tym ciele, który głosował w 1904 r. przeciwko zmianą nazwy Inowrocław na Hohenzalsa. W jednym szeregu z nim, stali tylko Polacy.
Ciekawym miejscem, jest skrzyżowanie ulic: św. Ducha i 3 Maja. Tutaj stoi nowy, wybudowany w 2014 r., budynek mieszkalny, zwany często „Kamienicą na fosie” (na co zresztą wskazuje napis na frontowej ścianie). Jednakże, jest to miejsce dawnego przebiegu miejskich murów, a co za tym idzie i fosy. Konkretnie zaś, w miejscu tym znajdowała się brama, którą wiodła droga w kierunku Torunia, którą nazywano Bramą Żydowską (z uwagi na bliskość Dzielnicy Żydowskiej), lub rzadziej (z uwagi na kierunek) Bramą Toruńską.

No i cmentarze. To rzecz najbardziej oczywista, i – z uwagi na zawirowania historyczne – najsmutniejsza. Pomijam już sam fakt braku „oryginalnych” (tj. pierwotnych) miejsc upamiętnienia wielu wybitnych mieszkańców Inowrocławia, ale tutaj zniszczono także bardzo ważny zabytek. Pierwszy żydowski cmentarz istniał bowiem w Inowrocławiu już w XIV w. Zachowały się też fotografię (nie, nie z tego roku, a późniejsze), na których utrwalono nagrobek z roku 1591. Najstarsze znane miejsce pochówków znajdowało się między dzisiejszymi ulicami: Studzienną i Zofiówka.


źródło: Polska.org
Dziś znajdują się tutaj ogródki działkowe, przy tworzeniu których oczywiście nie przeprowadzono żadnej ekshumacji. Dawni mieszkańcy wciąż więc tutaj leżą. A wiemy na pewno, że pochowano tutaj choćby Michała Levy’ego, twórcę potęgi rodziny, dziadka Leopolda, bardzo zasłużonego inowrocławianina.
Macewy (płyty nagrobne) ze starego cmentarza, Niemcy wykorzystali zgodnie ze swoją upiorną tradycją do brukowania ulic i placów. Najbardziej dobitny przykład takiego podejścia, to dawna siedziba Rejencji Inowrocławskiej, a więc dzisiejszego III Liceum Ogólnokształcącego im. Królowej Jadwigi. Ta „instalacja”, po której stąpały przez lata całe tysiące uczniów, nauczycieli i przechodniów, została zlikwidowana dopiero w 2011 r., dzięki staraniom Muzeum im. Jana Kasprowicza. Uratowane fragmenty płyt trafiły do lapidarium na cmentarzu pryz ul. Marcinkowskiego. Swoją drogą, takie lapidaria umieszczono tutaj dwa – jedno miejskie, drugie pod patronatem powiatu. No i trzeba przyznać, że to drugie jest zdecydowanie bardziej imponujące. Zdjęcia niżej!





No właśnie, cmentarz przy ul. Marcinkowskiego. Stary cmentarz żydowski, przy ul. Zofijówka, był miejscem pochówków do lat 80. XIX w. Potem wyznaczono nowy, na północy miasta. Zresztą, to miała być prawdziwa dzielnica cmentarna (i jest takową po dziś dzień), bo umieszczono tutaj cmentarze: katolicki, żydowski i ewangelicki. Niestety, nekropolię żydowską zniszczyli Niemcy, a zlikwidowali ostatecznie władze w okresie PRL-u. Dziś w tym miejscu znajduje się cmentarz komunalny. Jedyne znaki, wskazujące, że niegdyś był tutaj cmentarz to: lipowa aleja, dom grabarza z czerwonej cegły oraz fragment ogrodzenia. Jest oczywiście także wspomniane lapidarium.





Sprawdź nasz kanał na YouTube!


Co istotne, jako że w naszej opowieści pojawiał się wielokrotnie, warto na koniec wspomnieć o losie zamordowanego Leopolda Levy’ego. Tego zdążono jeszcze pochować na cmentarzu żydowskim przy dzisiejszej ul. Marcinkowskiego. Chwile potem nekropolia została zdewastowana i zlikwidowana. Co jednak istotne, miasto nie zapomniało o tak ważnej personie, bowiem jego symboliczna mogiła znajduje się tuż obok – na cmentarzu rzymskokatolickim pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Piękny gest – oby takich więcej!

Tutaj kończymy naszą wędrówkę po obiektach i miejscach, związanych z inowrocławskimi Żydami. Jak widać, „wycieczka” do nieistniejącej Nowej Synagogi, była tylko pretekstem do nieco dłuższego spaceru. Spaceru po wspomnieniach i historii, która powoli (acz coraz szybciej) blednie, zaciera się na kartach historii. Nie zapominajmy jednak o niej. Nie zapominajmy o dawnych mieszkańcach Inowrocławia – również Żydach, którzy zrobili dla tego miasta naprawdę wiele.



Projekt pn. „Inowrocław przez dziurkę od klucza”, realizowany przez Fundację Krzewienia Kultury i Turystyki „Nad Rzeką” jest współfinansowany ze środków Gminy Miasta Inowrocław