\n\n

ZIMNE WODY-CZERSKO POLSKIE – Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW

Już sama nazwa tej jednostki mieszkaniowej może zniechęcić do wizyt po tej stronie miasta. Wrażenie to zapewne pogłębi się, kiedy dostrzeżemy i odczujemy tutejszy, przemysłowy charakter. Jakby tego było mało, do układanki tej dochodzą mające ponurą sławę Powiatowy Urząd Pracy oraz osiedla barakowe. Gdzieś między tym wszystkim rozmywa się bogata historia terenu, skrywając wartościowe miejsca i obiekty, silnie związane z dziejami Bydgoszczy. Spróbujmy przebić się przez tę wizerunkową szybę i wspólnie poznać osiedle Zimne Wody-Czersko Polskie.

Zanim zaproszę Was do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 roku, cyklu. Do tej pory w ramach „Bydgoskich osiedli BEZ FILTRÓW” – bo tak nazywa się ta seria – ukazało się 16 artykułów. W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i docelowo opisać wszystkie (a jest ich dokładnie 29) bydgoskie jednostki mieszkaniowe.

Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie tutaj: bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW

Zapraszam do lektury – zarówno wymienionych wyżej artykułów, jak i niniejszego, dotyczącego osiedla Zimne Wody-Czersko Polskie.

Zimne Wody-Czersko Polskie czyli bydgoskie Kresy

Powiedzmy (czy też raczej napiszmy) to sobie wprost – teren, położony na wschód od linii ulic: Kazimierza Wielkiego, Planu 6-letniego i Sandomierskiej, to dla wielu bydgoszczan najprawdziwsze peryferie. Ok, większość mieszkańców miasta wie, że gdzieś tam jest Łęgnowo  (często kojarzone tylko z końcowym przystankiem tramwaju nr 6), ale zasadniczo jako koniec „prawdziwego” miasta postrzegany jest skraj Kapuścisk.

No dobrze, a wszystko to, co pomiędzy Kapuściskami i Łęgnowem? Otóż właśnie tam znajduje się obszar, któremu dzisiaj się przyjrzymy. Od razu należy jednak stwierdzić, że w świadomości bydgoszczan jest on raczej średnio (delikatnie mówiąc) obecny. Zimne Wody? Gdzieś na wschodzie miasta, ale gdzie dokładnie? Czersko Polskie? Hmm… to ten jaz walcowy? Mniej więcej tak brzmiałyby pewnie odpowiedzi przypadkowych osób, zapytanych o rzeczone osiedla.

W poszukiwaniu Zimnych Wód i Czerska Polskiego

Aby mieć solidną podbudowę pod dalszą część materiału, przyjrzymy się więc położeniu tej jednostki mieszkaniowej, de facto łączącej dwa odrębne, historyczne obszary, czyli właśnie Zimne Wody i Czersko Polskie. Otóż, według uchwały Nr V/28/94 Rady Miejskiej Bydgoszczy z dnia 26 października 1994 roku, granica biegnie Brdą, od wysokości ul. Planu 6-letniego (wybaczcie, ale chyba nigdy nie przekonam się do nowej nazwy tego traktu), w kierunku wschodnim. Słowem: teren bezpośrednio pod mostem Kazimierza Wielkiego (gdzie obecnie trwają przymiarki do budowy nowego osiedla mieszkaniowego) to jeszcze Kapuściska, jednak już kilkaset metrów dalej, w kierunku wschodnim, mamy Zimne Wody-Czersko Polskie. Tutaj granica jest dość płynna – symbolicznie umieściłbym ją na łukowatej kładce-rurociągu, przeciągniętej nad Brdą (mniej więcej naprzeciwko końca terenu dawnych ogródków działkowych, kojarzonego dzisiaj raczej z wybiegiem dla sympatycznych kóz).

Idźmy jednak dalej, bo przebieg granicy jest doprawdy interesujący. Co więcej jest niejednoznaczny. Mam wrażenie, że wersja tekstowa, zamieszczona na oficjalnej stronie miasta, różni się nieco od tej graficznej. Zakładam, że bardziej wiążąca jest ta druga (niewątpliwie jest to wersja nowsza, aniżeli 20-letni zapis), jednakże muszę dodać tutaj nieco własnej interpretacji, aby całość miała jakikolwiek sens. Granica odbija więc na południe na wysokości magistrali węglowej i dochodzi tylko do ulicy Toruńskiej, aby niespodziewanie zawrócić w kierunku zachodnim i ponownie skierować się na wschód, po okrążeniu zbiorników osadowych „Zachemu” (znajdują się za nasypem, tuż za ulicą Toruńską, między „Stomilem”, a Campingiem „Zimne Wody”), oddając je we „władanie” osiedlu Łęgnowo. To chyba takie pozbycie się zgniłego jaja, bo zbiorniki te to naprawdę paskudne, a już na pewno mało estetyczne miejsce.

Brda to w zasadzie jedyny w pełni czytelny fragment granicy osiedla

W ten sposób, granica osiedla dociera aż do skrzyżowania ulic: Smoleńskiej i Hutniczej, a dalej zahaczając nawet o zbiornik Dempel, powszechnie kojarzony przecież z Łęgnowem. W ogóle, w tym miejscu Łęgnowo i Zimne Wody-Czersko Polskie bardzo mocno się przenikają. Zostawiając jednak te rozważania za sobą, idziemy dalej na zachód, ulicami: Nowotoruńską i Chemiczną, okrążając całe przemysłowe zagłębie, zgromadzone głównie wzdłuż ulicy Mokrej i docieramy do lasku, oddzielającego Kapuściska od całego tego industrialnego towarzystwa. Uznajmy, że to zachodnia granica osiedla, choć i tutaj oficjalne dokumenty miasta są nieprecyzyjne. Zasadniczo, wskazują one, że ten mini park-przemysłowy należy mniej więcej w proporcji 1 do 1, zarówno do Kapuścisk jak i Zimnych Wód-Czerska Polskiego. Zdecydowanie, przydałoby się nieco więcej przejrzystości! No ale tak po prawdzie, obszar ten, że tak się wyrażę, charakterologicznie, bardziej pasuje do Zimnych Wód i Czerska Polskiego.  

Jak ten, przedstawiony wyżej, przebieg granic ma się do historycznego położenia Zimnych Wód i Czerska Polskiego? Dziwnie – to chyba najlepsze określenie, bo spojrzawszy na dawne mapy możemy się delikatnie zdziwić. O tym jednak nieco niżej.

Ulica Toruńska w pobliżu skrzyżowania z ulicą Sporną

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Dlaczego tak Zimne te Wody?

Najpierw jednak przyjrzyjmy się genezie nazwy osiedla. Jej pierwszy człon – Zimne Wody – to rzecz dość oczywista. Odnosi się ona do niskiej temperatury wody, która zrażał mieszkańców tych okolic od kąpieli. Widocznie akurat oni nie morsowali.  Zasadne jest jednak pytanie, w czym była ta zimna woda? Zwykle uważa się, że w Brdzie, jednakże legendarny publicysta Rajmund Kuczma, twierdził, iż nazwa ta wzięła się od strumienia, płynącego wzdłuż ulicy Toruńskiej, po jej północnej stronie.

Ulica Strumykowa – czy jej nazwa wiąże się z genezą nazwy Zimne Wody?

Dziś ten teren jest niemal kompletnie zabudowany halami produkcyjnymi i magazynami, toteż trudno stwierdzić, gdzie takowy płynął. Jakąś podpowiedzią może być nazwa niewielkiej uliczki, łączącej Rolną i Równą, kilkadziesiąt metrów na południe od Toruńskiej. To ulica Strumykowa, co może dowodzić, iż jakiś potok faktycznie tutaj kiedyś był. Inna sprawa, że kiedy spogląda się na stare mapy, niczego takiego zaobserwować nie można. Być może więc chodziło o strumyki, które istniały nieco dalej na wschód, tuż za linią magistrali węglowej? A może rzecz dotyczy potoku, spływającego przed laty w dół Wilczym Kanionem i uchodzącego do Brdy mniej więcej w miejscu wskazanej wyżej, zachodniej granicy dzisiejszego osiedla? Tego stwierdzić nie mogę.

Mniej więcej tutaj, do Brdy uchodził dawniej strumień, płynący Wilczym Kanionem

Bardziej złożona jest geneza nazwy Czersko Polskie. To zniekształcona nazwa dawnej wsi Siersk, która początkowo przyjęła formę Siersko, a w XIX wieku Czersko. Kiedy w 1920 roku obszar ten włączano w granice miasta, świeżo po powrocie Bydgoszczy na polskie łono, dodano człon „Polskie”, co by jeszcze bardziej podnieść nastroje patriotyczne. Była to też swego rodzaju przeciwwaga, dla funkcjonującej przez lata nazwy Czersko  Niemieckie – tak nazywała się sąsiednia, wchłonięta z czasem przez „właściwe” Czersko, wieś.

Samo słowo „siersk” prawdopodobnie pochodzi o terminu siernek, sarnik lub siernik, a więc stanowi nawiązanie do samca sarny. Podobnej genezy upatruje się zresztą (o czym pisałem TUTAJ) w nazwie osiedla Siernieczek. Bardzo możliwe, wszak niegdyś były to tereny położone z dala od miejskiego zgiełku, słabo zaludnione i słabo zindustrializowane (co dziś brzmi jak żart), za to w pobliżu lasów.

Czersko Polskie, czyli wschodnia część dzisiejszej jednostki mieszkaniowej Zimne Wody-Czersko Polskie

Tyle, jeżeli chodzi o genezę nazwy (czy też raczej nazw) osiedla. Sama historia obszaru jest jednak zdecydowanie bardziej interesująca.

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!
Zbieramy na kolejny film o Bydgoszczy
https://patronite.pl/turystykabezfiltrow

Czesko Polskie – miasto w mieście?

Jak nietrudno się domyślić, interesujący nas teren, znalazł się w graniach Bydgoszczy dopiero po 1920 roku, a więc po powrocie Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej. Nie dziwota to, bowiem wówczas, do miasta „doklejono” 18 podmiejskich (a tak naprawdę już od kilku dekad obszarów stanowiących wraz z miastem jeden organizm) wsi. Wcześniej, przez stulecia, Zimne Wody i Czersko Polskie (piszę to umownie, bo nazwy oczywiście ewoluowały), funkcjonowały w sposób niezależny.

Dłuższą historię ma, przynajmniej według wiedzy, którą posiadamy obecnie, Czersko Polskie. Mało tego, nazwać należy je jedną z najstarszych, podbydgoskich osad, bowiem jej początki datuje się na lata 30. XIII wieku! Wiadomo, że zarządzały nią rodziny szlacheckie: w XV wieku Krotowscy, a od połowy XVI wieku Witosławscy. W wieku XVII, należała ona już do starosty kaliskiego Janusza Grudzieńskiego. Źródła nie są zgodne co do tego, kiedy powstał sąsiedni, Czersk (Siersk) Niemiecki, będący osadą satelicka. Jedne wskazują na wiek XVII, drugie na XIX.

Nieczynny sklep przy ulicy Smoleńskiej, na terenie… dawnego miasta!

Pewnym szokiem może być dla czytelnika (gdyż był i dla piszącego) to, że Czersko (Siersk), było przez moment najpewniej… miastem. Tak jest, wiem jak to brzmi dziś, ale wszystko wskazuje na to (pewności nie mam, bo pewne źródła jednak się z tym sprzeczają), że taki status posiadał od końcówki XVII wieku niemal do momentu rozpoczęcia zaborów. A uzyskał go, gdyż miał stanowić przeciwwagę dla Bydgoszczy, której to siła wynikać powinna z położenia nad Brdą. W ten sposób powstać miało miejsce dogodne do prowadzenia handlu zbożem. Rozwój ośrodka, który nazywać miał się Grudzieniec (zdaje się, że właśnie od Janusza Grudzieńskiego), został zahamowany przez czujących (chyba słusznie) zagrożenie bydgoszczan. Jak widać, polityka towarzyszy nam od wieków!

Jako się rzekło, Czersko Polskie, które uprzednio wchłonęło Czersko Niemieckie, włączono w granice miasta 1 kwietnia 1920 roku. Wówczas, wieś liczyła 418,06 hektarów, zamykając się mniej więcej między biegiem Brdy oraz ulic: Łęgnowskiej, Nowotoruńskiej, Energetcznej, a nawet – wkraczając na teren dzisiejszego (podlegającego pod Łęgnowo) Osiedla Awaryjnego – Żółwińskiej i Energetycznej.   

Historia Czerska Polskiego to rzecz ulotna

Mylące może być także to, że duża część Czerska (tego jeszcze sprzed włączenia w granice miasta), Niemcy nazywali Brahnau (od sąsiedniej Brdy, na którą mawiali Brahne). No i to, że obecnie, część ziemi historycznego Czerska Polskiego wchodzi w skład Łęgnowa, a już na pewno potocznie bywa określana takim mianem. Słowem: poplątanie z pomieszaniem. Czyli… nic nowego, jeżeli chodzi o bydgoskie osiedla!

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Mówiąc o Zimnych Wodach, musimy mieć świadomość, że oryginalnie, wieś ta (nazywana Zimna Woda lub Zimnawoda) znajdowała się zdecydowanie dalej w kierunku zachodnim, aniżeli obecne osiedle. Jej pierwotne granice określić należy jako: wysokość ulicy Spokojnej na zachodzie (mała uliczka, łącząca Toruńską i Władysława Bełzy, tuż obok Zespołu Szkół Spożywczych) oraz Most Kazimierza Wielkiego wraz z ulicą Planu 6-letniego na wschodzie. Północ to oczywiście Brda, a południe obecna ulica Toruńska.

Zimne Wody (Kaltwasser), Kolonia Zimne Wody (Col. Kaltwasser) oraz Czersko Polskie (Czersk) na mapie z 1848 roku
źródło: http://www.staremapy.bydgoszcz.pl

Nieco dalej, na południe, znajdowała się Kolonia Zimna Woda. Mowa o terenie między dzisiejszymi ulicami: Wojska Polskiego i majora Hubala-Dobrzańskiego, a nawet  ulicą Szpitalną. Mało tego, na terenie dzisiejszych ogródków działkowych na Kapuściskach, tuż przy pętli tramwajowej na Wojska Polskiego, istniała leśniczówka Zimnawoda, która dotrwała przynajmniej do końca II wojny światowej. „Za Niemca”, osady te otrzymały nazwy odpowiednio: Kaltwasser i Colonie Kaltwasser.

Tutaj kiedyś były Zimne Wody…

I tak, dobrze kombinujecie – cały teren dawnych Zimnych Wód, został z czasem wchłonięty przez dynamicznie rozwijające się Kapuściska Wielkie! W efekcie, Zimne Wody były zwykle określane jako część Kapuścisk, już w 1905 roku. To, że dziś mianem Zimnych Wód jest nazywany teren  na wschód od mostu Kazimierza Wielkiego jest lekkim paradoksem, ponieważ właśnie tam pierwotnie rozwijały się… Kapuściska Wielkie (Gross Kapuscisko). Początków tej osady poszukiwać należy bowiem w okolicach dzisiejszego skrzyżowania ulic: Spornej i Toruńskiej. Z kolei „piętro” osiedla, a więc dawna kolonia Zimne Wody, już w końcówce zaborów nazywana bywała Schönhagen. Można więc rzec, że obie jednostki… zamieniły się miejscami. Kto na tym wyszedł lepiej wiadomo – wszak ziemie położone bliżej centrum miasta otrzymały „Kapy”.

…tutaj też…

Wszystkie te graniczne problemy, wprowadziły istne zamieszanie w nazewnictwie. I tak, wyspa (która wyspą od lat już nie jest), w ciągu ulicy Spornej, nazywana potocznie Wyspą na Zimnych Wodach, oficjalnie wchodzi w skład osiedla Bydgoszcz Wschód-Siernieczek (artykuł TUTAJ), jaz walcowy Czersko Polskie, to już Brdyujście (artykuł o osiedlu TUTAJ, a o samym jazie TUTAJ). Z kolei obszar, na którym znajdował się dawny obóz jeniecki Kaltwasser (Zimne Wody), czyli okolice dzisiejszych ulic: Solnej, Glinki i Szpitalnej, to oficjalnie oczywiście Kapuściska. Przyznam, że nieźle nas urządzili planiści, zmieniający przez lata przebieg granic poszczególnych jednostek mieszkaniowych. Inna sprawa, że miasto to przecież żywy organizm, więc takie zmiany, dziwić nie powinny.

…i tutaj!

Dlatego też, nawet nie drgnęła mi powieka, kiedy zapytawszy mieszkankę (skądinąd bardzo miłą – pozdrawiam!) kamienicy, stojącej obok zajezdni tramwajowej przy ul. Toruńskiej, na jakim – jej zdaniem – osiedlu mieszka. Odpowiedziała, że… na Bartodziejach Małych. Kiedy powiedziałem, że to oficjalnie Zimne Wody, była szczerze zaskoczona. Cóż, „edukacja osiedlowa” ma u nas jeszcze sporą drogę do przebycia!

Oba tereny – zarówno Zimne Wody jak i Czersko Polskie –  zamieszkiwane były w czasie zaborów  w przeważającej części przez protestantów. To dziwić nie może, jednakże ciekawostką jest fakt, że w pewnym momencie sprowadzono tutaj nawet osadników olęderskich. Konkretnie zaś, zrobił to jeszcze przed upadkiem Rzeczypospolitej, w pierwszej połowie XVIII wieku, wójt bydgoski Stanisław Poniatowski, ojciec późniejszego króla.

Życie w cieniu przemysłu

Jakkolwiek byśmy nie patrzyli na osiedle, które zostało bohaterem niniejszego materiału, nasze uczucia będą co najwyżej mieszane. Owszem, znaleźć można pewne plusy (o nich – z mojej perspektywy – niżej), jednak tym co nas „uderzy” najmocniej, i to od pierwszych chwil spędzonych w tym miejscu, jest industrialny, a co za tym idzie, nieco (lub nawet bardzo) odpychający charakter osiedla. No, chyba że lubicie przemysłowe klimaty, i wszystkie „dodatki” z nimi związane.

Klimat Zimnych Wód?

Prym wiodą tutaj wielkopowierzchniowe przedsiębiorstwa produkcyjne, składowiska (złom i te sprawy), a także wielgachne magazyny. Wszak to właśnie tutaj swoje miejsce znalazły choćby „Form-Plast”, „Neupak”, oraz legendarny „Stomil” (o nim więcej niżej). Są też choćby regionalne centrum dystrybucyjne „Stokrotki”, „ID Logistic” czy „Panattoni”. A skoro właśnie tutaj zebrało się całe to „towarzystwo”, w krajobrazie królują średnio-estetyczne hangary, hałdy żelastwa (i kto wie czego jeszcze), dziwaczne instalacje, a na drogach wielkie ciężarówki, zaopatrujące te firmy. Jest także oczywiście niesamowicie długi i niesamowicie rzucający się w oczy, rurociąg, biegnący sobie przez kilka kilometrów, wzdłuż ulicy Toruńskiej. Ten, odbija na południe dopiero za magistralą węglową.

Przemysłowy!

Zasadniczo, ta ekspansja to efekt powojennych poszukiwania przez władze miasta przestrzeni, w której mógłby rozwijać się tak pożądany w okresie PRL-u, przemysł.  Wszelkie plany z lat 60. i 70. XX wieku, wskazywały właśnie Zimne Wody (głównie) i Czersko Polskie (w mniejszej mierze) jako rezerwę dla przemysłu. W pewnym sensie, była to kontynuacja tradycji, które zapoczątkowały tutaj przedsiębiorstwa branży drzewnej, działające na brzegu Brdy wiele lat wcześniej. Ta strona miasta idealnie pasowała magistratowi pod przemysł, bowiem traktowano ją jako słabo zaludnioną.

Jednakże, pośród tego morza przemysłu, znajdziemy…

Mimo wszystko, jakieś domy jednak tutaj były. No i są nadal! Mowa o ciągu domków przy ulicach: Równej i Rolnej, a także prostopadłych do nich: Strumykowej, Zimnej i Żwirowej oraz odchodzących od Smoleńskiej: Buskiej, Stopnickiej, Chęcińskiej  i Miechowskiej. Jeżeli z tej części miasta znamy tylko ulicę Toruńską (a przecież często tak właśnie jest), doznać możemy sporego szoku. Tutaj, pośród przemysłu, uchowało się bowiem kilkadziesiąt domków – głównie jednorodzinnych i z ogródkami. Jak gdyby nigdy nic, stoją sobie, niby zielona wyspa, w zimnym (wszak to Zimne Wody) morzu przemysłu.

…kilka wysp zabudowy jednorodzinnej

Te domostwa to w dużej mierze przedwojenne lub krótko powojenne konstrukcje, które stawiano tutaj jeszcze w czasach, kiedy obok nie było aż tylu przedsiębiorstw. Co ciekawe (a raczej należałoby powiedzieć, smutne), już w latach 70. XX wieku, lokalna prasa pisała, iż mieszkanie w tym miejscu to raczej „średnio” dobry pomysł i planowano przeniesienie mieszkańców w inne części miasta. Całość miała zostać zaś oddana w zachłanne „macki” przemysłu. Tym samym, od 1968 roku, mieszkańcy tego fyrtla mieli całkowity zakaz budowy, rozbudowy i prowadzenia kapitalnych remontów. Bo i po co, skoro niebawem ich tam nie będzie?  

O zgrozo, czytając artykuł z 1978 roku, dowiedziałem się, że tubylcy narzekali, iż taki stan zawieszania trwa „już” 10 lat. Ci bardziej pesymistyczni prognozowali, że może się to przedłużyć o kolejną dekadą lub dwie. Cóż, chyba dobrze, że nie mogli zajrzeć wówczas w magiczną kulę, przepowiadającą przyszłość, bo zauważyliby w niej, iż w 2024 roku jest tak, jak było pół wieku wcześniej. Ich domostwa wciąż tam są, a rozrastająca się tkanka przemysłu otacza je coraz szczelniej.  

Osiedla barakowe i spadkobierca Abisynii

Jednorodzinne, często całkiem estetyczne domki to jedno, ale w obrębie osiedla, znajdziemy także kilka innych wysp zabudowy mieszkaniowej. No właśnie, napisałem zabudowy, jednak w niektórych przypadkach, konstrukcje te przypominają raczej baraki lub nawet szałasy. Rzecz doprawdy trudna do zrozumienia w 2024 roku, 20 (!) lat po wstąpieniu naszego kraju w struktury Unii Europejskiej.

„Ukryte” osiedle barakowe przy ul. Planu 6-letniego

Inna sprawa, że te – jak nazywa się je w wielu miejskich strategiach – osiedla barakowe – ukryto przed widokiem podróżujących przez tę część miasta tak zręcznie, że nic dziwnego, iż w Bydgoszczy świadomość o ich istnieniu jest bardzo niewielka. A wierzcie mi, ludzie żyją w naszym mieście, czasami w tak kiepski warunkach, że wiedząc je, uznalibyście Wasze „ciasne” mieszkania w wilkopłytowych wieżowcach, za luksusowe apartamenty. Jak to mówią, punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.

Tego typu osiedle, składające się z kilkunastu baraków, znajdziecie już na zachodnim skraju osiedla, przy ulicy Planu 6-letniego (lub jak kto woli al. Lecha Kaczyńskiego), a konkretnie w jej „ujściowym” odcinku, tworzącym wraz z ulicami Toruńską i Kazimierza Wielkiego, charakterystyczne „widełki”. Jakże wielkim paradoksem jest fakt, iż z tej samej uliczki (w przeciwieństwie do pnącej się na Zbocze Bydgoskie części, tutaj to naprawdę niewielki trakt), co na rzeczone osiedle, wjeżdża się do salonu BMW. Polaryzacja społeczeństwa w wersji „na żywo”.

Same baraki wyróżniają się bardzo zróżnicowaną kondycją. Jedne są ocieplone i ewidentnie zadbane, inne wręcz wyją o remont. Niemal wszystkie jednak są zamieszkane. Największe wrażenie robi jednak niewielki, podłużny budynek w południowej części „osady”, w ścianie którego znajduje się ciąg różnokolorowych drzwi. Po bliższym przyjrzeniu się, zauważamy, że to… wychodki! Dziś część (te bardziej zadbane) domostw ma własne łazienki, jednak niektóre wciąż na to czekają. Tym samym, przynajmniej kilka wychodów z pewnością pełnią swoją funkcję po dziś dzień.

Wychodki wciąż tutaj są!

Drugie, zdecydowanie większe, barakowe osiedle, rozciąga się wzdłuż ulicy Smoleńskiej. Te wydają się bardziej solidne (budynki są większe), ale na pewno są bardziej leciwe. Wybudowano je jeszcze przed wojną, jako osiedle biedy, będące swego rodzaju kontynuacją idei „Abisynii”, funkcjonującej niegdyś przy dzisiejszej ulicy Dwernickiego. Baraki wybudowało Towarzystwo Osiedli Robotniczych w Warszawie, z myślą o przeniesieniu tutaj części lokatorów likwidowanej wówczas „Abisynii”. Likwidacja to efekt „zniesmaczenia”, jakie osiedle wzbudzało w mieszkańcach rozwijającego się już przed II wojną światową, Osiedla Leśnego. No tak, lepiej zamieść problem pod dywan (tj. wyrzucić na dalekie Zimne Wody), aniżeli próbować go rozwiązać.

„Spadkobierca” Abisynii przy ul. Smoleńskiej

Wracając do teraźniejszości, należy stwierdzić, że tutejsze osiedle jest naprawdę duże – tworzy je ok. 20 murowanych konstrukcji. Całość zaś, ze względu na specyficzny klimat i wyraźną odrębność, sprawia wrażenie (przygnębiające wrażenie, dodajmy), miasta w mieście. Tutaj też wyraźnie dostrzegalne są duże kontrasty – są budynki bardzo estetyczne, są takie w stanie tragicznym. 

Najbardziej przygnębieni będziecie jednak, kiedy z Toruńskiej zejdziecie nad Brdę, w okolicach wspomnianej już kładki technicznej z rurociągiem.  Tam, po obu stronach podbudowano (choć to chyba złe stwierdzenie), kilka konstrukcji zbitych z dykt. Jest też jedna, zdezelowana przyczepa kempingowa, bardzo dużo śmieci i nieuporządkowanej przestrzeni. Dodając do tego fakt, iż to podmokły teren, mamy pełen obraz nędzy i rozpaczy.

W pobliżu Brdy, tuż przy zachodniej granicy osiedla, znajdziecie doprawdy dziewne konstrukcje

W tym miejscu warto podkreślić, że pisząc o biedzie tych miejsc, czy „barakowych osiedlach”, nie mam na myśli niczego złego. A już z pewnością nie chcę nikogo obrazić. Większość tutejszych lokali należy do ADM-ów, jednak są i prywatne. Wśród mieszkańców zaś znajdą się i porządni i tacy, funkcjonujący na marginesie społecznym. Nie ma więc co generalizować, a tym bardziej uważać za lepszego (nie pieniądz zrobi z ciebie człowieka). Raczej zastanowić się, co można by zrobić, aby takie miejsca zwyczajnie nie były potrzebne. Ja nie wiem, ale może ktoś z Was ma pomysł?

Od tartaku po Stomil

Pisząc ten artykuł, sam się zastanawiałem, jakie ważne obiekty/miejsca historyczne, znajdujące się w graniach osiedla, należałoby wyszczególnić? Chyba odbiegłem myślami zbyt daleko, bo przecież rozwiązanie miałem przed samym nosem. Najbardziej historyczne obiekty na tym terenie są oczywiście związane z przemysłem.

Tam, gdzie dzisiaj działa „Form-Plast” (swoją drogą, firma z dość długimi tradycjami, bo powstała w latach 70. XX wieku, w 1998 roku przejmując teren przy ulicy Toruńskiej od przedsiębiorstwa „El-Plast”), od 1891 roku działał jeden z ważniejszych w mieście tartaków. Mowa o przedsiębiorstwie Salomona Seliga, które po powrocie Bydgoszczy w granice Rzeczypospolitej, przemianowano na spółkę akcyjną „Sosna Polska”. Oczywiście wciąż był to tartak.     

Kiedyś działał tutaj tartak

Po tartaku nie zostało prawie nic. Prawie, bo ostała się kamienica, stanowiąca część kompleksu, prawdopodobnie mieszcząca mieszkania dla pracowników i pomieszczenia biurowe. To budynek, stojący pod adresem 141, któremu na pierwszy rzut oka długoletniej historii odmówić nie można. Gorzej z estetyką elewacji i otoczenia. Pamiętajmy jednak, że dosłownie 1,5 metra od jego ściany kursuje dziennie kilkanaście tramwajów, co pewnie odbija się na kondycji elewacji.  

Jedyną pozostałościa po dawnym tartaku jest gustowna kamieniczka przy ul. Toruńskiej

Inne ciekawe kamienice na osiedlu, znajdują się pod adresami: Smoleńska 119 (ceglana, jeszcze kilka lat temu mieszcząca sklepik osiedlowy), Smoleńska 174 (całkiem niedawno odnowiona, wcześniej silnie zdewastowana, ale z zachowanymi resztki niemieckich napisów na fasadzie, które po renowacji zniknęły), Smoleńska 172 (ceglany),  Smoleńska 170 (ceglany, opuszczony i w dramatycznym stanie – ostała się tylko ściana frontowa do której ktoś próbował dobudować konstrukcję, ale roboty zdaje się dawno już stanęły w miejscu), Toruńska 137 (otynkowany), Planu 6-letniego 4 (chyba już opuszczony), a także dwa budynki stojące już oficjalnie na terenie Kapuścisk, ale jednak bardziej pasujące do Zimnych Wód: Toruńska 123 (ceglany) i Toruńska 121 (częściowo otynkowany, dawny budynek gospody, przez lata sklep spożywczy, dziś już nieczynny). Zasadniczo miłośnicy tego typu budownictwa poczują się tutaj bardzo komfortowo!

Osiedle obfituje w ciekawe kamienice!

Tym bardziej, że właśnie na osiedlu, konkretnie zaś przy ulicy Toruńskiej 276 znajduje się moja ulubienica. „Bydgoskie familoki”, jak mówią niektórzy, lub „Dom Familijny”, jak nazywają go inni. To podłużna, ceglana kamienica, która ewidentnie także służyła pracownikom sąsiedniego tartaku. Do środka wchodzi się od zaplecza, przez 4 klatki. Niezbyt ciekawa informacja, przyznacie, ale to się zmienia, kiedy zauważycie, że do dwóch z nich prowadzą niesamowite, drewniane klatki schodowe, jakby doczepione do konstrukcji. Dzięki temu, na parter wchodzimy normalnie, z poziomu chodnika, a na górę właśnie tymi niezwykłymi łącznikami. Wygląda to świetnie!

Kamieniczna perła Zimnych Wód

Wracając jednak do tartaku, tego typu przedsiębiorstwo, znajdowało się także nieco dalej, w kierunku wschodnim. Zarządzał nim legendarny bydgoski Lloyd, do czasu, kiedy mocno „nadgryzł” go pożar. Swoją drogą, zważywszy na wydarzenia z początku 2024 roku, ale dotyczące terenu znajdującego się po przeciwnej stronie Brdy i dawnego budynku stoczni, możemy poczuć, że historia lubi się powtarzać. Niemniej, teren przejęło – jak się później okazało – inne legendarne przedsiębiorstwo.

Legendarny „Stomil”

Bydgoska Spółka Akcyjna „Kauczuk” – bo o niej mowa – z miejsca stała się potentatem w branży przetwórstwa gumowego. W tamtym czasie (fabrykę budowano od 1921 roku, a uruchomiono ją w 1923 roku), była to dopiero druga tego typu firma w Polsce. Aby zacząć z wysokiego C, urządzenia sprowadzono z Wielkiej Brytanii (m.in.: obrabiarki do kauczuku i gumowania tkanin), a sam kauczuk trafiał do Bydgoszczy z Indii Wschodnich i Afryki.

Przedsiębiorstwo działa już ponad 100 lat!

Dziś, przedsiębiorstwo to znamy jako „Stomil”. Skąd ta nazwa? To efekt ujednolicenia nazewnictwa, wprowadzonego w 1970 roku. Właśnie dlatego „Stomil” wielu z nas kojarzy głównie z Olsztynem, gdzie od lat działa klub piłkarski o tej nazwie, któremu od początku patronowały Olsztyńskie Zakłady Opon Samochodowych, późniejszy „Stomil”, a dzisiejszy „Michelin”. Bydgoski „Stomil” początkowo produkował materiały głównie dla górnictwa, obecnie zaś jest liderem branży węży hydraulicznych i przemysłowych, a także płyt i wykładzin gumowych. Od 1998 roku to już spółka skarbu państwa i wciąż bardzo dobrze prosperujące przedsiębiorstwo.  

Cmentarze dwa (albo i trzy)

Wspomniałem, że Zimne Wody i Czersko Polskie zamieszkiwane były głównie przez Niemców,  toteż  nie może dziwić, że z czasem zaczęły powstawać tutaj ewangelickie cmentarze. W obrębie dzisiejszego osiedla Zimne Wody-Czersko Polskie znajdziemy ślady dwóch z nich, a tuż za „miedzą” kolejny, bezpośrednio związany z historią wsi Zimne Wody. Przyjrzyjmy się im.

Zaczniemy nieco na opak, tj. od nekropolii, znajdującej się na skraju dzisiejszych Kapuścisk, przy ulicy Smętnej. Pisałem o nim w artykule, poświęconym temu osiedlu (czyli TUTAJ), wspominałem także, w trakcie głosowania na projekty w ramach Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego (ze środków BBO chcieliśmy go zrewitalizować, co ostatecznie oczywiście się nie udało).

Cmentarz przy ul. Smętnej prezentuje się raczej kiepsko

Dziś dawna nekropolia jest niestety w okropnym stanie. Ze sporego niegdyś cmentarza pozostało ledwie kilka zdewastowanych nagrobków, mocno porośniętych chaszczami. Aby dojrzeć pozostałości nagrobków, proponuję udać się tutaj zimą, bo kiedy rośliny wypuszczą liście, trudno będzie dostrzec cokolwiek. Kiedy ich nie ma, da się nawet okrążyć cmentarne wzgórze (znajdował się na niewielkim wzniesieniu) i zauważyć kilka kolejnych grobów.

Gdzieniegdzie dostrzec można jednak jeszcze nagrobki

Tuż obok tego, co zostało z cmentarza rośnie obecnie nowe osiedle mieszkaniowe, pod nazwą „Iluzjon”. Jak sama nazwa wskazuje, deweloper (i cała masa zainteresowanych tematem) tworzy iluzję, według której żadnego cmentarza tutaj nigdy nie było. A na pewno nie ma obecnie. Prawda jest jednak taka, że żadnej ekshumacji tutaj nie było, więc cmentarz istnieje. Druga sprawa jest taka, że przed laty cmentarz był znacznie większy, a skraj najbardziej wysuniętego na północ bloku osiedla, stoi właśnie w miejscu dawnych nagrobków. Życzę miłego mieszkania!

Tuż obok (a częściowo i na terenie) dawnego cmentarza, rośnie sobie osiedle mieszkaniowe

O powyższym cmentarzu, którego korzeni poszukiwać należy w I połowie XIX wieku, wspominam, gdyż zapewne służył w dużym stopniu mieszkańcom Zimnych Wód (przy tym częściowo pewnie i Małych Bartodziejów oraz Wielkich Kapuścisk). Jednak kolejny, znajdujący się już ewidentnie w obrębie dzisiejszego osiedla Zimne Wody-Czersko Polskie był przypisany właśnie do Kapuścisk Wielkich. Takie oto pomieszanie z poplątaniem, wynikające z opisanej wcześniej zamiany miejsc jednostek.

Mowa o cmentarzu przy ulicy Kieleckiej. Chcielibyście zobaczyć co z niego zostało? W porządku, problem w tym, że… nie zobaczycie nic. Bo właśnie tyle – nic – przetrwało do dnia dzisiejszego. Wszystkie nagrobki i inne elementy infrastruktury cmentarnej, mogące świadczyć o tym, że kiedyś (od drugiej połowy XIX wieku) chowano tutaj zmarłych, zniknęły. Ich miejsce, w latach 60. XX wieku, zajęła Spółdzielnia Pracy „Pralchem”, której budynki stoją tutaj po dziś dzień. W pamięci starszych mieszkańców miasta zachował się jeszcze obraz nagrobków (gdzieniegdzie można było podobno nawet odczytać nazwiska), które najzwyczajniej w świecie zaorano. Ekshumacja? Może symboliczna, ale z pewnością nie jakaś wielce dokładna. Mogiły wciąż więc pewnie tutaj są. Najśmieszniejsze (choć tutaj mowa raczej o czarnym humorze), jest to, że w obrębie kompleksu, działa obecnie także… hurtownia mięsa. Sami oceńcie, jak makabrycznie to wygląda.

Tak, dobrze rozumiecie – tutaj kiedyś był cmentarz

Ostatni punkt, na tym cmentarnym szlaku osiedla, to ulica Objazdowa. Tutaj, w niewielkim lasku, między właśnie Objazdową i Nowotoruńską, znajdziecie spore wzgórze. Na nim od przełomu XIX i XX wieku działał cmentarz, który dotrwał prawdopodobnie do czasów II wojny światowej. Dziś przypominają o nim tylko niewielkie fragmenty rozbitych nagrobków oraz charakterystyczna dla cmentarzy roślinność, tj. barwinek.  

Zostało niewiele…

Stojąc na wzniesieniu, przez drzewa dostrzec można wybudowaną tuż obok fabrykę słodyczy (swoją drogą, co to za dziwna moda, budować się na kościach?), słychać stąd ruchliwą ulicę Nowotoruńską. Życie idzie do przodu, ale w tym miejscu czas stanął w miejscu, jakby w zapomnieniu. Ludzie, którzy kiedyś żyli w tym mieście, to dziś bezimienne, pozostawione na pastwę losu, jednostki. A tam jednostki! To nic nieznaczący pył! Czy tak być powinno? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi.

Nic nie wskazuje, że niegdyś był tutaj cmentarz…

Sprawdź nasz kanał na YouTube!

Co jeszcze?

Czy to wszystkie ważne miejsca i obiekty w obrębie Zimnych Wód i Czerska Polskiego? Oczywiście, że nie! Przecież od 1959 roku, właśnie tutaj działa sporych rozmiarów zajezdnia tramwajowa Miejskich Zakładów Komunikacyjnych. Ponoć w tym roku, po 65 latach (!) ma zostać wreszcie poddana modernizacji. Trzymamy kciuki!

Zajezdnia tramwajowa przy ul. Toruńskiej ma już 65 lat!

Jest też oczywiście legendarny Powiatowy Urząd Pracy, który umieszczono w tej części miasta chyba w ramach wielkiego (choć nieco ponurego) żartu. Krajobraz okolic z pewnością nie sprzyja pozytywnym myślom osób bezrobotnych, podróżujących tramwajem linii numer 6, do urzędu pracy właśnie. Ja sam miałem z tą instytucją jedynie przejściową styczność (staż zaraz po zakończeniu studiów), jednak uważam, że negatywne opinie i wiele dziwnych opowieści, które słyszałem o niej przez lata w mieście, jest mocno przesadzonych. Pamiętajcie, że wiele (może nawet większość) zależy od nas samych.

PUP czyli Powiatowy Urząd Pracy

Charakterystycznym budynkiem jest także dawna (pamiętająca jeszcze czasy przedwojenne) szkoła przy ulicy Toruńskiej 272. Bydgoszczanie kojarzyć mogą ją z zawodową szkołą odzieżową, Zasadniczą Szkołą Zawodową nr 5, a także funkcjonującym tutaj jeszcze dekadę temu, domem dziecka. Dziś mieści się tutaj Powiatowy Zespół do spraw Orzekania o Niepełnosprawności.  

Kiedyś szkoła, dziś Powiatowy Zespół do spraw Orzekania o Niepełnosprawności

Nie samym przemysłem i nie samymi budynkami jednak człowiek żyje. Przecież wszyscy chcielibyśmy móc cieszyć się w swym najbliższym otoczeniu choćby odrobiną przyrody! Wbrew pozorom, na osiedlu Zimne Wody-Czersko Polskie, tej jest całkiem sporo! Niestety, jest dość mocno ukryta, jakby przytłoczona przemysłem. Oczywiście najwięcej zieleni znajdziemy nad samą Brdą, gdzie – niestety – z uwagi na przemysł właśnie, nie zawsze da się dojść.

Teren sąsiadujący z Brdą jest naprawdę ciekawy

W zasadzie, zieleń zajmuje całkiem spory procent powierzchni jednostki, problem w tym, że… nie ma tutaj ani jednego parku czy skweru – wszystko to jest więc zieleń nieuporządkowana. Tak jest choćby przy wspomnianym rurociągu, przy pętli tramwajowej „Stomil” czy na terenie dawnego cmentarza przy ulicy Objazdowej. Niby zieleń jest (i to całkiem gęsta), ale jednak, jakoś to wszystko nie zachęca do spacerów. No, chyba, że jesteście miłośnikami surviwalu, bo  w wielu miejscach (choćby w okolicach nasypu magistrali węglowej), drzewa rosną na prawdziwych bagnach.

Środek puszczy? Nic bardziej mylnego – to niemal środek osiedla Zimne Wody-Czersko Polskie

Pewnym paradoksem jest fakt, że to właśnie tutaj, konkretnie zaś przy ulicy Toruńskiej, kilkaset metrów na wschód od ulicy Spornej, stoi sobie jak gdyby nigdy nic, dąb szypułkowy Bartek. Drzewo chyba nie zdaje sobie sprawy, w jak „nieciekawym” otoczeniu się znajduje, bowiem rośnie sobie tutaj od ponad 500 lat (choć jego wiek jest podobno trudny do dokładnego określenia). Tym samym, jest to najstarsze drzewo w Bydgoszczy! Dodatkowo jest też oczywiście duży – ma 662 centymetry obwodu. Z uwagi na duży ubytek, dolną część drzewa wypełniono czymś w rodzaju betonowej plomby. Nie wiem czy tak się powinno robić, ale podobno jej usunięcie teraz – po latach – tylko by mu zaszkodziło.  

Dąb Bartek, czyli najstarsze bydgoskie drzewo

A żeby Wam uświadomić, jak bardzo to stare drzewo, musimy mieć świadomość, że zasadzono je (o ile nie była to samosiejka), około 1500 roku, kiedy królem Polski był jeszcze Jan Olbracht lub ewentualnie jego następcy: Aleksander Jagiellończyk (królujący od 1501 roku) bądź Zygmunt Stary (od 1506 roku). Jakby nie patrzeć, drzewo to „widziało” naprawdę sporo! I pewnie trochę jeszcze zobaczy.

Wszystkie te „zielone” aspekty, a także oczywisty walor w postaci położenia nad Brdą, sprawiły, że przy ulicy Toruńskiej, od około dekady działa Camping Zimne Wody. Naprawdę spory teren, w sezonie letnim szczególnie mocno upodobały sobie osoby podróżujące kamperami. Oczywiście camping jest także przystankiem końcowym dla wielu spływów kajakowych – wszak zarządza nim firma „Uranos”, jeden z bydgoskich liderów tej branży. Można zorganizować także ognisko, imprezę integracyjną itp. Słowem: niby daleko od centrum, ale nawet tutaj może być ciekawie!  

Camping „Zimne Wody”

Rekreacja odbywa się oczywiście także w obrębie Rodzinnych Ogródków Działkowych. Takie kompleksy są tutaj aż trzy. ROD „Róża” przy ulicy Rolnej, ROD „Na Skarpie” przy ulicy Smoleńskiej i ROD „Nadzieja” przy ulicy Nowotoruńskiej.

Polecam także nasz Instagram,
na którym pokazujemy kulisy tworzenia blogowych materiałów!

Osiedle dla odkrywców

Przedstawiony w niniejszym artykule obraz osiedla, może zadziałać na Was na dwa sposoby. Większość pewnie tylko podbuduje swoją opnie ta temat tej części miasta, według której nawet nie ma co się zapuszczać w te rewiry. Przemysł, budynki socjalne, i inne, średnio przyjemne tematy. Po co to komu?

Jednakże, właśnie ta zła opinia, łatka miejsca nieciekawego, a może i niebezpiecznego, przyczepiona temu miejscu, sprawia, że dla mnie jest to osiedle niezwykle ciekawe! Dlaczego? Ano dlatego, że należy je odkryć! Wszak niewiele znajdziecie o nim informacji, niewielu raczej rozpływa się nad jego walorami. Niewielu o nim po prostu mówi. W efekcie tylko nieliczni bydgoszczanie je znają. A jeżeli już znają – ze względów zawodowych, prywatnych lub innych, – raczej nie mają ochoty zagłębiać się w jego historię, czy „dokopywać” się do ciekawych zasobów. A te – czego mam nadzieję dowiodłem w niniejszym tekście – są naprawdę interesujące!

Potwierdzeniem faktu, iż obszar ten, może inspirować, niechaj będzie to, że właśnie tutaj część akcji  kryminału (a także, jak widać, tytuł) „Mord w Zimnych Wodach”, umieściła pani Małgorzata Grossman. Fabuły zdradzał oczywiście nie bedą, bo rzecz jest naprawdę godna samodzielnego przeczytania. Tym bardziej, że w książce „występuje” wiele historycznych obiektów i miejsc z Bydgoszczy.

Tutaj zakończymy naszą wirtualną podróż na Zimne Wody i do Czerska Polskiego. Mam nadzieję, że była dla Was ciekawa! Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, w tym roku spotkamy się na tym osiedlu także osobiście, w trakcie osiedlowych wycieczek. Szczerze mówiąc, już się nie mogę doczekać!

Dzięki za czytanie i do zobaczenia!

Artykuł powstał w ramach projektu Piotr Weckwerth prezentuje: „Bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW – cz. 5”.

ZREALIZOWANO DZIĘKI WSPARCIU FINANSOWEMU MIASTA BYDGOSZCZY

  1. Tomasz 26 lutego 2024

    Kłaniam się nisko za poziom tej pracy. Jako wychowany na barakach przy Smoleńskiej, czytałem bardzo podekscytowany ten tekst.
    Byłem ciekawy, czy będą cmentarze przy Kieleckiej i Objazdowej i się zdziwiłem, bo były 😉
    Pozdrawiam z Irlandii

    1. WECKWERTH 28 lutego 2024

      Pozdrawiam również! Cieszę się, że się podoba! 🙂

logo TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW

Wspieraj “TURYSTYKĘ BEZ FILTRÓW” NA PATRONITE!

X