Jedni twierdzą, że to miejsce, w którym „diabeł mówi dobranoc”, inni, że to jedno z najciekawszych bydgoskich osiedli. Bez znaczenia, po której stronie stoicie, po wizycie w tych stronach jedno będziecie musieli przyznać: specyficznego klimatu temu miejscu odmówić nie można. Architektura, której próżno szukać w innych częściach miasta, relikty dawnej potęgi, a także sąsiedztwo niezbyt przyjemnego, „chemicznego brata”. Wszystko to sprawia, że jednocześnie chcesz i nie chcesz tutaj przebywać. Zapraszam na pełne paradoksów, osiedle Łęgnowo!
Zanim zaproszę Was do właściwej części artykułu, przypominam (a tych, którzy trafili tutaj po raz pierwszy, informuję), że niniejszy materiał jest częścią większego, zapoczątkowanego jeszcze w 2021 r., cyklu. Do tej pory w ramach „Bydgoskich osiedli BEZ FILTRÓW” – bo tak nazywa się ta seria – ukazały się 22 artykuły. W kolejnych miesiącach i latach planujemy kontynuować cykl i docelowo opisać wszystkie (a jest ich dokładnie 29!) bydgoskie jednostki mieszkaniowe.
Dotychczas powstałe teksty, przeczytać możecie TUTAJ: bydgoskie osiedla BEZ FILTRÓW.
Zapraszam do lektury – zarówno starszych tekstów, jak i niniejszego, dotyczącego osiedla Łęgnowo.
Nie tylko Awaryjne
Na początku, tradycyjnie przyjrzyjmy się oficjalnemu przebiegowi granic omawianego osiedla. Podkreślę jeszcze raz – oficjalnemu. To istotne, bowiem mocno różni się on od tradycyjnego postrzegania położenia Łęgnowa, a różnice te wynikają z kilku istotnych czynników, o których piszę nieco niżej.
Niemniej, bazując na uchwale rady miasta z dnia 12 września 1994 r. w sprawie utworzenia Osiedla Łęgnowo, stwierdzić można, że wschodnia granica jednostki wiedzie wzdłuż linii kolejowej Inowrocław-Bydgoszcz, czyli tzw. magistrali węglowej. Poruszając się nią w kierunku północnym docieramy do ul. Chemicznej, aby odbić wraz z jej biegiem na wschód, w stronę zbiornika (czy też tego, co z niego zostało) Dempel (według mapy sporządzonej przez magistrat, granica przecina go dokładnie po środku). W ten sposób docieramy do głównej arterii osiedla, ul. Hutniczej.

Od tego miejsca zaczynają się tak duże „wygibasy”, że chyba można użyć stwierdzenia, iż całość tworzy najdziwniejszy kształt osiedlowej granicy w Bydgoszczy. Wspominałem już o tym, przy okazji opisu osiedla Zimne Wody-Czersko Polskie, a więc bezpośredniego sąsiada, ale wypadałoby przypomnieć. Granica schodzi bowiem w dół ul. Sadową i okrąża zbiorniki osadowe „Zachemu”, znajdujące się za nasypem, tuż przy ul. Toruńskiej, między „Stomilem”, a Campingiem „Zimne Wody”. Te zbiorniki, jakby dążąc do „zrzeszenia” jak największej liczby zachemowskich instalacji w ramach jednego osiedla, „przyklejono” właśnie do Łęgnowa.
Potem, na wysokości magistrali węglowej, granica odbija w kierunku Brdy i wraz z biegiem rzeki dociera aż do linii kolejowej Bydgoszcz-Toruń. Następnie tą linią ruszamy na południe, aż do skrzyżowania ulic: Nowotoruńskiej i Plątnowskiej, i dalej (mniej więcej) na zachód, z powrotem, w kierunku magistrali węglowej.

Zaskakujący kształt to jedno, ale kolejne zdziwienie wywoływać może wielkość osiedla. Wiele osób utożsamia określenie „Łęgnowo” wyłącznie z Osiedlem Awaryjnym, a więc w istocie, z największym skupiskiem mieszkańców w graniach jednostki. Niemniej, jest to błąd, bowiem to osiedle w osiedlu, zajmuje jedynie ok. 20% powierzchni całego Łęgnowa.

Różnie traktowany jest także potężny teren dawnego Zachemu i DAG Fabrik. Niektórzy publicyści, uznają go (lub jego większą część), za integralną część Łęgnowa, inni za jednostkę niezależną, w pewien sposób „eksterytorialną”, jednak bezwzględnie znajdującą się w graniach Bydgoszczy. Graficzny podział miasta na osiedla, udostępniony przez magistrat, przyjmuję tę drugą opcję, co i ja uważam za słuszne. Po pierwsze, gdybym miał tutaj opisywać cały teren dawnego Zachemu i DAG-u, wyszła by z tego książka, po drugie zostawienie tej przyjemności na inną okazję, daje szansę na rozszerzenie cyklu o kolejny odcinek. Kupony odcinać też umieć trzeba!
Zwiedzanie Bydgoszczy z przewodnikiem! Odkryj tajemnice bydgoskich osiedli z Piotrem Weckwerthem – pasjonatem historii i znawcą miasta. Zadzwoń lub napisz i umów się na wycieczkę: +48 884002977, turystykabezfiltrow@gmail.com
Łęgi i awarie
Celowo nie wspomniałem wyżej o jeszcze jednej, istotnej przeszkodzie, stojącej na drodze do bezproblemowego zrozumienia zasięgu Łęgnowa. Otóż, jest nią fakt, iż w Bydgoszczy Łęgnowa mamy… dwa! Tak, widzę, jak to wygląda, ale taka jest prawda. Mało tego, taki układ obowiązuje od lat, jednak wciąż zdaje się to być wiedzą „tajemną”.

„Na dole”, w Dolinie Łęgnowskiej, czyli bezpośrednio przy drodze wiodącej do Solca Kujawskiego, znajduje się osiedle Łęgnowo Wieś. Ten teren często nawet nie jest postrzegany jako Bydgoszcz, a to z uwagi na duże oddalenie od „kontynentalnej” jego części. No i ma to umocowanie w historii, bowiem do 1977 r. obszar znajdował się w graniach gminy Solec Kujawski.
„Piętro” (oraz niewielki fragment u podnóża zbocza), a więc obszar zamknięty w opisanych wyżej graniach, to osiedle Łęgnowo. Reasumując: Łęgnowo Wieś i Łegnowo to dwie odrębne (funkcjonalnie i administracyjnie) jednostki. Napisałbym, że drugie jest tym „właściwym”, ale nie jest to prawdą. Starsze i to zdecydowanie, jest to „dolne”, gdzie osada istniała już na pewno w 1280 r., i która w kolejnych wiekach była miejscem eksploracji osadników z Niderlandów, czyli Olędrów, zwanych także Mennonitami.
I to właśnie na tamtym, dolnym piętrze, poszukiwać należy czynników, które sprawiły, że na Łęgnowo mówimy Łęgnowo. Początkowo wieś ta, nazywała się bowiem prawdopodobnie Lung, potem: Ląk, Łąk, Łęg, Łęga, Lęgnowa i wreszcie Łęgnowo. Było to odniesienie do podmokłych terenów, czyli łąk lub lasów (łęgowych), których tutaj – w pobliżu Wisły – było przecież zawsze bardzo dużo.

Podczas gdy w Łęgnowie (zwanym dzisiaj) Wieś, od setek lat kwitło życie, na górnym hulał wiatr. W zasadzie to hulał jeszcze sto lat temu, a wszystko zmieniło się dopiero w czasie niemieckiej okupacji, kiedy to powstawać zaczęło tutaj potężne osiedle robotnicze, które stanowić miało zaplecze sąsiedniej DAG Fabrik. Zamieszkać mieli tutaj inżynierowie i kadra kierownicza, która dzięki bliskości „zakładu pracy”, byłaby na posterunku w razie jakiegoś ważnego wydarzenia, awarii. Stąd właśnie potoczna nazwa części osiedla, zamkniętego wokół dzisiejszych ulic: Świetlicowej, Pionierów, Żółwińskiej i Nowotoruńskiej.

Po II wojnie światowej, Osiedle Awaryjne i całe Łęgnowo, stały się zapleczem mieszkaniowym dla innego giganta, który wyrósł na gruzach DAG, czyli Zachemu. O tym przeczytacie jeszcze niżej, ale właśnie ten czynnik sprawił, że dzisiaj górne Łęgnowo, postrzegamy jako „właściwe”, często zapominając o tym historycznym, dolnym. Pamiętać jednak warto, a najlepiej zrobić to czytając poprzedni artykuł cyklu, poświęcony właśnie osiedlu Łęgnowo Wieś (znajdziesz go TUTAJ).

Od pustkowia…
Dzisiejsze Łęgnowo (to górne), to tak naprawdę część dawnej osady Czersko Polskie, historycznie zwanej także Ścierskiem lub Sierskiem. Niemcy mówili na nią – od ich nazwy Brdy, czyli Brahe – Brahnau. Jak wspomniałem, obszar dzisiejszego Osiedla Awaryjnego, zaczęto eksplorować dopiero na przełomie lat 30 i 40. XX w. – wcześniej rósł tutaj las. Jedyne zabudowania w tych okolicach znajdowały się przy ul. Hutniczej i odchodzących od niej: Sadowej i Smoleńskiej. Przy tej ostatniej, na granicy dzisiejszych osiedli: Łęgnowo i Zimne Wody-Czersko Polskie, znajdował się sklep kolonialny, po którym do dziś uchował się budynek. Jeszcze kilka lat temu funkcjonował tutaj sklep wielobranżowy.

„No to co było, jak nic nie było?” – mógłby zapytać jakiś zniecierpliwiony czytelnik. Otóż faktycznie, kilka istotnych miejsc, poza rozproszoną zabudową mieszkaniową, w graniach dzisiejszego osiedla Łęgnowo, istniało. U podnóża skarpy na której osiedle się znajduje, jednak w graniach osiedla (a granicą tą jest linia kolejowa) od 1861 r. działała przecież stacja Łęgnowo, czy też raczej Brahnau. Dzisiaj to bardzo niewielki przystanek, na linii łączącej Bydgoszcz z Toruniem, na którym zatrzymują się tylko pociągi regionalne.




Rzut oka na stację pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia z historycznym, XIX-w. budynkiem. Oczywiście, konstrukcję przebudowywano, a do tego ma swoje lata świetność dawno za sobą (na starych pocztówkach obiekt prezentuje się naprawdę dobrze), jednak i dzisiaj jest ciekawie. Wciąż można wejść do środka, gdzie znajduje się bardzo mała, ale czysta poczekalnia. Na piętrze zaś umieszczono mieszkanie zawiadowcy ruchu.




Ciekawostką jest fakt, że jeszcze kilkanaście lat temu, od linii łączącej Bydgoszcz z Toruniem, odchodziła bocznica kolejowa, wiodąca do Bydgoskich Zakładów Przemysłu Gumowego „Stomil” (wcześniej zwanych „Kauczuk”). Dziś pamiątką po niej jest tylko niewielki, zarośnięty nasyp wiodący równolegle do ul. Toruńskiej i Brdy.
Była też… huta szkła! Ta powstała w 1923 r. pod obecnym adresem: ul. Toruńska 308. Zdaje się, że pozostałością po ważnym, produkującym szkło okienne i butelkowe (a później tylko to drugie) zakładzie, są wyglądające podejrzanie nowo, zabudowania stojące właśnie pod wskazanym wyżej adresem. Kompleks huty był – co oczywiste – zdecydowanie większy, z pewnością wyposażony w większą liczbę hal i magazynów, komin i zabudowania mieszkalne dla pracowników.

Oficjalnie przedsiębiorstwo nazywało się Wielkopolska Huta Szkła i powstało w miejscu działającej tutaj od 1892 cegielni Breslauera. Otworzył ją i prowadził aż do czasów krótko powojennych (oczywiście z przerwą na okupację) Wacław Pasikowski. Ten zresztą mieszkał w pobliżu – najpierw przy ul. Smoleńskiej, a potem Hutniczej 5, w domu, który istnieje po dziś dzień.

Zaskakujące, jak niewiele zachowało się wzmianek czy fotografii po tym przedsiębiorstwie, które upadło przecież dopiero po II wojnie światowej. Bodaj jedyną pamiątką jest nazwa ulicy – Hutnicza. Jeżeli jednak będziecie już w tym miejscu, warto zagłębić się w okoliczne lasy – być może odkryjecie coś więcej. A kiedy już tutaj będziecie, koniecznie odwiedźcie stojącą po wschodniej stronie dawnej fabryki, dobrze ukrytą w gęstej zieleni, kapliczkę maryjną. Naprawdę niewielu wie o jej istnieniu i wcale się nie dziwię! Z uwagi na umieszczenie na skarpie, wśród krzaków, bardzo trudno do niej dotrzeć. Pomocne jest to, że została dokładnie oznaczona na Google Maps.


…przez osiedle DAG-owskie…
Jakkolwiek to nie zabrzmi, punktem zwrotnym dla dzisiejszego Łęgnowa, był początek niemieckiej okupacji miasta. Wówczas rozpoczęto przygotowania do uruchomienia fabryki zbrojeniowej DAG Fabrik Bromberg, należącej do koncernu Dynamit Nobel AG (o fabryce nie będę się zanadto rozpisywał, bo na ten temat powstały już całe stosy opracowań). Dane, dotyczące liczby pracowników tego giganta, różnią się znacznie w zależności od źródła, osiągając wartości od kilku do nawet 60 tys. Tak czy siak, było tego sporo i gdzieś musiało mieszkać.
Część kadry otrzymała więc wygodne mieszkania w centrum i śródmieściu Bydgoszczy, m.in. przy ulicach: Gdańskiej, Gimnazjalnej czy Kujawskiej. Specjalnie na potrzeby DAG wybudowano nawet kamienice przy ul. Paderewskiego 30 i Chodkiewicza 24. Dyrektor, Adolf Kämpf, zamieszkał z kolei w kamienicy przy skrzyżowaniu Gdańskiej i Krasińskiego.
To było jednak zbyt mało, stąd pomysł wybudowania wspomnianego już osiedla, które dzisiaj nazywamy Awaryjnym. Wzniesiono więc budynki dla kadry kierowniczej i inżynierów, a także całą masę baraków, dla pracowników niższego szczebla, czasami także przymusowych. Część „barakową” na Osiedlu Awaryjnym, znajdziecie we wschodniej części, tę „reprezentacyjną”, w której mieszkała „elita” fabryki, w centrum, przy ul. Świetlicowej. Po dziś dzień zachowało się 8 charakterystycznych budynków (3 bliźniaki, 3 konstrukcje jednorodzinne, 1 „hybryda” i 1 większa konstrukcja).


Te konstrukcje wyróżniają się niezwykłą, ciemną, klinkierową cegłą. To tzw. styl Heimatschutzstil, bardzo popularny w III Rzeszy i – poza wrażeniem elegancji – mający w sobie nieco (trudno się dziwić, z uwagi na ich dawnych gospodarzy) mroku. Co ciekawe, nie jest to jedyne miejsce w Bydgoszczy, w którym znajdziecie takie budynki. 5 niewielkich obiektów, powstałych w tym samym czasie, i w ramach tej samej inwestycji (tj. osiedla pracowniczego dla DAG Fabrik), wzniesiono przy ul. Klinicznej, na skraju dzisiejszych Kapuścisk, a wówczas na obszarze nazywanym Kaltwasser (Zimne Wody). To „kapuścińskie” powstawało (nigdy go nie ukończono) dla pracowników stanu wolnego, łęgnowskie dla posiadających rodziny.
Wspomniałem wyżej o jednej większej konstrukcji, powstałej w czasie okupacji na Osiedlu Awaryjnym. To tzw. Kasyno – dziś budynek mieszkalny, niegdyś… faktycznie niemieckie kasyno. Budynek wzniesiony z niebywałym wręcz rozmachem, zwieńczony wielkim, trójkątnym szczytem.

Konstrukcja, zresztą jak i wszystkie pozostałe, wybudowane przy wykorzystaniu klinkierowej cegły, robi wielkie wrażenie. Zabłądziwszy tutaj po raz pierwszy, można się poczuć jak w innym świecie – tak bardzo różni się klimat tego miejsca od pozostałej części miasta. Sam pamiętam pierwsze wrażenie, sprzed niemal dekady, kiedy zupełnym przypadkiem trafiłem na ulicę Świetlicową. Doznałem niemałego szoku! Problem w tym, że kolejny szok – niestety już zdecydowanie mniej pozytywny – nastąpił po bliższym przyjrzeniu się stanowi technicznemu Kasyna.

…do zaplecza Zachemu
Po wojnie, osiedle przeszło pod kuratele kolejnego „wielkiego brata”, a więc spadkobiercy DAG – początkowo Państwowej Wytwórni Prochu, potem Zachemu. I o tym zakładzie (podobnie jak wcześniej o DAG Fabrik) nie chcę zbyt dużo pisać, gdyż temat został w mojej opinii niemal wyczerpany. Jest kilka ciekawych książek na ten temat (choćby 2-tomowe opracowanie p. Tadeusza Wilusza), jest cała masa artykułów. Pamiętajcie jednak, że przedsiębiorstwo wielokrotnie zmieniało swoją nazwę, a najdłużej obowiązującą nie był wcale „Zachem”, a „Organika-Zachem”, która funkcjonowała przez 24 lata. Podkreślenia wymaga także fakt, że działający do dziś „Nitro-Chem”, wyszedł ze struktur Zachemu w 1990 r.
Wracamy jednak do czasów powojennych i do Osiedla Awaryjnego. Skoro mówimy o okresie PRL-u, gdzie (przynajmniej teoretycznie) warstwa robotnicza była najważniejsza, osiedle rozkwitało. Powstawały nowe budynki mieszkalne, pojawiły się usługi: sklepy (spożywczy, mięsny), szewc, a nawet kiosk. Co więcej, już w 1953 r., osiedle uzyskało połącznie tramwajowe z Babią Wsią, za pośrednictwem linii „Brda”. Co ciekawe, tramwaj został tutaj pociągnięty, jeszcze przed oficjalnym włączeniem Łęgnowa w struktury miasta. To nastąpiło bowiem dopiero rok później, w 1954 r.

Od 1958 r. funkcjonował także Zakładowy Dom Kultury, w którym działało kino. Co więcej, na jego zapleczu znalazł się wyposażony w wieżę do skoków i trampolinę, basen. Obok utworzono także brodzik dla dzieci. Był barek z napojami, przebieralnie i… tłumy korzystających osób! To miejsce miało status modnego, wręcz kultowego wśród mieszkańców wschodnich osiedli Bydgoszczy.

Zresztą, całe Łęgnowo i jego najbliższe okolice – jakkolwiek groteskowo to dzisiaj nie brzmi – jawiły się w oczach bydgoszczan jako… miejsce wypoczynku. Nie tylko wspomniany wyżej basen, ale także wiele małych, rozsianych po okolicznych lasach jeziorek, np. niemal wyschnięty dzisiaj, będący raczej bagnem niż stawem, Dempel, były wprost oblegane. DAGowskie i zachemowskie skażenie? Być może było mniejsze niż dziś (choć pewności nie mam), a z pewnością mniejsza była świadomość o nim, toteż nie blokowała przed tego rodzaju aktywnościami.

Dawne domy kadry inżynierskiej i kierowniczej trafiły w ręce pracowników Zachemu, ale co stało się z Kasynem? Otóż, znalazł się tutaj hotel (dla pracowników zakładu, ale i nauczycieli ze szkoły nr 22), a także stołówka. Po mieście krążyła również plotka, jakoby w podziemiach działała kręgielnia, co niestety okazało się nieprawdą. Nie zmienia to faktu, że piwnice faktycznie są potężne i mogłyby pewnie w razie potrzeby pełnić funkcję schronu. W latach 90. XX w. budynek przejęło miasto i utworzyło wewnątrz ponad 30 socjalnych mieszkań.
Właśnie transformacja systemowa, sprawiła, że osiedle straciło swoje znaczenie, w efekcie czego zaczęło podupadać. Lata 90. XX w. i pierwsza dekada XXI w., to prawdziwa degrengolada. Napływ „problemowych” sąsiadów, którzy otrzymywali socjalne lokale, wzrost przestępczości, brak remontów budynków, lęgnące się w nich robactwo. Jeżeli trafił tutaj ktoś obcy, raczej nie wychodził stąd bez przynajmniej kilku siniaków. Słowem, prosta i szybka droga w dół.
Powolna droga w górę
„To już nie jest to osiedle, co w latach 90.” – powiedział mi kilka miesięcy temu jeden ze spotkanych pod Kasynem „czerwononosych” (takich, co to piją zbyt dużo i zdecydowanie od zbyt długiego czasu). Trudno dociec, czy wyrażał żal czy cieszył się z zaistniałej zmiany, jednak trzeba mu przyznać rację, że ta jest faktem. Po wyraźnym dole, w drugiej i trzeciej dekadzie (tak, jesteśmy już w połowie trzeciej!) XXI w. zaczęła się (powolna, ale jednak) poprawa komfortu życia na osiedlu. Powstał tutaj nawet sklep spod szyldu „Żabka”, co na innych osiedlach nie byłoby niczym dziwnym, ale tutaj jest zwiastunem pozytywnych zmian.

Dawne budynki DAG-owskie wyglądają coraz lepiej – wiele z nich jest w rękach prywatnych, dzięki czemu uporządkowane zostało ich otoczenie, poprawiono estetykę elewacji, dokonano lekkich przebudów. Niechlubnym wyjątkiem jest tutaj niestety Kasyno, które z zewnątrz prezentuje się jeszcze nieźle, ale w środku można by z powodzeniem kręcić filmy postapokaliptyczne. Pomazane ściany, wyrwane skrzynki na listy i temu podobne „atrakcje” to tutaj norma. A szkoda, bo wnętrze jest naprawdę ciekawe, wyróżniające się szerokimi schodami, dużymi holami, rozległymi piwnicami.


Wciąż jest oczywiście specyficznie. Osiedlowe pawilony handlowe przy ul. Świetlicowej wyglądają tak, jakby mogły się w każdej chwili rozpaść. Z kolei dawny budynek domu kultury, w którym znajdowało się kino, to dzisiaj obiekt należący do firmy WRB Invest Polska. Do znajdującego się za nim basenu dojść od strony osiedla już się nie da. Można to zrobić (jeżeli zna się drogę, ale uważajcie – łatwo się zgubić!) od ul. Nowotoruńskiej lub leśnymi ścieżkami od strony ul. Hutniczej. Nie polecam tego jednak robić samodzielnie, bo łatwo o kontuzję. Jednak jeżeli już się na to zdecydujecie i Wam się powiedzie, ujrzycie naprawdę imponującą konstrukcję!

Zachowała się cała niecka, głębokiego na kilka metrów i długiego na przynajmniej 50 metrów, basenu, a obok są i pozostałości brodzika dla dzieci. Widać także resztki dawnej przebieralni i prowadzących w kierunku osiedla chodników (dziś ich bieg kończy się na wysokim płocie). Wszystko to jest jednak bardzo zarośnięte, pocięte głębokimi dołami, z masą wystającego zewsząd żelastwa.



Nie jest jednak tak, że wszystko co się przewróciło, leży i niszczeje. Dla przykładu, w ostatnich latach wyremontowano budynek przedszkola miejskiego nr 4 przy ul. Zakole. Budynek, który – co ciekawe – stoi w miejscu dawnego, DAG-owskiego przedszkola niemieckiego. Tak jest, idea przedszkoli dla pracowników sąsiednich przedsiębiorstw to nie współczesny wymysł– robili to nawet niemieccy okupanci.

Kłopotliwe (?) sąsiedztwo
Od post-DAGowskiego i post-zachemowskiego dziedzictwa nie sposób uciec. Nawet dziś, prawie 70 lat po zakończeniu II wojny światowej i 10 lat od symbolicznego podniesienia szlabanów, strzeżących dostępu do terenu Zachemu (to nastąpiło dokładnie 1 lipca 2015 r.). Wystarczy, że chodząc ulicami Osiedla Awaryjnego, będziecie się uważnie rozglądali. Gdzieniegdzie, pośród drzew, dostrzeżecie z pewnością fragmenty dawnych schronów w postaci wieżyczek wywietrzników. Najłatwiej zrobić to zaś u styku ulic: Zakole i Pionierów, gdzie znajduje się schron, do którego można nawet spokojnie wejść. Niestety, w podobny sposób pomyślało przed Wami wiele osób, w tym bezdomni i „imprezowicze”, toteż w środku panuje najzwyklejszy w świecie syf. Wchodzicie więc na własną odpowiedzialność, z zatkanym nosem i w „roboczych” (takich, których nie będzie Wam w razie ubrudzenia lub zniszczenia żal) ciuchach.


Wejść można także do środka tzw. „ołówków”, a więc niewielkich, 1 lub 2-osobowych schronów, których kilka sztuk znajdziecie jeszcze na osiedlu. Najprościej jest „namierzyć” ten stojący przy skrzyżowaniu leśnego fragmentu ul. Zakole i ul. Żółwińskiej. Tutaj (i to z dwóch stron) zachowały się nawet drzwiczki, które wciąż działają! Choć to slogan oklepany, stwierdzić można: dobra, niemiecka robota.
Schrony tego typu służyły wartownikom terenu w razie ostrzału, chroniąc raczej przed odłamkami, aniżeli bezpośrednim uderzeniem. Wykonywano je ze zbrojonego betonu, a otwory obserwacyjne były dodatkowo chronione blachą. Co ciekawe, konstrukcje te stawiała firma DYWIDAG z Drezna – ta sama, które w okresie okupacji tworzyła w Bydgoszczy słupy pod trakcje trolejbusową, która ostatecznie nigdy nie powstała. Tabliczki znamionowe z nazwą firmy można jeszcze odszukać w przestrzeni miasta – choćby przy skrzyżowaniu ulic Nakielskiej i Czarnieckiego. Tutaj warto dodać, że drezdeński DYWIDAG wciąż działa i dalej zajmuje się tworzeniem betonowych konstrukcji.

Schrony, jak to schrony, traktować można jako ciekawostkę. Kolejny ślad „kłopotliwego” sąsiedztwa to już jednak zdecydowanie śmierdząca sprawa. Tzn. kiedyś taka była, na szczęście dziś już nie jest. Mowa o znajdującym się na skraju lasu, przy styku ulic: Hutniczej i Łęgnowskiej, korycie dawnego kanału ściekowego, zwanym także – pieszczotliwie – kaskadą. Dziś kanał jest suchy, pomijając wrzucone do niego śmieci i wyrastającą w dole zieleń, ale jeszcze kilkanaście lat temu, płynęły tędy w kierunku Wisły zachemowskie ścieki. Co ciekawe, jest to fragment ok. 6-km kanału, który ma swój początek w okolicach ECII, a następnie wiedzie w pobliżu dawnej stacji kolejowej Bydgoszcz Żółwin.


Kanał, w postaci ziemnej, wiedzie pod ulicą Świetlicową, tuż przy wejściu na teren Osiedla Awaryjnego. Dziś to zwykły rów, kiedyś płynąca tutaj „rzeczka” mieniła się różnymi kolorami. Nie było jednak w tym nic przyjemnego, gdyż kolor ten, zależny był od barwnika, który akurat wykorzystywano w Zachemie.
Kanał przypomina nam o kłopotliwym (czy też raczej groźnym) „spadku” po DAG Fabrik i Zachemie, czyli skażeniu okolicznego terenu. O tym mówi i pisze się na szczęście coraz więcej, lecz przez lata był to temat tabu (wszak PRL-owskim władzom na rękę było ukrywać „brudną” prawdę przed obywatelami). Pytanie, czy nie jest za późno, aby coś z tym zrobić i czy najzwyczajniej w świecie nie czekamy na wielką katastrofę ekologiczną, która nastąpi po dotarciu toksycznej, podziemnej chmury do Wisły i Brdy? Nie wiem, ale więcej na ten temat pisałem w poprzednim artykule, poświęconym osiedlu Łęgnowo Wieś (który przeczytasz TUTAJ).

Przemysłowe klimaty uderzają nas oczywiście także tuż po wyjściu z Osiedla Awaryjnego na ul. Hutniczą. Tutaj bowiem, na skraju wielkiej, otwartej przestrzeni, znajduje się ECII, a więc Elektrociepłownia nr 2. Powstały na przełomie lat 60 i 70. XX w. (uruchomiony w 1971 r.) gigant, był trzecią powstałą w Bydgoszczy elektrociepłownią. Pierwsza to oczywiście ta na Jachcicach z 1929 r. i działająca po dziś dzień. W czasie okupacji, na terenie DAG (na wschód od dzisiejszej firmy AIRON i ul. Mariana Dziatkiewicza), powstał kompleks, mający zasilać przedsiębiorstwo. Po wojnie przejął ją Zachem, a w 1972 r. stała się miejskim obiektem, otrzymując oznaczenie EC III. Niestety już jej nie ma – wyburzono ją w 2017 r.

W tym samym miejscu – tj. zaraz po wyjściu z Osiedla Awaryjnego na ul. Hutniczą – po lewej stronie dostrzeżemy dawną stróżówkę, kiedyś stojącą na „przedpolu” bramy zakładu. Dziś to zrujnowany, spalony obiekt. Swoją drogą, bram do zakładu było niegdyś co najmniej 5: tutaj, na Łęgnowie, na Wyżynach (ul. Glinki), Kapuściskach (ul. Wojska Polskiego), przy Szosie Obwodowej nr 10 oraz przy stacji Żółwin. Została jedna (oczywiście już otwarta), przy Wojska Polskiego.


Na koniec tego spaceru śladem DAG-owskich i zachemowskich pamiątek, zapraszam na ulice Zakole. Przy charakterystycznym „rondzie”, tuż obok dzikiego parkingu limuzyn (tak, nie przeczytaliście tego źle – od lat stoją tutaj dwa luksusowe auta), stoi niepozorny, przypominający barak budynek. Od tej strony wygląda na niewielki, ale obchodząc go, zdacie sobie sprawę, że to prawdziwy moloch – obecnie zamieszkany jest przez kilkaset osób, wyposażony jest w sieć korytarz i posiada rozległe piwnice.

To dawne koszary straży zakładowej, które w czasie okupacji uznawane były za posiadające wyższy standard – każdy z wartowników miał swoją izbę, była też świetlica z salą kinową. W korytarzu stało zaś popiersie samego Fuhrera. Kiedy spojrzymy na budynek z góry, dostrzeżemy, że wybudowano go w kształcie litery… A. Nie wiem, czy ta teoria jest słuszna, ale wielu twierdzi, że właśnie na cześć wodza III Rzeszy.


Obozowe zagłębie
Niestety, teren osiedla, w związku z przyleganiem do obszaru DAG Fabrik, był także czymś w rodzaju obozowego zagłębia. Niestety, bo nie wszystkie były obozami rekonwalescentów, ale często wręcz przeciwnie: jenieckimi, karnymi i pracy. Było i ich tutaj przynajmniej kilkanaście, a wokół całej fabryki (w tym np. na terenie dzisiejszych Wyżyn, przy ul. Szpitalnej, gdzie działał obóz Kaltwasser), niemal 30.
Między ulicami: Łęgnowską i Hutniczą znajdowało się tzw. „miasteczko”. Właśnie tutaj, od 15 lipca 1944 do 24 stycznia 1945 r. działała filia KL Stutthof, Bromberg-Brahnau. Jedna z dwóch w Bydgoszczy, bo druga Bromberg Ost, znajdowała się przy ul. Fabrycznej, w pobliżu dzisiejszej „Galerii Pomorskiej”.

Przez całą okres funkcjonowania obozu na Łęgnowie, w 6 barakach „mieszkało” ok. 1000 młodych Żydówek, których pilnowało od kilkudziesięciu do kilkunastu SS-manów. Kobiety (a często po prostu dziewczynki, bo niektóre miały ledwie kilkanaście lat) pracowały w DAG, gdzie wykonywały najbardziej szkodliwe i niebezpieczne prace. Okupanci wychodzi z założenia, że w razie czego, ich nie będzie żal…
Tuż obok znajdował się z kolei obóz, w którym przetrzymywano obcokrajowców, głównie zaś radzieckich jeńców. Tutaj „rezydowało” ok 1,5 tys. osób. Pozostałością po tych „przybytkach” są: minimum 1 schron przeciwlotniczy, znajdujący się pod płytą orlika ZS nr 18 oraz basen przeciwpożarowy, którego nieckę dostrzeżecie za ogrodzeniem, dosłownie vis-a-vis przystanku tramwajowego.

Okrutnym świadectwem pracy jeńców, przetrzymywanych w obozach są także pozostałe po dziś dzień fragmenty kamiennych dróg. Jadąc ulicami: Chemiczną (w stronę ECII) i Łęgnowską (prowadzącą od dworca Bydgoszcz Łęgnowo w stronę Osiedla Awaryjnego), wiedzcie, że poruszacie się traktami, wybudowanymi dzięki niewolniczej pracy setek osób.

Inne ciekawostki
Na koniec warto wspomnieć o walorach naturalnych. Tak, wszyscy wiemy, jak źle na tutejsze środowisko, wpływało sąsiedztwo DAG Fabrik, a potem Zachemu. Niemniej, mimo to, Łęgnowo to… bardzo zielone osiedle!
Zieleń tę, dostrzeżecie przede wszystkim w okolicach zbocza Doliny Łęgnowskiej – tutaj w wielu miejscach mamy do czynienia z gęstym lasem. Podobnie jest zresztą, z tym że z dodatkiem wody, bo to tereny mocno podmokłe, na północy osiedla, między ulicą Toruńską i Brdą.
Plusem zbocza są jednak widoki. Tzw. Górka Łęgnowska, to miejsce, na które z centrum Osiedla Awaryjnego dotrzemy w maksymalnie 5 minut. Wystarczy przejść przez ruchliwą (uważajcie tam na siebie!) Nowotoruńską, a po chwili dotrzecie na miejsce, z którego rozciąga się piękny widok na położone w dole Łęgnowo Wieś. Widać też jak na dłoni linie kolejową Bydgoszcz-Toruń. Oczywiście, obserwacje polecam prowadzić w sezonie jesienno-zimowym, kiedy na drzewach jest zdecydowanie mniej liści.

Dalej w kierunku północnym, na „rogu” Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej i Doliny Łęgnowskiej, znajduje się bodaj najwyższy punkt Zbocza Bydgoskiego. Wzgórze Bolesława Krzywoustego, wznoszące się na 69 m n.p.m. i 40 metrów w pionie ponad lustro Wisły, to nie tylko świetny punkt obserwacyjny, ale i miejsce historyczne!


Według przekazów (pisał o tym sam Gall Anonim) właśnie stąd, w 1112 r. Bolesław Krzywousty ruszał na zdobycie znajdującego się po drugiej stronie Brdy Wyszogrodu, w czasie swojej wyprawy na Pomorze. Aby upamiętnić to wydarzenie, Organizacja Przysposobienia Kobiet do Obrony Kraju ustawiła tutaj w 1932 r. krzyż. Jednak nie tylko Polacy, uważali to miejsce za istotne. Niemcy, na pamiątkę obecności księcia pruskiego Friedricha Heinricha Albrechta (syna Fryderyka Wilhelma III) w 1828 r. nazywali to wzniesienie „Albrehthöhe”, a także ustawili pamiątkowy kamień.

Wielu badaczy domniema, że – z uwagi na strategiczne położenie – wzgórze mogło być wykorzystywane przed wiekami jako warownia lub choćby obronna osada. Podobno (choć nie znajduje to potwierdzenia w badaniach naukowych) pod koniec XIX w. członkowie niemieckiego Bydgoskiego Towarzystwa Historycznego, trafili tutaj na fundamenty dużej budowli obronnej. Hipotezę istnienia tutaj grodziska, badał w swojej pracy „Domniemane wczesnośredniowieczne grodzisko w Bydgoszczy-Czersku Polskim w świetle najnowszych badań archeologicznych” Patryk Banasiak z UMK, który ostatecznie stwierdził jednak, że nie ma dowodów na jego istnienie.
Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o sporcie. A przecież właśnie na Łęgnowie, konkretnie zaś przy ul. Hutniczej, w miejscu w którym stoją dzisiaj zabudowania firmy Metalkas, rozpoczęła się historia… Chemika Bydgoszcz! Ok, w zasadzie rozpoczęła się przy wytwórni nr 11 Zakładów Chemicznych, w 1949 r. jako koło Wisła Łęgnowo, ale tutaj była kontynuowana. W latach 50. XX w. pierwsze boisko (nazywane „kozim boiskiem”), piłkarzy zrzeszonych w protoplaście dzisiejszego Chemika, znajdowało się właśnie przy Hutniczej. Po dziś dzień zachowały się zdjęcia z meczów, rozgrywanych na tutejszym, niewielkim stadioniku. Dziś nie ma po nim śladu – jedyną wskazówką jest zachowany, stary drzewostan.

Obecna nazwa klubu, czyli Bydgoski Klub Sportowy Chemik, pojawiła się (po wielu transformacjach) w 1976 r. Rok później, klub wyniósł się na zawsze z Łęgnowa i trafił na ul. Glinki, na Wyżynach. I choć nigdy nie był to stricte zakładowy (zachemowski) klub, to jego związki z przedsiębiorstwem były oczywiste. Więcej o jego historii przeczytacie w odrębnym artykule z cyklu „Bydgoszcz przez dziurkę od klucza”, TUTAJ.

Unikać czy nie?
Warto zadać to pytanie, aby ostatecznie obalić krzywdzący Łęgnowo mit. Jak najbardziej, nie unikać, a już na pewno nie rzucać na lewo i prawo krzywdzącymi mieszkańców opiniami. Owszem, był czas, kiedy Osiedle Awaryjne i całe Łęgnowo, należało do „mrocznej strefy”, gdzie nietrudno było dostać „w tamburyn”. To już jednak przeszłość, czas, który dawno minął i już (raczej) nie wróci.

I jasne, jak już napisałem, na Łęgnowie poczujecie się nieco inaczej, niż w innych częściach miasta. Ale czy to źle? Z perspektywy odkrywców, osób zafascynowanych historią i dziedzictwem Bydgoszczy, możecie interpretować to wyłącznie pozytywnie. Tym bardziej, że ta część miasta, ściśle wiąże się z dziejami Bydgoszczy. Z mroczną kartą tych dziejów, ale jednak.

W związku z tym, jeżeli jeszcze nigdy tutaj nie byliście, koniecznie ruszajcie na spacer! Gwarantuję, że już kilka minut spaceru po ulicy Świetlicowej, sprawi, że będziecie zaskoczeni. To naprawdę unikatowe miejsce!

Piotr Weckwerth

MIASTA BYDGOSZCZY